06.01.2019

Sztuczna inteligencja – pomocna czy uciążliwa? Z dygresjami do ewolucji i futurologii.

(Miejsca odwiedzone w 2018 roku - tak mnie szpiegował mój własny telefon)
Żyjemy wygodnie dzięki służbie. Kiedyś byli to niewolnicy, służba poddanych lub słabo opłacanych pomocników (czasem wykorzystywanych ponad miarę i przyzwoitość) a nawet zwierząt domowych. Dzisiaj są to także urządzenia i sztuczna inteligencja. Wykonują za nas dużo pracy. Opłacamy je… energią z węgla lub źródeł odnawialnych. Niemniej nie jest to służba za darmo (czy roboty i sztuczna inteligencja nie zaczną walczyć kiedyś o swoje prawa, dni wolne i godne złomowanie?). I tak jak kiedyś nie jest do końca kontrolowana, żyje swoim życiem i własnymi (?) inicjatywami. Usługują nam, ale przez to wiedzą o nas dużo. I co z tą wiedzą zrobią? Tak jak kiedyś, może i teraz komuś postronnemu wypaplą nasze tajemnice i intymne sekrety? Oczywiście za pieniądze… albo z czystej złośliwości. Bo może niezbyt dobrze traktujemy swoją służbę, tę współczesną, komputerowo-elektroniczną.

Jest wiele rzeczy, które chcielibyśmy, aby ktoś za nas zrobił. Bo zajmują czas i są nużące. Staram się codziennie mierzyć ciśnienie tętnicze, zapisuję w notesiku. Danych już się sporo nazbierało. Ale przydałaby się stała, wielowątkowa analiza, jakieś zbiorcze wykresy, korelacje itd. Wtedy bym bardziej rozumiał kiedy mi rośnie, kiedy i dlaczego spada. Mam dane ale nie mam czasu ich solidnie przeanalizować. I na dodatek niewyraźnie odręcznie piszę więc i lekarz wiele z tego nie wyczyta. Ale nawet te analogowe dane nie są „bezpieczne” – zagląda do nich żona, a przecież czasem wolałbym, żeby nie widziała, nie martwiła się i nie interweniowała (niezdrowe przyzwyczajenia złego stylu mojego życia byłyby moją ścisłą tajemnicą).

A gdyby tak sztuczna inteligencja się tym zajęła? Mierzyła, podliczała, zestawiała, analizowała i podsuwała pod nos gotowe analizy? Taki elektroniczny sługa, poświęcający swój czas i nużącą pracę. Miałem w telefonie program, który liczył kroki i informował ile zrobiłem i czy jest już osiągnięta zdrowa, codzienna dawka ruchu. Czasem ten program się mylił. Bo źle odczytał mój ruch lub też telefon zostawiłem w domu i kroki nie zostały policzone. Lub szybki marsz zaliczył na poczet jazdy samochodem. Najwyraźniej sztuczna inteligencja jeszcze nie została dobrze dostrojona ze mną i moim urządzeniem. Najpewniej i moja w tym wina, bo za mało się starałem. Przecież takie programy „się uczą”. Trzeba im tylko dostarczać danych i informować o błędach, korygować. Czy warto jednak wspierać w rozwoju tę sztuczną inteligencję? Może niech nie będzie taka dobra? Brzmi paradoksalnie, bo przecież oznacza to, że nie chcę aby urządzenie, mój sługa, działało optymalnie…. To tak jak oszukiwanie samego siebie...

Podobnych udogodnień jest wiele. A telefon z mobilnym internetem ułatwia zbieranie różnorodnych danych. Z wielu z nich nie zdaję sobie sprawy. Po części dlatego, że nie dokładnie czytałem wszystkie informacje, związane z programami i usługami, po drugie dlatego, że niektóre są … chyba poza moją kontrolą. Dostałem właśnie na maila* mapkę z miejscami, które odwiedziłem w minionym roku. Miła pamiątka, dokumentacja podróży, przydatna do wspominania. Ale zaraz, ja nie wiedziałem lub nie zdawałem sobie sprawy, że ten mój osobisty sługa jest tak uczynny i tyle rzeczy notuje! I czy wszystkie zbierane dane mi pokazuje? Co z nimi robi i komu „wypapla” o mnie te wszystkie dane? Może jego uczynność opłacana jest przez kogoś innego i dlatego jest tak tani dla mnie? Inne urządzenia (już nie moje) zbierają dane z każdej transakcji bankomatowej, płatnością kartą itd. Jeśli żyję uczciwie, to czego miałbym się obawiać? Ano właśnie, dochodzimy tu do momentu zaufania zarówno do władzy jak i firm, wykorzystujących te urządzenia. Wszystko wina przeszłości. Chiński eksperyment właśnie trwający nie do końca wydaje się bezpieczny dla obywatela…. Co będzie jak dysponent-władza zechce wszystkie te dane wykorzystać w złym celu? Bo przecież kamery z monitoringu i system rozpoznawania twarzy działają nawet wtedy, gdy nie korzystamy z karty kredytowej, smartfonu czy Facebooka. Uciekać od technologii czy tworzyć bezpieczną technologię? W tym drugim przypadku to przede wszystkim czynnik ludzki, odwieczny.

Przyjrzałem się miejscom zaznaczonym na mapce z moich podróży. Dostrzegłem błędy. Poprawić? By moje retrospekcje dla mnie były w pełni poprawne, czy też kamuflować się jeszcze bardziej? Czasami z premedytacją podsyłam niezbyt precyzyjne lub błędne dane i je zatwierdzam. Takie odruchowe wprowadzanie podglądacza w błąd. Kilku moich znajomych wprowadziło błędne daty urodzin do Facebooka, bo nie da się korzystać z tego serwisu, jeśli nie wprowadzi się odpowiednich danych. Więc, żeby korzystać a jednocześnie nie ujawniać wszystkich swoich danych, po prostu wpisali fikcyjne. Rodzi to drobne trudności, np. w postaci życzeń urodzinowych, napływających zupełnie nie w porę. Cena konspiracji przed…. własnymi (?) sługami. Po co nam słudzy, którym nie ufamy? Po co nam pomoc, której się czasem obawiamy? Zrezygnować z udogodnień czy raczej zadbać o bezpieczeństwo całego systemu? I czy jest to możliwe? A przecież nie rezygnujemy z samochodów, mimo że są wypadki drogowe, nie rezygnujemy z urządzeń elektrycznych, mimo że trafiają się przypadki porażenia prądem.

Także i dawniej służba służbą ale trochę intymności trzeba mieć, nawet przed najbardziej zaufanymi i wiernymi sługami (w tym własnym smartfonem). Sztuczna inteligencja i internet rzeczy stają się coraz bardziej powszechne. Mnóstwo oczu nas śledzących, zbierających dane, archiwizujących. W społeczeństwach rozwiniętych narasta poczucie nieustannej inwigilacji. Czy ufamy swoim technologicznym sługom? Może trzeba zainwestować w… etykę sztucznej inteligencji, z robotami włącznie?

I na koniec refleksja mocno biologiczna. Żyjemy w ekosystemie różnorodnych powiązań. Teraz do tej sieci włączana jest „nieożywiona” technologia, stając się ważnym elementem naszego życia. Naszą codziennością staje się świat, którego wcześniej nigdy nie było. Powstaje zupełnie nowa jakość, w tym naszego, ludzkiego życia. Francis Fukuyama napisał intrygującą książkę „Koniec człowieka. Konsekwencje rewolucji biotechnologicznej” (Wydawnictwo Znak, 2008), w której skupia się jeszcze na innych zmianach: biotechnologicznym poprawianiu człowieka. Jeszcze jedna, dogłębna zmiana. A ja tymczasem zastanawiam się czy lepiej współpracować z różnymi programami (sztuczną inteligencją) czy też konspirować i oszukiwać? Bo nawet nie wiedziałem, że zdjęcia z mojego telefonu są automatycznie przesyłane na serwer, gdzieś tam rezydujący. Mam bezpieczne archiwum, które samo mi o sobie czasem przypomina. Ale czy ja potrafię nad tym zapanować? Czy sztuczna inteligencja jest moim sługą, czy też zupełnie na odwrót? To tak jak dylematem symbiotycznych porostów - jest kilka koncepcji, przekonujących, że to grzyb pasożytuje na glonie oraz że glon pasożytuje na grzybie... Czyli nie symbioza (w sensie mutualizm) a pasożytnictwo i na dodatek brak zgodności, który z partnerów wykorzystuje drugiego.

Myślami wracam do dawnych książek science-fiction i futurologii Stanisława Lema. Nie przypuszczałem, że dożyję takich czasów. Z kolei jako biologa i ewolucjonistę cały ten proces przekształcania się ewolucji biologicznej w kulturową niezwykle mnie fascynuje. Niesamowita możliwość falsyfikacji moich, dawniejszych koncepcji… Jako chłodnego badacza ten nowy świat mnie fascynuje, jako człowieka trochę niepokoi.


* Już nie piszę "e-mail", bo przecież tradycyjnych listów prawie nie ma, zwłaszcza od sztucznej inteligencji.

2 komentarze:

  1. Witaj Profesorze w świecie teorii spiskowych...

    Wystarczy wyłączyć (ale trzeba wiedzieć co i jak?) Pewne opcje i już śledził nas będzie mniej. Tylko że to i tak żadna pociecha. Kazdy nasz krok śledzony jest logowaniem do sieci komórkowych, a tego wyłączyć nie mozemy, "komórki" orzestaną działać. Generalnie ruchy pojedynczego człowieka (o ile nie jest wrogiem publicznym nr.1) nikogo nie obchodzą, ale to tzw. big data, pożywka dla AI instalowanych na superkomputerach i sieciach komputerowych, pozwalają na wyciągnięcie naprawdę niesamowitych wniosków od aktualnych trendów w modzie poprzez marketing polityczny, po ustalanie jakie treści na YT będą się najlepiej kilkały.

    A dla władzy to soełnienie marzeń o samoszpiegującym się spoleczeństwie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie Internet Rzeczy to bardzo korzystne rozwiązanie, które można wykorzystać zarówno w mniejszej, jak i w większej firmie. Warto połączyć je z innymi rozwiązaniami, takimi jak Maszynowe Uczenie czy te proponowane przez Microsoft, np. Ax Dynamics (https://ax-dynamics.com/pl/dynamics-365/enterprise-edition).

    OdpowiedzUsuń