1.03.2026

Detektyw kaczka i jego paczka czyli co się dzieje, gdy dorośli czytają książki dla dzieci

Gdy czytam książki dla dzieci i młodzieży, to zwracam uwagę na ich edukacyjny charakter. A jeśli są to książki przyrodnicze, to także na poprawność zawartych tam informacji. Tę pozycję przeczytałem i polecam. Dowcipna i bez przekłamań przyrodniczytch. Rozbudza ciekawość do samodzielnego poznawania przyrody.

Przyznaję bez bicia: dałem się wciągnąć w tę kaczystowską intrygę i to z ogromną frajdą, której nie powstydziłby się żaden wyga z wydziału śledczego. Choć metryka sugeruje, że dawno wyrosłem z krótkich spodenek, „Detektyw Kaczka i jego paczka” Bogusia Janiszewskiego (wydana przez wydawnictwo Papilion) udowodniła mi, że na dobre dochodzenie nigdy nie jest się za starym. Teren akcji był mi znany, ale mapa dołączona do akt sprawy przez Artura Nowickiego to czysty majstersztyk – humorystycznie przetworzona, idealnie oddaje ducha Bydgoszczy, choć radzę nie używać jej do nawigacji po pijanemu, bo można wylądować w Brdzie szybciej, niż kaczor Bernard zdąży rzucić sarkastyczną uwagą.

W tej historii nad miastem unosi się złowrogi Duch Młyna, nad rzeką tańczą podejrzane światła, a mieszkańcy, zamiast zająć się parzeniem kawy, szepczą o klątwach, co zwiastuje panikę grubszego kalibru. Do akcji wkracza jednak duet, przy którym Sherlock i Watson to amatorzy: Bernard, kaczor z ciętym językiem i alergią na ludzką głupotę, oraz Tosia – wiewiórka, której procesy myślowe ledwo nadążają za jej naddźwiękowymi łapami. Boguś Janiszewski doprawił tę historię solidną porcją wiedzy przyrodniczej i humorem, który trafia w punkt, niezależnie od liczby świeczek na torcie. Ilustracje Artura Nowickiego są w moim ulubionym stylu.

Z moich obserwacji wynika, że to lektura idealna dla agentów powyżej 9. roku życia, którzy potrafią już samodzielnie łączyć kropki. Jednak uwaga – ze względu na gęsto rozsianą gwarę bydgoską, trudniejsze terminy i dyskretne mrugnięcia okiem w stronę popkultury, zalecam, by młodszym kadetom towarzyszyli rodzice lub nauczyciele. Wspólne czytanie to doskonała okazja, by wyjaśnić, co autor miał na myśli i dlaczego niektóre żarty wymagają znajomości czegoś więcej niż tylko znajomości liter i tabliczki mnożenia. Najlepiej jednak wyjść z biura w teren: połączyć lekturę ze zwiedzaniem Bydgoszczy i Młynów Rothera, a potem sprawdzić teorię w praktyce w centrum nauki. Czy Bernard i Tosia rozwikłają zagadkę, zanim zrobi się naprawdę gorąco? Tego dowiesz się z akt sprawy, które warto mieć na własnej półce.


Po więcej informacji o autorach, wydawnictwie i Młynach Rothera sięgnij tu:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz