1.02.2024

Czas odejść od roli nauczyciela rozliczającego i bojącego się nieetycznych zachowań



Pamiętam z czasów, gdy byłem uczniem a potem, gdy sam występowałem w roli nauczyciela i wykładowcy. Wiedziałem, że uczniowie i studenci mogą ściągać. Czułem się w obowiązku przewidzieć i uniemożliwić ściąganie czy podpowiadanie ( a więc by oceniać jedynie samodzielną pracę ucznia). Taka była kultura pracy. Szukanie błędu (zawsze ci udowodnię, że czegoś nie umiesz), szukanie ściągania by przyłapać na gorącym uczynku i ukarać, skupienie swej energii i uwagi na tropieniu błędów i niedociągnięciach lub niewłaściwych zachowaniach. Proces ściągania towarzyszy nam od pierwszych lat nauki szkolnej. Jednych gorszy, inni traktują jako niezbywalny element nauczki szkolnej i uniwersyteckiej: "tak po prostu jest". Wyścig zbrojeń (technologiczny i kreatywny), wymyślanie nowych sposobów ściągania i skutecznych środków antyściąganiowych. Wśród uczniów, studentów oraz nauczycieli i wykładowców krążą różne legendy, opisujące spryt obu stron. Wszystko to utrwala taką właśnie kulturę pracy już od najmłodszych lat. 

A gdy pojawiło się AI to rodzi się bezradność, jak uniemożliwić ściąganie? Nowe technologie  to nowe możliwości, które trzeba przewidzieć, trzeba się ich uczyć bo nie pamiętamy ze swoich czasów szkolnych i studenckich. A może, zamiast rwać włosy z głosy i wymyślać coraz to nowe sposoby szpiegowania i kontrolowania, lepiej zmienić sposób pracy i weryfikacji umiejętności? Kluczowa jest motywacja ucznia czy studenta. Zbyt dużo czasu i energii nauczyciele poświęcają na tropienie i uniemożliwianie sciągania. Tego czasu i energii potem brakuje na na prawdę dobre działania.

"Czas odejść od roli nauczyciela rozliczającego i bojącego się nieetycznych zachowań uczących się na rzecz bycia towarzyszem rozwoju. Warto, by uczący się i korzystający z różnych źródeł, również SI tworzyli materiały, zadania z podaniem źródeł i to jest ok. Cel, pokaż, co jest efektem Twojej pracy, Waszej współpracy w oparciu o to, co już ktoś, albo coś w przypadku SI, wymyślił i wypracował."

Wynotowałem bo mi się spodobał ten fragment i odłożyłem na później, do przypomnienia sobie, wykorzystania. Ale zgubił się autor i link do oryginalnego tekstu (to efekt mojej niestaranności w notowaniu). Wzięte z FB czy z książki lub prasy papierowej? Nie pamiętam. Wyszukiwarka internetowa nie pomogła w przypomnieniu sobie. Nie wyrzuciła żadnego rezultatu. Pozostaje cytat niepełny bo bez autora a więc i pełnego kontekstu.

Toczy się dyskusja w grupie nauczycieli jak sobie radzić z nowymi technologiami. Niektóre dawne wzorce i przyzwyczajenia stają się coraz mniej adekwatne do rzeczywistości. W jednym rodzi się frustracja, piszą o utopiach edukacyjnych i marzy im się powrót do przeszłości. Przecież kiedyś było tak dobrze... Tak znajomo, wiedzieliśmy jak się w tamtym świecie poruszać. Jak się ściągało i jak zabierać te ściągi. A teraz trzeba zmienić. Jednak narzekanie na złych uczniów, złych rodziców, złych polityków, złych nauczyciel, i na wszystko, nie daje ani ukojenia ani rozwiązania. Kluczem jest motywacja. Jeśli chce i widzę sens to nie szukam dróg na skróty (nie ściągam). Jeśli uciekam przed karą, jeśli chcę przetrwać, to wszystkie środki wydają mi się dozwolone. I ściągam. Nie po to by wiedzieć lecz by przetrwać i nie zostać ukaranym. 


Tak w zasadzie to te nowe możliwości, które przynosi sztuczna inteligencja w tworzeniu tekstów i komponowaniu treści, jedynie mocniej uwidocznia braki szkolnictwa. Obnażyło bezsens wielu działań, do jakich przywykliśmy. Po co te egzaminy, kolokwia, sprawdziany, prace zaliczeniowe, eseje, raporty? Po co prace domowe? AI przypomina nam o sensie i motywacji. One są ważniejsze niż skrupulatne pilnowanie by nie ściągali. Bo może wystarczy zmienić typ zadań sprawdzających? A wtedy nie będą po prostu ściągali i nie trzeba będzie pilnować, sprawdzać czy weryfikować? Tak, wiem, wymaga to wysiłku. Wysiłku głębokiego przemyślenia całej edukacji i stosowanych metod. A potem uczenia się nowych rozwiązań. To czas i wysiłek. Ale z drugiej strony wkradanie się do studenckich grup w mediach społecznościowych by anonimowo dopytać się jak przygotowują się do egzaminu i jak będą ściągać (bawienie się w super szpiega0agenta),  czy instalowanie odpowiedniego oprogramowania by nie można było ściągać, czy stosowanie luster na egzaminie online (by widzieć czy w pomieszczeniu nie ma jeszcze innej osoby) i wielu innych technologii, też wymaga czasu i wysiłku. W tym uczenia się nowych technologii by wiedzieć co i jak. I jedno i drugie wymaga czasu, wysiłku i konieczności douczenia się. Decyduj sama/sam w co swoje życie, emocje, czas i pieniądze inwestujesz. 

31.01.2024

Czy dziki są problemem w miastach a jeśli tak, to jak sobie radzić?

Gołębie w mieście też bywają problemem. 


Skąd się wzięły dziki w mieście? Z czego wynika ich ciągłą i liczna obecność na terenach zabudowanych? Najkrócej rzecz ujmując - ze zmian w środowisku, zmian zachowania człowieka i w wyniku ewolucji. To nie jest specyfika (problem) Olsztyna, wiele europejskich średnich i dużych miast to dotyczy od co najmniej kilkudziesięciu lat. Ostatnio w Olsztynie widujemy mniej dzików. To pewnie jeszcze jeden skutek rozprzestrzeniającej się choroby ASF oraz efekt odławiania w odłowniach. Zapewne to tylko czasowy spadek liczebności olsztyńskich dzików

Dlaczego się pojawiły dziki w miastach, przecież to zwierzęta dzikie, leśne? Po pierwsze skurczyły się ich tereny naturalne a jednocześnie coraz większą powierzchnię zajmują miasta (aglomeracje). To nowe siedlisko w biosferze i coraz bardziej znaczące. Miasta mają swoją specyfikę, inny mikroklimat (zazwyczaj jest tu cieplej i bardziej sucho niż wokół miast). Ale mają także specyficzną antropogeniczną bazę pokarmową (śmietniki, miejsca dokarmiania/wyrzucania żywności), ponadto jest to stosunkowo "puste" siedlisko z mniejszą konkurencją i mniejszą liczbą drapieżników. Dlatego do tego nowego, wolnego siedliska, wnikają od lat liczne gatunki roślin, grzybów i zwierząt. Na te duże zwracamy większa uwagę. Dziki są tylko jednym z wielu przykładów. 

Po drugie człowiek zmienił swoje zachowania (czy jesteśmy już innym gatunkiem? Może tylko ekologiczną odmianą?). Generalnie jesteśmy bardziej syci, mamy więcej jedzenia (widać to także po masowej nadwadze wielu osób). Dawniej każdego dzika, kaczkę krzyżówkę czy gołębia po prostu nasi przodkowie by zjedli. Upolowali i zjedli. Byli głodni i wiedzieli jak polować. My polować w zasadzie już nie umiemy. Chyba, że uznamy zakupy za rodzaj "zbieractwa i polowania w supermarketach". Nasi całkiem niedawni przodkowie byli bliżej środowiska (w każdym razie my żyjemy w innym środowisku ekologicznym, w innych relacja ekosystemowych). Teraz nie polujemy (z małymi wyjątkami kół łowieckich), jesteśmy dalej od samodzielnego pozyskiwania żywności. Nie widzimy (większość z nas) zwierząt hodowlanym, nie zabijamy kur, kaczek czy gęsi na rosół. Nie przygotowujemy czarniny, nie oskubujemy drobiu z pierza, nie patroszymy i nie dzielimy na porcje. Kupujemy gotowe w sklepie, już poporcjowane, oddzielone od kości, wnętrzności itd. W rezultacie nie bardzo wiemy skąd się bierze jedzenie: mleko z fabryki a kiełbasa ze sklepu? Nie wiemy więc jak upolować, jak oprawić itd. W rezultacie zmalała presja drapieżnica ze strony człowieka a zwierzęta mogą poczuć się bezpieczniej. Dlatego wnikają do miast (proces kolonizacji nowych siedlisk i nowych obszarów), bo na dodatek jest tu bezpieczniej i jest nowa baza pokarmowa. 

Synurbizacja to ewolucyjny proces przystosowywania się do życia w mieście, m.in. zmniejsza się dystans ucieczki (zwierzęta są mniej płochliwe). Ludzie zmienili sposób zdobywania pokarmu, nie polują, nie kłusują (nie są już łowcami-zbieraczami). Dawniej dobrym przystosowaniem ewolucyjnym zwierząt była szybka ucieczka na widok człowieka, bo stanowił poważne zagrożenie. Kto nie uciekał, nie miał szansy przeżyć i wydać potomstwa. Przeżyły te, które w porę uciekły. To zagrożenie znacząco się zmniejszyło (bardziej zagrażają samochody itp. a więc inne czynniki środowiskowe działają eliminacyjnie), dlatego obok nas są gołębie, kaczki, łabędzie, wiewiórki i oczywiście dziki. Nasi przodkowie by na nie polowali. I zjedli. My je podziwiamy, dokarmiamy, cieszymy się ich widokiem i często traktujemy jak zwierzęta domowe - do rozrywki. 

Dziki są liczne w miastach i czasami dochodzi do wypadków. Wszak to duże zwierzęta. I w gruncie rzeczy dzikie. A my nie zawsze wiemy jak się zachować. W jaki sposób powinniśmy sobie z tym problemem radzić? Mówi się o odławianiu i usypianiu zwierząt. Czyli jakiś sposób eliminacji. Czy to dobre metody? Ponieważ dziki to stosunkowo duże zwierzęta i potencjalnie groźne, to powinniśmy dostosować sposób gospodarowania przestrzenią w mieście i zmienić nasze zwyczaje. Dziki charakteryzują się szybkim przyrostem naturalnym więc na pewno trzeba redukować ich liczebność w miastach bo nie ma tu naturalnych drapieżników. Wilków też w mieście nie chcemy. Odławianie to właściwy sposób postępowania - w miastach polować z bronią nie wolno. 

Powinniśmy zmienić nasze zwyczaje i nie dokarmiać dzików poza wyznaczonymi miejscami. Człowiek ma ogromną potrzebę przebywania w przyrodzie i potrzebę kontaktu z przyrodą (biofilia). Zatem naturalną potrzebą jest także dokarmianie ptaków i innych zwierząt, bo w ten sposób zaspokajamy potrzebę kontaktu z przyrodą. Na osiedlach powinny pojawić się solidne, stojące karmniki dla ptaków (mała architektura). Po to by ludzie mogli zostawiać tam pokarm a nie rozrzucać np. chleb na chodniku, czy na trawniku. Ptaki będą miały dostęp ale dziki już nie. Po drugie na obrzeżu miasta można wyznaczyć strefy dokarmiania dzików (gdyby ktoś chciał), z wiatą/tarasem widokowym, by z bezpiecznej wysokości podglądać zwierzęta. Zatem ograniczać wyrzucanie żywności wszędzie, gdzie się da a jednocześnie umożliwić mieszkańcom zaspokajanie potrzeby obcowania z przyrodą. I opiekowania się np. dzikami. Dokarmiać by je zwabić i obserwować. Cieszyć się ich widokiem, przebywając w bezpiecznym miejscu i jednocześnie nie zachęcać do wnikania głębiej do miast. 

Jak sobie inni radzą? Na przykład w Tychach władze miasta próbują rozsypywać granulat odstraszający. Czy to skuteczna metoda? Nie wiem. Można próbować stosować różne substancje odstraszające dziki (lub inne zwierzęta, tak jak wilki i niedźwiedzie próbuje się odstraszać od wiejskich zabudowań i pastwisk z owcami czy bydłem). Wiem, że skuteczność ich bywa różna. Ale nie powinny te środki w żaden sposób negatywnie oddziaływać na środowisko (w tym inne organizmy). Jest to pytanie o potencjalne zanieczyszczenie środowiska. 

Jakie inne zwierzęta "wizytują" Olsztyn i każde inne miasto? Czy wszystkie przybywają w poszukiwaniu pożywienia? Takich zwierząt jest coraz więcej: ptaki, lisy, i wiele, wiele innych. Przyroda nie znosi pustki a skoro jest wolna przestrzeń to rośliny, grzyby i zwierzęta będą kolonizowały miasta i na drodze ewolucji przystosowywały się do życia w tych specyficznych warunkach. Część poszukuje pożywienia, inne miejsca rozrodu lub schronienia przed drapieżnikami.

Czy to nowa fala udomawiania? Synurbizację możemy potraktować jako etap w udomowieniu? Możliwe, w każdym razie na pewno ciekawy proces ewolucji. Poszerzanie listy roślin i zwierząt, towarzyszących człowiekowi. Można to nazwać procesem udomawiania, lub szerzej - synantropizacji.
Wcześniej, w naszym ludzkim sąsiedztwie odbyły się procesy udomawiania psa, bydła, kur, kaczek a także synantropizacja niechcianych much domowych, karaluchów itp. 

Większość z nas mieszka już w mieście. To nasze, ludzkie, najważniejsze środowisko życia. Na nas także wpływa i wywołuje krótkotrwałe adaptacje lub nieodwracalne zmiany ewolucyjne. Coraz bardziej żyjemy w technosferze. Miasta mamy na wyciągniecie ręki i dlatego może obserwować zachodzące procesy ewolucji na róznych poziomach organizacji biologicznej. Nauka i odkrycia na wyciągnięcie ręki. Potrzebna tylko ciekawość i umiejętność stawiania pytań. 

30.01.2024

Czy na języku polskim uczą pisania tekstów naukowych ?

Biurko, początek XX wieku, ekspozycja w skansenie.

Dostosowywanie szkoły do współczesności jest konieczne, bo świat szybko się zmienia. Nie ma już kałamarzy, obsadek, biurko pracy wygląda inaczej. Zamiast ołówka, temperówki i gumki stoi  zazwyczaj na biurku komputer. I jeszcze jeden przykład, przyrodniczy. Przez lata uczyliśmy o czterech porach roku. Na skutek ocieplenia klimatu i to się zmieniło. A co się zmieniło w komunikacji? Rzadziej ręcznie piszemy a listy znacznie częściej piszemy w formie elektronicznej (e-mail). Zatem zamiast dłonią kaligrafować litery stukami palcami w klawisze.  E-mail to też niby list, ale nie pisany ręcznie piórem lecz wystukiwany na klawiaturze. A nawet wspomagany przez różne algorytmy i boty AI. Dyktujesz, sprawdzasz, uzupełniasz i wysyłasz. Nawet nie musisz martwić się o staranną kompozycję treści. To zrobi za ciebie Chat GPT, Bing, Bard itp. Ty musisz podać tylko sens i treść listu. Pracujesz zatem jak dyrektor. Dyktujesz "sekretarce" w telefonie lub laptopie. Sens komunikacji się nie zmienił,  zmieniło się narzędzie. I nie chodzi tylko o sposób pisania czy formę. I niestety nie koniec tych zmian...

Szkoła przygotowywała do życia. Teraz też powinna. Dawniej uczyliśmy się pisać życiorysu, podania, rozprawki, eseju. Ja to pamiętam ze swojej edukacji. A teraz nie wszystko jest to potrzebne bo nie funkcjonuje w codziennym życiu. Pojawiają się natomiast zupełnie inne formy i sposoby komunikacji. Gdzie i jak ich się nauczyć i dlaczego nie w szkole?

Jest coś, co powinno być a nie ma. Mam na myśli naukowy sposób myślenia i pisania. Konkretnie chodzi i o typowy raport naukowy. Strukturę ma inną niż rozprawka czy wypracowanie. Nastawiony jest nie na piękno języka lecz na rzetelność, jednoznaczność, wiarygodność itp. 

Czy na języku polskim uczą pisania tekstów naukowych (sprawozdanie, raport)? Ciągle jeszcze uczą wypracowań, rozprawek itp. (Tak jak nie zauważono zmian pór roku). Ale nie uczą (chyba) pisania raportów naukowych. A by się przydało poznać schemat i ten schemat stosować. Bo potrzebne coraz częściej. 

Język polski - jako przedmiot wdrażający do skutecznego stosowania języka i dobrej komunikacji - powinien tego uczyć. Że na polskim wdrażani jesteśmy do kultury i dyskusji o kulturze? Ale nauka to także część kultury a język naukowy jest ważną częścią komunikacji międzyludzkiej i życia towarzysko-kulturalnego. Żyjemy i dyskutujemy na co dzień nie tylko o Lalce, Panu Tadeuszu a znaczenie częściej o GMO, ociepleniu klimatu, szczepionkach, zapłodnieniu in vitro. Współczesny człowiek kulturalny i obyty towarzysko musi umieć o tym dyskutować. Musi umieć to rozumieć. Inaczej się towarzysko ośmieszy. Do tego potrzebna jest wiedza, wiedza przyrodnicza i rozumienie zjawisk. Tak jak kiedyś znajomość Przedwiośnia czy Nad Niemnem. Więcej, potrzebna jest umiejętność poszukiwania, weryfikowania i pisania (wypowiadania się), czyli myślenia metodą naukową by wybrać wiarygodne źródła, umieć je ocenić i na ich podstawie przygotować obiektywny tekst, w żargonie zwany research (riserczem). 

Metodologia naukowa potrzebna jest nam coraz bardziej. I nie wystarczą do tego lekcje matematyki, fizyki, biologii czy chemii (notabene ograniczane godzinowo). Komunikacji naukowej lub paranaukowej musimy kształcić na takich lekcjach (przedmiotach) jak język polski czy angielski. Ten drugi z uwagi na fakt, że funkcjonujemy globalnie i międzynarodowo. 

A czy poloniści potrafią pisać teksty naukowe (raporty, sprawozdania, ze strukturą: wstęp z przeglądem badań i celem, materiał i metody, wyniki, dyskusja, załączone cytowane źródła? Wyniki rozdzielone od dyskusji czyli ich interpretacji. Sądząc po umiejętnościach studentów różnych kierunków, są spore braki w edukacji szkolnej. Ja to dostrzegam na co dzień. Nawet korektorzy w poważnych wydawnictwach np. PWN, poprawiają Homo sapiens na błędne "homo sapiens". Są wykształceni dobrze polonistycznie lecz w oderwaniu np. od biologii. Niedawno przeglądałem recenzję językową podręcznika szkolnego. Recenzent językowy z wyksztalceniem polonistycznym nie wahał się poprawiać domniemane "błędy" merytoryczne w zakresie biologii. Momentami było kuriozalnie (śmiałe i autorytarne wychodzenie poza swoje kompetencje i wiedzę). A wszystko za sprawą braków w wiedzy przyrodniczej i znajomości tekstów naukowych. Zatem najpierw trzeba uczyć polonistów na uczelniach co to jest tekst o charakterze naukowym, jaką ma strukturę i jaki cel ma raport naukowy (typu sprawozdanie). A potem w szkole. Zrobią to dobrze przygotowani nauczyciele - absolwenci uczelni wyższych. 

To nie koniec zmian. Niżej zamieszczam przykład jak się uczyć komunikować z algorytmami AI... by otrzymywać właściwe i oczekiwane rezultaty. Czyli chodzi o skuteczna komunikację. Zupełnie nowy rodzaj tekstów, zwany promptem. Z pewnością potrzebniejszy niż rozprawka czy tradycyjny życiorys. Czy tego uczyć na lekcjach języka polskiego? Czy tworzyć nowe przedmioty? To drugie jest gorszym rozwiązaniem. Może nauczać problemowo i w ramach ścieżek międzyprzedmiotowych? To wymaga dużych inwestycji w kadrę nauczycielską. Przede wszystkim dokształcania. Bo nie ma co czekać aż przyjdą młodsi, świeżo po nauce na uczelniach. Za długo byśmy czekali.


27.01.2024

Książka o pszczołach z malowaną butelką w środku

Owady zapylające. Pszczoły Białegostoku, Anna Sobieraj-Betlińska,
Agata Kostro-Ambroziak, Białystok 2023, 320 str
 
Zainteresowanie zapylaczami, w tym pszczołami w miastach, stale rośnie. Jednocześnie brakuje dobrych opracować popularnonaukowych i dlatego w obiegu popularnym sporo jest mitów, spłyceń i 
powierzchownych stereotypów. Książkę, którą przeczytałem od deski do deski i teraz polecam, warto mieć i warto się z nią zapoznać. Rzetelnie naukowa, szeroki kontekst ekologiczny, bogato ilustrowana. 

Po pierwsze zachwycony jestem serią wydawniczą, poświęconą przyrodzie miasta. W tym przypadku Białegostoku. Podobny pomysł mieliśmy kiedyś w Olsztynie, kilkanaście lat temu lecz spalił na panewce. Udało się zebrać zespół autorów lecz zabrakło finansowania i prace dalej nie ruszyły. W Białymstoku znalazło się solidne wsparcie finansowe i naukowe. Tak powstaje znakomita seria wydawnicza Bioróżnorodność miasta Białegostoku, która łączy w sobie aktualność problematyki, rzetelną wiedzę naukową z popularnonaukowym upowszechnianiem treści przyrodniczych. Przyroda miast jest niezwykłym obiektem badawczym. To ekosystemy, które niedawno powstawały i są w trakcie "docierania" się. Synurbizacji podlegają coraz to kolejne gatunki. A wszystko dzieje się na naszych oczach. Żywe laboratorium do badania procesów ekologicznych i ewolucyjnych. I w dużym stopniu dostępne dla każdego w ramach nauki obywatelskiej. Nauka na wyciągnięcie ręki. Książkę tę polecam także nauczycielom biologii. Może znajdą w niej dobre inspiracje do pracy z uczniami i wdrażaniu w poznawanie życia biologicznego. 

Owady zapylające. Pszczoły Białegostoku, autorstwa dwóch naukowczyń z Bydgoszczy i Białegostoku, to książka warta polecania każdemu, kto choć trochę interesuje się przyrodą. Brakuje takich książek w języku polskim. Ta wypełnia lukę. Na początek znajdziemy w niej dużo aktualnych i przystępnie napisanych informacji o pszczołach jako takich, o systematyce, o budowie, o kooewolucji pszczół i roślin, o rozwoju i o uspołecznieniu, o gniazdowaniu, o tym jak długo żyją i jak daleko latają po pokarm, i w końcu o naturalnych wrogach pszczół. Szeroki kontekst ekologiczny i biologiczny przyda się każdemu. W omawianej książce znajdziemy dużo porad praktycznych, w tym jak urządzać hotele dla owadów by spełniały swoją rolę. Większość z dzikich pszczół zakłada swoje gniazda w ziemi. Dla nich te popularne konstrukcje hoteli dla owadów są nieprzydatne. Ponadto Autorki sporo piszą o zasobach pokarmowych. Czyli jak urządzić miasto by było przyjazne dla pszczelej bioróżnorodności.

Drugi rozdział podejmuje tematykę znaczenia pszczół i ich zagrożenia. Zazwyczaj skupiamy się na pszczole miodnej a przecież jest kilkaset gatunków pszczół, w tym niektóre są kleptopasożytami. Pszczoły, które nektaru i pyłku nie zbierają dla swojego potomstwa tylko kradną je innym gatunkom? Tak, są takie. Czytelnik znajdzie wiele ciekawych informacji z biologii pszczół. Ja na przykład dowiedziałem się że społeczne są nie tylko trzmiele i pszczołą miodna. 

Trzeci rozdział opisuje życie pszczół w mieście, jako specyficznym środowisku życia. Opowiada o ich różnorodności, zagrożeniach i możliwościach życia. Czwarty rozdział omawia historię badań nad pszczołami, w tym w obszarze miejskim Białegostoku, opisuje różne siedliska miejskie, przyjazne pszczołom oraz znajduje się tu charakterystyka kilkudziesięciu gatunków. Wszystko jest bogato ilustrowane., co z pewnością ułatwi rozpoznanie tych gatunków w terenie. Wartościowy jest także rozdział 5. "Edukacja przyrodnicza i nauka obywatelska" Oraz kolejny, dotyczący metod obserwacji i badań pszczół. Wiele praktycznych porad dla poczatkujących entomologów i pszczołolubów. Pszczoły Białegostoku to z pewnością inspirująca książką, która zachęci do przyrodniczych obserwacji wiele nie tylko młode osoby. Na koniec pojawiają się informacje i pszczołach w kulturze i sztuce. I w tej części znalazła się moja, malowana butelka z trzmielem.

Niewątpliwymi zaletami tej książki są: naukowa rzetelność, 2. popularnonaukowy i przystępny przekaz, 3. liczne zdjęcia pszczół i ich siedlisk, 3. przydatne informacja dla urządzania przestrzeni w miastach. 4. szerokie ekologiczne podejście, które pozwala lepiej zrozumieć przyrodę wokół  nas (nie tylko pszczoły). I w końcu jest dostępna w bezpłatnej wersji pdf (jak cała seria "Bioróżnorodność miasta Białegostoku"). 

Gdyby taka książka trafiła w moje ręce, gdy byłem nastoletnim chłopcem, na pewno zająłbym się ich obserwacjami amatorskimi a być może i naukowymi. Publikacje popularnonaukowe nie przynoszą co prawda wielu punktów w ocenie pracowniczej na uczelniach wyższych, jednak pełnią niezwykle ważną rolę w budowaniu kapitału naukowego. 
 
Owady zapylające. Pszczoły Białegostoku, Anna Sobieraj-Betlińska, Agata Kostro-Ambroziak, Białystok 2023, 320 str. (Link do opisu książki i bezpłatnego pdf)

Mój butelkowy akcent w książce

23.01.2024

Pan Neuron, WOŚP i edurozrywka czyli o oznakach zmian w systemie edukacji

Przytulanka Pan Neuron jest dużych rozmiarów, jak przystało na pożeracza smutków.


WOŚP to orkiestra z różnymi melodiami i instrumentami. Każdy gra jak umie, więc nie zawsze jest to  wykonanie muzyczne sensu stricte. Po raz kolejny gram edukacyjnie. W słusznej sprawie i w doborowym towarzystwie. (zobacz szczegóły)

Z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy spotkałem się wiele lat temu. Wiadomość dotarła od nauczycielki i szkolnej akcji z uczniami. Zobaczyłem w tym wielki sens, bo dotyczyło budowania dobrych relacji społecznych. A w szkole było to edukowanie metodą projektową. I nie trzeba umieć grać czy śpiewać. Każdy może się włączyć. W tym roku włączam się z niezwykłym rekwizytem – przytulanką Pan Neuron. Jak powstała?

Pan Neuron również ma korzenie szkolne. O akcji szycia dużych przytulanek dowiedziałem się od nauczycielki - Marty Florkiewicz Borkowskiej. Akcja realizowana jest chyba od 2016 roku jako „ogólnopolska uczniowska inicjatywa „Pożeracze Smutków”, w ramach, której uczennice szyją polarowe poduszkostwory, realizując jednocześnie akcje charytatywne np. ponad 100 kolorowych mięciutkich polarowych poduszkostworów, które najpierw trafiły do dzieci 29 na śląskich oddziałach onkologicznych, a potem na licytację charytatywną, aby wesprzeć podopiecznych Fundacji Iskierka.” A smutków w polskich szkołach jest dużo. Edukacja potrzebuje dużych i głębokich zmian. Zanim jednak nadejdą, można się przytulić. I niech pluszakowy potwór pożre niepotrzebne smutki. Przytulanie ma wielką moc. To atawizm naszych wczesnych etapów ewolucji jako ssaków naczelnych.

A jak powstał Pan Neuron? Został uszyty przez nauczycielkę Bogusławę Mikołajczyk w ramach pomocy dla Ukrainy (#NauczycieleSzyjąDlaUkrainy #SosUkraina Polska Akcja Humanitarna (PAH) ). Wylicytowałem i w 2022 roku trafił do mnie. Przytulankowy model komórki nerwowej i jednocześnie rekwizyt edukacyjny. I właśnie teraz będę miał okazję go wykorzystać. (zobacz filmik z Panem Neuronem) 

W dobie dynamicznego rozwoju technologii i sztucznej inteligencji, w miarę możliwości staram się powracać do rekwizytów analogowych, które wzbudzają zainteresowanie i mniej lub bardziej angażują słuchaczy. Zwłaszcza tym najmłodszych. I takiego właśnie Neurona mi brakowało. A mam już kilka mniejszych, ręcznie wykonanych edukacyjnych maskotek (przykład na zdjęciu pod tekstem). Każdy neuron jest na wagę złota. Zwłaszcza Pan Neuron, zaprawiony edukacyjnie. Trzy w jednym: coś dobrego dla Ukrainy (dochód z licytacji przeznaczony został na pomoc Ukrainie), współpraca między nauczycielami (akcja szycia dużych przytulanek-pocieszaczy-pożeraczy smutków zorganizowana została przez nauczycieli) i pomoc dydaktyczna. W tym roku Pan Neuron gra również charytatywnie.

Panu Neuronowi towarzyszyć będą edukacyjne bajki kamishibai oraz inne, ręcznie robione maskotki. Przydałoby się napisać i namalować jeszcze jedną bajkę kamishibai – o komórce nerwowej z Panem Neuronem w roli głównej. Przydała by się jakaś Serotonina i inne neuroprzekaźniki. O czym można opowiedzieć z wykorzystaniem takich bohaterów? 

Podsumowując: zarówno sama Wielka Orkiestra jak i Pan Neuron Pożeracz Smutków mają bardzo głębokie powiązania edukacyjne. Takie i inne pożeracze smutków są potrzebne polskiej edukacji. Potrzebny entuzjazm, budowanie zaufania, nastawienie na relacje i kształcenie małymi porcjami w różnorodnym środowisku edukacyjnym. Szkoła wychodzi poza mury szkolne. Wymyślamy ją na nowo, także w czasie różnorodnych i nieoczywistych pikników edukacyjnych. Trwa przewrót kopernikański w edukacji. A Pan Neuon bierze w tym udział. Grając dla WOŚP. Ja się przy nim uczę nowych wyzwań i nowych możliwości edukacyjnych..

Mniejsze maskotki edukacyjne będą wspomagały Pana Neurona w czasie WOŚP.
 Jak orkiestra to orkiestra.


22.01.2024

Po co są biolodzy?

 

Kilka lat temu przeczytałem artykuł o zanikaniu wydziałów biologii na amerykańskich uniwersytetach. Znikały wydziały lecz nie biologia jako taka. Zmianą była inna organizacja i inne definiowanie głównych celów. W sumie ten trend dotarł i do nas. Mój dawny Wydział Biologii zmienił się w Wydział Biologii i Biotechnologii. Pojawiły się dwa nowe kierunki kształcenia: biotechnologia i mikrobiologia, realizowana z pracownikami z innych wydziałów. Po latach w liczbie studentów najmniej mamy biologów. Czyli jednak biologia znika? A jak będzie z przedmiotem biologia w szkole? Czy część lekcji-przedmiotu zostanie zamieniona na przyrodę? Nazwa się zmieni lecz zasadnicza treść pozostanie. Co prawda może będzie inaczej ułożona i będzie bardziej zintegrowana z innymi treściami przedmiotowymi takimi jak fizyka, chemia,. geografia. Opowiadać będziemy nie osobnymi dyscyplinami lecz problemami?

Po co my właściwie jesteśmy? My biolodzy. Potrzebni czy niepotrzebni?  Czy nauczycielem biologii będzie biolog po kursie pedagogicznym czy raczej nauczyciel po kursie biologicznym? Niby to samo lecz przecież nacisk jest położony na inne treści: albo biologia albo kompetencje pedagogiczne. Co w tym jest ważniejsze? I jak zmieni się uniwersyteckie kształcenie nauczycieli i edukatorów. 

Jak inaczej ułożyć program biologii w szkole? Może więcej sił i czasu przeznaczyć na rozumienie treści, w tym ekologię i ewolucjonizm, a mniej na dostarczanie faktów? Ważniejsze jest chyba to jak uczniowie rozumieją te fakty, jakie znajdują relacje między nimi. Bo informacje łatwo znaleźć, wystarczy własny telefon z dostępem do internetu. Z powiązaniem tych faktów jak i oceną wiarygodności odnajdywanej treści już znacznie trudniej. 

A na studiach jakie kompetencje są ważne? I czego może nauczyć biolog, taki jak ja? Co umiem i co jest przydatne i wartościowe? A co jest tylko okazjonalnym balastem mało komu potrzebnym? Czego jeszcze muszę się nauczyć jako nauczyciel akademicki, jako biolog, czyli jak się przekwalifikować? I to w czasach z powszechną sztuczną inteligencją. W czym jestem niezastępowalny a co łatwo zastąpić algorytmem i monitorem na urządzeniu przenośnym? 

W nawiązaniu do przedmiotów humanistycznych w szkole szkoda spierać się o kanon lektur. Może lepiej zadać sobie pytanie czym w ogóle jest lektura dla nastolatka,  czym dla niego jest szkoła. Podobnie można formułować pytania w odniesieniu do treści biologicznych. Czy i po co potrzebne są cykle rozwojowe paprotników? By znać te rośliny czy też by znać jeden z przykładów filogenezy i przystosowań do środowiska? By zrozumieć ewolucyjny proces w powiązaniu ze środowiskiem i konkurencją w biosferze?

Dość jałowego narzekania na studentów. Zadajmy sobie pytanie po co my jesteśmy i do czego komuś jest biologia? Także studentom kierunku biologia oraz studentom kierunków z szeroko rozumianych nauk biologicznych, w tym stosowanych. Czym się w zasadzie zajmujemy - realizujemy własne pensum godzinowe (by przetrwać w pracy) czy koncertujemy się na całościowym i świadomym kształceniu (by w pracy przetrwali potem nasi absolwenci). W tym drugim przypadku potrzebna refleksja i dyskusja nad tym, czego potrzebuje nasz absolwent by dobrze żyć i dobrze odnalazł się na współczesnym rynku pracy. 

A zatem nieustannie stawiam sobie pytanie: po co wiedza biologiczna współczesnemu człowiekowi i jakie zawody potrzebują pogłębionej wiedzy biologicznej? I czego mają się studenci uczyć: faktów, rozumienia, zastosowania tych faktów? A może nieustannego uczenia się?

Co z tego, co wiem i rozumiem, jest przydatne innym i jak mogę to przekazać? Na wykładach czy bardziej przez tworzenie środowiska edukacyjnego? Czy nauczać czy tworzyć przyjazne warunki do efektywnego uczenia się? Pytania, które mnie nurtują od dłuższego czasu i na które ciągle poszukuję odpowiedzi. Brak mi komfortu, że wszystko wiem i nic już nie muszę robić... To kwestia przedemerytalnego wieku czy przełomowych czasów i głęboko zachodzących procesów społecznych? Znacie odpowiedzi na moje pytania? Pomożecie mi odnaleźć się w tej trudnej współczesności?

18.01.2024

Co robi osa dachowa w zimie?

Styczeń 2024, osy dachowe z Nikielkowa. Przywiezione do identyfikacji.

Wiedzę trzeba nieustannie aktualizować. Nie tylko dlatego, że poznajemy świat wokół nas coraz to dokładniej, ale także dlatego, że ten świat się zmienia. Przykładem może być osa dachowa. W naszym klimacie zimą os dachowych w zasadzie nie ma. Zimują tylko pojedyncze samice a robotnice z sezonu letniego po prostu giną. Wiosną samice zakładają nowe gniazda i cykl się rozpoczyna. Ale ten sam gatunek, gdy trafia do nowego środowiska, np. do Australii jako gatunek obcy, to zachowuje się inaczej. A u nas – chyba za sprawą zmian klimatu (ocieplenia), też zmienia swoje przyzwyczajenia. W nowych warunkach ujawniają się nowe możliwości i nowe właściwości. Potencjalnie one były a teraz mają tylko okazję się ujawnić. Ekologiczna adaptacja i ewolucyjne dostosowanie są widoczne na każdym kroku. Dlatego trzeba aktualizować nieustannie naszą wiedzę.

Drugim wyzwaniem, poruszonym w niniejszy artykule, jest wymyślenie domków dla os by zmniejszać pole konfliktu z człowiekiem. O tym będzie na końcu. A także o sztucznej inteligencji...

Pod koniec grudnia 2023 r. ktoś do mnie zadzwonił i zapytał czy mogę pomóc w owadziej sprawie. Zatroskana i nieco spanikowana kobieta poinformowała, że mają na poddaszu dużo os. I nawet wezwali ekipę do usuwania owadów. Nie uwierzyłem (firma usuwająca owady też początkowo nie uwierzyła). Poprosiłem o zdjęcia. Bo gdzież osy pod koniec grudnia, gdy mróz i śnieg? Na otrzymanym telefonicznie zdjęciu ewidentnie były osy. Nie ma mowy o pomyłce. Potem otrzymałem (już w styczniu) okazy. Okazało się, że są to osy dachowe.

Grudzień 2023, osy dachowe z Nikielkowa, efekt pracy specjalisty od usuwania owadów.


Grudzień 2023, miejsce przebywania os dachowych w Nikielkowie.
Było ich na prawdę dużo, przerwało całe gniazdo,
którego jednak nie zlokalizowano. 

Osy dachowe (Vespula germanica), zwane także osami niemieckimi, osami europejskimi oraz osami żółtokubraczkowymi lub żółtokurtkowymi (yellowjacket), to owady społeczne, błonkoskrzydłe z rodziny Vespidae, znane ze swojej zdolności do formowania kolonii jako owady społeczne. Cykl życiowy osy dachowej obejmuje kilka kluczowych faz (osy nigdy nie znikają, zmieniają się tylko fazy w ich cyklu życiowym), a jej obecność w otoczeniu ludzkim może prowadzić do różnych konfliktów. Owady żądlące, zwłaszcza w dużej liczbie, budzą uzasadnione obawy i lęki.

Osa dachowa występuje w wielu regionach świata (poza Antarktydą), w tym w Europie, północnej i południowej Afryce, środkowej Azji, Ameryce Północnej, Ameryce Południowej, Australii, Nowej Zelandii. W wielu miejscach swojego obecnego występowania uważana jest za gatunek obcy. Pochodzi z Europy, Azji i Afryki Północnej. To jej pierwotny obszar występowania. Ale gatunek się rozprzestrzenił. Osa dachowa osiąga długość około 13 mm i wagę ok. 60-80 mg. W ubarwieniu oraz zachowaniu podobna jest do osy pospolitej (Vespula vulgaris).

Osy dachowe przechodzą przez cztery główne fazy rozwoju: jajo, larwa, poczwarka i dorosły osobnik 9imago). Samica osy zazwyczaj zakłada gniazdo wiosną. Gniazda te mogą być zlokalizowane w różnych miejscach, takich jak zakamarki budynków, pod dachami, w dziuplach drzew, czy nawet w ziemi. Samica składa jaja, a po wykluciu się larw, robotnice opiekują się nimi, dostarczając pożywienia w postaci owadów czy innych substancji bogatych w białko.

Osobniki dorosłe (imagines) osy dachowej odżywiają się nektarem i sokami roślin, ale larwy potrzebują białka, co skłania dorosłe osobniki do polowań na owady i inne drobne zwierzęta. To sprawia, że w ekosystemach pełnią ważną, regulacyjną rolę. Więcej os to mniej much czy innych szkodników. Ten osi kij też ma dwa końce.

Podczas zimy są tylko młode samice, ukryte w zimowych kryjówkach, takich jak szczeliny w drzewach czy pod korą. Wiosną, gdy temperatura wzrasta, królowe-samice wychodzą z ukrycia, zakładają gniazda i zaczynają cykl życiowy na nowo. O ile u pszczół zimuje cała rodzina (owadzia społeczność), o tyle u os każdej wiosny społeczność odbudowywana jest od nowa. Ma to znaczenie przy zasiedlaniu dziupli czy budek lęgowych dla ptaków. Jak się pszczoły wprowadzą, to ptaka już nie wpuszczą, bo są liczne. Wiele żądeł stanowi dużą siłę. Z osami jest inaczej. Gdy wiosną osy zakładają swoje gniazda to ptaki również szukają miejsc do gniazdowania. I z jedną samicą-królową matką, każdy ptak sobie poradzi. Dlatego ptasie budki zajmowane są w zasadzie jedynie przez szerszenie. To też osa lecz duża. I na początku cyklu powstawania gniazda, szerszenie zaklejają (zmniejszają) wlot do budki lęgowej. I ptak mnie ma jak wejść. Do tego wątku wrócę jeszcze pod koniec artykułu.

Cykl życiowy osy dachowej zaczyna się na wiosnę, kiedy królowe czyli zapłodnione samice budzą się ze snu zimowego. „Królowa” rozpoczyna budowę gniazda, które zawiera serię sześciokątnych komórek. Gniazdo wykonane jest z masy papierowej (masy drzewnej). Robotnice os są obecne od początku maja do połowy listopada, a nowe “jesienne” królowe opuszczają gniazdo we wrześniu i październiku. W zimie śpią, pojedynczo. Każda sobie rzepkę skrobie. Jesienią nowe samice-królowe zaczynają hibernację, podczas gdy stare królowe giną, a kolonia załamuje się i rozpada. Robotnice giną z głodu i zimna. Jednak w niektórych przypadkach gniazda mogą przetrwać zimę i dotrwać do następnego sezonu.

Osy dachowe zwykle budują gniazda pod ziemią, z tunelami wejściowymi o długości od 3 do 20 cm. Preferowane są otwarte miejsca, często na łąkach, wrzosowiskach lub terenach trawiastych. Gniazda os dachowych mogą osiągnąć średnicę 25 cm.

Osy dachowe zjadają padlinę, żywe stawonogi (w tym pająki i owady), owoce, miód i przetworzone jedzenie z naszych śmietników. Są oportunistycznymi padlinożercami i drapieżnikami, zdolnymi do pozyskiwania pożywienia z różnych źródeł. Osy te są polifagicznymi drapieżnikami, które żywią się stawonogami, a ponieważ są bardzo efektywnymi drapieżnikami to konkurują na nowych obszarach i przyczyniają się do zmian w bioróżnorodności. Traktowane są tam jako gatunki obce i szkodliwe. Tempo ekspansji nie jest duże, w ciągu roku osa dachowa przemieszcza się z nowymi koloniami na około 1 km. Chyba, że skorzysta z przypadkowego roznoszenia przez człowieka. Hibernujące samice mogą być przewożone jako pasażerowie na gapę przez człowieka. U nas gatunek rodzimy ale w innych regionach świata to gatunek obcy. I tam dochodzi do pojawiania się nowych cech, o których za moment napiszę więcej.

Gniazdo osy dachowej, tak jak i innych os społecznych, wykonane jest z przeżutych włókien roślinnych, zmieszanych ze śliną. Może być aż 8 poziomów z komórkami. Większość gniazd znajduje się w glebie pod ziemią. Wykorzystywane są nory gryzoni lub większych zwierząt. Czasami mogą być wykorzystywane dziuple starych drzew. A że w zmienionym przez człowieka brakuje dogodnych miejsc do zakładania gniazda, to osa dachowa wykorzystuje miejsca, stworzone przez nas samych. Zasiedla strychy, wykorzystuje szczeliny w dachu czy ścianie. Kilka lat temu obserwowałem gniazdo os dachowych w moim bloku, nad daszkiem wejściowym do klatki schodowej. Dla mnie było to miłe sąsiedztwo i dostarczające ciekawych obserwacji. W drogę sobie nie wchodziliśmy.

Pojedyncza samica-królowa inicjuje gniazdo na wiosnę, budując gniazdo "embrionalne", które zawiera kilka sześciokątnych komórek. W każdej komórce samica składa jajo a potem rozwija się z niego larwa. W jednej komórce jedna larwa a potem poczwarka. Gdy przepoczwarczają  się pierwsze osy-córki, zaczynają pomagać swojej królowej-matce w opiece nad coraz liczniejszym potomstwem. Rozbudowują gniazdu i zdobywają pokarm. Kolonia szybko rośnie latem, wraz z ogromnym wzrostem liczby robotnic i wielkości gniazda. Pod koniec lata tempo wzrostu znacznie zwalnia i pojawia się więcej samców niż robotnic. W kolonii pojawia się więcej większych o 30-40% komórek, w których dojrzewają samice. W klimacie ciepłym, np. w Australii, gniazdo może przetrwać zimę i dotrwać do następnego sezonu. Jeśli tak się stanie, gniazdo stanie się poligyniczne (wiele samic składających jaja) i osiągnie znacznie większy rozmiar. Nietypowo ogromne gniazda widziałem na zdjęciach z Australii. U nas, w Europie, była zimna zima i takich cudów nie widywaliśmy. Być może się to zmieni, za sprawą ocieplenia klimatu.

Przeciętne kolonie w Australii zawierają ponad 9500 nieco mniejszych robotnic (samice, ale niedopuszczone do rozrodu, mogą składać jaka haploidalne, z których wylęgają się samce) i 3600 nieco większych samic i samców. (w Nikielkowie były osy większe i mniejsze). Do końca maja kolonie w Australii mogą osiągną liczbę 15 tys. osobników-robotnic i 2500 samic, rozwijających się w nieco większych komórkach. Europejskie gniazda liczą średnio 6100–6500 komórek dla robotnic i 1500 dużych komórek dla samic. Tak więc osa dachowa, w dogodnych warunkach klimatycznych, może zbudować bardzo liczne społeczności (rodziny) i duże gniazdo. Czy taki właśnie przypadek miał miejsce w Nikielkowie pod Olsztynem? Gniazdo przetrwało do grudnia i stycznia na poddaszu. Żywych było co najmniej kilka tysięcy osobników. Było im ciepło i miały co jeść? Może wspomagały się jakąś padliną lub żywnością śmietnikową? Może jakiś martwy ptak czy gryzoń dostarczył pożywienia wczesną zimą? Przecież nie było już aktywnych wielu owadów w przyrodzie. Cieplejsze zimy i dłuższy sezon wegetacyjny, w połączeniu z dogodnymi siedliskami synantropijnymi, mogą sprzyjać nowych zachowaniem osy dachowej. Ocieplenie klimatu może mieć i takie, zaskakujące skutki.

W gnieździe owadów społecznych robotnice-samice mają różne zadania, Osa dachowa zaliczana jest do gatunków częściowo polietycznych czasowo, co oznacza, że osobniki specjalizują się w czasie wykonywania różnych czynności: żerowanie na miazdze, żerowanie na węglowodanach i żerowanie na białkach. Około 61 procent obserwowanych os wykonuje więcej niż dwa z tych zadań w ciągu swojego życia. Ponadto około 40 procent os specjalizuje się tylko w jednym zadaniu dziennie, ale osobniki te różnią się wiekiem i kolejnością wykonywania zadań. 

Królowe-samice osy dachowej są zazwyczaj poliandryczne (kojarzą się z kilkoma samcami). Robotnice os dachowych są biologicznie samicami lecz nie są zdolne do kojarzenia się w pary i nie składają diploidalnych jaj, z których mogą wylęgać się samice. Jednak w niektórych gniazdach samice-robotnice składają haploidalne jaja, z których wylęgają się samce. Ale inne robotnice zazwyczaj w większości niszczą takie jaja. Specjaliści nazywają ten proces policją wewnętrzną. W Belgii badania na osie dachowej wykazały, że około 58,4 procent "męskich" jaj zostało złożonych przez robotnice, jednak tylko 0,44 mogło się rozwinąć w dorosłe samce, będących synami robotnic.

Jak już wyżej pisałem, osy dachowe są oportunistycznymi drapieżnikami i padlinożercami. Oportunistycznymi czyli korzystają z tego, co spotkają, bez większej specjalizacji. To właśnie ta elastyczność (oportunizm pokarmowy) umożliwia im szybką kolonizację nowych środowisk i szybkie przystosowywanie się do zmian środowiska. Drugim czynnikiem może być ich społeczny charakter oraz plastyczność poznawcza w odkrywaniu nowych źródeł pokarmu. Jak widać osy się uczą.

Czas, przez jaki osy-zbieraczki przeszukują różne miejsca tych miejsc, zależy od tego, ile razy odwiedziły je w przeszłości. Wybory dokonane przez osę dachową uwzględniają zarówno obecne, jak i przeszłe doświadczenia. Zdolności te oznaczają, że osy te mają ważne zdolności uczenia się i pamięci, które umożliwiają im zapamiętywanie różnych cech zasobów, w tym trasy do zasobów, a także określonego położenia przestrzennego w odniesieniu do lokalnych punktów orientacyjnych. Ponadto wykazano, że osy dachowe mają sensomotoryczne zdolności uczenia się i kojarzyć bodźce wzrokowe z pewnymi reakcjami motorycznymi. Elastyczność w zakresie nawyków gniazdowych i żywieniowych  może pomóc wyjaśnić sukces, z jakim osa dachowa skolonizowała zaatakowała wiele różnych obszarów ekologicznych. Człowiek, tworząc miasta i tereny zurbanizowane, kreuje zupełnie nowe siedliska. Jedne gatunki radzą sobie w nich lepiej inne gorzej. Ewolucję możemy obserwować blisko nas. A jednym z obiektów badań może być na przykład osa dachowa i jest zachowania społeczne. 

Samice-królowe, jak już wspominałem, są zazwyczaj poliandryczne. Ponieważ królowa kojarzy się z kilkoma samcami, robotnice są bliżej spokrewnione z synami królowej niż z synami innych robotnic. Uważa się, że ta asymetria w pokrewieństwie jest czynnikiem prowadzącym do działań policyjnych i uśmiercania jaj składanych prze samice-robotnice. Co wolno wojewodzie (królowej, matce założycielce) to nie tobie smrodzie (córce-robotnicy), chciałoby się napisać w nawiązaniu do starego przysłowia. 

Dorosłe osy żerują na kwiatach i na owocach. Cukry dają energię i dorosłym owadom wystarczają. Larwy potrzebują białka. Dlatego osy polują i zanoszą mięso do gniazda, by karmić larwy. Pszczoły to takie osy, które w całości przeszły na wegetarianizm, bo nawet swoje larwy karmią pokarmem roślinnym. A białko pozyskują z pyłku. Osa dachowa żywi się owadami (muchy, komary i pszczoły miodne - dlatego pszczelarze uważają osy za szkodniki), a także dojrzałymi owocami i sokami drzew. Przy masowych wystąpieniach powoduje znaczne szkody w sadach owocowych oraz na plantacjach winogron. Inne badania wykazały, że osy w swoich wolach przechowują drożdże. Są więc środowiskowym rezerwuarem dla drożdży. Z jednej strony uszkadzają winogrona a z drugiej przenoszą drożdże, umożliwiające fermentację. Winiarze więc mają do os stosunek ambiwalentny: ani w pełni zaakceptować ani w pełni wytępić. Zwłaszcza, że dodatkowo zjadają owady-szkodniki. Osy dachowe, poza wykorzystywaniem kwiatowego nektaru, spadzi i słodkich owoców, jedzą padlinę i upolowane, żywe stawonogi. Korzystają także z żywności przetworzonej przez człowieka i odwiedzają nasze śmietniki lub cukiernie i nasze talerze. Są w stanie zdobyć pożywienie z wielu różnych źródeł.

Ale i osy mają swoich prześladowców, np. pasożyty. Do nich należy ćma żłobik gniazdoszek (Aphomia sociella), która składa jaja w gniazdach osy dachowej (i innych żądłówek) a wylęgające się larwy zjadają osie jaja, larwy i poczwarki. Innymi komensalami i pasożytami, spotykanymi w gniazdach os jest trzmielówka łąkowa (Volucella bombylans) oraz trzemielówka leśna (Volucella bombylans). Osy zjadają różne owady ale i inne owady pożywiają się na osach. Jak to w przyrodzie. 

Konflikty między osami dachowymi a ludźmi często wynikają z bliskości ich gniazd, gdy tak jak osa dachowa zbudują gniazdo na strychu czy w poszyciu dachowym. Ataki os mogą być spowodowane obroną gniazda przed potencjalnym zagrożeniem. Dodatkowo, spożywanie jedzenia na zewnątrz w okresie letnim może przyciągać osy, co prowadzi do przypadkowych spotkań i potencjalnych użądleń. I jak tu zjeść w spokoju słodki, letni posiłek na tarasie, gdy zaraz pojawiają się osy?

Aby unikać konfliktów, istotne jest zachowanie ostrożności wokół potencjalnych miejsc gniazd os dachowych. W przypadku wykrycia gniazda blisko domu, zaleca się skonsultowanie się z profesjonalistami, którzy mogą bezpiecznie pozbyć się współlokatorów. Dodatkowo zaleca się unikania jedzenia na zewnątrz, w miejscach, gdzie osy są aktywne. Może to ograniczyć niechciane przypadki kontaktu z tymi owadami.

Skoro w naszym otoczeniu brakuje drzew dziuplastych i odpowiednich nor w ziemi, to siłą rzeczy wprowadzają się do naszych budynków. A gdyby tak zapewnić im dobre siedlisko do gniazdowania w pobliżu domów? I wilk byłby syty i owca cała. Czyli budować specjalne domki i wieszać je na ścianach domów lub na pobliskich drzewach? Po to, by osy były w naszym otoczeniu jako sprawni drapieżnicy, eliminujący owadzie szkodniki, w tym muchy i komary. Jak już wspominałem osom bardzo trudno wykorzystać budki lęgowe dla ptaków. Bo gdy wiosną samica próbuje zakładać gniazdo, to w tym czasie ptaki też poszukują miejsc do gniazdowania i szybko mogą rozprawić się z małą liczbą żądłówek. Znacznie lepiej radzą sobie pszczoły – bo te cały rok żyją w licznym społeczeństwie (muszą tylko nazbierać pożywienia na zimę w postaci miodu). Także szerszenie często skutecznie zajmują ptasie budki. Tu także rozpoczyna budowę jedna samica-królowa ale szybko zalepia twardą substancją wejście do budki i ptak nie zajmie miejsca. Ornitolodzy zmuszeni są co jakiś czas oczyszczać budki lęgowe, by nadawały się do zamieszkania przez ptaki. 

A może są specjalne budki-hotele dla os społecznych, w tym dla osy dachowej? W sprzedaży internetowej można spotkać oferty domków dla trzmieli i os. Mała budka z małym otworem wejściowym. Myślę że możne samemu zbudować taką budkę, jedynie trzeba zostawić mały otwór lub wąską szparę. Tak aby przecisnęła się osa ale nie większy ptak. Poza samą konstrukcją ważne byłoby wybranie odpowiedniego miejsca. Nikt chyba jeszcze takich hoteli dla os specjalnie nie przygotowywał. Tak więc trzeba dopiero opracować odpowiednie wytyczne, zarówno co do budowy takiej budki jak i zaleceń co do umieszczenia w odpowiednim miejscu. Jest pole popisu dla eksperymentatorów. I coś nowego do odkrycia. Bo jeśli osy powinny być w krajobrazie, to niech będą może w bezpiecznej odległości od naszych domów by nie wchodziły nam w paradę. I by nie wzbudzały niepotrzebnego strachu.

Poprosiłem także sztuczną inteligencję, w postaci Copilota, o instrukcję wykonania domku dla os. Oto i on:

„Tak, domki dla os można zrobić samemu. Oto kilka wskazówek, jak to zrobić:
Drewniany stelaż: Zbuduj drewniany stelaż z wnętrzem podzielonym na części.
Materiały: Wypełnij wnętrze stelaża różnymi materiałami, takimi jak słoma, wiązki trzciny, szyszki, kora i kawałki drewna z wywierconymi tunelikami.
Lokalizacja: Domek należy umieścić w miejscu osłoniętym od deszczu i wiatru.
Można również zbudować domek dla owadów z butelki i łodyg bambusa:
Przygotowanie butelki: Nożyczkami odcinaj szyjkę i dno butelki.
Łodygi bambusa: Zwiąż łodygi bambusa w pęczek.

Umieszczenie łodyg w butelce: Związany pęczek wkładaj do butelki. Ważne, by łodygi były w butelce ciasno upakowane, a żadna z nich nie wystawała poza butelkę, co zapobiegnie jej ewentualnemu namoknięciu.

Dodatkowe materiały: Pomiędzy szczeliny łodyg można wsunąć dodatkowo trawę lub połamane patyczki.

Pamiętaj, że bezpieczeństwo jest najważniejsze, więc zawsze zachowuj ostrożność podczas pracy z narzędziami i podczas interakcji z osami.”


Halucynacja ciekawa, lecz będzie to hotel dla owadów samotnych, dla pszczół i os samotnic, ale nie dla społecznych owadów takich jak osa dachowa. Nie wszystko co ładnie wygląda i powołuje się na źródła, jest sensowne i wiarygodne. 


Moje wcześniejsze przygody z osą dachową:
Źródła: Vespula germanica – Wikipedia, wolna encyklopedia