7.03.2024

Częściową nieskuteczność wykładów dostrzeżono już w średniowieczu

Średniowieczna sala wykładowa, Uniwersytet w Bolonii. Źródło ilustracji:  Laurentius de Voltolina - The Yorck Project (2002) 10.000 Meisterwerke der Malerei (DVD-ROM), distributed by DIRECTMEDIA Publishing GmbH. ISBN: 3936122202., Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=160060
 

Co widać na ilustracji? Średniowieczny uniwersytet i sala - jest mówca-profesor, są i słuchacze-studenci. Co robi profesor? Czyta tekst z książki? Co robią studenci? Proszę się przyjrzeć uważnie. Analiza tekstu czy tylko dyktowanie z książki, by studenci zapisali w swoich notatnikach? Gdy było mało książek to taka metoda miała sens. Ale może jest to czytanie fragmentami i komentowanie? A może nawet dyskusja ze studentami. Na ilustracji można dostrzec mimowolne, krytyczne spojrzenie na niedoskonałości wykładu. Dostrzeżono to już w średniowieczu. U samego zarania zauważano mankamenty i tylko częściową skuteczność wykładów. Może tak musiało być? Trudno o 100% efektywność, skorzysta w pełni tylko niewielu, inni tylko częściowo, jeszcze inni wcale. Uczenie się wymaga woli i aktywności samego uczącego się. 

Co robią słuchacze na sali? Część słucha, część notuje, część zajmuje się zupełnie czymś innym: rozmawiają ze sobą, śpią lub myślą o niebieskich migdałach. Zna to każdy, kto uczestniczył w uniwersyteckich wykładach. Lub nawet w publicznych odczytach. Wykład może bardzo różnie wyglądać, jeden lepiej i angażować prawie wszystkich, inny gorzej i zanudzać. Trudno o 100% efektywność. I to nie tylko na wykładach uniwersyteckich. Wtedy nic lepszego nie wymyślono. A czy silnik spalinowy działa ze 100% wydajnością lub fotosynteza? 

Nawet tuż po wojnie zdarzały się wykłady, polegające na ... czytaniu podręcznika lub własnego skryptu. W rosyjskim wykłady nazywane są "czytać lekcji" (nie wygłaszać lecz właśnie czytać! - dobrze zachowany archaizm i oddanie dawnego klimatu lekcji wykładowych). Ważny jest kontekst: po wojnie podręczników było jak na lekarstwo nawet w bibliotece. W tamtych warunkach czytanie jedynego podręcznika na wykładzie dla kilkudziesięciu studentów miało sens. Gdy na rynku pojawiło się wiele podręczników i zapełniły się biblioteki, to każdy sam mógł wypożyczyć lub nawet w czytelni przeczytać. Wykład mógł skupić się na czymś innym, np. na rozumieniu tekstu i zagadnień. Nie musiał już obejmować całości zagadnień egzaminacyjnych. Wykładowca mógł skupić się na wybranych elementach. Resztę student musiał uzupełnić na ćwiczeniach lub w ramach pracy własnej. 

Słuchanie wykładu, tak jak czytanie podręcznika, wymaga długiego skupienia i umiejętności notowania. A potem dyskutowania. Samodzielne czytanie ma tę przewagę, że czytamy we własnym tempie i możemy dowolną liczbę razy powtarzać trudniejszy fragment. Możemy robić przerwy kiedy chcemy. Inaczej jest na wykładzie - słuchamy w tempie mówiącego. Dla jednych może być za szybko (i wtedy tracą wątek, niewiele zrozumieją), dla innych za wolno (i wtedy się nudzą). Taka jest specyfika słuchania w dużej grupie publiczności - po prostu nie da się w pełni zindywidualizować. To nieprzekraczalna bariera.

Średniowiecze skupiło się na analizie ksiąg. Potem było oświecenie, "wyjście z ksiąg" i sprawdzanie w terenie, np. czy mandragora rzeczywiście piszczy, gdy się ją wyciąga z gleby. Zamiast się spierać, który autor starożytny miał rację i co on pisał, lepiej było sprawdzić empiryczne. Tak zaczęła się nowożytna nauka (przyrodnicza). Nie jest to negowanie zapisków innych, wcześniejszych autorów. Lecz do analizy tekstów dodano coś jeszcze - samodzielne sprawdzanie w terenie, z obiektem badawczym w roli głównej. I dyskutowanie o tych obserwacjach czy eksperymentach. 

Wróćmy jednak do wykładu, który w początkach nauki nowożytnej wyglądał często jako pokaz z eksperymentem. Nie było więc to przekazywanie wiedzy z książek lecz także pokazywanie eksperymentalne: fizyki, chemii, biologii, itp. Potem na uniwersytetach upowszechniły się ćwiczenia. Czyli zajęcia w małych grupach przy stole laboratoryjnym i sprawdzanie w praktyce. Z instrukcją w ręku i podpowiedzią prowadzącego studenci obserwowali doświadczenia, eksperymentowali. Potem dyskutowali i pisali sprawozdania. Wykład na dużej sali dla wszystkich (by nie powtarzać tego samego w kolejnej grupie) a w mniejszych grupach ćwiczenia praktyczne. Lub konwersatoria. Sukcesywne dopracowywanie metody i tworzenie coraz lepszych warunków do uczenia się. Sercem uniwersytetu nie była wtedy już tylko biblioteka lecz i dobrze wyposażone laboratoria. Trzecim elementem była kadra - naukowcy, którzy już coś w nauce dokonali, coś eksperymentowali, coś odkryli i napisali w formie publikacji lub książek bardziej zasobnych w objętość. Były czasy, że na uniwersytetach nie wolno było prowadzić badań naukowych. Dlatego powstały różnego rodzaju królewskie czy narodowe akademie nauk. Potem, w epoce przemysłowej, badania wpisano w misję uniwersytetu. Wręcz nie można było nauczać jeśli się samodzielnie badań naukowych nie prowadziło. Zasadnicza zmiana.

Wykład to forma użyteczna. W szkole i na uniwersytecie epoki przemysłowej. Ma swoją niezaprzeczalną wartość i miał użyteczność. Wywodzi się od kameralnego spotkania i dyskusji w małym gronie, potem został  przeniesiony do "hali produkcyjnej", klasy w szkole , sali wykładowej. Jeden mówi a wielu jednocześnie słucha. Ktoś zawsze usłyszy, ktoś zrozumie, ktoś skorzysta. Mniej lub więcej lecz skorzysta. Ktoś nie dosłyszy i nie skorzysta. Ktoś inny się spóźni, zaśpi, nie dotrze. Będzie szukał innych źródeł informacji i wiedzy: w notatkach koleżanek i kolegów, w rozmowach, w książkach i podręcznikach.

I przyszła epoka internetu. Dostęp do zasobów publikacyjnych i książkowych znacząco się zwiększył. Odległość od biblioteki przestała mieć znaczenie. Znacznie ważniejszy stał się dostęp do wi-fi. Na dodatek urządzenia odbiorcze mocno się zminiaturyzowały i zamiast dużego PC-ta mamy do dyspozycji smartfon w kieszeni. Mamy łatwiejszy dostęp do informacji i do wiedzy. I to nie tylko w formie tekstowej, ale i w formie wideo (nagrane wykłady), audio (audiobooki, podcasty), interaktywnych quizów, testów, gier. Małe porcje informacji dostępne w każdym miejscu. Być może nadmiar rozprasza i trudniej o skupienie, ale z drugiej strony możliwa jest znacząca indywidualizacja. W każdym razie w dużym stopniu zmienił się sposób uczenia się i pozyskiwania wiedzy. 

Środowisko się zmieniło a my dalej mamy na uniwersytetach tradycyjny podział na 1,5 godzinny wykład oraz ćwiczenia. Lecz czasem rocznik jest na tyle małoliczny, że i na wykładzie i na ćwiczeniach jest ta sama grupka studentów. Znika więc sens podziału na wykłady i ćwiczenie, wynikający z licznych grup. Jeśli ta sama osoba prowadzi wykłady i ćwiczenia to czy musi na wykładzie tylko mówić w stylu podającym a na ćwiczeniach tylko organizować zajęcia praktyczne? Nie, nie musi. W znacznie większym stopniu może mieszać formy w czasie spotkania ze studentami. Do tego dochodzą materiały online: przygotowane krótkie wykłady, tutoriale do korzystania asynchronicznego lub spotkania synchroniczne online w formie konsultacji czy webinariów. A teraz pojawiają się jeszcze czatboty z generatywną sztuczną inteligencją. Można powiedzieć, że to rodzaj podręczników nowej generacji - bardziej interaktywnych. Taka rozmawiająca książka lub podręcznik. Dawniej książka "rozmawiała" tylko za pośrednictwem człowieka - komentującego ją profesora czy studenta. 

Z przeprowadzonych przeze mnie anonimowych ankiet wśród studentów wynika, że chcą wykładów, bo łatwiej się uczyć w zorganizowanej systematyczności niż samodzielnie studiować książki oraz inaczej zobrazowane dane. Ale korzystają także z innych form uczenia się. Wykład jest dla większości przydatny i potrzebny lecz nie jest jedyną formą uczenia się.

Może łatwiej na wykładzie bo siedzisz i słuchasz (czasem notujesz), czyli mała aktywność a aktywność jest męcząca. Więc słuchanie wydaje się niższym kosztem energetycznym od aktywnego zdobywania wiedzy. Wysiłek się opłaca, bo w krótszym czasie zdobywa się więcej wiedzy i zrozumienia. Można więc uczyć się w różnym tempie, jedni szybciej, inni wolniej. Każdy w swoim tempie, wynikającym z potrzeb i możliwości (np. niektórzy pracują, mają rodziny lub inne zajęcia i mogą mniej czasu przeznaczyć na intensywną naukę). Czy tę specyfikę już uwzględniliśmy w organizacji roku akademickiego i zaliczaniu przedmiotów/egzaminów na uniwersytetach? Chyba w bardzo ograniczonym zakresie indywidualnego programu studiów. To jednak mały margines. Dlaczego indywidualny tok i indywidualny program studiów nie miałby być dla każdego? Jedni by kończyli studia licencjackie w 2 lata, inni w 3, jeszcze inni w 5 lat.

Wykłady jako spotkanie w kontakcie mają swoją niezaprzeczalną wartość. Warto je jednak zobaczyć w szerszym kontekście ekosystemu uczenia się. Ile ich powinno być i w jakiej formie by dobrze komponowały się z innymi elementami środowiska uczenia się? Są przecież krótkie nagrania wideo, gromadzone jako zasoby niczym książki, są wykłady nagrane na róznych uniwersytetach, w rezultacie studenci mają dostęp do najlepszych wykładowców i najlepszych wykładów. Niektóre uczelnie chcą już ze sobą współpracować: by część wykładów dla studentów była dostępna z innych ośrodków. Internet i kształcenie zdalne  już to umożliwiają. A wtedy w jednym ośrodku specjaliści mogliby skupić się na tym, na czym znają się najlepiej. Teraz muszą, niczym w szkole, realizować także program. Czyli prowadzić obowiązkowe w programie zajęcia, mimo że nie prowadzą własnych badań w tym zakresie. 

Kiedyś średniowieczne uniwersytety powstały jako konsorcja różnych katedr i uczonych. Teraz tworzą się globalne uniwersytety, zintegrowane w sieci. Przestrzeń nie jest już barierą do codziennej współpracy. Myślę, że wpłynie to także na sposób organizowania dydaktyki. Już nie tylko półroczne czy roczne wyjazdy do innych ośrodków w ramach programu Erasmus czy MOST, ale codzienne połączenie online i być może wspólne wykłady. Formalnie trzeba przemyśleć na nowo pensum pracownika, by liczyć nie tylko liczbę godzin spędzonych "przy tablicy" lecz i czas potrzebny na opracowanie i "konserwowanie" różnorodnych  materiałów online. Być może ta tendencja dość szybko dotrze także i do szkół średnich czy nawet podstawowych. A tradycyjną kadrę pedagogiczną uzupełnią (nie zastąpią a tylko uzupełnią) urządzenia i algorytmy generatywnej sztucznej inteligencji. 

A na koniec jeszcze podsumowanie w formie grafiki (widoczna niżej). Ilustracja wygenerowana przez AI z dodanymi elementami w postaci strzałek, napisów i ikonek. Pierwsza wielka innowacja społeczna, która miała wpływ na uczenie się, to ludzka mowa (zaznaczona strzałką z lewej strony i oznaczona jako rewolucja technologiczna 0). Przez około 200 tysięcy lat tylko w taki sposób uczyliśmy się: w bezpośrednim kontakcie, patrząc (małpując), powtarzając (papugując) i rozmawiając. Uczyliśmy się tylko w małych grupach i w kontakcie bezpośrednim. Wszystko trzeba było zapamiętać - "zapisać" w swoim mózgu. Przez bardzo długi czas żyliśmy i uczyliśmy się w kulturze oralnej. Tworzyliśmy najróżniejsze opowieści, z rymem, rytmem i muzyką. Bo ułatwiały zapamiętanie nawet długich eposów. Starożytne, greckie akademie też takie jeszcze były. Tak uczyliśmy się również zawodów (szewca, garncarza, krawca, rymarza itp.) w cechach pod okiem mistrzów. Teraz także wielu umiejętności uczymy się w małej grupie, praktycznie i pod okiem "mistrza".

Pierwsza rewolucja technologiczna (oznaczona na schemacie jako 1.) zaistniała w społecznościach rolników. Więcej pożywienia to większe grupy ludzkie i możliwość specjalizacji. Wtedy powstało pismo, pierwsza pamięć zewnętrzna. Do uczenia się potrzebna była nowa umiejętność: czytania i pisania. Jednocześnie jednak zapisane na papirusie, tabliczkach glinianych czy pergaminie słowa i liczby docierały dalej w przestrzeni i czasie. To była pierwsza edukacja zdalna. Czytać można było samodzielnie, we własnym tempie i w wybranym czasie. Wtedy pismo było jeszcze elitarne, dostępne tylko dla małej części populacji. Reszta tkwiła jeszcze w pełni w kulturze oralnej. Edukacja oralna i piśmienna powoli się przenikały, zazębiały. Realizowała się pierwsza hybrydowość.

Druga rewolucja technologiczna zaistniała w epoce przemysłowej. Dla potrzeb produkcji i scalania państw narodowych edukacja stała się powszechna - coraz większy odsetek ludzi uczył się pisać i czytać. Prasa drukarska a potem gazety znacząco upowszechniły kulturę pisma. Uniwersyteckie i szkolne (a także publiczne) biblioteki systematycznie powiększały swoje zasoby. Umiałeś czytać to miałeś dostęp do szerokiej wiedzy. W dużym stopniu edukacja skupiła się wokół czytania lektur i analizy tekstów. Czytanie i pisanie to główne czynności studentów i uczniów. Druga rewolucja technologiczna znacząco zmieniła szkołę i uniwersytet jak i nasz ekosystem uczenia się. Potem upowszechniło się radio oraz telewizja i również one w części zostały włączone do edukacji. Edukacja zdalna nabrała rumieńców i większego znaczenia. Wykładu można było posłuchać w swoim telewizorze, bez konieczności dalekiej podróży. Miało to duże znaczenie dla pracujących zawodowo. Tak jak kursy przesyłane w częściach tradycyjną pocztą a potem odsyłane do sprawdzenia. Nowością było załączanie kaset audio (np. w kursach językowych) czy kaset wideo. Działało w czasach przed rozwojem internetu.

Obecnie jesteśmy w czasie trzeciej rewolucji technologicznej, związanej z komputerami i internetem. Dopiero rozpoznajemy warunki i dopiero uczymy się efektywnego wykorzystania tych technologii. Smartfon z mobilnym internetem staje się wyznacznikiem dostępu do wiedzy i udziału w kulturze. Przestrzeń fizyczna staje się jeszcze mniej ograniczająca a kłopotem staje się nadmiar docierających bodźców i informacji. Trzeba umieć poruszać się w tym gąszczu. Edukacja staje się zupełnie inna. I tak, jak w poprzednich rewolucjach technologicznych, zmienia się szkoła i uniwersytet. Poszukiwane są nowe standardy i nowe formy kształcenia. Dawne formy, takie jak bezpośredni kontakt i wspólne uczenie się pod okiem mistrza (małpowanie), nie znikają całkowicie, ale zmieniają się proporcje. Wykład jako forma podająca także nie zniknie całkowicie. Pozostanie ale chyba w innej formie: może  krótszy, może dostępny online i asynchronicznie, może z udziałem generatywnej sztucznej inteligencji. Jedni uczą się szybciej, inni zostają w  tyle. 

Tak jak Power Point i prezentacje multimedialne (ich walorem jest możliwość animowania schematów i pokazywanie obrazów) zmieniły sposób prowadzenia wykładów, tak teraz nowe technologie wymuszają uczenie się zupełnie nowych umiejętności. Nie wystarczy coś wiedzieć, trzeba umieć to opowiedzieć, pokazać czy zbudować, zaprojektować cały zupełnie nowych ekosystem uczenia się. Tak jak w biologii, nowe warunki środowiskowe (np. zachodzące w wyniku zmian klimatu) wymuszają ewolucję gatunków - jedne wymrą, inne pozostaną jako nieliczne relikty a jednocześnie powstanie wiele zupełnie nowych. Ekosystemy w biosferze dalej funkcjonują mimo, że nie ma trylobitów czy dinozaurów. Współczesne, ziemskie ekosystemy wyglądają inaczej. Podobnie będzie z ekosystemami uczenia się. A nauczyciel (który naucza) zmieni się w projekczyciela (który projektuje środowisko do uczenia się). 

Grafika wygenerowano w programie leonardo.ai, potem dodane strzałki, ikony i opisy w programie Power Point (bo to element prezentacji) a następnie wyeksportowane do pliku jpg.

5.03.2024

Odpowiedzi studentkom czyli "Jaką śmieszną sytuacje pamięta Pan Profesor z wykładów?"

Kiedyś na zajęciach ze studentami w terenie. W czasie realizacji małego projektu. Chyba nad rzeką Wałszą, jeśli mnie pamięć nie myli.


Nie na wszystkie pytania uda się udzielić odpowiedzi w czasie wykładu. Studentki pedagogiki przedszkolnej i wczesnej edukacji spisały kilka pytań. I teraz na nie odpowiadam. Ważny jest kontekst. Są to potencjalnie przyszłe nauczycielki w przedszkolach i młodszych klasach szkoły podstawowej (klasy 1-3). Przedmiot: edukacja społeczno-przyrodnicza. A więc szeroko rozumiana przyroda. Prowadzę dla nich wykłady. Pytania w części wyniknęły zapewne z przedstawionego programu i formy zajęć. Wykłady to niby forma podająca, lecz próbuję nieco ten stan zmienić, w tym z mikroaktywnościami w czasie zajęć. Jedną z nich były właśnie pytania. Jeśli można pytanie zapisać i nie trzeba na głos publicznie zadawać (choć i takie też są) to mniejsza jest bariera w aktywnym zabraniu głosu. Formułowanie pytań i aktywność manualna sprzyja ulepszeniu uczeniu się i zapamiętywaniu. 


Jaki najciekawszy temat przerabiał Pan Profesor na studiach?
To się zmienia z czasem. Nigdy nie wchodzi się do tej samej wody w rzece. To co fascynuje jednego roku i z konkretnymi studentami, to w przyszłości może już nudzić. Ciekawe tematy wynikają z własnych aktualnych poszukiwań i interakcji ze studentami. Bo to oni często nadają nowy sens starym rzeczom. Może to wynikać z indywidualnej ciekawości jak i spojrzenia z innego punktu widzenia. Przed podobnymi dylematami staje także nauczyciel w szkole i przedszkolu. Jak przez wiele lat zachwycać się tymi samymi tematami, tymi samymi motylkami czy zakwitającymi kwiatami lub porami roku? Dla każdego rocznika dzieci to nowość ale dla nauczycielki to powtarzanie tych samych tematów, jak wiec wykrzesać entuzjazm? By emocje udzielały się i dzieciom? Trudna sytuacja i ryzyko znudzenia zawodowego oraz wypalenia zawodowego. Teraz ja doświadczam tego, co obecne studentki w przyszłości będą także doświadczały.


Czy będziemy robić ciekawe eksperymenty przyrodnicze, które możemy później wykorzystać w pracy z dziećmi?
Będziemy. Nawet trudne zjawiska fizyczne można próbować przedstawić w prostszej formie. Jest sporo gotowych pomysłów. Inne trzeba odkrywać samodzielnie. Zjawiska przyrodnicze można sprawdzać eksperymentalnie i nie zawsze potrzebne są skomplikowane przyrządy. Zawsze jednak potrzebne jest rozumienie. A czasem tak zwane logiczne rozumowanie na chłopski rozum bywa zwodnicze. Czasem intuicja i potoczne myślenie może nas zwodzić. Od czego jednak jest naukowe i eksperymentalne weryfikowanie? Wszystko można samemu sprawdzić. Albo od razy z dziećmi. Oczywiście każdy eksperyment to niewiadoma. Zawsze może coś pójść nie tak jak się planowało. Trzeba wiec być gotowym na nieznane i nowe.

Co będziemy robić podczas zajęć w terenie?
Doświadczać przyrody, uczyć się dostrzegać i rozpoznawać konkretne gatunki, korzystając m.in. z aplikacji w smartfonach. Przyrodę najlepiej poznaje się w miejscu jej naturalnego występowania. To może być nawet miasto. Czyli miejsca, które potem będą bliskie od przedszkola czy szkoły. Miejsca, które można wykorzystać jako naturalne laboratorium przyrody, np. łąka kwietna, skwer lub park z drzewami, małe oczko wodne itp. Wyjście w teren w czasie wykłady jest jeszcze jedna próba częściowego odchodzenia od wykładu podającego. Jest próba wspólnego odkrywania zamiast monologu osoby "wszystkowiedzącej".


Jaki projekt, który Pan Profesor zrealizował był najbardziej ciekawy?
Wiele było ciekawych. Dużo zależy od interakcji ze studentami. Miło wspominam różnego typu sprzątanie świata. Proste czynności, kłopotliwe i lekko wstydliwe (bo jak to sprzątać po kimś?) ale jednocześnie dające okazje do niezaplanowanych rozmów i spotkań integracyjnych. Przy okazji wspólnego projektu budowane są relacje międzyludzkie. Miło wspominam półki bookrossingowe (Warmiobook), malowanie starych dachówek. Wartością i przygodą są relacje ze studentami i wspólna praca.

Czy Pan Profesor propagował swoją działalność w placówkach oświatowych np. przedszkole i szkoły podstawowe?
Tak, wielokrotnie gościnnie występowałem w szkołach a nawet przedszkolach. Tak widzę społeczną misje uniwersytetu. A dla mnie jako wykładowcy to możliwość bycia blisko realnych zadań edukacyjnych. Nie z książki lecz z codziennej praktyki. Dzięki temu lepiej rozumiem potrzeby nauczycieli i specyfikę pracy z uczniami.

Dlaczego Pan Profesor wybrał właśnie ten kierunek?
Efekt wczesnego dzieciństwa i przypadek. Przyrodę poznawałem na wsi, w czasie wakacji, pod okiem dziadka i wujka. Oraz gdy z babcia chodziłem do lasu na grzyby. Pokazywali ptaki, raki w rzece, opowiadali różne przygody. Przez dwa lata mieszkałem na wsi i chodziłem do wiejskiej szkółki. Wędrując poprzez pola i zagajniki. I poznawałem przez cały rok a nie tylko w czasie wakacji. Potem pojawiły się zainteresowania paleontologią, bo trafiłem na rozbudzającą ciekawość książkę polskiej naukowczyni. I wsiąkłem. Poszedłem do liceum do klasy o profilu biologiczno-chemicznym. A potem chciałem studiować biologię. Trafiłem do Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Olsztynie i przy okazji zostałem nauczycielem. Można więc powiedzieć, że to wczesne dzieciństwo i książki rozbudziły zainteresowania biologiczne. 

Jaka dziedzina biologii jest Panu Profesorowi najbliższa?
Entomologia. Owady wodne, w szczególności chruściki i ważki. Owady są małe, łatwo je obserwować. Bogaty świat, który poznawać można także od strony etnograficznej. I dodatkowo owady były mniej popularne w porównaniu do ptaków, ssaków czy ryb. 

Czy będą zajęcia w terenie?
Tak, nawet na wykładzie można wychodzić w teren. By pokazywać nie tylko przyrodę na zdjęciach i slajdach, ale w terenie. Jest trudniej, bo przyroda wokół nas jest zmienna i nieprzewidywalna. Nie da się zaplanować obecności konkretnych zwierząt. Często o spotkaniu decyduje przypadek. Ale panie w swojej pracy z dziećmi też będziecie narażone na taką nieprzewidywalność. Warto więc pokazać warunki pracy takimi jakimi będą a nie w wersji wyidealizowanej, zaplanowanej. Wspólne odkrywanie i obserwowanie. 

Czy Pan Profesor ma jakieś nietypowe pomysły na zarażenie najmłodszych światem przyrody i jak o niego dbać?
Pomysły mam, ale czy są nietypowe? To trudno określić. Zaciekawia przygoda. I na dodatek trzeba myśleć tak jak dziecko. To trudna sztuka. Myślę, że pomaga otwarty i zaciekawiony umysł. By dziwić się nieustannie tym, co nas spotyka. Zachować dziecięcą ciekawość świata. 

Czego najczęściej dotyczyły Pana prace naukowe?
Owadów wodnych z rzędu Trichoptera. Bo to moja specjalizacja. Ale niektóre prace nadawcze dotyczyły także innych wodnych bezkręgowców, i takich ekosystemów jak źródła, strumienie, małe zbiorniki okresowe, jeziora czy torfowiska. Było trochę ekologii krajobrazu i rozwoju zrównoważonego.

Czy na zajęciach będziemy mówić o doświadczeniach, eksperymentach, które będziemy mogły robić z najmłodszymi dziećmi?
Oczywiście. Mówić i samodzielnie próbować. Nauczyciel powinien być sam zaciekawiony i zainteresowany. Wtedy te emocje łatwiej się udzielają małym dzieciom. Zatem będziemy mówić na wykładach. I dzielić się pomysłami. 

Jaką śmieszną sytuacje pamięta Pan Profesor z wykładów?
Trudno sobie mi coś konkretnego przypomnieć. W kontaktach ze studentami zawsze zdarzają się zabawne sytuacje czy komedia pomyłek. To najtrudniejsze pytanie z zestawu. Może mi się przypomni w trakcie wykładu, teraz nic do głowy nie przychodzi.

Co spowodowało, że zainteresował się Pan Profesor biologią?
Podwórko z dzieciństwa i częste doświadczanie kontaktu z przyrodą. Oraz rozbudzanie ciekawości przez starczych - pokazywanie zachwytu nad złożonością i niezwykłością obserwowanych roślin, zwierząt i grzybów. Kontakt z przyrodą to okazja do nieustannego zadawania pytań a co to?, dlaczego? itp. W takim rozbudzaniu zainteresowań pomóc może nauczycielka w przedszkolu czy klasach 1-3. A na pewno pomaga tak zwane podwórko.

Czy jest jakiś temat, który według Pana Profesora nie powinien być omawiany podczas zajęć z dziećmi?
Myślę, że nauczycielka powinna dobierać tematy względem tego co się aktualnie dzieje wokół nas oraz zgodnie ze swoimi zainteresowaniami. To, co jednego roku jest ważne i istotne nie musi być takim za kilka lat. Nie ma więc gotowych i niezmiennych tematów. Warto nastawić się na nieustanne poszukiwanie i odkrywanie. Nauczyciele powinni mieć duża swobodę o program nauczania nie powinien zbytnio krępować i zbyt narzucać tematy "obowiązkowe". Mądrzej byłoby zaufać nauczycielom, ich kompetencji i wyczuciu chwili. Bo tak jak studenci są niepowtarzalni tak i dzieci w przedszkolu i szkole są niepowtarzalne i ciągle inne.  Niech w Was nie zaginie zachwyt na odkrywaniem rozwoju przyszłych waszych uczniów. 

4.03.2024

Spróbowałem, hybrydowe felietonowanie się nie udało

 

Nauka rozwija się na błędach i porażkach. W badaniach naukowych zdecydowana większość podejmowanych prób kończy się niepowodzeniem. Nieudany eksperyment nie jest jednak porażką - dostarcza nowej wiedzy. Można modyfikować i próbować ponownie. Pisze się zazwyczaj o tych udanych, końcowych eksperymentach. Cała reszta jest jak góra lodowa, ukryta przed wzrokiem pod wodą. Ale bez tej ukrytej części nie byłoby i tej na widoku.

Felietony z QR Kodem, zamieszczane już od roku w Wiadomościach Uniwersyteckich, były i są takim eksperymentem. I jak się okazuje - nieudanym eksperymentem. Na papierze nie da się pisać i konwersować z autorem. Dialog za pomocą papierowych mediów jest ograniczony i utrudniony. Bo to ktoś musiałby pisać polemikę i wysyłać do Redakcji, a nóż może wydrukują. Lub w swojej, papierowej przestrzeni, publikować. Taki dialog na łamach róznych redakcji. Czasem tak w przeszłości bywało. Lecz od razu warto zaznaczyć, że to był mały fragment i niewielka przestrzeń. Niewielu uprzywilejowanych dyskutantów-polemistów. Mało miejsca dla czytelników - ten może tylko przeczytać i skomentować pod nosem lub w wąskim gronie swoich znajomych. Nic z tej dyskusji nie przedostawało się do przestrzeni wspólnej i publicznej. 

Media społecznościowe i internet stworzyły nową jakość. Zdemokratyzowały publiczną dyskusję.  Stworzyły szybkość i interaktywność, bo znacznie łatwiej jest postawić lajka lub skomentować w mediach społecznościowych. Prawie jak w kontakcie bezpośrednim. I tu pojawił się mój pomysł na eksperyment i na próbę hybrydowego felietonu, coś z pogranicza tych dwóch światów.

Chciałem połączyć papier z mediami społecznościowymi. Poszerzone wersje felietonów umieszczane były na moim blogu (na niniejszym blogu). Była więc wersja papierowa i była wersja społecznościowa. QR Kod miał być pośrednikiem, łączącym te dwa światy. Liczyłem, że na blogu czytelnik znajdzie swoją przestrzeń do dyskusji i komentowania (w komentarzach na blogu). Jakaś interakcja czytelnika i autora. Nic z tego jednak się nie udało. Zabrakło takiej więzi i interakcji. Dlaczego?

Może próg wejścia był zbyt duży, mimo wszystko? A może czytelnicy Wiadomości Uniwersyteckich nie korzystają z telefonu przy czytaniu? Bo ja korzystam coraz częściej. Czytam książkę lub artykuł w prasie papierowej i czasem uruchamiam smartfon by sprawdzić co znaczy niezrozumiałe słowo lub nieznane mi zjawisko. Takie czytanie rozszerzone. Ale przez rok pisania nie zauważyłem komentarzy pod felietonami w wersji rozszerzonej na blogu. To znaczy komentarze się czasem pojawiają ale bez związku z tekstami w Wiadomościach Uniwersyteckich. 

W ostatnim felietonie pod qr kodem ukryłem prostą ankietę. Wystarczyło wejść i coś tam kliknąć. To nie musiał być komentarz i głos w dyskusji. I nie ma śladów. Zero odpowiedzi. Czyli wymyślona hybrydowość nie działa. Przynajmniej w tym konkretnym przypadku. Co i jak zmienić by w końcu zadziałało? A może z jakiejś swej istoty taka hybrydowość nie może zaistnieć?

To tak nie działa. Dlaczego? Może czytelnicy Wiadomości Uniwersyteckich nie korzystają z telefonów w trakcie lektury papierowego tekstu? A jak czytają w pliku pdf? Ja tak zazwyczaj czytam Wiadomości Uniwersyteckie, bo wersja papierowa dociera dużo później, gdzieś na stoliku w Collegium Biologiae. Czytając na laptopie można wyciągnąć telefon i wykorzystać qr kod. Ale jeśli ktoś czyta na telefonie, to link w postaci qr kody nie jest wygodny. QR kod to hybrydowy łącznik między analogowym papierem a internetową przestrzenią dodaną przez telefon komórkowy. Nie będzie łączył telefonu z telefonem.

A może czytelnicy WU słabo znają qr kody jako takie? To zbyt nowe dla nich? I nie przyjęło się? Tu pojawia się pytanie kim są i jakie nawyki czytelnicze mają odbiorcy Wiadomości Uniwersyteckich. Kto czyta i czego szuka? Nie znam odpowiedzi na te pytania. Wymagają głębszego poznania rozważanej rzeczywistości. 

A może nie czują potrzeby dodatkowego kontaktu z felietonistą? Ktoś czyta lecz nie wchodzi w relacje, tylko mały procent internautów i czytelników jest aktywny w dyskutowaniu, reszta raczej bierna. Żeby więc zaistniały interakcje to liczba czytelników musi być na prawdę duża.

A może Wiadomości Uniwersyteckie mają mały krąg odbiorców i czytelników. Kim są? A może to tylko moje felietony nie cieszą się zainteresowaniem? Mało kto, jeśli ktokolwiek, czyta i z tak małej puli nie może się uzbierać istotny procent aktywnie komentujących. To w gruncie rzeczy niszowy kącik wymiany mysli? Jeden eksperyment i kilka niejednoznacznych wyników. Rodzi się wiele kolejnych hipotez, które wymagają osobnego sprawdzenia i zweryfikowania. Tak jak w badaniach naukowych - wiele nieudanych prób i systematycznie ciułana wiedza oraz obserwacje. W tym sensie każdy eksperyment jest udany bo przynosi nowe informacje. Przy wielu zmiennych nie jest łatwo wyciągać poprawne wnioski. Dlatego trzeba wielu niezależnych prób by coś zrozumieć i posunąć wiedzę o troszeczkę do przodu.

Sprawdziłem pomysł z hybrydowością łączenia starego świata z nowym. Na razie się nie udało. A wyniki są bardzo trudne do interpretacji - zbyt dużo możliwości. Trzeba zwiększać próbę i liczbę eksperymentów i szukać podobnych realizacji i pytań w innych miejscach. By zrozumieć to, co tak blisko się wydaje być. Niby w zasięgu ręki a jednak ciągle daleko.

A że nowe nadchodzi to zobaczyłem w ostatnim konkursie na krótki filmik. Konkurs skierowany był do uczniów ze szkół podstawowych. Kiedyś uczyliśmy się wypowiedzi pisemnych, teraz młodzi ludzie uczą się "pisania" wypracować w formie krótkiego wideo. Całkiem nowy świat komunikacji. To oczywiście całkiem inna opowieść, którą rozwinę niebawem.


Pierwotna, szersza wersja felietonu dla Wiadomości Uniwersyteckich.

Najnowszy felieton z QR kodem do ankiety.

3.03.2024

Wirokomórki i eksklusom - nowe odkrycia w biologii

Mykowirusy, kapsyd. Swiss Institute of Bioinformatics, CC BY-SA 3.0 PL, Wikimedia Commons
 

Będzie to opowieść o wirusach i eksklusomach. Miło jest spotkać podobny sposób myślenia u innych badaczy. Jeśli podobne pomysły rodzą się niezależnie, to znak, że chyba muszą istnieć obiektywne przesłanki. Że to raczej odkrywanie praw przyrody a nie tylko oznaka ludzkiej kreatywności. W rozważaniach na temat wirusów, czy są żywe czy nie, zwróciłem uwagę, że wiriony są niczym zarodniki, nasiona i inne propagule i dobrze poznanych organizmów (Czy wirusy są żywe i czy zaliczyć je do biotopu czy biocenozy? oraz Wirusy - co było pierwsze organizm komórkowy czy ekosystem?). Podobne porównania spotkałem w pracach Patryka Forterre. Naukowiec ten wyszedł z nieco innego punkty wyjściowego. Odnosił się do pytania ile jest wirusów. W różnych pracach podawana są olbrzymie liczby wirusów, obecnych w środowisku. (zobacz też Planeta wirusów. Czy wirusy sterują życiem na Ziemi? (książka Carla Zimmera). Forterre zwrócił uwagę, że o liczebności dębów w lesie nie świadczy liczba nasion – żołędzi, tylko rosnące drzewa. A wiriony wirusów są niczym nasiona, stadium spoczynkowe wirusa. Nie można więc mówić o liczebności wirusów tylko na podstawie liczebności wirionów w środowisku.

 

Grafika odnosząca się do diaspor. Wg. Czachorowski S., 1994. The role of disturbances and bariers in working and development of biocenosis. In: A. Richling, E. Malinowska, J. Lechnio (ed), Landscape research and its applications in environmental management. Warszawa, pp: 49-54. Na blogu wykorzystane także tu https://profesorskiegadanie.blogspot.com/2021/03/o-heterogonii-u-wrotkow-t-i.html



Wg Foterrea żywą formą wirusa jest metabolicznie aktywny „wegetatywny stan autonomicznej replikacji”, czyli jego postać wewnątrzkomórkowa. Uczony ten w publikacjach z roku 2011, 2012 i 2013 roku, wprowadził termin wirokomórka lub rybowirokomórka. Wirokomórka ma bezsprzecznie budowę komórkową i odpowiada „żywej formie” wirusa, Natomiast wiriony są odpowiednikiem nasion lub zarodników organizmów wielokomórkowych.

Koncepcja wirokomórki sugeruje, że mylimy się twierdząc, że w większości środowisk „wirusów” jest dziesięć razy więcej niż komórek. Wirokomórki stanowiąc subpopulację komórek, czyli są to jedynie komórki zakażone. Jak wspomina Forterre w niektórych badaniach donoszono, że do 40% bakterii obecnych w bakterioplanktonie jest zakażonych wirusami. Tak więc jedynie 60% widocznych bakterii to bakterie „zdrowe” i bakterie w czystej postaci. Pozostałe 40% to wirokomórki a wiec komórki z obecnością wirusa w środku. Duża część komórek w społecznościach drobnoustrojów jest zakażona wirusami, w wyniku czego komórki te zachowują się inaczej niż komórki niezainfekowane. Te wirokomórki mogą się dzielić i Forterre sugeruje by nazywać je rybowirokomórkami.

Strona tytułowa publikacji Forterre.


Forterre w swojej koncepcji wirokomórek podkreśla znaczenia wirusów jako kolebek nowej informacji genetycznej. Nowe geny powstają w sposób ciągły podczas replikacji lub rekombinacji genomów wirusowych w wirokomórkach za pomocą wszystkich mechanizmów molekularnych, o których wiadomo, że generują nowe geny w genomach komórkowych.

Wielu biologów ewolucyjnych uważa, że ​​genomy wirusów powstają w wyniku postępującego narastania genów, przechwyconych od gospodarzy, przy czym wirusy uważa się za swoistego rodzaju złodziei-kieszonkowców, podkradających geny komórkowe. W przeszłości zauważono, że wirusy mogą czasami wychwytywać geny komórkowe i przenosić je do komórek biorców. W rezultacie wirusy często są uważane jedynie za pasywne nośniki genów komórkowych i przypuszcza się, że wszystkie geny wirusowe wywodzą się w całości z genomów bakterii, archeonów lub eukariotów. Wg Forterre nie potwierdzają tego jednak dane genomiczne, ponieważ większość genów w genomach wirusowych nie ma homologów komórkowych i tylko niewielki procent można powiązać z przodkami komórkowymi. W rzeczywistości integracja wirusa z genomami komórkowymi zachodzi prawdopodobnie częściej niż proces odwrotny. Ponadto, podczas gdy geny z blisko spokrewnionymi homologami komórkowymi są rzadkie w genomach wirusowych, zintegrowane wirusy i powiązane elementy stanowią dużą część większości genomów archeonów i bakterii a genomy eukariotyczne często zawierają dużo więcej genów (retro)wirusowych i retrotranspozonów niż genów eukariotycznych. Można zatem stwierdzić za Forterre, że komórki są gigantycznymi złodziejami-kolekcjonerami genów wirusowych. Zupełnie odwrócone role.

Ponieważ genomy wirusowe znacznie przewyższają liczbę genomów komórkowych w biosferze, ciągłe tworzenie nowych genów w wirokomórkach dobrze wyjaśnia ogromną ilość informacji biologicznej specyficznie przechowywanej w genomach wirusowych.

Zdaniem Forterre plazmidy i inne elementy związane z wirusami, takie jak transpozony należy uważać za część świata wirusów jako całości. Podobnie jak wirusy, te mobilne elementy wykorzystują komórki jako nośniki. Prawdopodobnie są one spokrewnione ewolucyjnie z wirusami. To ewolucyjne powiązanie jest łatwe do zrozumienia, ponieważ pojedynczy etap mutacji może przekształcić genom wirusa w plazmid, a jedyną różnicą między plazmidami a wirusami jest obecność w genomach wirusa genu(ów) kodującego(ych) białko(a) kapsydu. Jednak większość biologów nadal uważa plazmidy za przedłużenie genomów komórkowych (elementy pozachromosomalne), podczas gdy wg Forterre zamiast tego są to niezależne jednostki biologiczne, powiązane z wirusami. Na przykład nasze antropocentryczne i komórkowe poglądy na świat pozwalają nam stwierdzić, że pilusy koniugacyjne to „penisy bakteryjne” łączące bakterie męskie i żeńskie, podczas gdy w rzeczywistości są to „penisy plazmidowe” wykorzystywane przez plazmidy do rozmnażania się w nowych gatunkach! Zupełnie inne interpretowanie tych samych, obserwowanych procesów. 

Publikacja Forterre wskazuje, że warto na nowo przemyśleć niektóre biologiczne ustalenia. Oprócz białek architektonicznych i replikacyjnych wiriony są pełne genów kodujących białka, których funkcją prawdopodobnie jest regulacja interakcji między wirusami a ich gospodarzami (ofiarami).

I na zakończenie chciałbym wspomnieć o najnowszym odkryciu nowego organellum w komórkach - eksklusomach . Organelle komórkowe to na przykład mitochondria, plastydy czy aparaty Golgiego. Są to wyspecjalizowane podjednostki komórki, z których każda spełnia określone zadanie. Odkrycia nowego organellum – eksklusomu dokonali biolodzy z Politechniki Federalnej w Zurychu (ETH).

Eksklusom to swego rodzaju pojemnik, zawierający plazmidy, czyli pierścieniowe cząsteczki DNA. Wg niektórych konstatacji, eksklusom może być prekursorem dzisiejszego jądra komórkowego eukariontów. Eksklusomy odkryte zostały u ssaków. Komórki ssaków rozpoznają, grupują, sortują i utrzymują pozachromosomalne DNA z dala od chromosomalnego DNA. Wydzielają je w osobnych „pęcherzykach” – eksklusomach. Wg naukowców sugeruje to, że istnieje autonomiczny system obrony genomu komórki, który pozwala odróżnić własne, potrzebne DNA, od obcego lub prawdopodobnie już nieprzydatnego i usunąć niepotrzebne DNA z jądra komórkowego.

Część plazmidów, które trafiają do eksklusomu, pochodzi spoza komórki, natomiast inne – zwane pierścieniami telomerowymi – z końcówek chromosomów, czyli telomerów. Szczególnie w niektórych komórkach nowotworowych fragmenty DNA z telomerów są regularnie odcinane i łączą się, tworząc pierścienie. Nieusunięte w porę plazmidy teoretycznie mogłyby osadzić się w chromosomach lub – w przypadku pochodzących od wirusów czy bakterii - ulec translacji na szkodliwe dla funkcjonowania komórki białka.

Funkcje spełniane przez eksklusom nie zostały jeszcze dobrze poznane. Szwajcarscy naukowcy, którzy dokonali odkrycia uważają, że eksklusom może odgrywać rolę w komórkowej pamięci immunologicznej. Od wielu lat biolodzy na całym świecie badają specjalne białko, które przyczepia się do DNA, także białka w formie plazmidu. W ten sposób prawdopodobnie uruchamia kaskadę sygnałową, która pobudza komórki do wytwarzania i uwalniania substancji przekaźnikowych stanu zapalnego. Informują one organizm, że może występować problem związany z patogenem, takim jak wirus, który uzasadnia reakcję immunologiczną.

Naukowcy przypuszczają, że początki eksklusomu sięgają wczesnych etapów ewolucji, gdy powstawały eukarionty. Według akceptowanych obecnie koncepcji pierwsze komórki eukariotyczne powstały w wyniku fuzji bakterii z archeonem. Powstałe w wyniku fuzji pierścieniowe DNA, które pochodziło z dwóch różnych organizmów, musiało zostać zorganizowane i zabezpieczone przed degradacją. W miarę postępu ewolucji wykształcił się mechanizm zapewniający automatyczne zamknięcie cząsteczek DNA w otoczce błonowej – co ma miejsce w nowo odkrytym eksklusomie.

Jakkolwiek otoczka eksklusomu przypomina błonę otaczającą jądro komórkowe, jest znacznie prostsza - ma szczeliny, które w otoczce jądra można dostrzec tylko we wczesnych stadiach jej powstawania. Z czasem te luki zamykają się lub są wypełniane specyficznymi białkami, natomiast w przypadku eksklusomu nie dochodzi do dalszego rozwoju otoczki. Dlatego naukowcy stawiają hipotezy o wczesnym ewolucyjnym powstaniu eksklusomów.

czytaj też:

1.03.2024

Jesteś reporterem lokalnej gazetki czyli Gen-AI w szkole

Grafika wygenerowana przez Copilot

Co zrobić z AI w szkole? Zwalczać, czy jak w judo, wykorzystać jego siłę? Do czego się nadaję a do czego nie? Czyli poznać narzędzie by sensownie je wykorzystać. Na razie jestem ciągle na etapie testowania i sprawdzania czy i jak wprowadzić do podręczników szkolnych, np.  w poradniku dla nauczyciela. Wnioski z tych eksperymentów znajdą się w przygotowywanych z WSiP materiałach dla nauczycieli. Testuje wraz z zespołem autorskim. Zjawisko nowe wiec wymaga sprawdzenia, zanim trafi co codziennej praktyki nauczycielskiej. 

Wśród tych eksperymentów jest i mój pomysł na lekcje biologii z wykorzystaniem Gen AI. Wychodzę z założenia, że ważnych kompetencji należy uczyć na wszystkich przedmiotach. Nie będzie osobnego przedmiotu typu Sztuczna inteligencja. Wiele kompetencji powinno być kształtowanych na wszystkich przedmiotach. W tym przypadku biologia jest materiałem, na którym uczą się uczniowie kompetencji społecznych, w tym komunikacji.

Ze szkoły pamiętam rysowanie fantastycznych zwierząt, ale żeby miały biologiczny sens. Fantastyka lecz oparta na realnych prawach i zależnościach. Zrobić coś nowego ale według zasad. Uczy rozumienia i sprawdza czy się rozumie. Z czasów szkolnych pamiętam także szkolną gazetkę ścienną, która prowadziliśmy. Pisanie tekstów do gazetki ściennej (szkolnej) to praktyczne ćwiczenie wypowiedzi i umiejętności pisania wypracowań. Całkowicie dobrowolna aktywność, bez stopni, bez pracy domowej. Nie tylko dyktanda lecz i własna twórczość. Poczucie sensu, sprawstwa i ważności, robienia czegoś istotnego choć nie na ocenę. A przecież przy okazji uczyliśmy się tego, co w programie: pisania, gramatyki, współpracy, dyskusji, analizy tekstów itp.

Do czego wykorzystać Chat GPT, Bing, Copilot czy Barda? Do ściągania? Oszukiwania, że uczeń sam napisał wypracowanie? Do pracy potrzebna motywacja. Jeśli jest nią jedynie ocena lub strach przed karą (złą oceną) to pojawia się ściąganie (przeżyć, przetrwać). A jeśli jest redagowanie szkolnej gazetki ściennej (tak było 40 lat temu, teraz to pewnie media społecznościowe i strony www), to nie ma pokusy ściągania. Jest przygoda i wyzwanie a nie walka o przetrwanie.

W odniesieniu do Gen AI przy okazji nauczyć można korzystania z narzędzia jakim jest AI – duże modele językowe. Trzeba wielu ćwiczeń by opanować granie na instrumencie, malowanie, posługiwanie się narzędziami stolarskimi czy szydełkowania. Podobnie z nowymi technologiami. Trzeba wielu ćwiczeń, wielu prób i osadzenia w sensownym kontekście.

Od zaraz nauczyciel może wraz z uczniami odkrywać świat, który się nam pojawił. Nie jako wszechwiedzący mędrzec tylko jako poszukujący, ciekawy uczeń. Trzeba zaakceptować błędy. I możliwość porażki. Jest jednak motywacja. Autentyczna i rzeczywista motywacja by się uczyć. 

W przypadku generowania tekstów z wykorzystaniem Gen AI długo trwa przygotowanie instrukcji (kilka-kilkanaście minut, w zależności od osobistego doświadczenia.), ale szybko uzyskuje się efekt (kilka minut). Można dalej poprawiać i zadawać dodatkowe pytania. Na pewno trzeba poprawiać. A przy okazji uczyć wyszukiwania błędów. Potem będzie formatowanie, wytłuszczenia, aranżacja akapitów. Wdraża w rolę redaktora gazetki a nie autora tekstów. Umiejętności redakcyjne tez są bardzo potrzebne. 

Zły prompt to zła odpowiedź. tego można przy okazji nauczyć. Lub stworzyć dogodne warunki do takiej nauki. Skoro proces trwa szybko, to łatwo ocenić czy instrukcja-prompt były właściwe i adekwatne. Nie są? To poprawiamy prompt. I znowu patrzymy na rezultaty.

Przykładowy prompt dla ucznia (niech do tego rezultatu dochodzi stopniowo): "Jesteś reporterem lokalnej gazetki (radia), odbiorcą jest uczeń szkoły podstawowej w wieku 12-14 lat, napisz wywiad z gatunkiem człowiek oraz z gatunkiem bakterie jelitowe, które łączą oddziaływania typu mutualizm obligatoryjny, symbioza. Uwzględnij pytania: 1. kim jesteś (pytania do obu gatunków), 2. jaką rolę pełnisz w ekosystemie (odpowiedzi obu gatunków, 3. na jakim poziomie troficznym się znajdujesz (producenci, konsumenci, destruenci), 4. jaki typ oddziaływania, kto jest twoim partnerem w oddziaływaniu typu symbioza, 5. opisz korzyści jakie odnosisz w związku ze swoim ekologicznym partnerem? 6 Co planujecie w przyszłości. 7. Co sądzicie o oddziaływaniach antagonistycznych typu drapieżnictwo i pasożytnictwo. 8 co poradzicie uczniom na czas wakacji lub weekendowej wycieczki. Tekst ułóż w formie wywiadu."

A oto kilka rezultatów, z podaniem dodatkowych informacji. Styl precyzyjny,  Bing (tekst oryginalny, komentarze do tekstu na czerwono):

Wywiad z Człowiekiem i Bakterią Jelitową

Reporter: Witajcie! Zacznijmy od podstaw. Kim jesteście?

Człowiek: Cześć! Jestem człowiekiem, gatunkiem Homo sapiens. Jestem gatunkiem naczelnych i jedynym żyjącym przedstawicielem rodzaju Homo.

Bakteria Jelitowa: Witaj! Jestem bakterią jelitową, jednym z wielu mikroorganizmów, które żyją w układzie pokarmowym człowieka. [bakteria uogólniona, jako klasa organizmów, można oczywiście byłoby zaproponować konkretny gatunek - modyfikacja promptu lub ręczne poprawienie gotowego tekstu]

Reporter: Jaką rolę pełnicie w ekosystemie?

Człowiek: Jako człowiek, jestem konsumentem drugiego rzędu. Zjadam rośliny i zwierzęta, przekształcając je w energię, którą wykorzystuję do funkcjonowania.

Bakteria Jelitowa: Ja, jako bakteria jelitowa, pomagam w trawieniu pokarmu, produkcji witamin i ochronie przed szkodliwymi mikroorganizmami.

Reporter: Na jakim poziomie troficznym się znajdujecie?

Człowiek: Jako człowiek, jestem konsumentem, co oznacza, że zjadam inne organizmy, aby zdobyć energię.

Bakteria Jelitowa: Jako bakteria, jestem destruentem. Rozkładam martwą materię organiczną, przekształcając ją z powrotem w składniki, które mogą być wykorzystane przez producentów. [w konkretnym przykładzie nie ma producentów w ludzkich jelitach, przykład nie został dobrze sformułowany, trzeba byłoby ręcznie poprawić i nadać właściwy sens biologiczny. To także okazja dla uczniów by uważnie przeczytali i wskazali na ewentualne błędy, niejasności czy braki]

Reporter: Jaki typ oddziaływania łączy was ze sobą?

Człowiek i Bakteria Jelitowa: Łączy nas symbioza, konkretnie mutualizm obligatoryjny. Oznacza to, że obie strony odnoszą korzyści z naszej współpracy i nie możemy bez siebie funkcjonować. [definicja symbiozy nienajszczęśliwiej dobrana do tego przykładu, mogą być pewne niejasności]

Reporter: Opiszcie korzyści, jakie odnosicie w związku ze swoim ekologicznym partnerem.

Człowiek: Bakterie jelitowe pomagają mi trawić pokarm i wytwarzają niektóre witaminy, których potrzebuję do zdrowia.

Bakteria Jelitowa: Człowiek dostarcza mi bezpieczne środowisko i dostęp do pokarmu.

Reporter: Co planujecie w przyszłości?

Człowiek i Bakteria Jelitowa: Planujemy kontynuować naszą symbiozę, pomagając sobie nawzajem przetrwać i prosperować. [brakuje tu oczywiście bakterii chorobotwórczych, mikrobiom jest bardziej złożony niż wynikałoby to z wygenerowanego tekstu]

Reporter: Co sądzicie o oddziaływaniach antagonistycznych typu drapieżnictwo i pasożytnictwo?

Człowiek: Drapieżnictwo i pasożytnictwo są naturalnymi częściami ekosystemu, ale mogą być szkodliwe dla jednostek, które stają się ofiarami.

Bakteria Jelitowa: Zgadzam się. Pasożytnictwo może być szkodliwe dla mnie, jeśli pasożyt zabiera mi zasoby, których potrzebuję do przeżycia.

Reporter: Co poradzicie uczniom na czas wakacji lub weekendowej wycieczki?

Człowiek: Bawcie się dobrze, ale pamiętajcie o bezpieczeństwie. Pamiętajcie o nawadnianiu i ochronie przed słońcem.

Bakteria Jelitowa: Pamiętajcie o zdrowym odżywianiu! Jedzenie pełne błonnika pomaga mi i moim bakteryjnym kolegom pracować efektywnie.



Styk kreatywny, Open.ai (Chat GPT), taki sam prompt z mała zmiana na końcu: "Jesteś reporterem lokalnej gazetki (...) Tekst ułóż w formie wywiadu. Zachowaj styl precyzyjny z elementami dowcipu."

Reporter: Dzień dobry! Rozpocznijmy nasz wywiad od przedstawienia się. Kim jesteś?

Człowiek: Cześć! Jestem Homo sapiens, zwany też człowiekiem. Mam na imię Adam, mam dwanaście lat i uczęszczam do szkoły podstawowej.

Bakterie jelitowe: Dzień dobry! Jesteśmy bakteriami jelitowymi, znane również jako flora jelitowa. Jest nas tu kilka miliardów, ale możesz mnie nazwać Bakcillus. [błąd w nazwie, jeśli już to Bacillus]

Reporter: Świetnie! A teraz pytanie dla was obojga: Jaką rolę pełnicie w ekosystemie?

Adam: No cóż, jako człowiek pełnię rolę konsumenta. Lubię zjadać zdrowe jedzenie, ale czasem zdarza się, że sięgnę po coś słodkiego.

Bakcillus: My, bakterie jelitowe, jesteśmy destruentami. Pomagamy w trawieniu jedzenia i utrzymaniu równowagi w jelitach.

Reporter: Na jakim poziomie troficznym się znajdujecie?

Adam: Ja jestem konumentem, czyli konsumentem, który spożywa produkty innych organizmów.[niezbyt poprawna definicja, wymaga stylistycznej poptawy]

Bakcillus: A my jesteśmy destruentami, czyli organizmami, które rozkładają substancje organiczne, pomagając w procesie trawienia.

Reporter: Teraz pytanie o wasze relacje symbiotyczne. Jakie to są?

Adam: Nie jestem pewien, czy to będzie symbioza, ale na pewno współpracuję z roślinami, oddychając tlenem, który one produkują. [zła definicja symbiozy w tym kontekście. Relacje powinny się odnosić do bakterii jelitowych, fragment wymagający poprawy]

Bakcillus: My mamy bardziej złożoną relację z organizmem gospodarza. To jest właśnie symbioza, zwłaszcza mutualizm obligatoryjny. Pomagamy w trawieniu i dostarczamy niektóre substancje odżywcze, a w zamian otrzymujemy schronienie i pożywienie.

Reporter: Jakie są korzyści z tej symbiozy?

Adam: Dzięki bakteriom, moje jelita są zdrowe, a ja dostaję więcej składników odżywczych z jedzenia.

Bakcillus: Mamy zapewnione warunki do życia i dostęp do substancji, które są dla nas istotne.

Reporter: Co planujecie na przyszłość?

Adam: Chciałbym zdobyć więcej wiedzy i być może pomagać w ochronie środowiska.

Bakcillus: Myślimy o tym, by nadal utrzymywać zdrową równowagę w jelitach i wspierać organizm gospodarza.

Reporter: A co myślicie o oddziaływaniach antagonistycznych, takich jak drapieżnictwo i pasożytnictwo?

Adam: No, drapieżnictwo brzmi strasznie, ale w przyrodzie to część równowagi. Ważne, żebyśmy wszyscy znaleźli swoje miejsce.

Bakcillus: W przypadku pasożytnictwa, staramy się unikać tego rodzaju relacji, bo mutualizm nam lepiej służy.

Reporter: Na zakończenie, co poradzicie uczniom na czas wakacji lub weekendowej wycieczki?

Adam: Zachęcam do aktywności na świeżym powietrzu i eksplorowania natury. To świetny sposób na naukę i dobrą zabawę!

Bakcillus: Dodam od siebie, że warto dbać o zdrową dietę, bo to przekłada się także na dobre samopoczucie.

Reporter: Dziękuję wam obu za rozmowę. Cieszę się, że mogłem poznać bliżej wasze fascynujące światy.

I kolejny przykład, zmieniłem tylko bohaterów, lecz tematyka podobna. "Jesteś reporterem lokalnej gazetki (radia), odbiorcą jest uczeń szkoły podstawowej w wieku 12-14 lat, napisz wywiad z gatunkiem chruścika, którego larwy żyją w wodzie oraz z gatunkiem osiadłego orzęska, który porasta m.in. powierzchnię ciała larwy chruścika, które łączą oddziaływania typu komensalizm uwzględnij pytania: 1. kim jesteś (pytania do obu gatunków), 2. jaką rolę pełnisz w ekosystemie (odpowiedzi obu gatunków, 3. na jakim poziomie troficznym się znajdujesz (producenci, konsumenci, destruenci), 4. jaki typ oddziaływania, kto jest twoim partnerem w oddziaływaniu typu komensalizm, 5. opisz korzyści jakie odnosisz w związku ze swoim ekologicznym partnerem? 6 Co planujecie w przyszłości. 7. Co sądzicie o oddziaływaniach antagonistycznych typu drapieżnictwo i pasożytnictwo. 8 co poradzicie uczniom na czas wakacji lub weekendowej wycieczki. Tekst ułóż w formie wywiadu"


Bing, Styl kreatywny

Witaj, drogi czytelniku! Dziś mam dla ciebie wyjątkowy wywiad z dwoma niezwykłymi stworzeniami, które żyją w naszych wodach. Są to chruścik i orzęsek, a łączy ich niezwykła przyjaźń. Poznaj ich bliżej i dowiedz się, jak żyją, co jedzą i co myślą o świecie.

Reporter: Witam was serdecznie, chruściku i orzęsku. Cieszę się, że zgodziliście się na rozmowę. Powiedzcie mi, kim jesteście i gdzie żyjecie?

Chruścik: Cześć, reporterze. Jestem chruścikiem, czyli owadem wodnym, który ma przeobrażenie zupełne. To znaczy, że z jajka [jaja] wykluwam się jako larwa, która żyje w wodzie, a potem zmieniam się w dorosłego owada, który lata nad wodą. Moja larwa ma ciało pokryte włoskami i skrzydłami [larwa nie ma skrzydeł, nazwa Trichoptera, włoskoskrzydłe odnosi się do owłosionych skrzydeł imago a nie larwy. Choć larwy maja oczywiście różne rzęski i szczeciny] , a na końcu odnóża analne z pazurkiem. Żyję w różnych typach wód, ale najczęściej w strumieniach i rzekach o czystej i dobrze natlenionej wodzie.

Orzęsek: A ja jestem orzęskiem, czyli pierwotniakiem, który ma liczne rzęski służące do pływania. Mam tylko jedną komórkę, ale za to bardzo skomplikowaną. Mam dwa jądra: mikronukleus i makronukleus, które pełnią różne funkcje. Mam też otwór gębowy i odbyt [to nie jest otwór gębowy sesnu stricte], przez które pobieram i wydal am pokarm. Żyję w wodach słodkich i słonych, ale najczęściej wśród roślinności wodnej lub na powierzchni innych organizmów, takich jak larwy chruścików.

Reporter: Jaką rolę pełnicie w ekosystemie? Na jakim poziomie troficznym się znajdujecie?

Chruścik: Moja rola w ekosystemie jest bardzo ważna. Jako larwa jestem konsumentem drugiego rzędu, czyli zjadam glony, bakterie, detrytus i inne drobne organizmy. Przy okazji filtruję wodę i poprawiam jej jakość. Jako dorosły owad jestem pokarmem dla ryb, ptaków i nietoperzy. Moja obecność w wodzie świadczy o jej dobrej kondycji ekologicznej. [jest wiele róznych gatunków chruścików, są także i drapieżne larwy]

Orzęsek: Ja też jestem konsumentem drugiego rzędu, ale nie zjadam tego samego co chruścik. Ja preferuję bakterie, grzyby, pierwotniaki i drobne cząstki organiczne. Nie filtruję wody, ale za to pomagam utrzymać równowagę biologiczną. Jako orzęsek jestem pokarmem dla wielu innych organizmów, takich jak wrotki, widłonogi, larwy owadów i ryby.

Reporter: Jaki typ oddziaływania łączy was ze sobą? Kto jest waszym partnerem w oddziaływaniu typu komensalizm? Opiszcie korzyści, jakie odnosicie w związku ze swoim ekologicznym partnerem.

Chruścik: Nasze oddziaływanie jest typu komensalizm, czyli takiego, w którym jeden organizm korzysta z drugiego, nie szkodząc mu. Ja jestem gospodarzem, a orzęsek jest komensalem. Orzęsek osiada na mojej powierzchni ciała i tam znajduje schronienie i pokarm. Ja nie mam z tego żadnej korzyści, ale też nie ponoszę żadnej straty. Nie przeszkadza mi to, że orzęsek jest ze mną, bo jest bardzo mały i lekki.

Orzęsek: Ja jestem komensalem, a chruścik jest gospodarzem. Ja korzystam z chruścika, bo dzięki niemu mam bezpieczne miejsce do życia i łatwy dostęp do pokarmu. Chruścik przemieszcza się w wodzie i napędza do mnie drobne cząstki, które mogę zjeść. Nie szkodzę mu w żaden sposób, bo nie żeruję na nim ani nie zabieram mu jego pokarmu. Jestem mu wdzięczny, że pozwala mi być z nim.

Reporter: Co planujecie w przyszłości? Jakie macie marzenia i cele?

Chruścik: Moim planem na przyszłość jest przeobrażenie się w dorosłego owada i znalezienie partnera do rozmnażania. Chciałbym też poznać świat poza wodą i zobaczyć, co się dzieje nad nią. Moim marzeniem jest, żeby woda, w której żyję, była zawsze czysta i pełna życia.

Orzęsek: Moim planem na przyszłość jest rozmnażanie się i wymiana materiału genetycznego z innymi orzęskami. [to nawiązanie do koniugacji jako procesu płciowego]  Chciałbym też poznawać nowe miejsca i organizmy, z którymi mogę się związać. Moim marzeniem jest, żeby nigdy nie zabrakło mi pokarmu i schronienia.

Reporter: Co sądzicie o oddziaływaniach antagonistycznych typu drapieżnictwo i pasożytnictwo? Czy macie jakichś wrogów lub zagrożenia?

Chruścik: Sądzę, że oddziaływania antagonistyczne są naturalną częścią życia i nie można ich uniknąć. Każdy musi się bronić przed drapieżnikami i pasożytami, bo to kwestia przetrwania. Moimi wrogami są ryby, ptaki, nietoperze i niektóre owady, które chcą mnie zjeść. Moimi zagrożeniami są też zanieczyszczenie wody, susza, zmiany klimatu i ludzka ingerencja.

Orzęsek: Sądzę, że oddziaływania antagonistyczne są nieprzyjemne i niepotrzebne. Nie lubię, gdy ktoś chce mnie zjeść lub wykorzystać. Wolę żyć w pokoju i harmonii z innymi organizmami. Moimi wrogami są wrotki, widłonogi, larwy owadów i ryby, które chcą mnie zjeść. Moimi zagrożeniami są też zanieczyszczenie wody, zmiany temperatury i pH, niedobór tlenu i konkurencja.

Reporter: Co poradzicie uczniom na czas wakacji lub weekendowej wycieczki? Jak mogą was poznać i lepiej zrozumieć?

Chruścik: Poradzę uczniom, żeby wybrali się nad wodę i spróbowali znaleźć moje larwy. Można je łatwo rozpoznać po tym, że budują sobie domki z różnych materiałów, takich jak piasek, kamienie, rośliny, muszle. Można je też zobaczyć pod mikroskopem i podziwiać ich ciekawą budowę. Proszę tylko, żeby nie niszczyli moich domków ani nie zabierali mnie ze sobą, bo nie przeżyję poza wodą.

Orzęsek: Poradzę uczniom, żeby wybrali się nad wodę i spróbowali znaleźć mnie na powierzchni innych organizmów. Można mnie łatwo rozpoznać po tym, że jestem bardzo mały i mam wiele rzęsek. Można mnie też zobaczyć pod mikroskopem i podziwiać moją złożoną komórkę. Proszę tylko, żeby nie dotykali mnie ani nie zabierali mnie ze sobą, bo nie lubię zmian środowiska.

Reporter: Dziękuję wam bardzo za rozmowę i życzę wam


Źródła podane przez AI (jak widać nie wszystkie są sensowne, bo pomylone z ciastkami faworkami i nazwiskiem prawnika): 

1. Orzęski – Wikipedia, wolna encyklopedia

2. orzęsek - definicja, synonimy, przykłady użycia

3. orzęsek – Słownik języka polskiego PWN

4. Chruściki – Wikipedia, wolna encyklopedia

5. Faworki | AniaGotuje.pl

6. Chróścik Kancelaria Radców Prawnych – kompleksowa obsługa prawna ...

7. https://sjp.pwn.pl/sjp/

GenAI ma duże problemy z generowaniem obrazów bezkręgowców. Chyba w treningu zabrakło dobrej bazy wyjściowej. A nie da się pokierować tak jak ręką artysty. Przynajmniej na razie.



Chat GPT wygenerował taki wywiad, to takiego samego promptu:

Reporter: Cześć! Dziś mamy wyjątkowy wywiad z dwoma niesamowitymi mieszkańcami naszego lokalnego ekosystemu. Z nami są chruścik i osiadły orzęsek. Zacznijmy od przedstawienia się. Kim jesteście?

Chruścik: Cześć! Jestem chruścik, a dokładniej jego larwą. Moje larwy żyją w wodzie i jesteśmy często spotykane w strumieniach i jeziorach.

Orzęsek: Witajcie! Ja to osiadły orzęsek, roślina wodna, która ma tu swoje korzenie. [poważny błąd, pomylenie orzęska z rośliną!]

Reporter: Super! A teraz pytanie dla was obojga: Jaką rolę pełnicie w ekosystemie?

Chruścik: Jako larwy, pełnimy rolę konsumencką. Żywimy się detrytusem i drobnymi organizmami w wodzie, pomagając utrzymać równowagę w tym środowisku.

Orzęsek: A ja, jako roślina, jestem producentem. Fotosynteza to nasza specjalność, dostarczając tlen i tworząc składniki odżywcze dla innych organizmów. [konsekwentnie popełniany błąd mylący orzęska z roslinami]

Reporter: Na jakim poziomie troficznym się znajdujecie?

Chruścik: Jesteśmy konsumentami, ponieważ spożywamy organizmy na niższych poziomach troficznych.

Orzęsek: A ja jestem producentem, czyli zaczynam łańcuch pokarmowy. [c.d. błędu, pomylenie autotrofów z orzęskami]

Reporter: Teraz pytanie o wasze relacje komensalne. Jakie to są?

Chruścik: Otóż, osiadły orzęsek porasta moje ciało. To jest komensalizm. Ona zyskuje sobie wygodne miejsce, a ja... cóż, trochę ozdoby!

Orzęsek: Tak, to prawda. Chruścik dostarcza mi wsparcia fizycznego, a ja nie wpływam na niego w żaden sposób.

Reporter: Jakie są korzyści z tej relacji?

Chruścik: Dla mnie to wygodne schronienie i dodatkowa ochrona przed drapieżnikami.[należałoby opisać jako kamuflaż]

Orzęsek: Mam pewność, że moje korzenie znajdują się w stabilnym środowisku, a przy okazji mam wrażenie, że wyglądam bardziej stylowo na grzbiecie chruścika. [konsekwencja błędu pomylenia z roślinami. Orzeski poroślowe nie maja korzeni!]

Reporter: Co planujecie na przyszłość?

Chruścik: Chcemy nadal współpracować. Ja będę chronił osiadłego orzęska, a ona niech dalej zdobi moje ciało. [orzęsek to rodzaj męski a nie żeński]

Orzęsek: Mam nadzieję, że nasza harmonijna współpraca przetrwa i pomoże nam obu rozwijać się w tym środowisku.

Reporter: A co myślicie o oddziaływaniach antagonistycznych, takich jak drapieżnictwo i pasożytnictwo?

Chruścik: Nie jestem fanem drapieżnictwa, ale wiem, że to naturalna część ekosystemu. Współpraca z osiadłym orzęskiem sprawia, że czuję się bezpieczniej.

Orzęsek: Odnoszę się z dystansem do pasożytnictwa. Wolałabym unikać tego rodzaju relacji i pozostać przy mojej symbiozie z chruścikiem.

Reporter: Na zakończenie, co poradzicie uczniom na czas wakacji lub weekendowej wycieczki?

Chruścik: Zachęcam wszystkich do odkrywania tajemnic wód śródlądowych. To fascynujące miejsce, pełne życia!

Orzęsek: Dodam od siebie, że warto podziwiać piękno przyrody i cieszyć się harmonią, jaką możemy znaleźć w naturalnych związkach między różnymi organizmami.

Prompt uzupełniający: "Orzęsek nie jest roślina, to jednokomórkowy protist, proszę popraw wywiad."

ChatGPT "Przepraszam za pomyłkę. Dziękuję za sprostowanie. Poprawiam wywiad":

Reporter: Cześć! Dziś mamy wyjątkowy wywiad z dwoma fascynującymi mieszkańcami naszego lokalnego ekosystemu. Z nami są chruścik i osiadły orzęsek. Zacznijmy od przedstawienia się. Kim jesteście?

Chruścik: Cześć! Jestem chruścik, a dokładniej jego larwą. Moje larwy żyją w wodzie i są często spotykane w strumieniach i jeziorach.

Orzęsek: Hej! To ja, osiadły orzęsek, jednokomórkowy protist, który osiedla się na różnych substratach, w tym ciałach larw chruścika.

Reporter: Super! A teraz pytanie dla was obojga: Jaką rolę pełnicie w ekosystemie?

Chruścik: Jako larwy, pełnimy rolę konsumencką. Żywimy się detrytusem i drobnymi organizmami w wodzie, pomagając utrzymać równowagę w tym środowisku.

Orzęsek: A ja, jako jednokomórkowy protist, jestem destruentem. Pomagam w rozkładzie substancji organicznych i utrzymaniu czystości w wodzie.

Reporter: Na jakim poziomie troficznym się znajdujecie?

Chruścik: Jesteśmy konumentami, ponieważ spożywamy organizmy na niższych poziomach troficznych.

Orzęsek: A ja jestem destruentem, czyli biorę udział w procesie rozkładu substancji organicznych.

Reporter: Teraz pytanie o wasze relacje komensalne. Jakie to są?

Chruścik: Otóż, osiadły orzęsek osiada na moim ciele, co stanowi rodzaj komensalizmu. Ona zyskuje sobie wygodne miejsce, a ja dostaję nietypowego, ale pomocnego lokatora.

Orzęsek: Tak, to prawda. Chruścik dostarcza mi powierzchni do osiedlenia, a ja nie wpływam na niego w żaden sposób.

Reporter: Jakie są korzyści z tej relacji?

Chruścik: Dla mnie to wygodne schronienie i dodatkowa ochrona przed drapieżnikami.

Orzęsek: Dzięki temu mam stałe miejsce do osiedlenia i dostęp do substancji organicznych w wodzie.

Reporter: Co planujecie na przyszłość?

Chruścik: Chcemy nadal współpracować. Ja będę chronił osiadłego orzęska, a ona niech dalej zdobi moje ciało.

Orzęsek: Mam nadzieję, że nasza harmonijna współpraca przetrwa i pomoże nam obu rozwijać się w tym środowisku.

Reporter: A co myślicie o oddziaływaniach antagonistycznych, takich jak drapieżnictwo i pasożytnictwo?

Chruścik: Nie jestem fanem drapieżnictwa, ale wiem, że to naturalna część ekosystemu. Współpraca z osiadłym orzęskiem sprawia, że czuję się bezpieczniej.

Orzęsek: Odnoszę się z dystansem do pasożytnictwa. Wolałabym unikać tego rodzaju relacji i pozostać przy mojej symbiozie z chruścikiem.

Reporter: Na zakończenie, co poradzicie uczniom na czas wakacji lub weekendowej wycieczki?

Chruścik: Zachęcam wszystkich do odkrywania tajemnic wód śródlądowych. To fascynujące miejsce, pełne życia!

Orzęsek: Dodam od siebie, że warto podziwiać piękno przyrody i cieszyć się harmonią, jaką możemy znaleźć w naturalnych związkach między różnymi organizmami.

Efekt uzyskamy bardzo szybko. Najwięcej pracy zajmie przygotowanie dobrej instrukcji (promptu). Musimy mieć przemyślane najważniejsze kwestie i to, czego oczekujemy. Uczeń wykaże się wiedza na etapie układania promptu jak i ewentualnym poprawianiu. Zapewne nie uda się osiągnąć dobrego efektu za pierwszym razem. Potrzebny jest dialog i kilkakrotne doprecyzowanie. Wysiłek ucznia nie jest związany z układaniem kompozycji słownej wywiadu lecz na takim modyfikowaniu promptu by uzyskać pożądanym, ciekawy efekt. Redaktor umiejętnym kreśleniem ram tworzy efekt końcowy. Do tego można dołączyć generowanie grafiki. Z tym też nie jest łatwo. AI do swojej nauki dostała chyba zbyt mało grafik bezkręgowców, stąd liczne błędy i brak realizmu, np. w generowaniu larw chruścików i porastających je orzęsków kolonijnych. 

29.02.2024

Słoiki refleksji


Uniwersytet to dobre miejsce do eksperymentowania. Takim przynajmniej powinien być. Także w zakresie edukacji i metod dydaktycznych. W tym roku eksperymentuję ze słoikami refleksji (pamięci). Myślę, że pomysł przydatny może być także w szkole być może i w przedszkolu także. Jest w wersji analogowej a więc łatwy do zrealizowania i modyfikowania. 

Pomysł nawiązuje do wdrażania do myślenia refleksyjnego. Inspiracją były  Słoiki Pamięci, wieszane na drzewie w pewnej warmińskiej miejscowości, gdzie każdy mieszkaniec wsi wkładał coś, co miało pozostać jak w kapsule czasu, coś co chciał, żeby przetrwało. Były to bardzo różnorodne, niewielkie przedmioty. Drugą inspiracją były mikroaktywności na wykładach. Drobne czynności skłaniające studentów do przemyśleń, wypowiedzi ustnych czy pisemnych. I do notowania manualnego.

Słoik pamięci pojawia się na moich wykładach a studenci mają możliwość zapisania swoich pytań lub refleksji na kartkach i włożenia na koniec do słoika. Potem czytam zawartość i jeśli są to pytania, to na nie odpowiadam. Ale te refleksje mogą być dostępne także dla studentów, jako swoista tablica informacyjna. Sprawdzam różne możliwości.

Może być jeden (bo jestem wędrownym wykładowcą) lub kilka, każdy z innym podpisem, np. "3 najważniejsze rzeczy, jakich się nauczyłam (em)", "2 nowe rzeczy, które chcę sprawdzić/wypróbować" , "1 pytanie, które wciąż mam w głowie." Mogą to być także pytania, które chcieliby otrzymać na kolokwium (klasówce, egzaminie) lub krótkie myśli podsumowujące lekcje (wykłady). 

Można oczywiście zaproponować coś innego. Myślę, że nie powinno być więcej niż 5 słoików. Ja uzupełniająco na zajęciach wykorzystuję jeden słoik - słoik pamięci, do zapisywania mysli z wykładu. W szerszej wersji studentki mają możliwość pisania swoich własnych dzienników refleksji w wersji cyfrowej. To znacznie pojemniejsze "słoiki". 

W szkole uczniowie pod koniec lekcji zapisują swoje myśli i wkładają do odpowiednich słoików Można do jednego, można do kilku (ale każda myśl na osobnej karteczce). Ma to teoretycznie skłonić uczniów do mikrofefleksji i pisania manualnego.

Po kilku lekcjach, na lekcji powtórzeniowej z działu, można zrobić tak: Nauczyciel dzieli uczniów na 3-5 zespołów. Uczniowie po kolei wyjmują (losowo) karteczki ze słoików refleksji (wrzucane w czasie kolejnych lekcji w tym dziale: 3 najważniejsze rzeczy, jakich się nauczyłam, 2 nowe rzeczy, które chcę sprawdzić/wypróbować, 1 pytanie, które wciąż mam w głowie). Następnie uczeń, który wylosował karteczkę odczytuje ją i próbuje odgadnąć z jakiej lekcji pochodzi (temat lekcji). Za poprawną odpowiedź zespół (drużyna) otrzymuje punkt. Jeśli karteczka pochodzi ze słoika „2 nowe rzeczy, które chcę sprawdzić/wypróbować: lub „1 pytanie, które wciąż mam w głowie.” Dowolna osoba z zespołu może na nią udzielić odpowiedzi. Za poprawną odpowiedź drużna uzyskuje dodatkowy punkt. Gra toczy się do czasu wyczerpania wszystkich karteczek z trzech słoików lub gdy upłynie wyznaczony wcześniej czas. Wygrywa zespół (drużyna), który uzyska najwięcej punktów.

Możliwe modyfikacje. Zamiast słoików mogą być woreczki lub pudełka kartonowe. Niektórzy nauczyciele krótkie podsumowania rozmieszczają po całej klasie (na drzwiach, ścianach, szafkach). To forma przypominania najważniejszych kwestii z minionych lekcji. 

Inna wersją jest wykorzystanie kostki, rzuca się nią na początku lub na końcu lekcji. Na kostce (może być kilka w różnych kolorach) znajdują się pytania. Takie kostki metodyczne zostały opracowane przez Danutę Sternę. Warto poszukać i się zainspirować. W wersji z kostkami uczniowie nie tworzą pytań albo podsumowań, te są gotowe, na kostkach. Losowość służy jedynie do stawiania podobnych pytań w odniesieniu do lekcji. Przykład z kostek Danuty Sterny:

Kostka niebieska – DOBRY POCZĄTEK
Pytania na ściankach kostki:
  • Co cię zainteresowało w tym temacie?
  • Jak wytłumaczysz innemu uczniowi, dlaczego ten temat jest ważny?
  • O czym, twoim zdaniem, będzie ta lekcja?
  • Jakie masz pytania związane z tym tematem?
  • Co już wiesz na ten temat?
Kostka czerwona – PODSUMOWYWANIE
Pytania na ściankach kostki:
  • Czego jeszcze chcesz się dowiedzieć na ten temat?
  • Jak, twoim zdaniem, najlepiej nauczyć kogoś tego tematu?
  • Co z tego tematu jest dla ciebie ważne?
  • Jak zastosujesz ten temat w życiu?
  • Co z tego tematu powinniśmy zapamiętać?
Teoretycznie zeszyt szkolny może służyć do spisywania refleksji. Ciekaw jestem czy tak jest (bywa) wykorzystywany. Do zapisywania własnych, uczniowskich podsumować, pytań, planów itp. Zazwyczaj nauczyciele czuwają nad treścią notatek, które pojawiają się w zeszytach. Mniej wtedy swobody dla ucznia. Ja stosuję ze studentami dzienniki refleksji, umieszczane i prowadzone w mediach społecznościowych. Ale tam są dłuższe wypowiedzi. I pełna swoboda w doborze treści oraz formy. 

24.02.2024

Co nakłoniło Profesora do takiej zmiany w sposobie nauczania?

Zajęcia poza murami uniwersytetu. Jedna z wielu praktycznych lekcji edukacji.
 

Tytułowe pytanie padło na pierwszym wykładzie dla studentek pedagogiki. Przedstawiłem program i propozycje oceniania (a w zasadzie odejście od typowego oceniania cyfrowego). Wdrażam także pomysły na mikroaktywności w czasie wykładu. Bo lepiej uczymy się aktywnie niż pasywnie. Po prostu, wdrażam zdobytą wiedzę i sprawdzam ją w praktyce. Jak niewierny Tomasz, nie uwierzę jeśli sam palcem nie dotknę. Jedną z takich mikroaktywności były pytania, które studentki mogły umieścić w nowo założonym zespole na Teamsach.

Dlaczego stosuję dodatkowy kontakt online asynchronicznie, kiedy pandemia dawno minęła? To się wyjaśni w dalszej części i w próbie odpowiedzenia na jedno z postawionych pytań: "Co nakłoniło Profesora do takiej zmiany w sposobie nauczania?"

Pytanie niby proste lecz jest tak naprawdę trudne. Sam wcześniej sobie go nie zadawałem. Może w jakiś podobny i cząstkowy sposób tak. Ale nie tak jednoznacznie i konkretnie. Pytanie, które zmusiło mnie do przemyśleń i analiz. I wiem, że ta moja pierwsza odpowiedź będzie niepełna. Warto będzie do tego pytania wracać i odpowiadać po wielokroć. Za każdym razem będzie lepiej przemyślana i analizowana z innej perspektywy.

Jest wiele powodów, niczym małych strumyczków, które na długim odcinku łącząc się utworzyły dużą rzekę. Dały masę krytyczną, jak przy eksplozji bomby atomowej. Jestem na początku zmian. Czuję, że będą one przyspieszały, bo nabieram odwagi i doświadczenia. A także dlatego, że dużo innych osób podobnie, oddolnie zmienia edukację w różnych miejscach. Dawniejsze intuicje pedagogiczne systematycznie zyskują nie tylko lepszą podbudowę teoretyczną, ale i więcej doświadczenia i dobrych praktyk. Edukację można zmieniać od zaraz. Tu gdzie jesteś, z tym co masz do dyspozycji. Największą barierą jest własna głowa i wyobrażone przeszkody, utrwalone instytucjonalnie rutyny. Czasem warto spróbować je przełamać. Najwyżej głowa zaboli od walenia głową w mur. A może ten mur to atrapa, ułuda?

Nie ma na co czekać, można tu i teraz, w granicach jakie są. Najpierw było to nieśmiałe hakowanie systemu, teraz są to śmielsze zmiany. Bez problemu udało się namówić koordynatorkę przedmiotu do zmiany zapisu w sylabusie i literalne odejść od kolokwiów i egzaminu pisemnego, sprawdzającego wiedzę teoretyczną. Teraz wszystko jest jawnie i ugruntowane w istniejących przepisach. Wystarczyło wskazać, że sprawdzane będą zakładane efekty kształcenia. I tak studenci mają wybór sposobu zaliczenia i formy egzaminu, w tym mogą wybrać nie tylko tradycyjny egzamin lecz projekt oraz dziennik refleksji. Wybór to poszerzanie wolności i tworzenie przyjaznej przestrzeni do uczenia się i przejmowania odpowiedzialność za własny proces uczenia się. W pytaniu jest jeszcze stary termin „nauczanie”, też go odruchowo jeszcze używam. Staram się jednak używać bardziej poprawnego merytorycznie terminy „uczenie się”. A zamiast słowa nauczyciel używać projekczyciel (projektant procesu i środowiska uczenia się).

Próbuję zmieniać w wielu miejscach. Mniej lub bardziej. Co roku trochę więcej. Bo nie od razu Kraków zbudowano. Zmiana wymaga wysiłku a na wszystkich przedmiotach nie jestem w stanie na tak wielki wysiłek.

Dojrzewałem ponad 40 lat. Już na studiach na Wyższej Szkole Pedagogicznej w Olsztynie (po wpływem lektur i przekazu od niektórych wykładowców). Potem były szerokie dyskusje o zmianach edukacji po roku 1989. I potem było ciągłe zderzanie się z niewydolną, biurokratyczną rutyną. Dopiero po latach dostrzeżono fakt, że znajdujemy się w czasach trzeciej rewolucji technologicznej i wynikających z niej ogromnych przekształceń cywilizacyjnych. Z czasem nawet na uczelniach wyższych kostniała tradycja szkolna, ubywało uniwersyteckiej wolności i swobody. Weszły sylabusy, tabelki itp. Dokładniej odwzorowywano stary system. Choć teraz na wielu uczelniach widać sensowne zmiany. Ale nie zawsze ma się szczęście być w drużynie liderów. Nie szkodzi, w każdym miejscu i w każdych warunkach można coś zmienić na lepsze. Trzeba tylko rozumieć świat wokół nas.

Skończyłem dobre studia pedagogiczne, nauczycielski kierunek biologia na WSP w Olsztynie. Teoretycznie byłem dobrze przygotowany do zawodu zarówno nauczyciela jak i naukowca. Ale, w tak zwanym międzyczasie, wszystko się zmieniło. To tak, jakby uszyć sobie dobrze zaprojektowane ubranie zimowe a po wyjściu z domu okazuje się, że jest już lato. Dobre ubranie lecz nieadekwatne do sytuacji.

Cały czas dokształcałem się. Zaczęło się od kursu szybkiego czytania i mapy myśli. Potem były przygody z lapbookiem, kamishibai, grami edukacyjnymi i wieloma działaniami w zakresie edukacji pozaformalnej oraz aktywnymi metodami nauczania (uczenia się). To nie tylko lektura dobrych książek lecz i ciągłe sprawdzania w działaniu na zajęciach z uczniami, studentami, osobami dorosłymi i słuchaczami uniwersytetów trzeciego wieku.

Pierwsze nieśmiałe zmiany miałem okazję wprowadzić wiele lat temu, na nowo utworzonym przedmiocie „autoprezentacja”. Dostałem coś nowego i mogłem zaprojektować od samego początku: uczenie się komunikacji i odejście od sprawdzania wiedzy pamięciowej. Bardziej nastawiłem się na umiejętności praktyczne. To wtedy pierwszy raz nieświadomie zastosowałem mikropotwierdzenia w postaci dyplomików. Niby zabawa, ale teraz wiem że do dobrze udowodniony naukowo i efektywny mechanizm uczenia się. 

Miałem też szczęście. Dostawałem w większości przedmioty „mało ważne”, gdzie nie było egzaminów, tylko zaliczenie. A więc miałem większą wewnętrzną swobodę w wyborze sposobu zaliczenia. Najpierw jako asystent, co zrozumiałe, ale zostało mi to na dłużej. W hierarchii akademickiego porządku dziobania i myślenia o ważności osoby, sytuowałem się gdzieś na obrzeżach. Ale w ekologii znane jest zjawisko, że na skraju populacji (zasięgu występowania) najwięcej zachodzi zmian. I to tu możliwe są szybkie i głębokie ewolucyjne adaptacje. Uniknąłem więc szybkiego wpadnięcia w koleiny rutyny „bo tak się robi”, rutyny testów, mentalności szkoły przemysłowej (pruska szkoła) itp.

Samemu zmiany trudno jest wprowadzać. A zazwyczaj w jednym miejscu nie ma zbyt wielu osób chętnych do wychodzenia poza schematy. Skoro nie było impulsu w miejscu pracy, to znalazłem oparcie i inspiracje w innych grupach zewnętrznych. Internet wiele ułatwił, bo można było odnaleźć się w wielkiej sieci z ludźmi podobnie myślącymi. I co ważniejsze, działającymi. Mogłem się uczyć i nabierać odwagi. Dyskusja o edukacji odbywała się nie tylko okazjonalnie na różnych konferencja, np. w Centrum Nauki Kopernik ale i w grupie Superbelfrów, na konferencjach Ideatorium czy Inspiracje  itp. Nazwałbym to crowdlearningiem oraz współpracą w rozproszonym zespole, także w trakcie realizacji różnych zadań edukacyjnych: podręczniki szkolne, materiały edukacyjne, projekty itp.

Jeśli wziąć pod uwagę kompetencje osobowe to na pewno jest nią otwartość i gotowość na współpracę z innymi. Paradoksalnie w polskich warunkach mocno cierpimy na braki w umiejętnościach współpracy. I jeszcze gotowość do rozwoju i uczenia się. 

Kolejnym impulsem była szybko rozwijająca się ostatnio wiedza o ludzkim mózgu (neuronauki, neurodydaktyka). Biolodzy udowodnili to, co przeczuwali pedagodzy. Intuicje znalazły mocne potwierdzenie naukowe w mechanizmach biologicznych (tak jak zioła, kiedyś ich działanie tłumaczono magią, dziś procesami fizjologicznymi organizmu i na poziomie molekularnym).

Kolejny strumyk to narastającym postęp technologiczny i ogromne zmiany społeczne w komunikacji i edukacji, związane z internetem, mobilnymi aplikacjami a teraz i generatywną sztuczną inteligencją. Nie trudno dostrzec, że uczymy się inaczej i jesteśmy innym społeczeństwem. Nie da się dłużej czekać, i nawiązując do wcześniejszej analogii, udawać, że zimowa kurtka jest dobra na letnią pogodę.

I w końcu okazja. Próbuję nieśmiało od co najmniej kilku lat (a w zasadzie od samego początku). Teraz pojawił się nowy przedmiot dla pedagogów i współpraca z Wydziałem Nauk Społecznych. Otwarci i życzliwi studenci, odważni na eksperymenty i zmiany.

Nie da się dłużej odpowiedzialnie uczyć bez głębokich zmian w systemie edukacji i sposobie myślenia o procesie uczenia się. Zazwyczaj duże zmiany chcą wprowadzać młodzi ludzie, tuż po studiach, z głowami pełnymi ideałów i wiary we własne siły. Został we mnie klimat młodzieńczego zapału. I zmieniam. Po kawałeczku, tylko tyle ile potrafię, ile sam się nauczę i odkryję, w tym wspólnie ze studentkami. W tym procesie uczą się dwie strony: wykładowca i studenci.