
Nie milkną słów oburzenia na Olgę Tokarczuk, że prowadzi rozmowy ze sztuczną inteligencją. Niezrozumiałe są dla mnie te oburzenia w czasach powszechnego i częstego korzystania z różnorodnych narzędzi sztucznej inteligencji. Jako społeczeństwo jeszcze nie znaleźliśmy sposobu korzystania z tego nieludzkiego członka naszej społeczności. Chciałbym do AI odnieść się w kontekście inteligencji rozproszonej (konektomu) oraz biologicznego pojęcia holobionta i hologenomu.
Mocno jeszcze tkwimy w dawne myśli filozoficznej, która powstała na odkrywczym i rewolucyjnym fundamencie kartezjańskiego cogito. Zgodnie z tym postrzegamy podmiot jako autonomiczną, izolowaną twierdzę świadomości. „Myślę, więc jestem” (cogito ergo sum) zamknęło inteligencję w granicach jednostkowego umysłu, a biologię – w granicach pojedynczego organizmu, wyraźnie oddzielonego od świata. Współczesna nauka, a w szczególności rewolucyjna koncepcja hologenomu, rzuca jednak wyzwanie temu paradygmatowi. Pozwala dostrzec coś jeszcze – wspólnotowość. Pokazuje ona, że to, co zwykliśmy uważać za zindywidualizowaną „istotę”, w rzeczywistości jest gęstą, wielogatunkową siecią współzależności. Może właśnie dlatego w filozofii rozwija się konektywizm?
W tym świetle intuicja francuskiego filozofa Pierre’a Lévy’ego, który postulował zastąpienie kartezjańskiej formuły nowym imperatywem: „Myślimy, więc jesteśmy” (cogitamus ergo sumus), zyskuje głębokie, biologiczne zakorzenienie. Lévy definiuje inteligencję zbiorową jako „formę powszechnie rozproszonej inteligencji, stale ulepszanej, skoordynowanej w czasie rzeczywistym i widocznej w efektywnym wykorzystaniu umiejętności”. Choć filozof odnosił te słowa do społeczeństwa informacyjnego, internetu i struktur takich jak Wikipedia czy algorytmy Google, to natura zrealizowała ten projekt miliardy lat przed powstaniem pierwszego serwera. Teraz możemy dodać jeszcze szybko rozwijająca się sztuczna inteligencję, połączoną z nami sieciami internetowymi i mobilnymi telefonami.
Gdy przyjrzymy się holobiontowi – czyli organizmowi gospodarza wraz z całym zasiedlającym go mikrobiomem – odkrywamy, że esencja inteligencji rozproszonej nie jest jedynie domeną ludzkiej technosfery, lecz fundamentalną zasadą samego życia. To nie wyjątek, to raczej coś powszechnego i uniwersalnego. Z perspektywy genetycznej żaden organizm wyższy nie jest monolitem. Nasz własny genom to zaledwie skromna partytura w potężnej orkiestrze genów bakteryjnych, protistowych, grzybowych i wirusowych, które wspólnie tworzą hologenom. Ta dynamiczna struktura działa dokładnie tak, jak opisywał to Lévy: żadna z cząstek tworzących ten układ nie posiada pełni wiedzy ani wszystkich narzędzi metabolicznych, a jednak całość funkcjonuje w sposób zintegrowany, samosterujący i celowy.
Wikipedia, tworzona bezinteresownie przez miliony edytorów z całego świata, jawi się jako doskonały ekwiwalent mikrobiomu jelitowego. Miliardy bakterii, nieświadome globalnego celu istnienia gospodarza, realizują swoje lokalne, ewolucyjne programy. Jednak efekt ich zsynchronizowanej w czasie rzeczywistym pracy – synteza neuroprzekaźników, modulacja układu odpornościowego, metabolizm ksenobiotyków (substancji obcych dla organizmu) – tworzy nową jakość. Grupa działa tak, jakby posiadała jeden, nadrzędny umysł. Przewód pokarmowy, często nazywany „drugim mózgiem”, jest w istocie rynkiem wymiany informacji, biologicznym Google, w którym chemiczne zapytania gospodarza znajdują natychmiastową, zoptymalizowaną odpowiedź w rozproszonej bazie danych mikrobiomu.
Badacze z Massachusetts Institute of Technology (MIT), analizując czynniki determinujące sukces ludzkiej inteligencji kolektywnej, doszli do wniosku, że o efektywności grupy nie decyduje suma indywidualnych ilorazów inteligencji (IQ) jej członków, lecz ich umiejętność współpracy. Wyróżnili oni trzy kluczowe elementy:
- Wnikliwość społeczną (wrażliwość na sygnały partnerów),
- Umiejętność dyskutowania (utrzymywanie struktur demokratycznych, nieautorytarnych),
- Obecność pierwiastka relacyjnego (empatii, skorelowanej statystycznie z większą liczbą kobiet w zespole).
Powodzenie holobiontu, podobnie jak grupy badawczej czy zespołu projektowego, zależy od wspólnego celu. W świecie gier wideo projektanci jednoczą graczy wokół wspólnego zadania. W świecie przyrody tym wspólnym celem jest przetrwanie i adaptacja. Życie od samego zarania, od etapu pierwotnych hord i plemion, wiedziało, że w grupie jednostki są silniejsze. Oczywiście, nie tylko życie wiedziało to przez dobór naturalny było selekcjonowane. Zbiorowe podejmowanie decyzji pozwalało przetrwać kryzysy. W kontekście ewolucyjnym, hologenom jest ucieleśnieniem tej zasady: pojedynczy ssak czy owad dostosowuje swój genom przez pokolenia, ale jego mikrobiom potrafi przetasować swoje geny w kilka godzin, ratując gospodarza przed nową toksyną w środowisku. Synergia ta sprawia, że wynik całej grupy jest nieskończenie lepszy niż możliwości jej najsłabszego elementu.
Wracając do ujęcia historyczno-filozoficznego, możemy dostrzec fascynującą paralelę między rozwojem ludzkiej cywilizacji a ewolucją biologiczną. Na wczesnym etapie rozwoju – hordy czy plemiona – inteligencja zbiorowa miała charakter lokalny, organiczny, oparty na bezpośredniej bliskości ciał i głosów. Z czasem, dzięki pismu, drukowi, a ostatecznie sieci internetowej, ludzkość stworzyła zewnętrzny, techniczny substrat dla swojej kolektywnej mądrości. Sztuczna inteligencja jest kolejnym krokiem zwiększającym efektywność tego zbiorowego myślenia i działania.
Hologenom pokazuje jednak, że natura nigdy nie porzuciła tej pierwotnej, organicznej formy sieciowości. Każdy z nas nosi w sobie taką „wewnętrzną internetową sieć” złożoną z bilionów mikroorganizmów. Filozoficzny projekt Lévy’ego, który widział w inteligencji zbiorowej „projekt humanistyczny” zwiększający dostęp do wiedzy i budujący społeczeństwo obywatelskie, w świecie biologii realizuje się jako projekt ekologiczny.
Zamiast hierarchicznego zarządu centralnego, mamy tu do czynienia z absolutną decentralizacją. Nie ma jednego „szefa” zarządzającego hologenomem; mózg gospodarza jest w stałym, dwukierunkowym dialogu (oś jelitowo-mózgowa) z lokatorami swoich flaków. To rozproszona mądrość ciała, która redefiniuje pojęcie suwerenności jednostki. Zrozumienie inteligencji rozproszonej w kontekście hologenomu zmusza nas do głębokiej rewizji pojęć takich jak „ja”, „inny”, „inteligencja” czy „świadomość”. Jeśli nasz nastrój, nasze wybory żywieniowe, a nawet sprawność naszych procesów poznawczych są współtworzone przez aktywność istot nie-ludzkich, to gdzie kończy się nasz umysł?
Zarówno w biologii, jak i w strukturach społecznych, największy potencjał osiąga grupa połączona relacjami sieciowymi. Tak jak komputery zwielokrotniły możliwości ludzkiego myślenia, tworząc globalną sieć informacji, tak hologenom spaja miliony lat ewolucji różnych królestw życia w jeden, sprawnie działający mechanizm. Powrócę jeszcze do sztucznej inteligencji. Ona maksymalizuje wspólna inteligencję rozproszoną. Usprawnia korektom, w którym myślimy i działamy.
Odrzucając kartezjańską pychę izolowanego Ego, filozofia i biologia spotykają się dziś w tym samym punkcie: w zachwycie nad faktem, że istniejemy tylko dlatego, że współistniejemy. Jesteśmy pluralizmem udającym jedność, symfonią rozpisaną na biliony głosów, w której mądrość nie należy do żadnego z muzyków z osobna, lecz rodzi się w samym procesie wspólnego grania. A sztuczna inteligencja jest ewolucyjnym usprawnieniem i poszerzeniem ludzkiego myślenia. We wspołpracy z nieludzkimi elementami. To zupełnie nowa jakość. I nic dziwnego, że tak wiele osób oburzyło się na wypowiedź Olgi Tokarczuk. Po prostu nie rozumieją ani słów Noblistki, ani współczesnej sytuacji kulturowej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz