10.03.2026

Dlaczego edukacja online to nasza nowa obrona cywilna?




Nie tak dawno śnieżna zima z mrozami i gołoledzią, spowodowała, że w niektórych szkołach czasowo zawieszono zajęcia w szkołach i czasowo przywrócono zajęcia online. Tak jak w pandemii, tylko na znacznie mniejszą skalę, lokalnie. I na bardzo krótki czas. Można postawić pytanie czy wykorzystaliśmy naukę z pandemii. Teraz to czasowe kształcenie online to niczym przypominająca szczepionka. By utrwalić umiejętności. Obecna zima to przykład sytuacji kryzysowej i nieprzewidywalnej. Możemy spodziewać się różnych katastrof, czy to powodzi, czy nawet działań wojennych, fali upałów i wielu innych, trudnych do przewidzenia. Jak sobie radzimy w takich sytuacjach?

Podobnie było w czasie pandemii. Wtedy lepiej poradzili sobie ci, którzy już wcześniej ćwiczyli różne formy pracy i kształcenia online. Byli lepiej przygotowani na to, co niespodziewanie przyszło. Inni w panice i stresie szybko musieli uczyć się nowych umiejętności. Nie byli przygotowani do kształcenia online.

Gdy pandemia się skończyła, wraz z nią skończyło się kształcenie online. Wielu nauczycieli i wykładowców akademickich z ulgą odrzuciło narzędzia onlinowe. Odłożono do kufra na strychu, mimo że dawały dobre możliwości w kształceniu hybrydowym i współpracy rozproszonych zespołów. A pandemiczne umiejętności nie były i nie są odnawiane. A powinny być odnawiane niczym ćwiczenie obrony cywilnej czy metod ratownictwa. Jeśli się nie przypomina, to szybko nabyte umiejętności są zapominane. I gdy pojawi się kolejny, niespodziewany kryzys wraz z koniecznością korzystania z narzędzi online, znowu będzie chaos, panika i duży stres. I nowe nauczyciel przysłowie sobie kupi, że przed szkodą i po szkodzie głupi...

Czy pandemia nas czegoś nauczyła? Chyba za mało, bo do kosza wrzucamy poznane metody i nie poznajemy nowych, nie udoskonalamy procesu. Tegoroczna zima, z czasowym zawieszeniem zajęć, jest tego przykładem. Zima roku 2026, z jej gwałtownymi atakami mrozu i paraliżującą gołoledzią, stała się dla polskiego systemu oświaty nieoczekiwanym sprawdzianem. W wielu regionach kraju, w odpowiedzi na pękające rury i nieprzejezdne drogi, dyrektorzy szkół podjęli decyzję o czasowym powrocie do nauczania zdalnego. Choć skala zjawiska była lokalna, a czas trwania krótki, incydent ten zadziałał niczym dawka przypominająca szczepionki. Obnażył on smutną prawdę: nasze kompetencje cyfrowe, tak mozolnie budowane podczas pandemii, zaczynają pokrywać się kurzem zapomnienia.

Krótka jest pamięć instytucjonalna. Trzeba ją ciągle przypominać tak jak przypominające dawki szczepionki. Gdy minęło bezpośrednie zagrożenie związane z COVID-19, w świecie akademickim i szkolnym dało się słyszeć zbiorowe westchnienie ulgi. Narzędzia do wideokonferencji, platformy e-learningowe i cyfrowe repozytoria materiałów zostały przez wielu potraktowane jako zło konieczne, które należy natychmiast odstawić do „kufra na strychu”. Zanieść do lamusa i zapomnieć.

Problem polega na tym, że edukacja online nie jest jedynie protezą stosowaną w czasie lockdownu. To dobre narzędzie kształcenia hybrydowego i pracy rozproszonej, które w dobie globalizacji jest standardem rynkowym. Porzucając te metody, dobrowolnie pozbawiamy się sprawności operacyjnej. I martwimy się o „wyciekanie studentów”. Umiejętności cyfrowe, podobnie jak techniki ratownictwa medycznego czy procedury obrony cywilnej, gdy są nieużywane to zanikają.

Żyjemy w epoce antropocenu i rosnącej niestabilności geopolitycznej. Dzisiejsza sroga zima to tylko wierzchołek góry lodowej. Scenariusze kryzysowe, przed którymi stoimy, są różnorodne. Za każdym razem będzie coś innego. Raz będą to lokalne czy regionalne anomalie pogodowe. Na przykład fale upałów uniemożliwiające naukę w nagrzanych budynkach czy powodzie niszczące infrastrukturę. Innym razem będzie to zagrożenia bezpieczeństwa, np. incydenty hybrydowe, a nawet konieczność ewakuacji w obliczu konfliktów zbrojnych. W końcu mogą być to kryzysy infrastrukturalne, np. awarie sieci energetycznych czy ciepłowniczych. W każdej z tych sytuacji ciągłość edukacji jest kluczowa nie tylko dla realizacji programu, ale przede wszystkim dla zachowania poczucia normalności i stabilności psychicznej młodego pokolenia. Pandemia pokazała wyraźną linię podziału: ci, którzy wcześniej eksperymentowali z nowymi technologiami, przeszli przez kryzys z relatywnym spokojem. Reszta reagowała w chaosie, stresie i poczuciu dydaktycznej bezsilności.

Edukacja jest elementem odporności państwa. Musimy przestać traktować naukę zdalną jako „plan awaryjny gorszego sortu”. Powinna ona stać się integralnym elementem odporności systemowej. Stałe udoskonalanie procesów cyfrowych, testowanie nowych platform i utrzymywanie higieny pracy w środowisku wirtualnym to zadania na czas pokoju i stabilizacji. Jeśli teraz, w obliczu „zimowej szczepionki”, nie wyciągniemy wniosków i nie zaczniemy systemowo odświeżać naszych kompetencji, kolejny duży kryzys ponownie zastanie nas w punkcie wyjścia. A historia uczy, że chaos i panika są znacznie droższe niż regularny trening.

Jakie kluczowe kompetencje cyfrowych stanowią fundament współczesnej odporności edukacyjnej? W warunkach uniwersyteckich nie chodzi już tylko o umiejętność włączenia kamery, ale o zaawansowane zarządzanie procesem dydaktycznym i badawczym w środowisku rozproszonym. Po pierwsze jest to biegłość w ekosystemach współpracy. To podstawa uniknięcia chaosu podczas nagłej zmiany trybu pracy. Umiejętność błyskawicznego przeniesienia pracy zespołu badawczego lub grupy dziekańskiej do wspólnych dokumentów edytowalnych w czasie rzeczywistym jest elementem zarządzania. Asynchroniczność umożliwia odejście od modelu „wszystko na wideokonferencji” na rzecz sprawnego zarządzania wątkami na platformach takich jak MS Teams, Slack czy Canvas. To redukuje stres i zmęczenie cyfrowe.

Po drugie współpraca ze sztuczną inteligencją. Na uniwersytecie AI nie jest już nowinką, lecz narzędziem warsztatowym. Umiejętność projektowania poleceń dla modeli językowych (LLM) w celu tworzenia spersonalizowanych materiałów powtórkowych, quizów czy streszczeń wykładów to prompt engineering w dydaktyce. Jest i rozpoznawanie halucynacji AI oraz krytyczna ocena źródeł generowanych przez algorytmy. To kluczowe, by utrzymać standardy akademickie w sytuacjach kryzysowych, gdy dostęp do bibliotek fizycznych może być utrudniony.

Po trzecie projektowanie materiałów "mobile-first" i mikroedukacja. W sytuacjach kryzysowych (np. awarie prądu, ewakuacje) studenci często dysponują jedynie smartfonem. Potrzebne jest więc tworzenie treści, które są czytelne na małych ekranach. Przyda się na każdym etapie kształcenia, nawet na tradycyjnych wykładach. Dzielenie wykładów na krótkie, modułowe jednostki wiedzy (5–10 minut), ułatwia naukę w warunkach przerywanego dostępu do sieci. Wśród tych kompetencji jest także cyfrowy dobrostan i higiena komunikacji. Kryzys generuje stres, a nadmiar powiadomień go potęguje.

Zarządzanie uwagą to umiejętność wyznaczania granic między czasem pracy a odpoczynkiem w trybie online. Z kolei empatia cyfrowa to rozumienie barier technologicznych studentów (tzw. wykluczenie cyfrowe) i dostosowywanie wymagań do ich realnych możliwości technicznych w czasie kryzysu. I w końcu bezpieczeństwo i suwerenność danych. W dobie zagrożeń hybrydowych umiejętność zabezpieczenia danych jest elementem obrony cywilnej. Stosowanie uwierzytelniania dwuskładnikowego (2FA) i bezpiecznych metod udostępniania plików z wynikami badań to cyberhigiena, której możemy uczyć cały czas a nie tylko gdy pojawi się jakiś problem . Do dobrych nawyków należy także tworzenie kopii. Nawyk regularnego tworzenia kopii zapasowych kluczowych prac naukowych i list obecności poza jedną, lokalną infrastrukturą.

Nie czekam na odgórne dyrektywy, uczę się sam. powoli lecz wytrwane. Bo wiem, że podobna sytuacja do pandemii może się wydarzyć w naj mniej oczekiwanym momencie. Nie ma szczepień obowiązkowych? Zaszczepię się sam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz