9.09.2019

Historie ukryte w butelkach i słoikach - uratuj kwietną łąkę

Problematyka kwietnej łąki w mieście pojawi się w czasie 17. Olsztyńskich Dni Nauki i Sztuki w postaci wystawy oraz gry terenowej w Bibliotece Uniwersyteckiej, w dniach 25-27 września 2019 r.

Wystawa moich malowanych butelek i słoików, z motywami lokalnej bioróżnorodności, będzie ilustracja do gry terenowej z przygodami.  Uczestnicy gry znajdują butelkę rozbitka z ukrytą wiadomością. Tak zaczyna się niezwykła przygoda i opowieść o przyrodzie na miejskiej łące kwietnej. Podejmij wyzwanie i uratuj tajemnicze istoty z łąki. Trzeba odszukać w Bibliotece Uniwersyteckiej ukrytych, malowanych słoików, butelek i innych recyklingowych przedmiotów z podpowiedziami, ukrytymi opowieściami (przyda się telefon lub tablet z czytnikiem kodów QR). Po drodze czekają fałszywe podpowiedzi i złe licha, mylące drogę. Nie daj się zwieść fake newsem!

Siedmiu Strażników Tajemnicy w Ośmiu Miejscach udzieli podpowiedzi i pomoże rozwiązać zagadkę.

Uczestnicy gry będą także mogli pisać wspólną historię (dopisać swoje pomysły do wspólnie tworzonej opowieści o wiedzy i o przyrodzie).

Na wytrwałych poszukiwaczy wiedzy między bibliotecznymi regałami, czeka nagroda.

Tematyka wystawy i gry dotyczy przyrody, wyszukiwania informacji w bibliotece oraz ekologicznego stylu życia (m.in. zero waste).

Miejsce: Biblioteka Uniwersytecka, ul. Oczapowskiego 12B, Oddział Zbiorów Specjalnych

Termin: 25, 26 i 27 września 2019, w godzinach od 8.00 do 18.00.

Program i zapisy: https://dninauki.uwm.edu.pl/


Odszukaj akt własności i uratuj Kwietną Łąkę 
Jestem sześcionogim mieszkańcem Biblioteki Uniwersyteckiej. Mam wielu przyjaciół na pobliskiej Kwietnej Łące. Ukrywam się między książkami i regałami by mnie nie zjadł zaleszczotek. Gdzieś tu jest i czyha na mnie. Więc muszę się ukrywać. Znasz zaleszczotka? Wiesz jak wygląda? Z resztą nieważne.

Ale do rzeczy bo czasu jest mało. Ktoś nierozsądny wyrzucił pustą butelkę nie do kosza tylko w trawę. Mój przyjaciel z łąki, przechodził obok i zwabił go zapach resztek soku z butelki. Wszedł i teraz nie może wyjść. A jest bardzo potrzebny. Do takiej butelki (czy puszki aluminiowej) to łatwo jeść, ale potem nie można się wydostać. To śmiercionośna pułapka dla małych bezkręgowców żyjących na łące. A sprawa jest pilna i szybko trzeba działać. Bo Złe Licho w oszukańczy sposób chce sprzedać naszą łąkę Pazernemu Deweloperowi, który wybuduje na naszej łące betonowy parking. Wszyscy zginiemy. I rośliny, i grzyby, i małe zwierzęta. Musimy odszukać akt własności naszej łąki i przedstawić zarówno Deweloperowi jak i władzom. W ten sposób wykażemy oszustwo Złego Licha i uratujemy naszą Łąkę Kwietną, lokalne miejsce różnorodności biologicznej. Akt własności ma mój przyjaciel uwięziony w butelce. Nie zdradzę jego imienia by Złe Licho wcześniej tam nie dotarło i nie ukradło tego ważnego dokumentu. Spiesz się.

Żeby odszukać mojego uwięzionego przyjaciela trzeba znać sekretne miejsca i tajne szyfry. Na łące jest wielu mieszkańców. Spośród wielu pomogą ci: pszczolinka trójbarwa, trzmiel parkowy, kowal bezskrzydły, ścierwica mięsówka, czernidlak kołpakowaty, trybula leśna i cykoria podróżnik. No i ja, psotnik – wesz książkowa.

Pomóż nam ocalić Kwietną Łąkę, kierując się tajnymi wskazówkami odszukaj miejsca z podpowiedziami i wskazówkami i odszukaj Akt Własności. Kilku mieszkańców naszej łąki wie co nieco, ale nikt nie wie wszystkiego. Musisz dotrzeć do wszystkich. Złe Licho poumieszczało różne fałszywe wiadomości bo chce przeszkodzić. Nie daj się zwieść.

Ruszaj, bo czasu mało. Pomogą Ci strażnicy Tajemnicy. Odszukaj ich i poproś o pomoc i wskazówki. Gdy odpowiesz na pytanie, to otrzymasz od Nich pieczątkę. Wskazówki zakodowane są pod postacią QR Kodów. Potrzebny będzie telefon z czytnikiem Kodów QR (bezpłatna aplikacja, którą musisz zainstalować) oraz z dostępem do Internetu.

Tajnymi znakami są malowane butelki, słoiki, czajniczek, pudełka itd., poukrywane w bibliotece.  Pytaj Strażników Tajemnicy. Oni są wtajemniczeni i z chęcią udzielą porady. Odszukaj odpowiednio oznakowane kartki z QR Kodami, przeczytaj opowieść, odpowiedz na pytanie, zdobądź pieczątkę u Strażnika Tajemnicy, dopisz swoją historię w Wielkiej Księdze Przygody.


Więcej na Facebooku: https://www.facebook.com/events/547374696067702/

A także na Padlecie: https://padlet.com/stanislaw_czachorowski/1546kff7toie


8.09.2019

Simona Kossak - O ziołach i zwierzętach

Przeczytałem z przyjemnością. Rzetelna i pełna wiedza.
Bardzo fajna książka do czytania w wolnych chwilach. Duża porcja wiedzy o roślinach i zwierzętach z dodatkiem etnografii i wyrafinowanego dowcipu. Polecam.

Nie jest to spójna i całościowa opowieść. To zbiór krótkich i samodzielnych opisów, opowieści o roślinach i zwierzętach, ułożonych alfabetycznie. A więc typowo dla słowników czy encyklopedii. Można czytać wyrywkowo, z doskoku, sporadycznie. Ja akurat przeczytałem jednym ciągiem, od deski do deski. Rozdziały-opowieści są krótkie. W sam raz do czytania w przerwach zabieganego życia. Nie stracimy wątku fabuły bo każdy rozdzialik jest samodzielną opowieścią, bogato ilustrowaną.

Simona Kossak pisze o gatunkach spotykanych w Puszczy Białowieskiej, ale są one w zasadzie pospolite. Większość ma szerokie zasięgi występowania i można je obserwować, spotkać wszędzie, nawet w miastach. A zatem jest to zachęta to obserwowania przyrody wokół nas. I dostrzegania niezwykłości w pozornie zwykłych i pospolitych gatunkach. Jest to także zachęta do szukania informacji i ciekawych opowieści w starych zielnikach i książkach, dotyczących ziołolecznictwa.

Nawet gatunki, które wydawały mi się znane, bo sam o nich pisałem (a więc zbierałem i poszukiwałem informacji), okazały się kryć jeszcze sporo tajemnic i zakasujących spostrzeżeń oraz wyszperanych informacji. Na przykład jak ta o kwiecie paproci.

Kiedyś przeglądałem w księgarni i nie wydała mi się zbyt interesującą. Ale gdy poleciła mi doktorantka i wręczyła do ręki, to zacząłem czytać. I okazało się, że powierzchowna moja księgarniana ocena było błędna. Czytanie pozwoliło dłużej zatrzymać się nad treścią i rozsmakować się w opisach etnograficznych i zielarskich oraz w subtelnym dowcipie. Wniosek z tego taki, że jest wiele rzeczy na tym świecie (w tym książki), które wymagają czasu i spokojnego, niepośpiesznego i niepowierzchownego zapoznania się. Tak jak z podziwianiem przyrody z okien samochodu (czy pociągu), gdy obrazy śmigają przed oczami. I w zasadzie niczego nie widać dobrze. Zupełnie inaczej ta sama przyroda wygląda, gdy idziemy lub nawet przystaniemy i obserwujemy jedną rzecz. Niby nuda, niby nic się nie dzieje. Ale po jakimś czasie dostrzegamy wiele niezwykłości. Piękno i wartość wymaga czasu. I uważności.

Coś dla przyrodnika jak i humanisty. Simona Kossak - O ziołach i zwierzętach, Marginesy Warszawa  2017, 411 stron.

7.09.2019

Szukanie wspólnego języka czyli odpowiedzi na pytania uczniów 137 L.O. w Warszawie, cz. 4.

W czasie wykładu dla uczniów ze 137 L.O. z Oddziałami Dwujęzycznymi im. Roberta Schumana w Warszawie, obiecałem odpowiedzieć na wszystkie pytania, które uczniowie prześlą za pomocą programu Mentimeter. Słowo się rzekło, kobyłka u płota. Ponieważ pytań było wiele to odpowiadam w odcinkach (na wszystkie odpowiem lub się ustosunkuję, cierpliwości). Wspomniałem także o eksperymencie z udziałem uczniów, polegającym na sprawdzeniu nowych sposobów komunikacji. Dlatego pojawiają się dygresje, dotyczące tegoż eksperymentu (refleksje nie tylko dla mnie ważne na przyszłość).

Pojawiło się m.in. kilka pytań i komentarzy, dotyczących gier komputerowych i chyba jakichś klipów wideo. Dlaczego pojawiły się takie pytania? Przypuszczam że z dwóch powodów. Po pierwsze jest to jakiś sposób nawiązywania kontaktu, po drugie efekt wymienienia na początku wykładu sztucznej inteligencji i przenikania do kultury.

Czy gram w Fortnite? Nie, nie wiem nawet co to za gra. Swego czasu grywałem w różne gry komputerowe ale najwyraźniej nie jestem na czasie i nie znam tych gier. Niżej kilka pytań i komentarzy, które odnoszą się chyba do gier lub jakichś wideoklipów, albo dotyczących gier, albo filmów albo tylko muzyki. Niezrozumiały dla mnie świat... A przecież warto szukać porozumienia.

Niby zdania, które coś przekazują. Ale jak szukałem w sieci to chyba odnoszą się do gier, postaci z gier, filmów lub wideoklipów. Dlaczego pisane są po angielsku? A w jednym przypadku zapisane zupełnie tajemniczym językiem? Może to jakiś inny, współczesny język albo język sztuczny, funkcjonujący w literaturze fantazy (wliczając w to gry). Krótkie słowa szyfry, być może jakieś kulturowe idiomy, pozwalające na odróżnienie "swojego od obcego". Ten świat jest dla mnie zupełnie obcy. A przez to bardzo ciekawy, warty odkrywania. Tych krótkich komunikatów nie jestem w stanie poprawnie odebrać, zinterpretować. Potrzebna byłaby rozmowa. Tak, kontakty internetowe, zwłaszcza te krótkie i zdawkowe, nie są wystarczające. Najlepszym kontaktem jest bezpośrednie spotkanie i rozmowa, wraz z sygnałami języka ciała. Niemniej wybrane wyżej komentarze są sygnałem, że uczniowie chcieli kontaktu i w różny sposób sygnalizowali swoją aktywność i otwartość. Pierwszy krok.

Chciałbym zwrócić uwagę na ostatni przykład "Ktoś gra tu w soulworkera albo osu?". Wyraźnie nie jest adresowany do mnie tylko do uczniów na sali. Próba rozszerzenia dyskusji i wykorzystania okazji do nawiązania relacji z innymi rówieśnikami. Na wykładzie obecni byli w większości  uczniowie pierwszych klas, rozpoczynających naukę, jeszcze się nie znali. Zatem to bardzo zrozumiałe, że próbują się poznać, nawet i w taki sposób.

Powyższe pytanie jest z jednej strony nawiązywaniem kontaktu ale wynikać może także z treści wykładu. Mówiłem o przyczynach i skutkach globalnego ocieplenia. Zatem takie pytanie jest jak najbardziej uzasadnione. Nie, nie jestem wegetarianinem ale od jakiegoś czasu staram się bardzo ograniczać spożycie mięsa. Jedną z przyczyn jest własnie dbałość o środowisko. Produkcja mięsa wiąże się z dużym wykorzystaniem wody oraz powierzchni rolnych. Ograniczenie spożycia mięsa, zwłaszcza wołowiny, to sposób na zmniejszenie wylesiania lasów tropikalnych, w tym w Ameryce Południowej. Młodzie najwyraźniej o tym wie. Stąd to pytanie. Drugim powodem mojego ograniczania pokarmów mięsnych jest troska o zdrowie. Nie jestem wegetarianinem ale ograniczam ilość dań mięsnych z powodów osobistych i środowiskowych.
Taki komentarz  (kocham cię) mógłby wydać się zaskakujący. Być może jest to sposób młodzieńczego zaczepiania, rodzaj towarzyskiego, dowcipnego nawiązywania kontaktu (pamiętam swoje, licealne wygłupy jak próbowaliśmy zawstydzić podobnymi wyznaniami młoda nauczycielkę). Ale bardziej prawdopodobne, że ten komunikat nie był do mnie. Już wyżej wspominałem o pytaniu na temat gry, skierowanym do uczniów, za pośrednictwem tej, internetowo-smartfonowej przestrzeni. Bardzo możliwie, że właśnie jakiś uczeń wyznawał lub tylko kokietował inną uczennicę. Dlaczego wskazuję na płeć męską? Bo chłopcy różnymi takimi wygłupami i szaleństwami chcą zaimponować i zwrócić na siebie uwagę. A tu było bezpiecznie, anonimowo.  Za moich czasów przesyłaliśmy sobie tajemnicze liściki na papierowych karteczkach. Albo wypisywaliśmy długopisem na ławce czy gdzieś na ścianie (również anonimowo).

I na koniec kilka innych pytań, komentarzy o charakterze pozdrowienia, zaczepki czy ogólnie odwzajemnionej chęci nawiązania-podtrzymania kontaktu. Zwykła kropka, jako znak zaakceptowanej interakcji, o którą prosiłem. Czy odpowiedź, że nie chcą o nic zapytać. Kilka kolejnych przykładów, że nawet na dużej sali, z dużą liczbą osób i brakiem czasu na kameralne i bezpośrednie kontakty, możliwy jest przekaz informacji i interakcje.



Zostało jeszcze kilka wartościowych i ciekawych pytań, odpowiem na nie w kolejnych wpisach. Nie wiem tylko czy uczniowie, którzy je zadali, zaglądają tutaj i je przeczytają. W każdym razie ja wywiązuje się z danego słowa.

Czytaj także:
c.d.n.

6.09.2019

Co my możemy zrobić aby zapobiec katastrofie czyli odpowiedzi na pytania uczniów 137 L.O. w Warszawie, cz. 3.



W czasie wykładu dla uczniów w warszawskim liceum, słuchacze mieli możliwość zadawania pytać z wykorzystaniem programu Mentimeter i swoich telefonów komórkowych (czytaj część pierwszą i drugą). Pośród wielu różnych pytań cztery dotyczyły naszych indywidualnych działań. Pytania te świadczą o dojrzałości licealistów, ich odpowiedzialności i chęci działania. Najwyraźniej przynajmniej część nie chce tylko narzekać czy też uciekać dziecinny denializm (zaprzeczanie faktom i udawanie, że problemu nie ma).

Możliwe są dwa rodzaje działań: 1. wpływanie na rządzących w kraju i za granicą, 2. zmiana własnego stylu życia na co dzień. Działanie te nie wykluczają się.

1. Jako obywatele mamy prawo oczekiwać, że w naszym imieniu politycy każdego szczebla lokalnego, regionalnego, krajowego i międzynarodowego będą podejmowali działania, zmierzające do zmian legislacyjnych, ułatwiających zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych oraz zmniejszających negatywne skutki globalnego ocieplenia. Muszą znać nasze zdanie z dwóch powodów. Może nie wiedzą, nie zdają sobie sprawy ze skali zagrożenia. Po drugie muszą znać wolę swoich wyborców. Wiedzieć, że jest to dla nas ważna sprawa i że jest nas dużo (jeśli nie z rozsądku to przynajmniej niech działają ze strachu przed utratą mandatu). Dlatego każde publiczne wyrażanie swojego zdania jest przydatne i ma sen. Nacisk na polityków powinien być duży i powszechny. Są naszymi reprezentantami. Niebawem wybory parlamentarne w Polsce. Już chociażby w taki sposób można decydować kto ma nas reprezentować. Oraz jakimi ważnymi sprawami ma się zająć. Wszelkie akcje młodzieżowe typu "Strajk dla Ziemie" mają sens i odnoszą skutek (najbliższa okazja już pod koniec września). Pisanie petycji, artykułowanie swojego zdania, udział w dyskusjach jest przydatny. Nas głos musi być słyszalny. Zatem działanie w sferze społecznej i politycznej. Przecież nasi europosłowie mogą mądrze lobbować także na polu międzynarodowym. A od rządu i prezydenta możemy wymagać podejmowania adekwatnych działań na polu międzynarodowym.

2. Druga, równoległą możliwością jest własny styl życia. Zmienianie świata na lepsze najlepiej zaczynać od siebie samego. Że aktywność jednej osoby to kropla w oceanie? Ale efekty - choć niewielkie - są widoczne od zaraz. Nie trzeba czekać aż wszyscy się zmienią i zaczną coś robić. Można zacząć od siebie i przekonywać własnym przykładem. Kilkunastoletnia Greta Thunberg zrobiła tak niewiele, a przecież jak dużo osiągnęła.

Co na co dzień robić? Jak żyć? Zastanowić się jak moja konsumpcja i styl życia wpływa na emisję dwutlenku węgla i wykorzystanie zasobów Ziemi. Chodzić do szkoły pieszo, na rowerze lub środkami komunikacji publicznej zamiast być przywożonym samochodem. Kupować produkty lokalne zamiast te, przywożone z daleka. Pić wodę z kranu a nie z butelek plastikowych (poza opakowaniem muszą być przywiezione z daleka). Ograniczyć spożycie mięsa itd. Duża część produkcji rolnej z terenów puszczy tropikalnej przeznaczana jest na eksport, między innymi do Europy, do nas jako konsumentów. Trzeba więc myśleć i analizować jaki ślad ekologiczny się zostawia. Można sięgnąć także do analiz LCA (analiza skutków dla środowiska od momentu wydobycia surowców, wytworzenia produktu, jego użytkowania aż do utylizacji, czyli w przenośni od kołyski aż do śmierci danego produktu).

Można także włączyć się do sekwestracji (biosekwestracji) węgla czyli wychwytywania i magazynowania (przynajmniej czasowe) dwutlenku węgla z powietrza. Biosekwestracja to proces wychwytywania i magazynowania CO2, przy udziale procesów biologicznych. Zatem można chronić przed wycinką i sadzić drzewa wszędzie tam, gdzie to jest możliwe. Nawet w najbliższym otoczeniu. Ponadto można zakładać łąki kwietne i zwiększać zawartość próchnicy w glebie. Nawet na miejskich trawnikach. Lub też zakładać zielone grządki na dachu domu (to oczywiście trudniejsze technicznie i samodzielnie kłopotliwsze do zrealizowania). I w końcu ograniczać spalanie biomasy, np drewnianych mebli. Im dłużej węgiel związany jest w celulozie, tym lepiej.

Nie wszystko trzeba od razu zmienić. Ale każdego dnia zrobić choć mały krok. Ja również zmieniam swój styl życia. Czasem wymaga on zmiany nawyków. Ważna jest motywacja, by nie rezygnować nawet przy nieustającej krytyce malkontentów.

Czy uda się w ten sposób uratować ludzkość przed katastrofą, wynikająca ze zmian klimatu? Nie wiem bo nie znam przyszłości. Ale ja osobiście chcę zrobić wszystko, co potrafię i co jestem w stanie. Będę miał czyste i spokojne sumienie, że zrobiłem to, co było właściwe i przyzwoite. Że zrobiłem wszystko aby Ziemię zostawić przyszłemu pokoleniu w dobrym stanie i by nie przekreślać ich przyszłości. Tak, negatywne skutki globalnego przegrzania już się uwidaczniają. Katastrofa na skalę światową może przyjść w ciągu najbliższych 20-30 lat. Nawet moje pokolenie tego doświadczy, nie mówiąc o Was, młodych.

Nie trzeba oglądać się na innych, czekać. Można od zaraz. Czasem trzepot skrzydeł motyla wywołuje burzę w tropikach. Trudniej przekonać do zmian i właściwych działań ludzi z Brazylii, jeśli sami nic lub niewiele zrobimy...

Czytaj także:
c.d.n.

5.09.2019

Cejrowski i pożary w Puszczy Amazońskiej czyli w odpowiedzi uczniom ze 137 L.O. w Warszawie, cz. 2.




(Zrzut ekranu z programu Mentimeter, pierwsza część pytań uczniów, uczestniczących w wykładzie.)
Przypomnę, że zasadniczym celem przeprowadzonego eksperymentu komunikacyjno-pedagogicznego było sprawdzenie czy i jak można wykorzystać nowoczesne technologie do poszerzenia dyskusji ze słuchaczami na wykładzie, w tym przypadku licealistami. W części poprzedniej wspomniałem o chmurze słów i programie Mentimeter: Klimatyczna chmura słów czyli w odpowiedzi uczniom ze 137 L.O. w Warszawie, cz. 1. Następnie w czasie wykładu przełączyłem slajd i uczniowie mogli zadawać pytania (anonimowo) za pośrednictwem telefonów komórkowych. Wspomniałem, że pytania mogą umieszczać przez cały wykład. Jakkolwiek na ekranie nie było widać pojawiających się pytań, to program działał i mogli swoje pytania czy komentarze przesyłać cały czas. Na koniec wykładu na chwilę przełączyłem widok na okno programu i wyświetliłem by wszyscy mogli zobaczyć (pytań zapewne nie widzieli bo zbyt małymi literami były zapisane, ale widzieli, że nadesłali sporo komentarzy i pytań). Obiecałem uczniom, że ze wszystkimi się zapoznam i na niniejszym blogu udzielę odpowiedzi. Co niniejszym czynie.

O ile w chmurze słów aktywnie włączyło się 155 osób, to w zadaniu z zadawaniem pytań aktywnych było 75 osób. Musiałbym sprawdzić w ustawieniach programu, bo teraz nie wiem czy swoje pytania i opinie nadesłało 75 uczniów (każdy tylko jedno), czy program zliczył głosy (ale chyba to pierwsze). Tak jak i poprzednio niektóre pytania czy komentarze były swoistym testowaniem czy to działa. Wszystkie są ciekawym materiałem do analizy. Są więc dla mnie wartościową informacją zwrotną.

Dlaczego o połowę mniejsza aktywność niż przy chmurze słów? Może trudniej jest zadać pytanie niż zapisać kojarzące się z tematem słowo? Żeby zadać sensowne pytanie to trzeba mieć już jakąś wiedzę i umieć formułować myśli. A może po prostu słuchali wykładu i nie mieli czasu na skupienie się przy zadawaniu pytań? Niemniej liczba nadesłanych pytań jest spora. Nawet informacje, że ktoś się nudzi w danym momencie (pytanie typu "kiedy koniec"). W jakimś sensie są to informacje zwrotne, swoisty język ciała, który na dużej sali nie jest widoczny w tradycyjnych kanałach komunikacji. Alternatywą byłoby zebranie pytań i komentarzy na karteczkach. Ale to znacznie większe logistyczne zamieszanie, bo trzeba rozdać kartki a potem zebrać (wykład na inauguracji roku szkolnego a więc uczniowie nie mieli ze sobą najpewniej długopisów. Ale telefony mieli, przynajmniej w większości). Chcę przez to powiedzieć (napisać), że komunikacja i interakcje z wykorzystaniem telefonów i mobilnego internetu są przydatne i pogłębiają kontakt ze słuchaczami. Owszem, lepiej taka funkcja z pytaniami sprawdza się, gdy są na bieżąco wyświetlane na ekranie i gdy od razu na nie udziela się odpowiedzi. Na wykładzie inauguracyjnym, który powinien być krótki, nie miałem możliwości wybrania takiej opcji. Ale zebranie pytań nie zabrało czasu i jest dla mnie wartościową informacją zwrotną. Oraz umożliwia dyskusje w internecie, w tym przypadku na blogu.

Na kilka nadesłanych pytań będę chciał odpowiedzieć (a inne skomentować).

Pytanie jest bardzo trudne, jeśli je potraktować dosłownie. Ale wydaje mi się, że rozumiem o co pytającemu chodziło. W bezpośredniej rozmowie możliwa jest szybka wymiana zdań i doprecyzowanie. Dyskusja za pośrednictwem internetu jest trudniejsza. Byłoby mi bardzo trudno odpowiedzieć dlaczego pan Cejrowski tak uważa, bo wymagałoby "zajrzenia do mózgu" i prób zrozumienia źródeł takich a nie innych poglądów. Dla socjologów, kulturoznawców czy neurobiologów jest to chyba zadanie możliwe do wykonania. Łatwiej mi będzie odpowiedzieć na pytanie dlaczego Wojciech Cejrowski wygłasza takie opinie. Niby zdanie takie samo ale drobna zmiana znaczy wiele, bo powoduje, że jest łatwiejsze do falsyfikacji (weryfikacji). Cały czas, w nawiązaniu do treści wykładu, będę czynił dygresje, odnoszące się do metodologii nauki.

Moim zdaniem możliwe są trzy odpowiedzi/przyczyny (zapewne można wykreować więcej hipotez):
  1. Broni tezy, że globalne ocieplenie jest fałszem a płonąca puszcza kłóci się z tezą o braku globalnego ocieplenia.
  2. Pan Cejrowski ma błędne wyobrażenie o współczesnej puszczy amazońskiej i lasach w Ameryce Południowej.
  3. Pan Cejrowski jest showmanem a nie ekspertem. Wygłasza zdania kontrowersyjne bo ważne jest to dla efektu scenicznego i przyciągnięcia uwagi, ważne to jest dla jego sposobu zarabiania na życie.
Przeanalizujmy po kolei te alternatywne hipotezy.

1. Broni tezy, że globalne ocieplenie jest fałszem a płonąca puszcza kłóci się z tezą o braku globalnego ocieplenia.

Pan Wojciech Cejrowski rzeczywiście publicznie wypowiedział się, że lasy amazońskie ze swojej natury są niepalne i nie jest możliwe, żeby same z siebie płonęły.  Podkreślał, że trzeba je byłoby podpalić i to dużą ilością ropy itd. Jednym słowem jasno stwierdza, że wątpi w pożary lasów Południowej Ameryki "W sprawie pożarów w Amazonii nie wiem, co powiedzieć. Musiałbym pojechać na miejsce, zobaczyć i dopiero wtedy ocenić i uwierzyć". Ten sprzeciw wobec faktów wynikałby z obrony poglądu, że nie ma żadnego globalnego ocieplenia, że to wymysł jakiś mitycznych lewaków lub spisek ekologów i cały ten problem globalnego ocieplenia jest kłamstwem. Takich poglądów nie brakuje (tak jak i zwolenników teorii płaskiej Ziemi). W psychologii mówi się o strategii żołnierza - bronić ojczyzny (w tym przypadku poglądu, opinii itd.) do ostatniej kropli krwi i nie oglądając się na fakty przeczące tym poglądom. Niezwerbalizowany, domyślny wniosek z takiej wypowiedzi jest taki, że nie ma żadnych pożarów lasów w Amazonii, że jest to kłamstwo i jakaś manipulacja, a zdjęcia/informacje są fałszywe. Trzeba odrzucić fakty lub domniemane fakty by utrzymać spójność własnej teorii, poglądu (w tym przypadku denializmu czyli zaprzeczania antropogenicznym przyczynom globalnego ocieplenia).

Taką tezę Cejrowskiego bardzo łatwo można zweryfikować (choć wymaga to odrobiny wysiłku i poświęcenia czasu). Zdjęcia można zmanipulować (na co dzień stykamy się z różnymi fake newsami). To prawda. Ale jeśli pożary występują na taką skalę (większą niż w roku poprzednim) to muszą być ślady (trudno o zbrodnię/fałszerstwo doskonałe). Najlepiej więc poszukać informacji i zdjęć w różnych źródłach. Tak duże pożary widoczne są z samolotu i z kosmosu. Zatem poszukać dodatkowych źródeł ze zdjęciami i sprawdzić, czy lasy się rzeczywiście palą... mimo że są "niepalne". Można poszukać także opinii ekspertów, którzy wskazują między inny na to, że pożary wynikają z celowych podpaleń na wykarczowanych miejscach. Ponadto można szukać dowodów pośrednich. Jeśli w ostatnich latach zmniejsza się powierzchnia lasów w Amazonii, to musi być tego jakaś przyczyna. Gdyby się udało wykazać, że powierzchnia tych lasów się nie zmniejsza, to można byłoby wątpić także i w pożary (jako skutek wypalania i zamianę na pola uprawne).

Proste manipulacje zdjęć można samemu zauważyć. Na przykład doklejenie osoby gdzieś w plenerze. Na przykład brakuje cienia, mimo że inne przedmioty i osoby taki cień mają. Możemy się domyślać późniejszego wstawienia tej osoby. Albo można uznać, że to jest wampir a przecież wiadomo, że wampiry cienia nie rzucają. Ten żartobliwy przykład wskazuje jak czasem mnożymy byty ponad potrzebę by wyjaśnić jakieś zjawisko (obronić swoją tezę - w tym przypadku prawdziwość/autentyczność zdjęcia). Metodologia nauki już dawno, jeszcze chyba w średniowieczu albo już w renesansie, stworzyła tak zwaną brzytwę Ockhama - nie mnożyć bytów ponad potrzebę...

I jeszcze jedna anegdota a propos. Kiedyś fizycy zmierzyli powierzchnię skrzydeł trzmiela, jego wagę, wielkość itd. i wyszło im ze wzorów, że trzmiel nie może latać, bo nie uniesie się w powietrze przy takich parametrach. Trzmiele o tym nie wiedziały i fruwały w najlepsze. Co zrobili fizycy, gdy ich model-teoria sprzeczny był z faktami? Zmodyfikowali swój model, wprowadzili dodatkowe elementy. I nie chodziło o jakieś nieweryfikowalne siły mistyczne. W naukach przyrodniczych eksperyment i weryfikacja przez doświadczenie jest niezwykle ważne.

2. Pan Cejrowski ma błędne wyobrażenie o współczesnej Puszczy Amazońskiej i lasach w Ameryce Południowej. Jest showmanem a nie ekspertem od klimatu czy lasów i przyrody. Jest podróżnikiem gawędziarzem, mocno zaangażowanym w lansowanie specyficznego poglądu na świat, wielokrotnie plótł już bzdury. Ale jego publiczności to się podoba. Twierdzi, że lasy są niepalne... ale jego opinia nie jest opinią eksperta w tej dziedzinie. Ekolodzy wskazują na fakt, że współczesna Amazonia jest inna od tej z XVIII i XIX wieku, jest mocno wylesiona, poprzecinana drogami, wiele jest pól uprawnych. Rozmija się to z naszymi, książkowymi, dawnymi wyobrażeniami czy wręcz mitami. Tę hipotezę także można zweryfikować. Trzeba tylko bliżej zapoznać się z wypowiedziami pana Cejrowskiego o Amazonii (przejrzeć książki, programy, wpisy internetowe) i porównać z wiarygodnymi materiałami naukowymi współczesnych przyrodników i badaczy Amazonii. Żmudna i czasochłonna praca, ale możliwa do wykonania. Można wykazać czy są jakieś rozbieżności w opisie i modelu Amazonii i w ten sposób sfalsyfikować hipotezę.

3. Pan Cejrowski jest showmanem a nie ekspertem. Wygłasza zdania kontrowersyjne bo ważne jest to dla efektu scenicznego i przyciągnięcia uwagi, ważne to jest dla jego sposobu zarabiania na życie. Tak jak kabareciarz wygłasza różne śmieszne zdania, odgrywa scenki na estradzie by zabawić publiczność. Czy cyrkowy klaun, odgrywający głupka-nieudacznika. Nie jest takim, tylko odgrywa by rozbawić publiczność. Zatem możliwe, że pan Cejrowski wcale nie uważa, że lasy amazońskie są niepalne - mówi tak, bo takich wypowiedzi oczekuje jego publiczność. Bo z tego żyje i na głoszeniu takich poglądów zarabia na życie. Tę hipotezę trudno jest zweryfikować. Trzeba byłoby dotrzeć do jego prywatnych, pozascenicznych wypowiedzi i porównać z tymi wygłaszanymi publicznie. Zadanie dla służb specjalnych lub profesjonalnych detektywów.

Nie wiem czy udało mi się zaspokoić ciekawość ucznia/uczennicy, który zadał to pytanie. Jeśli wywiąże się dyskusja, to możliwe będzie uzupełnienie.

W kolejnej części odpowiem na pytanie:

Z całą pewnością ciekawsza jest dyskusja na żywo,w bezpośrednim spotkaniu. Niemniej jednak technologie cyfrowe i internetowe umożliwiają poszerzenie możliwości komunikacji.  Warto więc z nimi się zapoznawać, eksperymentować, analizować by wypracować efektywne sposoby komunikacji we współczesnym świecie nadmiaru bodźców, nadmiaru kontaktów i przenikania sztucznej inteligencji do kultury. Ciągły proces wspólnego uczenia się w szkole i na uniwersytecie. Zapraszam do aktywnego udziału.

c.d.n.

4.09.2019

Tajemnicza wyspa na wyschniętym jeziorze - Olsztyńskie Dni Nauki i Sztuki 2019

Na zbliżające się 17 Olsztyńskie Dni Nauki i Sztuki przygotowałem m.in. wycieczkę  pt. "Tajemnicza wyspa na wyschniętym jeziorze" (Dział: Odkryj przyrodę).

Chcesz wiedzieć jak zmieniała się cywilizacja i przyroda w ostatnich tysiącleciach na przykładzie doliny rzeki Łyny oraz jaki wpływ miał i ma klimat na środowisko, przyrodę i człowieka? Zapraszam na nietypową wycieczkę z przygodami.

Wycieczka, z elementami gry terenowej i tajemniczą niespodzianką, przez wyschnięte jezioro Płociduga Duża vis-a-vis Kortowa, z opowieścią przyrodniczą, etnograficzną i historyczną, z nawiązaniem do kultury słowa, kultury pisma i współcześnie powstającej kultury bezpośredniego transferu przeżyć (komunikacja cyfrowa). Jakie rośliny, grzyby i zwierzęta można spotkać w mieście w dolinie rzeki Łyny? Co żyje w Łynie? Jakie legendy z nimi się wiążą? Na wycieczkę zabierz smartfon z dostępem do internetu. Będzie okazja zobaczyć, posmakować, posłuchać i samemu doświadczyć.

W trakcie wycieczki szukać będziemy tajemniczych znaków i ukrytych opowieści o przyrodzie Warmii i Mazur. Opowieść słowem mówionym, tekstem zapisanym i rzeczywistością wirtualną - czyli będzie to przyrodnicza podróż przez trzy różne cywilizacje i ich postrzeganie przyrody wokół człowieka. Obowiązuje strój terenowy, dostosowany do pogody. Mozliwe, że będziemy tropić po śladach gołym okiem niewidocznych.

Chodzą słuchy, że na terenie dawnego jeziora straszy duch dawnych mieszkańców z okresu brązu. Jak wygląda i czy porywa spacerowiczów tego jeszcze nie wiadomo. W każdym razie przygotuj się na niespodziankę i przygodę.

Terniny, 27 września 2019 r., w godzinach:
  • 09:00 - 11:00 
  • 12:00 - 14:00 
Program Olsztyńskich Dni Nauki i Sztuki oraz zapisy: https://dninauki.uwm.edu.pl/

Po dokonaniu rezerwacji proszę o kontakt (stanislaw.czachorowski@uwm.edu.pl) w celu uzgodnienia miejsca zbiórki i kilku spraw organizacyjnych.


3.09.2019

Klimatyczna chmura słów czyli w odpowiedzi uczniom ze 137 L.O. w Warszawie, cz. 1.

(Chmura słów - interakcja z uczniami w czasie wykładu w dniu 2 września 2019 r.)
Na wykładzie inauguracyjnym wspomniałem licealistom z Warszawy o udziale w eksperymencie. Najwyższa pora dokładniej wyjaśnić o jaki eksperyment z ich udziałem chodzi. Chciałem sprawdzić czy i jak można wykorzystać nowe formy komunikacji w szkole (i na uczelni też). Jest to jedna z kilku zaplanowanych, różnych, kolejnych prób (czytaj więcej: W odpowiedzi na pytania uczniów z Pasłęka, Mówiący poster na konferencji naukowej, Tworzenie przestrzeni edukacyjnej i kamienie, które opowiadają historie - czyli rzecz o slow science i nowych przestrzeniach komunikacji). Dlaczego taki eksperyment? Nowa sytuacja w społeczeństwie cyfrowym i z przenikaniem sztucznej inteligencji do kultury, wymaga poszukiwania nowych i adekwatnych kanałów komunikacji. Trzeba się nam wszystkim odnaleźć w nowej rzeczywistości. A uczniowie mogą być współuczestnikami takiego eksperymentu. Codzienność ze smartfonami w ręku stwarza zupełnie nowe problemy. Walczyć i zakazywać używania telefonów czy nauczyć się sensownie je wykorzystywać? Piszę "nauczyć się" a nie "nauczyć", bo wszyscy jesteśmy w nowej sytuacji. Nauczyć się muszą zarówno nauczyciele jak i uczniowie/studenci.  Próbuję odkrywać potencjał jak i słabe, szkodliwe strony, by mądrze wykorzystywać. Jednym z elementów metodologii naukowej jest dzielenie się obserwacjami i dyskusja. I to niniejszym czynię (czytaj też Smarfonowy język ciała). I na koniec wstępu polecę jeszcze książkę Christiana Keysersa pt. Empatia - jak odkrycie neuronów lustrzanych zmienia nasze rozumienie ludzkiej natury, wydaną w Krakowie w 2017 r.).

Język ciała w komunikacji jest najstarszym sposobem ale jeszcze w jakimś stopniu wykorzystywanym. Potem  było słowo mówione i kultura oralna. Dalej ten kanał wykorzystujemy choć w mniejszym stopniu niż kiedyś. Potem pojawiło się w ludzkim społeczeństwie słowo pisane. To zaledwie kilkanaście wieków funkcjonowania w kulturze. Dzięki wynalezieniu druku oraz upowszechnieniu się umiejętności pisania i czytania, pismo (i związany z nim styl myślenia) funkcjonuje w naszej kulturze w znacznie szerszej skali (zaledwie kilka wieków). Potem było radio, telewizja, telefon. Dawne lekcje i wykłady wygłaszane ustnie, z wykorzystaniem kredy i tablicy (pismo), w ostatnich dziesięcioleciach w części zastąpione (wzbogacone) zostało prezentacjami multimedialnymi. A teraz, wraz z upowszechnieniem się mobilnego internetu, rodzi się nowa rzeczywistość postpiśmienna (polecam książkę Jacka Dukaja Po piśmie). I w tej nowej rzeczywistości kulturowej tworzą się zupełnie nowe kanały komunikacji, mocno wpływające także na nasz sposób myślenia i uczenia się. Uniwersytet to miejsce, gdzie odkrywa się nowe światy, nowe obiekty, gdzie się eksperymentuje. Uczniowie także mogą w tym uczestniczyć a nie tylko czekać na gotowe rozwiązania (więcej uniwersytetu w szkole). Uczniowie mogą czerpać nie tylko z wiedzy jako produktu (gotowego produktu) ale także z wiedzy jako procesu (a to powoduje nieco inne funkcjonowanie nauczania w szkole). Współudział w eksperymencie to uczestnictwo w tym procesie. Dodam, że zachęcam uczniów do aktywnego uczestnictwa. A teraz w miarę dokładnie relacjonuję by przybliżyć kulisy metodologii naukowej i zawiłości w interpretowaniu wyników.

Na wykład inauguracyjny przygotowałem tradycyjną już prezentację multimedialną, by za pomocą obrazów, schematów, zdań oraz krótkiego filmiku, opowiedzieć o zmianach klimatu i metodzie naukowej. Zaskoczyła mnie duża sala sportowa, na której odbyła się uroczystość inauguracji nowego roku szkolnego oraz wykład. Nowe miejsce, wcześniej mi nieznane. Szybki ogląd sytuacji i wniosek, że nie całkiem się sprawdzi moja koncepcja, bo część uczniów będzie zbyt daleko od ekranu. I być może nie będą mogli dostrzec tego, co będzie wyświetlane na ekranie (oraz nie będą mogli wykorzystać qr kod, wyświetlany na ekranie). A zatem pozostaje tylko słowo? W każdym razie pozostała konieczność szybkiej modyfikacji, wcześniej przygotowanego wykładu (w zasadzie sprawdziłaby się lepiej archaiczna kultura słowa, bez pomocy wizualnych - stare nie zawsze oznacza gorsze).

Na sali było jakieś 200-300 osób, nie tylko uczniowie pierwszych klas ale i starszych. Daleki kontakt wzrokowy. Język ciała praktycznie nie do odczytania z tej odległości. Nie da się więc wyczuć czy słuchają i jak reagują. Kompletny brak informacji zwrotnej (szybkiej). Były brawa na koniec, ale może były tylko rytualne i grzecznościowe? Czy nowe technologie mogą w takiej sytuacji coś pomóc? Zwłaszcza w kontakcie ze społeczeństwem cyfrowych tubylców.

(Statystyka wejść na blog w dniu wykładu)
W uzupełnieniu do wykładu przygotowałem tekst na blogu (to jeden z elementów eksperymentu). Na pierwszym i ostatnim slajdzie umieściłem qr kod, linkujący do tego tekstu. Tuż przed wykładem sprawdzałem na miejscu: w części sali dało się swobodnie odczytać qr kod na moim telefonie komórkowym i przejście do tekstu (być może inne urządzenia i inne aplikacje nie działały tak samo). Ale nie wiem czy z galerii na balkonie i z lewej strony sali było technicznie możliwe odczytanie wyświetlanego qr kodu. Nie wiem także czy uczniowie mieli zainstalowane czytniki kodów QR.To było pierwsze ich spotkanie po wakacjach więc nie było szansy przekazania informacji uczniom, by mogli się przygotować i w razie braku - zainstalować. Dlatego głośno wymieniłem nazwę bloga, by mogli wyszukać w wyszukiwarce internetowej. Po wykładzie sprawdziłem w statystyce bloga - nie odnotowano wejść w tym okresie z użyciem nazwy "profesorskie gadanie" (zatem albo nikt nie próbował w ten sposób, albo statystyka bloggera tego nie wychwyciła). Statystyka wejść może jedynie wskazywać na zwiększoną liczbę wejść tuż po wykładzie (wykres obok). O godz. 12itej, tuż po wykładzie, widać wyraźny wzrost wejść na komentowany blog. Przy takiej jednak procedurze nie ma pewności czy byli to uczniowie siedzący na sali. Można tylko przypuszczać, że co najwyżej jakieś 20-30 osób mogło zajrzeć na bog z wykorzystaniem qr kodu (bo o tyle mniej więcej była większa klikalność w tym czasie - to ważna wskazówka ale nie jest to rozstrzygający dowód). Wieczorem pojawiły się dwa komentarze, ale raczej nie są to wpisy uczniowskie. Tak przynajmniej interpretuję m.in. na podstawie sformułowań tam zawartych i tego, że po południu link do tego tekstu pojawił się w innej grupie (osoby dorosłe, nauczyciele).

Na postawioną hipotezę roboczą i pytanie czy wpisy na blogu, jako uzupełnienie do wykładu, jest formą efektywną i czy da się przedłużyć lub rozpocząć dyskusję w komentarzach na blogu z uczniami, nie ma przekonującej odpowiedzi. Na razie nic na to nie wskazuje by było to skuteczne. Być może zbyt duża jest "bariera wejścia" (zbyt trudno włączyć się do dyskusji). Jedna obserwacja nie wystarczy do formułowania wniosku. Potrzeba znacznie większej liczby powtórzeń. Z uczniami był to drugi raz. Do tego kilka prób ze studentami z podobnych skutkiem (przeczytaj też:  Dlaczego studenci są tak mało aktywni cyfrowo i internetowo?). Albo nie chcą, albo nie potrafią wchodzić w takie publiczne dyskusje. To oczywiście bardzo robocza hipoteza.

Kolejnym elementem eksperymentu było wykorzystanie programu Mentimeter (pozwala na interaktywność z publicznością za pomocą telefonów komórkowych a wyniki od razu pokazywane są na ekranie). Pierwszą była chmura słów i skojarzeń (ilustracja na górze). Zdając sobie sprawę, że napisy na ekranie mogą być niewidoczne dla części słuchaczy, podyktowałem adres i kod ustnie. W tej części wypowiedziało się aż 155 osób. Nie wiem czy wszyscy na sali uczniowie mieli ze sobą telefony z dostępem do internetu (według moich szacunków na sali było 200-300 uczniów). Nie wiem więc jaki procent skorzystał z tej formy (dysponujących możliwościami technicznymi i własnymi umiejętnościami cyfrowymi). Bardzo szacunkowo licząc to jakieś 50-80% obecnych na sali. To raczej dużo (biorąc pod uwagę także wcześniejsze moje analogiczne doświadczenia). Zatem można sformułować kolejny wniosek cząstkowy: program Mentimeter stwarzał możliwość szybkiej interakcji a ja mam informację zwrotną znacznie efektywniejszą niż język ciała i kontakt wzrokowy (w tych konkretnie warunkach).

Pytanie o skojarzenia pojawiło się na samym początku wykładu, zatem jest to wiedza z jaką uczniowie przyszli na wykład a nie wynikająca z wysłuchanych treści w czasie mojej prezentacji. Zatem jest to wiedza uczniów z jaką przyszli. Najczęściej pojawiającymi się słowami były: śmierć, katastrofa, topnienie lodowców. Z tym najbardziej kojarzyło się uczniom ocieplenie klimatu. Oczywiście tylko tym, którzy wzięli aktywny udział. Czy analogiczne skojarzenia mieli ci, którzy nie chcieli, nie potrafili lub nie mogli się wypowiedzieć?

Co jeszcze można wywnioskować? Czy uczniowie mieli już kontakt z takimi formami komunikacji i interakcji w szkole? Zapewne duża część miała styczność z Kahootem. Ale jest to rodzaj quizu. A tu musieli napisać coś od siebie. Nieco inny rodzaj aktywności (więc chyba dla nich sytuacja całkiem nowa). Trochę trudniej, zwłaszcza jeśli w szkole dominuje przekaz odtwórczy (z naciskiem na "jeśli" bo takiej pewności nie mam). Być może nie wszyscy, którzy mieli możliwości techniczne i nawet weszli na wskazana stronę, zdecydowali się na aktywny udział. Tego nie wiemy ale warto takie wątpliwości uwzględnić przy wyciąganiu wniosków. Niby zadanie bardzo proste, napisać trzy słowa, kojarzące się z zadanym pytaniem. Ale było to "nagłe i niespodziewane wywołanie do tablicy", praktycznie 2-3 minuty na wykonanie zadania.  Żeby napisać sensowne i wiążące się z tematem słowa, trzeba mieć po pierwsze wiedzę (czyli zrozumieć pytanie i dobrze je umieścić w kontekście kulturowym), po drugie mieć umiejętności sprawnej komunikacji z wykorzystaniem smartfona (w tym konwersacji). Trudne, zwłaszcza przy pierwszym spotkaniu z taką formą interakcji. Gdyby dać uczniom więcej czasu to odpowiedzi mogłyby być inne (mniej lub bardziej). To hipoteza, którą można sprawdzić, zweryfikować, sfalsyfikować. Kolejna mała dygresja: jedno małe badanie i jak wiele różnych, wielowątkowych hipotez! Taka jest własnie nauka, zupełnie różna od szkolnego zgadywania "poprawnej odpowiedzi".

Na podstawie wypisanych skojarzeń można wnioskować, że uczniowie mają dość dobre rozeznanie w problemie globalnego ocieplenia i jego skutków dla człowieka i biosfery. Przebija także poczucie zagrożenia. Są raczej dobrze poinformowani o zagrożeniach, związanych z antropogenicznym, globalnym ociepleniem. Pozostaje pytanie, jak i gdzie zdobyli tę wiedzę? Ze szkoły, z radia, prasy, telewizji, internetu? Żeby to sprawdzić, to trzeba zaplanować kolejne badania lub sięgnąć do literatury i sprawdzić, czy już ktoś te kwestie badał, analizował itd.

W dużej grupie - co normalne - pojawiło się dużo różnych słów i pojęć, w tym pojedyncze zupełnie nie związane z tematem (nawet jedno słowo niecenzuralne - bardzo banalne "dupa"). O czym świadczą tak zwane "uczniowskie wygłupy"? Dobrze, że się odważyli zaistnieć, sprawdzić jak to działa. Co się stanie, gdy napisze np. coś głupiego? Czy to przejdzie? (zobacz reakcje uczniów z Pasłęka: W odpowiedzi na pytania uczniów z Pasłęka). Dobrze, że spróbowali, że byli odważni zaeksperymentować, zaryzykować. Lepsza  taka reakcja niż żadna, niż wycofanie się i bierność. Myślę, że po oswojeniu się z formą takiej interakcji (w dużej części anonimowej), kolejne próby aktywności byłyby bardziej sensowne i związane z tematem. Po części analiza chmury słów może pokazywać jak licealiści uczestniczą w internecie w innych interakcjach, także anonimowych (więcej informacji pojawiło się w pytaniach, ale o tym w kolejnym wpisie na blogu). Biorąc pod uwagę dużą liczbę uczestników (155 uczniów) oraz możliwość wpisania trzech słów/fraz, tylko kilka słów "niepoważnych" jest na prawdę znikomym odsetkiem, poniżej 1 %  (np. "lech mistrz polski", "z patrycja i wakacjami", "no i pan paweł").

Pora na kolejny wniosek z tej części eksperymentu. W ciągu 2-3 minut można szybko i łatwo zebrać opinie od dużej liczby osób. Znacznie trudniejsza jest interpretacja tych danych. Tu dygresja dotycząca metodologii nauki (i poruszonego na wykładzie problemu metody naukowej): pozyskanie danych to jedno, a ich interpretacja to drugie. W czasie analizy danych rodzą się różne hipotezy, do weryfikacji których trzeba sięgnąć po inne dane lub wykonać kolejne eksperymenty. Statystyka pomaga w uporządkowaniu danych, w dostrzeżeniu jakichś tendencji, wzorów. Pamiętać należy jedynie o tym, że korelacje statystyczne to nie to samo co zależności przyczynowo-skutkowe. Można łatwo zebrać dane... ale nie ma łatwej analizy. Trzeba wysiłku i ostrożności by nie wyciągać zbyt pochopnie nieuzasadnionych wniosków. Niemniej analizowanie i formułowanie hipotez jest przyjemne. Daje satysfakcję. Tak jak rozwiązywanie zagadek.

Jak interpretować słowa, które się pojawiły w chmurze skojarzeń? Czy napisali to, co sami czują, czy to co usłyszeli w mediach, w rozmach, a więc przedstawiają to, co w ich otoczeniu bywa artykułowane?

W dalszej części wykładu poprosiłem o zadawanie pytań (wykorzystując program Mentimeter). Na te pytanie odpowiem w kolejnych wpisach.

c.d.n.

Czytaj też: Cejrowski i pożary w Puszczy Amazońskiej czyli w odpowiedzi uczniom ze 137 L.O. w Warszawie, cz. 2.