16.07.2026

Gdy zmysły cywilizacji słabną czyli o internecie, AI i zaniku pracy dziennikarzy oraz naukowców




Od wielu lat obserwujemy zjawisko, które początkowo wydawało się wyłącznie zmianą modelu biznesowego. Gazety przeniosły się do internetu, blogi zastąpiły część prasy, media społecznościowe stały się głównym źródłem informacji. Potem pojawiła się sztuczna inteligencja, która potrafi pisać teksty, streszczać artykuły, odpowiadać na pytania i tworzyć obrazy. Wszystko wydaje się szybsze, tańsze i wygodniejsze. Jest jednak pytanie, które zadajemy sobie zbyt rzadko: kto będzie dostarczał nowych informacji, skoro coraz mniej chcemy płacić tym, którzy je zdobywają?

Internet przyzwyczaił nas do darmowości. Niechętnie kupujemy gazety, rzadziej płacimy za dostęp do wartościowych tekstów, omijamy płatne subskrypcje. Owszem, czasem stawiamy autorowi symboliczną kawę poprzez systemy typu „buy coffee” (niewielka opłata jednorazowa lub systematyczna prenumerata), ale trudno uznać to za stabilny model finansowania twórczej pracy. Co ciekawe, bez większego oporu płacimy rachunki za szybki internet, nowe smartfony, nowe laptopy, abonamenty platform cyfrowych czy energię elektryczną do naszych urządzeń. Nawet za power banki by nie stracić dostępu do sieci w czasie podróży lub wyjścia poza dom. Płacimy za infrastrukturę (za pomocą której czytamy), ale coraz mniej chcemy płacić za treść (czyli to, co czytamy).

To zjawisko ma głębsze konsekwencje niż tylko problemy finansowe pojedynczych autorów. Malejące honoraria (lub ich brak) oznaczają, że mniej osób może pozwolić sobie na wykonywanie zawodu dziennikarza czy naukowca. A przecież ani jeden, ani tym bardziej ten drugi nie zajmuje się przede wszystkim pisaniem. Ich podstawową pracą jest zbieranie danych. A od solidności warsztatowej zależy jakość tych danych.  Trzeba czasu i wysiłku. szybko i po łebkach to wyjdzie coś byle jakiego.

Reporter jedzie na miejsce katastrofy, rozmawia ze świadkami, robi zdjęcia, sprawdza dokumenty, porównuje relacje i dopiero z tego buduje opowieść. Jedzie do swoich rozmówców-ekspertów, dopytuje, czyta by wejść głębiej w zagadnienie. Naukowiec jedzie nad jezioro, do lasu lub na torfowisko, prowadzi pomiary, zbiera próbki, oznacza gatunki i przez wiele miesięcy analizuje wyniki. Tekst jest dopiero końcowym etapem znacznie dłuższego procesu poznawczego. I najczęściej jest to naukowa publikacja napisana specjalistycznym językiem publikowana w specjalistycznych czasopismach naukowych. Żeby ta treść trafiła do przeciętnego odbiorcy potrzebna jest jeszcze praca w postaci popularyzacji nauki. Napisanie tej samej treści lecz innym językiem. I w innej formie, np. krótkiego wywiadów dla radia czy telewizji. Dodam przy okazji, że za wywiady i krótkie wypowiedzi do telewizji, radia czy pracy naukowiec nie dostaje żadnych pieniędzy. Robi to w ramach społecznej misji.

Sztuczna inteligencja potrafi znakomicie przetwarzać istniejące informacje. Nie potrafi jednak sama wejść do rzeki i policzyć larw chruścików. Nie przeprowadzi wywiadu z mieszkańcami zalanej wsi. Nie zauważy nowego gatunku podczas wielogodzinnych badań terenowych. AI jest niezwykle sprawnym interpretatorem danych, ale nie jest ich pierwotnym źródłem.

W biologii środowiskowej problem ten staje się coraz bardziej widoczny. Ubywa specjalistów prowadzących długoterminowe obserwacje terenowe. Takie badania są kosztowne, wymagają cierpliwości i często nie przynoszą spektakularnych odkryć od razu. Ich wartość ujawnia się po dziesięciu, dwudziestu czy trzydziestu latach. Dzięki nim wiemy, jak zmieniają się jeziora, rzeki, populacje owadów czy ptaków. Jeżeli zabraknie ludzi prowadzących takie badania, przyszłe pokolenia będą miały coraz mniej danych do analiz. A dane będą systematycznie traciły na swojej aktualności. A zwłaszcza ostatnio coraz częściej pytamy ekologów-naukowców o skutki zmiany klimatu, jak uratować wysychające jezioro, czy kleszcze, komary lub korowódka są groźne dla człowieka i jak się przez nimi chronić, jak prowadzić retencje by zapobiegać suszy itp. Pytań coraz więcej lecz odpowiadających coraz mniej. 

W tym miejscu często pojawia się argument o nauce obywatelskiej. To rzeczywiście niezwykle cenna forma współpracy naukowców z pasjonatami przyrody. Tysiące obserwatorów ptaków, motyli czy roślin dostarcza dziś ogromnych zbiorów informacji. Jednak nauka obywatelska nie zastąpi profesjonalnych badań. Podobnie jak domowy ciśnieniomierz nie zastąpi laboratorium diagnostycznego. Jedno uzupełnia drugie, ale nie eliminuje potrzeby istnienia specjalistów.

Podobny proces zachodzi w mediach. Gdy maleją dochody redakcji, w pierwszej kolejności znika kosztowne dziennikarstwo reporterskie. Oszczędza się na redaktorach i korektorach. Łatwiej opublikować komentarz niż wysłać reportera na drugi koniec kraju. Łatwiej streścić cudzy materiał niż przygotować własny. W efekcie powstaje coraz więcej tekstów opartych na tych samych źródłach. AI bardzo to ułatwia. Informacja zaczyna krążyć w zamkniętym obiegu, a nowych obserwacji jest coraz mniej.

Można posłużyć się biologiczną analogią. Dziennikarze i naukowcy pełnią w społeczeństwie rolę receptorów i narządów zmysłu. To oni dostrzegają zmiany zachodzące w świecie, rejestrują sygnały, przekazują je dalej i pomagają zrozumieć ich znaczenie. Jeżeli organizm traci wzrok, słuch lub węch, nadal może funkcjonować, ale coraz słabiej orientuje się w otoczeniu. A to oznacza krótsze życie. Podobnie dzieje się z cywilizacją, która ogranicza liczbę ludzi zbierających informacje z rzeczywistego świata.

Paradoksalnie jednocześnie może rosnąć kreatywność oparta na przetwarzaniu istniejących treści. AI pozwala tworzyć nowe obrazy, opowieści i interpretacje z niezwykłą łatwością. Problem pojawia się wtedy, gdy zaczyna brakować świeżych doświadczeń, nowych obserwacji i nieznanych wcześniej faktów. Wyobraźnia potrzebuje kontaktu z rzeczywistością. Nawet najwspanialsza fantazja wcześniej czy później wyczerpie się, jeśli przestanie być zasilana nowymi bodźcami.

Nie oznacza to, że sztuczna inteligencja jest zagrożeniem sama w sobie. Wręcz przeciwnie – może stać się znakomitym narzędziem wspierającym pracę dziennikarzy i naukowców. Pozwala szybciej analizować dane, tłumaczyć teksty, przygotowywać wizualizacje i wyszukiwać zależności. Warunkiem jest jednak zachowanie ludzi, którzy będą dostarczać materiału do analizy. Muszą więc zarabiać. Muszą być więc honoraria autorskie. 

Cywilizacja przyszłości będzie potrzebowała nie tylko coraz lepszych algorytmów, lecz także ludzi gotowych wyjść w teren, patrzeć, słuchać, mierzyć i zadawać pytania. Jeżeli przestaniemy wynagradzać tych, którzy zbierają wiedzę u jej źródła, możemy odkryć, że zbudowaliśmy niezwykle inteligentny system, który potrafi znakomicie analizować świat, którego już nikt nie obserwuje.

Chcesz coś zrobić? Postaw mi kawę, czyli zapłać niewielkie, symboliczne honorarium . To także psychiczne wsparcie i informacje zwrotna: "jesteś potrzebny i to co robisz, w tym to o czym i jak piszesz. Także i od Ciebie zależy to, jak będzie wyglądał świat dzisiejszy i świat jutra.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz