14.05.2018

Gazony na polbruku czyli jak dbać o zieleń w mieście ?


Centrum miasta, tuż przy szkole. Dlatego ta barierka. Ale ja chcę zwrócić uwagę na malutki i potrzebny skrawek zieleni i odkrytej gleby. Te krzewy urosną i będą bardziej zbierały kurz i hałas z jezdni. Odrobina miejsca, gdzie woda po deszczu może wsiąkać. Niby niewiele, ale w skali miasta może być tego bardzo dużo. To przykład dobrego podejścia i dlatego zwracam na to uwagę. Ale dużo zostało jeszcze do zrobienia. Trzeba tylko konsekwencji i wytrwałości w "odbetonowianiu" miasta.

Śródmieście Olsztyna, ulica Grunwaldzka (zdjęcie obok). Kilkadziesiąt metrów kwadratowych zmarnowanej (niewykorzystanej) przestrzeni, teraz szkodliwej. Zakryta polbrukiem przestrzeń z dwoma gazonani z uschniętymi roślinami nie służy niczemu. Ani komunikacji, ani parkowaniu, ani rekreacji. Tuż przy ulicy. Gazony ustawiono najpewniej by uniemożliwić nielegalne parkowanie. Niektórych kierowców nic nie zatrzyma. Chyba że betonowe słupki (lub ciężkie gazony).

 Teraz "betom" zakrywający glebę powoduje, że deszczowa woda nie wsiąka i spływa do odpływów burzowych. Przy silniejszych opadach dołoży się do podtopień. W mieście niewsiąkliwa powierzchnia powoduje, że szybko zbierają się strumienie wody, a przy intensywnych opadach odpływy nie są w stanie przyjąć takiej ilości w krótkim czasie. Ocieplenie klimatu powoduje, że są częstsze intensywne opady. A więc będzie się nasilać. Dlatego w wielu miastach europejskich już od kilku lat sporo się zmienia. Wprowadza się więcej zieleni, w tym nawet na dachy budynków. Ta "szorstka" powierzchnia spowalnia spływ wody. Ponadto jest większa powierzchnia do wsiąkania. Oczywiście, przy intensywnych opadach to nie wystarczy. Dlatego projektuje się różnorodne "zbiorniki", takie "beczki pod rynnę", tyle że w większej skali.

Im więcej w mieście powierzchni asfaltowych, kamiennych i betonowych, tym wyższa temperatura latem. Kolejny niedobry dla miasta i ludzi wpływ. Im więcej zieleni, tym niższa. To zarówno transpiracja jak i ocienianie. Zieleń w mieście to nie jest fanaberia nawiedzonych ekologów tylko zaawansowane "urządzenia" podnoszące jakoś życia ludzi.

Co można? Zdjąć polbruk i przeznaczyć go w innym miejscu na naprawę chodników. Czyli nic się nie zmarnuje. Odkryć ziemię i niech będzie chociaż trawnik - jeszcze lepsza byłaby łąka kwietna. Co to da? Większe wsiąkanie wody deszczowej, lepszy mikroklimat, niższą temperaturę, ładniejszy zapach i ładniejszy widok. Że działanie w skali kilkudziesięciu metrów kwadratowych nie zbawi? To tak, jak mówić, że nie warto jechać do Krakowa, bo po 15 minutach jesteśmy jeszcze daleko. Ale bez tych kilkunastu-kilkudziesięciu kilometrów podróży byśmy do Krakowa nigdy nie dotarli. Tu nie potrzeba wielkich inwestycji, wystarczą drobne działania, byle konsekwentnie.

A wracając do tego brzydkiego, szarego fragmentu ulicy. Być może udałoby się tam umieścić nawet ławkę. Powstałby miniaturowy skwerek. Te działania wymagają jednak współpracy z mieszkańcami. By nie zrobić im pod oknem "ławki z wieczornym pijaństwem". Nie powinna być to jedyna ławka w okolicy.

Inny przykład, tym razem ul. Limanowskiego. Duży fragment ulicy. Kiedyś rosły tu drzewa. Potem była jakaś zapewne modernizacja i w rozpędzie duży fragment wyłożono polbrukiem. A żeby uniemożliwić parkowanie w tym miejscu, postawiono gazony.

A czy nie lepiej byłoby zerwać fragmentami polbruk i zasadzić drzewa w ziemi? I najlepiej liściaste, bardziej wytrzymałe i lepiej pasujące do krajobrazu. Te rosnące w gazonach/donicach nie mają kontaktu z glebą, korzeniami nie sięgną głębiej. Trzeba je podlewać. A jeśli rosną w gruncie, to same sobie poradzą - tańsze są w utrzymaniu.

Drzewa można znowu posadzić (bo kiedyś już tu były). Najwyraźniej widać, że są potrzebne. I odsłonić więcej ziemi by woda miała gdzie wsiąkać (to także zabezpieczenie przed podtopieniami jak i zapewnienie wody dla drzew). Przydałoby się więcej drzew kwitnących, z nektarem dla pszczół. Ale "w sklepach tylko iglaki mają"? Nie wiem czy długo wytrzymają te iglaki w gazonach - w zimie może wymrozić korzenie, latem w upale mogą wyschnąć. Gazony to działanie na krótko, tymczasowe rozwiązanie.

Więcej drzew to mniej smogu i hałasu. Latem więcej cienia. No i poprawa bilansu wodnego. W skali miasta ma to znaczenie. Zatem polbruk w wielu miejscach można zdjąć. Trzeba wytrwałości i argumentów. Sensownych, wiarygodnych. I pokazywanie dobrych praktyk. Że można. I że daje to dobre rezultaty. Miasto może być piękniejsze i bardziej funkcjonalne.  W Olsztynie też można, bo się już udaje (przykładem jest górne zdjęcie).  Przybywa zieleni. Oby szybciej i więcej.

A wracając do zdjęcia: zastąpienie gazonów z iglakami przez posadzone drzewa w tym przypadku w niczym nie zmniejszy przepustowości komunikacyjnej. Sadzenie drzew w przypadku ukazanym na powyższym zdjęciu być może jest utrudnione ze względu na  infrastrukturę podziemną, ona być może tam jest choć jej nie widać. Jeśli byłaby tam infrastruktura, to nie powinno się sadzić drzew, które gdy urosną, mogą korzeniami uszkadzać instalacje (oczywiście nowe technologie zabezpieczają przed tym procesem) lub utrudniać naprawę w razie awarii. Ale można zasadzić krzewy. Pod gazonami i wokół gazonów przestrzeń jest niewykorzystana ani na ruch samochodowy, ani na parking ani na chodnik dla pieszych. Ani na teren zieleni miejskiej. To jakieś 1,5-2 m szerokości. Niczego nie trzeba skuwać, polbruk można zdjąć i położyć w innym miejscu. Dużo u nas chodników w fatalnym stanie. Tam by się ten polbruk przydał.

W mieście każda możliwa przestrzeń powinna być odkryta. Raz, żeby woda miała gdzie wsiąkać (ważne z powodów przeciwpowodziowych), dwa żeby obniżyć temperaturę powietrza na ulicy. Ważne dla mieszkańców jest to zwłaszcza latem. A od bakterii glebowych - serotonina, czyli lepsze w konsekwencji samopoczucie ludzi. Każda zieleń to wychwytywanie kurzu i smogu. Czyli dla zdrowia. Niech aleje powrócą w miejsca, gdzie były a je bezmyślnie usunięto. Iglaki w gazonach i tak nie przetrwają. Kosztowne męczenie roślin.

Na szczęście coraz częściej o tym dyskutujemy a lokalne gazety chętnie temat podejmują: Dyskusja o miejskiej zieleni w Olsztynie: po co nam donice?

6 komentarzy:

  1. I w pelni bym się zgodził, gdyby nie ten wtręt o globalnym ociepleniu które spowoduje większą ilość opadów...

    OdpowiedzUsuń
  2. Skutkiem globalnego ocieplenia są częstsze i intensywniejsze opady. Sumarycznie nie musi być ich więcej ale intensywne zjawiska pogodowe (ulewy, wichry) są już coraz częstsze. I zgodnie z modelami klimatologów będzie się to nasilało.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie zauważyłem żeby było bardziej ekstremalnie niż za mojej młodosci... Ale moze klimatolodzy sa starsi i więcej pamiętają?

    OdpowiedzUsuń
  4. Klimatolodzy prowadzą wieloletnie badania. Fakty naukowe kontra szwagier to mówił. Wybieram to pierwsze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze nie spotkałem klimatologa który by na serio i z powagą swojej dziedziny nauki stwierdził iż właśnie mamy do czynienia z anomalią wywolaną efektem cieplarnianym. Natomiast takich oporów nie mają dziennikarze i różmej masci piewcy postępu, tyle że ich wypowiedzi są warte właśnie tyle co slowa owego szwagra...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są tacy, co mówię, że nie widzą aby Ziemia się kręciła wokół swojej osi. Na dodatek twierdzą, że Ziemia jest płąska bo sami naocznie to widza. Co do klimatologów, to wystarczy sięgnąć do publikacji naukowych i raportów lub spotkać się z klimatologami. Ale rozumiem, że to ciut trudniejsze niż "a szwagier powiedział że." Jakoś dla mnie Maciej Beskidnick nie jest wiarygodnym źródłem informacji. I to czy on osobiście spotkał czy nie spotkał nie kształtuje moich poglądów na klimat i jego antropogeniczne zmiany. Na "płaskość Ziemi" także.

      Usuń