28.01.2019

Biologiczne aspekty oczyszczania ścieków - podręcznik dla studentów

Wpływ człowieka na środowisko jest na tyle duży, że uzasadnione jest wyróżnianie nowej epoki antropocen. Ten wpływ nie ogranicza się jedynie do degradacji ale i podejmowania różnorodnych działań naprawczych, w tym w zakresie ochrony środowiska przyrodniczego.  i różne rozwiązania naprawcze. W latach 90. XX wieku  gwałtownie przybyło oczyszczalni ścieków. Miało to swój wyraźny i pozytywny skutek w jakości wód, zwłaszcza rzek. Współczesne badania biologiczne przyniosły wiele nowej wiedzy, która systematycznie znajduje zastosowanie. Także w odniesieniu do oczyszczania ścieków. Problem jest bez wątpienia ważny i wymagający specjalistów. A stara anegdota: "Nie wejdziesz dwa razy do tej samej rzeki - codziennie inne wpuszczane są ścieki", powoli traci na aktualności. Można ją zmodyfikować tak: "codziennie wpływają coraz lepiej oczyszczone, w tym metodami biologicznymi, ścieki".

Biologiczne aspekty oczyszczania ścieków autorstwa  Mieczysława Kazimierza Błaszczyka, wydana właśnie przez PWN (premiera książki była w dniu  21 stycznia 2019 r., to książka licząca 600 stron, typowy podręcznik akademicki.  Warto podkreślić, że jest to podręcznik napisany przez mikrobiologa, co znajduje swoje odzwierciedlenie w układzie i doborze treści. Znalazło się w niej sporo nowy pojęć i teorii biologicznych (np. metagenomika - trudno te nowe podeście teoretyczne znaleźć w podręcznikach, więc zapewne skorzystają także i inni, zainteresowani nowymi zagadnieniami w biologii).

W opisywanej książce czytelnik znajdzie takie zagadnienia jak: ścieki, bakteryjny metabolizm, biologiczne systemy oczyszczania ścieków, bioreaktory, usuwanie azotu, usuwanie fosforu, ścieki przemysłu spożywczego, ścieki farmaceutyczne, ścieki rafineryjno-petrochemiczne, ścieki celulozowo-papiernicze, odpady i ich utylizacja, odpady komunalne.

Publikacja prezentuje nowoczesne i konwencjonalne technologie biologicznego oczyszczania ścieków komunalnych i bioprzemysłowych. Wyjaśnia wszystkie procesy biologicznego oczyszczania ścieków oraz tworzenie różnych struktur biologicznych, zbudowanych w mikroorganizmów, typy hodowli i typy bioreaktorów stosowanych do hodowli mikroorganizmów. 

Dość dobrze zawartość charakteryzuje układ i nazwy rozdziałów:
  1. Bakteryjny metabolizm w procesie oczyszczania ścieków w warunkach beztlenowych
  2. Fizykochemiczna charakterystyka ścieków
  3. Wspólnoty mikroorganizmów w biologicznych systemach oczyszczania ściegów
  4. Bioreaktory powszechnie stosowane w hodowlach mikroorganizmów
  5. Usuwanie azotu i fosforu ze ścieków z zastosowaniem nowych technologii
  6. Naturalne metody biologicznego oczyszczania ścieków
  7. Nowoczesne biologiczne systemy oczyszczania ścieków
  8. Ścieki przemysłu spożywczego i ich oczyszczanie
  9. Oczyszczanie ścieków farmaceutycznych
  10. Oczyszczanie ścieków rafineryjno-petrochemicznych
  11. Oczyszczenie ścieków celulozowo-papierniczych
  12. Oczyszczanie wód kopalnianych przez bakterie redukujące siarczany
  13. Odpady organiczne i ich utylizacja
  14. Biologiczne oczyszczanie odcieków ze składowisk odpadów komunalnych
  15. Mechaniczno-biologiczna oczyszczalnia ścieków komunalnych w Ostrzeszowie.
Podręcznik Biologiczne aspekty oczyszczania ścieków prezentuje nowoczesne i konwencjonalne procesy biotechnologicznego oczyszczania ścieków organicznych, opartych na wykorzystaniu mikroorganizmów, jako katalizatorów reakcji biochemicznych do usuwania zanieczyszczeń organicznych oraz różnych form azotu nieorganicznego, fosforu oraz siarczanów. Zawarte są w nim opisy metod biologicznego oczyszczania ścieków bioprzemysłowych i wybranych ścieków pochodzących z różnych gałęzi przemysłu, utylizacji odpadów komunalnych i odcieków składowiskowych, a także skład jakościowy i ilościowy głównych taksonów, tworzących wspólnoty mikroorganizmów w różnego typu bioreaktorach, uczestniczących w biologicznym oczyszczaniu ścieków.

Podręcznik jest adresowany do studentów biologii, biotechnologii, ochrony środowiska, bioinżynierii środowiska.

Informacja o autorze: Mieczysław Kazimierz Błaszczyk pracuje w Samodzielnym Zakładzie Biologii Mikroorganizmów na Wydziale Rolnictwa i Biologii Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie.

Podręcznik polecany m.in. przez blog Profesorskie Gadanie.


27.01.2019

Wino i Ptaki ... oraz butelki z owadami

Profesora Piotra Tryjanowskiego poznałem dawno temu, w Poznaniu, jako młodego i początkującego naukowca, gdy przyjeżdżałem na konsultacje przed moim doktoratem. A i potem udało się czasem porozmawiać na rozmaite, naukowe tematy. Nieustająca pasja badawcza i ornitologiczna. Tak mu chyba pozostało.

Tym razem sięgnąłem po jego książkę z lekkim niepokojem. Czy będzie to jakaś kolejna, nudziarska i rozwlekła książka naukowca? "Wino i ptaki", Piotra Tryjanowskiego, wydana w 2018 r. w Poznaniu przez wydawnictwo Lanius (a jakże, logo z ptakiem!), w serii "Kontrowersje". Temat trochę kontrowersyjny, bardzo niecodzienne połączenie ortnitologii i enologii (ta pierwsza zajmuje się badaniem ptaków, ta druga - winem).

Niepokój szybko został rozwiany. Piękny, wartki język z dużą ilością dowcipu ze smakiem i licznymi odniesieniami do badań naukowych. Liczne wspomnienie z różnorodnych badań ornitologicznych i najróżniejszych związków ptaków z winem. A także ochroną przyrody. Na przykład profesor Tryjanowski w bardzo przejrzysty sposób wykazuje związek korkowania butelek naturalnym korkiem z ochroną ekosystemów, w tym przypadku lasów z dębem korkowym i ich dużą bioróżnorodnością. Pisze o winnicach, jako siedliskach ptaków, o szkodnikach ptasich w winnicach, o pijaniu alkoholu przez ptaki czy dobroczynnych właściwościach resweratrolu. I na wiele innych, ciekawych tematów, łatwo strawnych dla każdego czytelnika. Od stołu i starożytnego trunku prowadzi do niezwykle ciekawych tematów biologicznych i ewolucyjnych.

Jako ornitolog prof. Tryjanowski zwraca uwagę na etykiety, a w szczególności na różne elementy ptasie, zwarte w grafice etykiet. Jak można się domyśleć, często wybiera wina z ptakiem na etykiecie. Wiedzą to chyba jego znajomi. Ale jak na rasowego naukowca przystało, do tego tematu ornitologiczno-etykietowego podszedł z iście naukową dociekliwością i starannością. Tu dorzucę coś od siebie, o czym prof. Piotr Tryjanowski zapewne by nie pomyślał. Ja w dużym stopniu w zakupach kieruje się... kształtem i kolorem butelki. Owszem, na etykiety także zwracam uwagę, ale... pod kątem tego, czy łatwo będzie można ich się pozbyć z butelki w procesie mycia. Dużą zmorą są etykiety przyklejane syntetycznymi klejami (jeśli jest na dodatek folia aluminiowa, to trudniej przenika woda wgłąb papierowej etykiety). Trzeba je zdrapywać nożem i potem myć rozpuszczalnikiem (by pozbyć się resztek kleju). Zdecydowanie wolę te w pełni papierowe i przyklejone klejami naturalnymi lub rozpuszczalnymi w wodzie. Być może powinienem dogłębniej poznać problem i wykazać związek... z ochroną przyrody.

Tymczasem wracam do lektury, przede mną rozdział "Kac z ptakami odlatuje". A potem powrócę do malowania butelek. Jak nie trudno zgadnąć moim ulubionym motywem są owady. Oraz rośliny krajowe. Na zdjęciu wyżej jeden z rodzimych storczyków. Dwa w jednym: popularyzacja rodzimej bioróżnorodności i problemu odpadów naszej cywilizacji.

23.01.2019

Atrakcyjne konwentykle odbyły się już po raz 29.

(Slajd z wykładu Piotra Kanna. Fragment dotyczący komunikacji)

Oak to po angielsku dąb. Ale także skrót spotkań pod tytułem Obóz Atrakcyjnych Konwentykli. Kiedy o nim usłyszałem? Kilkanaście lat temu, od moich doktorantów. Uwagę zwracała dowcipna nazwa. Jeździli na OAKi, a ja w tym czasie prowadziłem już przedmiot Autoprezentacja (uczułem studentów wypowiedzi publicznych i prezentacji referatowych). Może dlatego zwróciłem uwagę?

Konwentykiel to słowo archaiczne, które wszyło już z użycia. Ale studenci z kół naukowych wydobyli z zakamarków kultury. W Słowniku Języka Polskiego tak jest wyjaśniane: 1. żartobliwie «zebranie jakiejś organizacji», 2. dawniej «tajne zebranie sekty religijnej». Najbardziej popularne synonimy konwentyklu to: randka, zgromadzenie, nasiadówa, posiedzenie, plenum, szczyt, sam na sam, zebranie, odprawa, nasiadówka, manicha, audiencja, spotkanie, obrady, sesja, schadzka, sejmik, narada, rendez vous, pikieta, konwencja, zejście się, konferencja, sympozjum, zbiórka, mityng, zebranko, konsylium, konsultacja, zjazd. Tylko niektóre wykorzystywane są w codzienności naukowej i akademickiej (sympozjum, konferencja, kongres, seminarium, webinarium). A skoro rośnie różnorodność spotkań to i trzeba sięgać po coraz bogatsze słownictwo, z jednej strony szukając w przeszłości, z drugiej tworząc zupełnie nowe (np. webinarium). Oczywiście, spotkania społeczne są znacznie bogatsze w swojej formie i celu niż te naukowe, stąd i zasób słów obszerniejszy.

Warsztaty Prezentacji Naukowych OAK, czyli Obóz Atrakcyjnych Konwentykli, to spotkania wyjazdowe (stąd słowo "obóz") poświęcone doskonaleniu sposobów przekazywania wiedzy naukowej. Pierwsza edycja zorganizowana została z inicjatywy Koła Naukowego Przyrodników Uniwersytetu Jagiellońskiego w styczniu 1999 roku. Kolejne warsztaty były dziełem również innych ośrodków akademickich, takich jak Uniwersytet w Białymstoku, Uniwersytet Mikołaja Kopernika, Uniwersytet Warszawski, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza oraz Uniwersytet Łódzki. Jeździli także moi magistranci. Wszyscy przywozili relacje, opowiadali. Słuchałem i co się dało przyswajałem. Teraz zaproszony zostałem jako ekspert (w listopadzie 2018 r.). W planach było zaangażowanie studentów i doktorantów z UWM, lecz bez skutecznie… Szkoda. Listopadowy OAK zorganizowano specjalnie blisko Olsztyna (w ośrodku Perkoz pod Olsztynkiem), by łatwiej było olsztyniakom dojechać…

Na 29. OAK po pierwsze przygotowałem wykład pt: "Poster rozszerzony czyli jak rozciągnąć 3 minuty do godziny lub dłużej". Opowiadałem o posterze jako formie komunikacji naukowej, o notowaniu wizualnym (rysnotki, myślografie) i nieliniowym układaniu treści. Przedstawiałem także poster (plakat naukowy) jako infografikę. Przestawiłem historię plakatu naukowego, pokazując bardzo archaiczne już rozwiązania w postaci pisania patyczkiem. To było początki mojej pracy naukowej - dla współczesnych studentów i doktorantów była to muzealna przeszłość.... Omawiałem cel i dodatkowe funkcjonalności posteru prezentowanego na konferencji naukowej. Bazując na własnym doświadczeniu przedstawiałem dostępne rozwiązania techniczne, wykorzystanie źródeł internetowych, QR Kodów. Podsunąłem kilka pomysłów na „poszerzanie treści” ponad dostępną przestrzeń 70 na 100 cm (wytyczaną przez organizatorów konferencji), wykorzystanie mobilnego internetu oglądających poster. Nawiązałem do prezentacji błyskawicznej oraz e-portfolio. Poruszyłem także zupełnie nowy problem prezentowania posteru na e-konferencji. Wspomniałem także o podpinanie filmów, webinariów i dodatkowych treści do analogowego posteru. Tak, jest to możliwe. 

Efekt mojej pracy warsztatowej.
Ilustracja do opowieści o sobie.
Sam uczestniczyłem w bardzo ciekawych warsztatach przygotowania krótkiej opowieści o sobie z wykorzystaniem… plakatu. Z pewnością wykorzystam to na zajęciach. Teraz czekam tylko okazji.

W listopadowym OAKu poprowadziłem także zajęcia warsztatowe pt. "Ożywianie posteru" (poster rozszerzony), który był praktycznym rozszerzeniem wykładu. Albo wykład był wstępem do warsztatu, jak kto woli. Co było tematem warsztatu? Wykorzystanie bezpłatnych narzędzi i portali społecznościowych: Facebook, Instagram, blogi, YouTube, itd. w „rozszerzaniu posteru”. W czasie warsztatów uczestnicy zaplanowali i przygotowali materiały „rozszerzające” przygotowywany posterem (przygotowanie treści w postaci tekstów, schematów, filmów do umieszczenia na posterze z linkiem QR Kod, czyli wydłużanie czasowe i rozszerzanie treściowe posteru na konferencji). Uczestnicy warsztatów przyszli z telefonem lub tabletem z dostępem do internetu (robienie zdjęć, krótkie relacje i objaśnienia wideo). Przydatne było posiadania laptopa, aparatu fotograficznego lub kamery). Efekty pracy uczestnicy mogli wykorzystać na swoim posterze, prezentowanym w czasie warsztatów. Udało się także włączyć elementy gamifikacji na posterze (jak zaplanować, jak wykonać). Teraz szukam sposobności by ten pomysł zrealizować praktycznie.

Warsztaty OAK są adresowane przede wszystkim do młodych naukowców, w szczególności do studentów i doktorantów (głównie kierunków przyrodniczych i pokrewnych), którzy chcą doskonalić sposoby przedstawiania planów i wyników swoich badań oraz przygotowywania publikacji naukowych. W sumie takich zajęć na uczelniach nie ma (lub są wyjątkowo i na nielicznych uczelniach). Warsztaty wypełniają lukę w edukacji ludzi nauki, których nie uczy się profesjonalnych wystąpień i nie kładzie nacisku na jakość prezentowania wiedzy. Nic dziwnego, że inicjatywa i podtrzymanie tych spotkań wychodzi głównie od członków kół naukowych. Jeżdżą już na konferencje i chcę się nauczyć lepiej prezentować swoje wyniki. Młodzi ludzie dostrzegają potrzebę i sami organizują sobie szkolenia w formie obozu. Samodoskonalenie we własnym gronie.

OAKi odbywają się co roku, w różnych miejscach. Warsztaty dają możliwość nawiązywania międzyuczelnianych i międzynarodowych kontaktów, poszerzają horyzonty myślowe dzięki spotkaniu ludzi różnych specjalności i pochodzących z różnych ośrodków akademickich. Jest tam sporo dyskusji i uczenie się od siebie, dzielenia pomysłami, rozwiązaniami oraz doświadczeniami. 

Podstawową częścią OAK-u są prezentacje wygłaszane przez uczestników w języku polskim lub angielskim. Po każdym wystąpieniu ma miejsce dyskusja nad jego stroną merytoryczną. Seminaria są filmowane, a następnie odtwarzane i analizowane przez uczestników i ekspertów. W tej części ocenie podlega głównie techniczna strona wystąpień. Wskazywane są słabe punkty i sugerowane sposoby wyeliminowania usterek. Drugim ważnym punktem warsztatów są zajęcia warsztatowe, dotyczące różnych aspektów opracowywania i prezentowania wyników badań naukowych. Ta część pozwala na zdobycie wiedzy teoretycznej i praktycznej, a często na samodzielne wykonanie prezentacji czy jej części. Do stałych punktów programu należą również wycieczki po atrakcyjnych przyrodniczo terenach, zajęcia terenowe i spotkania towarzyskie.

Na ostatnim OAKu tematem wiodącym był poster. Już niebawem kolejny Obóz Atrakcyjnych Konwentykli. Może warto skorzystać?

Więcej aktualnych informacji:

20.01.2019

O omomiłku, co po śniegu biega

(Larwa omomiłka na śniegu, 15 stycznia 2019, Olsztyn, fot. Mateusz Sowiński)
Dorosłe omomiłki widywałem wielokrotnie. To często spotykane owady. Ale larwy nie widziałem. A przynajmniej nie wiedziałem, że widzę larwę omomiłka. Gdy Mateusz Sowiński  zamieścił powyższe zdjęcie na swoim profilu facebookowym, mogłem zobaczyć z bliska. I przypomnieć sobie o faunie naśnieżnej. Są i chruściki, które spotkać można aktywne na śniegu. Oczywiście u chruścików są to imagines, bo larwy żyją w wodzie. W zimie jak najbardziej aktywne, tyle że w źródłach, strumieniach, rzekach i jeziorach.

Życie zimą całkiem nie zamiera. Część gatunków odlatuje do ciepłych krajów – i to nie tylko ptaki ale i niektóre owady, na przykład niektóre motyle. Inne zapadają w sen zimowy, jeszcze inne rozpoczynają aktywność. Na przykład wiele owadów wodnych (w tym chruściki), żywiących się martwą materią organiczną, rozpoczyna intensywne żerowanie i rozwój, gdy począwszy od jesieni do wody wpadną liście z drzew. I do wiosny prawie wszystko zjedzą, kończąc swój intensywny larwalny żywot. Pośród nich są i drapieżniki, zjadające inne larwy owadów. Nasze dziedzictwo przyrodnicze jest ogromne. Co najmniej kilkadziesiąt tysięcy gatunków (ponad 60 tys. gatunków wykazanych z terenu Polski). Gdyby tak o każdym gatunku bakterii, grzyba, jednokomórkowca, rośliny czy zwierzęcia napisać chociaż po jednej stronie podstawowych informacji, to jak gruba byłaby ta encyklopedia? Encyklopedia licząca co najmniej 60 tysięcy stron. Przydała by się nam taka Encyklopedia Przyrody Polskiej. Samo wymyślenie polskich nazw gatunkowych jest już wyzwaniem dla ludzkiej kreatywności. Przykładem mogą być moje ulubione owady, których polskie nazwy gatunkowe są niesamowicie bajkowe. Bo na przykład taki omomiłek brzmi prawie jak muminek.
A na zdjęciu obok uwidoczniony jest omomiłek szary (Cantharis fusca)… który wcale szary nie jest oraz na zdjęciu niżej zmięk żółty (Rhagonycha fulva), który jest pomarańczowy a nie żółty. Zmięk zapewne dlatego, że omomiłki są chrząszczami o miękkich pokrywach skrzydłowych. Omomiłek szary jest pomarańczowo-czerwony i czarny. Może tylko mniej czarny od omomiłka czarnego (Cantharis obscura), dlatego nazwano go szarym? Ale skąd nazwa omomiłek? Cóż ona znaczy? A co znaczy muminek? I to piękne, i to piękne. I jakieś takie tajemnicze. Czyli entomolodzy mają fajne życie i ciekawą pracę, bo ciągle się z takimi fikuśnymi nazwami spotykają.

Zdjęcie omomiłkowi szaremu zrobiłem w Samławkach (koło Reszla), przy uprawach wierzby energetycznej, gdzie kilka lat temu prowadziłem badania nad bioróżnorodnością.

Zmięk żółty uwieczniony został w czasie letniej wyprawy badawczej na Żuławy, ale to pospolity gatunek i nawet w Olsztynie łatwo go spotkać. Omomiłek szary to pospolity chrząszcz z rodziny omomiłkowatych. Omomiłkowate spokrewnione są ze świetlikami, co czyni je jeszcze bardziej bajkowymi stworami. Omomiłkowate (Cantharidae) to liczna rodzina chrząszczy, występujących głównie w strefie klimatu umiarkowanego, liczne są w Europie. Chrząszcze te, jak już wspomniałem, mają miękkie pokrywy skrzydłowe. U niektórych gatunków samice nie mają pokryw. Ciało mają wydłużone, stosunkowo płaskie, czułki są długie. Chrząszcze te dobrze i sprawnie fruwają. Są drapieżnikami, zjadającymi inne bezkręgowce, niektóre gatunki uważane są za szkodniki. Generalnie jednak omomiłki uważane za gatunki pożyteczne ze względu na drapieżny tryb życia i zjadanie innych owadów, głównie mszyc. Tak czyni nasz omomiłek szary. Ale pojęcie szkodnika czy gatunku pożytecznego to rzecz względna i w pełni rolnicza a nie ekologiczna.
(Zmięk żółty)

Omomiłka szarego spotykać można od maja do lipca, na kwitnących krzewach i kwiatach, na łąkach i na skraju lasów czy miejskich parkach. Dorosłe polują na małe owady. Ale obserwowano dorosłe chrząszcze ogryzające młode pędy drzew iglastych. Może z głodu, może dla diety, może dla urody, a może z rozpaczy, że nie wiemy co znaczy słowo omomiłek. Coś w nim jest miłego, ale co? 

Larwy żyją w glebie i czasem można je zobaczyć zimą na śniegu. Gatunek ten występuje na terenach zadrzewionych jak i otwartych (agrocenozy), jest bardzo liczny i pospolity. Uważany za gatunek pożyteczny ze względu na jego drapieżny tryb życia i zjadanie innych owadów, przede wszystkim mszyc. Latem samice omomiłków składają jaja w powierzchniowych warstwach gleby. Wylegające się larwy mają zredukowane narządy gębowe i nie pobierają pokarmu. Dopiero po kilku dniach linieją i zmieniają się w ruchliwe i drapieżne larwy. Ciekawe skąd taki dziwaczny tryb życia? Czy młode larwy nie mogłyby od razy wykluwać się zdolnymi do zjadania, tego co im potrzebne? Może to filogenetyczna pozostałość po przodkach i ich innym trybie życia? Może nawet nie odżywiająca się larwa, ale ruchliwa, jest bezpieczniejsza niż dłuższy rozwój w nieruchomo leżącym jaju (łatwym do wypatrzenia przez antyomomiłkowego szkodnika)? Więc sobie biega i o jeść nie woła (och, nie jeden rodzic by tak chciał). Skoro muminki mają swoje tajemnice, dlaczego nie miałyby ich mieć omomiłki? Tylko o omomiłkach książek nikt nie pisze. Szkoda. Odkrywanie tajemnic omomiłków to pasjonujące zajęcie dla entomologów. Tak sobie położyć się na łące i podpatrywać. Można robić zdjęcia, nawet w czasie kopulacji omomiłków i nikt policji nie wzywa i o bezeceństwa nie posądza. Jednym słowem entomolog to ma klawe życie.

Larwy omomiłków piękne nie są – koloru ciemnoszarego, żyją w glebie, czasem wychodzą na powierzchnię. Żywią się dżdżownicami i ślimakami, a także częściami roślin. Jeśli w miastach pozgrabiamy i zabierzemy wszystkie liście z trawników to zabraknie pożywienia dla dżdżownic. A jak dżdżownic zabranie to i dla omomiłków ciężkie czasy nastaną. Więc przy tej okazji gorąco proszę – nie zabierajcie wszystkich liści z trawników!

Ale wróćmy do larw omomiłków – w żuwaczkach mają wyżłobienie, którym wpuszczają do ofiary substancje trujące, umożliwiające rozkład ciała ofiary poza własnym organizmem. Niby dziwne… ale co my innego robimy na patelni, w garnku, piekarniku czy w beczce z kiszoną kapustą czy koszonymi ogórkami? Też „trawimy” częściowo, żeby potem, już w żołądku i jelitach było łatwiej. Omomiłki mieszkań z kuchniami i garnkami nie mają, to sobie radzą jak potrafią. A żeby było jeszcze bardziej muminkowato to okazuje się, że larwy omomiłków w łagodne zimowe dni można spotkać na śniegu, zwłaszcza pod koniec zimy. Bo zimą owady nie znikają. A jak jest cieplej to też wiosny wyglądają. Tak jak my teraz wyglądamy przedświątecznego śniegu. A potem co zrobią larwy omomiłków jak przez całą zimę śniegu nie będzie? Gdzie będą mogły przedwiosennie pobiegać niczym owadzie morsy po wyjściu z sauny?

Wcześniejsze teksty o omumiłkach:

18.01.2019

Wyciszyć hejt, zaczynając od siebie (czynić świat piękniejszym)


Spójrz na zdjęcie. Ładny krajobraz? Miejsce jakich wiele wokół nas. Dlaczego jest piękne i  wzbudza w nas dobre emocje? Po pierwsze nie ma śmieci. Nie drażnią, nie wprowadzają dysonansu. A przecież zaśmieconych miejsc jest wiele wokół nas. Po drugie widać tu landart. Prawda, ze delikatny i subtelny? Liście ułożone na ławce. Wydają się przywiane wiatrem, ułożone przez przyrodę. Ale wykonała to ludzka ręka. W obu przypadkach - braku śmieci i estetyzacja elementami natury wynikają z aktywności człowieka. Prostych czynności czynienie świata piękniejszym. Każdy z nas może, nie tylko samemu nie śmiecić, nie wytwarzać zbędnych odpadów (bo gdzieś w końcu lądują), ale i sprzątać po innych. Nie za nich... ale dla siebie. By być szczęśliwszym w pięknym świecie.

Są słowa, które także zaśmiecają przestrzeń społeczną. Wprowadzają złe emocje a my źle się czujemy. Mam na myśli internetowa agresję słowem i język nienawiści (hejt), który nie tylko sprawia przykrość ale koniec końców prowadzi do śmierci konkretnych osób. A krajobraz społeczny jest brzydki....

Bez wątpienia mamy problem cywilizacyjny - mamy narzędzia, którego jeszcze społecznie nie opanowaliśmy. Nie nauczyliśmy się bezpiecznie używać. To tak jak z wynalezieniem noża. Po przerwsze jest to użyteczne narzędzie... ale można się nim skaleczyć. Nie rezygnujemy z noży lecz uczymy się poprawnie i bezpiecznie nim posługiwać. Bo unikanie nieszczęścia nie polega na wyrzuceniu noża lecz właściwym z nim obchodzeniem się.

Tak zwany hejt istniał od zawsze, odkąd istnieją ludzie (Homo sapiens). A nawet wcześniej. Agresja u zwierząt społecznych a potem u człowieka, jako element zdobywania pozycji w grupie, walki "frakcyjnej", tworzenia sojuszy istniała od samego poczatku. Z jednej strony iskanie, z drugiej okazywanie niechęci i agresji już w mowie ciała. Dalej z tego korzystamy. Potem pojawił się język, który zbudował znacznie liczniejsze społeczności. Język jako forma poszerzonego "iskania" na odległość. Budowanie więzi i relacji, nawiązywanie kontaktów. To one zbudowały większe grupy i społeczności. W większych grupach możliwa była specjalizacja i niewątpliwy postęp cywilizacyjny. A więc zbudowanie cywilizacji jaką znamy. Agresja, oplotkowywanie i hejt w formie słownej istniało więc od dawna (świadczy chociażby bogate słownictwo: obrabianie d..,  itp. Samo słowo "plotkować: ma blisko 100 synonimów). I funkcjonuje także i w epoce cyfrowej. Ale przez tysiąclecia społecznie wypracowaliśmy formy radzenia sobie z takim destrukcyjnym hejtem.

Potem pojawiło się pismo. Jeszcze większa, dobroczynna forma budowania więzi w jeszcze większych grupach społecznych. Ale jest i druga, gorsza strona tego medalu - "hejt pisany'. Napisy na ścianach toalet i budynków publicznych, wulgarne grafitti. Anonimowe przecież. Wypisywane paszkwile, złośliwe, raniące, podrzucana jako papierowe anonimy. W epoce coraz tańszego druku upowszechniające się w coraz większych grupach i bez kontaktu osobistego, a więc i ryzyka odwetu fizycznego. Pismo przyniosło nam literaturę i komunikację. Ale jednym z elementów, immanentnych i nieusuwalnych, jest... agresja wyrażana na piśmie. Raniąca, czasem zabijająca. Nabraliśmy wprawy, jako społeczeństwa w takich ranieniu słowem pisanym. Ale w dużym stopniu kulturowo opanowaliśmy i tę nową formę życia społecznego.

Teraz żyjemy w epoce cyfrowej z zupełnie nowymi możliwościami wyrażania agresji słownej. Hejt internetowy jest druga, ciemną stroną dobroczynnego dla rozwoju cywilizacji internetu. Czym się różni od słownej plotki? W zasadzie tylko skalą dotarcia do znacznie większej liczby odbiorców. Szybciej, łatwiej, więcej. I na to nie jesteśmy jeszcze przygotowani ani "uodpornieni". Przed nami ogromna, społeczna i edukacyjna praca by nauczyć się korzystać z noża i się nie kaleczyć. Doświadczamy złych skutków mowy nienawiści w radiu, prasie, telewizji i... w internecie. Jakoś musimy wypracować kulturowe normy ograniczanie tej destrukcyjnej formy komunikacji. Bo przecież nie warto porzucać dobrodziejstw internetu!

Problem narósł. Śmierć prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza jest jednym z wielu przykładów złych skutków mowy nienawiści. Jeśli chcemy istnieć jako społeczeństwo i się rozwijać, musimy wypracować społeczne (ale i prawne) metody wyciszania, hamowania i ograniczania hejtu także w mediach (nie zapominając o prasie, radiu i telewizji). Jak?

Każdy może zacząć od siebie. Mam na myśli uczenie się wypowiedzi (gestem, mową, pismem i "internetem"). Nawet krytyka, zdanie odmienne czy wręcz negatywne emocje można ubrać w lepsze, przyzwoitsze słowa i lepszą, akceptowalną formę (nie krzywdzącą). Zatem musimy uczyć się rozmowy w przestrzeni publicznej, w tym w różnych miejscach internetowych. Uczyć się mówić i pisać... Nie tylko w szkole. Zatem powinna być to powszechna edukacja... także pozaformalna. Tak jak kiedyś likwidowanie analfabetyzmu, gdzie dorośli też się uczyli.

Po drugie wygaszać na sobie słowną agresję. Nie podejmować odwetu. Być tak jak grafit w reaktorach atomowych, który wyłapuje cząstki elementarne (neutrony) i zabezpiecza przed reakcją łańcuchową i wybuchem. W elektrowniach atomowych pozyskujemy energię, jakże nam potrzebną, ale uniemożliwiając destrukcyjny wybuch.

Po trzecie kasujmy, zgłaszajmy i interweniujemy, gdy na naszych oczach, w naszej przestrzeni, ktoś używa mowy nienawiści. Na swoim blogu kasuję takie wypowiedzi. Niech nie zaśmiecają internetu, niech nie będą kolcami raniącymi innych. Wyrzucam nawet we fragmentach wartościowe komentarze, jeśli zawierają słowa poniżające innych ludzi, ksenofobiczne itd. (komentarzy nie da się moderować, więc jeśli zaśmiecają je złe słowa... są usuwane, z tej małej przestrzeni publicznej wokół mnie). Nawet zdanie odmienne można wyrazić kulturalnie, bez języka nienawiści.

Jedna, wielka, nieustająca edukacja. I zacząć możemy od siebie, zacząć od bycia nieobojętnym, i w końcu na kasowaniu trującego hejtu. No pasaran.

Możesz i Ty, już teraz, zmieniać świat na lepsze. Zatrzymuj hejt w każdym miejscu. Pokazuj, że nie ma na mowę nienawiści miejsca w naszych społecznościach. Wiem że będzie trudno i pracy ogrom, niczym w stajni Augiasza. Ale bez tego wysiłku rozpadniemy się jako społeczeństwo i wspólnota narodowa. Czyż mamy mało złych przykładów z ostatnich lat? Na jakie jeszcze bolesne sygnały ostrzegawcze mamy czekać?

Czyń świat piękniejszym wokół siebie. Słowem. Sam nie zaśmiecaj, usuwaj po innych śmieci i twórz słowny "landart" wokół siebie. Te słowa kieruje do siebie przede wszystkim. To mogę zrobić od zaraz. Na to mam wpływ. Mam możliwość i poczucie sprawstwa. Ty też możesz i nikt Ci nie zabroni. Nie da razy.

16.01.2019

Wśród najlepszych polskich blogów naukowych 2018


Kiedy dzisiaj zajrzałem do statystyk bloga to zauważyłem większą liczbę wejść z konkretnego adresu. Nazwa wzbudzała zaufanie więc kliknąłem. I tak dowiedziałem się o wyniku rankingu Polskich Blogów Naukowych 2018. Z zaskoczeniem i zadowoleniem zauważyłem Profesorskie Gadanie na piątym (ex aequo) miejscu, wśród dziesięciu najlepszych w tym rankingu.

"Tradycyjnie już, bo trzeci rok z rzędu, przedstawiam mój ranking polskich blogów naukowych. Ranking ma na celu podkreślenie jak ważna jest popularyzacja nauki, wskazania najlepszych blogerów i podziękowania im za ich edukacyjną pracę oraz pokazania Czytelnikom innych wartościowych miejsc w sieci w tematach naukowych. Ranking dotyczy blogów pisanych w języku polskim i opiera się o punktację następujących kryteriów: jakość merytoryczna treści, długość treści, regularność publikacji, innowacyjność treści, wygląd strony, popularność, zasięgi. Kolejność odpowiada ważności każdej kategorii oceny, a maksymalna liczba punktów wynosi 30."

czytaj całość: https://www.totylkoteoria.pl/2019/01/ranking-polskich-blogow-naukowych-2018.html

To już drugi rok z rzędu Profesorskiego Gadania w pierwszej dziesiątce (czytaj rok 2107 oraz wpis oryginalny). Czuję się trochę stremowany. Bo każdy sukces ma drugie dno - konieczność dotrzymania formy i poziomu. Swoiste zobowiązanie. Postaram się sprostać.



PS. Nieco więcej wyjaśnień:

15.01.2019

Czas rozpocząć strajk dla Ziemi


15 styczniach w wielu miejscach świata odbyły się zgromadzenia i manifestacje pod nazwą „Strajk dla Ziemi”. Kolejne społeczna inicjatywa, wynikająca z niepokoju o naszą przyszłość. Strajk jest społecznym protestem, rozpoczynającym się w styczniu. W zamierzeniach inicjatorów ma być początkiem wielkiej kampanii klimatycznej. Planowane są kolejne akcje i demonstracje, a także inne działania, które mają na celu powstrzymanie katastrofy klimatycznej. Jest to oddolny ruch społeczny, możesz i Ty dołączyć.

Wiele lat temu, pewien Australijczyk zaniepokojony zaśmieceniem środowiska zainicjował akcję „Sprzątanie świata”. Szybko inicjatywa znalazła naśladowców na całym świecie. I ja wiele razy brałem udział w sprzątaniu mojego kawałka świata. Akcja ta trwa od lat, choć może medialnie nieco przycichła. Jest próbą zaradzenia złej sytuacji i zmianie postaw życiowych.Okazuje się, że te działania są niewystarczające. Śmieci w środowisku przybywa.

Jeszcze wcześniej narodził się Dzień Ziemi, w Ameryce. Święto promowania postaw proekologicznych. Teraz to osadzona w tradycji inicjatywa międzynarodowa. Wiele lat pracy... i wyniki nie są zadowalające. Mimo tych różnorodnych działań i inicjatyw społecznych nasza przyszłość jest zagrożona.

Wieloletnie i wielonarodowe badania naukowe jednoznacznie wskazują na szybko postępujące ocieplenie klimatu. Źródłem jest aktywność człowieka (i co do tego nie ma już żadnych wątpliwości). Co więcej, wiemy mniej więcej jak przeciwdziałać i mamy ku temu możliwości. Tylko nie chcemy… A sprawa jest bardzo poważna. Bardzo negatywne skutki widoczne mogą być już za lat kilkanaście. Wtedy będzie już za późno. O ile nie zaczniemy szybko i zdecydowanie działać. Chodzi o naszą przyszłość i przyszłość naszych dzieci. Wyposażone bunkry i nagromadzone bogactwo nie gwarantują przetrwania wybranym. Pieniędzmi nie można się najeść, napić ani oddychać.

Strajk dla Ziemi wyrasta ze społecznych niepokojów. Pokażmy politykom, że nasza przyszłość i klimat na Ziemi jest dla nas ważny. Oni patrzą przez pryzmat wyborów i wyborców tudzież lobbystów. Populizm i beztroska mają licznych zwolenników. Bez wyobraźni, bez odpowiedzialności....

W wyniku coraz większego zaniepokojenia zmianą klimatu, planowane są protesty, których początkiem były manifestacje 15 stycznia 2019 roku na całym świecie. Protestujący chcą zwiększyć świadomość nadchodzącej katastrofy klimatycznej i wywrzeć presję na rządy oraz korporacje, by natychmiast podjęły działania w celu ratowania ludzkości. Nie będę wypisywał skutków ocieplenia klimatu (m.in. susze, powodzie, problemy z dostępem do czystej wody, podniesienie się poziomu oceanów i idące w ślad za nimi olbrzymie migracje ludzi, zapewne wojny, przemoc itd.).

Naukowcy badający klimat na całym świecie ostrzegają, że do 2030 r. musimy zapobiec przekroczeniu wzrostu globalnej średniej temperatury powierzchni Ziemi o 1,5 stopnia Celsjusza. To stanowisko przedstawia szczegółowo najnowszy Specjalny Raport IPCC, stworzony przez Międzyrządowy Panel ds. Zmiany Klimatu. Ruch Strajk dla Ziemi to międzynarodowy, obywatelski ruch środowiskowy, którego głównym zadaniem jest organizacja akcji i protestów na całym świecie. Jak się ona rozwinie? Czy będziemy masowo pokazywać naszą wolę, czy też zostaniemy w domach? Samo się nie zrobi a czekanie pogarsza naszą sytuację.

15 stycznia odbyły się także protesty w różnych miastach w Polsce (niektóre z planowanych zostały odwołane, ze względu na trudna sytuację po zabójstwie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza). Kolejne publiczne akcje planowane są w kwietniu.

Strajk dla Ziemi: dość pozorowanych działań!