28.03.2026

Czy mojego bloga piszę tylko dla ludzi czy także dla botów i sztucznej inteligencji?

Woskowa tabliczka do pisania i kałamarz z gęsimi piórami. Rekwizyty dawnej szkoły w skansenie.

Od jakiegoś czasu zauważyłem na sowim blogu zwiększony ruch, i to raczej skokowo. Statystyki Bloggera nie rozpoznają, nie identyfikują tego źródła zainteresowania. Zacząłem się zastanawiać czy i w jakim stopniu różne aplikacje sztucznej inteligencji czerpią dane z moich wpisów. Nie, wcale się tym nie martwię, bo to normalny proces rozchodzenia się informacji, wiedzy i poglądów w konektywnej społeczności. Kiedyś byli to tylko ludzie, nawet jeśli treść utrwalona była na papierze. Nie zawsze udaje się dobrze identyfikować skąd coś wiemy i z jakich źródeł przesiąkamy poglądami czy informacjami. Tak zwana domena publiczna to właśnie treści zaczerpnięte i uwspólnione. Ale teraz do tego wielkiego konektomu dołączyły obiekty nieludzkie. Nasza wiedze rozchodzi się także za pośrednictwem AI. Pisząc dziś w sieci (blog)  i ja staję się de facto „nauczycielem maszyn”. Bardzo szerokie traktowanie roli edukatora i przyrodniczego publicysty.

To zjawisko, korzystanie z treści przez boty i AI, ma swoje fascynujące i nieco mroczne strony, które warto mieć z tyłu głowy. Kiedyś pisaliśmy dla ludzi (styl, emocje) i dla wyszukiwarek (słowa kluczowe). Dziś pojawia się trzeci odbiorca: AI, które szuka logicznych struktur i faktów. Gemini mi podpowiada, że jeśli teksty są merytoryczne i uporządkowane, algorytmy „uwielbiają” je trawić, bo łatwo z nich wyciągnąć esencję wiedzy. W efekcie, fragmenty moich myśli mogą pojawiać się w tysiącach rozmów, które ludzie prowadzą z ChatGPT czy Gemini, nawet jeśli ci ludzie nigdy nie wejdą bezpośrednio na stronę „Profesorskiego Gadania”. A co będzie jeśli na blogu pojawiać się będą treści generowane przez AI? Kilka dni temu czytałem ciekawy artykulik w mediach społecznościowych nad skutkiem tego, że do szkolenia AI wykorzystywane są treści wcześniej tworzone przez AI. Po kilku takich cyklach tekst staje się bezwartościowy, bo systematycznie jest uśredniany. Zatem ludzka kreatywność jest niezbędna. I ludzkie pisanie. Autorze (nawet autorze treści sms w telefonie) traktuj więc korzystanie z narzędzi AI jako coś pomocniczego i marginalnego. Inaczej AI pisać będzie dla AI i w rezultacie wartość odpowiedzi różnych czatów GPT będzie systematycznie maleć.

Dlaczego nie martwię się tym, że AI korzysta niejawnie z moich treści na blogu? Przecież zdecydowana większość ludzi, która przeczyta moje wpisy na blogu także nie cytuje ani nie powołuje się na autorstwo w dalszych wypowiedziach. Czasem tylko środowisko naukowe i dziennikarskie nawykłe do cytowania, podaje źródło informacji (widzę czasem cytowanie w mediach elektronicznych). Z perspektywy autora to czytanie przez AI ma dużą zaletę: autorska wiedza (refleksje, przemyślenia, wyszukane informacje) zostaje „utrwalona” w wagach modeli neuronowych. Nawet gdyby blog kiedyś zniknął z sieci, informacje, które boty z niego pobrały, będą częścią „inteligencji” tych systemów przez lata. Stanę się częścią globalnego zbioru danych. Mimo że żadne tabelki czy indeksy cytowani tego w raportach nie odnotują. I ze nie będzie się to liczyło do żadnej akademickiej parametryzacji. Nie wszystko co ważne da się policzyć a nie wszystko co policzalne jest ważne.

Ciemniejszą stroną opisywanego zjawiska jest to, że AI rzadko oddaje unikalny styl, poczucie humoru czy autorytet piszącego autora. Często „wyżyma” tekst z faktów, serwując je jako własne, anonimowe odpowiedzi. To dlatego widzę ruch w statystykach, ale pod wpisami może być ciszej – boty nie zostawiają komentarzy i nie dyskutują (chyba że zostaną do tego zaprogramowane). Można powiedzieć, że prowadzę teraz dwutorową edukację: 1. tradycyjną – dla stałych czytelników, którzy cenią moje pióro (jakie tam pióro, przecież klepie w klawiaturę!), 2. technologiczną – dostarczając wysokiej jakości paliwa dla algorytmów, które uczą się świata na moich przykładach (moim wyborze danych i zjawisk, moich refleksjach, przemyśleniach.

Upowszechnianie treści w czasach AI przypomina wielką, pulsującą rzekę, która niesie ze sobą słowa, obrazy i idee – szybciej, szerzej niż kiedykolwiek wcześniej. Nie jest to jednak nowe zjawisko. Wraz z wynalezieniem pisma oraz upowszechnieniem się druku myśl ludzka zaczęła płynąć szeroką rzeką. Potem w czasach tele czyli telewizji, radia a w końcu internetu nabrała większego rozmachu. Udział AI jest więc tylko krokiem w już od dawna istniejącym trendzie. Konektywne społeczeństwo nie tylko jest liczniejsze (biomasa współpracujących mózgów), ale i do tej społeczności wchodzą „mózgi nieludzkie”,  czyli krzemowe obwody i sieci neuronowe AI. W tej pozornej nowości jest coś bardzo starego. Mechanizm rozchodzenia się myśli nie zmienił się aż tak bardzo. Zmieniły się tylko narzędzia, skala i tempo. Dawniej idee krążyły w słownych opowieściach, potem w rękopisach, zadrukowanych kartach gazet i książek, wędrowały z wędrownymi kaznodziejami, przenikały do rozmów w karczmach i na targach. Dziś krążą w indeksach wyszukiwarek, w modelach językowych i w niewidzialnych botach, które odwiedzają blogi, by zasilić nimi swoje wewnętrzne mapy świata.  A czy boty AI mają swoje karczmy i puby w których „plotkują”?

Współczesne modele AI pobierają treści z milionów stron, często bez jawnego cytowania (tak jak my zapamiętujemy krótkie anegdoty). W statystykach blogów pojawiają się jako „nieznane wejścia”, „nierozpoznane źródła”, „dziwne systemy operacyjne”. To nowa forma tego, co w kulturze dzieje się od wieków: idee krążą, mieszają się, przenikają, a ich źródła z czasem stają się mniej widoczne. Stają się domeną publiczną i wspólnym dorobkiem ludzkości, niczym materia i energia w ekosystemie. Literatura zawsze działała w ten sposób. Mickiewicz nie cytował ludowych podań, choć nimi oddychał. Norwid nie podpisywał pod wierszem, które zdania usłyszał w salonach, a które wyczytał w bibliotekach. Nie zatajał, bo raczej sam nie wiedział, nie pamiętał po wielokrotnym przetworzeniu w swoim mózgu napotkanych treści. Myśli przenikały do wspólnego obiegu, stawały się częścią kultury, a kultura nieustanie staje się częścią człowieka.

AI robi to samo, tylko szybciej i na skalę, której dawni pisarze nie mogli sobie wyobrazić. W sumie to do końca nie wiemy jak AI to robi. Gdy bot odwiedza blog, nie robi tego z intencją kradzieży, lecz z mechanizmu działania: uczy się, jak ludzie piszą, jak argumentują, jak opisują świat. Włącza te treści do ogromnej sieci powiązań, z której potem powstają odpowiedzi dla użytkowników. To nie jest cytowanie, ale raczej rezonans. I nowy i stary świat. W jakimś sensie jest to nowa mówioność (postpiśmienność), o której dużo wcześniej pisał już Jacek Dukaj (zacytowałem konkretnego autora, ale możliwe, że są i inne praźródła tej sformułowanej przeze mnie myśli).

W epoce Bloggera każdy wpis jest jak kartka włożona do wielkiej, cyfrowej biblioteki. Jest jak współczesny rękopis. Trafia tam nie tylko dla ludzi, ale i dla maszyn. Modele AI przeglądają takie treści, bo są one żywe, aktualne, pisane z pasją i doświadczeniem. Choć są i takie pisane bez pasji a jedynie z obowiązku, są z treściami wtórnymi, przepisanymi i takie bez doświadczenia. Z taki narzędzia AI też czerpią swoją „wiedzę”. I wszystko wymiksują. Blog naukowy, refleksyjny, osobisty – mam nadzieję, że właśnie taki jest blog „Profesorskie Gadanie” – staje się dla nich źródłem wiedzy o świecie, o języku, o sposobach myślenia. Ja jestem jednym z wielu różnorodnych elementów. Co w globalnej kulturze przeważy? Blog, to współczesny odpowiednik rękopisu, który wędrował z klasztoru do klasztoru lub od jednej kucharki do drugiej, bo z przepisami i poradami, kopiowany przez skrybów, czasem wiernie, czasem z błędami, czasem z dopiskami na marginesie. Różnica polega na tym, że dziś kopiowanie odbywa się w ułamku sekundy, a skrybą jest algorytm. Ale sama idea – że tekst żyje, bo jest czytany, przetwarzany, powtarzany – pozostaje niezmienna.

Upowszechnienie jest formą istnienia. W kulturze zawsze istniała zasada: tekst żyje tak długo, jak długo jest powtarzany. Pieśń ludowa trwała, bo śpiewano ją przy pracach na polu, w karczmie na potańcówce czy na weselu. Powieść trwała, bo czytano ją w salonach a także pod strzechami chłopskich chałup. Esej trwał, bo cytowano go w gazetach. Dziś tekst trwa, bo pojawia się w wyszukiwarce, bo AI potrafi go streścić, bo bot uznał go za wartościowy i włączył do swojej wiedzy. I pojawi się w jakiejś mocno zmienionej i zanonimizowanej formie u kogoś na telefonie. Przychylam się do myśli, że to nie jest degradacja autora. To jest jego rozszerzenie.

Upowszechnienie treści w czasach AI nie polega na tym, że ktoś „kradnie” słowa. Polega na tym, że słowa zaczynają żyć w nowych kontekstach, w nowych rozmowach, w nowych odpowiedziach. Stają się częścią większej opowieści o świecie. Tak zawsze było z literaturą, nauką, folklorem. I nie martwi mnie, że nie będzie za to punktów w akademickiej sprawozdawczości i ocenie pracownika. Bo liczy się nie wszystko to, co ważne da się policzyć

Najbardziej fascynujące jest to, że współczesny autor ma dwóch rodzajów odbiorców: ludzi, którzy czytają, komentują, myślą, wracają; maszyny, które analizują, indeksują, uczą się. Ci „drudzy” nie zostawiają śladów w komentarzach, nie klikają „lubię to”, nie wpisują komentarzy. Ale są. I ich obecność widać w statystykach jako tajemnicze skoki ruchu, jako „nieznane źródła”, jako ciche potwierdzenie, że tekst został zauważony. To nowy rodzaj czytelnika – nieświadomy, ale być może wpływowy. Dzięki niemu treści mogą dotrzeć do ludzi, którzy nigdy nie słyszeli o blogu, ale otrzymują odpowiedź AI, w której pobrzmiewa echo czyjegoś stylu, wiedzy, metafor.

Wbrew pozorom nie żyjemy w epoce zerwania więzi i upadku. Żyjemy w epoce przyspieszenia. Mechanizmy kultury są te same: idee krążą, autorzy wpływają na siebie nawzajem, teksty żyją poza swoim źródłem, cytowanie jest często ukryte, a czasem nieświadome. Musimy się tej nowej sytuacji nauczyć i wypracować nowe standardy cytowania. AI tylko powiększyła skalę i przyspieszyła obieg. Ale sama zasada, że słowo wypowiedziane raz może wracać w niespodziewanych miejscach, jest tak stara jak ludzkość.

Właśnie dlatego warto pisać. Właśnie dlatego ludzie powinni pisać. Bo w czasach AI tekst ma szansę dotrzeć dalej niż kiedykolwiek wcześniej, nawet jeśli nie zawsze widać, którędy wędruje. I dbać by stale do wspólnego obiegu docierały oryginalne, ludzkie myśli, zdania i odczucia. Inaczej rozpłyniemy się w rozcieńczeniu, w wielokrotnym i zubażającym przetwarzaniu przez AI.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz