3.11.2023

W którym miejscu jesteśmy, jeżeli chodzi o dydaktykę uniwersytecką?

Konferencja "Trendy i wyzwania edukacyjne dla uczelni wyższych", wykład dr Małgorzaty Miśniakiewicz z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, pt. "Dobre praktyki wspierania dydaktyki".

Najgorsze są zmiany pogody, nie wiadomo jak się ubrać by nie było ani za zimno ani za ciepło. Patrzymy na ludzi na ulicy jak są ubrani i na tej podstawie podejmujemy decyzje. Wybieramy jak większość. I nie zawsze jest to trafne. Podobnie jest ze zmianami społecznymi w czasach dużych rewolucji technologicznych. Chcemy (bo musimy) zmieniać dydaktykę na uniwersytetach bo otoczenie uniwersytetów i samo środowisko edukacyjne mocno się zmienia. Tak jak z ubraniami jesienią - zmieniamy na cieplejsze nie dlatego, że te letnie były źle uszyte lub się zniszczyły - zmieniamy by lepiej pasowało do aktualnej pogody. Edukacja także na uniwersytetach musi się zmieniać. Dzieje się to w różnym tempie w różnych miejscach. Heterogenność sytuacji jak w ekosystemie. Jutro już jest, tylko nierównomiernie rozłożone. 

Co i jak zmienia się w społeczeństwie i technologiach? Sprawdzamy niczym pogodę w serwisach lub wyglądając za okno. I ja sprawdzam by zrozumieć sytuacją i świat wokół mnie. By wiedzieć jak się adekwatnie dostosować z działaniami. W październiku miałem dużą przyjemność uczestniczyć w konferencji we Wrocławiu (czytaj streszczenie mojego wykładu oraz relację nr 1), poświęconej właśnie dydaktyce na uczelniach wyższych. 

Mój uniwersytet obchodzi 25-lecie swojego istnienia. Oczywiście, historia jest dłuższa, bo obejmuje uczelnie, które 25 lat temu utworzyły Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie (znamienne, że w tym samym czasie powstał Google). Integracja instytucji i połączenie sił przyniosły dobre rezultaty. Powstanie uniwersytetu dobrze wpisało się w zmiany tamtego okresu. Pod względem integracji środowisk z jednego ośrodka byliśmy wtedy liderami. Później podobne procesy nastąpiły w kilku innych miastach. Świętujemy, bo jest co. Z drugiej jednak strony następują ogromne zmiany cywilizacyjne i organizacyjne na uniwersytetach na całym świecie. I gdzie my teraz będziemy? Gdzie jesteśmy w zakresie zmian dydaktyki? 

Górne zdjęcie, pochodzące z wystąpienia dr Małgorzaty Miśniakiewicz z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, zawiera bardzo ważne spostrzeżenie. Nie żyjemy już w czasach deficytu dostępu do wiedzy. A wszystko za sprawą cyfryzacji, powszechnego dostępu do internetu oraz rozwoju sztucznej inteligencji. Kiedyś najważniejszy był dostęp do wiedzy, zarówno w zakresie szkolnictwa elementarnego, średniego jak i wyższego. O znaczeniu politycznym i sile gospodarczej państw i społeczeństw decydowała możliwość edukacji i kształcenia się, jak i dostęp do książek. Liczyły się biblioteki publiczne, szkolne i uniwersyteckie. Przez wiele lat wydrukowano mnóstwo książek a druk potaniał i znacznie przyspieszył. Przewaga w zasobach bibliotecznych zmalała. Inni dogonili tych najbardziej zasobnych. Dla zapewnienia szerokiego dostępu do międzynarodowych czasopism, wydawnictwa uczelniane publikowały własne czasopisma naukowe i na drodze wymiany z innymi kompletowały swoje, uczelniane zasoby wiedzy (dostęp do czasopism na miejscu). O jakości i znaczeniu uniwersytetu decydowała kadra (zgromadzona na miejscu i wizytująca gościnnie) jak i zasoby biblioteczne. To właśnie kadra i księgozbiór w bibliotece przesądzały o jakości studiowania i znaczeniu danej uczelni. Inwestowano więc w powstawanie uniwersytetów, zatrudnianie najlepszej kadry jak i kompletowanie jak najlepszych księgozbiorów. W tym się ścigano. Pod te cechy ustawiano wskaźniki i rankingi (włączając znaczenie w postaci liczny cytowań). 

Teraz, przez digitalizację zbiorów, w tym  nawet starodruków, rozwój czasopism elektronicznych jak i nawet zdalny dostęp do kadry (kontakt online nie tylko w formie konsultacji ale i postaci webinariów czy nawet kształcenia zdalnego lub hybrydowego), przestrzeń fizyczna przestała mieć takie znaczenie jak kiedyś. A na wirtualnej sali zgromadzi się więcej studentów niż nawet na największych aulach. I to jest zasadnicza zmiana, jaka dokonała się w otoczeniu uniwersytetów. Zmiana warunków, która wymusza zmianę dydaktyki. I to zmianę rewolucyjnie głęboką. Jedni to dostrzegają, inni są ślepi lub psychologicznie wypierają, by nie tracić dobrego samopoczucia. Ci ostatnio ciągle wierzą, że przyszłość jest prostym przedłużeniem przeszłości. Może boją się wysiłku zmian? Bo każda zmiana wiąże się z wysiłkiem. Najpierw wysiłkiem intelektualnym by zrozumieć co i jak się dzieje wokół nas, potem wysiłku dostosowania i nauczenia się nowych standardów. Każda zmiana chodzi w niewygodnych butach, wiąże się z wysiłkiem i niewygodą. Lecz niewzruszone stanie w miejscu wiąże się ze znacznie większymi kosztami i jeszcze większą niewygodą. Tak jak wyjście w letnim ubraniu na zimną, deszczową, jesienną pogodę. Nieprzyjemnie i rozchorować się można.

Trzeba pamiętać jeszcze o trzecim elemencie - studentach. To oni współdecydują i jakości uniwersytetów. Ich motywacje, ambicje i predyspozycje jak i wcześniejsza edukacja. Im lepsi studenci tym lepsze efekty kształcenia (podobnie piekarzowi łatwiej upiec dobry chleb z dobrej jakościowo mąki). Dobrzy absolwenci przyciągają na uczelnie lepszych studentów, Chcą być w elicie a dyplom renomowanej uczelni otwiera znacznie więcej możliwości niż mało znanej uczelni. Dlatego rozpoczął się ogromny wyścig o talenty. A zasadzie tylko zintensyfikowała, bo już wcześniej był. Nawiązuję do drugiego zdania ze slajdu (górne zdjęcie). Nie ścigamy się w globalnym i krajowym świecie o dostęp do wiedzy - bo ta jest już bardzo łatwo dostępna. Ścigamy się o talenty (kapitał ludzki studentów), i to jak je wykorzystamy.

Darmowe szkolenia online dla uczniów sprzyjają wyławianiu talentów. W taki sposób odbywa się drenowanie mózgów z całego świata. Bo wartościowanym, dobrze zmotywowanym i ambitnym studentom można ufundować stypendia by zasoby finansowe nie ograniczały im dostępu nawet z dalekiego kraju. Ta ambitna śmietanka podnosi jakość kształcenia wszystkich studentów z danej uczelni. Czy zwabi na naszą uczelnię piękne jezioro, park z ławeczkami, zasobna biblioteka, przestronne sale i laboratoria? Tak, ale tylko wtedy jeśli podnosić będą dobrostan studiowania.  

Wiedza jest w zasięgu ręki,.. z telefonem. Wąskim gardłem są właśnie studenci. Lepiej mieć dobrych niż przeciętnych czy słabych. A w populacji różnie jest to rozmieszczone. Kształcenie online ułatwia znacząco dostęp do najlepszych uniwersytetów. Jest więc selekcja, jest z kogo wybierać. Korzysta także kraj i miasto. Bo ambitni studenci zostawiają swój kapitał ludzki, tworzą i pomnażają go w ciągu kilku lat studiowania, wielu z nich zostaje na stałe (jest to więc długotrwały drenaż najlepszych mózgów) w mieście uniwersyteckim czy w danym kraju. Tak jak kiedyś  importowano surowce tak teraz importuje się najlepsze mózgi i charaktery. Rabunkowo dla zapóźnionych społeczności.

Trwa już wyścig  międzynarodowy, trwa wyścig w kraju między miastami a więc i regionami, a w odniesieniu do szkół średnich także w obrębie miasta, gminy czy powiatu. 

Slajd z wykładu dr. Grzegorza Grzegorczyka pt. Dydaktyka akademicka: kula u nogi, czy okazja do podniesienia atrakcyjności uczelni? Refleksje na podstawie praktyk wdrożeniowych w Uniwersytecie Gdańskim.

A w którym miejscu jest UWM w zakresie zmian dydaktyki, dostosowanej do nowej, społecznej i cywilizacyjnej sytuacji? Na pewno UWM nie jest jeszcze liderem innowacji. Może choć jest w grupie wczesnych naśladowców, a nie maruderów? Nie znam odpowiedzi na to pytanie. 

UWM, tak jak każda duża instytucja, to wielowymiarowa przestrzeń, w jednych aspektach jestesmy bardziej innowacyjni, w innych mniej, w jednych z przodu w i innych z tyły. Przykładem są badania naukowe - wiele dyscyplin i wiele różnych sytuacji. Wynik uśredniony uwzględnia tych najlepszych, tych przeciętnych i tych najsłabszych. Decydujące są proporcje. Są profesorowie z czołówki światowej lub przynajmniej krajowej i dużo innych. Po czym sądzić? Tak samo jest w dydaktyce. Czy w zakresie dydaktyki są u nas liderzy i innowatorzy zmian? Może wcześni naśladowcy, podpatrujący innych i przenoszący te wzorce na nasz olsztyński grunt? Ilu ich jest? 

Smerf Maruda, jako symbol marudzenia, jest w każdej grupie. Są, liderzy i są naśladowcy. Wolałbym widzieć UWM wśród liderów. Do bycia liderem potrzebny jest duży kapitał ludzkiej innowacyjności. Działania to wypadkowa wszystkich postaw, i tych co inicjują, i tych co konserwują stan obecny i dawny, i tych co blokują zmiany (pies ogrodnika, sam nie zje i drugiemu nie da, sam nic innowacyjnego nie robi i drugiemu przeszkadza). Efekt zależy od proporcji. Za jakiś czas poznamy po efektach. 

Świętujemy 25 lat. Jest co. UWM jest ważny dla regionu, dla miasta. Czy świętowaniu będzie towarzyszyć jedynie celebrowanie czy także rozwijające dyskusje, wybiegające w przyszłość? Ja dyskutuję bo tym klimatem nasiąkłem za młodu. Dyskutuję, mimo że jestem uczestnikiem z tylnego rzędu, mimo że mój wpływ jest niewielki. Do dużego oceanu chcę dołożyć i swoja kropelkę. Czym skorupka za młodu na siąknie tym na starość traci. Także w czasie jubileuszu. 

30.10.2023

Dobra przestrzeń do rozmowy o niebiesko-zielonych przestrzeniach w mieście (relacja z Ostródy)

 

26 października miałem przyjemność uczestniczyć jako ekspert w dialogowym spotkaniu w Ostródzie. Spotkanie organizowane zostało w ramach projektu "Jak rozmawiać", realizowanego przez Fundację Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego i finansowanego przez Islandię, Liechtenstein i Norwegię z Funduszy EOG w ramach Program Aktywni Obywatele - Fundusz Regionalny. Dowiedziałem się czym się różni dialog od dyskusji. W dyskusji artykułowane są argumenty i jest próba perswazji, przekonania adwersarza do własnej tezy czy punktu widzenia. Jest więc zwycięstwo lub porażka. W dialogu się nie tylko mówi lecz i słucha. Jest więc próba zrozumienia punktu widzenia drugiej strony. Nie jest akcentowana dychotomia: zwycięstwo lub porażka. Dialog zatem w większym stopniu zmierza do poznania i zrozumienia a dyskusja do rozstrzygnięcia. 

Przestrzeń w bibliotece przygotowana została na dialog. Tematyka dotyczyła przestrzeni zielono-niebieskich w mieście czyli woda i roślinność. Przybyło wiele osób o zróżnicowanym doświadczeniu i potrzebach (szeroki przekrój społeczny). Byli przede wszystkim mieszkańcy Ostródy, osoby pracujące z różnych zawodów, emeryci oraz radni. Dialog był dobrze prowadzony z bezpieczną przestrzenią do wypowiedzi. 

Na spotkaniu 26 października była okazja porozmawiać oraz podzielić się wątpliwościami i zapytać ekspertów. Poruszane były kwestie lasów wokół miasta oraz organizowanie zieleni w samej Ostródzie (dominowała tematyka trawników i łąk kwietnych: kosić czy nie kosić a jeśli kosić to gdzie i jak). Zaplanowano także dialog wokół podmokłych obszarów w mieście. Mokradła w pobliżu rzeki budzą wiele emocji. Wycinać lasy wokół miasta czy nie? Ile "zielonego" może i powinno być w mieście? Czy wycinać drzewa bo liście jesienią trzeba grabić i zmiatać? A może wcale nie trzeba zgrabiać liści? Niech pozostaną jako pokarm dla bezkręgowców i schronienie dla jeży. 

Dobre prowadzenie facylitatorki (ułatwiacza dyskusji) umożliwiło wypowiedzenie się wielu osób i zaistnienie wielu punktów widzenia. Trawnik to poczucie estetycznej kontroli nad przyrodą nas otaczającą, nad rzeczywistością. Być może daje poczucie sprawstwa.  Ale możemy zastanowić się nad funkcjami zieleni niskiej w miastach i na wsi. Nisko przycięty i często koszony trawnik to pole golfowe lub miejsce, gdzie chodzimy boso, ale przecież nie wszystkie trawniki czy tereny zielone w mieście służą do gry w golfa lub chodzenia na boso! Mogą być więc inaczej zagospodarowane i inaczej pielęgnowane. Landart też jest ingerencją człowieka w otoczenie lecz przestrzeń wygląda zupełnie inaczej. Różnice w sposobie utrzymania zieleni niskiej wynikają z różnic w poczuciu estetyki i różnic w rozumieniu tego, czym jest zadbana przestrzeń. Co zrobić z biomasą z koszonej trawy? Warto wykorzystać na produkcję próchnicy np. w kompostownika. 

Pojawił się temat zielonego wolontariatu czyli aktywnego udziału mieszkańców w opiece nad użytkami zielonymi we wspołpracy z władzami lokalnymi. Tak, żeby zapewnione zostały narzędzia do prac ogrodniczych jak i zaspokojona potrzeba mieszkańców do aktywności w ogrodzie. Utrzymanie łąk kwietnych wymaga wiedzy i systematycznych działań. Tego nie zapewni zlecanie koszenia w przetargach. Aktywność mieszkańców w formie zielonego wolontariatu wydaje się dobrym rozwiązaniem. Na spotkaniu padły przykłady takich działań w Warszawie. Pojawiły się oczywiście wątpliwość, że w Ostródzie tak się nie da, bo tu inne społeczeństwo. Niemniej i w Ostródzie zmienia się wspominane społeczeństwie i umiejętności sąsiedzkiej wspołpracy. Wymienione zostały dobre praktyki z Ostródy. Czyli jednak można w każdym miejscu.

Co robić z biomasą, powstająca z wykazania terenów zielonych? Można wykorzystać do przygotowania budek dla ptaków, domków dla jeży, produkcji próchnicy czy nawet produkcji biogazu. To ostatnie wymaga już niestety większych inwestycji.

Kosić czy nie kosić? I jak? Najgorsze są kosy żyłkowe, bo one niszczą rośliny, jak również uszkadzają młode drzewka. Po skoszeniu rośliny powinny przynajmniej tydzień leżeć, by mogły wysiać się nasiona. Aktywność w formie zielonego wolontariatu to także odciągnięcie dzieci od smartfonów a dla dorosłych to radzenie sobie z samotnością w mieście. Trzeba cierpliwości i systematyczności, a wtedy powstanie zielone podwórko. Lub miejskie ogrody deszczowe. Na obszarach miejskich można także chronić bioróżnorodność. Mowa o tak zwanych "chwastach", które nie maja możliwości przetrwać na terenach intensywnie użytkowanych rolniczo. A wraz z tymi roślinami przetrwają liczne, związane z nimi bezkręgowce. 

Przy okazji tego spotkania obejrzałem wystawę filatelistyczną, tematycznie poświęconą Mikołajowi Kopernikowi. To był dla mnie dobrze wykorzystany czas. Uczestniczyłem w dobrej i wartościowej rozmowie, w której ekspert również uczy się od rozmówców. Podpatrywałem także jak przygotować i prowadzić dobry dialog. 

Więcej o tym spotkaniu: https://fb.me/e/1FYfR8xy9


23.10.2023

Kawiarnia naukowa jako prekursor uniwersytetu rozproszonego

Inauguracja spotkań w Barczewie, druga dekada XXI wieku.
 

W Olsztynie kawiarnia naukowa narodziła się wiele lat temu, jeszcze w czasach Wyższej Szkoły Pedagogicznej, pod koniec ubiegłego wieku. Kilku pracowników z różnych wydziałów i różnych specjalności naukowych chciało spotykać się ze sobą, ze studentami i z ludźmi "z ulicy" (środowisko pozaakademickie, absolwenci itp.). Wybraliśmy kawiarnie i restauracje Starego Miasta, może dlatego, że w budynkach WSP nie było takiej publicznej przestrzeni ani kawiarni. Była tylko stołówka i bufety. W budynkach nie było przewidzianych takich miejsc na spotkania otwarte. Spotkania w salach wykładowych nie miały takiego swobodnego i otwartego klimatu. Nasze budynki były zaadaptowane, np. ze szkoły podstawowej, z budynku administracyjnego (tam nawet nie było dobrych sal na zajęcia). Teraz kampus uniwersytecki się rozwija i pojawiają się nowe budynki. Jest okazja by takie przestrzenie się pojawiły, jako celowo zaprojektowane. Wtedy "miasto" miałoby powód i okazję przyjeżdżać wieczorami do Kortowa by uczestniczyć w otwartym życiu akademickim i w ciekawych dyskusjach. Kadra byłaby bliżej społeczności lokalnej i absolwentów jak i licealistów. 

Olsztyńska kawiarnia naukowa żyła życiem dość skromnym. Niezbyt ciągłym, od okazji do okazji. Czasem spotykaliśmy się na dyskusjach w redakcjach gazet, czasem w różnych kawiarniach, lecz nigdy w stałych na dłużej miejscach. Może kapitał ludzki był za mały by utrzymać systematyczną intensywność w dłuższej perspektywie czasowej? Pomysły z kawiarnią naukową odżywały także w czasie Olsztyńskich Dni Nauki i projektów edukacyjnych takich jak Uniwersytet Młodego Odkrywcy czy Spotkania z Nauką.

Spotykaliśmy się w Olsztynie lecz z czasem pojawiły się pomysły na wyjazdy terenowe, z cyklicznymi spotkaniami. Tak było swego czasu w Dobrym Mieście czy Barczewie. Wiele zależało od władz lokalnych i gotowości wsparcia. Z czasem powstały jak grzyby po deszczu liczne uniwersytety trzeciego wieku, niemalże w każdym miasteczku powiatowym. Pojawiły się więc trwałe, lokalne struktury, które umożliwiły inną formę spotkań wyjazdowych. Pozaakademickie wykłady wyjazdowe. Można powiedzieć, że zarówno kawiarnia naukowa jak i UTW odzwierciedlały rzeczywiste potrzeby społeczne. Ten trend nazwałbym uniwersytetem rozproszonym, niczym źródła energii odnawialnej. Oba wpisują się w trend decentralizacji, wynikający z trzeciej rewolucji technologicznej. 

Wyjazdowa kawiarnia naukowa jawi się jako prekursor uniwersytetu rozproszonego. Teraz nabiera innego kształtu, m.in. dzięki dużej aktywności uniwersytetów trzeciego wieku. Dużo rzadziej organizuję otwarte spotkania w kawiarniach, częściej wyjeżdżam z wykładami do warmińsko-mazurskich uniwersytetów trzeciego wieku. UWT oraz inne lokalne grupy z różnych NGO potrzebują wsparcia intelektualnego, potrzebują obecności naukowców i wykładowców z prelekcjami czy nawet warsztatami. Nasza obecność tam to realizacja trzeciej, społecznej misji uniwersytetu. W czasach pandemii poszerzyły się możliwości dzięki różnym webinariom i spotkaniom online. Mam nadzieję, że ta forma się na trwałe utrwali i spopularyzuje. 

Trendy ujawniają się stopniowo, w wielu miejscach. Działania nieskoordynowane, nie są planowane jako wspólne, ale dzieją się w wielu miejscach jednoczenie i układają się w jeden, wspólny trend. Lepiej to widać z dalszej perspektywy czasowej.

Moim zdaniem w ten nurt rozproszonego uniwersytetu dobrze wpisują się coraz liczniejsze edukacyjne  podwórka i place zabaw, a zwłaszcza centra nauki, laboratoria terenowe usytuowane w bibliotekach,  parkach krajobrazowych, muzeach. Bez wątpienia liderem i innowatorem jest CN Kopernik w Warszawie. Bo to nie tylko budynek lecz i ludzie, pomysły, konferencje i ciągłe poszukiwania nowych form upowszechniania wiedzy. O ile kawiarnie naukowe i UTW to formy głównie wykładowe, o tyle centra nauki i edukacyjne place zabaw to laboratoria uniwersytetu rozproszonego. W obu przypadkach łącznikiem jest kadra. Zarówno w kontaktach bezpośrednich jak i hybrydowych oraz online. Niezbywalny elementem jest także lokalny kapitał ludzki.

Pytanie zasadnicze jest takie: na ile szybko i głęboko uniwersytety dostrzegą tę nową rolę i przestrzeń edukacyjną oraz jak szybko pełniej dostosują się organizacyjnie do uczestnictwa w tak rozumianym uniwersytecie rozproszonym. Trendy społeczne i cywilizacyjne dzieją się nie na skutek woli pojedynczych osób. Dlatego drugie pytanie brzmi: jak szybko mój uniwersytet (Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie) dostrzeże ten trend i jak szybko świadomie włączy się w kreowanie i wypełnianie konkretami tego nurtu. Świętujemy nasze 25 lat istnienia jako uniwersytetu. Jubileusz to dobra okazja na stawianie takich pytań, nie tylko o przeszłość lecz i o przyszłość.

22.10.2023

Uczenie się w przestrzeniach cyfrowych uniwersytetu (książka)



Dużą wartością książek naukowych jest ich część przeglądowa. W pracy naukowej jest przestawieniem tła i dotychczasowego dorobku. Ważne by umiejscowić konkretne badania w dotychczasowej wiedzy. A przy okazji jest dobrym wprowadzeniem do problemu, przydatnym dla praktyków czy poczatkujących adeptów danej dyscypliny. Książkę dr Lidii Bielinis czytałem z dużym zainteresowaniem właśnie jako adept w naukach pedagogicznych i praktyk jednocześnie. Szukałem odpowiedzi na własne doświadczenia ostatnich lat i wskazówek jak sobie poradzić z cyfrowością w edukacji. Wprowadziła mnie w tematykę uczenia się, wpieranego zasobami cyfrowymi. Lepiej poznałem konektywizm i generatywizm a także rozwój technologii i mediów, wykorzystywanych w edukacji. Liczne schematy, zamieszczone w tej książce,  ułatwiają strukturalizację wiedzy

Sednem konektywizmu są: 
"- umiejętność odnalezienia najświeższej i rzetelnej wiedzy (know-where) w gąszczu informacji, z którymi mierzy się codziennie współczesny człowiek;
- uczenie się oparte na konfrontowaniu ze sobą różnych opinii i źródeł (często sprzecznych) i łączeniu ich w wyspecjalizowane węzły informacji;
- ciągłe podejmowanie decyzji o tym, czego należy się uczyć;
- założenie, że uczenie się może zachodzić poza człowiekiem - w technologiach, bazach danych i urządzeniach;
- budowanie sieci połączeń (kontaktów) dzięki osobistemu uczestnictwu w sieciach społecznościowych"


"Generatywizm zakłada z kolei, że człowiek nadaje znaczenia i sensy informacjom dostępnym w sieci, przechodząc przy tym od przyswajania prostych wiadomości, przekształcania ich w wiedzę aż do momentu pogłębionego ich zrozumienia i utworzenia z nich bardziej zaawansowanych, kompleksowych kategorii (...). Co ważne, w procesie tym uczestniczą inni ludzie będący twórcami treści dostępnych w sieci. W generatywnym uczeniu się ważną rolę odgrywają także otwarte zasoby edukacyjne (OZE). Dzięki nim człowiek może stać się swoim osobistym menedżerem uczenia się - zarządzającym czasem, przestrzenią i materiałami, z których korzysta w procesie generowania nowej wiedzy".

Autorka szeroko opisuje media społecznościowe i komunikację w przestrzeniach cyfrowych, podaje przykłady mediów społecznościowych oraz omawia pokolenia  imigrantów i cyfrowych tubylców. Dla mnie bardzo przydatny okazał się rozwiał 2. Uczenie się w epoce cyfrowej, wraz z omówieniem konstatacji tradycyjnej szkoły. W szczególności szukałem pomysłów w zakresie dydaktyki szkoły wyższej epoki cyfrowej, czyli czegoś, co dla mnie jest bardzo nowe.

Bardziej specjalistyczna część książki dotyczy założeń metodologicznych i wyników przeprowadzonych badań. Te części zapewne bardziej zainteresują badaczy nauk pedagogicznych i społecznych. 

Lidia Bielinis "Uczenie się w przestrzeniach cyfrowych uniwersytetu. Studium teoretyczno-empiryczne", Oficyna Wydawnicza Impuls, Kraków 2022, 331 str.


19.10.2023

Jak rozmnażają się wrocławskie krasnale - potyczki z AI

 

Jak rozmnażają się wrocławskie krasnale? Jak biolog i naukowiec może zadać takie pytanie? Przecież skrzaty to istoty fikcyjne, mityczne. PO drugie wrocławskie skrzaty to metalowe figurki. Ani jedne ani drugie nie są organizmami żywymi. żeby zadać takie pytanie trzeba uznać mrugnięcie oka i zawarty w tym dowcip. A mimo to jako biolog p[ostawiłem to prowokacyjne pytanie.

A było to tak. Byłem we Wrocławiu przy okazji konferencji „Nowe spojrzenie na edukację”, robiłem zdjęcia wrocławskim krasnalom (skrzatom). Jednocześnie od dłuższego czasu zastanawiam się nad sensownym wykorzystaniem AI w procesie dydaktycznym, by nie tylko już od zaraz samemu odkrywać lecz i uczyć studentów sensownego wykorzystania algorytmów językowych. To ma być wspólne odkrywanie, które wypróbowuję w tym semestrze. Następnie umieściłem kolekcję najnowszych zdjęć na Facebooku z komentarzem „Wrocławskie krasnale (skrzaty) narodziły się jako ironiczna krytyka komunizmu w Polsce i reakcja na stan wojenny. Potem zmaterializowały się w postaci brązowych figurek. A inne miasta poszukują podobnych wzorów do naśladowania. Skrzatów przybywa. I ja we Wrocławiu byłem i skrzatów szukałem.” Pomarańczowa alternatywa to czasy mojej młodości.

W komentarzach wspomniano, że krasnali przybywa i jest już ich bardzo dużo. Pani Joanna Michalska-Reda napisała „Krasnale we Wrocławiu są świetne, ponoć w całym mieście jest ich już około 1000. My jak jesteśmy we Wrocławiu, to odkrywamy ciągle nowe”, na to żartobliwie odpowiedziałem  „Jak nic rozmnażają się”. W dalszej konwersacji pani Danuta Sokołowska dopowiedziała, że  „przez paczkowanie , podział”,  a podchwycił to pan Artur Białosiewicz „Widzę tu obszar do badań przyrodniczych”. Utrzymując się na fali zadałem  to pytanie bezpłatnym algorytmom Chat GPT i Bard. Okazja do poćwiczenia i sprawdzenia możliwości. 

Dygresja pierwsza. Pomysły rodzą się i dojrzewają w dialogu między ludźmi. To jeszcze jeden przykład, że w procesie uczenia się i twórczej pracy potrzebna jest współpraca i dyskusja. 

Prompt 1. „Wyobraź sobie, że jesteś naukowcem biologiem. Napisz esej na temat . Jak rozmnażają się wrocławskie krasnale . Tekst ma zawierać do 3000 znaków ze spacjami i rozważać rozmnażanie płciowe oraz bezpłciowe przez pączkowanie.”

Odpowiedź Chat GPT 3,5

"Rośliny, zwierzęta i nawet przedmioty, takie jak wrocławskie krasnale, mają swoje unikalne sposoby rozmnażania. Chociaż krasnale to rzeźby, niezwykle popularne w mieście Wrocławiu, wciąż można rozważyć teoretyczne metody rozmnażania dla zabawy. Wrocławskie krasnale nie rozmnażają się w sposób biologiczny, ale dla celów tej opowieści, możemy zastanowić się, jak wyglądałoby to, gdyby robiły to na prawdziwie biologiczny sposób.

Rozmnażanie płciowe: W przypadku krasnali, rozmnażanie płciowe jest tylko hipotetyczne. Gdyby jednak miały narządy płciowe, proces ten byłby zbliżony do tego, który obserwujemy u organizmów dwupłciowych. Wrocławskie krasnale przewidują rozmnażanie płciowe tylko wtedy, gdy potrzebują stworzyć potomstwo o różnych cechach, aby dostosować się do różnych warunków w mieście. Możemy sobie wyobrazić, że samce i samice krasnali spotykają się w określonym miejscu i wymieniają pyłek (lub coś w rodzaju tego, co jest odpowiednikiem nasienia w świecie krasnali). Następnie samica krasnala przenosi zapłodniony materiał do specjalnego miejsca, gdzie kształtuje się w małe krasnale.

Rozmnażanie bezpłciowe (pączkowanie): Rozmnażanie bezpłciowe jest również teoretyczne dla krasnali, podobnie jak rozmnażanie płciowe. Dla zabawy, możemy przyjąć, że krasnale mają zdolność pączkowania, podobnie jak pewne organizmy jednokomórkowe i niektóre rośliny. Proces ten polegałby na tworzeniu kopii krasnala za pomocą wzrostu i podziału ich ciała.

Jeśli wrocławskie krasnale rozmnażałyby się przez pączkowanie, mogłyby tworzyć małe krasnale, które byłyby identyczne pod względem cech z krasnalem macierzystym. W tym przypadku nowy krasnal zaczynałby jako mała wypustka lub pączek na ciele krasnala dorosłego. W miarę jak ten pączek się rozwijał, oddzielałby się od głównego ciała i stawał się niezależnym krasnalem.

Warto zaznaczyć, że krasnale wrocławskie to wyłącznie rzeźby i nie posiadają zdolności biologicznego rozmnażania się. Jednakże, wyobrażając sobie taką sytuację, możemy wnioskować, że procesy rozmnażania płciowego i bezpłciowego w przypadku krasnali byłyby fascynującym zagadnieniem biologicznym."

 Na to samo Bard stworzył taki temat (zachowuje oryginalną pisownię, widać nieco słabsze formowanie tekstu - bardziej jako osobne myśli niż zwarty tekst, tak jak u Chat GPT, ale pojawił się tytuł):  

Rozmnażanie wrocławskich krasnali

Wrocławskie krasnale to zjawisko kulturowe, które od lat przyciąga uwagę mieszkańców i turystów z całego świata. Te niewielkie figurki, przedstawiające postacie z różnych środowisk i profesji, są symbolem miasta i jego mieszkańców.

Jednak jak rozmnażają się wrocławskie krasnale? Czy odbywa się to w sposób płciowy, czy też bezpłciowy?

Rozmnażanie płciowe

Rozmnażanie płciowe wrocławskich krasnali jest możliwe, ale jest to proces stosunkowo rzadki. Dochodzi do niego, gdy dwa krasnale o przeciwnych płciach spotkają się i zdecydują na wspólne życie.

Proces rozmnażania rozpoczyna się od kopulacji, podczas której krasnale łączą się ze sobą. W wyniku kopulacji dochodzi do zapłodnienia komórki jajowej przez plemnik. Zapłodniona komórka jajowa zaczyna się dzielić i rozwijać, tworząc nowe krasnalisko [można zostawi takie oryginalne określenie lub poprawić na "krasnalątko" - S.Cz.].

Nowo narodzony krasnal jest bardzo mały i bezbronny. Przez pierwsze tygodnie swojego życia mieszka z rodzicami, którzy opiekują się nim i uczą go życia.

Rozmnażanie bezpłciowe przez pączkowanie

Rozmnażanie bezpłciowe przez pączkowanie jest znacznie bardziej powszechne niż rozmnażanie płciowe. Dochodzi do niego, gdy na ciele jednego krasnala wytworzy się nowy krasnal.

Nowy krasnal zaczyna się rozwijać jako mały guzek na ciele starszego krasnala. W miarę rozwoju guzek ten powiększa się i w końcu odrywa się od ciała starszego krasnala, tworząc nowy, samodzielny osobnik.

Rozmnażanie bezpłciowe przez pączkowanie jest bardzo szybkim i efektywnym sposobem na rozmnażanie. Dzięki temu wrocławskie krasnale mogą szybko zwiększać swoją liczebność.

Wpływ czynników środowiskowych na rozmnażanie

Rozmnażanie wrocławskich krasnali jest w pewnym stopniu uzależnione od czynników środowiskowych. Na przykład, w ciepłe i słoneczne dni krasnale są bardziej aktywne i częściej spotykają się ze sobą. W chłodne i deszczowe dni krasnale są mniej aktywne i rzadziej się rozmnażają.

Innym czynnikiem środowiskowym, który może wpływać na rozmnażanie wrocławskich krasnali, jest obecność ludzi. Ludzie często fotografują krasnale i dzielą się zdjęciami w mediach społecznościowych. Dzięki temu krasnale stają się bardziej popularne i przyciągają do siebie więcej turystów.

Podsumowanie

Wrocławskie krasnale rozmnażają się w sposób płciowy i bezpłciowy. Rozmnażanie płciowe jest procesem stosunkowo rzadkim, natomiast rozmnażanie bezpłciowe przez pączkowanie jest znacznie bardziej powszechne.

Rozmnażanie wrocławskich krasnali jest w pewnym stopniu uzależnione od czynników środowiskowych, takich jak temperatura i obecność ludzi."

Ponieważ nie do końca byłem zadowolony z rezultatu (niezbyt dobrze oddawało mój zamysł), napisałem kolejne polecenie.

Prompt 2. „Napisz to samo ale uwzględnij, to, że krasnale powstają jako projekty artystyczne, w związku z tym rozmarzają się także przez myśl twórcza i dowcip artysty”

Dygresja druga: prompt ma znaczenie na uzyskiwaną odpowiedź.

Chat GPT 3,5 (pojawił się już tytuł)

"Oczywiście, uwzględnię artystyczny aspekt w tworzeniu krasnali i ich rozmnażaniu poprzez myśl twórczą i dowcip artysty.

Jak rozmnażają się wrocławskie krasnale?

Wrocławskie krasnale to unikalne projekty artystyczne, które zdobią ulice i skwery tego uroczego miasta. Ich rozmnażanie jest zupełnie inne niż w przypadku organizmów biologicznych, ale można rozważyć to jako artystyczną metaforę.

Rozmnażanie przez myśl twórczą: Kiedy artysta ma pomysł na nowego krasnala, rodzi się nowa koncepcja. To jak rozmnażanie przez myśl twórczą - tworzenie nowej idei lub konceptu. Artysta wyobraża sobie, jak ma wyglądać nowy krasnal, jakie cechy ma mieć, jakie emocje ma wyrażać. Ta myśl twórcza jest pierwszym krokiem w "rozmnażaniu" krasnala.

Rozmnażanie przez dowcip artysty: Kiedy artysta stworzy już swoją wizję krasnala, musi przekształcić ją w konkretny projekt. Jest to moment, w którym dowcip artysty wchodzi do gry. Artysta wykorzystuje swoje umiejętności, wybiera materiały i techniki, które nadadzą krasnaliowi [trzeba poprawić na krasnalowi - S.Cz.] życie i charakter. To jak tworzenie unikalnego kodu genetycznego dla każdego krasnala, nadając mu indywidualność.

Rozmnażanie artystyczne: Kiedy projekt krasnala zostaje ukończony, artysta udostępnia go miastu, instalując go na ulicy lub w parku. To jest moment narodzin nowego krasnala, jego prezentacja światu. Wrocławianie i turyści mogą go podziwiać, wywołując uśmiech na twarzach przechodniów. To, jak krasnale zdobywają popularność i rozmnażają się na całym terenie miasta, można porównać do rozprzestrzeniania się koncepcji i projektów artystycznych.

Podsumowując, choć wrocławskie krasnale nie rozmnażają się w tradycyjny biologiczny sposób, ich rozmnażanie jest wyjątkowe i artystyczne. To proces tworzenia i dzielenia się pomysłami, który nadaje urok temu pięknemu mieście i tworzy niepowtarzalny klimat."

Moja uwaga. Druga wersja jest lepsza, bardziej odpowiada mojemu zamiarowi i mojemu pomysłowi. Trzeba jednak przejrzeć tekst i poprawić nieliczne błędy językowe.

Odpowiedź Barda

"Rozmnażanie wrocławskich krasnali

Wrocławskie krasnale to zjawisko kulturowe, które od lat przyciąga uwagę mieszkańców i turystów z całego świata. Te niewielkie figurki, przedstawiające postacie z różnych środowisk i profesji, są symbolem miasta i jego mieszkańców.

Rozmnażanie płciowe

Rozmnażanie płciowe wrocławskich krasnali jest możliwe, ale jest to proces stosunkowo rzadki. Dochodzi do niego, gdy dwa krasnale o przeciwnych płciach spotkają się i zdecydują na wspólne życie.

Proces rozmnażania rozpoczyna się od kopulacji, podczas której krasnale łączą się ze sobą. W wyniku kopulacji dochodzi do zapłodnienia komórki jajowej przez plemnik. Zapłodniona komórka jajowa zaczyna się dzielić i rozwijać, tworząc nowe krasnalisko.

Nowo narodzony krasnal jest bardzo mały i bezbronny. Przez pierwsze tygodnie swojego życia mieszka z rodzicami, którzy opiekują się nim i uczą go życia.

Rozmnażanie bezpłciowe przez pączkowanie

Rozmnażanie bezpłciowe przez pączkowanie jest znacznie bardziej powszechne niż rozmnażanie płciowe. Dochodzi do niego, gdy na ciele jednego krasnala wytworzy się nowy krasnal.

Nowy krasnal zaczyna się rozwijać jako mały guzek na ciele starszego krasnala. W miarę rozwoju guzek ten powiększa się i w końcu odrywa się od ciała starszego krasnala, tworząc nowy, samodzielny osobnik.

Rozmnażanie bezpłciowe przez pączkowanie jest bardzo szybkim i efektywnym sposobem na rozmnażanie. Dzięki temu wrocławskie krasnale mogą szybko zwiększać swoją liczebność.

Wpływ czynników środowiskowych na rozmnażanie

Rozmnażanie wrocławskich krasnali jest w pewnym stopniu uzależnione od czynników środowiskowych. Na przykład, w ciepłe i słoneczne dni krasnale są bardziej aktywne i częściej spotykają się ze sobą. W chłodne i deszczowe dni krasnale są mniej aktywne i rzadziej się rozmnażają.

Innym czynnikiem środowiskowym, który może wpływać na rozmnażanie wrocławskich krasnali, jest obecność ludzi. Ludzie często fotografują krasnale i dzielą się zdjęciami w mediach społecznościowych. Dzięki temu krasnale stają się bardziej popularne i przyciągają do siebie więcej turystów.

Rozmnażanie przez myśl twórczą i dowcip artysty

Oprócz rozmnażania płciowego i bezpłciowego, wrocławskie krasnale mogą rozmnażać się również przez myśl twórczą i dowcip artysty.

Każdy nowy krasnal jest pomysłem artysty, który nadaje mu kształt i charakter. W ten sposób krasnale powstają z myśli i wyobraźni artysty.

Rozmnażanie przez myśl twórczą i dowcip artysty jest procesem, który nie ma granic. Każdy artysta może stworzyć nowego krasnala, który będzie odzwierciedlał jego indywidualny styl i poczucie humoru.

Podsumowanie

Wrocławskie krasnale rozmnażają się w sposób płciowy, bezpłciowy i przez myśl twórczą i dowcip artysty.

Rozmnażanie płciowe i bezpłciowe jest procesem fizycznym, który zależy od czynników środowiskowych, takich jak temperatura i obecność ludzi.

Rozmnażanie przez myśl twórczą i dowcip artysty jest procesem kreatywnym, który nie ma granic."


Wniosek. Bard tylko nieznacznie zmodyfikował pierwotny tekst, Chat GPT napisał zupełnie nową opowieść.

Wyszło tak jak z asystentem czy copywritterem – piszę (mówię, wydaję instrukcję, polecenie) i w jakim stylu ma być wykonana praca. Z AI trwa to szybciej. Na pewno trzeba sprawdzać i ewentualnie poprawiać drobne błędy językowe. Ewentualnie zmieniać obszerniejsze fragmenty by uzyskać oczekiwany kształt (jęlsi dna początku dobrze promptu nie przemyśleliścmy). Łatwiej jednak poprawiać i modyfikować niż tworzyć kompozycję językową od zera. Można chyba w taki sposób pisać i książki. Jednak jak na razie AI nie zastąpi kreatywności (i pomysłu na całość) człowieka. Tak jak system czy copywritter. To szef-człowiek  daje pomysł i określa ramy. Szybciej tylko powstaje tekst we współpracy z asystentem AI. U mnie trwało 1-2 minut, a z promptem i poprawianiem to z 10 minut. Tradycyjny sposób jak dla mnie to minimum 1-2 godziny pisania i poprawiania. Ze względu na fakt iż jestem dyslektykiem to muszę sprawdzać jeszcze kolejnego dnia. Zatem tworzenie zajmuje mi jakieś 2-4 h. O ile jest już oczywiście pomysł, a przynajmniej jego szkielet. Mogę więc szybciej tworzyć. Bo dopracowanie pomysłu trwa znacznie szybciej. Samo wymyślanie oryginalnego pomysłu trwa tyle samo w mojej głowie.

I jak wykorzystać SI w pracy akademickiej? Twórczo i z korzyścią dla studentów? Pytanie postawiłem ale nie znam jeszcze odpowiedzi. Ćwiczę i sprawdzam. To proces poszukiwania twórczego.

Pomyślałem jeszcze o stworzeniu ilustracji z wykorzystaniem AI. W wersji bezpłatnej miałem dostęp tylko do DALL-E. Mam niewielkie umiejętności i na podstawie opisu udało się wygenerować coś takiego (po kilu próbach). W sumie zajęło mi więcej czasu niż przygotowanie własnego zdjęcia (na górze). Ale jak się nie ma własnego zdjęcie to trzeba sobie radzić chyba z AI lub korzystać z licencji CC.


Z kolei Leonardo.ai wygenerował coś takiego:


Wniosek: własne zdjęcie okazało się lepsze i mniej czasochłonne.

*   *   *

PS. Nie tylko AI pomagała mi w napisaniu. Po pierwsze współtwórcami, cichymi, są osoby uczestniczące w dyskusji. Bo tak wylęgał się pomysł. W głębszym tle są zapomniane rozmowy o sztucznej inteligencji i o wrocławskich skrzatach, o sztuce, o miejskich figurkach takich jak zielonogórskie bachusiki, szczytnowskie pofajdoki i wiele, wiele innych. Tego "karmienia" kulturą i myślami już sobie nie uświadamiam. O wykorzystaniu AI zawsze warto pisać. A jak się pamięta to także o współudziale innych osób. Generatywna sztuczna inteligencja, tak jak ludzie, czerpie z dorobku wcześniejszego jeśli nie całej ludzkości to dużej jej części. 

18.10.2023

Uczenie się - dlaczego koło naukowe było dla mnie ważne i jak motywowało do studiowania?

 

Z czasów studenckich bardzo miło wspominam aktywność w różnych grupach studenckich typu klub turystyczny, Radio Emitor, Klub Docent czy pracę w Kole Naukowym Biologów (wtedy było jedno koło z kilkoma sekcjami, dzięki czemu była większa stabilność organizacyjna i włączonych więcej pracowników uczelni we współpracę ze studentami). Dlaczego studenckie koło naukowe było dla mnie ważne i jak motywowało mnie do uczenia się?

Po pierwsze koło naukowe było poza programem studiów. Nie było ocen i kolokwiów, nie było odgórnego, zaplanowanego programu. Była ogromna wolność i swoboda w rozwijaniu zainteresowań i uczenie się prawdziwego procesu badawczego, od dostrzegania problemu, poprzez dyskusje, planowanie i wykonanie badań aż do prezentowania wyników na konferencji naukowej oraz w formie publikacji. Po drugie były zupełnie inne relacje z nauczycielami akademickimi. Bardzie w układzie mistrz-uczeń niż zwierzchnik-podwładny. Nic nam nie było narzucane. Były tylko propozycje, pomysły i włączanie do autentycznych badań naukowych. Tak zainteresowałem się chruścikami i zaczęliśmy badania źródeł Łyny. Z perspektywy lat i obserwowanych trendów edukacyjnych to właśnie relacje z nieformalnym tutoringiem wydają się być dobrym modelem edukacji. Poszerzać je a nie zawężać!

Obserwowaliśmy badania nad wodnymi bezkręgowcami i do nich się włączaliśmy. Ale co ważne, mieliśmy dużą samodzielność w wyborze tematu badawczego. Popełnialiśmy różne błędy ale nie było z tego powodu ocen czy egzaminów poprawkowych. Tak jak i inni uczyłem się aktywnie, samodzielnie wyszukując lektury lub były mi proponowane. Czułem, że w pełni studiuję a nie uczę się w szkole (wyższej ale jednak szkole). Ważna była motywacja. Sam rozpoczynałem oznaczanie chruścików na kluczu w języku czeskim. Ogromne trudności, jednak to motywacja i samodzielność dawały dużą frajdę i poczucie studiowania w pełnym znaczeniu tego słowa. 

To w kole naukowym dostałem przestrzeń do działania, binokular do oznaczania chruścików i innych bezkręgowców, dostęp do laboratorium. Były wyjazdy terenowe, obozy naukowe i realizowane projekty badawcze. Mieliśmy z czym jeździć na konferencje naukowe (w tamtych czasach było ich mało). Uczyłem się w działaniu prezentowania i wygłaszania referatów. Coś, czego nie nauczyłbym się w żaden sposób na zajęciach, ujętych w programie. My, studenci, uczestniczyliśmy w badaniach jako członkowie zespołu, razem z naukowcami. Czuliśmy się częścią zespołu i czuliśmy autentyczny udział w rozwiązywaniu rzeczywistych problemów badawczych. 

Spotykaliśmy się by prezentować referaty i dyskutować. Sami wyznaczaliśmy terminy, tematy referatów i zapraszaliśmy prelegentów. Przygotowywaliśmy publikacje naukowe. Były także działania projektowe nie tylko naukowe. Planowaliśmy nawet wyprawę badawcza do Afryki (a były to trudne i biedne czasy PRL). Uczyłem się organizacji i zarządzania zespołem. Tych umiejętności nie miałem szansy nauczyć się na zajęciach, przewidzianych programem. To właśnie klub turystyczny Bajo Bongo, Radio Emitor, czy koło naukowe, dało mi szansę na kształtowanie tych ważnych umiejętności. Bardzo się przydały w pracy zawodowej po studiach. Uczyłem się działania jak i komunikacji. Uczelnia to nie tylko zajęcia w programie danego kierunku studiów ale także środowisko z przestrzenią do własnego działania. Na to musi być czas. A zatem nie za dużo zajęć programowych, odgórnie zaplanowanych i wypełnianych cała przestrzeń edukacyjna i czas. 

Potem, już w pracy akademickiej starałem się przenosić atmosferę pracy w kole na typowe zajęcia. Więcej kół naukowych dla wszystkich! Może gdyby tak wyglądało studiowanie byłoby lepiej? Dlaczego ważne umiejętności i kompetencje tylko dla nielicznych? Czy nie można większej liczby zajęć prowadzić w takiej formie? Mam na myśli relacje, prace projektowe i aktywne uczestnictwo w życiu pozaszkolnym, pozauniwersyteckim z rozwiązywaniem rzeczywistych problemów a nie tylko problemów wyreżyserowanych do przećwiczenia. 

Powoli zmienia się edukacja także na polskich uczelniach wyższych. To dobrze. A póki co gorąco zachęcam studentów do aktywności w różnych studenckich kołach naukowych. Poznajcie smak prawdziwego studiowania.

15.10.2023

A co będzie po naszym czasie?


Człowiek stwarza sztuczną inteligencję na swój obraz i podobieństwo. Chat GPT halucynuje... tak jak ludzie kłamią, zmyślają, fantazjują. Różnica jest  w intencji i świadomości. Algorytmy dużych systemów językowych (AI) nie mają świadomości takiej jak ludzie i nie mają etycznych intencji w czasie swojego halucynowania. Tak te algorytmy nauczyliśmy - chcą nas swoimi halucynacjami zadowolić (zmyślają czasem jak uczeń w szkole przy odpowiedzi, gdy chce dostać lepszą ocenę). Jak czegoś nie wie to wymyśli. Ale za to w znakomitej formie językowej. Algorytmy sztucznej inteligencji czerpią z zasobów piśmiennictwa ludzkości (tym ją karmimy). Ale ludzie także korzystają z wiedzy i pomysłów całej ludzkości. A w zasadzie z tego, z czym się spotkamy w swoim życiu, co zapamiętamy itp. Jest więc widoczna ciągłość kultury. 

Czy człowiek, jako gatunek, może ewoluować dalej, przekształcając się w coś/kogoś nowego? To pytanie nurtuje nas od zawsze, ale teraz, w dobie współpracy z generatywną sztuczną inteligencją i czasach technologicznego postępu, staje się bardziej aktualne niż kiedykolwiek wcześniej. Nabiera nowego znaczenia. Ewolucja człowieka jest historią współpracy. Nasza zdolność do komunikacji i współdziałania z innymi jednostkami naszego gatunku, pozwoliła nam osiągnąć niesamowite sukcesy. Od pierwotnych myśliwych-zbieraczy, po współczesne społeczeństwa, których funkcjonowanie oparte jest na zaawansowanych technologiach, nasza zdolność do współpracy była kluczowym czynnikiem ludzkiej ewolucji.

Jednak teraz, w erze technologii i sztucznej inteligencji, ta współpraca przechodzi kolejny etap. Swoista metamorfozę. Z każdym nowym wynalazkiem i odkryciem stajemy się bardziej zintegrowani z maszynami. Nasza zdolność do przekazywania informacji i komunikacji przekracza już granice naszych ciał – mamy pamięć zewnętrzną i zapasowe mózgi, które pomagają zapamiętać, przetwarzać i nawet kreować. Dzięki technologii możemy nawiązywać relacje i pracować razem na zupełnie nowych poziomach.

Czy to oznacza, że stajemy się innym gatunkiem? Z pewnością tak. Nasza zależność od technologii i sztucznej inteligencji staje się coraz bardziej pogłębiona. To nie tylko okulary, sztuczne zastawki i rozruszniki serca. Możemy kontrolować nasze otoczenie za pomocą smartfonów, analizować ogromne ilości danych za pomocą komputerów, a nawet rozszerzać naszą inteligencję dzięki algorytmom AI. Możemy dyskutować z … publikacją lub książką, zadawać jej pytania, tak jakby była żywą osobą, autorem a nie zamkniętym i raz na zawsze skończonym i niezmiennym tekstem. To wszystko przekształca naszą biologię, sposób myślenia, ekologię życia codziennego i sposób funkcjonowania społecznego. W naszym stadzie są już byty nieludzkie (nie tylko domowe psy i koty, które traktujemy jako członków niemalże rodziny).

W tym kontekście warto nawiązać do futurystycznej twórczości Stanisława Lema, zwłaszcza do "Cyberiady". Bohaterowie tej książki, Trurl i Klapaucjusz, to nie tylko geniusze technologii robotycznej, ale także reprezentanci nowego rodzaju post-ludzi (myślące roboty, powstałe w wyniku ewolucji po czasie ludzkim), którzy posługują się maszynami i sztuczną inteligencją, by tworzyć i rozwiązywać różnorodne problemy. To świetny przykład tego, jak nasza symbioza z technologią może nas przekształcić, a w zasadzie zastąpić. Coś z nas zostaje w myślach i kulturze, mimo że nie ma tam już ludzkich ciał. Twórczość Lema to przykłady futurystyczne. Tyle tylko, że coraz bardziej namacalne i niemalże dzisiejsze.

Zastanawiając się nad przyszłością, możemy również zastanowić się, jakie miejsce zajmie człowiek w świecie, w którym technologia i sztuczna inteligencja stają się coraz bardziej autonomiczne. Czy nasza rola ograniczy się do nadzorowania maszyn, czy może staniemy się częścią większego ekosystemu, w którym roboty i sztuczna inteligencja będą odgrywały kluczową rolę? Lub też nas, bladawców, całkiem zastąpią.

Przyglądając się tym zmianom, nie możemy zapominać o etyce i moralności. Jakie wartości przekazujemy maszynom? Co po nas odziedziczą? Jakie będą konsekwencje naszych działań w erze, w której technologia dominuje? To pytania, na które musimy odpowiedzieć, jeśli chcemy, aby przyszłość była bardziej ludzka niż technologiczna. By po naszym czasie zostało więcej z nas.

Stajemy w obliczu fascynującej ewolucji ludzkości, gdzie współpraca, technologia i sztuczna inteligencja odgrywają kluczową rolę. Niektórych to przeraża. Czy staniemy się innym gatunkiem? Czy może staniemy się jednym z wielu elementów w ludzko-cyfrowym ekosystemie, jakimś swoistym nowym hologenomie? To pytania, na które nie mamy jeszcze odpowiedzi. Takie pytania stawiają pisarze już od dawna. I nawet próbują halucynować swoimi odpowiedziami. Jednak jedno jest pewne - przyszłość jest jeszcze w naszych rękach, i to od nas zależy, jak ją ukształtujemy. I ile z nas pozostanie. Zajrzyj do książek, przyszłość po naszym czasie już tam jest.

Niniejszy felieton napisałem we współpracy (i dyskusji) z generatywną, sztuczną inteligencją - Chatem GPT. Tylko narzędziem czy już członkiem kulturowej wspólnoty? Wszak halucynuje (tworzy) na bazie tego, co ludzie już napisali, w tym w książkach. Nie wiem czy Chat PGT karmiony był Cyberiadą i czy zna treść tej książki (wszak Lem był pisarzem o międzynarodowym odbiorze) ale zgrabnie o niej wspomniał i znał głównych bohaterów mimo, że nie podpowiedziałam w prompcie ich imion.

*  *  *

Jak powstawał ten tekst? Najpierw wymyśliłem o czym mam być i taki, nieco obszerny prompt wpisałem do Chat GPT (ale przecież może to być inny system językowy, np. Bard), uzyskałem jedną wersję tekstu. Nacisnąłem przycisk i dostałem drugą. Ta mi się bardziej podobała. Teraz zacząłem tekst zmieniać, uzupełniać, poprawiać. Algorytm wystąpił w roli narzędzia-asystenta. Pomógł mi w nadaniu formy. Czy w takim razie Chat GPT jest współautorem tekstu? 

Ilustracja to zdjęcie z wystawy na UWM w Olsztynie.


Poszerzona wersja felietonu Kij w mrowisko, dla czasopisma VariAtrt