Nowa odsłona bloga Profesorskie Gadanie. Pisanie i czytanie pomaga w myśleniu. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie opowiadam. Dr hab. Stanisław Czachorowski, prof UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii, Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie
21.06.2021
Jak w podręczniku oznaczać łańcuchy pokarmowe
20.06.2021
Dobre ziarno i tak wykiełkuje

Biologiczne życie inspiruje nie tylko filozofów. Oto przykład.
Coś się nie udało, skończyło się, ale coś nowego się zacznie, nie teraz to później, nie w tym miejscu to w innym. Wartościowe ziarno i tak wyda dobry plon. Dobre pomysły się zrealizują. Nie teraz, to później. Łąka na ich zakwitnięcie cały czas cierpliwie czeka.
Całość to więcej niż suma części, bo to także relacje między elementami. Z tych samych klocków Lego można zbudować dom, samolot czy dinozaura. Tym co zmienia efekt finalny są właśnie relacje. W przypadku klocków to relacje przestrzenne, w przypadku działań, to relacje między ludźmi.
Zabawa klockami jest wartościowa. To nic, że nawet piękna konstrukcja zostanie rozebrana na części. W pamięci zostaje pomysł i owe właśnie relacje. Niczym nasiono w glebowym banku nasion. Poczeka na deszcz i na swoją wiosnę - wtedy wykiełkuje.
15.06.2021
Jak podróżuje się bez samochodu?
Bez własnego samochodu podróżuje się trudniej i dłużej, bo wiele małych miejscowości jest wykluczona komunikacyjnie (i chodzi tu o ludzi tam mieszkających a nie same miejscowości). Nie dojeżdża tu komunikacja publiczna, ani autobusy, ani pociągi, nie ma na miejscu wypożyczalni rowerów. Trzeba dojść pieszo. Bez własnego samochodu podróżuje się.... ciekawiej. Bo podróżuje się wolniej, z namysłem, refleksją, jest czas na uważne kontemplowanie rzeczywistości i niespieszne rozmyślania. I jest czas na ruch oraz wysiłek fizyczny,
13.06.2021
Przenoszenie nieadekwatnych nawyków estetycznych - przykład krajobrazu Warmii
Wędrówki po polskiej wsi, na przykład tej warmińskiej. Radość kontaktu z przyrodą i pięknem krajobrazu. Pofałdowany, pojezierny krajobraz, z lasami, zadrzewieniami śródpolnymi, jeziorami, torfowiskami i charakterystycznymi czerwony dachami. Przyjemne doznania estetyczne. Tu jest po prostu pięknie. A czy może być jeszcze piękniej?
Ile jest wart piękny krajobraz? Czy da się wycenić pozytywne doznania? W jakimś sensie tak, bo przekłada się to na chęć zamieszkania i cenę nieruchomości lub terenu pod zabudowę. W ładnym krajobrazie chętniej się osiedlamy.
Warmia i Mazury to od dawna region z wyludniającą się wsią. Wyjeżdzający ludzie, niszczejące siedliska. Zamierające małe gospodarstwa (zostają tylko duzi), brak pracy, brak transportu publicznego. W jednym miejscu więcej, w innym mniej. Demografia i zmiany cywilizacyjne wywierają swoje piętno. W niektórych częściach regionu pojawia się więcej nowych inwestycji, budowane są nowe domy (zwłaszcza w okolicach Olsztyna) oraz remontowane są stare siedliska. Efekty są różne. W ostatnich trzech dekadach polska wieś wypiękniała. Widać to i u nas. Można wskazać wiele udanych i wpisujących się dobrze w krajobraz małych i większych inwestycji.
Spójrzcie na zdjęcie wyżej, okolice Górowa. Zabudowa kolonijna. Odnowiony dom i budynek gospodarczy, zachowana czerwona dachów, zachowany styk budynków. I tylko te tuje rażą. Są jak kamień w bucie, uwierają. Siedlisko na kolonii (na wybudowaniu - jak określali Warmiacy) a więc na odludzi. Nikt nie przechodzi drogą, nie ma blisko okien sąsiadów. Odosobnienie. A mimo to zasadzono wokół posesji tuje. Zupełnie nie pasują do krajobrazu. Są jak skarpetki w sandałach lub trampki do garnituru. Przeniesiona jakaś dziwna potrzebna odizolowania się od "wścibskich oczu", typowa dla gęstej zabudowy. Ale jednocześnie właściciele sami odgradzają się od otaczającego ich piękna. Przesłaniają sobie widok na urokliwy krajobraz. Nieadekwatne do sytuacji nawyki estetyczne i samoizolacji.
Dlaczego? Moda z telewizji? Dostępność materiału szkółkarskiego? Czy zwykły brak poczucia estetyki i zakorzenienia się w tutejskości? Manifestacja bogactwa i dominacji? Niczym wandale piszący brzydkie słowa na przystankach i elewacjach lub niszczący kosze do śmieci? "Ja tu byłem"?
A może to miała być osłona od wiatru? Czyż nie piękniej wyglądałyby jednak rodzime drzewa i krzewy, np. owocowe, wiosną obsypane kwieciem, pachnące, jesienią owocujące?
Piękno bywa ulotne. Nawet w krajobrazie. Kiedyś raziły (i rażą, bo pozostały jako rudery) niepasujące do stylu kanciaste budynki punktów skupu mleka, budowate sklepy i inne inwestycje lat 7-0. XX wieku. Straszą niszczejące dworce i przystanki kolejowe. Są też piękne i stylowe, wpisujące się w tradycję i krajobraz nowe renowacje, odnowienia starych siedlisk. Przyjemnie na nie patrzeć. Przyjemnie wędrować. To one przyciągają turystów, małe inwestycje i nowych osadników. Czasem tylko na wakacje, czasem na stałe.
Nowi osadnicy przynoszą nowe wzorcem nowe pomysły na życie. Przywracają życie obumierających siedliskom. Czasem ci nowi bardziej dbają o estetykę krajobrazu. A czasem przynoszą nieadekwatny do nowej sytuacji styl, uwierają swoimi pomysłami na otoczenie....
7.06.2021
Słowo się rzekło, kobyłka u płota, czyli z czym kojarzy się edukacja
A było to tak... dzisiaj na e-konferencji "Szkoła Ćwiczeń NOW: Nauka - Otwartość - Współpraca - czyli, co w praktyce oznacza NOW" miałem wystąpienie pt. "Profesorskie gadanie - blog jako przykład tworzenia środowiska edukacji rozproszonej". W ramach aktywizacji ruchowo-intelektualnej słuchaczy (by dać możliwość wypowiedzenia się nie tylko na czacie), z wykorzystaniem programu internetowego Mentimeter, zadałem pytanie "Z czym kojarzy Ci się edukacja". Dyskusja w tle (odkrywanie potencjału i możliwości komunikacji online). By nie przeszkadzać w słuchaniu i dać zajęcie tym, którzy akurat mają wolne moce przerobowe w swoim mózgu i uwadze. Pod koniec mojej prezentacji zajrzeliśmy do wyników. Obiecałem udostępnić grafikę w czacie... ale się nie dało. To znaczy nie umiałem. Obiecałem więc, że umieszczę na swoim blogu (prawda, że własny blog jest bardzo przydatny w komunikacji zdalnej?). Zatem niniejszym umieszczam (jak nie drzwiami to oknem, zawsze się jakoś da). Spośród ok. 100 uczestników wypowiedziały się 24 osoby. W centrum znalazło się słowo rozwój. Więcej niż jedno wskazanie uzyskały słowa: relacje, zaangażowanie, wiedza, doświadczenie, szkoła, przyszłość itp. Sami zresztą zobaczcie na grafice, umieszczonej wyżej.
A teraz trochę opowieści od kuchni. Rzadko prezentuję z wykorzystaniem Google Meet (nie znam więc wszystkich możliwości tego programu). Zatem trochę się obawiałem, czy wszystko pójdzie zgodnie z moimi zamierzeniami. Pomny wcześniejszych kłopotów przygotowałem dwa laptopy, by na jednym pokazywać a drugi stanowić miał okienko podglądu. Żebym widział jak widzą odbiorcy (czyli czy się wszystko poprawnie wyświetla i żeby nie zamęczać ciągłym dopytywanie "czy widać") oarz żeby mieć podgląd na czat (jakas forma komunikacji i uzyskiwania informacji zwrotnych). Musiałem się zalogować podwójnie przez to chyba zająłem miejsce (chętnych było więcej niż miejsc w pokoju, na szczęście organizatorzy nagrywali wystąpienia).
Wcześnie rano wykonałem próbę połączenia. Laptop podłączony "na sztywno" (sieć LAN) miał problemy - nie działał mikrofon. Drugi laptop - połączony przez wi-fi działał poprawnie. Miał służyć jako podgląd. Można byłoby zamienić ale dla bezpieczeństwa chciałem jako główne połączenie mieć na sztywnym łączu. Próby sprawdzania w ustawieniach nic nie dały. Podłączyłem zewnętrzną kamerę - i wtedy wszystko zadziałało poprawnie. Teraz system wykrył kamerę i mikrofon. Uff, wszystko działa. Będzie dobrze.
Gdy zbliżało się moje wystąpienie, poruszyłem laptopem (chciałem poprawić wygodę pracy) i rozłączył się kabel LAN, straciłem połączenie. Mała panika, szybko spróbowałem przywrócić połączenie. Ale to trwa zawsze kilka minut. Kilka kliknięć i... pojawia się komunikat, że brak wolnych miejsc i nie mogę dołączyć. Ponowny zastrzyk adrenaliny. I szybkie improwizowanie. Trzeba rezerwowy laptop z podglądu zmienić na nadawanie (ale tam kamera źle ustawiona, na szczęście prezentacja na tamtym laptopie też była - bo główny laptop na 2 wejścia USB, jedno zajęte przez mysz, drugie przez kamerę, żeby włożyć pendrive musiałbym coś wyłączyć). Włączyłem głos, uruchomiłem prezentację. Na kilkanaście sekund przed rozpoczęciem "główny" laptop złapał połączenie. A więc znowu zmiana planu. W zamieszaniu nie zdążyłem wyłączyć dźwięku i pojawiło się echo. Kilka sekund niekomfortowych dla słuchaczy.
Wszystkie trudności i nieoczekiwane sytuacje wybijają z rytmu. Moje wystąpienie trochę się przesunęło więc nastawiony "budzik" na zegarku wybrzmiewał nie o tej godzinie co trzeba. Miał sygnalizować zakończenie..... Chyba trzeba pomyśleć o zwykłym, stojącym zegarku. No i jeszcze ktoś wszedł do pokoju, mimo że na drzwiach wisiała kartka "wykład online, proszę nie przeszkadzać"...
Na czat zerkałem, ale nie bardzo mogłem przeczytać pojawiających się wypowiedzi. Za małe literki, za daleko ekran i pod złym kątem. Po swoim wystąpieniu skopiowałem czat by na spokojnie przeczytać i sprawdzić czy są tam jakieś pytanie (na które obiecałem odpowiedzieć). Pytań w zasadzie nie było, były komentarze do referatu. Trudno mi jest je przypisać do konkretnego fragmentu mojej wypowiedzi, więc nie będę się do tych ciekawych spostrzeżeń i refleksji tutaj odnosił, by niechcący nie wypaczyć ich sensu.
Morał z tego taki, że im więcej się próbuje, tym większe zdobywa się doświadczenie zarówno w przygotowaniu się do webinarium jak i lepiej radzimy sobie z improwizowaniem w sytuacjach niestandardowych. Trening czyni mistrza. A trzeba trenować stale. Bo szybko zapomina się o niektórych szczegółach a platformy do spotkań online ciągle się zmieniają. Nieustająca nauka.... przez działanie.
A ja nieustannie odkrywam możliwości edukacyjne bloga w edukacji rozproszonej i podawanej małymi porcjami. Może jeszcze kiedyś o tym szerzej napiszę. Myślicie, że warto?
3.06.2021
Jedna publikacja i 40 lat pracy....
Właśnie ukazała się publikacja, dość obszerna bo takie głównie publikowane są w Zootaxa. Tematem jest rozstrzygnięcie czy pewien gatunek chruścika to jeden czy dwa gatunki. Kiedyś zsynonimizowano (czyli uznano za jeden) dwa gatunki. Teraz na powrót są dwa gatunki. W sumie niż nadzwyczajnego, podobnych prac naukowych publikuje się 1-1,5 miliona rocznie na całym świecie. Można uznać, że to taki mały przyczynek w badaniach zoologicznych.
Publikacja jak publikacja, codzienność pracy akademickiej. Chciałem tylko pokazać, że czasami na jedną pracę składa się wiele lat pracy i współpraca bardzo szerokiego grona naukowców z wielu krajów. To nie jest jakiś wielki program lotu na Marsa czy poznania genomu człowieka. Takich działań jest bardzo dużo, drobnych, pracochłonnych. Budowanie gmachu wiedzy składa się także z takich małych zadań. A one też angażują. Potrzeba cierpliwości i wytrwałości.








