6.04.2018

Konieczność nieustannego uczenia się...

(Europejska Noc Naukowców 2017, Biblioteka Uniwersytecka)
„Nie ma pracy twórczej bez nieustannego uczenia się. Przyświecają temu dwa cele: konieczność ćwiczenia mózgu i konieczność poznawania nowych obszarów wiedzy, potrzebnych do rozwiązania problemu, nad którym właśnie pracuję.” 

Michał Heller „Jak być uczonym” Wyd. Znak, Kraków 2009 r.

Nieustanne uczenie się jest powinnością ludzi uniwersytetu. Cały czas płonąć. By zapalać innych. Inaczej się nie da. Zatem w przyszłym tygodniu jadę do Kętrzyna by przedstawić wstępną, prowizoryczną wersję gry terenowej "tajemnica leśnych tulipanów". Marzyłoby mi się zorganizowanie gry terenowej, połączonej z ładnymi qr kodami (widziałem takie we Francji), może z landartem i wymyśleniem nowego produktu regionalnego. Coś kulinarnego z leśnymi tulipanami. Wiedza zastosowana w praktyce i wykorzystanie tego, czego się nauczyłem na wyjazdach studyjnych i już eksperymentując z grami terenowymi i qr kodami.

Jadę do Kętrzyna opowiadać młodzieży szkolnej o GMO w żywności, publiczności o leśnych, dzikich tulipanach i... szukać współpracy by zrealizować kolejny swój pomysł. Bo co to za pomysł, jeśliby został tylko na papierze.

Jadę ćwiczyć mózg i poznawać nowe obszary

Czytaj więcej o dzikich tulipanach:



4.04.2018

Cykl życiowy referatu czyli Uniwersytet Twórczy 9

24 godziny w dziesięć minut, czyli cykl życiowy referatu

Czy jest sens przeznaczyć dobę na wygłoszenie 10 minutowego referatu? 10 minut mówienia to tylko wierzchołek góry lodowej. A żeby wygłosić krótki referat trzeba przeznaczyć wiele godzin na podróż. Do tego dochodzi przekaz w wersji internetowej i refleksje po dyskusji.

Najpierw jest zadany temat, który prowokuje do przemyśleń. I w pewnym sensie spotkanie dyskusyjne już trwa, mimo że się jeszcze się nie zaczęło.  Inspirujący dialog trwa znacznie dłużej niż tylko te "regulaminowe" dziesięć minut. Taki jest efekt dobrej (dopasowanej do aktualnych potrzeb naukowca) konferencji naukowej. W komunikacji ważny jest dialog. Potem są rozmyślania i przygotowywanie wystąpienia. Zbieranie danych, informacji, poszukiwanie najlepszej koncepcji wystąpienia. Trzeba się czegoś o miejscu i publiczności dowiedzieć. Żeby mówić do ludzi i mieć szansę na dyskusję a nie tylko wygłosić swoje i pojechać z powrotem. Lubię też długie podróże pociągiem - przed konferencją pozwalają na spokojne przemyślenia i dopracowanie referatu (zatem ta doba to nie strata ale zysk). A po konferencji na "przetrawienie" i powtórne poukładanie w głowie zasłyszanych informacji, zdobytych wrażeń. Te 10 minut jest znacznie dłuższe niż się mogłoby wydawać. A jak przedłużyć wypowiedź? Do referatu, o który zostałem poproszony, dołączyłem tekst na blogu (do poczytania, jeśli temat zaciekawi) a na slajdzie przygotowałem QR kod z linkiem do tekstu.

Gdy dostałem zaproszenie z Łodzi, to zaintrygował mnie tytuł cyklu spotkań: Twórczy Uniwersytet. Miało to być już 9. spotkanie.  Tym razem poświęcone promocji i popularyzacji nauki.  Pierwszym, miłym zdziwieniem było to, że ktoś w Łodzi o mnie wie i chce posłuchać moich pomysłów i doświadczeń w promocji i upowszechnianiu nauki.  Drugie było zaciekawienie łódzkimi spotkaniami Twórczego Uniwersytetu. Jak oni to robią? W duchu życzliwie im zazdrostkę takich spotkań i dobrych metod upowszechniania wiedzy. Zatem pojechać i zobaczyć. Może udałoby się i w Olsztynie coś podobnego zrobić i rozwinąć pomysł z Olsztyńską Kawiarnią Naukową Collegium Copernicanum?

Twórczy Uniwersytet – promocja i popularyzacja nauki -  rozpoczął się 10 stycznia 2018 r. w Pałacu Biedermanna, o godzinie 16:00. Zobaczyłem Łódź całkiem inną niż z mojej pamięci z dawnych czasów.  Ideą Twórczego Uniwersytetu jest twórcza wymiana myśli, a także jednoczenie środowiska, nie tylko uczelnianego. Starają się wychodzić poza środowisko akademickie. W ośmiu dotychczasowych edycjach Twórczego Uniwersytetu wykładowcy i studenci poszukiwali ciekawych metod nauczania, a także łączyli naukę i biznes w debacie nad wspólnotą celów (zobacz kronikę tych spotkań: http://kronika.uni.lodz.pl/). Uczyli się uważnego słuchania, rozmawiali o wolności i świadomości studiowania, szczególnie istotnych na rynku pracy kompetencjach, kreatywności w dydaktyce i biznesie. Owocem spotkań Twórczego Uniwersytetu są dwie publikacje naukowe.

10 stycznia 2018 w sali Kominkowej w Pałacu Biedermanna dyskutowano o potrzebie popularyzacji nauki. Konferencję otworzył JM Rektor Uniwersytetu Łódzkiego Antoni Różalski. W programie były także wystąpienia: Elżbieta Żądzińska Prorektor Uniwersytetu Łódzkiego ds. nauki,  Piotr Kępski - "Otwarty dostęp do publikacji a popularyzacja nauki", Stanisław Czachorowski "Trzecia kultura czy promocja i popularyzacja nauki", Tadeusz Wibig "O konieczności popularyzacji nauk ścisłych", Natalia Osica - "Po co naukowcom promocja - na przykładzie doświadczeń Science PR", Anna Rolczak, Paweł Śpiechowicz - "W prostych słowach - sposoby na promocję nauki", Marcin Frątczak - "Blogi naukowe jako alternatywne narzędzie prezentacji publikacji naukowych", Lidia Mikołajuk - "Widoczność dorobku naukowego w Internecie jako element jego promocji". Na zakończenie "Czy i jak popularyzować naukę?" -  panel dyskusyjny z udziałem w/w prelegentów. (relacja wideo z konferencji

Wspomniane już kilkakrotnie 10 minut (czas trwania przeciętnego referatu na konferencji) nie bierze się znikąd. Biologicznie można spojrzeć na cykl życiowy referatu (porównanie do systemów żywych w konwencji ogólnej teorii systemów).  Rodzimy się, żyjemy i umieramy. Ale skąd się wziąłem i czy i jakie zostawię potomstwo? System to pytanie o stan poprzedzający (żywe z żywego). System ma historię i ewoluuje. Można także mówić o dyspersji i pomnażaniu/rozmnażaniu. Całość (system) to coś więcej niż suma części. To także organizacja i relacje między elementami. Mój referat także nie wziął się znikąd.  Powolne wieloletnie dojrzewanie i przemyślenia dotyczące ogólnej teorii systemów, porównywania ewolucji biologicznej i kulturowej, społecznej misji uniwersytetu i otwartej nauki. W końcu także wieloletnie doświadczenia w popularyzacji nauki i promocji... uniwersytetu (czy innych instytucji naukowych i edukacyjnych). I chciałem te przemyślenia w jakiś sposób przedstawić. Na głos o nich porozmawiać. Dlatego tytuł mojego krótkiego referatu brzmiał:

Trzecia kultura a idea otwartego uniwersytetu 

Nie chciałem tradycyjnie mówić o promocji i popularyzacji. Chciałem mocniej nawiązać do społecznej misji uniwersytetu i trzeciej kultury i to w czasach trzeciej rewolucji technologicznej i zmiany środowiska społecznego, w którym funkcjonuje  uniwersytet.

Czy w czasach spadku liczby studentów (przyczyny demograficzne) i rozwoju nowych technologii, pozwalających szybko i łatwo uczestniczyć w wykładach na uniwersytetach całego świata, polskie szkoły wyższe nie wymrą jak dinozaury? Czy w dobie mody i popularności przeróżnych teorii spiskowych i ruchów antynaukowych środowisko akademickie jest jeszcze potrzebne?

Moim zdaniem zapotrzebowanie na wiedzę jest ogromne. Tyle tylko, że zmienia się sposób edukacji i zmieniają się nasi studenci. Uczymy nie tylko na sali wykładowej ale poprzez przekaz kierowany do społeczeństwa i to z wykorzystaniem nowych technik. Zatem blogi, audycje popularne, fanpage itd. to nie tyle promocja co bezpośredni i aktualny przekaz wiedzy. Trzecia kultura to skrócenie drogi przekazu. Wymusza to na kadrze akademickiej uczenia się nowych form komunikacji i przekazywania wiedzy. Stąd nawiązanie do trzeciej kultury. Tak jak nie wyginęły dinozaury (przecież ptaki są potomkami dinozaurów), tak nie "wyginą" uniwersytety. One tylko ewoluują, zmieniają się i dostosowują do środowiska (społecznego) i możliwości technicznych.

Rewolucja naukowa zaczęła się w Renesansie, gdy uczeni odeszli od studiowania jedynie ksiąg i zaczęli weryfikować poglądy w terenie przez obserwację obiektów i eksperymenty. W czasach nowożytnych, wraz z rosnącą specjalizacją i tworzeniem się coraz większych instytucji naukowych i edukacyjnych, w nauce nastąpiło duże przyspieszenie. Wiedza tak szybko i tak obszernie się zmienia (i to w ciągu życia jednego pokolenia!) że nie sposób nauczyć się tego wszystkiego w szkole. Konieczne jest edukacja ustawiczna. I pozaformalna.

Przy szybko zmieniającej się wiedzy przestajemy rozumieć świat. Pośrednicy w przekazywaniu wiedzy niejednokrotnie... przekazują już informacje przestarzałe. Dlatego uniwersytety muszą się bardziej otworzyć i to sami naukowcy muszą nauczyć się przystępnie opowiadać o swoich odkryciach, przemyśleniach, ustaleniach.

Zmieniły się także techniki komunikacji. Kiedyś funkcjonowała tylko kultura słowa. Żeby się czegoś dowiedzieć, to trzeba było udać się do mistrza i go posłuchać. Akademie i licea tworzyły się wokół filozofów. To świat starożytny. Gdy pojawiło się pismo, szybkość i zakres przekazu znacznie się zwiększył. Sercem uniwersytetów stały się biblioteki - repozytoria wiedzy. Już nie tylko uczeni i studenci ale i biblioteki. Żeby się czegoś dowiedzieć, trzeba było udać się do uniwersytetu. Tam były książki i naukowcy (czytać i chodzić na wykłady oraz uczestniczyć w eksperymentach w laboratoriach). A teraz trwa trzecia rewolucja technologiczna. Żyjemy w globalnym świecie, gdzie dostęp do wiedzy w coraz ważniejszym stopniu odbywa się za pośrednictwem internetu. I do tych zmienionych warunków muszą się dostosować współczesne uniwersytety. I chyba jesteśmy świadkami tych głębokich przemian. One zachodzą na naszych oczach.

A zatem nie tyle promocja i upowszechnianie co trzecia misja (społeczna) uniwersytetu (poza badaniami naukowymi i kształceniem "tradycyjnych" studentów). Trzecia kultura za pośrednictwem (z udziałem) uniwersytetów w trzeciej rewolucji technologicznej.

O tym mówiłem w swoim krótkim wystąpieniu.

Ale przytoczę jeszcze kilka refleksji i myśli zasłyszanych w czasie tego spotkania. Dlaczego ważna jest popularyzacja? Bo społeczeństwo chce wiedzieć na co wydawane są pieniądze z podatków. Dlatego niezwykle ważne są otwarte zasoby (otwarty dostęp do wiedzy - nie możemy dopuścić do zawłaszczania wiedzy i być więźniami punktów). Współczesny naukowiec musi nie tylko opublikować swoje odkrycia w specjalistycznym (często niszowym) czasopiśmie ale i poinformować "świat" o swoich odkryciach. Współczesny naukowiec musi być medialny. Musi wyjść z laboratorium czy gabinetu i poinformować co tam się dzieje. Uniwersytet musi być także na "YouTubie". Z kolei społeczeństwo potrzebuje tożsamości i wyjaśniania językiem zrozumiałym, świata wokół nas. To wzmacnianie racjonalności obserwowanego świata. Rolą uniwersytetów jest również to, by wspomagać rozwój społeczeństwa i dać ludziom szersze zrozumienie otaczających nas zjawisk. Tym bardziej, że obserwujemy napór irracjonalności.

Jak promować (i upowszechniać) naukę? Pisać na blogach, stronach www i portalach społecznościowych (nie zapominając o tradycyjnych czasopismach popularnych). Mówić na spotkaniach, wykładach otwartych itd. Pokazywać, w formie nagrań wideo. Żyjemy w czasach przeładowania informacjami dlatego potrzebujemy wybiórczości. I pomocnych autorytetów, ułatwiających szybki dostęp do wiarygodnych informacji. Mówić i pisać prostym językiem - proste i zrozumiałe słowa, prosty i wyraziste formy.

Promocja nauki potrzebna jest także dlatego, by łatwiej było znaleźć partnerów do badań. Nowe formy i technologie pozwalają dotrzeć do potencjalnych partnerów także z gospodarki.

Straszylla czyli dlaczego pojechałem do Łodzi
Czy jest sens przeznaczyć dobę (tyle trwała podróż do Łodzi i z powrotem) na wygłoszenie 10 minutowego referatu? Nie warto wszystkiego liczyć w kategoriach czasu. Ważne są inspiracje i wartościowe przemyślenia. Ważna jest wolność badań a nie ciągłe sprawdzanie, raporty, granty, sprawozdania. Naukowcy potrzebują więcej czasu na nieskrępowane poszukiwania. Trzeba im zaufać a nie męczyć biurokratyczną sprawozdawczością. Podobnie z innymi zawodami. Kluczowe jest jednak zaufanie. Czy warto przeznaczyć całą dobę na udział w konferencji, która nie liczy się w żaden sposób do awansu, dorobku naukowego i oficjalnej sprawozdawczości? Uważam, że warto. A skąd biolog ma wziąć pieniądze na udział w takiej konferencji? Czy z dydaktyki, czy z badań statutowych? Ani jedno ani drugie nie pasuje do sztywno poustawianych rubryk. Wolność poszukiwania nie mieści się w sztywnych rubrykach... Trudności te nie powinny nas jednak odstraszać od udziału w wartościowych dyskusjach.

I jeszcze ta Straszylla. To nazwa owada z czasów dinozaurów, wojsiłki. O odkryciu i publikacji dowiedziałem się na Facebooku, gdy jeden z łódzkich naukowców zamieścił krótką notatkę na ten temat. Zainspirowany przygotowałem wykład na olsztyńską Noc Biologów 2018, nawiązujący właśnie do straszylli (tematem była ewolucja skrzydeł u owadów). Zatem dobrze by naukowcy o swoich badaniach pisali także na portalach społecznościowych. Efekt upowszechniania wiedzy jest. A że nie ma tego w indeksie cytowań i impact factor? Nie wszystko da się zmierzyć i wyliczyć. Sprawozdawczość nie powinna zajmować zbyt wiele czasu. Po prostu trzeba zaufać w sens pracy naukowców i funkcjonowania uniwersytetów.

Co zostaje z dziesięciu minut? Jeśli spotkanie (konferencja) jest wartościowa, to dużo.

3.04.2018

Co to znaczy słuchać?


„Słuchać to znaczy rozumieć, co ten drugi mówi.” 

 Michał Heller „Jak być uczonym” Wyd. Znak, Kraków 2009 r.

Odnosi się to także do czytania. Słuchać i czytać, to znaczy rozumieć, co ten drugi mówi/pisze. Obie czynności (słuchanie, czytanie) odnoszą się do dyskusji. By dobrze dyskutować (a nie tylko monologować w towarzystwie) trzeba umieć słuchać/czytać czyli rozumieć, tego drugiego.

A na ilustracji dziurka od klucza w starych drzwiach. Rozumienie jest jak klucz, który otwiera każde drzwi. A za drzwiami całkiem nowy świat. Niewidoczny. Przynajmniej przed otwarcie drzwi.

2.04.2018

Laboratorium w szufladzie - optyka

W ostatnich latach obrodziło dobrymi książkami popularnonaukowymi, w tym takimi, które zachęcają do domowego eksperymentowania. Przydatne są zarówno dla nauczycieli - jako inspiracja i przydatny podręcznik metodyczny, jak i dla rodziców, którzy chcą wspierać przyrodnicze zainteresowania swoich dzieci. A przede wszytkom dla młodych poszukiwaczy - uczniów i studentów. Doświadczanie i eksperymentowanie ułatwia zrozumienie nawet najtrudniejszych teorii.

Przeglądam kolejną książkę, wydaną przez Wydawnictwo Naukowe PWN w serii "Laboratorium w szufladzie". Tym razem jest to Optyka, autorem której jest Zasław Adamaszek. Wydana w 2016 roku, w wygodnym formacie i półmiękkich okładkach, liczy 301 stron.

Laboratorium w szufladzie. Optyka  to zbiór doświadczeń i konstrukcji optycznych przeznaczonych do samodzielnego wykonania, zabawy i rozwijania pasji. Dobrze uzupełnia propozycje z innej książki z tej serii - Fizyka.  Tradycyjnie, doświadczenia podzielone są kolorami ze względu na stopień trudności. I jest dużo bezpiecznego majsterkowania. Wszystkie poruszane tematy dotyczą praktycznych zastosowań optyki i samodzielnej budowy przyrządów od podstaw oraz remontu przyrządów fabrycznych, ze szczególnym uwzględnieniem tych, które są przydatne w szkole na lekcjach biologii, fizyki, astronomii. A wiele znaleźć można w domu. Wystarczy tylko przeszukać domowe szuflady, piwnice lub strychy. Każdy opis oparty jest na stworzonych przez Autora konstrukcjach, sprawdzony w praktyce i uzupełniony informacjami o możliwościach modyfikacji. Obok opisów konstrukcyjnych książka zawiera bogatą podbudowę teoretyczną i ciekawostki związane z optyką.

Człowiek jest wzrokowcem. Najbardziej poznaje świat przez ... patrzenie. I przez manipulowanie. Angażowanie wielu zmysłów. Książka bardzo przydatna nauczycielom, zwłaszcza ze szkół podstawowych, którym obiecano pracowanie fizyczne, chemiczne, biologiczne, geograficzne, a jak praktyka pokazuje, zostali z niczym. Czyli z tym, co przyniosą z domu.

Optyka Adamaszka to także pozycją przydatna w edukacji pozaformalnej, w różnych centrach nauki, inspirująca na festiwale i pikniki naukowe. Ponieważ mam coraz częściej zajęcia zarówno z uczniami jak i dorosłymi (trzecie misja uniwersytetu), to i ja z niech będę korzystał. Moja podręczna biblioteczna pęcznieje.

31.03.2018

Laboratorium w szufladzie i.... matematyka?


Matematyka to najbardziej zaskakująca (dla mnie) pozycja w serii "Laboratorium w szufladzie". Bo przecież matematyka kojarzy się z ołówkiem, zeszytem, kalkulatorem i przysłowiowymi słupkami. Owszem, matematyka jest językiem nauki, zobiektywizowanym, jednoznacznym i niezastąpionym także w domowych doświadczeniach. Eksperymentowanie z matematyką? Okazuje się, że jak najbardziej tak. Zaskakujące fascynujące.

"Laboratorium w szufladzie. Matematyka", autorzy: Łukasz Badowski i Zasław Adamaszek. Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2016, 193 str. (plus kilka na własne notatki). A w środku spojrzenie na matematykę okiem praktyka. Zaczyna się od symetrii - fundamentalnego pojęcia matematycznego ale i nauk przyrodniczych. W biologii tej symetrii też jest bardzo dużo. Wszystkie najważniejsze teorie, opisujące Wszechświat (teoria względności, elektromagnetyzm, model stacjonarny itd.) sformułowane są w języku symetrii. A czy można eksperymentować w domu z symetrią? Jak najbardziej. Wystarczą dwa lusterka, kątomierz i... litery oraz słowa. Chyba dzięki matematyce zaczynam rozumieć poezję! I inne zabawy językowe. To na prawdę jest wciągające.  A ze zjawiskiem symetrii spotkać można się i w biologii molekularnej (DNA, RNA).

W zabawie z matematyką i symetrią (z licznymi odwołaniami do zjawisk przyrody) autorzy proponują konstruowanie różnych kalejdoskopów. Sam takie pamiętam z dzieciństwa. Autorzy książki proponują eksperymenty z fleksagonami - wystarczy kartka papieru, linijka i nożyczki. Prawda, że nie trzeba wiele by eksperymentować z matematyką i poznawać prawa rządzące światem przyrodniczym? Stopy metryczne w... poezji. Moskaliki, limeryki i inne cudeńka słowne przez pryzmat matematyki widzi się zupełnie inaczej. Istna matematyka dla humanistów. Bo dalej autorzy proponouą eksperymenty z... tańcem.  Oraz z ornamentami, wycinanymi z papieru. Okazuje się, że matematyka jest bardzo przydatna w oklejaniu ścian i innych powierzchni tapetami oraz układaniu ornamentów z glazury, na podłodze. Bardzo praktyczne wykorzystanie matematyki.

W Matematyce jest też sporo porad praktycznych. Na przykład jak skonstruować wycinarkę do styropiany. Kolejnym działem w omawianej książce są bryły i sieci. Niezbędne oprzyrządowanie do eksperymentów wykonać można z ... wyciorów do fajki (w sklepach pod nazwa druciki kreatywne), słomek. Bryły platońskie i archimedejskie brzmią tajemniczo. Ale na przykład wydłużona dwukopuła kwadratowa powstała w wyniku pomyłki w eksperymencie.

O sieciach krystalicznych można dowiedzieć się więcej wykorzystując patyczki i ziemniaki (oraz cęgi, wykorzystywane przez elektryków). Pojawia się także kostka Rubika, karciane permutacje i inne sztuczki karciane. Dla majsterkowiczów porada jak zbudować elektryczny kalkulator permutacji. Są i propozycje z warkoczami, budowaniem góry i kuchenny planimetr.

Domowe eksperymentowanie można zacząć z tym, co jest w szufladzie. Bo nauka to przede wszystkim myślenie. Sprzęt i przyrządy są tylko pomocą.

Inne pozycje z serii "Laboratorium w szufladzie"

29.03.2018

Szyjemy Celinki dla chłopca i dziewczynki, tym razem w Olsztynie

Cudnie uszyte poszewki, zwane Celinkami, powstają we wspólnej pracy a przeznaczane są dla dzieci w szpitalach. Już raz Celinki zagościły w Olsztynie. W sumie było ich 100. Uszyły je przemądre panie w Elblągu (szyły w Elblągu ale były z wielu miejsc w Polsce, z Gdańska i Okolic, Z Jeglinika, Z Elbląga i innych miejscowości), z materiałów i haftów pozyskanych z całego świata. Aplikacje wyszywane haftem krzyżykowym wyszywają Panie z Polski, z USA a najsprawiedliwiej to jak napisała Magda ze Szkocji : od Alaski po Antarktydę.

Mądrzy ludzie sprawiają, że nic się nie zmarnuje i otrzyma drugie życie. Piękne życie. A na dodatek we wspólnej pracy, spotkaniu, rozmowie, uczeniu się rękodzieła.

W sobotę 21 kwietnia 2018 r. (od 9 do 17, UWM, Kortowo, Plac Łódzki 3, III piętro, sala 316) po raz pierwszy w Olsztynie, odbędzie się kolejne spotkanie pań zaangażowanych w charytatywną akcję "Szyjemy Celinki dla chłopca i dziewczynki". Barwne poduszki, które powstają na spotkaniach, trafiają do niepełnosprawnych, chorych dzieci i dorosłych. Spotkanie organizowane jest w ramach zajęć dla studentów kierunku dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze z nawiązaniem do ekologii miasta.

Zapraszamy wszystkich zainteresowanych pomocą, nauką lub doskonaleniem szycia, miłym spędzeniem czasu. Mile widziana własna maszyna, materiały zapewniamy. Można przyjść z żelazkiem i pomóc. Można przynieść także własnoręcznie upieczone ciasto by dokarmić pracujących wolontariuszy. Każdy się przyda. Wspólnemu szyciu towarzyszyć będą opowieści o ekologii miasta oraz dziedzictwie kulturowym i przyrodniczym.

W czerwcu 2016 roku aż 100 poduszek wraz z piękne uszytymi pokrowcami (poszewkami trafiło do olsztyńskiego Szpitala Dziecięcego (Wojewódzki Specjalistyczny Szpital Dziecięcy w Olsztynie). Poduszki były piękne, każda niepowtarzalna. Mali pacjenci byli nimi zachwyceni! A teraz takie cudeńka powstaną w Olsztynie, na wspólnych warsztatach.

Ja szyć nie umiem. Ale mogę prasować i zamiatać. Robić paniom herbatę, wachlować i opowiadać o przyrodzie. I na pewno dużo się dowiem o spotkaniach z szyciem artystycznym.

Celina Jankowska z Elbląga, od której imienia wzięły nazwę poduszki, jest pomysłodawczynią akcji "szyjemy celinki dla chłopca i dziewczynki". Od 2004 roku szyją je głównie wolontariuszki z Elbląga i Gdańska, ale warsztaty organizowane były także w innych miastach Polski. Działalność ta jest charytatywna, nie sprzedają swoich prac. Poduszki celinki szyją metodą patchworku. Wszystkie materiały kupują same, haftowane aplikacje krzyżykowe też są wykonywane charytatywnie. Spotykają się na szycie kilka razy w roku.


Więcej na Facebooku https://www.facebook.com/events/165527614243220/

Czytaj także:
(A to moja celinka z chruścikiem. Dostałem od koleżanki ze studiów.
Unikalna i przepiękna.)

28.03.2018

Rozpoznawanie informacji oraz postrzeganie jej w społeczeństwie (relacja z Wrocławia cz. 9.)

W części trzeciej dyskusji panelowej, odbywającej się w Politechnice Wrocławskiej z inicjatywy studentów, tematem była kwestia rozpoznawania informacji oraz postrzeganie jej w społeczeństwie. Jakie są przyczyny podążania za wiadomościami sensacyjnymi, nie popartymi badaniami? Jak odróżniać rzetelne informacje od manipulacji czy dezinformacji? Dlaczego nie przyswajamy wiadomości niepasujących do naszego światopoglądu? To pytania, wokół których toczyła się dyskusja. A teraz toczą się moje refleksje.

Na dzisiejszą sytuację świata cyfrowego patrzę z perspektywy ewolucyjnej Homo sapiens i drogi jaką przebył, zarówno w aspekcie ewolucji biologicznej jak i kulturowej. Naszym dalekim przodkom wystarczyło iskanie by budować więzi społeczne. Ale w taki sposób – dzieląc czas na szukanie pożywienia i budowanie relacji społecznych (sojuszy, przyjaźni itp.) – naczelne mogą tworzyć grupy nie większe niż około 50 osobników. Człowiek, dzięki takim innowacjom jak język i związane z nim opowieści (swoiste iskanie na odległość), mógł stworzyć większe grupy i społeczności. I dalej ten proces postępuje wraz z trzecią rewolucją technologiczną i powstawianiem coraz większych struktur międzynarodowych. Ludzie lubią opowieści bo człowiek jest istotą społeczną. A w sferze wiedzy i nauki, nawet w środowisku akademickim, czasem trudno odróżnić spór merytoryczny od kłótni w warstwie socjalnej, tak jak trudno rozdzielić inteligencję od inteligencji emocjonalnej. Podobnie jest z informacjami w życiu społecznym. Emocje są ważne w odbiorze informacji. Sama inteligencja nie wystarczy. Inteligencja społeczna ciągle odgrywa dużą rolę w komunikacji.

(Wnętrze Bibliotechu, miejsca gdzie odbywała się dyskusja)
Nauka wywodzi się z myślenia potocznego, jest tylko bardziej udoskonalona, wyspecjalizowana. Tak jak tkanki powstałe z komórek macierzystych. Czy tak jak garnek ręcznie lepiony i z ten z fabryki. Sens ten sam ale jakość inna. Myślenie naukowe i metodologia naukowa jest potrzebna każdemu w życiu codziennych także do weryfikowania docierających informacji. Dużo się zmieniło w stosunku do przeszłości i w jakim sensie żyjemy w zupełnie innym środowisku społecznym (nadmiar kontaktów i informacji). Nasz mózg i pewne sposoby funkcjonowania nie są przystosowane do sytuacji, którą sami stworzyliśmy. Jesteśmy więc w okresie trzeciej rewolucji technologicznej i w czasie adaptacji do zupełnie nowych warunków. Konflikty, zagubienie i zgrzyty są czymś naturalnym w takiej sytuacji.

Świat jest bardziej złożony. Także i z tego powodu myślenie naukowe potrzebne jest każdemu jako kompetencja społeczna. Podnoszeniem kompetencji naukowej z jednej strony odbywa się w czasie edukacji zformalizowanej, w tym na poziomie wyższym, a z drugiej w formie edukacji pozaformalnej w życiu codziennym. Pytanie jak odróżniać rzetelne informacje od manipulacji czy dezinformacji dotyczy więc nie tylko kształcenia na studiach ale i komunikacji społecznej we współczesnym świecie. Podatność na faktoidy i fake newsy może zagrażać niepodległości, gdy zewnętrzne grupy próbują w mediach wpływać na nastroje i wyniki wyborów demokratycznych. A to obserwujemy obecnie na dość dużą skalę.

Kiedyś, żyjąc w małych społecznościach, ocenialiśmy wiarygodność informacji przez pryzmat osoby, która ją nam przekazywała. Zazwyczaj była nam znana (osoba) i na bazie własnych doświadczeń mogliśmy podjąć decyzję czy zaufać. Teraz spotykamy osoby, których nigdy wcześniej nie widzieliśmy. Nie mamy więc pamięci i doświadczeń co do ich wiarygodności. Czasem w ogóle nie widzimy nadawcy, więc na nic umiejętność odczytywania języka ciała. Obrazy w świecie cyfrowym mogą być zmanipulowane, więc nawet własnym oczom nie zawsze można uwierzyć i zaufać. To tak, jakby gatunek zaadoptowany do jakiegoś środowiska przenieść zupełnie w inne warunki siedliskowe. Zaufanie (wiarygodność) w świecie nadmiaru informacji jest trudne. Z konieczności musimy i chcemy zaufać autorytetom (zweryfikowanym źródłom wiadomości). Podobnie z oceną wiarygodność źródła. Nie zawsze ewolucyjnie ukształtowana umiejętność odczytywania intencji (intencjonalność) i empatia wystarcza.

Dlaczego nie przyswajamy wiadomości niepasujących do naszego światopoglądu? Winne są po pierwsze emocje, po drugie nasz system wiedzy (paradygmat). Wiedza, nawet ta indywidualna, jest spójnym systemem. Jeśli jakaś informacja nie pasuje do naszego obrazu świata to najczęściej ją odrzucamy, „nie widzimy”. To sposób na zachowanie wewnętrznego komfortu. Ewolucyjnie to się przez tysiące lat dobrze sprawdzało. Niepasująca informacja wywołuje dysonans. Zatem ją odrzucamy. Albo… akceptujemy, ale wtedy musimy przebudować swój własny system wiedzy o świecie, własny system wartości. Tak jak z klockami Lego – burzymy wcześniejszą budowlę i tworzymy coś nowego. Może tylko lekko zmodyfikowanego, ale zawsze coś nowego. To wymaga wysiłku.

W zetknięciu z nowymi, internetowymi formami komunikacji uczymy się innego „języka ciała” (czytanie między wierszami). Ten proces dopiero się zaczął.

Autorytety są nam potrzebne. Nie da się mieć własnego zdania na każdy temat. Autorytet to zweryfikowana wiarygodność. Wygodnie jest na kimś/czymś polegać, bo trudno weryfikować każdą informację jaka do nas dociera. Ale część musimy umieć weryfikować samodzielnie. Przede wszystkim te ważne i kluczowe dla nas. Nabywanie tej umiejętności odbywać się to może w kształceniu formalnym (na studiach) lub pozaformalnym w nieustannym obcowaniu z informacją i światem cyfrowym.

W odniesieniu do treści popularnonaukowych lub wykładów akademickich w wypowiedzi liczy się przejrzystość. A od słuchacza wymagać należy umiejętność weryfikacji (np. przez porównanie takich samych informacji w różnych źródłach oraz przez krytyczne myślenie). Uczymy się zaufania w świecie nadmiaru kontaktów. To jest i trudne i nowe.

Jak nie pogubić się w Internecie? W jaki sposób wyszukiwać w nim jedynie sprawdzonych informacji? Jak odróżnić rzetelną informację od próby manipulacji? Tak samo jak w świecie analogowym. Czy nasi przodkowie ufali każdej zasłyszanej informacji? Plotka i manipulacja informacjami jest stara tak jak ludzkość. Po pierwsze zawsze była i jest to konfrontacja z własnym paradygmatem (systemem wiedzy i wartości), weryfikowanie na różne sposoby, sprawdzanie w kilku źródłach i w końcu eksperyment (dotknięcie palcem jak u niewiernego Tomasza). Metodologia naukowa udoskonaliła ten proces: sprawdzanie w licznych źródłach, porównywanie z teorią i innymi hipotezami, porównywanie z paradygmatem i eksperymentowanie.

W czasie panelu dyskusja poruszyła także kwestię chwytliwych tytułów wykładów, artykułów, tekstów publicystycznych. Czy chwytliwe tytuły są gwarancją dużej ilości czytelników, czy raczej ludzi jedynie spoglądających na sensacyjny nagłówek? Spotykamy to zjawisko coraz częściej również w artykułach popularnonaukowych. Świadczy to o rosnących umiejętnościach samych popularyzatorów i kadry akademickiej. Uczymy się komunikować coraz bardziej atrakcyjnie. Czasem popadamy w przesadę i zamiast większej efektywności wychodzi groteska.

Funkcją tytułu jest zaciekawienie i zwrócenia uwagi (rola herolda i konferansjera). Istotne jest to zwłaszcza w czasach nadmiaru informacji. To tak jak mówienie w hałasie. Cóż nowego dają nowe technologie? Przykładem może być sama dyskusja panelowa: tytuł, plakaty, zapowiedź na stronie www, wydarzenie na Facebooku itp. Tak jak kiedyś herold stawał na rynku i w gwarze ogłaszał i zapowiadał, tak teraz w mediach internetowych przebijamy się z informacją by dotrzeć do potencjalnie zainteresowanych słuchaczy i czytelników.

Tytuł to zaproszenie do opowieści. Reakcja zależy od czytelnika, jednych zaciekawi, innych odstraszy. W nadmiarze informacji często zdarza się powierzchowne czytanie samych tytułów. Niektórzy kończą czytanie na tytule czy lidzie… i komentują nie znając treści. W tym sensie tytuł może zmylić, emocjonalnie nastawić odbiorcę, żyjącego w pospiechu. To całkiem inny świat niż kiedyś. Tytuł pełni rolę zaciekawienia i zapowiedzi opowieści/przekazu/informacji. Ważny jest także odbiorca, jego oczekiwania, jego wiedza i poziom rozumienia świata.

Podobno Polacy są w czołówce, jeśli chodzi o branie medykamentów. Czy faktycznie ufamy reklamom, że „działanie zostało potwierdzone naukowo”? W reklamie bez wątpienia wykorzystywany jest autorytet nauki. W „psychologia komunikacji” wykorzystywane są wizualne symbole nawiązujące do badań naukowych (ktoś w białym fartuchu, szkoło laboratoryjne, mikroskopy itd.), specyficzny język przypominający język naukowy. Autorytet nauki wykorzystywany jest do oszukiwania i manipulacji. Potrzebne są więc: wiedza i kompetencje, aby szybko wyłapywać fałsz i niespójność. A chwile później szukanie w innych źródłach.

Faktoidy (post prawda) są jak pasożyty, które próbują oszukać system odpornościowy żywiciela: czasem upodobniają się do komórek gospodarza. Nie zawsze system odpornościowy poprawnie weryfikuje intruza. A czasem działa zbyt intensywnie, analogicznie jak w przypadku alergii. Z premedytacją poszukuję analogii zjawisk kulturowych i biologicznych. W moim odczuciu można poszukiwać ogólnych praw w teorii systemów.

Jak wyrobić w ludziach nawyk weryfikowania informacji i szukania wiarygodnych źródeł? Przecież myślenie naukowe (krytycznie z weryfikacją) jest kompetencją XXI wieku, ważną dla gospodarki. Ponieważ jest to sytuacja nowa to nie można zakładać, że kształcić będziemy od najmłodszego. Potrzebna jest edukacja w szkole, na studiach ale i w formie ustawicznej i pozaformalnej. To działka dla upowszechniania i popularyzacji nauki w szerokim sensie.

Czeka nas nowa alfabetyzacja: „analfabeci” w internecie nie odróżniają faktów od faktoidów i propagandy. A czeka nas jeszcze coraz dobitniejsze zderzenie ze sztuczną inteligencją. Sprawa jest więc poważna.

Na sam koniec pojawiło się pytanie: „Czy uniwersytety powinny wydawać stanowiska w sprawie…” Wobec zalewu różnych niesprawdzonych informacji społeczeństwo oczekuje szybkich wypowiedzi autorytetów. To sytuacja zupełnie nowa dla tradycji akademickiej. Jak się w tym odnajdziemy? W moim odczuciu dyskusja panelowa była bardzo ciekawa i inspirująca. Bez pomysłu i inicjatywy studentów nie spotkalibyśmy się i nie dyskutowalibyśmy. Nie wszystkie refleksje zdołałem w tych kilku częściach opisać.

Zakończę cytatem z innego tekstu, który przeczytałem dużo później:

 „W Polsce jest silnie zakorzeniona kultura racji, tzn. przywiązania do swojej racji, do tego, co myślę. Nie towarzyszy temu często analiza stanowiska drugiej strony. Brak nam interakcyjności, cechuje nas wręcz intelektualny autyzm. Z kolei „wyższa” kultura umysłowa wymaga oddzielenia podmiotu (mnie samego) od przedmiotu (to, o czym myślę). Wskazane jest, aby nie tyle utwierdzać się we własnej racji, ale stale weryfikować dane i informacje, którymi dysponujemy, bo to ich zasób sprawia, że myślimy tak, jak myślimy. Tym właśnie różnimy się od Zachodu. Tam myślenie rozumie się w sposób bardziej racjonalny, chłodny i wyraźnie zaznacza, że to, co myślę nie jest mną.”
Prof. Andrzej Zybała (źródło)


Panel dyskusyjny pt. „Przekazywanie informacji – naukowej i nie tylko”, który odbył się 9 listopada 2017 r., zorganizowali studenci z Miesięcznika Studentów Politechniki Wrocławskiej „Żak” oraz Centrum Wiedzy i Informacji Naukowo-Technicznej. Do udziału w wydarzeniu zostali zaproszeni naukowcy, popularyzatorzy nauki, twórcy blogów naukowych, przedstawiciele świata biznesu oraz bibliotekarze i studenci:
  • prof. dr hab. inż. Arkadiusz Wójs - dziekan Wydziału Podstawowych Problemów Techniki; 
  • dr hab. Stanisław Czachorowski - biolog, ekolog i entomolog, autor bloga Profesorskie Gadanie; 
  • dr hab. inż. Izabela Sówka - Zakład Inżynierii i Ochrony Atmosfery; 
  • dr Mateusz Kotowski - Kierownik Zespołu Filozofii i Socjologii Wiedzy SNHiS PWr. 
  • mgr Jędrzej Leśniewski - zastępca dyrektora CWiNT ds. Bibliotek. 
  • Aleksandra i Piotr Stanisławscy - autorzy najpopularniejszego w Polsce bloga popularnonaukowego Crazy Nauka; 
  • Łukasz Remisiewicz - autor bloga Neurosocjologia – mózgi na społecznej smyczy; 
  • Wojciech Kazanecki – przedstawiciel firmy McKinsey&Company. 

Czytaj także: