Nowa odsłona bloga Profesorskie Gadanie. Pisanie i czytanie pomaga w myśleniu. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie opowiadam. Dr hab. Stanisław Czachorowski, prof UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii, Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie
18.09.2023
Płot śmierci i nieludzkiego traktowania
11.09.2023
Zmrocznik oleandrowiec widziany w Warszawie (2023 r.) czyli mała sensacja, którą można było przewidzieć
![]() |
| Zmrocznik oleandrowiec, Warszawa, Ursynów 10 września 2023, fot. Michał Barański |
Właśnie dostałem zdjęcie od Pani Joanny Barańskiej. Zdjęcie zrobione na warszawskim Ursynowie, w bloku na trzecim piętrze, w pobliżu ul. Ekologicznej. Wykonane 10 września o godzinie 22.23. Nocna aktywność nie jest niczym dziwnym u motyla nocnego, notabene zmrocznika (a wiec zmrok ma w swojej nazwie). Słabe oświetlenie nie do końca umożliwiło pokazanie pełni barw tego motyla. Końcówki skrzydeł są trochę zniszczone i pozbawione części łuseczek. to typowe dla osobników "zlatanych". Najwyraźniej długa droga za nim. Przyleciał sam (pojedyncza wyprawa) czy też w grupie? Czy uda się odnotować więcej stwierdzeń tego gatunku w Polsce z tego roku? Miejcie oczy szeroko otwarte a telefony w pogotowiu.
Kilka dni temu, na zebraniu olsztyńskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Entomologicznego, koleżanka pokazywała krótki filmik nagrany telefonem,, który dostała z zapytywaniem o rozpoznanie jednego z gatunków zawisaków. Przyjrzeliśmy się dokładnie, to nie był oleandrowiec.
Cztery lata temu pisałem już o tym gatunku (Zmrocznik oleandrowiec, który nadziei na sensację narobił) ale zdjęcie pochodziło z Grecji. Niemniej sugerowałem, że wraz z ocieplaniem się klimatu rośnie prawdopodobieństwo spotkania go w Polsce. Wiele innych gatunków południowych bywa u nas częściej a zasięgi występowania innych wyraźnie przesuwają się na północ. Coraz częściej trzeba sięgać po opracowania spoza Polski by rozpoznać gatunki widziane w Polsce. Zmrocznik oleandrowiec jest w książce prof. Jarosław Buszki "Atlas motyli Polski. Część II. Prządki, zawisaki, niedźwiedziówki" (Warszawa 1997). A teraz doskonałą pomocą są zasoby internetowe i możliwość wyszukiwania obrazów. Ułatwia to rozpoznawanie tego, co widzimy. Nawet jeśli jest gościem z daleka. Tak jak już wspomniałem, nowych przybyszów stosunkowo łatwo wypatrzyć. Trudniej z udokumentowaniem wymierania gatunków. Bo jedną stroną medalu jest pojawianie się gatunków południowych, a drugą zanikanie gatunków północnych. Zasięgi występowania wyraźnie się przesuwają. Na naszych oczach przyroda się zmienia.
Nie przypadkiem łatwiej zobaczyć południowych przybyszów w miastach. Bo są swoistymi wyspami cieplnymi. Cieplej jest tu także zimą. Takie warunki sprzyjają gatunkom subtropikalnym.
Zmrocznik oleandrowiec Daphnis nerii (L.) jest
przybyszem z południa, sporadycznie do nas zalatującym. Zwiadowca, który próbuje skolonizować
nowy teren? W każdej populacji są takie osobniki. Najczęściej giną, lecz przy
sprzyjających okolicznościach mogą wydać potomstwo. Nie znam szczegółowo biologii
tego gatunku. Ale dorosłe chyba nie są w stanie przeżyć u nas do wiosny. Większy sukces reprodukcyjny maja gatunki zalatujące do nas wiosną lub wczesnym latem. Wtedy nowe pokolenie może odlecieć na południe jeszcze przed zimą. A czy złożone jesienią jaja byłyby w stanie przetrwać? Oprócz warunków klimatycznych niezwykle ważna
jest baza pokarmowa. Roślinami żywicielskimi gąsienic jest oleander (Nerium
oleander) a niekiedy także barwinek pospolity (Vinca minor). Oleander u
nas z czasem występuje jako roślina
ogrodowa. Znacznie liczniejszy jest barwinek. Ma więc zmrocznik oleandrowiec możliwość znalezienia
bazy pokarmowej.
Zmrocznik oleandrowiec jest gatunkiem migrującym,
zasiedlającym całą Afrykę, południowo-zachodnią część Azji oraz Indie, okresowo
pojawia się w Europie na wybrzeżu Morza Śródziemnego. Spotykany był nawet w
Finlandii. A w Polsce łowiony był bardzo rzadko, średnio raz na 30 lat! W 2015
gąsienice zaobserwowano na wyspie Uznam. Natomiast we wrześniu 2016 roku
zaobserwowano tego motyla w Tarnowie. Teraz, po blisko 7 latach, mamy kolejne
stwierdzenie jego obecności.
Oleander pospolity (Nerium oleander L.) należy do
rodziny toinowatych (Apocynaceae). Występuje na obszarze
śródziemnomorskim, w północnej Afryce i południowej Europie, a także w południowej
Azji Jest uprawiany jako roślina ozdobna w wielu krajach świata, w
klimacie ciepłym występuje jako gatunek introdukowany na wszystkich
kontynentach. W Polsce jest rośliną ogrodową, najlepiej czuje się na słonecznych
balkonach, tarasach i werandach. Chyba najłatwiej takie znaleźć w miastach.
Tylko czy domowi miłośnicy kwiatów zezwolą na żerowanie gąsienic zmrocznika?
Oelander jest rośliną trują. Znajdująca się w roślinie oleandryna powoduje brak czucia w ustach (gdybyśmy próbowali jeść liście oleandra). mdłości, wymioty, zaburzenia pracy serca, rozszerzenie źrenic i duszności. Śmiertelne jest spożycie większej ilości liści, a śmierć może nastąpić już po 2–3 godzinach. Spożycie jednego liścia spowodować może śmierć w ciągu doby. Oleandryna występuje w soku mlecznym, znajdującym się w całej roślinie. To broń chemiczka oleandra przeciw roślinożercom. Gorzki smak odstrasza, nie jedzą do nawet kozy, choć góralki są odporne na te chemiczną broń rośliny. Niemniej znajdują się uodpornieni smakosze. I do nich należy także zmrocznik oleandrowiec (oczywiście w stadium gąsienicy). Ze względu na te właściwości raczej nie będzie często hodowana rośliną balkonową. A warunki klimatycznie jeszcze nie umożliwią oleandrom życie w naturze. To się oczywiście może niebawem zmienić.
Oleander, jako roślina obca i trująca, nie znajdzie zapewne wielu naturalnych konsumentów w nowych środowiskach. Dlatego migrujący zmrocznik oleandrowiec ma szanse na prawdziwe eldorado. Jeśli przyleci w porę o odnajdzie rośliny żywicielskie dla swojego potomstwa.
10.09.2023
Niełatwe jest życie bielinka kapustnika
![]() |
| Dublin, Fot. K. Zagroba |
Czy ktoś cieszy się, że zalęgły mu się bielinki? W pierwszym odruchu pomyślimy o szkodnikach, niszczących uprawy, np. kapusty. Ale mieszczuch, który w skrzynce balkonowej zauważył gąsienice tego motyla, cieszy się. I martwi czy wystarczy dla nich pożywienia. Między kwiatami wyrosła jakaś rzeżucha albo rzepak. Ot po prostu chwast. Chwast ocalał, a wraz z nim pojawiły się i bielinki. Musiał przylecieć i złożyć jaja, z których wylęgły się gąsienice. A ów mieszczuch martwi się, czy wystarczy pożywienia bo przecież w skrzynce mało miejsca i mało roślin żywicielskich. Ptaki nie zaglądają więc gąsienice są bezpieczne. Chciałoby się doczekać poczwarek i dorosłych motyli. Zupełnie niecodzienny punkt widzenia i współczesne odnoszenie się do bioróżnorodności.
Coś się pojawiło i trzeba sprawdzić co to za gatunek. Zatem trzeba zrobić zdjęcie i poszukać podobnych lub/i zapytać specjalisty entomologia. Tak trafiło do mnie. A miałem okazję poznać miejskie podejście do przyrody i cieszenie się każdym kwiatkiem i każdym "robalem". Podobnie ubarwione gąsienice są u bielinka rukiewnika. Inne bielinki mają zielone gąsienice, dobrze swym ubarwieniem maskujące się wśród liści.
Jaskrawo ubarwione gąsienice są dobrze widoczne. Dla nas piękne lecz to barwy ostrzegawcze - odstraszają ptaki i inne drapieżniki. Gąsienice są niesmaczne dzięki olejkom eterycznym, pochodzącym z rośliny, którą zjadają. Rośliny na różne sposoby bronią się przed zjadaniem. Popularna jest broń chemiczna, czyli różnorodne, gorzkie lub trujące związki chemiczne. Ich synteza pochłania zasoby energetyczne ale to opłacalna inwestycja. Kapustowate też takie produkują. W przyrodzie jednak zawsze prędzej czy później pojawi się roślinożerca, który znajdzie antidotum. I jeszcze truciznę wykorzysta na swoje, obronne cele. Wiele owadzich roślinożerców kumuluje te roślinne, trujące związki w swoim ciele. I dzięki temu same są niesmaczne dla drapieżników. Lub wręcz trujące. Zgodnie z powiedzeniem, co cię nie zabije to cię wzmocni. Na dodatek olejek musztardowy, zawarty w roślinach kapustowatych, zwabia samice bielika. I składają na nich jaja. Dzięki zapachowi łatwiej roślinę odszukać, pośród innej zieleniny. A wiadomo, że konkurentów nie będzie wielu, bo innym gatunkom te związki szkodzą. Jednych odstrasza ten zapach a innych zwabia.
Gąsienice bielinka kapustnika (Pieris brassicae) żerują na na roślinach kapustowatych, preferując kapustę ogrodową, brukselkę a także rzepak. Z tego względu bielinek kapustnik uważany jest za szkodnika upraw ogrodowych i polowych. Populacja jest w stanie przetrwać bowiem gąsienice żerują także na dzikich roślinach (a tam już ich rolnicy nie zwalczają), takich jak rezeda żółta, rukiew nadmorska, gorczyca polna, rzodkiew świrzepę. Odżywiają się także nasturcją. Stąd mogą pojawić się i w wypielęgnowanych ogrodach.W ciągu roku występują zazwyczaj dwa pokolenia, pierwsze imagines pojawiają się w maju i czerwcu, dorosłe drugiego pokolenia pojawiają się w okresie lipiec-wrzesień. To drugie pokolenie jest liczniejsze. W ciepłych latach mogą być trzy pokolenia. I wtedy dorosłe bielinki widzimy nawet w październiku. Zważywszy na ocieplenie klimatu, będzie to zdarzać się coraz częściej. A dla nas nadarza się okazja dokładniej zbadać mechanizmy diapauzy, czyli jakie sygnały ze środowiska powodują, że poczwarka przeobraża się szybciej lub później (zimując). Stadium poczwarki pierwszego pokolenia trwa około dwóch tygodni. Poczwarki drugiego (i trzeciego) pokolenia zimują, a więc żyją znacznie dłużej. I tu pojawia się pytanie, co sprawia, że poczwarki drugiego pokolenia rozwijają się szybciej i pojawia się trzecie pokolenie a co powoduje, że wchodzą w diapauzę i czekają s rozwojem aż do wiosny?
Najpierw gąsienice bielinka żerują gromadnie. Wiadomo, w kupie siła i bezpieczniej. Potem jednak się rozpraszają i zerują pojedynczo. Głównym zagrożeniem dla bielinków są parazytoidy takie jak baryłkarz bieliniak, który żeruje na gąsienicach. Z kolei poczwarki bielinka narażone są a atak innej błonkówki - Pteromalus puparum. W wyniku aktywności prazytoidów ginie nawet do 95% populacji bielinka. Naturalne środki ochrony są jak widać bardzo skuteczne. Muszą tylko przetrwać w ekosystemie te parazytoidy.
Bielinki kapustniki w stadium imago daleko się rozlatują. Mogą migrować na duże odległości, nawet do kilkuset kilometrów. W czasie migracji można zdobyć nie tylko nowe tereny z zasobami pokarmowymi ale także uciec przed presja drapieżników, pasożytów czy parazytoidów. Osobniki pierwszego, wiosennego pokolenia mają tendencję do migracji na północ, a pokolenia letniego - na południe.
Morał z tej opowieści jest taki, że dobrze jest umieć cieszyć się przyrodą wokół nas. Nawet w mieście. I nawet gatunkami pospolitymi. Ciekawie jest także obserwować zmiany w stosunku człowieka do przyrody. Innego znaczenia nabierają słowa takie jak chwast czy szkodnik. A na pierwszy plan wysuwa się bioróżnorodność oraz ochrona zasobów genetycznych, nawet w mieście.
Nie miałem dobrego, własnego zdjęcia bielinka kapustnika. Zamieszczam niżej wątpliwe, bo być może jest to bielinek rzepik (czarne plamy na brzegach skrzydeł wydają się trochę za mała jak na bielinka kapustnika. Musze być bardziej uważny w czasie wycieczek i w końcu zdobyć fotografię bielinka kapustnika. Zarówno samca jak i samice, bo u tego gatunku widoczny jest dymorfizm płciowy.
![]() |
| Dorosły bielinek kapustnik lub bielinek rzepik, spijający nektar z kwiatu, |
9.09.2023
Laur AGH czyli ulepszanie dydaktyki akademickiej
![]() |
| Ilustracja dla przyciągnięcia uwagi. Muzeum secesji w Płocku. |
Konkurs, organizowany przez studentów, jest znakomitą okazją dla nich do uczenia się kompetencji organizacyjnych, w tym zarządzania. Czyli dwa w jednym, zyskują pracownicy uczelni jak i sami studenci. Mądra refleksja nad różnymi problemami dydaktycznymi, docierająca do wielu osób. Chciałbym takich lub podobnych projektów również w Olsztynie. Bo to nie tylko zabawa czy uhonorowanie lecz także uczenie się ustawiczne. Edukacja przemycana w dyskretnej formie. W jakimś stopniu publiczna dyskusja o edukacji i zachodzących zmianach na uczelniach wyższych. Jedni może zobaczą zabawę i plebiscyt, ja dostrzegam dobrą dyskusję o edukacji i o współczesnym uniwersytecie (uczelni wyższej).
Ocenianie innych jest trudne. Nie najlepiej się w takiej roli czuję. Mam mnóstwo wątpliwości. A musiałem wystawić punkty i napisać uzasadnienie. Trudno jest wybrać między dobry a bardzo dobrym. Sama rzeczywistość jest wielowymiarowa i trudno różnorodne aspekty sprowadzić do jednego wymiaru liczbowego. Nie tak łatwo mierzy się szkiełkiem i okiem.
7.09.2023
Refleksje eduzmieniacza - w przygotowaniu do konferencji
Od ponad 20 lat we własnej jednostce uniwersyteckiej próbuję namówić do wprowadzenia realnego wybierania zajęć przez studentów. Bezowocnie. A przecież to tak niewiele znacząca zmiana. W zasadzie kosmetyczna. Dająca studentom jednak trochę większe poczucie sprawstwa i sterowności własną ścieżką edukacyjną. Potrzeba znacznie głębszych i bardziej istotnych zmian. Dlaczego tak wolno do środowisk akademickich i nauczycielskich docierają nowe teorie pedagogiczne i rozwiązania praktyczne oraz dlaczego tak wolno się implementują? Można chyba porównać to do sukcesji ekologicznej - pozostaje glebowy bank nasion, które kiełkują jeszcze przez wiele lat. Siła bezwładu instytucjonalnego jest bardzo duża. Ekosystemowego także.
Jedną z ostatnich moich innowacji dydaktycznych (dla mnie to innowacja, choć dla innych będzie to znana praktyka i coś ugruntowanego w codzienności edukacyjnej) jest studencki dziennik refleksji. Zdobyte doświadczenia odnoszę do różnych koncepcji pedagogicznych, w tym do konstruktywizmu i konektywizmu. Odkrywam w tym uczenie się na bazie doświadczania i cykl uczenia się, opisany przez Kolbów.
6.09.2023
Jak nie marnować potencjału na przykładzie ODNiS
![]() |
| Zdęcia z pikniku naukowego, będącego promocją UWM w małym, mazurskim miasteczku. |
Czynności powtarzalne łatwo zautomatyzować. Ale raz zbudowany algorytm czy schemat narzuca potem sposób działania, poza który trudno wyjść. Tak, że potem trudno jest wydostać się z głębokich kolein. Groźne skutki automatyzacji można zobaczyć w wielu miejscach. Choć z natury automatyzacja poprawia warunki pracy i zwiększa wydajność. Automatyzacja to powtarzalne czynności. Muszą być ujednolicone, wszystkie takie same. Bez możliwości improwizacji, zmiany, modyfikacji i robienia inaczej (chyba, że w grę wchodzi Czat GPT czy Bard a więc algorytmy zupełnie nowej generacji). Nieumiejętnie skonstruowane algorytmy komputerowe czynią z nas podrzędnych wykonawców, mimo że miało być odwrotnie. I wtedy ogon zaczyna machać psem.
Jest to opowieść z przykładem o tym, jak projektować zautomatyzowane czynności (system bardziej elastyczny) by były w pełni użyteczne. Podaję przykład lecz można uogólniać i zastosować do innych sytuacji. Mądremu dość dwie słowie. I lepiej być mądrym przed szkodą. Uczenie się na błędach jest skuteczne a uczenie się na błędach innych mniej kosztowne.
Jestem zwolennikiem otwartej dyskusji akademickiej, która przecież nie jest "kalaniem własnego gniazda" tylko sprzyja optymalizacji i podnoszeniu jakości oraz efektywności działań. Wielokrotnie już wypowiadałem się na ten temat w mniejszych i większych gremiach. Teraz spróbuję publicznie na blogu. Może to wywoła jakąś dobrą refleksję i pożądany efekt? Bo jeśli się tylko dworsko potakuje i z zachwytem cmoka, to król wychodzi nagi na ulicę i się ośmiesza. Jakieś dziecko prędzej czy później i tak na głos o tym powie. Więc lepiej jak swoi zawczasu uprzedzą.
Jest to także krótka opowieść jak ważna jest wyobraźnia i wyjście poza doraźne schematy w czasie projektowania. Bo możemy się zamknąć w klatce i mieć na długo skrępowane ruchy i zawężone pole działania.
Olsztyńskie Dni Nauki i Sztuki odbywają się już od ponad 20 lat, jako jeden z wielu podobnych pikników naukowych w Polsce. Początkowo było niewiele wydarzeń, potem piknik stał się bardziej rozbudowany i chętniej odwiedzany. Na początku program był drukowany i upowszechniany na papierowych plakatach i w papierowych programach. Miejsce miało znaczenie. Może dlatego wpisywano w programie jedynie same tytuły wykładów i pokazów? Dodanie nazwisk wykonawców i ich afiliacji zwiększałoby ilość limitowanego miejsca na papierze. A tego brakowało na plakacie jeśli pojawiła by się duża liczba propozycji. Ale potem pojawiły się programy w wersji internetowej. Tu już miejsca na opis nie brakuje. I dlatego dziwi mnie brak nazwisk naukowców i ich afiliacji (wydziały, katedry). Zaszłość wynikająca z bezrefleksyjnej kontynuacji.
| Przykładowy fragment tegorocznego programu ze stroni ODNiS |
Tak wygląda opis programu ODNiS już od dawna i mimo sugestii nic się nie zmienia. Same tytuły pokazów czy wykładów, a po rozwinięciu także opis tego, co się będzie działo. Brak jest nazwisk wykonawców i ich afiliacji (katedr, wydziałów). Brak nazwisk wykonawców i afiliacji a przecież te dane wpisywane są do internetowego arkusza, przy zgłaszaniu propozycji zajęć. Wystarczyłoby tylko kliknąć i cała informacja się pokaże w programie. Nie jest więc to tylko efekt takiego czy innego przemyślenia arkusza do wpisywania danych przez zgłaszającego lecz i koncepcja pokazywania informacji - uznanie jednych informacji za ważne, innych za nieważne. Staram się przekonać, że nazwiska (twarze) wykonawców są ważne. Także dla budowania wizerunku UWM. Bo każdy przekaz, także ten popularnonaukowy, o wiele lepiej się rozchodzi, gdy ma konkretną twarz i konkretnego człowieka.
Jakie efekty daje ta anonimowość i program bez twarzy?
1. Pracownicy mogą odnieść wrażenie, że są traktowani przedmiotowo, jako nieistotni. Ta anonimowość deprecjonuje wykonawcę, czyni go bezimiennym czytnikiem tekstu ze slajdów, nic nie ważnym wykonawcą, szarą masą. A wizerunek pikniku naukowego UWM pozostaje bez twarzy naukowców. Jak z generatora treści w ChatGPT 3 lub Bard. Na dodatek wrażenie to pogłębia sposób promocji ODNiS. Na pierwszy plan w promocji poszły instytucje i osoby z zewnątrz UWM, zakupione, importowane imprezy. Własnymi pracownikami (bo za darmo?) UWM nie chce się chwalić? Są nic nie warci i dlatego na sztandarach promocyjnych znajdują się firmy i nazwiska spoza uczelni? Moim zdaniem to marnowanie wizerunku uczelni, skoro nie pokazujemy twarzy naukowców, to znaczy, że nie mamy nic wartościowego w zakresie popularyzacji nauki? Wszystko co dobre, kupujemy na zewnątrz? Oczywiście nie jest to prawdą. UWM ma wielu wartościowych pracowników z dużym dorobkiem i wypracowaną marką w zakresie popularyzacji nauki. I trzeba to pokazywać a nie ukrywać.
2. Utrudnia weryfikację dokonań pracownika przy ocenie pracowniczej. W arkuszu oceny pracownika są pozycje, dotyczące upowszechniania nauki. Ale jak to udowodnić lub sprawdzić, jeśli nie ma nazwisk w strefie publicznej? Dla tych, którym brakuje godzin do pensum, zajęcia na ODNiS mogą być uzupełnieniem. Zaświadczenie o udziale i przyznanych godzina przesyła organizator. To trochę tajemnicze dla przełożonych. A jeśli nie potrzeba pracownikowi dodatkowych godzin? To zostaje bez śladu pracy. Ani pieniędzy ani wykazania się w arkuszu oceny. Szara, bezimienna masa...
3. Brak nazwiska wykonawcy to mniej informacji dla odbiorcy. Bo przecież ma znaczenie kto wygłasza wykład, kto prowadzi zajęcia. Tak samo, gdy idziemy na koncert, to chcemy wiedzieć jaki będzie występował wykonawca. Bo nazwisko, indywidualna marka i osobowość mają znaczenie.
4. I rzecz najważniejsza. Marnowanie okazji do budowania relacji z mediami i otoczeniem uniwersytetu oraz z dziennikarzami. Gdyby były uwidocznione w programie nazwiska przy tematach i wykładach, to poznawaliby ekspertów, wiedzieliby kto z jakim tematem się wiąże. A potem wiedzieliby do kogo zwracać się po kolejne informacje. Byłoby to bardzo ważne wsparcie polityki promocyjnej i informacyjnej UWM. Bo skąd ma wiedzieć dziennikarz do kogo, jako eksperta, zwracać się z konkretnym pytaniem? Tylko do tych, których już zna lub których wskaże rzecznik prasowy (a czy rzecznik zna wszystkich pracowników i ich specjalizacje naukowe?). Podobnie ze szkołami, nauczyciele wiedzieliby do kogo personalnie i do jakich katedr zwracać się z prośbami o wykłady, pokazy, zajęcia. W ciągu trzech dni nie dla wszystkich starczy miejsca. Z mojego doświadczenia wynika (kilka projektów edukacyjnych, w tym coroczna Noc Biologów), że prośby ze szkół spływają potem przez wiele miesięcy. Bo konkretni ludzie wiązani są z tematami i są widoczni oraz rozpoznawalni. Dlatego nauczyciele wiedzą do kogo się zwracać.
Ta anonimowość marnuje potencjał UWM i utrudnia budowanie wizerunku uczelni. Utrudnia budowanie marki. Z trudem Wiadomości Uniwersyteckie i Radio UWM FM, poprzez swoje materiały, wskazują na ciekawe badania i wartościowych naukowców czy popularyzatorów. W tę ważną działalność mogłyby wpisać się także ODNiS i to bez większego wysiłku. Wystarczyłoby wykorzystać to, co i tak już jest wprowadzone do zasobów internetowego arkusza. Na przeszkodzie stoi sztywna automatyzacja i raz ułożony algorytm? A może brak szerszego spojrzenia i brak przepływu ważnych informacji w obrębie UWM?
Zaprojektowana kiedyś tabelka zbiera wiele danych. Jest tam także okienko z tytułem naukowym, z nazwiskiem, lecz potem nie jest to uwzględnione w upowszechnianym programie. Łatwo chyba zmodyfikować by te ważne informacje pojawiły się także na stronie internetowej z programem. Najpierw dostrzec a potem kliknąć w szablon. Lub zlecić informatykowi owo kliknięcie. Fachowość polega na tym, że wie się, gdzie puknąć młotkiem (że nawiąże do znanej anegdoty o mechaniku samochodowym).
Moje perypetie i próby omijania mało funkcjonalnych szablonów ciągną się już kilka lat (uwagi kilkakrotnie już zgłaszałem w różnych gremiach). Zajęcia w kontakcie mają określoną liczbę miejsc w sali, określony początek i koniec. Zaprojektowano maksymalnie czterech prowadzących (w tabelce). Takie ograniczenie miało chyba ograniczyć dopisywanie nazwisk dla zwiększenia dorobku? Są jednak większe działania, w których może być zaangażowanych więcej współpracujących osób. I co wtedy? Nie mieszczą się w schemacie. A jeśli propozycją jest wystawa do samodzielnego oglądania, bez zbiorowego i jednego początku dla wszystkich? Jeśli wstawić 8 lub 10 godzin dziennie, to jak wstawić liczbę miejsc? Jednorazowo może być np. 20 lub 60 osób. Ale w danym momencie, bo jeśli jedni wyjdą to będzie miejsce dla kolejnych. Ale jeśli zaznaczyć początek i koniec na kilka godzin, tak jak czynna jest wystawa danego dnia, to po szybkim wypełnieniu dostępnych miejsc ktoś pomyśli, że już nie ma miejsca. I nie przyjdzie. Jedni zwiedzą w 15 minut, inni w godzinę. Można oszukać system: wstawić kilka wystaw jako oddzielnych wydarzeń, np. co godzinę (tak niektórzy sobie radzą). Wtedy nie będzie problemu z wypełnieniem miejsc. Liczba godzin otwarcia będzie taka sama, lecz więcej wydarzeń. Może wtedy łatwiej ktoś dostrzeże? I przyjdzie? W szablonie nie ma rubryczki "bez ograniczeń, bez rezerwacji". I na innowacyjne lub tylko nieszablonowe rozwiązania nie ma miejsca.
Wracając do automatyzacji czy dostosowywać się do szablonu czy szablon do naszej oferty? Wolałbym to drugie. Ale w każdych warunkach można sobie jakoś poradzić i improwizować. Dostrzegając te mankamenty, wynikające z anonimowości, od kilku lat samodzielnie i własnymi kanałami upowszechniam informacje o swoich propozycjach w czasie Olsztyńskich Dni Nauki. Opis dostosowując do sytuacji i omijając ograniczenia szablonu. Taka mała prowizorka i sztukowanie. Przykład z tego roku: https://profesorskiegadanie.blogspot.com/2023/08/czym-jest-nauka-czyli-nasze-niebo.html
4.09.2023
Kuliboda łąkowa - pogromca mszyc, opowieść z dygresją do edukacji
Na kwiatach (i nie tylko na kwiatach) często spotykam te przedziwne owady. Są pasiaste niczym osy i potrafią zawisnąć w powietrzu. Mistrzowie latania. Na zdjęciu przedstawiciel bzygów, kuliboda (Sphaerophoria), najpewniej kuliboda łąkowa (Sphaerophoria scripta). Nazwa przedziwna. Coś, co się kuli. Jakaś boda? Nieodgadniony źródłosłów polskiej nazwy zwyczajowej. Drugi człon nazwy wskazuje na łąki. I kwiaty oczywiście. Spotkałem ją na warmińskiej łące pod koniec sierpnia, na tym samym kwiecie co wyślepek czwórpasy.
Kuliboda łąkowa jest gatunkiem pospolitym, często i licznie spotykanym w całym kraju. Żaden rzadki rarytas. Spotkać ją można od kwietnia do listopada na łąkach, polanach, w ogrodach, parkach, na przydrożach, Dorosłe zjadają nektar i pyłek. Larwy są mszycożerne (afidofagiczne), dlatego kuliboda uważana jest za gatunek pożyteczny, zwłaszcza w ogrodach i sadach. Jeszcze jeden, naturalny pogromca mszyc.
Bzygowate (Syrphidae) mają swoich przedstawicieli w faunie wodnej. Oczywiście w stadium larwalnym. Robakowate, beznogie larwy trudno było mi powiązać z tymi zwinnymi owadami, znanymi od dzieciństwa. Pasiaste ubarwienie przypomina groźne żądłówki. I dlatego traktowane jest jako mimikra - upodabnianie się do groźniejszych owadów. Jakaś ochrona przed drapieżcami. Nawet ludzie czasem się nabierają i panikują. Może nie przed kulibodą, bo ta jest mała, ale przed nieco większymi przedstawicielami tej rodziny muchówek.
Małe powierzchnie z dzikimi roślinami, tak zwane łąki kwietne, to miejsce schronienia i życia wielu zapylaczy. To także wyspy siedliskowe z owadami pożytecznymi, naturalnymi regulatorami liczebności tak zwanych szkodników., Na przykład mszyc. A przecież trzeba tak niewiele, małe przydrożne wyspy z kwitnącymi kwiatami i rzadko koszonymi roślinami. Są jak skarbiec różnorodności biologicznej. Nawet w mieście, na spacerze, siądź sobie na ławce (lub na kocyku na trawie) i obserwuj to bogate życie. Dzięki telefonowi komórkowemu i różnym aplikacjom do rozpoznawania obrazów, poznasz więcej niż jesteś w stanie zobaczyć. Nazwiesz konkretne gatunki roślin, grzybów i zwierząt. A po nazwie dotrzesz do dużo obfitszych zasobów informacji. I poznasz to, czego nie widać - lata obserwacji i gromadzenia wiedzy. Właśnie dlatego w biologii tak ważne są nazwy gatunkowe. Jednoznacznie kierują do desygnatu. I pozwalają poprawie dotrzeć do wiedzy wcześniej zgromadzone lub obserwowanej przez innych. Linneuszowski wynalazek dwuczłonowej nazwy gatunkowej był na prawdę znaczący i popychający naukę do przodu.
Poznawanie przez doświadczanie, w tym przypadku przyrody i życia biologicznego. Obserwuj, dyskutuj, szukaj powiązań z innymi elementami wiedzy, analizuj, dokonuj syntezy i łącz w teorie a potem ponownie obserwuj i sprawdzaj w terenie. By poznawać tajemnice świata trzeba tak niewiele. wystarczy kawałek łąki, kilka kwitnących roślin, jedno drzewo a nawet miejski chodnik. I potrzebna komunikacja z innymi ludźmi by czerpać z kumulatywnie zebranej i gromadzonej wiedzy przez pokolenia. Dyskusja jest jednym z ważniejszych elementów poznawania i budowania wiedzy. A o niej zapominamy, gdy mówimy o metodzie naukowej. Zazwyczaj zwracamy uwagę na zaawansowaną aparaturę, na mikroskopy, teleskopy, amplifikatory, cieplarki itp. A to tylko narzędzia. Ważne i niezbędne lecz tylko narzędzia.
Wystarczy jedna roślina (niczym ziarnko piasku na pustyni). I nasza uważność oraz dociekliwość. A wtedy długie obserwowanie i łączenie z już przyswojoną indywidualnie lub zbiorowo wiedzą pozwala poznać wiele praw przyrody. Do jakich refleksji może skłonić nas kuliboda łąkowa? Mimikra i ewolucja, regulacyjne zależności w ekosystemie, rola i znaczenie owadów zapylających, drapieżnictwo w ekosystemie, cykle życiowe i przeobrażenie, fizyka lotu, filogeneza owadów i to, jak nauczyły się latać. To tylko niektóre przykłady.
Uczenie się to tworzenie struktury we własnej głowie i struktury wiedzy wspólnej, społecznie tworzonej i wykorzystywanej. Uczenie się to także relacje z innymi ludźmi i pozamózgowymi zapisami informacji (książki, internet). Wiedza ma strukturę i jest rozproszona w sieci pozostających w relacjach (komunikacji) mózgów ludzkich i zewnętrznych nośników pamięci. Pedagodzy i filozofowie mówią o konstruktywizmie i konektywizmie.
O tylu rzeczach można snuć refleksje obserwując na przykład kulibodę łąkową. Jedna roślina, jeden gatunek owada. A co to za roślina? Nawłoć pospolita. Zazwyczaj słyszymy o nawłoci kanadyjskiej, gatunku inwazyjnym. I mamy kolejny wątek do refleksji i poszukiwań co to wszystko znaczy. I nie byłoby tej opowieści, gdybym zdjęcia wcześniej nie umieścił na Facebooku. Bo tam botanik szybko rozpoznał nazwę rośliny a inny entomolog szybko zidentyfikował owada. Wspominałem już, że relacje i dyskusja są bardzo ważne w uczeniu się i poznawaniu świata? Warto przypomnieć, bo to ważne.








