13.05.2018

Nie trzeba kosić tak często


Malutki fragment trawnika między chodnikiem a asfaltem ulicy (Olsztyn, ul. Stara Warszawska). Zasadzono kwiaty. Było widać, że ogrodowe, dlatego nie wykoszono. A między ogrodowymi roślinami pojawiły się dzikie "chwasty". Też piękne, też kwitnące. Tyle tylko, że samosiejki. Bo glebowy bank nasion i wiatr, przywiewający propagule z sąsiedztwa, umożliwiły rozwój tej malutkiej wysepki bioróżnorodności. Jedne przekwitały, drugie zaczynały, Zawsze pięknie i kolorowo. wytchnienie dla oka. Miejska łąka w miniaturowym wydaniu przy niewielkim wysiłku. Maki, chabry, wilczomlecz, bluszczyk kurdybanek i wiele innych. I to na małym skrawku niezabetonowanej, miejskiej powierzchni.


To samo miejsce kolejnego roku. Ocalał tylko krzew. Reszta wykoszona. Akurat zaczynają się upały. Będzie sucho. Szybko nic tu nie urośnie. Będzie tylko trawa (albo goła, wypalona słońcem ziemia). Zabrakło "osłaniających" roślin ogrodowych. Albo nie zostały zauważone. Leży kupka skoszonego siana? Nie jest to jednak siano, bo nie posłuży do karmienia zwierząt. Nie pójdzie także ta biomasa na kompost ani do biogazowni, by tworzyć z niej energię odnawialną. Zostanie wywieziona na śmietnik (zwiększy koszty), albo zostanie wyrzucona "za płotem". To częsty zwyczaj, widoczny przy prywatnych posesjach. Skoszą trawnik, a "zielsko" wyrzucają do Łyny, za płot, na ziemię "niczyją". Czyli przestrzeń publiczną, zaniedbaną, zawłaszczaną. 

Dlaczego wykoszono? Bo tak się robi? Żeby nikt nie powiedział, że się nie dba? Kwiaty lepszego i gorszego sortu. Zjawisko istnieje tylko w naszej głowie. I wystarczy zmienić sposób myślenia, by zmieniło się miejskie otoczenie i tak nam potrzebna "zieleń". Ważne i wartościowe tylko to, co zasadzone. To co samo wyrosło, jest już dowodem braku dbałości? Być może dlatego wiosną przycinane są drzewa, czasem tragicznie i bez sensu... Ale widać, że ktoś coś robił.... W jakimś sensie działalność pozorna i na dodatek szkodliwa. 

Kilka dni temu, jadąc "czerwoniakiem", na ulicy Dworcowej w pasie zieleni między jezdniami zauważyłem efekty koszenia. Chyba w latach poprzednich zasadzono dużo tulipanów. Przerwały i "odbiły" z cebulek. I pięknie kwitły między roślinami trawnikowymi. Otóż kosiarska ominęła cały pas z tulipanami (a między tulipanami ocalały i dzikie gatunki). Dlaczego obok wykoszono mniszki, też pięknie kwitnące? Tulipany oszczędzono bo zostały zasadzane (choć w tym roku zakwitły jako "samosiejki"). Bo dzikie rośliny są... chwastami? Bo trzeba coś zrobić, żeby było widać, że się dba. Głupio bo głupio ale muszą być widoczne efekty działania. Inaczej ktoś zacznie wydzwaniać z pretensjami "dlaczego nic nie robicie". A tulipany, wiadomo, musiały być zasadzone przez człowieka, czyli rosną w wyniku "zabadania". A gdyby tak inne rośliny kwiatowe uznać za efekt dbałości? Wtedy by ocalały.


Tuż obok miejsca pokazanego wyżej, też ul. Stara Warszawska, zdjęcia majowe z tego roku. Już zaczęły się upały. Na niewykoszonej skarpie kwitnące starce (chyba jastrzębiec kosmaczek), i kilka innych gatunków. Pięknie i kwieciście. Rośliny te dobrze radzą sobie z wiosenną suszą. Uboga, piaszczysta gleba nie na wiele pozwala. Ale wygląda przepięknie.

A niżej sąsiedni fragment. Już wykoszony. Co widać? Ekologiczna, sucha pustynia. Odkryta gleba. Jeśli przyjdzie intensywna burza z ulewą, dużo z gleby i pasku zostanie wypłukane i spłynie na chodnik, na jezdnię. Próchnica spłynie do kanalizacji i dalej do rzeki Łyny.

I jeszcze raz proszę zerknąć na te ukwiecone zdjęcia bez wiosennego koszenia do samej ziemi. Są tam liczne trawy, kwitnące i utrudniające życie alergikom? Gdzie będzie więcej traw - na tych często wykaszanych czy raczej tych rzadko wykaszanych? Bo podobno kosi się, by nie zakwitały trawy i nie sprawiały trudności alergikom.

Przy częstym koszeniu na "trawnikach" pozostaną tylko trawy - bo mają nisko stożki wzrostu. Zatem duża różnorodność biologiczna służy nie tylko przyrodzie ale i człowiekowi. Musimy tylko trochę się zastanowić i przemyśleć działania w mieście.

Kosić trzeba umieć!

Do poczytania uzupełniającego: O karłatku leśnym. Proszę zwrócić uwagę na cykl życiowy tego motyla. Jeśli chcemy oglądać kolorowe motyle na miejskich trawnikach czy łąkach, musimy stworzyć warunki, odpowiednie do życia tych gatunków. Dwa w jednym: i ochrona różnorodności biologicznej i piękne widoki dla ludzkiego oka. Niewiele trzeba by miasto czyniło ludzi szczęśliwymi.

3 komentarze:

  1. Jest jeszcze kwestia sprzętu. Starą kosą bralem pokos wysoki do metra i wtedy było wygodnie a rosliny same się kladły. Obecne kosiarki "zdychają" przy takich wysokich roślinach, a kosy spalinowe muszą je brać na trzy razy od góry bo od dołu się zbijają w kłąb i zwlaszcza zyłką nie ma szans na skoszenje, a nozami w miescie strach, bo mogą kamienie bardzo daleko odrzucać. Inna sprawa ze efekt kwietności można mieć bardzo niskim kosztem i przy niskich roślinach, mniszki, kurdybanki, stokrotki,dąbrówki itp wcale nie muszą rosnąć wysoko.
    Na zdjęciach widać ze ktoś haratał do gołej ziemi, a to już głupota. Tu się klania mentalność ludzka - wiele osób na stanowiskach decyzyjnych to "ludzie z awansu" doskonale pamiętajacy czasy gdy dorastali na wsiach, często "zabitych dechami", dla nich kwietne łąki w mieście to nie sielskie obrazki, ale dowód niedbalstwa właśnie. Znam takich ludzi osobiscie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pan tak to ładnie i mądrze umie wytłumaczyć... W koszeniu jest jeszcze kilka wielkich minusów np. hałas hałas hałas całe lato (a to też zanieczyszczenie środowiska) No i mielenie i rozpylanie psich odchodów ..:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak hałas tez jest dokuczliwy. Ale o mieleniu psich odchodów i ich rozpylanie nie pomyślałem....

      Usuń