29.11.2018

Kogo i za jakie zbrodnie chcą wieszać antyszczepionkowcy?

(Przykład zaczerpnięty z internetu, wpis na Facebooku)
Pod pewnymi względami podobieństwo układów biologicznych i kulturowych jest duże, jeśli rozpatrywać je jako złożone i ewoluujące systemy. Wirusy biologiczne i wirusy komputerowe działają podobnie. A czy są także wirusy "kulturowe"? Takie "chore" memy, teorie, zachowania, ideologie, które przenikają do społeczności i je niszczą (zmieniają sposób zachowania)? Tak jak pasożyt swojego żywiciela? Biolodzy znają wiele przykładów, gdy pasożyt modyfikuje sposób funkcjonowania żywiciela, np. owady zarażone nitnikowcem Gordius aquatiqus w pewnym stadium dojrzewania wewnętrznego pasożyta zmierzają do wody. A tam Gordius wydostaje się i zachodzą procesy płciowe. Podobnie jest z przywrą, żyjącą w ciele ślimaków bursztynek (szczegóły na końcu tekstu, razem z filmikiem).

W pewnej analogii można spojrzeć na ruchy antyszczepionkowe. Akurat jesteśmy świadkami sporej popularności różnych koncepcji, preferujących nieszczepienie (odnośnie chorób zakaźnych i groźnych). Te poglądy antynaukowe wydają się absurdalne. Przykładem bzdur, wypisywanych przez mocno zaangażowanych promiepidemików (antyszczepionkowców), jest zamieszczony wyżej fragment z dyskusji na Facebooku. Podobnych wypowiedzi jest mnóstwo. Jakim cudem egzystują i upowszechniają się w - było nie było - stosunkowo dobrze wyedukowanym społeczeństwie? Skutkiem jest nie tylko większa zachorowalność, włącznie z powikłaniami i śmiercią, czego przykładem jest ostatnio powrót odry (chodzi o chorobę a nie rzekę). Swoista społeczna autodestrukcja i zwiększenie śmiertelności. Dla socjologów i filozofów niewątpliwie bardzo ciekawy obiekt badań. Ale jakiż to "wirus" tak modyfikuje zachowania społeczne, które ułatwiają rozprzestrzeniania się i przetrwanie wielu chorobotwórczych organizmów? A może to należy rozpatrywać w skali swoistej równowagi w całej biosfery, ograniczającej namnażanie się szkodliwego dla biosfery gatunku? Wszak z antropogenicznej emisji gazów cieplarnianych może dojść do bardzo znaczących zmian w całej biosferze i dużego, kolejnego wymierania gatunków. Z całą pewnością filozofowie i futurolodzy będą mieli nad czym dyskutować.

Jakiś czas temu odniosłem się krytycznie do działań (i upowszechniania wierutnych bzdur naukowych) pewnego znachora-antyszczepionkowca. Wsparłem studentów, którzy protestowali by uniwersytet nie udostępniał sali na prelekcje tego pana (argumentowali, że godzi to w autorytet uniwersytetu). No i podpadłem, wylała się spora fala hejtu w różnych miejscach, w tym na portalach prawicowych (specyficznych, antynaukowych). Przykład niżej, jak wygląda taka dyskusja, wraz z nawoływaniem do ukarania "zbrodniarza". Skala przypisywanych "zbrodni" ogromna, wraz z działaniami na szkodę narodu (depopulacja). Ot, codzienność tych środowisk. Widoczne jest duże, wręcz ogromne zaangażowanie emocjonalne (a pisząc wprost - ideologiczne zacietrzewienie). Równocześnie skala bzdur równie ogromna. Piszą bez sprawdzania. Chyba jak psy gończe, poszczute ze wskazaniem ofiary. Przy okazji wyjaśnię, że nie tylko nie jestem lekarzem (dlatego porównanie dr Mengele również i w tym aspekcie jest nietrafne), ale nie prowadzę doświadczeń na ludziach (zatem porównanie do zbrodniarza wojennego zupełnie nietrafione - ważne dla autora, że mocno i zniesławiające). Nie kształcę także studentów medycyny.

(Trochę więcej na ten temat na starym blogu)
I na koniec obiecana wzmianka o pasożytniczej przywrze Leucochloridium macrostomum, widoczne w czułkach ślimaka bursztynki (Succinea sp.). Dojrzewająca przywra wędruje do czułka ślimaka i zaczyna pulsować. Wyglądem i ruchem czułek przypomina pełzającą gąsienicę owada. Dodatkowo behawior ślimaka zmienia się i wypełza on na widoczne i wysoko położone miejsca. W rezultacie ptaki owadożerne łatwo dostrzegają owe "gąsienice" i próbują zjeść. Albo odrywają sam czułek, albo zjadają całego ślimaka. W rezultacie mięczak z przywrą trafia do przewodu pokarmowego ptaka a tym samym przywra dostaje się do żywiciela ostatecznego. To, co z punktu widzenia ślimaka jest niekorzystne, dla pasożyta jest pożądanym zachowaniem. Ułatwia mu dostanie się do kolejnego żywiciela i domknięcie cyklu życiowego.

24.11.2018

Olej palmowy, orangutany i szkodliwa taniocha

Cokolwiek czynimy ma to wpływ na świat wokół nas. Tak czy inaczej zostawiamy swój ślad. Symboliczny odcisk na piasku. Niby to wiemy ale do konkretnych działań potrzebny jest impuls. Coś w środku dojrzewa, kumuluje się, by jak torebka niecierpka przy dotknięciu wystrzelić nasionami. Wiedziałem o problemie wypalania puszczy tropikalnej i śmierci także i orangutanów. Obrazy publikowane były w różnorodnych mediach. I nie pierwszy to przykład rabunkowej gospodarki oraz znikania dziewiczej przyrody. Możliwe, że już ostatni. I wcale nie dlatego, że zmądrzeliśmy jako ludzkość. Ale dlatego, że już nic więcej do zniszczenia chyba nie zostało… Bardziej niż obrazy z ginącymi orangutanami przemawiała do mnie ogromna utrata różnorodności biologicznej. Wiedziałem też, że to konsument decyduje. Angażowałem się przecież już w wiele akcji konsumenckich (np. rezygnacji z foliowych reklamówek w sklepie). Ale w sprawie oleju palmowego i nowych plantacji w miejscu tropikalnej dżungli, gdzieś daleko (ale przecież na tej samej Ziemi) potrzebny był impuls. Dobry przykład.

A było to tak. Kolejne posiedzenie na radzie wydziału. Poczęstowałem koleżankę ciastkami, rozstawionymi na stołach. Odmówiła, kwitując to tym, że obiecała komuś nie jeść słodyczy z olejem palmowym, by w ten sposób chronić przyrodę. A olej palmowy, jako tani, dodawany jest do większości słodyczy. Bo tani. Więc firmy wykorzystują by obniżać ceny swoich produktów. A przecież konsumenci wolą to co tańsze…. To był pierwszy, bezpośredni raz, gdy spotkałem konsumenta, rezygnującego z własnej wygody i komfortu, by zrobić coś dla świata wokół nas (oczywiście odnośnie oleju palmowego). Przecież nie tylko dla tych biednych orangutanów z dżungli ale i klimatu na Ziemi, czyli dla nas wszystkich. Bezpośredni przykład był ostatnią kroplą i konkretną sugestią. Owszem, lubię słodycze. Ale przecież mam wybór. Mogę z niego skorzystać. Może jedna osoba świata nie zmieni… ale przynajmniej nie będę współuczestnikiem (cichym i niewidocznym) w dewastowaniu przyrody.

Oglądamy się za tym, co tańsze… nie uświadamiając sobie, że oznacza to czasami gorsze surowce a czasami po prostu niewolniczą pracę gdzieś, tam daleko, nie widać więc sumienia nie uwiera... Chyba dwa dni później kupiłem w sklepie czekoladę i herbatniki. Dopiero w domu przeczytałem etykiety. W obu produktach był olej palmowy. Zazwyczaj nie czytam tak szczegółowo etykiet, bo są napisane małymi literkami. Jeśli chcę być świadomym konsumentem - to muszę. Zadziwiła mnie skala. Są wszędzie? Przyjdzie ograniczyć się do domowych i lokalnych wypieków?

(Podesłany przykład z Włoch, ciastka bez oleju palmowego, dobrze oznakowane)
Zdziwiony skalą problemu napisałem na Facebooku, z zapytaniem czy są jeszcze słodycze bez oleju palmowego. Dyskusja się wartko potoczyła. Najpierw ktoś podał przykład z Włoch – po prostu towary są opatrzone wyraźnym napisem „bez oleju palmowego”. Widać, że problem powszechny w Europie i uznany za ważny. Inni wskazywali marki i produktu polskie, które są bez oleju palmowego (lub te, w których jest i sugerują unikać w sklepie).

(Nie tylko napis, ale i wyraźne znaczek. Może i inne firmy wezmą przykład z mądrej i dobrej promocji?)

Optymistyczna okazała się duża reakcja. Tak wiele osób nie tylko zna problem ale unika tych produktów. To chyba już wyraźny i znaczący ruch konsumencki. W dalszej dyskusji pojawiły się przykłady polskich firm, znajdujących swoje produkty nie tylko napisem ale i jednoznacznym logo „produkt bez oleju palmowego”. To krzepiące. Wystarczy patrzeć w sklepie. I mieć dobry wpływ na świat wokół nas. Nie chodzi tylko o orangutany.
Dużą wartość przykładamy do tanich produktów. W powszechnym mniemaniu tanie jest lepsze bo po co przepłacać, bo można kupić więcej za te same pieniądze? Jeśli tańsze, to dlaczego? Może lepsza organizacja pracy, może lepsza technologia lub niższa marża? Ale może gorsze surowce lub niewolnicza praca kogoś daleko? Może praca dzieci? A może współuczestniczymy w rabunkowej gospodarce i niszczeniu przyrody?

Oddziaływanie człowieka na przyrodę jest ogromne. Zmieniamy nawet klimat ze zgubnymi skutkami dla samego człowieka i cywilizacji. Zostawiamy swój ślad na Ziemi… i w umysłach innych ludzi, nawet jeśli jesteśmy bezczynni. A poprzez portfel i codzienne zakupy także wpływamy na świat. Mała kropla w oceanie wody… może być dobrym lub złym oddziaływaniem.

Zbliża się kolejny szał przedświątecznych zakupów. Tanio, nie znaczy dobrze. Dużo, nie znaczy dobrze. Nie produkujmy niepotrzebnych śmieci i nie krzywdźmy innych ludzi czy dzikiej przyrody.

21.11.2018

Poster rozszerzony czyli jak rozciągnąć 3 minuty do pół godziny lub dłużej

Jeśli zajrzałeś tu i jesteś uczestnikiem Obozu Atrakcyjnych Konwentykli  (OAK) to zostaw swój ślad w formie komentarza pod niniejszym wpisem blogowym. Inni czytelnicy także mogą komentować jeśli mają ochotę i czują potrzebę.

Chciałem napisać więcej (obszerniej, pełniej), ale deficyt czasu i nadmiar zadań oraz bodźców (żyjemy w czasach nadmiaru i deficytu jednocześnie),  mi na to nie pozwolił. Zatem przedstawiam tylko w części okrojonej. Cała reszta na wykładzie i na warsztatach. Zatem pełniej zrozumieją ci, którzy wysłuchali wykładu i uczestniczyli w warsztatach. Reszta musi trochę poczekać, albo na spotkanie albo dłuższe opisanie (zwróć uwage na etykiete wpisu "w połowie roboty"). Ewentualnie narysowanie. Na przykład przedstawienia w formie posteru (plakatu).

Wykład: "Poster rozszerzony czyli jak rozciągnąć 3 minuty do godziny lub dłużej" 
Poster jako forma komunikacji naukowej, notowanie wizualne (rysnotki, myślografie) i nieliniowe układanie treści. Poster jako infografika. Cel i dodatkowe funkcjonalności posteru na konferencji, dostępne rozwiązania techniczne, wykorzystanie źródeł internetowych, QR kodów. Przykłady. „Poszerzanie treści” ponad dostępną przestrzeń 70 na 100 cm, wykorzystanie mobilnego internetu oglądających poster. Nawiązanie do prezentacji błyskawicznej, e-portfolio. Poster na e-konferencji. Podpinanie filmów, webinariów i dodatkowych treści do analogowego posteru.

Warsztat posterowy "Ożywianie posteru" (poster rozszerzony) 
Wykorzystanie bezpłatnych narzędzi i portali społecznościowych: Facebook, Instagram, blogi, YouTube, itd. w „rozszerzaniu posteru”. W czasie warsztatów uczestnicy zaplanują i przygotują materiały „rozszerzające” przygotowywany posterem (przygotowanie treści w postaci tekstów, schematów, filmów do umieszczenia na posterze z linkiem zaszyfrowanym w formie QR Kodu, czyli wydłużanie czasowe i rozszerzanie treściowe posteru na konferencji). Uczestnicy warsztatów powinni przyjść z telefonem lub tabletem z dostępem do internetu (robienie zdjęć, krótkie relacje i objaśnienia wideo). Przydatne będzie posiadania laptopa, aparatu fotograficznego lub kamery. Ale sprawnemu cyfrowemu tubylcowi wystarczy co ma na co dzień - smartfon. Efekty pracy uczestnicy będą mogli wykorzystać na swoim posterze, prezentowanym w czasie warsztatów. Potrzebny będzie tylko dostęp do drukarki, by wydrukować w sumie maksymalnie kilka stron z kodami QR (do wycięcia i naklejenia na własne postery). Elementy gamifikacji na posterze - jak zaplanować, jak wykonać. Przydatne materiały dla uczestników: długopis, ołówek, notatnik, smartfon, tablet, laptop, kamera, aparat fotograficzny. A, zapomniałem - kredki zawsze przydatne i się nie psują.

Tak, wiem. Ten tekst jest częściowo zaszyfrowany i nie każdy go poprawnie odkoduje. Cóż zrobić - po prostu nie wszystko i nie zawsze jest łatwo dostępne. Przynajmniej natychmiast. Sprytny i wytrwały zawsze odszuka to, co chce.

17.11.2018

Siurek z podwórka


Część wiedzy zdobywamy na podwórku, w grupie rówieśniczej. To świat równoległy, we fragmentach zupełnie odrębny niż świat dorosłych. Dzieci wyrastają ale ich słownictwo, zabawy pozostają w użyciu kolejnych pokoleń. Jak jakaś inna kultura, żyjąca obok nas. Czy jest ciągłość? Ewolucja biologiczna i kulturowa mają wiele wspólnego. Są systemami i dotyczą dziedziczenia oraz rozwoju. Poszukiwanie znaczenie słów jest jak poszukiwanie genów wymarłych gatunków. Gdzieś są, w innych genotypach, pełnią różną funkcję lub są nieaktywne. Czasami pełnią taką samą funkcję lecz w kontekście całości genomu efekty ich działania są zupełnie inne. Etnografia jest jak archeologia i genetyka zarazem.

W moim podwórkowym wieku dziecięcym siurek oznaczał siusiaka. Określenie intymnej części ciała ale nie tak wulgarne jak inne słowa. Było to słowo oczywiste. Ale skąd się wzięło? Czy rodzice tak mówili, czy tylko na podwórku między sobą używaliśmy tego określenia? I czy pochodzi od autochtonów, zaczerpnięte na wsi w Silginach, może na podwórku w Lidzbarku Warmińskim czy w Morągu? A może na wsi na Mazowszu, w Łukoszynie lub w Płocku? Świat dziecięcy jest jak za mgłą, ledwie rozpoznawalny.

Siurkiem nigdy bym się w rozważaniach nie zajmował, gdyby nie pewien drobny fakt. W wieku młodzieńczym przeczytałem książkę. Losy bohaterów toczyły się na tak zwanych Ziemiach Odzyskany. I w tej książce pojawiało się często słowo szurek lub siurek w znaczeniu małego chłopca, chłopaka. Jako słowo neutralne, publiczne i dozwolone. Moim zdziwieniem było odkrycie innego znaczenia, może pierwotnego. I z tym zadziwieniem żyłem kilkadziesiąt lat. Dopiero teraz z tym się ujawniam. Bo przecież na tę część męskiego ciała jakże często mówimy po prosty – mały. Więc może siurek i mały to synonimy? Ale dlaczego w kulturze podwórkowej nabrało nieco nieoficjalnego i brzydkiego znaczenia?

Późniejsze lata przyniosły mi więcej przykładów zmiany znaczenia słów. Gdy czytaliśmy Pana Tadeusza ze zdziwieniem i młodzieńczą radością spostrzegliśmy słowo kutas – na podwórku oznaczające wulgarne określenie na prącie. Tego słowa nie używało się wśród dorosłych, w miejscu publicznym. To dopuszczalny żargon tylko we własnym, chłopackim gronie. A tu masz, lektura szkolna, poważna książka i takie słowo! Można na głos czytać przy nauczycielu! Oznaczające oczywiście zupełnie coś innego, bo wisior. Nazwa dawniej odnosiła się do frędzli noszonych przy pasach szlacheckich kontuszy, dopiero później nabrała znaczenia pejoratywnego. I takie znaczenie  z kontekstu wynikało. Podobnie z nazwą jeziora Płocidupa (teraz brzmi brzydko, ale kiedyś nie miała takiego wydźwięku - czytaj więcej). Znaczniej wulgarniejsze i zakazane znaczenie miało słowo chuj (w moich dziecięcych latach najczęściej pisane przez h, bo i ortografia była słabiej znana). Jeszcze do niedawna myślałem, że słowo pochodzi z łaciny. Moja żona chodziła do klasy humanistycznej z łaciną. Jej koledzy z wielką ochotą odmieniali słowo chuj – on, na lekcjach łaciny. To łacińskie słowo jeszcze w niektórych językach funkcjonuje, np. who, choć już w nieco zmienionym brzmieniu i pisowni. Byłem więc przekonany, że trafiło do ulicznej „łaciny” od warstw wykształconych. Bo gdzieżby chłop znał łacinę?! Ale niedawno w wikisłowniku znalazłem zupełnie inne, i jak najbardziej „chłopskie”, kmieciowo-słowiańskie wytłumaczenie etymologii: "staropolska nazwa osobowa „chuj” wywodzona jest od prasł. *xujь → cierń, kolec (w korelacji z prasł. *xvoja, *xvojь → choina, chojna, gałęzie szpilkowe), od praindoeur. *skhujā → kolec (stąd np. litew. skujà → choinka). ogsłow., por. ros. хуй → chuj • białor. хуй → chuj • ukr. хуй → chuj • bułg. хуй → chuj • czes. chuj → chuj • kasz. chùj → chuj • słc. chuj → chuj (https://pl.wiktionary.org/wiki/chuj).

Gdy zapytałem znajomych z różnych części Polski, to nie wszędzie o siurku (szurku) słyszeli. Znali po prostu siusiaka. Więc może siurek ma jakiś regionalnych, geograficzny i kulturowy kontekst? Czy odnosi się do dawnych Prus Wschodnich i wywodzi się może z języka niemieckiego? A może ze staropruskiego? I cóż to słowo pierwotnie oznaczało i jaka ma etymologię? Tego na razie nie wiem.

Ciekawy efekt dało szukanie siurka w internecie – istnieje w postaci imienia i nazwiska! Skoro tak, to kiedyś nie mogło mieć znaczenia, w jakim używaliśmy je na podwórku. Imię Siurek zostało odnalezione 5 razy (z obszaru USA), a jako nazwisko co najmniej 122 razy, w co najmniej 4 krajach. W Polsce najczęściej w Łódzkiem, a więc w Centralnej Polsce.

Gdy sięgnąłem do słowników, to odkryłem ogromne bogactwo współczesnych synonimów słowa siurek - jako synonim słowa gówniarz (czyli mały chłopiec, pogardliwie). Pełna lista synonimów siurka jest znacznie dłuższa: chłopaczyna, chłopaczysko, chłopczyna, chłopczysko, chłopek, chłopiątko, chłopiec, chłopię, chłoptaś, chłoptyś, chmyz, gnojek, gnój, gołowąs, kawaler, kilkulatek, kilkunastolatek, malec, malizna, małolat, małolatek, młodziak, młodzian, młodzieniaszek, młodzieniec, młodzik, młokos, nastolatek, niedorostek, pacholę, podrostek, przedszkolak, smark, smarkacz, smarkaty, smarkul, smrodek, smród, szczawik, szkrab, usmarkaniec, wyrostek, zasmarkaniec, bachor, bęben, bękart, chłopczyk, chłystek, czort, dziecko, gówniarz, kajtek, knot, maluch, pędrak, pętak, przedszkolaczek, psisko, smyk, srajdek, sraluch, szczeniak, szczyl, zafajdaniec, chłopak, żółtodziób, bąk, berbeć, bobas, bobo, brzdąc, dzidzia, dzidziuś, dzieciak, fąfel, grzdyl, łobuz, nieletni, skrzat, neptek, pętaczyna, bączek, córka, członek rodu, czmych, drobina, dzieciątko, dziecina, dziecior, dzieciuch, infant, istotka, jedynaczka, jedynak, kruszyna, kruszynka, latorośl, maleństwo, maluszek, małe dziecko, mały, mały chłopiec, milusiński, niemowlę, noworodek, odrobina, osesek, pociecha, podopieczny, potomek, smyczek, stworzonko, syn, synek, synuś, szczaw, bobasek, człowieczek, dziatki, dziecię, dzieciszczko, karzełek, neonatus, niemowlak, niewiniątko, nowonarodzony, wcześniak, członek, fallus, interes, penis, prącie, przyrodzenie, ptaszek, siusiak, kuraś, pision, pisiorek, siusiek, susiak.

Synonimy słowa „siurek” z podziałem na grupy znaczeniowe:

  • siurek - np. pogardliwie o młodym chłopcu
  • siurek - np. jako obraźliwe określenie małego chłopca
  • siurek - np. w kontekście lekceważącym o dziecku
  • siurek - np. w odniesieniu do młodego chłopaka
  • siurek - np. w sensie potocznym o małoletnim
  • siurek - np. jako potoczne określenie nieznośnego dziecka
  • siurek - np. jako określenie małego dziecka
  • siurek - np. potocznie o nieposłusznym dziecku
  • siurek - np. jako określenie młodego chłopca
  • siurek - np. w odniesieniu do potocznego określenia niemowlaka
  • siurek - np. w odniesieniu do członka męskiego
  • siurek - np. w sensie potocznym o męskim członku
  • siurek - np. wulgarnie o dziecku

I co było pierwsze w języku polskim: szurek czy siurek? Może kiedyś znajdę odpowiedź na te nurtujące pytania z dzieciństwem i podwórkiem w tle. A może ktoś zna odpowiedź i mnie oświeci?

Moje podwórko w Morągu, rok 2017. Zostały wspomnienia, wszystko inne się zmieniło. Wtedy nie było samochodów, było więcej miejsca dla nas, na zabawy. Tam, gdzie widać nowy blok, w głębi, były ogródki. 

14.11.2018

Rozwój biologiczny człowieka - podręcznik akademicki

Podręcznik akademicki, po który mogą sięgnąć wykształceni rodzice. Bo z podręczników akademickim można korzystać nie tylko w czasie studiów. Przyda się nauczycielom i światłym rodzinom. Lub ciekawym wszystkiego pożeraczom literatury faktu. Zasadniczo podręcznik jest adresowany do studentów kierunków studiów z obszaru nauk przyrodniczych, medycznych i nauk o zdrowiu, humanistycznych i społecznych oraz wszystkich zainteresowanych zmianami fizycznymi dokonującymi się w czasie życia osobniczego człowieka. A dodatkową zachętą do lektury niech będą te słowa: "współczesne odkrycia nie są logiczną konsekwencją tego co wiemy, do tego doszły już miliony badaczy i myślicieli przed nami. W odkrywaniu nowych prawd bardziej pomaga ignorancja niż świadomość znanych prawidłowości, bowiem ich uwzględnianie nie pozwala na większą swobodę wyobraźni."

Rozwój biologiczny człowieka od poczęcia do śmierci autorstwa Marii Kaczmarek i Napoleona Wolańskiego. (ISBN 978-83-01-20062-6), opasłe kompendium, liczące 740  stron, dostępne także w formie elektronicznej (IBUK, EPUB/MOBI). Ukazało się dziewiąte wydanie.  Jakie tematy porusza? Sprawność człowieka, biologia człowieka, fizjologia człowieka, zdrowie, antropometria, gerontologia, dymorfizm płciowy, ontogeneza, psychologia człowieka, auksologia, ekologia człowieka, antropologia rozwój człowieka. Osobiście najbardziej zainteresowany jestem ekologia człowieka. Książka zawiera dużo standardowej już wiedzy ale i sporo nowości, np. dotyczących genetyki i epigenetyki. Jest to jak najbardziej aktualny stan wiedzy, dobrze uporządkowany i przejrzyście podany czytelnikowi.

Podręcznik omawia aspekty rozwoju, genetyczne i poza genetyczne czynniki rozwoju osobniczego człowieka (mnie zaciekawił na przykład dobór małżeński), rozwój struktury i funkcji w ontogenezie wraz z mechanizmami rozwoju, etapy rozwoju osobniczego człowieka od zygoty do śmierci, okresy krytyczne i przejściowe w ontogenezie człowieka i ich powiązania ze zdrowiem i jakością życia, dymorfizm płciowy, cykle i biorytmy w rozwoju ontogenetycznym człowieka, międzypokoleniowe przemiany przebiegu ontogenezy, metody i techniki badań oraz modele rozwoju biologicznego człowieka. Lekturę ułatwia zestawie symboli i skrótów oraz dołączony słownik wybranych terminów z zakresu rozwoju biologicznego człowieka.

W nowym wydaniu autorzy w sposób całościowy starają się odpowiedzieć na niezwykle interesujące pytania: jak i w jaki sposób z pojedynczej komórki, zapłodnionej komórki jajowej rozwija się dojrzały, dorosły organizm ludzki, człowiek zdolny do pełnienia swoich ról biologicznych (zapoczątkowania życia nowego pokolenia) i społecznych. Jak i w jaki sposób człowiek się starzeje? Jaką rolę w procesie rozwoju człowieka odgrywa środowisko i wybrany styl życia? Zebrana w tym podręczniku wiedza z antropologii biologicznej, auksologii i gerontologii przynosi odpowiedzi na te pytania i ma inspirować do dalszego samodzielnego studiowania omawianych w podręczniku zagadnień. A studiować można przecież w każdym wieku i każdym momencie życia.

W obecnym wydaniu, oprócz zaktualizowanej wiedzy, między innymi z genetycznych badań cech ilościowych, pojawiają się dwa nowe rozdziały: eksponujący okresy krytyczne i przejściowe w ontogenezie człowieka ze względu na ich potencjalne skutki dla zdrowia i jakości życia oraz metodyczny, opisujący metody i techniki oraz modele konceptualne i matematyczne stosowane w badaniach nad rozwojem biologicznym człowieka. Ponadto, nowym akcentem jest przeniesienie do oddzielnego rozdziału na końcu podręcznika dyskusji terminologicznych, uwag polemicznych, ciekawostek, odniesień do zasobów internetowych stanowiących uzupełnienie głównych treści podręcznika.

W podręczniku znajdziesz:
  • aspekty rozwoju 
  • genetyczne i poza genetyczne czynniki rozwoju osobniczego człowieka 
  • rozwój struktury i funkcji w ontogenezie wraz z mechanizmami rozwoju 
  • etapy rozwoju osobniczego człowieka od zygoty do śmierci 
  • okresy krytyczne i przejściowe w ontogenezie człowieka i ich powiązania ze zdrowiem i jakością życia 
  • dymorfizm płciowy 
  • cykle i biorytmy w rozwoju ontogenetycznym człowieka 
  • międzypokoleniowe przemiany przebiegu ontogenezy 
  • metody i techniki badań oraz modele rozwoju biologicznego człowieka
Informacja o autorach:
  • Maria Kaczmarek - profesor nauk biologicznych; stanowisko: profesor zwyczajny; Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Wydział Biologii, Instytut Antropologii, kierownik Zakładu Biologii Rozwoju Człowieka
  • Napoleon Wolański - antropolog, auksolog i ekolog, emerytowany profesor, wykładowca na wielu zagranicznych uniwersytetach; twórca polskiej auksologii; współtwórca światowej ekologii człowieka, współorganizator wielu światowych konferencji ekologii człowieka; członek rzeczywisty Meksykańskiej Akademii Nauk, członek honorowy wielu towarzystw antropologicznych w Polsce i w świecie. Autor setek publikacji wydanych w Polsce i za granicą.

(Z patronatem medialnym bloga Profesorskie Gadanie)

12.11.2018

Wtyk amerykański, z dygresjami o cenofilogenezie

 Wtyk amerykański, 
Gryfice, zachodniopomorskie, 06.11.2018 , fot. Żaklina Kańczucka
Niezwykłości przykuwają większą uwagę niż rzeczy zwykłe. Dotyczy to także zjawisk przyrodniczych. Piszemy częściej o gatunkach rzadkich, chronionych, czy obcych. O pospolitych piszemy niewiele (w publikacjach, w prasie). Wydają się po prostu oczywiste i pospolite. Podobnie w mediach informacje o wypadkach pojawiają się znacznie częściej niż o bezwypadkowych, bez krwi, nieszczęść czy sensacji. Jednym słowem nadreprezentatywność niezwykłości, sensacji, wyjątkowości.

Niezależnie od tego przyroda wokół nas szybko i znacząco się zmienia. Nie tylko zmieniają się całe ekosystemy za sprawą działalności człowieka, ale wiele gatunków niegdyś pospolitych staje się coraz rzadsze, inne wymierają. Pojawiają się także zupełnie nowe. Czasem były wokół nas ale teraz stają się dużo częstsze i pospolitsze. Czasem przybywają z daleka i są całkowicie nowe dla nas i ekosystemów nas otaczających.

Wtyk amerykański, 
Gryfice, zachodniopomorskie, 06.11.2018 , fot. Żaklina Kańczucka
Wtyk amerykański (Leptoglossus occidentalis) z rodziny wtykowatych (Coreidae), kuzyn naszego pospolitego wtyka straszyka (Coreus marginatus) jest sporym pluskwiakiem, który po raz pierwszy został stwierdzony (czyli zaobserwowany i udokumentowany) w Polsce w 2007 roku (we Wrocławiu i okolicach Krakowa – w Miechowie). Potem pojawiło się więcej doniesień z różnych części kraju o jego obecności. Bo uwaga przyrodników została już ukierunkowana. Na ogół, jak coś spotykamy dla nas nowego, to sięgamy do atlasów, przewodników, kluczy do oznaczania z fauną krajową. Jeśli nie możemy znaleźć, to uznajemy, że może w kluczu tego gatunku nie ma (wiele jest jeszcze luk w opracowaniach fauny krajowej). Albo czasami mniej wprawni obserwatorzy wybierają najbardziej podobny gatunek i uznają, że to właśnie on. Ogromne zmiany przyrody wymuszają poszukiwania w opracowaniach zagranicznych oraz ciągłego aktualizowania zestawień krajowych (czego przykładem jest na przykład niedawno wydany Atlas płazów i gadów Polski).

Wtyk amerykański w swoim naturalnym środowisku (Meksyk, Kanada, USA) jest uważany za szkodnika drzew iglastych. W Europie po raz pierwszy odnotowany został w 1999 roku (we Włoszech). Z ziemi włoskiej do Polski... chciałoby się powiedzieć. U nas także spotkać go można w lasach sosnowych, na zrębach, w ogrodach. Nawet w miastach i na osiedlach, bo tam też są drzewa iglaste, w tym sosny. Dorosłe i larwy wtyka amerykańskiego wysysają nasiona z szyszek sosnowych, prawdopodobnie także innych drzew iglastych (jak będziecie mieli okazje, to poobserwujcie, może coś nowego dla wiedzy uda się zobaczyć). Dlatego uważany jest za szkodnika. Jako gatunek nowy w naszych ekosystemach zapewne nie ma jeszcze "wrogów naturalnych", np wyspecjalizowanych drapieżników czy chorób. Ale to kwestia czasu. Proces takiego "wrastania" w ekosystemy można określić jako filocenogeneza. Nie tylko sukcesja ekologiczna (czyli wymiana gatunków w ekosystemie) ale także ewolucyjne dostosowywanie się (dopasowywanie) gatunków do siebie. Dlatego pojęcie filo- (nawiązujące do filogenezy, w tym przypadku nie grup systematycznych ale całego ekosystemu), ceno- (odnoszące się do zbiorowiska zgrupowania) i -geneza (powstawanie, tworzenie się). I to wszystko dzieje się na naszych oczach na dużą skalę. Jest co obserwować i notować. Bo są to procesy długotrwałe. Potrzebne więc długotrwałe obserwacje i skrupulatne gromadzenie notatek. By za jakiś czas statystycznie analizować duże zasoby danych a nie pojedyncze obserwacje.

Wtyk amerykański należy do gatunków obcych szybko zauważonych a to dlatego, że pojawia się w naszych domach, w których szuka miejsc do zimowania. Zimuje w stadium imago (owada doskonałego). Ze względu na szybko powiększający się areał występowania został zaliczony do gatunków inwazyjnych. A swoją drogą ciekawe jest, kiedy wtyka amerykańskiego ktoś zaobserwuje w Olsztynie.

11.11.2018

Gęsina, św. Marcin i świętowanie (niepodległości)

(Degustacja potraw z gęsiny)

W listopadowy, pogodny weekend w Iławie spotkałem gęś, która łączy. Łączy przez dzielenie się i ułatwia mądre świętowanie. Tylko pozornie wydaje się to paradoksem. Kluczowe jest słowo „się”. Ale od początku, czyli od jajka. Tym razem gęsiego. Na zaproszenie Iławskiego Stowarzyszenia Producentów Gęsi uczestniczyłem w dniach 9-10 listopada w konferencji „Walory smakowe i odżywcze gęsiny”. Nad Jeziorakiem Małym, w pięknych budynkach Starego Tartaku rozmawialiśmy o dziedzictwie kulinarnym i kulturowych, związanym z gęsiną. Zaczął się także rodzić pomysł na współpracę wokół gęsiego szlaku przez Warmię, Mazury i Powiśle. Pomysł musi się uleżeć, tak jak długo pieczona gęś (minimum 7 godzin w piekarniku). Albo jak jajko, wysiadywane długo, zanim się pisklę wykluje. Za jakiś czas może uda mi się napisać coś więcej i bardziej konkretnie.

Gęś jest za duża, by zjeść ją samemu. Swoim jestestwem prowokuje więc i inspiruje by zaprosić innych i podzielić się z bliźnimi. A przy okazji pobyć razem. Tak buduje się wspólnotowość. A przy rozmowach odkrywa się dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze.  Z wykładu profesora Jarosława Dumanowskiego z Torunia, jak również z wydawnictw Iławskiego Stowarzyszenia Producentów Gęsi, dowiedziałem się wiele o odradzającej się tradycji gęsiny na świętego Marcina. 11 listopada przypada święto tego patrona. Podobno tego dnia odbył się jego pogrzeb. Ale dużo wcześniej Święty Marcin podzielił się z ubogim połową swego płaszcza. A później narodziła się legenda z gęsiami i gęsiną. Chrześcijańska tradycja nawarstwiła się na wcześniejsze, różnorodne zwyczaje, symbole i jesienne korzystanie z gęsiny. Według jednej legendy, gdy wybrano św. Marcina biskupem, ten schronił się do gęśnika, bo nie chciał zaszczytów. Ale gęsi gęganiem wydały jego miejsce schronienia. Według innej legendy św. Marcin przejadł się gęsiną i zmarł (morał z tego płynął taki, że trzeba dzielić się z innymi a nie jeść tylko samemu). W każdym razie listopadowe konsumowanie gęsiny wiązało się z jesiennym zbieraniem plonów, tworzeniem zapasów i przygotowywaniem się do zimy w społeczeństwie agrarnym. Gęsi w tym czasie były najlepiej podtuczone i najsmaczniejsze. Już od średniowiecza tradycja świętomarcińskiej gęsiny mocno się w Europie zakorzeniła. Dzielenie się dotyczyło nie tylko gęsiny ale i na przykład rogali, znanych w Poznaniu.

W każdym razie gęsina jest zdrową żywnością, bo ptaki te nie dają się zagonić do chowu klatkowego. Muszą żyć na wybiegu i odżywiać się naturalnymi paszami. A że ptak jest duży, to ułatwia dzielenie się z innymi. Zachęca do wspólnej uczty z pieczoną gęsią i zbiorowym świętowaniem. I tu dochodzimy do 11 listopada jako święta narodowego, związanego z odzyskaniem niepodległości. Skojarzenie z indykiem i amerykańskim Świętem Dziękczynienia samo się narzuca. Rozmaicie celebrujemy własne, niepodległościowe święto. Na spotkaniu w Iławie dostrzegłem, że świętowanie przy wspólnej, pieczonej gęsi ma bardzo sensowną perspektywę. Radosnego, wspólnotowego świętowania i jednocześnie dzielenia się. Dzielenia, które ubogaca zarówno darującego jak i obdarowanego. Daje to całkiem nowy asumpt do świętowania narodowego. Taki wspólnotowy, pokojowy patriotyzm dnia codziennego, skromnej pracy, prostych czynności i biesiadowanie z innymi. Mam nadzieję, że tradycja gęsiny na 100 różnych sposobów powróci jako odzyskane dziedzictwo kulturowe i ubogaci także i sposób świętowania 11 listopada. Coś dla tych, co nie przepadają za militaryzmem a cenią sobie urok codziennego, wspólnotowego życia z tłem do pogłębionego dzielenie się z innymi. Na przykład dziedzictwem kulturowym i kulinarnym.

Gęsina w swym głębokim kulturowym dziedzictwie zachęca do odkrywania historii i smaków. Jak również podróżowania po Warmii, Mazurach i Powiślu, odwiedzaniu miejsc nie tylko kulinarnych ale i różnych kontekstów kaligraficznych (wszak kiedyś pisano gęsim piórem), w poszukiwaniu unikalnych produktów, usług i doznań.

(Warsztaty robienia sałatek z gęsina, fot. Wimlandia)