![]() |
| Stadia rozwojowe pluskwy domowej, grafika wygenerowana przez Copilot. AI nie udało się jedynie dobrze zilustrować pierwszego stadium larwalnego - brakuje jednej pary odnóży oczu i czułków. |
Jak sama nazwa skazuje owady… wadzą. Wiele gatunków sześcionogów wadzi nam w życiu codziennym. Jedne piją naszą krew, inne wyjadają naszą żywność i traktujemy je jako szkodniki, inne łaskoczą nas swoimi odnóżami i roznoszą chorobotwórcze mikroorganizmy. Jeszcze inne są jadowite i żądlące czyli sprawiają nam ból. Ale to tylko cześć owadziej bioróżnorodności, bo znacznie więcej owadów nam nijak nie wadzi a nawet pomaga i sprzyja. I nie mam na myśli tylko pszczoły miodnej. Niemniej, tak jak w mediach, więcej uwagi zwracamy na to co złe i wadzące niż na to co dobre i pożyteczne.
Dzisiaj chcę opowiedzieć (a w zasadzie opisać) o pluskwie domowej, najprawdopodobniej pierwszym miejskim owadzim gatunku synantropijnym, który na stałe do nas przylgnął w siedliskach trwałych domostw. Pluskwy, podobnie jak wiele innych bezkręgowców, uległy synantropizacji, dostosowując się do środowiska zmienionego przez człowieka i ucząc się żyć blisko niego.
Moje
pierwsze spotkanie z pluskwą domową (Cimex lectularius) odbyło się w
czasie studiów, w akademiku. Chyba sam nie byłem pokąsany, ale pluskwy były i
nawet udało się nam złapać jednego owada. Od razu zrobiliśmy preparat
mikroskopowy do obserwacji. Bo to pierwsza reakcja młodego i biologicznie
zainteresowanego człowieka. Przyjrzeć się i zrobić materiał do dalszych
obserwacji. Niech służy innym studentom. Po dezynsekcji akademika pluskwy zniknęły. Potem
słyszałem o podłużających pociągami w pluszowych obiciach nocnych pociągów dalekobieżnych. Na
długo zapadła cisza ale w ostatnich latach pojawia się coraz więcej doniesień o
ich dokuczliwej obecności wśród nas.
Kiedyś wyczytałem
informacje, że pluskwa domowa „przeskoczyła” na człowieka z gołębi i to w
starożytnym Rzymie, gdy ludzie mieszkali blisko z tymi ptakami. Artykuł czy książka
wydawały się wiarygodne i taką wersje zapamiętałem a nawet upowszechniałem na
zajęciach dydaktycznych. To był jeszcze jeden przykład odzwierzęcych chorób i pasożytów,
jakie ludzie w rozwoju cywilizacyjnym pozyskali z otaczającej przyrody. Gdy ostatnio
zainteresowałem się pluskwą domową to w wyszukanych informacjach jako źródło
pluskwy domowej wskazane zostały nietoperze! Dwie, wykluczające się informacje.
Trzeba więc było dokładniej sprawdzić i przeanalizować.
Z
poszukiwań wyszło, że owszem, jest pluskwa, żyjąca na gołębiach i być może
okazjonalnie atakować ludzi. Cimex columbarius, czyli pluskwa gołębia,
to gatunek pluskwy pasożytującej głównie na ptakach, szczególnie na gołębiach,
ale może atakować również ludzi i inne ssaki, przenosząc się z gniazd ptasich
do domów, gdzie może powodować ugryzienia. Chociaż głównym celem są ptaki,
pluskwa ta, podobnie jak inne gatunki z rodziny pluskwowatych (Cimicidae),
może chwilowo pożywiać się krwią ludzi i innych stałocieplnych żywicieli. Żywicielem pierwotnym Cimex columbarius są gołębie
i inne ptaki gniazdujące w budynkach. Potencjalnymi żywicielami, w razie braku
ptaków dziko żyjących są ludzie, drób (kury), nietoperze, a nawet gryzonie.
Siedliskiem tego gatunku pluskwy są gniazda ptaków, szczeliny w budynkach,
strychy, poddasza, a w przypadku inwazji - mieszkania, hotele. Pluskwa gołębia
jest w wyglądzie podobna do pluskwy domowej (Cimex lectularius), jest
czerwono-brązowa i spłaszczona. Być może
to podobieństwo oraz okazjonalność atakowania człowieka była źródłem tej mojej błędnej
informacji o pochodzeniu pluskwy domowej. Niemniej pluskwa domowa ludzi atakuje
rzadziej niż Cimex lectularius, ale może powodować swędzące ukąszenia,
przenosząc się z miejsc gniazdowania ptaków. Pluskwa gołębia może zasiedlać
ogrzewane zimą pomieszczenia, stając się problemem inwazyjnym w miastach,
często niezauważonym, dopóki nie zaatakuje ludzi. Jeśli w czasie pobytu w
jakimś mieszkaniu pojawiają się na
naszym ciele pluskwopodobne ukąszenia, a w pobliżu są gołębie (np. na
parapecie, strychu), a zwłaszcza po zakupie starych mebli, należy rozważyć
możliwość obecności także pluskwy gołębiej (Cimex columbarius). Bo jak się
okazuje nie każda pluskwa jest pluskwą domową.
Wróćmy
jednak do pluskwy domowej (Cimex lectularius). Związek tej pluskwy z
człowiekiem jest o wiele starszy, niż mogłoby się wydawać. Sięga czasów
paleolitu (2,58 mln – 11,7 tys. lat temu), kiedy nasi przodkowie dzielili
jaskinie z nietoperzami. To właśnie wtedy pasożyty, pierwotnie żerujące na
nietoperzach, przeniosły się na człowieka i jego przodków. Miliony lat wspólnej
ewolucji sprawiły, że pluskwy są perfekcyjnie przystosowane do naszych nawyków i stylu życia.
A dlaczego
teraz jest więcej informacji o pluskwach domowych? Wydaje się, że jest ich
więcej. W pierwszym odruchu można byłoby połączyć ekspansję pluskwy domowej z
globalnym ociepleniem klimatu. Wszak najlepiej rozwija się w temperaturze 20-30
stopni Celsjusza a mróz jej ewidentnie szkodzi. Ale temperatura to tylko
dodatkowy i mało ważny element. Główną przyczyną jest to, że częściej
podróżujemy. I przewozimy niechcący tego owada w walizkach, plecakach i torbach
podróżnych. Spotkać go można nawet w luksusowych hotelach bo pluskwy nie lęgną
się z brudu, ani im bród nie sprzyja. Wymagają jedynie obecności człowieka bo w
nocy żywią się naszą krwią a na dzień chowają się w różnych szczelinach. Są
hematofagami, czyli krwiożercami.
Skąd się
wzięły pluskwy jako krwiopijne i zewnętrzne pasożyty człowieka? Udało się to
ustalić po różnych badaniach genetycznych. Przeszły na nas z nietoperzy. Badania
naukowe (genetyczne) wskazują, że z nietoperzy pluskwa domowa przeszła na ludzi nie później
niż 60 tys. lat temu, a prawdopodobnie dużo wcześniej. I stało się to
najprawdopodobniej w jaskiniach. Możliwe, że wiele razy i w różnym okresie
pluskwy te pożywiały się Homo sapiens czy Homo erectus a może i Homo
neandertalensis. Jak wskazuje nam przypadek pluskwy gołębiej wiele razy w
naszej ewolucji stykaliśmy się z krwiopijnymi owadami. Czasem bywa to związek
okazjonalny i krótkotrwały, a czasem utrwala się i następuje duża specjalizacja
pokarmowa. Czyli ewolucyjne dostosowanie się pasożyta do nowego żywiciela.
A że
ludzie odwiedzali jaskinie dość rzadko, bowiem najczęściej nasi ciągle
wędrujący przodkowie spali gdzież w szałasach, namiotach czy prymitywnych
jurtach, to tam nietoperzy nie było. Był więc to kontakt człowieka z pluskwami
raczej sporadyczny i uzupełnialiśmy jedynie krew wypijaną z nietoperzy.
Na stałe krwiopijne
pluskwy związały się z ludźmi jakieś 13 tys. lat temu, gdy zaczęliśmy mieszkać
w stałych miastach i wioskach. To pierwszy miejski pasożyt i miejski gatunek
synantropijny. Po ostatnim zlodowaceniu populacja pluskwy żyjąca na
nietoperzach nie odbudowała się, i dalej przeżywa populacyjny regres. Ale ta
żyjąca na ludziach zanotowała duży sukces i ekspansję. Stałe zamieszkanie ludzi
pomogło jej w zaadoptowaniu się do nowych warunków.
W latach
60. XX wieku, dzięki powszechnemu stosowaniu DDT czyli azotoksu (insektycyd),
udało się zmniejszyć liczebność ludzkiej pluskwy domowej na całym świecie. Ale po kilku, kilkunastu latach wróciły już bardziej odporne
na pestycydy. Nieustająca wojna pasożyta z jego żywicielem.
Pluskwa
domowa (Cimex lectularius) - dla wielu brzmi to jak relikt przeszłości i
problem z dawnych, mniej higienicznych czasów. Nic bardziej mylnego. Te
pasożyty przeżywają obecnie swój renesans i stają się poważnym, ogólnokrajowym
problemem także we współczesnej, bogatej Polsce. Co gorsza, większość naszej wiedzy na
ich temat opiera się na szkodliwych mitach.
Obecność
pluskiew nie ma absolutnie żadnego związku z brakiem higieny czy czystości. Ich
jedynym źródłem pożywienia jest krew, a do żywiciela przyciąga je ciepło naszego
ciała i wydychany dwutlenek węgla a nie resztki jedzenia czy kurz. Dlatego
można je spotkać wszędzie, od pięciogwiazdkowych hoteli po sterylnie czyste
apartamenty.
Pluskwy
przez dekady wykształciły znaczną oporność na wiele popularnych insektycydów.
Ich szybki cykl życiowy, trwający w optymalnych warunkach zaledwie 6-8 tygodni,
sprzyja błyskawicznej ewolucji tej odporności z pokolenia na pokolenie. Ich
zdolność do chowania się w głębokich zakamarkach sprawia, że spraye ze środkami
owadobójczymi po prostu do nich nie docierają. Co więcej, ich jaja są wyjątkowo
odporne na większość substancji chemicznych.
Pluskwy
nie latają ani nie skaczą. Są za to mistrzami transportu pasywnego (na gapę).
Ich odnóża, wyposażone w pazurki, pozwalają im bez trudu czepiać się tkanin,
walizek i mebli, podróżując z nami na ogromne odległości. Zwiększona mobilność
ludzi stała się dla nich globalną autostradą. Wcześniej jaskinie z nietoperzami
nie przemieszczały się. A wcześni nomadzi nie nosili ze sobą zbyt wielu rzeczy,
w których mogłyby znaleźć schronienie pluskwy. Teraz jednak podróżujemy i
przeprowadzamy się z całym dobytkiem, niejako z fragmentami jaskiń. Dlatego
znacznie łatwiej podróżować takim pasożytom jak pluskwy domowe.
Nam w Olsztynie bardziej jednak dokuczają komary, pluskwy są jeszcze rzadkością. Ale czy nie przywieziemy ich z urlopowych wojaży? Prędzej czy później? Głównym czynnikiem sprzyjającym ekspansji pluskiew jest globalna i lokalna mobilność ludzi. Pluskwy domowe są określane jako „mistrzowie transportu pasywnego” i kochają podróże. Ich rozprzestrzenianiu sprzyja intensyfikacja podróży i turystyki (międzynarodowych i krajowych). Pluskwy mogą być łatwo przeniesione w bagażu, odzieży lub obuwiu. Kolejnym czynnikiem sprzyjającym pluskwom są obiekty noclegowe o wysokiej rotacji gości, które stanowią pierwotne i najczęstsze ogniska infestacji. Należą do nich: hotele (zarówno pięciogwiazdkowe, jak i gościńce), hostele, sanatoria, akademiki i szpitale. Trzecim czynnikiem jest transport publiczny i miejsca publiczne. Pluskwy występują dosłownie wszędzie. Można je nieświadomie przynieść z: autobusów, pociągów (zwłaszcza na trasach dalekobieżnych), komunikacji miejskiej, kin, teatrów i oper. Ich dyspersji sprzyjają także wydarzenia masowe. Przykładowo, problem pluskiew w Polsce nasilił się po 2012 roku, a profesor Stanisław Ignatowicz przewidywał, że organizacja mistrzostw Euro 2012 może przynieść problemy związane z pluskwami przywiezionymi przez kibiców z wielu krajów.
Ostatnio
(koniec listopada 2025 r.), gdy ja i żona w ciągu kilku dni zauważyliśmy swędzące ukąszenia
na ciele, to pomyśleliśmy o pluskwach. No bo co mogłoby ukąsić i pić krew w
zimie? Przypominaliśmy sobie nasze podróże i miejsca hotelowe. Na wszelki
wypadem zamontowaliśmy specjalne pułapki, aby ostatecznie rozstrzygnąć, pluskwa w nocy
gryzie czy nie pluskwa? Bo jeśli pluskwa, to może przewodami wentylacyjnymi przedostawała
się od sąsiadów. Niedawno się wprowadzili nowi lokatorzy wraz z meblami. Tak czy siak odpluskwianiem
trzeba byłoby objąć przynajmniej cały pion w bloku. Miesiąc obserwacji nie
wykazał żadnej pluskwy. I śladów ukąszeń też więcej nie było. Zatem to raczej jakiś
zimujący komar nas tak wystraszył. Komary do rozwoju larw potrzebują innych
siedlisk (wodnych) niże te w mieszkami. Więc nie ma potrzeby robić blokowej
dezynsekcji. I tak od wiosny z terenów nad rzeką Łyną do nas przylecą nowe
pokolenia. Teraz zimują samice gdzieś w piwnicach, przewodach wentylacyjnych czy szparach w oknach. I widać czasem się budzą, gdy jest nieco cieplej. A do dalszego zimowania potrzebują się odżywić...
A jak
poznać, że w domu (lub hotelu) są pluskwy? Pierwszym sygnałem alarmowym są swędzące
ugryzienia, układające się w zygzakowate linie na ciele. Mogą być one jednak mylące. Najbardziej charakterystyczny wzór to
tzw. „ścieżka żerowania” lub „śniadanie, obiad i kolacja” – trzy lub więcej
ugryzień ułożonych w linii prostej lub niewielkim skupisku. A jak coś takiego zauważymy w czasie pobytu w hotelu to przed wyjazdem starannie sprawdźmy swój bagaż. Potem po powrocie ponownie sprawdźmy i profilaktycznie wypierzmy wszystkie ubrania. By nie była tam niechcianych pasażerów na gapę.
O wiele
bardziej wiarygodnym dowodem infestacji są tzw. bioślady, które można znaleźć w
pobliżu kryjówek (głównie wokół łóżka). Szukaj ich uważnie, zwracając uwagę na
niewielkie, czarne lub rdzawe plamki na materacu, ramie łóżka czy pościeli. Są
to odchody pluskiew (strawiona krew), które w odróżnieniu od zwykłego brudu rozmazują
się po przetarciu wilgotną szmatką. Można także zauważyć plamki krwi - drobne
smugi lub kropki krwi na prześcieradle. Powstają z dwóch powodów: z miejsca po
ugryzieniu, które nie zdążyło się zasklepić, lub – co częstsze – przez przypadkowe
zgniecenie przez śpiącą osobę pluskwy świeżo opitej krwią. Możemy także
zaobserwować wylinki pluskiew. Są to przezroczyste, jasnobrązowe i puste
pancerzyki (egzoszkielety), które owad porzuca w miarę wzrostu. Ich znalezienie
to pewny znak, że w mieszkaniu trwa aktywny cykl rozwojowy kolonii. W końcu
możemy zaobserwować jaja. Są maleńkie (ok. 1 mm), perłowobiałe, składane w
skupiskach w szczelinach i zakamarkach. Są one przyklejane do powierzchni za
pomocą lepkiej, cementowej wydzieliny, co czyni je niezwykle trudnymi do
usunięcia. Z podróży możemy przywieźć właśnie jaja pluskiew. I zanim się z nich wylęgną żerujące lary mija trochę czasu a my nie skojarzymy ukąszeń na ciele z niedawna podróżą.
Pluskwy
domowe są mistrzami podróży i ukrywania się. Ich budowa ciała to ewolucyjny
majstersztyk. Ten płaski, owalny kształt, doskonalony przez tysiąclecia
ukrywania się w jaskiniowych szczelinach, jest dziś idealnie przystosowany do
pęknięć w naszych nowoczesnych meblach i listwach przypodłogowych czy szparach między ściana a tapetami. Co więcej,
potrafią przeżyć bez dostępu do krwi żywiciela nawet kilka miesięcy. Zatem
głodem ich nie weźmiemy. Nie wystarczy więc wyjechać na długie wakacje by po
powrocie zastać mieszkanie wolne od tych krwiopijnych pasożytów. W szczególnie
sprzyjających warunkach, na przykład zamknięte w worku, mogą przejść w stan
diapauzy (rodzaj hibernacji), co wydłuża ten czas nawet do roku. Oznacza to, że
przyniesiony do domu używany mebel czy książka mogą skrywać uśpionego, ale
wciąż groźnego pasażera na gapę.
Współczesna
pluskwa to nie relikt przeszłości ani oznaka zaniedbania, lecz ewolucyjny
majstersztyk, doskonale przystosowany do naszego świata. Jej pradawne
pochodzenie z jaskiniowych kryjówek ukształtowało idealne ciało do zasiedlania
szczelin w naszych meblach i mistrzowskiego podróżowania w naszych bagażach.
Ten sam ewolucyjny pęd, połączony z szybkim cyklem życia, napędza jej rosnącą
odporność na nasze domowe sposoby walki. Zrozumienie tego cichego wroga – od
jego historii po subtelne ślady, które pozostawia – to pierwszy i najważniejszy
krok do odzyskania kontroli. Zapomnij o wstydzie, to problem, który wymaga
wiedzy, czujności i profesjonalnego działania.
Wiedząc, jak łatwo pluskwy podróżują, jaką jedną rzecz sprawdzisz następnym razem, gdy zatrzymasz się w hotelu?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz