6.07.2024

Wirtualna kawa czyli nowy rodzaj feedbacku



Z wrogiem do wspólnego posiłku przy stole nie zasiądziesz. Tylko z przyjaciółmi lub ludźmi, których chcesz poznać z ciekawości. Kawa czy herbata, pita niespiesznie przy stoliku, ułatwia rozmowę lub tylko samotne rozmyślania. Istotą rozmowy są informacje zwrotne, płynące z języka ciała, z wymiany zdań. A jak uzyskać informacje zwrotne, tak typowe dla ludzkiej rozmowy i ludzkich kontaktów interpersonalnych, w przestrzeni internetowej gdy nie widzimy się, nie słyszymy się? Jak uzyskać kontakt z czytelnikami? Mieli z tym problem piszący książki i zamieszczający teksty w czasopismach. Jedyną możliwością było pisanie tradycyjnych listów lub spotkania autorskie.

Wydawało sie, że cyfrowe i internetowe technologie znacznie ułatwią interakcję między piszącym a czytającym. W internetowym blogu są przecież komentarze. Nawet anonimowe. Potencjał nie zawsze wykorzystywany. 

A czy można w podobny sposób nawiązać relacje w papierowym czasopiśmie? Od ponad roku pisuję felietony do Wiadomości Uniwersyteckich. Zdecydowałem sie na mały eksperyment z hybrydowym felietonem i qr kodami. Miała to być próba powiązania tekstu z blogiem lub profilem na Facebooku. Nie potrafię tylko zmierzyć, policzyć czy to działa i w jakiej skali. Dodatkowo już wcześniej założyłem fan page na Facebooku. Tam zdecydowanie jest więcej komentarzy i reakcji. Przejrzałem stare zapiski, przygotowując pierwszego ebooka z tekstami z blogu. To lata 2005-2007 - niebawem ten ebook się ukaże. Wtedy komentarzy na blogu było dużo więcej niż obecnie. Można odnieść wrażenie, że teraz aktywność w informacjach zwrotnych (komentarzach) przeniosła się do mediów społecznościowych. 

Czasem spotykam ludzi na piknikach naukowych, warsztatach, konferencjach, a nawet na ulicy i mówią mi, że czytają mojego bloga. Jest wiec jakaś informacja zwrotna, całkiem inna. Jest dowód, że ktoś czyta. Bo sama liczba wyświetleń (średnio 100 tysięcy rocznie) nie jest wiarygodną liczbą. Część tylko zajrzy lecz nie przeczyta, część zaczęła lecz nie skończy. Czarna skrzynka. Liczby, których nie potrafię zrozumieć i poprawnie odczytać. A człowiek w dialogu potrzebuje informacji zwrotnych. 

Ostatnim moim pomysłem jest wirtualna kawa w serwisie buy.coffe czyli z jednej strony motywacyjny feedback a z drugiej możliwość zebrania funduszy na wydanie bloga w formie ebooka a być może i papierowych książek. To już prawie 20 lat, więc sporo się tego nazbierało. Jeśli ktoś poświęci swoje 10-15 zł, to znaczy (jednorazowo, okazjonalnie a nie jako stały abonament), że teksty i czytanie bloga ma dla niego jakąś wartość. Nie tylko komentarz, nie tylko słowo lecz i także finansowe kliknięcie. Przy okazji dostaję informacje od zupełnie dla mnie do tej pory nieznanych osób typu "Panie Profesorze obserwuję Profesorskie Gadanie od kilku lat. Trzymam kciuki za rozwój bloga." Bo wraz z dyspozycją przelewu jest możliwość zamieszczenia krótkiego tekstu. Można lecz nie ma przymusu. 
 
Jeśli to, co tworzę, co piszę i o czym piszę jest wartościowe, to kliknij i postaw mi wirtualną kawę, zainwestuj. Zachęcisz mnie do pisanie, nawiążesz rozmowę i przyspieszysz wydanie ebooków a być może także książki papierowej. 

Możesz również dać znać przez komentarz (to nic finansowo nie kosztuje), kilka słów, dajesz swoją uwagę, swój czas, swój maleńki wysiłek w sformułowanie kilku zdań. Albo nawet jednego. Albo kliknij i postaw bez słów wirtualną kawę. Możesz do tej kawy dołączyć kilka słów. Razem możemy porozmyślać, mimo że jesteśmy daleko od siebie w przestrzeni fizycznej. 


Możesz być aktywny, kliknij. To też forma relacji i dialogu.

Jeśli chcesz wesprzeć twórcę niniejszego bloga i bym mógł zdobyć środki na opracowanie i upowszechnienie e-booków, związanych z tym blogiem, to jest możliwość. Nie obowiązek a możliwość. Małe wsparcie w postaci symbolicznej kawy. Zaproś mnie na kawę i porozmawiajmy.

A skoro zapraszasz mnie na kawę (stawiasz kawę?), to masz prawo pytać o interesujące Cię sprawy oraz sugerować poruszenie interesujących Cię tematów na niniejszym blogu. O czym chciałabyś (chciałbyś) jeszcze przeczytać a czego na razie nie ma na tym blogu? Co chcesz skomentować? Napisz w komentarzach pod niniejszym wpisem.



PS. Logika monetyzacji kanalizuje w częste przypominanie. Żeby jednak nie była to dla mnie pułapka, i by nie kusiło na na stały i systemowy marketing. Bo w ten sposób samemu można się zniewolić. Można się skupić na liczbach i wskaźnikach. A byłaby to zła droga.

5.07.2024

Drzewa czy betonowe place?

Rynek w Bydgoszczy, la20 2024, miejsc jakich w Polsce jest wiele. To tylko przykład szerszego zjawiska. 

Podróże kształcą, tak ale tylko tych, którzy są przygotowani i otwarci. Bo nie o liczbę przejechanych kilometrów chodzi w takim kształceniu, ani o rodzaj pojazdu, którym sie przemieszczamy. Przykład z jednego wyjazdu, by za pomocą jednego przypadku opowiedzieć o szerszym zjawisku czy procesie. 

Jak Polska długa i szeroka od kilku czy kilkunastu lat, w czasie rewitalizacji czy remontu placów, w miastach wycinane są drzewa a pojawia się kamienno-polbrukowa pustynia. Według niektórych to piękny i wygodny plac. Nie trzeba trawy kosić czy jesienią liści grabić. Można urządzać parady, defilady z wojskiem czy strażakami, capstrzyki i inne państwowe uroczystości. ładnie wszystko widać. Tylko latem ludzie mogą mdleć, bo jest za gorąco. Wydawanych jest dużo pieniędzy, bo taka inwestycja jest kosztowna: granity, marmury, ławeczki, fontanny. A i konserwatorzy zabytków argumentują, że dawniej na rynku drzew nie było. Powstały więc ponoć piękne beton-place.... tylko okazały się niefunkcjonalne i mało ludzi się tam pojawia, zwłaszcza latem. Ławeczki, stojące w pełnym słońcu na nagrzanej i kamiennej pustyni, pozostają opustoszałe. Dla ratowania sytuacji latem uruchamiane są kurtyny wodne, kosztowne w użytkowaniu, zużywające czystą i drogą wodę głębinową. Zamiast do użytku domowego wylewamy ją na chodniki i trawniki. Szalona rozrzutność. Lub ustawia się gazony z drzewkami czy roślinami. Tak jak w galerii handlowej. Jeszcze inni, po kilku latach prażenia się w centach miast i miasteczek, częściowo zrywają kostkę granitową i sadzą drzewka. By był cień. Podnoszą się oczywiście głosy oburzenia, że to marnotrawstwo bo na tę koskę wydano przecież dużo pieniędzy! Ale na kogo należy się oburzać: na tych co zrywają kostkę i sadzą drzewa, czy na tych, którzy zaplanowali i wykonali kosztowną i nagrzewającą się kamienną pustynię?

Drzewa to doskonałe kurtyny wodne w upalne dni. I są tanie w utrzymaniu. Mają tylko jedną wadę - nie da się ich zamontować w godzinę. Duże drzewo, dające cień i nawilżające powietrze przez transpirację, rośnie tak co najmniej kilkanaście lat. Taka inwestycja wymaga więc wyobraźni i planowania. I przede wszystkim wymaga rozumienia zachodzących procesów i praw przyrody. Na przykład tego, że mamy ocieplenie klimatu i warunki pogodowe się nieco zmieniły oraz że w miastach mamy cieplej niż poza miastami na skutek nagrzewania sie murów.

Przykład z rynku w Bydgoszczy. Typowy beton plac, który w upalny dzień jest niemiłosiernie nagrzany. Zamontowana wodna kurtyna nie łagodzi skwaru (notabene bardzo estetyczna kurtyna wodna, niczym fontanna, nie psuje estetyki rynku). O drzewach nie pomyślano. Postawienie kilkunastu gazonów z drzewkami i roślinami także nie ratuje sytuacji. Potencjał na piękne turystycznie miejsce w czasie upalnego dnia jest stracony. Byłem na tym rynku w czasie słonecznych dni, pod koniec czerwca. Więcej ludzi pojawiało się dopiero wieczorem. Dla rozmieszczanych wokół rynku lokali gastronomicznych niewątpliwe są to straty finansowe. Parasole nad stolikami nie ratują sytuacji. Sam tego doświadczyłem. Mieszkańcy i turyści chętniej przenoszą się na Wyspę Młyńską.

Ulica Dworcowa w Bydgoszczy.

I drugi przykład, z ulicy Dworcowej w Bydgoszczy, z tego samego wyjazdu pod koniec czerwca 2024 roku. Tylko duże drzewo daje cień na ulicy. Drzewko w gazonie nie urośnie, nigdy nie będzie dużym i cienistym. Po układzie architektonicznym widać, że zainwestowano i wyciszono ruch. Zamiast dwóch pasów ruchu jest jeden. Nowe granitowe chodniki. Już pojawiły się uliczne kawiarenki. Dobre w mieście z dużą liczbą turystów. Ale architektowi zabrakło wiedzy o procesach przyrodniczych i prawach przyrody. Dla ratowania sytuacji doraźnie dostawiono gazony. Ale złego projektu nie da się tak łatwo poprawić. Żeby drzewo rosło trzeba zerwać granitowe płytki i tak przygotować grunt by i drzewo rosło i by nie uszkadzało podziemnej infrastruktury rur i kabli. Temat wykorzystany został w Expresie Bydgoskim (najwyraźniej komentarze w mediach społecznościowych na moim profilu są czytane).

Jakiej wiedzy zabrakło? Tej o zmianach klimatu i o procesach ekosystemowych. Uczmy się na błędach innych i projektujmy mądrze oraz funkcjonalnie. Wniosek? Edukacja jest ważna a w edukacji ważne jest rozumienie procesów i umiejętność współpracy. Nie trzeba wszystkiego samemu wiedzieć. Ale trzeba umieć szukać współpracy właściwych ekspertów, umieć konsultować się i współpracować. Wtedy każda inwestycja będzie tańsza, bowiem nie trzeba będzie nieustannie poprawiać. Podróże kształcą. Ale nie wszystkich i nie zawsze. 

Bydgoszcz zachwyciła mnie urodą. I wieloma dobrymi rozwiązaniami. Na niektórych uliczkach w centrum miasta drzewa przy ulicy sadzone są do gruntu a nie w przestawnych gazonach. 

Owszem, dawniej rynki i ryneczki miast i miasteczek były bez drzew. Bo były miejscem handlu, przyjeżdżały liczne furmanki, ruch był duży. Rynki wykładano brukiem lub kostką by nie było błota, generowanego przez konie i koła wozów. Czasy się zmieniły, handel odbywa się w innych miejscach a nie z przyjeżdzających chłopskich furmanek. W drugiej połowie XX wieku rynki miast w naturalny sposób zazieleniły się drzewami i klombami. Służyły głównie rekreacji niczym parki miejskie. Rewitalizacja do stanu sprzed kilkuset lat nie ma sensu ani uzasadnienia. Zmieniły się funkcje centrów miast, zmieniło się społeczeństwo, zmienił się klimat. Mierzymy się teraz z zupełnie innymi wyzwaniami i zagrożeniami. Jeśli się tego nie dostrzega to pojawiają się wadliwe i kosztowne inwestycje. Wiedza i umiejętność współpracy kosztują. Są wielką wartością a braki w wiedzy i rozumieniu procesów, zarówno społecznych jak i przyrodniczych oraz brak umiejętności współpracy różnych ekspertów i specjalistów, przynoszą duże straty. Edukacja nie jest rozrywką czy filantropią, jest inwestycją, która przynosi duże korzyści. Na przykład w postaci dobrze zaprojektowanych i funkcjonalnych rynków w miastach i miasteczkach. Edukacja przekłada się na jakość naszego życia, zdrowia i komfortu.

4.07.2024

Pożeracz arcydzięgla litwora czyli krótka charakterystyka postaci

Warsztaty z kreatywnego pisania, Kinga Willim. Wydarzenie Kompas Edukacji 2024, Bydgoszcz, Młyny Rothera. Fot. Tomasz Czachorowski.

Ludzka cywilizacja stoi na opowieściach. Te pierwsze najprawdopodobniej był opowiadane ruchem, pantomimą, gestami. Dopiero na tej "gramatyce" powstał język mówiony. Dużo później powstało pismo. Współczesna szkoła mocno osadzona jest w kulturze czytania i pisania. Czy przez pisanie można się uczyć? Moją odpowiedzią jest TAK. Wykorzystuję to w dydaktyce akademickiej przez m.in. refleksyjne dzienniki rozwoju. Dostrzegając wartość w aktywności uczniów/studentów, spośród kilku propozycji warsztatów w czasie Kompasu Edukacji, wybrałem i  uczestniczyłem w warsztatach, prowadzonych przez Kingę Willim pt. "Kreatywne pisanie sposobem na uczenie się". Znalazłem tam potwierdzenie moich przemyśleń jak i wiele nowych pomysłów. Będę także chciał umieścić kilka propozycji ćwiczeń, opartych o kreatywne pisanie uczniów w poradniku dla nauczycieli "Biologia klasa 6", jaki przygotowuję w zespole autorskim dla WSiP. Będzie więc bardzo szybkie zastosowanie zdobytej wiedzy i umiejętności w praktyce. 

Bierne czytanie czy aktywne tworzenie? Chodzi o to, by to uczniowie sami tworzyli swoje opowieści. Bo pisanie swobodne (z mniejszymi lub większymi ograniczeniami co do treści lub formy) nie tylko motywuje do pracy lecz i do samodzielnego uzupełniania swojej wiedzy. Jest motorem wyszukiwania nowych informacji oraz sprawia, że treści są przetwarzane i utrwalane. Pisanie, tak jak każda twórczość, wymusza wyjście z własnej strefy komfortu. Dlaczego językiem, jako formą komunikacji i ekspresji, mieliby zajmować się tylko poloniści? Dlaczego na fizyce, chemii i biologii uczniowie nie mieliby kreatywnie pisać? Szkoła powinna uczyć umiejętności i kompetencji a nie tylko wydzielonych przedmiotów. Zadaniem nauczyciela, np. biologii jest stworzyć przestrzeń, by uczniowie mu zaufali i nie czuli strachu przed błędami. Najpierw pobawmy się w opowieści, a potem można zająć się gramatyką, interpunkcją czy stylem. Sam w szkole doświadczałem dobrodziejstw kreatywnego pisania. Lecz działo się to w zasadzie poza lekcjami, na własną rękę...

Smucie opowieści (story telling) to szukanie przyczyny i skutku (przyczynowość niezwykle ważna jest w naukach przyrodniczych). Kreatywne pisanie daje poczucie sprawstwa, rozwija kompetencje językowe (tak, na biologii także), uczy podejmowania decyzji oraz logicznego myślenia (nie tylko w języku matematyki). Pisząc rzucamy wymyślonym bohaterom kłody pod nogi a potem szukamy rozwiązania jak mają z tego wybrnąć. Żeby pisać kreatywnie to uczeń/student musi poczuć się bezpiecznie. Nawet najlepsze ziarno nie wykiełkuje na jałowej i suchej glebie.

Samo posiadanie w głowie informacji nie jest wartością zbyt cenną. Zbudowanie opowieści, a więc  wykorzystanie tych informacji, jest większą wartością edukacyjną. Umieć komuś coś wytłumaczyć, wyjaśnić jest cenną umiejętnością i kompetencją, przydatną przez całe życie, zawodowe i społeczne. I wartą ją ćwiczyć wielokrotnie. Same gołe fakty czy informacje łatwo wyszukać w różnych źródłach. Trudniej jest je zrozumieć i znaleźć między nimi zależności, różne powtarzalne wzorce. Myślę, że kreatywne pisanie jest jedną z możliwości dla egzaminu otwartego (open exam) - masz dostęp do swoich notatek, źródeł, nawet tych internetowych, i zbuduj opowieść. Czyli wykorzystaj informacje i pokaż jak je rozumujesz i jak sobie radzisz z konkretnymi zadaniami. Czy potrafisz korzystać ze źródeł? Jak?

Jeśli chcemy coś napisać, to musimy poszukać informacji, uzupełnić te już posiadane. Przykładem są liczne artykuły na niniejszym blogu. Musiałem za każdym razem szukać i uzupełniać swoją wiedzę biologiczną. Przy okazji sam się uczyłem, bo coś nowego w głowie pozostawało. Bo żeby pisać, najpierw trzeba czytać, oglądać, szukać, obserwować.

Jak można snuć opowieści? Rysnotkami czyli schematami, notatkami wizualnymi, kartą postaci (przykład niżej), opowieścią do cykli życiowych paprotników, płazów itp.,  życiorysem postaci fikcyjnych (motyl rusałka pokrzywnik, trawa jęczmień płonny itp.), opisem persony w design thinking. A snucie opowieści nie musi być tylko pismem na papierze, może to być także vlog, komiks, podcast. W codziennej praktyce szkolnej mogą to być także bardzo krótkie formy typu dokończ zdanie, ułóż treść z wykorzystaniem trzech, wylosowanych słów itd. 

W czasie pobytu w Bydgoszczy zachwycił mnie liczny arcydzięgiel litwor rosnący na brzegu Brdy. To jest jeden z kontekstów niżej zawartej opowieści. W czasie warsztatów uzupełnialiśmy kartę postaci. Zajęło to kilka minut. A po powrocie nieco dopracowałem, przekształcając w bardziej płynną opowieść (kolejne kilka-kilkanaście minut). Oto ona, (pod zdjęciem):
 
Arcydzięgiel Litwor nad Brdą, Bydgoszcz.

Imię, nazwisko: Pożeracz Arcydzięgla Litwora. Wiek – 3 miesiące, urodził się 1 kwietnia (na prima aprilis, co zdradza nieco charakter opisu) w 2024 roku nad rzeką Brdą w Bydgoszczy. Z zawodu roślinożerca lub pasożyt, bo się jeszcze nie zdecydował. A granice między niektórymi kategoriami ekologicznymi są nieostre. Tak jak między fitofagią (w przybliżeniu oznacza to roślinożerność) a pasożytnictwem. Bo czy taka mszyca, która wypija sok roślinny, to roślinożerca czy pasożyt? Albo owadzie fitofagi podjadające liście? Jak pasożyt żeruje na osobniku, nie zabija organizmu. I jak roślinożerca odżywia się roślinami. Podobnie jest i z Pożeraczem Arcydzięgla Litwora. Na tych niejednoznacznościach można budować niesamowite opowieści. Bo otwiera się pole do fantazjowania, i do doprecyzowywania. Pojawia się możliwość pokazania co i jak się rozumie. Nie tylko wie lecz i rozumie. 

Jego codzienne zajęcie? Wtranżalanie czyli zjadanie liści arcydzięgla. Marzenie? Znaleźć się w butelce wódki jako nalewka. Bo jest litworówka a on też by chciał ludzi rozweselać. W litworówce rozwesela nie tylko alkohol etylowy lecz i związki z arcydzięgla, czyniące duszę radosną. Są znane nalewki na owadach czy innych „robalach”. Pożeracz najwyraźniej chciałby być sławny i chwalony, by wokół niego skupiali się ludzie i by rozmawiali.

Wygląd: trzy pary odnóży, dwie pary skrzydeł, bo to owad niewątpliwie. Z licznymi włoskami, jest więc kosmaty niczym kosmarek. Ma długie czułki, co czyni go podobnym do chruścika. Koloru żółto-czarnego z zielonymi plamkami. Ubarwienie maskujące. Chce być sławny ale jednak woli być niewidocznym i nie rzucać się w oczu. To pewnie z obawy przed atakami różnych nieprzyjaciół rzeczywistych lub tylko domniemanych.

Co lubi? Wtranżalać (czyli zajadać namiętnie) liście arcydzięgla, bo wtedy czuje się wesoły i spokojny jak po walerianie. To właśnie związki zawarte w arcydzięglu wpływają na takie samopoczucie i zachowanie. Lubi fruwać nad wodą, z baldachu na baldach (kwiatostany arcydzięgla są przecież baldachami, ale i kwitnący łączeń baldachowaty też taki jest). Lubi więc latać niczym motyl z kwiatka na kwiatek i lubi opowiadać śmieszne historie świteziankom dziewicom.

Czego mnie lubi? Wrzeszczących i hałaśliwych dzieci i śmiecących dorosłych. Skojarzenia z nachalną konsumpcją i zakłócaniem spokoju lokalnego świata  nie są przypadkowe. Nie lubi też, gdy ktoś po pijaku sika do rzeki Brdy.

Jego zdolnością jest zjadanie liści i snucie opowieści z mchu i paproci, w których nie tylko Żwirek i Muchomorek są bohaterami. Bogactwo świata przyrody jest tak wielkie, że wylewa się z niego obfitość najróżniejszych bohaterów małych i jeszcze mniejszych. I warto o nich opowiedzieć.

Jego słabą stroną jest strachliwość, lenistwo i kapryśność. Za przyjaciół ma świteziankę dziewicę, omomiłka, odwiedzającego nadwodne rośliny, bzyga oraz jętkę jednodniówkę. Bogaty świat niezwykłych małych istot, których na co dzień nie zauważamy. Wrogowie: krąp morderca, żagnica wielka, muchozol, butelki i puszki po piwie pływające w wodzie. Ktoś je przecież tam wyrzucił. A są nie tylko dysonansem estetycznym lecz i zabójczymi pułapkami na małych zwierząt. Zanieczyszczają i zabijają, zwłaszcza, gdy są pojemnikami po insektycydach.

 
Wypełniona w czasie warsztatów karta postaci, która stała się punktem
wyjścia do napisania powyższej charakterystyki.
Wzór karty pracy autorstwa Kingi Willim


W czasie warsztatów nabrałem chęci, by pomysły na kreatywne pisanie, w tym charakterystyki postaci, umieścić w poradniku dla nauczycieli, ze scenariuszami zajęć do biologii. Pisanie kreatywne to przetwarzanie treści. A więc znacząca pomoc w utrwalaniu i zapamiętywaniu treści. 

Inne przykłady kreatywnego pisania, do wykorzystania w szkole? Zestaw trzech rzeczowników i jedno ograniczeni: "szron, czerwony, błądzić (nie używać czasownika być)". Trzeba z tego ułożyć kilka zdań by użyć wszystkich rzeczowników i nie używać wskazanego czasownika.

„Nadciągał czerwony zmierzch nad rzeką Brdą. Zimowy szron obsiadł wszystkie mosty z kłódkami zakochanych. Włączył latarkę w smartfonie by nie zbłądzić między rosnącymi na rzeką baldachami arcydzięgla litwora.”  Tekst, który może być punktem wyjścia do dalszej rozmowy lub analizy.

Wystarczy zestaw słów dobrać do tematu lekcji, by fantazja i uczniowska twórczość operowała w pożądanym obszarze tematycznym. Można dodać dodatkowe ramy z ograniczenie o użytych czasowników, np. być, mieć. Ograniczeniem może być też narzucona forma: wiersz, haiku, piosenka, tekst na  blogu, vlog (wideo storytelling, rolka). Bo przecież wypowiadać można się nie tylko słowem pisanym. 

Z Kompasu Edukacji wyjechałem nie tylko zainspirowany i zmotywowany lecz z gotowymi pomysłami. Teraz będę chciał je sprawdzić w praktycznym działaniu. Na uczniach i na studentach. Wakacje to nie jest czas stracony dla własnego rozwoju. To czas suszenia sieci, czas wolny ale nie czas odpoczynku, rozumianego jako bezczynność produkcyjna. 

Kompas Edukacji, zorganizowany przez Profesora Romana Lepperta w bydgoskich Młynach Rothera dobrze wyznaczył mi kierunek do dalszej edukacyjnej wędrówki. O samym centrum nauki Młyny Rothera napisze osobno, bo to inna, zajmująca opowieść.

3.07.2024

Jęczmień płonny, mech płonnik i płonne nadzieje

Jęczmień płonny
 
Pierwszy raz zobaczyłem (lub tylko dostrzegłem) wiele lat temu w Meklemburgii, w Rostocku, w czasie wyjazdu ze studentami w ramach zajęć terenowych z przedmiotu ekologia jezior. Dostrzegłem jako roślinę występującą w mieście i to w sporych łanach. Być może gdzieś wcześniej widziałem lecz nie dostrzegłem czyli nie zauważałem, że jest. Bo czasami patrzymy, fizycznie widzimy lecz uwagą i rozumem nie dostrzegamy. Nie wiedziałem co to za gatunek, lecz skojarzył mi się z jęczmieniem. Wiele lat później widziałem w polskich miastach, w tym w Olsztynie. I wtedy szukałem nazwy. Tak poznałem jęczmień płonny.

Jęczmień płonny (Hordeum murinum) jest trawą przypominającą zboża uprawiane przez człowieka. Wyraźnie widać kłos. Jest trawą stosunkowo niską, stąd pierwsze skojarzenie z jęczmieniem. Kłos nie jest pochylony ku dołowi, jak to jest u jęczmienia, lecz ma długie ości (ostki), co pogłębia skojarzenia z tym zbożem. Żyto jest stanowczo wyższe. Gdy pierwszy raz widziałem tę trawę, to dotknąłem kłosa palcami. I tu zdziwienie, bo ten płos był "pusty", nie dało się wyczuć dużych ziaren tak charakterystycznych dla zbóż. Przypomnę oczywiście, że zboża to też trawy.

Później zastanawiałem się nad nazwą. Połonny jakoś kojarzy się ze słowem "płodny" lecz ma zupełnie inne znaczenie. Różnica tylko jednej litery a tak dużą różnica znaczeniowa. Płonny czyli pusty. Słowo płonny, dawniej zapisywane także jak płony, płóny, wywodzi sie ze staropolszczyzny i dlatego być może współcześnie jest mało zrozumiałe. W słownikach takie znajdujemy wyjaśnienie słowa płonny: 1. bezowocny, bezpłodny, jałowy (o zwierzętach, roślinach, ziemi, gruncie), 2. w przenośni bezpożyteczny, daremny, próżny, czczy. Na przykład Słownik Języka Polskiego PWN takie daje wyjaśnienie 1. «niedający żadnych rezultatów», 2. «o roślinach lub ich częściach: niewytwarzający zarodników, nasion, owoców» 3. daw. «o glebie, ziemi: nieurodzajny". W tym pierwszym znaczeniu używamy jeszcze zwrotu płonne nadzieje dla czegoś nie rokującego rezultatów czy nadziei, że się uda. Oczywiście jęczmień płonny nasiona wytwarza i nie jest jałowy, inaczej gatunek by nie przetrwał. Niemniej w porównaniu do zbóż, np. jęczmienia, wydaje się pustym i bez nasion. Na pewno jest nieprzydany do zjedzenia. Małe nasionka są nic nie warte dla człowieka. 

Od razu przypomniał mi się znany już ze szkoły mech płonnik. Dlaczego go tak nazwano? Przecież zarodniki wytwarza. Może także i jego  nazwa utworzona była w kontraście do czegoś innego? Może same zarodniki uważano za "bezpłodne" nasiona? A może mech rósł na nieurodzajnej ziemi? Zaciekawiło mnie pochodzenie nazwy tego mchu, może ktoś zna odpowiedź na to pytanie?

Wróćmy do jęczmienia płonnego, który coraz liczniej spotykany jest w naszych miastach. Sprawiałoby to wrażenie, że jest gatunkiem obcy. Pochodzi z cieplejszych regionów, z obszaru Morza Śródziemnego, Iranu itp. A więc ze stref cieplejszych niż Polska. Pasuje więc na gatunek obcy, może nawet inwazyjny, rozprzestrzeniający się wraz z ocieplaniem globalnego klimatu ziemi. Jest jednak archeofitem, a więc przybył do Europy Środkowej już ponad pół tysiąca lat temu. Był a większość z nas go nie dostrzegała. Bo może "nie pchał się przed oczy" i był mniej liczny. 

Jęczmień płonny związany jest głównie z siedliskami ruderalnymi. Spotkać go można na poboczach dróg, przy torach, na nieużytkach i terenach przemysłowych. Ma niewielkie wymagania siedliskowe, preferuje podłoże suche, ciepłe i zasobne w węglan wapnia. Być może lepiej znosi takie warunki od innych traw i dlatego się rozprzestrzenia tam, gdzie innym gatunkom trudno się utrzymać. Uważany jest za roślinę pionierską. światłożądną i ciepłolubna. Dlatego widzimy go często w miastach. Jego zwiększenie pospolitości ma niewątpliwie związek z ociepleniem klimatu. Jak wskazują botanicy jest gatunkiem pospolitym, częściej spotykanym w zachodniej części Polski. Wynikać to może z kierunku ekspansji. W Olsztynie jest już częsty i pospolity. I jest to sytuacja stosunkowo nowa.

Do Europy jęczmień płonny dostał się już dawniej, najpóźniej w średniowieczu. Jak się tu dostał? Przecież nie był rośliną uprawną. Można przypuszczać, że dostał się jako chwast z nasionami zbóż lub bardziej prawdopodobne, został przeniesiony przypadkiem gdzieś na ubraniach ludzi. Jego długie ostki ułatwiają przyczepianie się do ubrań. Jęczmień płonny wiele wieków czekał w siedliskach marginalnych na swoje 5 minut. Sprzyjające warunki pojawiły się wraz z rozrostem miast i ociepleniem klimatu. Był niejako w ukryciu, nie "pchał" się przed oczy a teraz znajduje się w ekspansji. Jego nadzieje na sukces po wiekach nie okazały się płonne. 

Kłoski w kłosie jęczmień płonnym są rozmieszczone w dwóch rzędach po trzy, z których środkowy jest płodny a boczne są płonne. Być może i ten fakt płonnych kłosków bocznych wpłynął na nazwę tej trawy?

Tak czy siak w naszej codziennej świadomości jęczmień płonny jest stosunkowo nowy. Czy znajdziemy dla niego jakieś zastosowanie? Na pewno jest już wykorzystywany w bukieciarstwie. Jego kłosy ładnie wyglądają w kompozycjach bukietowych. A jest pod ręką. Ostre ostki mogą wbijać się w łapy zwierząt domowych, np. psów na wybiegu, lub nawet dostawać się do oka. Tak jak i wiele innych traw czy suchych roślin. Niemniej władze Warszawy, rezygnując na czas suszy z wykaszania trawników, ostrzegają mieszkańców i właścicieli czworonogów.

Czy w miastach jęczmień płonny jest pożądany czy raczej wręcz odwrotnie? Jako roślina pionierska szybko zasiedla "gołą" ziemie, zwłaszcza piaszczystą. Tworzy zwarte łany a przez to znakomicie chroni glebę przed erozją wietrzną i wodną. Bez wątpienia ma więc więcej plusów niż minusów. A poza tym i tak nie bylibyśmy w stanie się go pozbyć z naszych miast. Płonne nasze nadzieje na pozbycie się tej trawy z naszego otoczenia. Ocieplenie klimatu jej sprzyja. 

Na koniec jeszcze dodam, że jest to roślina samopylna i łatwo się rozprzestrzenia dzięki drobnym, haczykowatym włoskom na ostkach. Jako wiatropylna tworzy mieszańce z żytem i jęczmieniem.

1.07.2024

Świat widziany z okien pociągu - czy potrafisz się nudzić?

 

Czy potrafisz sie nudzić? W świecie przebodźcowanym z dopływającym do mózgu nadmiarem informacji, nadmiarem gwaru. Czy potrafisz sie nudzić, bez telewizji, bez ekranu smartfonu, TikToka, Facebooka, Instagramu itp.? Czy potrafisz odciąć się od kompulsywnego pochłaniania bodźców i w uzależnieniu od dopaminy? Na ekranie przewijają się krótkie rolki bez związku ze sobą, bez układania się w jakąś spójną opowieść. Są jednak atrakcyjne, bo coś sie dzieje. I cyk, zmiana tematu, zmiana sytuacji. Czy w takim świecie krótkich informacji, czasem mocno chaotycznych, potrafimy sie skupić na dłuższej opowieści, dłuższej historii wielu obrazów lecz powiązanych ze sobą? Czy potrafisz się nudzić czyli wyciszyć i odciąg od potoku bodźców ze świata? 

W pociągu też jest oko-ekran a za nim migają obrazy. Patrzymy na świat przez okno pociągu a nie prze okno-ekran smartfonu, tabletu czy laptopa.. Bez czytania gazet i książek, ot takie gapienie się na świat. Kiedyś w pociągu można było się nudzić lub prowadzić rozmowy z podróżnymi lub po prostu gapić się w okno. Teraz pasażerowie mają utkwiony wzrok w książkach, a częściej w laptopach i telefonach komórkowy czyli w świecie ekranu. Z daleka od blisko siedzących na siedzeniach w przedziale a za to blisko tych, to w sieci. Ekran nie pozwala się nudzić, przewijamy, klikamy, piszemy, cały czas jestesmy aktywni. A mózg karmi sie dopaminą.

Patrzenie się w okno pociągu nie wymaga aktywności,. Niczego nie trzeba klikać, lajkować, przewijać. samo się dzieje i to zazwyczaj niewiele. Patrzenie w okno nie zużywa dodatkowego pracy tak jak urządzenia ekranowe. Nie zostawia nadmiernego śladu węglowego. Ot, nuda. Męcząca nuda czy błogosławiona nuda? Ludzie płaca duże pieniądze by wyciszyć się w klasztorach lub na specjalnych obozach. A tu, w pociągu masz za darmo. Świat za oknem dzieje się bez naszej aktywności.

W nudzie i wyciszeniu rodzi się twórczość. sam tworzysz sobie opowieść, przezywasz przygody, stawiasz pytania. Rozmyślasz jak krowa na pastwisku, która przeżuwa wcześniej zjedzoną trawę. Miarowo rozdrabnia i dopieszcza pokarm. Wtedy, po przezuciu a wiec dodatkowym rozdrobnieniu, pokarm staje się strawniejszy i bardziej przyswajalny. Dzięki mikroorganizmom krowa uzyskuje więcej energii z tego co wcześniej skubnęła z łąki. Nuda jest jak leżąca na łące krowa. Niespiesznie przeżuwająca.

Podróżując środkami publicznymi musisz czekać i dostosować się do zewnętrznego rozkładu jazdy. Nie wpływasz na jazdę, nie musisz czuwa. Możesz się nudzić. Czasem czekasz w trakcie przesiadki. Niby to czas zmarnowany, bo przecież można szybciej i więcej. Ale jest to czas darowany. Możesz się nudzić. O ile potrafisz odłączyć sie od urządzeń ekranowych. Gdy podróżujesz własnym samochodem, to nigdzie nie czekasz. skończyła się konferencja, spotkania? Wsiadasz i jedziesz. Cały czas aktywny: podejmowanie decyzji 0 jedziemy. A potem czuwasz za kierownica, bo na drodze dużo się dzieje. I musisz nieustannie podejmować decyzje. tak jak przy przewijaniu ekranów: obejrzeć czy przewinąć, kliknąć czy przemilczeć. 

Z okien pociągu widać jak świat się zmienia. Podróżuję od lat, mam więc porównanie. Teraz widać dużo paneli fotowoltaicznych. Uzupełniają krajobraz z wiatrakami. Dawniej tego nie było. Było za to więcej krów pasących się w pobliżu torów, na łańcuchu. Jedna krowa żywicielka. Albo dwie. Zmienia się krajobraz, estetyka miejscowości. Widać krajobraz i można dopowiedzieć sobie różne procesy, czy to geologiczne czy to antropogeniczne. Czy to pogodę, fenologię czy to obserwowana przyrodę. 

Zmieniają się uprawy. Dlaczego? jakie procesy za tym się kryją? Tak niewiele dzieje się za oknem pociągu, że można tworzyć własne opowieści. jest wystarczająco cicho i wystarczająco mało bodźców. Nie zagłuszają naszych własnych mysli. Nuda rodzi twórczość. Lubię podróżować pociągiem bo mam okazję by się trochę ponudzić. Owszem, sięgam do notatnika by cos zapisać, do gazety i książki by coś przewinąć i do smartfonu by skrolować. A najbardziej lubię sie nudzić, czy to w pociągu, autobusie czy czkając na dworcu lub przystanku. I bardziej musze polegać na innych ludziach. Może czasem ktoś podwiezie? Może potowarzyszy w podróży i będzie okazja do rozmowy? 

Nuda to towar luksusowy i trudnodostępny. 

Czy potrafisz się nudzić? Kiedy ostatnio to robiłaś (eś)? Czy potrafisz zorganizować sobie taki erem, pustelnią? By sie wyciszyć i ponudzić. Ja najczęściej taką pustelnię z rozmyślaniami przezywam w czasie podróży środkami publicznymi. Podporządkowuje sie rozkładowi jazdy, nie podejmuję decyzji, nie przyspieszam, bo się nie da. Często czekam na pociąg czy autobus. Mam czas na nudę. Krótkie chwile luksusu. Oczywiście o ile nie ulegnę smarfonowej dopaminie.

Świat widziany z okien pociągu dzieje się niespiesznie. Jest nudny. I to sobie cenie, bo w czasie nudy rodzi się twórczość.


Możesz być aktywny, kliknij. Chyba, że wybierasz nudę :)

Jeśli chcesz wesprzeć twórcę niniejszego bloga i bym mógł zdobyć środki na opracowanie i upowszechnienie e-booków, związanych z tym blogiem, to jest możliwość. Nie obowiązek a możliwość. Małe wsparcie w postaci symbolicznej kawy. Zaproś mnie na kawę i porozmawiajmy.

A skoro zapraszasz mnie na kawę (stawiasz kawę?), to masz prawo pytać o interesujące Cię sprawy oraz sugerować poruszenie interesujących Cię tematów na niniejszym blogu. O czym chciałabyś (chciałbyś) jeszcze przeczytać a czego na razie nie ma na tym blogu? Co chcesz skomentować? Napisz w komentarzach pod niniejszym wpisem.

26.06.2024

Fantazjowanie w argumentacji za koszeniem zieleńców w mieście w czasie suszy

Olsztyn, 26 czerwca 2024, ponowne koszenie zieleńców na osiedlu mieszkaniowym.
 

Argumentacja za koszeniem trawników w czasie lata bywa różna. Czasem opiera się na fantazjowaniu i zmyślaniu. Najwyraźniej nigdy dość sensownej dyskusji. Dlatego piszę o tym ponownie. W nawiązaniu do dyskusji, jaka się zawiązała po umieszczeniu powyższego zdjęcia na Facebooku, z wyrazami zdziwienia i oburzenia. Gdzie sens, gdzie logika? A najbardziej zirytowały mnie podawanie nieprawdziwych informacji. Zbyt dużo tego w internecie. Można niby wszystko napisać. Ale można także zweryfikować. Nie wystarczy postawić tezę, trzeba ja jeszcze rzetelnie udowodnić. Prawdziwymi argumentami a nie bajkowymi fantazjami. 

Ledwo coś odrosło a Olsztyńska Spółdzielnia Mieszkaniowa znowu tnie. Poprzednio skosili jakieś 2 lub 3 tygodnie temu. No cóż, kiedyś trzeba skosić. Raz lub dwa razy w roku. Ale tak szybkie koszenie ponowne? Jaki tu sens, tym bardziej że rozpoczęła się susza, o której głośno nawet w mediach trąbią. Więc trudno tego nie zauważyć, nawet jak się siedzi cały czas w klimatyzowanym gabinecie. Ledwo coś wyrosło i zakwitło. I w czasie suszy? Lepsza będzie ruda i wypalona ziemia? Z kłującymi źdźbłami? Będzie więcej kurzu i pyłu. Sam komfort dla ludzi i dla zwierząt domowych? Nie odpowiada mi taka estetyka. Nie tylko zresztą mnie. 

A na Facebooku w komentarzach, pośród wielu innych, pojawiła się i taka wypowiedź.

„Ja mam murawę kserotermiczną pół hektara, tnę do golusieńkiej ziemi a gatunków mam zatrzęsienie od modraszków i przedziwnych mrówek po smukwy czy dzięcioły zielone także flora ciekawa choć inna niż w chaszczunach. Proszę nie panikować” [wytłuszczeni S.Cz.]

Coś się w tej wypowiedzi nie zgadzało. Wiem jak wygląda murawa kserotermiczna, zwłaszcza w lecie. Ta także może być z raz do roku koszona. Tak rzadko bo niska produktywność. Ale czy koszona jest w czasie upałów i letniej suszy? Nie uwierzyłem i poprosiłem o zdjęcie. "Teraz pani tnie do gołej ziemi? Proszę o zdjęcia tych modraszków na tej gołej murawie kserotermicznej, bo nie wierzę." Bo do czego miałyby przylatywać te modraszki i smukwy?

Najpierw była odpowiedź wymijająca "Zapraszam na priv bo zdjęć nie upubliczniam w necie. Ziemia spalona na brąz jak popada pięknie się zieleni. Rozchodniki, kocanki liczne trawy oraz maki i dziewanny. 2 tyg. po deszczu wszystko ożywa. Zapraszam porozmawiamy." [wytłuszczeni S.Cz.] Rozchodniki tak szybko nie rosną. W maki byłby w stanie uwierzyć, jeśli nasiona przetrwały w glebowym banku nasion.

W dwa tygodnie po deszczu na murawie kserotermicznej nie pojawią się kwitnące dziewanny, kocanki, rozchodniki i modraszki. Żeby mogły przetrwać motyle w stadium gąsienicy nie można wykosić w jednym terminie wszystkiego do gołej ziemi. Muszą mieć rośliny, którymi się żywią. Moja irytacja wrastała "Proszę o zdjęcie i informację czy teraz pani kosi. Bajki proszę zostawić na inną okazję." Stanowczo domagałem się weryfikowalnych dowodów. Na przykład w postaci zdjęć. Co za problem wyjść na tę skoszoną łąkę i zrobić kilka zdjęć, które przekonają mnie niedowiarka? 

„skosiłam [czyli rozumiem, że teraz S.Cz.]. Piszę to całkiem poważnie a jestem przyrodnikiem. Gleba 6 klasy, piach krystaliczny. Pustynia, która się zamienia w oazę po deszczu. Kto co lubi ja akurat wolę a w mieście powinno być czysto a trawa skoszona” [wytłuszczeni S.Cz.].

Coraz bardziej wątpliwe wydawały mi się te fantazje o kserotermicznej łące z modraszkami, smukwą i dziewanną. Znamienne są słowa „w mieście powinno być czysto a trawa skoszona” To w zasadzie oddaje prawdziwe intencje i sposób myślenia. A cała reszta to fantazja, że jak spadnie deszcz to w dwa tygodnie wszystko odrośnie z bogactwem roślin i zwierząt. W czasie suszy. Bo taką teraz mamy.

„W tym co pani napisała jest wiele sprzeczności i wykluczających się informacji. Dlatego proszę o zdjęcie. (...).”. I dostałem najpierw jedno zdjęcie. Zamieściłem w komentarzach, żeby i inni uczestnicy tej dyskusji mieli możliwość samodzielnie sprawdzić i porównać obraz ze słowami. 

Zdjęcie przysłane przez internautę na dowód bogatej gatunkowo murawy kserotermicznej


To zdjęcie nie pasuje do opisów, jakie zostały zamieszczone w trakcie dyskusji. Wykoszony trawnik z niewielką bioróżnorodnością. O jakich modraszkach i dzięciołach zielonych mowa? To nie jest żadna łąka kserotermiczna. Przyparty do muru internauta próbuje się na szybko ratować jakimś zdjęciami. Przesłane zdjęcie z nisko skoszonej trawy nijak nie pasuje do tego, co jest murawą kserotermiczną i to na dodatek z dużą liczba gatunków roślin czy zwierząt. Gdzie te kocanki, gdzie te dziewanny, modraszki? Wygląda na monokulturową uprawę, niedawno skoszoną. Pojawią się w dwa tygodnie po deszczu? W pełni lata i suszy hydrologicznej? 

Kolejne zdjęcie było z zupełnie innego miejsca i nie było wykoszone, kwitły maki. Zdjęcie dzięcioła czarnego też było z zupełnie innego miejsca. I nie był to dzięcioł zielony. Można sądzić, że prawdziwym motywem było mniemanie „w mieście powinno być czysto a trawa skoszona” a cała reszta to bardzo nieudolna dobudowa, że niby jak się skosi w czasie suszy to niebawem będzie, tak za dwa tygodnie, raj na ziemi i bogactwo gatunków. Może w takie fantazje nawet wierzy piszącą to osoba. Tyle, że nie ma to pokrycia w faktach. Brakuje po prostu sensownych argumentów za koszeniem zieleńców w okresie suszy.

Tymczasem w Warszawie, ze względu na suszę, wstrzymano wykaszanie. Tam ewidentnie mają mądrzejsze władze lokalne... Zaprzestano nawet w sytuacji, gdy licznie rozwija się tam jęczmień płonny, trawa występująca w miastach, urbanofil. Ta trawa może stanowić problem dla domowych czworonogów. I władze o tym wiedze, uprzedzają właścicieli czworonogów. A mimo to nie koszą. Czyli są jakieś ważniejsze powody.  Ale to już zupełnie inna opowieść, na inną okazję. 

24.06.2024

Czy pozwalać na korzystanie ze smartfonów na egzaminie?



Dojrzewałem do takiej decyzji dość długo. Ostatnią kroplą przeważającą szalę, impulsem sprawczym, był wykład Tomasza Jankowskiego obejrzany zdalnie, a wygłoszony w czasie konferencji Ideatorium 2024. Tytuł cokolwiek prowokacyjny: „Czy smoki zmienią system edukacji w Polsce?” Tytułowymi smokami są narzędzia sztucznej inteligencji. 
 
Na egzaminie pozwoliłem studentkom korzystać z telefonów komórkowych. Nawet więcej, sam zachęciłem do użycia sztucznej inteligencji. Brzmi kontrowersyjnie? To dobrze. AI wykorzystane zostało do szybkiego rozwiązania zadania. Przy okazji przyszłe nauczycielki mogły poznać lepiej jak wykorzystać to narzędzie w codziennej pracy. Sensownie wykorzystać. Nawet w formie szybkiej improwizacji. Da się tak wykorzystać bez wcześniejszego przygotowania. Bo przecież nie wszystko co w przedszkolu czy szkole się na zajęciach wydarzy da się wcześniej przewidzieć i zaplanowac w konspekcie. Niektóre sytuacje pojawiają się nagle. I wtedy AI w telefonie może być przydatne. Na przykład do szybkiego przygotowania edukacyjnej bajki z morałem. Oczywiście z morałem, nawiązującym do zaistniałej sytuacji. 

Co sprawdzałem? Wiedzę i umiejętności praktyczne. Będę robił tak częściej. Na ostatnim egzaminie było spontanicznie. Ale jak przemyślę i staranniej przygotuję to będzie jeszcze lepiej. Mam taką nadzieję.

Zamiast zwalczać smoki lub się przed nimi chować, lepiej jest się z nimi zaprzyjaźnić. To dygresja do wykładu z tegorocznego Ideatorium. Nie zakazywać używania narzędzi, które są dostępne na co dzień lecz uczyć korzystania. Jeśli egzamin nie sprawdza wiedzy pamięciowej, to "ściągi" i smartfony nie są groźne. Nie trzeba ich zwalczać. Co więcej, można zachęcić do wykorzystywania. Zamiast tracić czas, energię i pomysłowość w zakazywanie a potem śledzenie i wykrywanie korzystania z telefonów z internetem lub narzędzi, korzystających z AI, lepiej je wykorzystać. Tak jak w judo - wykorzystać siłę przeciwnika. Zamiast uciekać przed smokami czy z namiętnością je zwalczać, chyba lepiej się z nimi zaprzyjaźnić i współpracować. Ale żeby było to możliwe, trzeba poznać te narzędzia i nauczyć się z nich korzystać. Sensownie korzystać. To wymaga wysiłku i uczenia sie. A czy ucieczka i zwalczanie nie wymaga wysiłku? Nawet większego! Samemu trzeba wybrać rodzaj aktywności i wysiłku. 






Jeśli chcesz wesprzeć twórcę niniejszego bloga i bym mógł zdobyć środki na opracowanie i upowszechnienie e-booków, związanych z tym blogiem, to jest możliwość. Nie obowiązek a możliwość. Małe wsparcie w postaci symbolicznej kawy. Zaproś mnie na kawę i porozmawiajmy.

A skoro zapraszasz mnie na kawę (stawiasz kawę?), to masz prawo pytać o interesujące Cię sprawy oraz sugerować poruszenie interesujących Cię tematów na niniejszym blogu. O czym chciałabyś (chciałbyś) jeszcze przeczytać a czego na razie nie ma na tym blogu? Co chcesz skomentować? Napisz w komentarzach pod niniejszym wpisem.