![]() |
| Żylak promienisty Phlebia radiata |
Wielokrotnie wiosną widywałem pniaki, po niedawnym ścięciu drzewa. Korzenie jeszcze pompowały sok do góry. I na tych wyciekach zbierały się liczne owady. Zawsze to coś słodkiego. Słodkie zwabia. Gdy zobaczyłem ten niecodzienny pniak w rezerwacie "U źródeł rzeki Łyny", to pomyślałem, że to właśnie taka sytuacja. Pomyślałem także, że może jakiś śluzowiec lub jakieś grzyby także skorzystały z darmowego posiłku. Ja rozglądałem się za owadami i szybko znalazłem żuki "gnojarze", czyli chrząszcze z rodzaju Geotrupes (w szerokim i dawnym sensie). Kilka osobników żuka leśnego (Anoplotrupes stercorosus) pożywiało się na tym dziwnym wykwicie. Ale potem profesor Dariusz Kubiak zidentyfikował na zdjęciu grzyba o tajemniczej dla mnie nazwie "żylak promienisty".
Żylak promienisty to jeden z tych grzybów, które łatwo przeoczyć, dopóki nie nauczymy się patrzeć mykologicznie czyli bardziej uważnie, z czułością dla drobnych, wilgotnych cudów. Na pierwszy rzut oka wygląda jak coś pomiędzy rozlanym dżemem a zaschniętą kroplą bursztynu. Dopiero z bliska widać, że to nie przypadkowa plama, lecz misterny organizm o własnej logice wzrostu. Galaretowata tkanka, delikatne różowo‑pomarańczowe światło, jakby drewno pod spodem lekko się żarzyło. To grzyb nadrzewny, saprotrof. Występuje w lasach, parkach, ogrodach, sadach. Rośnie na pniakach, leżących na ziemi pniach i gałęziach, głównie na drewnie drzew liściastych.
Ten niepozorny mieszkaniec lasów (Phlebia radiata), żylak promienisty, należy do grzybów tremelloidalnych, czyli tej całej galaretowatej, nieoczywistej frakcji królestwa grzybów wielkoowocnikowych. To nie jest żadna formalna grupa systematyczna, raczej kategoria „na oko”: grzyby, które nie tworzą kapeluszy ani trzonów, lecz rozlewają się po podłożu jak zastygła fala. Jak syropowaty sok z drzewa. Wspólna jest im konsystencja, woskowato‑galaretowata, sprężysta, czasem trochę przezroczysta. Wspólna jest też ich pora roku. Najlepiej czują się wtedy, gdy świat jest mokry, chłodny i pachnie rozkładem. A tak jest w wilgotnych lasach, zwłaszcza wiosną. Źródła Łyny dostarczają wilgoci nieustannie. A zacieniony las dobrze tą wilgocią gospodaruje. Od późnej jesieni do wiosny, kiedy większość grzybów śpi, one dopiero zaczynają swoje ciche, wilgotne życie. I tak jak za mundurem panny sznurem, tak za grzybami owady także sznurem.
Żylak promienisty wyrasta na martwym drewnie drzew liściastych: brzozy, olszy, buka, dębu, topoli, wierzby, jarzębiny. Czasem pojawia się także na iglastych, choć rzadziej. W Polsce jest pospolity, ale nie rzuca się w oczy. Bo mało komu kojarzy się z grzybami. Jego owocniki są cienkie, przylegające do drewna jak skóra, która zrosła się z pniem. Początkowo tworzą niewielkie, owalne plamki, później rozrastają się szeroko, zrastając się ze sobą w nieregularne płaty. Brzeg bywa postrzępiony, jakby ktoś delikatnie naciął go nożem. Kolor, od bladoróżowego po pomarańczowo‑czerwony, z czasem ciemnieje, przechodząc w brązy i szarości. W suchych okresach owocniki kurczą się i twardnieją, niemal znikając, by po deszczu znów nabrać życia.
Owocniki ma grubości do 8 mm, początkowo koliste lub owalne, później szeroko rozrastające się. Są płasko rozpostarte i całkowicie przyrośnięte do podłoża, rzadziej z odwiniętym brzegiem. Brzeg jest postrzępiony. Poszczególne owocniki rosnąc zrastają się z sąsiednimi pokrywając znaczny obszar.
Hymenofor wykształcony jest w postaci rozchodzących się promieniście fałd i żyłek. U żylaka promienistego nie jest gładki, lecz pofałdowana w promieniste żyłki, jak miniaturowa mapa rzek i dopływów. Niczym opowieść o źródłach rzeki Łyny. To właśnie od tych „żył” pochodzi nazwa rodzaju Phlebia. Gdy patrzy się na nie pod lupą, ma się wrażenie, że grzyb oddycha, że w tych fałdach krąży jakaś powolna, leśna krew.
Żylak promienisty wyrasta na martwym drewnie drzew liściastych: brzozy, olszy, buka, dębu, topoli, wierzby, jarzębiny. Czasem pojawia się także na iglastych, choć rzadziej. W Polsce jest pospolity, ale nie rzuca się w oczy. Bo mało komu kojarzy się z grzybami. Jego owocniki są cienkie, przylegające do drewna jak skóra, która zrosła się z pniem. Początkowo tworzą niewielkie, owalne plamki, później rozrastają się szeroko, zrastając się ze sobą w nieregularne płaty. Brzeg bywa postrzępiony, jakby ktoś delikatnie naciął go nożem. Kolor, od bladoróżowego po pomarańczowo‑czerwony, z czasem ciemnieje, przechodząc w brązy i szarości. W suchych okresach owocniki kurczą się i twardnieją, niemal znikając, by po deszczu znów nabrać życia.
Owocniki ma grubości do 8 mm, początkowo koliste lub owalne, później szeroko rozrastające się. Są płasko rozpostarte i całkowicie przyrośnięte do podłoża, rzadziej z odwiniętym brzegiem. Brzeg jest postrzępiony. Poszczególne owocniki rosnąc zrastają się z sąsiednimi pokrywając znaczny obszar.
Hymenofor wykształcony jest w postaci rozchodzących się promieniście fałd i żyłek. U żylaka promienistego nie jest gładki, lecz pofałdowana w promieniste żyłki, jak miniaturowa mapa rzek i dopływów. Niczym opowieść o źródłach rzeki Łyny. To właśnie od tych „żył” pochodzi nazwa rodzaju Phlebia. Gdy patrzy się na nie pod lupą, ma się wrażenie, że grzyb oddycha, że w tych fałdach krąży jakaś powolna, leśna krew.
Choć wygląda delikatnie, jego rola w lesie jest znacząca. Żylak promienisty jest saprotrofem czyli jednym z tych cichych destruentów, które zamieniają drewno w próchno, próchno w glebę, a glebę w nowe życie. Powoduje białą zgniliznę, czyli rozkład ligniny, tej najtwardszej części drewna. To dzięki takim grzybom las nie zamienia się w cmentarzysko pni, lecz wciąż się odnawia. W martwym drewnie, które dla nas jest odpadem, on widzi bogaty bufet: celulozę, hemicelulozę, ligninę. Rozkłada je cierpliwie, aż z twardego pnia zostaje miękka, pachnąca ziemia. Pomagają mu w tym liczne saprofagiczne owady.
W świecie grzybów galaretowatych żylak promienisty ma kilku podobnych kuzynów. Najłatwiej pomylić go z żylakiem trzęsakowatym (Phlebia tremellosa), który jednak tworzy odstające płaty i ma bardziej kapeluszowaty charakter. Jest też żylica olbrzymia (Phlebiopsis gigantea), większa i masywniejsza, ale również o galaretowatej naturze. Wspólny mianownik jest jeden: wilgoć, drewno i powolna praca rozkładu.
Kiedy więc następnym razem zatrzymasz się przy omszałym pniaku, spróbuj spojrzeć na niego nie jak na resztkę drzewa, lecz jak na tętniący życiem mikrokosmos. Może dostrzeżesz na jego powierzchni delikatne, pomarańczowe żyłki, jakby ktoś namalował je cienkim pędzelkiem. To żylak promienisty — jeden z tych leśnych rzemieślników, którzy pracują w ciszy, ale bez których las nie byłby sobą. Mogą być także śluzowce, np. wykwit zmienny.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz