Znacie powiedzenie, że podróże kształcą? A znacie rozszerzenie i ciche dopowiedzenie, że kształcą tylko przygotowanych, ciekawych świata i już wykształconych? Bo ten, który już coś wie, jest przygotowany na doświadczenia, na nowość, na dostrzeganie tego, co pozornie zwykłe, na połączenie nowości z tym, co już w swojej głowie ma. Podróże kształcą, gdy włączają nowe informacje do już istniejącej struktury. Tylko tę strukturę trzeba już mieć. Czyli trzeba już być choć trochę wykształconym. Do każdej podroży warto się przygotować, wcześniej poczytać, zbudować sobie już jakąś podstawową wiedzę. Temu, który już coś ma, będzie dodane. Podobnie jest z wykorzystaniem AI w dydaktyce. Sztuczna inteligencja pomaga, ale tylko tym przygotowanym i już co nieco wykształconym. Od zera nic szybko i dobrze nie powstanie. To tylko iluzja, że jest jakieś cudowne narzędzie (stoliczek „nakryj się”), które za nas wszystko zrobi.
Zacznijmy jednak od podróży. Powiedzenie „podróże kształcą” to jeden z tych frazesów, które słyszymy tak często, że czasem przestajemy zastanawiać się nad ich głębią. W rzeczywistości nie chodzi tylko o oglądanie ładnych zabytków, ale o fundamentalną zmianę w sposobie myślenia. Oto jak możemy rozumieć to stwierdzenie na kilku płaszczyznach. Po pierwsze to nauka przez doświadczanie. To zupełnie co innego przeczytać o rzymskim Koloseum w podręczniku, a co innego stanąć w jego cieniu. Czym innym jest przeczytać o mandragorze a czym innym jest ją zobaczyć, rosnącą w ziemi. Podróże zamieniają suchą teorię w żywą wiedzę. Wtedy historia i sztuka stają się namacalne. Także przyroda i jej rozumienie. Kształcimy się również w aspekcie języka. Nauka „w locie”, gdy musisz zapytać o drogę lub zamówić posiłek, jest wielokrotnie skuteczniejsza niż w szkolnej ławce wkuwanie gramatyki. Bo jest to wykorzystanie w praktyce, od zaraz.
Po drugie to rozwój kompetencji miękkich. Podróżowanie
(zwłaszcza niskobudżetowe lub w pojedynkę) to nieustanny trening umiejętności
życiowych. Uczy zaradności. Rozwiązanie problemu odwołanego lotu czy zgubienia
się w obcym mieście uczy opanowania. Szybkie dostosowywanie się do nowych
warunków, walut i zwyczajów buduje psychiczną elastyczność. Uczy adaptacji do
aktualnych warunków. I uczy rozmowy z innymi, dostrzega nie ich, poznawanie.
Po trzecie jest to rewizja własnych przekonań. Na przykład w
ubiegłe wakacje byliśmy we Francji. Jechaliśmy z przekonaniem (stereotypem), że
Francuzi nie mówią po angielsku i trudno będzie z płatnością mobilną z
wykorzystaniem kart bankomatowych. Było zupełnie inaczej, wszędzie sie dogadaliśmy bez znajomości francuskiego a kartą płaciliśmy nawet na lokalnym ryneczku. To chyba
najcenniejszy aspekt edukacyjny podróży. Kiedy opuszczamy swoją „bańkę”,
zauważamy, że nasz sposób życia nie jest jedynym właściwym, że stereotypy o
innych narodach często mijają się z prawdą i że empatia rośnie, gdy widzimy
codzienne zmagania ludzi w innych częściach świata.
Jest jeszcze po czwarte. Dotyczy poznawania samego siebie. W
nowym otoczeniu, gdzie nikt nas nie zna i nie ma oczekiwań wobec nas, łatwiej
jest odkryć, kim naprawdę jesteśmy, łatwiej jest odkryć nasze mocne i słabe strony. Podróże
pokazują nam nasze granice – co nas fascynuje, a co przeraża, jak jesteśmy wytrzymali lub wręcz przeciwnie. Czy potrafimy poradzić sobie bez smartfonu, który akurat się zepsuł?
Czy podróże zawsze kształcą? Warto dodać małe „ale”. Podróże kształcą tylko wtedy, gdy jesteśmy na to otwarci. Trzeba więc chcieć. Turysta widzi to, co chce zobaczyć (często nie wychodząc poza hotelowy bufet). Podróżnik patrzy, słucha i próbuje zrozumieć. „Świat jest książką i ci, którzy nie podróżują, czytają tylko jedną stronę” (św. Augustyn). Podróże uczą nas pokory i uświadamiają nam, jak ogromny jest świat i jak mały (choć ważny) jest nasz wycinek rzeczywistości.
Tradycyjne porzekadło „podróże kształcą” jest uproszczeniem,
które w dobie masowej turystyki niemal straciło na aktualności. Aby podróż
stała się procesem edukacyjnym, a nie tylko konsumpcją przestrzeni, widoków i "punktów obowiązkowych", musi
zaistnieć synergia między otwartością poznawczą a uprzednim przygotowaniem.
Można przejechać cały świat i wrócić z niego z dokładnie tym samym zestawem
uprzedzeń, z którym się wyjechało. Można podróżować daleko i zapamiętać tylko
lotnisko oraz hotelowy basem. Można podróżować blisko a zobaczyć i doświadczyć bardzo
wiele.
Kształcenie w podróży przypomina proces nakładania nowej
wiedzy na już istniejącą siatkę pojęciową. Jeśli podróżnik nie zna kontekstu
historycznego odwiedzanego miejsca, wtedy dla niego architektura pozostanie dla niego jedynie
„ładnymi budynkami”. Jeśli nie posiada w sobie ciekawości, czyli gotowości do
zadawania pytań „dlaczego?” i „jak?” – każda inność kulturowa będzie
postrzegana jako dziwactwo, a nie jako alternatywne rozwiązanie
ludzkich problemów czy pragnień.
Przygotowanie to swoisty „fundament pod budowę”. Pozwala ono
dostrzec niuanse: zrozumieć, że barok w Wilnie różni się od tego w Rzymie z
konkretnych przyczyn politycznych czy surowcowych. Tak jak zamki na Loara od zamków w dawnym państwie krzyżackim. Ciekawość z kolei jest
silnikiem, który pcha nas poza główne szlaki turystyczne. Podróż kształci tylko
wtedy, gdy staje się dialogiem między naszą wiedzą a nowym doświadczeniem. Bez
tego dialogu pozostaje jedynie monologiem naszych dotychczasowych przekonań na
tle egzotycznej scenografii.
Podobnie jest z narzędziami sztucznej inteligencji, o których słyszymy jakie to cudowne narzędzia, wszystko-potrafiące-i robiące-za-ciebie. Niczym turystyczne wieże Eiffla i egipskie piramidy. Wszyscy tam jeżdżą. Także jako nauczyciele (nie tylko akademiccy) stoimy dziś przed nowym rodzajem podróży – eksploracją możliwości, jakie daje generatywna sztuczna inteligencja (AI, gen AI). Tutaj analogia do podróżowania jest uderzająco trafna. AI kształci, ale tylko przygotowanych, pomaga, ale tylko już wykształconym. To nie jest cudowna lampa Aladyna z magicznym dżinem.
Podobnie jak wyjazd do obcego kraju nie zrobi z nas
ekspertów bez znajomości podstaw geografii, tak samo AI nie stworzy za nas
wartościowego scenariusza zajęć, jeśli sami nie rozumiemy materii dydaktycznej.
Potrzebny jest fundament merytoryczny, Aby AI pomogło nam w dopracowaniu
instrukcji do ćwiczeń, musimy najpierw wiedzieć, jaki efekt uczenia się chcemy
osiągnąć. AI potrafi generować treści przekonujące, ale błędne (tzw.
halucynacje). Tylko „przygotowany podróżnik” – czyli nauczyciel z solidną
wiedzą – jest w stanie wyłapać te nieścisłości i skierować dialog na właściwe
tory.
AI może być efektywnym partnerem w procesie ideacji. Może
zaproponować dziesięć różnych metafor wyjaśniających trudne zagadnienie
fizyczne lub zasugerować nieoczywiste case study do analizy na jakimś biologicznym przedmiocie nauczania.
Jednak to nasza ciekawość pozwala nam drążyć temat głębiej. Zamiast prosić o
„plan zajęć”, prosimy o „zaproponowanie kontrargumentów do tezy X, które zmuszą
studentów do krytycznego myślenia”. Zamiast gotowca, szukamy inspiracji do
stworzenia autorskiej instrukcji, którą AI pomoże nam jedynie sformatować,
uprościć lub wzbogacić o brakujące ogniwa logiczne.
W podróży to, co wyniesiemy z rozmowy z lokalsem, zależy od
tego, jak sformułujemy pytanie. W pracy z modelem językowym (LLM) jest
identycznie. W pracy z AI trzeba umieć zadawać właściwe pytania. Na przykład „Przygotuj
mi zadania” to złe pytanie. „Stwórz zestaw zadań problemowych dla studentów II
roku medycyny, uwzględniając najnowsze wytyczne dotyczące etyki badań
klinicznych” – to pytanie przygotowanego wykładowcy. Praca z AI to nie wypełnianie
formularza, lecz proces sokratejski. Dopytywanie, korygowanie, proszenie o
zmianę tonu czy perspektywy to klucz do uzyskania materiałów, które realnie
podniosą jakość naszych zajęć. A na końcu i tak pozostaje nasza ocena uzyskanych materiałów.
Dopiero po trzech latach czytania, próżnowania i
eksperymentowania zauważyłem, że AI pomaga mi pisać i przygotowywać narzędzia
dydaktyczne. AI, podobnie jak podróż, nie zastąpi myślenia – ona je
multiplikuje. Dla nauczyciela nieprzygotowanego będzie jedynie „generatorem
papki tekstowej”, ubranej w ładnie wyglądające zdania. Dla nauczyciela
przygotowanego, ciekawego i potrafiącego prowadzić dialog, stanie się wydajnym
laboratorium dydaktycznym.
AI nie jest cudownym i magicznym artefaktem, gdzie po wypowiedzeniu magicznego zaklęcia „Sezamie otwórz się” lub „stoliczku nakryj się”, szybko i bez wysiłku dostaniemy unikalny skarb. Bez pracy nie ma kołaczy, a bez wysiłku nie na efektów. Gdyby było inaczej to 8 miliardów ludzi szybko by z AI skorzystało i bylibyśmy zasypani genialnymi opowieściami, scenariuszami i instrukcjami ćwiczeń czy podręcznikami. Zawsze jest jednak kontekst miejsca i czasu. Można marzyć o tym, że AI zrobi szybko i łatwo za nas. Ale i tak kończymy na żmudnej i trudnej pracy. Wszystko co proste i łatwe już zostało zrobione. Dla nas pozostały te trudniejsze rzeczy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz