28.09.2022

Nauka musi mieć swoich poetów czyli o moich początkach z dniami nauki


Jubileuszowe, 20. Olsztyńskie Dni Nauki i Sztuki oraz otrzymana statuetka i okolicznościowy dyplom od rektora skłoniły do wspomnień i refleksji. Przez kilka lat koordynowałem Olsztyńskie Dni Nauki (i Sztuki). Kilka rzeczy, które zaproponowałem i wprowadziłem przetrwały próbę czasu. Wyczucie trendów i synergia działań. Sprawdziła się koncepcja otwarcia na środowisko pozaakademickie, współpraca z partnerami i współpraca z mediami. Sam przy okazji sporo się nauczyłem i zdobyłem nowe doświadczenie. 

Odszukałem prezentację, przedstawioną w czasie przygotowań moich pierwszych Dni Nauki. To był mój pierwszy raz jako uczestnik i jako organizator (a w zasadzie koordynator). Zamieszczam ją z komentarzem. Obrazkowa opowieść jak Dzień Nauki stał się Olsztyńskimi Dniami Nauki i Sztuki. A zaczęło się w 2006 roku. 

Slajd tytułowy, prezentacja z przygotowań, maj-czerwiec 2006 r.
Podkreślenie, że jest to akcja ogólnopolska i
że warto zrobić to w ciągu kilku dni.
Oraz, żeby połączyć naukę za sztuką. 

Przyszedłem z doświadczeniem i zadaniem zajęcia się Dniem Nauki. Już na początku zaproponowałem zmianę nazwy i formuły. Proponowałem dodać sztukę i rozszerzyć na kilka dni. Nie od razu się udało, ale w końcu zaowocowało, i to na trwałe (kilkanaście lat świadczy o trwałości). Historia w obrazkach, jak to powstawało a w zasadzie przeobrażało się. Slajdy pochodzą z prezentacji, przedstawianej przed komisją senacką uniwersytetu. Powierzono mi zadanie chyba późną wiosną. W maju i czerwcu były spotkania z takimi właśnie planami. Przyszedłem już z jakimś doświadczeniem i swoimi przemyśleniami. A nowa szansa i nowe zadanie uruchomiło proces, których chyba trwa do dzisiaj. W dialogu z innymi i z tak zwaną rzeczywistością (możliwościami, uwarunkowaniami) powoli dojrzewało. Warto spojrzeć wstecz i chwilę się zastanowić. Dla mnie taka retrospekcja była małym zaskoczeniem, bo o wielu elementach już zapomniałem. 

Slajdy oryginalne, dlatego z dawnym logo UWM. Takie wtedy obowiązywało.

Takie postawiłem cele i zaprosiłem do realizacji tych celów. Ale najpierw była dyskusja i ocena możliwości i zagrożeń. Na samym początku pojawił się pomysł by poszerzać o sztukę. Była też wizja promocji UWM czyli tego, co teraz możemy nazwać tworzeniem wizerunku. I otwarcia się na społeczność lokalną. Potem dopiero uświadomiłem sobie, że to tak zwana trzecia, społeczna misja uniwersytetu. Zasygnalizowana była na początku mojej przygody z Dniami Nauki. Można powiedzieć, że to charakter pierwszego przeobrażenia Dnia Nauki.

Nie tylko cele lecz i uwzględnienie aktualnego stanu. Tu i teraz. Same dni nauki były pomysłem ministerstwa i skierowane zostały do wszystkich uczelni w Polsce. Z biegiem czasu niektóre uczelnie zrezygnowały z organizacji, inne przeniosły na okres wiosenny. U nas odbyły się trzy takie dni (do 2006 roku). A rezultaty, zdaniem władz, były niezadowalające.  Zapewne dlatego powołano mnie na koordynatora, biorąc pod uwagę moje wcześniejsze doświadczenie i konkretne działania.

Ważne pytanie "po co"? Już wtedy, po rocznym prowadzeniu własnego bloga i kilkuletnim doświadczeniu z własną stroną www jak i organizacją kawiarni naukowych, dostrzegłem siłę Internetu. Istotną sprawą było zaangażowanie pracowników. Jak to zrobić? Jeśli dobrze zdiagnozować zagrożenia i słabe strony, wtedy można próbować temu zaradzić. 

Proponowałem hasło przewodnie. Padło kilka propozycji, nawiązujących do aktualnych wydarzeń w Polsce oraz moje pomysły na rolę uniwersytetu. Poszukiwanie hasła przewodniego wynikało z mojego rozumienia mediów. I tego jak zyskać zainteresowanie, gdy nie ma się funduszy na reklamę. 

Analiza sytuacji i możliwości. Wiele budynków w Kortowie to rozproszenie inicjatyw i mniejsza widownia. Sugerowałem jednak silną współpracę i obecność Dni Nauki poza także poza uniwersyteckim kampusem. Tak widziałem i widzę rolę uniwersytetu, oddziałującego na swoje najbliższe otoczenie. Nazwa Warmińsko-Mazurski zobowiązuje by pełnić rolę silnika dla całego regionu.

W zasadzie nic lub niewiele się zmieniło w formie przekazu od tamtego pomysłu z 2006 roku. Ale wtedy to była pewna nowość w spojrzeniu na upowszechnianie nauki: pokazać laboratoria, wyjść z aktywnością naukową do kawiarni. By piknik naukowy się udał, czy to w Kortowie czy na olsztyńskiej Starówce, potrzebny jest udział sztuki, bo ona przez emocje angażuje i zaciekawia. A niezależnie od tego mieliśmy i mamy Wydział sztuki. Celem było zaangażowanie wszystkich wydziałów i pokazanie całego spektrum uniwersyteckiej aktywności. Jak widać mocny nacisk był na media by za ich pośrednictwem docierać z pokazem popularnonaukowych do szerokiego odbiorcy. Wtedy zapoczątkowany trend zakorzenił się na stałe.

Proszę zwrócić uwagę na rolę profesorów. By upowszechnianie nauki nie cedować na podrzędnych pracowników lecz by zaangażować najważniejsze osoby uniwersytetu. To wskazywanie, że upowszechnianie wiedzy jest ważne i potrzebne. I było to moje spojrzenie na ideę uniwersytetu otwartego, wykorzystującego nowe kanały komunikacji. Przy tej wizji i roli uniwersytetu pozostałem. Od lat na różne sposoby próbuję ja wdrażać. 

Jak widać chęć wychodzenia poza mury uniwersytetu była artykułowana od samego początku, zarówno w sensie fizycznym jak i w formie medialno-internetowej. Bez wątpienia ta koncepcja się sprawdziła. I warto ją rozwijać.

Ze względu na partnerów (i wtedy skromne siły oraz środki) chcieliśmy pokazać nie tylko naukę od kuchni ale prace naszych partnerów. W pewnym sensie zastosowanie nauki w praktyce.

Miejsca z upowszechnianiem nauki poza Kortowem wynikały z moich dotychczasowych kontaktów. 

To był rok 2006 a już wtedy proponowałem wykłady online. Na realizację tego pomysłu czekać trzeba było jeszcze kilka lat. Wtedy myślałem głównie o stronie www i blogach. Przez jakiś czas, na starej stornie www Dni Nauki było kilka blogów, z wpisami kilku pracowników. Ja w tej formie wytrwałem i kontynuuję. Warto byłoby ponowić taką próbę. Byłaby większa różnorodność tematów i osobowości. 

Pokazywałem swoje doświadczenie by przekonać do prezentowanej wizji. A więc był to przykład z serii wyjazdów do Ornety, realizowanych z inicjatywy prof. Leszka Szarzyńskiego, akcje realizowane ze studentami z koła naukowego (którym się opiekowałem), współpracę z różnymi podmiotami w organizacji małych pikników naukowych w terenie. Przekonywałem, że nie są to pomysły z sufitu lecz bazują na doświadczeniu i dobrych praktykach. 

I pokazywałem także inne realizacje z naszego regionu, w których brałem udział jako uczestnik. Chciałem przekonać, że można to zrobić i że przynosi to dobre efekty. Sądząc po dalszych działaniach udało mi się przekonać środowisko uniwersyteckie (a najpierw komisję senacką).

W maju zaplanowaliśmy taki właśnie harmonogram, by we wrześniu się udało. Kolejne wakacje były "zmarnowane" a urlop w części przeznaczony na prace organizacyjne i przygotowywanie "kontentu": dla mediów. Warto wrócić pełniej do tej koncepcji upowszechniania wiedzy a nie tylko edu-rozrywki. 


Na koniec pojawił się filmik, zrobiony aparatem cyfrowym (wtedy smartfonów jeszcze nie było). By pokazać, że dość łatwo można przygotować treść z badań i z laboratorium. W pełni udało się to zrealizować dopiero po wielu latach. W tamtej dyskusji było trochę więcej szczegółów, w tym zastanawiania się jak pozyskać sponsorów i co oni "z tego będą mieli", o wykorzystywaniu kontaktów wydziałowych i indywidualnych. Jak się zastanowię, to widzę, że część pomysłów bardzo wybiegała w przyszłość. Dopiero po kilkunastu latach są śmielej wdrażane. Kropla drąży skałę i potrzebny jest wysiłek wielu osób. Nie tylko postulowałem lecz sam próbowałem tak upowszechniać naukę. 





Co i jak się udało? To w kolejnym materiale, bo nie zmieści się wszystko w jednym wpisie, zwłaszcza z dużą liczbą ilustracji. 

A na koniec jeszcze dawna refleksja, z 2006 roku, którą umieściłem na swojej stronie (http://www.uwm.edu.pl/czachor/, wspomnienia 2006 roku). 

Olsztyńskie Dni Nauki 

Wzorem lat ubiegłych Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie przystępuje do zorganizowania Dni Nauki, włączając tym samym północno-wschodni region Polski do czwartej edycji ogólnopolskich Dni Nauki. Moją propozycją było, aby hasłem wiodącym w roku 2006 było: „Nauka i sztuka w Europie XXI w.” Za główny cel zaproponowałem popularyzację nauki i akademickiej sztuki w społeczności lokalnej regionu Warmii i Mazur z uwzględnieniem transferu innowacyjności do szeroko rozumianej gospodarki i pomocowych projektów unijnych. Poprzez zaangażowanie mediów (Internet, prasa, radio, telewizja) efekt informacyjny i edukacyjny miał być wydłużony (nie tylko 16 września) oraz rozszerzony krąg odbiorców.

Planowane imprezy naukowe, kulturalne, edukacyjne miały odbywać się będą na terenie miasteczka akademickiego oraz kilku miejscach poza uniwersytetem: na terenie starego miasta w Olsztynie, w Ornecie, w Bałdach (uniwersytecka stacja terenowa).

Na ile udaje się tą koncepcję zrealizować, można obejrzeć na stronie www.uwm.edu.pl/odn [strona już nieaktywna, zlikwidowana, więc rezultatów trzeba obecnie szukać gdzie indziej] oraz tu http://www.uwm.edu.pl/pl/str.php?b=1&ids=2046 [to też nieaktualne, nie da się znaleźć] . Trochę czuję się jak kierowca, któremu dano samochód bez silnika. Ale tak krawiec kraje, jak mu materii staje.

Propozycja programowa, zgłoszona przez poszczególne wydziały, obejmuje szereg wykładów o różnorodnej tematyce z zakresu nauk przyrodniczych, rolniczych, technicznych, ekonomicznych, humanistycznych, pedagogicznych, wiele zajęć warsztatowych i pokazów, prezentacje nowoczesnych laboratoriów, imprezy artystyczne plenerowych oraz wycieczki terenowe. Zaproponowane elementy programowe mają przybliżyć różnorodne osiągnięcia naukowe i kulturalne oraz pokazać perspektywy społeczeństwa informacyjnego oraz gospodarki opartej na wiedzy.

Dlaczego Dzień Nauki?

Dla podkreślenie znaczenia kobiety, dla swoistego uhonorowania i wydobycia ważnej roli z cienia niedostrzegania, ustanowiono Dzień Kobiet. I nie chodzi o to, żeby kobiety szanować i zwracać na nie uwagę przez jeden dzień w roku. Sensem Dnia Kobiet jest zwrócenie uwagi, przypomnienie. Podobnych „dni” wymyślono więcej, m.in. Dni Nauki, Dzień Chruścika, Dzień owada itd. Dzień Nauki nie ma jeszcze ustalonego dnia w kalendarzu. Od kilku lat we wrześniu z inicjatywy ministerstwa w wielu ośrodkach akademickich organizowane są pikniki naukowe. Podobne festiwale naukowe odbywają się także i w innych terminach (np. Miniekopiknik, Dzień Ziemi, Z uniwersytetem na Ty – Orneta).

Można by zadać pytanie: dlaczego w wieku XXI, po ogromnych odkryciach naukowych i zastosowaniu ich w praktyce w wieku XX, dlaczego w wieku XXI określanym jako wiek gospodarki opartej na wiedzy i społeczeństwa informatycznego, w ogóle „emancypować” badania naukowe i poprzez Dzień Nauki zwracać na naukę uwagę społeczeństwa? Czyż wartość nauki nie jest widoczna i oczywista sama przez się? Czyż w społeczeństwie coraz lepiej wykształconym z rosnąca liczbą inżynierów, magistrów i doktorów warto jeszcze popularyzować badania naukowe? Czyż mało jest programów edukacyjnych w radio, telewizji, Internecie, czyż mało jest popularyzatorskich czasopism, aby jeszcze angażować w pokazywanie wyników badań samych naukowców i otwierać drzwi uniwersyteckich laboratoriów? Na wszystkie powyższe pytania można odpowiedzieć twierdząco: tak, trzeba, warto.

Badania naukowe nie są wiedzą tajemną i zastrzeżoną. Wiedza naukowa jest dla wszystkich. Co więcej, badania naukowe w Polsce są bardzo słabo finansowane – w porównaniu do innych krajów rozwiniętych. Zarówno jeśli chodzi o dotacje z budżetu (a więc z kieszeni podatnika), jak i wsparcie z gospodarki. Jeśli Polska ma się liczyć we współczesnym świecie i gospodarce opartej na wiedzy, musimy więcej inwestować. Żeby inwestować, ogół społeczeństwa musi rozumieć istotę badań naukowych i szybko poznawać efekty. Jak na razie wydatki na naukę przegrywają z różnymi innymi „pilnymi” potrzebami. O finansowaniu badań naukowych decyduje po pierwsze podatnik (a więc przeciętny Kowalski), po drugie przemysł i gospodarka. Taki jest właśnie sens Olszyńskich Dni Nauki – popularyzacja osiągnięć i wspieranie wielu innych, standardowych działań Uniwersytetu (jednym z przykładów jest ta strona oraz moje pisanie do Wiadomości Uniwersyteckich czy Gazety Uniwersyteckiej).

Jednym z przykładów wartości badań naukowych jest „przewrót kopernikański” – opracowanie nie tylko nowego modelu kosmologicznego (opisanie ruchów planet), ale dogłębne przewartościowanie systemu myślowego i filozoficznego. Zdawałoby się, że jeden człowiek, związany z Olsztynem, Mikołaj Kopernik w zaciszu pracowni dokonał genialnego odkrycia. Odkrycia, które zmieniło obraz cywilizacji. To oczywiście uproszczony i skrócony obraz odkrycia naukowego. Bo o ile odkrycia dokonał jeden człowiek, to w potwierdzanie, sprawdzanie i uzasadnianie zaangażowanych było setki, a raczej tysiące innych.

Często w opinii potocznej przedstawiany jest obraz Kopernika, który z obawy przed Kościołem opóźniał wydanie swojego dzieła (ukazała się na łożu śmierci). Więcej w tym schemacie ideologii niż zrozumienia istoty badań naukowych. Kopernik dość szybko w szkicu opublikował zarys swojego heliocentrycznego pomysłu. W tym czasie jednak ukazało się duże i kompleksowe dzieło z systemem ptolemeuszowskim. Sam Kopernik uznał, że aby przekonać do swojego pomysłu, do swojej idei, musi dokładniej uzasadnić i dokonać wielu obserwacji i pomiarów, że musi opracować równie obszerne i kompleksowe dzieło. Sprawdzanie i uzupełnianie zajęło mu kilkadziesiąt lat życia. A i tego było za mało – w koncepcji Kopernika było wiele wyjątków, wiele niewiadomych. Do pełnej weryfikacji i przyjęcia za obowiązującą teorię potrzeba było jeszcze kolejnych 150 lat, potrzeba było opracowania nowej metodologii naukowej, wynalezienia teleskopu, opracowania nowych technik badawczych, potrzeba było Galileusza, Keplera i wielu innych mało znanych poszukiwaczy prawdy naukowej. Aby „wstrzymać Słońce i ruszyć Ziemię” potrzeba było nie tylko geniuszu Kopernika, Galileusza, Keplera, potrzebny był wielowiekowy rozwój nauki przed Kopernikiem, jak i wiele tysięcy „osobogodzin” mało widowiskowego ślęczenia w laboratorium.

Sensem Dni Nauki i różnego typu festiwali naukowych jest otwarcie „tajemniczych” laboratoriów naukowych i pokazanie owego żmudnego poszukiwania, sprawdzania, weryfikowania. Na jedno odkrycie, na jeden wynalazek przypada dziesiątki nieudanych prób, błądzenia, wiele nieudanych prototypów. Ale tak jak w dalekiej pielgrzymce, potrzebne są żmudne pojedyncze kroki, aby dojść do celu, tak i w badaniach naukowych potrzebne jest codzienna praca. Czyż nie jest intrygującym podejrzeć tą tajemniczą prace badawczą? A najlepiej samemu choć na krótko być współuczestnikiem?

Warto przy okazji przypomnieć, że badania naukowe to nie tylko skomplikowane przyrządy, droga aparatura czy wymyślne laboratoria. W badaniach naukowych najważniejszy jest sposób myślenia – choć myślenia nie można zobaczyć (jedynie wytwory).

Czym jest nauka rozumiana jako proces badawczy? Jest sposobem poznawania świata, a więc tym, czym w mniejszym lub większym stopniu zajmują się wszyscy ludzie od zarania dziejów. Wszyscy poznajemy świat z czystej tylko ciekawości oraz z chęci uczynienia świata wygodniejszym, bezpieczniejszym. Wiedzę naukowa można porównać do mapy – im lepsza wiedza (pełniejsza, dokładniejsza, bliższa rzeczywistości), tym łatwiej i szybciej trafić do wybranego celu, nie zbłądzić, uniknąć niebezpieczeństwa. Kiedy idziemy na spacer bez celu, dokładna mapa nie jest nam potrzebna. Kiedy jednak chcemy dotrzeć do określonego celu w szybkim czasie – im dokładniejsza mapa, tym lepiej. W gospodarce opartej na wiedzy „dokładne mapy” są nam niezwykle potrzebne i przynoszą nam wymierne korzyści ekonomiczne.

Badania naukowe są udoskonalonym, skodyfikowanymi i kontrolowanym „zwykłym” procesem ludzkiego poznania. Są jak traktor z wieloskibowym pługiem w porównaniu do sochy.

Wiedzę naukową porównać można do programu komputerowego – jako takiej nie widać. Kiedy komputer jest wyłączony lub program nie uruchomiony – trudno poznać wartość i przydatność takiego programu komputerowego. Gdy program działa (np. edytor tekstu, w którym piszę niniejszy artykuł) na ogół nie zdajemy sobie sprawy ile osób i jak długo pracowały i udoskonalały to narzędzie pracy. Nawet biblioteka – jeśli książki nie są czytane – jest tylko składem papieru.

Poprzez swoją wirtualną nieuchwytność wiedza naukowa jest najczęściej niedoceniana, niedostrzegana. Widzimy jedynie nośniki wytwory tej wiedzy.

Dni Nauki są więc takim włączeniem komputera i uruchamianiem programu, są otwieraniem zgromadzonych książek (przynajmniej żeby obejrzeć obrazki lub spis treści). Ale także nauką dla samych naukowców, nauką jak przystępnie opowiadać i pokazywać kulisy swojej pracy. Dni Nauki są jeszcze jednym elementem wypełniania misji uniwersytetu – upowszechniania i popularyzacji wiedzy naukowej.

Tak jak warto pamiętać o kobietach nie tylko 8. marca, tak warto uświadomić sobie, że mury uniwersyteckie dla społeczeństwa otwarte są nie tylko w jeden dzień w roku, a form „podglądania” naukowców przy ich pracy równie wiele.

Moja wycieczka w Łajsie

Na tegoroczny dzień nauki zaproponowałem wykład w terenie, w moim ulubionym Łajsie, wykład pt. Biotechnologia ekosystemów – wykorzystanie zwierząt w biomanipulacji na poziomie krajobrazu.

Opis: W trakcie spaceru wokół torfowiska oraz przez krajobraz leśny i rolniczy, omówione będą zmiany, które zaszły na skutek działalności człowieka. Omówione będą zmiany na przestrzeni wieków (osadnictwo Gotów, Prusów, okres średniowiecza, intensyfikacja rolnictwa w wieku XIX i XX, zmiany w ostatnich dziesięcioleciach) i wskazane konsekwencje różnorodnego sposobu użytkowania terenu pod kątem rolniczym, leśnym, turystycznym. Omówione będą zmiany w ekosystemach (typy roślinności, świat zwierzęcy) o różnej antropopresji. W ostatnich latach obserwować możemy porzucanie uprawy na niektórych gruntach rolnych. W konsekwencji obserwujemy spontaniczną sukcesję ekologiczną na tych terenach.

Nie tylko człowiek wpływa na ekosystemy. Wiele gatunków - zwłaszcza tak zwane gatunki zwornikowe – w sposób istotny wpływają na ekosystemy. Na przykładzie bobrów i zmian jakie dokonują w krajobrazie w wyniku podtopienia wcześniej zmeliorowanych terenów, omówione będą metody wykorzystania zwierząt w świadomych i pożądanych przekształceniach krajobrazów: biomanipulacja w jeziorach z wykorzystaniem ryb drapieżnych, wykorzystanie zwierząt roślinożernych w ochronie łąk kserotermicznych i Bagien Biebrzańskich oraz możliwości wykorzystania bezkręgowców jako swoistych „narzędzi” w biomanipulacjach na poziomie ekosystemu.

Pokazane będą nowo opracowane ścieżki przyrodniczo-turystyczne z myślą o rozwoju turystycznym regionu.

Termin: 16 września, godz. 11.00, Miejsce: Łajs k. Bałd, miejsce zbiórki – pensjonat Orzeł/Adler. Dojazd autobusem do Butryn lub Nowej Wsi (dalej pieszo spacer ok. 4 km), dla zorganizowanej grupy możliwość dowozu do Łajsu. Łatwy dojazd samochodem przez Nową Wieś, Maszewo lub Bałdy.


Zobacz jakie były efekty.

27.09.2022

Czy kampus uniwersytecki ożyje?

Spotkanie na ulicy. Park(ing) Day w Olsztynie, niestety nie na terenie kampusu uniwersyteckiego. A przecież mogłoby się odbywać w Kortowie.

Dlaczego UWM jest popołudniami martwe i opustoszałe? Nie licząc oczywiście zajęć dla studentów. Czyżby to był kampus martwy intelektualnie? Są budynki lecz są puste (bywają często puste). A mogły by się wypełniać, tak jak w czasie Campus Polska. Miły to był widok, gdy spotykałem ludzi dyskutujących nawet w parku. Oby tak działo się cały rok. Nieustająco.

Może to kwestia braku wystarczającej liczby akademików? Za moich czasów to właśnie w akademikach działo się bardzo dużo, przychodzili koledzy i koleżanki z miasta. Jeden duży akademik WSP w Olsztynie (ul. Żołnierska) a była tam rozgłośnia radiowa, klub Docent, sporo różnych aktywności. Teraz w akademikach mieszka do 10% studentów. Zdecydowana większość mieszka poza. Czyli to jakby niepełny kampus uniwersytecki.  Gdy rozwijał się uniwersytet i w szczytowym momencie było blisko 40 tysięcy studentów to budowano wiele budynków dydaktycznych lecz nie budowano akademików. Coś, co wystarczało dawnej ART, gdy studiowało zaledwie 4 tysiące studentów, stało się znacząco niewystarczające i zapomniane. Dawniej było to samowystarczalne miasteczko. Mieszkali pracownicy, studenci, blisko do zajęcia, sklep. fryzjer, szewc, usługi podstawie. Można nie wychodzić z Kortowa. Na dodatek miejsce do sportu, park i wypoczynek na plaży. Kluby studenckie. I możliwość niezaplanowanych spotkań kadry ze studentami. 

Od tamtej pory pracowników przybyło, mieszkają w całym mieście i poza. W kortowskich blokach i domkach mieszka wiele osób niezwiązanych już z uniwersytetem. Pracownicy przyjeżdżają do pracy z daleka, tak jak studenci. I wyjeżdżają. 

W moich czasach studenckich, w DS 1 na WSP był radiowęzeł, klub z dyskotekami, kabaretami, koncertami, kwitła kultura studencka, klub turystyczny, koła naukowe. Teoretycznie taki bywa lub może być kampus uniwersytecki. Możliwość niezaplanowanych kontaktów kadry i studentów. Coś ważnego zagubiliśmy w czasie rozwoju (baza noclegowa została niechcący "sprywatyzowana" i rozproszona). Gdyby więcej studentów było w Kortowie, gdyby było więcej akademików, to być może kwitłoby życie akademickie i kulturalne. Miasto by z tego obficie korzystało. A tak po zajęciach i kadra i studenci jadą do domu, czasem daleko. Niezwykle trudno, tego samego dnia jeszcze raz przyjechać wieczorem. 

Gdyby byli studenci na miejscu cały czas, to może kwitłoby życie kulturalne, towarzyskie, toczyłyby się dyskusje, spory, wylęgały pomysły. Gdyby pracownicy byli w pobliżu, mieliby łatwiejszy dostęp do popołudniowych aktywności uniwersyteckich i realizowania trzeciej misji uniwersytetu. A tak wracają do siebie, do sypialni miejskich i podmiejskich. Nie chce się już drugi raz przyjeżdżać do uniwersyteckiego kampusu. Tak jak i studentom. A trudno wymagać by i pracownicy i studenci spędzali całe dnie na uniwersytecie, poza domem. Życie prywatne także jest ważne. 

Tworzyć warunki do rozwoju to także tworzyć miejsce do spotkań. Do życia i interakcji. W czasie pandemii dobitniej poczuliśmy znaczenie relacji i bicie ze sobą razem. Niniejszym tekstem chcę o tym przypomnieć.

A dlaczego ludzie z miasta nie przyjeżdżają popołudniami do Kortowa, nie tylko na plażę czy raz do roku na Kortowiadę, lecz by uczestniczyć w życiu intelektualnym? Dlaczego nie przyjeżdżają na ciekawe dyskusje, debaty, wykłady otwarte, spektakle, kabarety? Posłuchać filozofów, posłuchać opowieści z różnych dziedzin nauki i literatury. Są budynki, są tarasy, są i plenery, brakuje tylko ludzi, wykorzystujących te przestrzenie. Oczywiście, trochę się dzieję, ale mi chodzi o więcej. Czuję niedosyt i widzę potencjał miejsca. Być może brakuje większej liczby miejsc z gastronomią, klubów studenckich, otwartych debat naukowych. By warto było przyjechać do Kortowa, bo tu zawsze coś fajnego, wartościowego się dzieje. Nawet w ciemno, bez planu.

Może Kortosfera stanie się takim dodatkowym impulsem i jądrem kondensacji? Skoro będą przyjeżdżali uczniowie i dorośli do naukowej rozrywki? Tak, jak dzieje się to okazjonalnie przy okazji Dni Nauki, Nocy Biologów czy podobnych pikników. Może jak już zapełni się systematycznie Kortowo nowymi osobami, to częściej odbywać się będą mniej lub bardziej spontaniczne spotkania dyskusyjne, wykłady otwarte czy zwykłe-niezwykłe spotkania na trawie. 

Jeśli myśleć o ożywieniu intelektualnym uniwersyteckiego kampusu to trzeba stworzyć przestrzeń ułatwiająca taką aktywność. Przestrzeń fizyczną i intelektualną. Ciągle wierzę, że taki stanie się mój uniwersytet. Sam też w nadchodzącym roku akademickim postaram się ku temu coś zrobić. Jeden mały krok. Choć tyle i aż tyle. Nie boje się porażki, bo mam już ich na kocie bardzo dużo. Czasem ważniejszy jest proces niż efekt końcowy....

26.09.2022

Dojrzewanie pomysłów w pociągu niczym wysiadywanie jaj Pokemonów

Konferencja Inspiracje 2022, wrzesień 2022, Warszawa.
 

Niezastąpionym zyskiem udziału w konferencjach w kontakcie są nie tylko zebrane tematycznie referaty, wykłady czy sesje posterowe, ale także niezaplanowane rozmowy kuluarowe. Jedną z takich rozmów była wieczorna dyskusja na ulicy z Joanną Waszkowską w czasie konferencji Inspiracje 2022. Dlaczego na ulicy? Bo wracaliśmy z integracyjnej kolacji. Joanna Waszkowska znana jest ze swojego hobby łowienia Pokemonów na smartfonie. Idąc ulicą opowiadała co to jest i jak to działa. Banalna rozmowa o jakiejś grze na smartfonie? Pozornie tak. Ale to nie tylko było budowanie relacji. To także skojarzenia i inspiracje. Ale po kolei.

Pokemony znam jeszcze z etapu karcianego, gdy kupowałem synowi i siłą rzeczy byłem w  "kursie dzieła". Potem zapomniałem. Nie miałem kontaktu, choć widziałem ludzi z telefonami na ulicach, łowiących Pokemony. Z etapu karcianego zabawa przeszła na wyższy technologicznie poziom. Po drodze zetknąłem się jeszcze z tamagotchi (podobne do pagera) - dbać o swoje wirtualne zwierzątko, co jakiś czas angażując się w aktywność na urządzeniu. Dzisiaj to już zamierzchła przeszłość.

Cóż daje zabawa w smartfonowe gry typu Pokemony? Dzięki wieczornemu spacerowi mogłem trochę to zrozumieć. Po pierwsze skłania do spacerów. Bo żeby złowić jakiegoś  Pokemona to trzeba chodzić na spacery i  szukać, walczyć z innymi Pokemonami i wysiadywać jajka, z których wykluwają się nowe, własne Pokemony. Ale żeby się Pokemon wylągł z takiego wirtualnego jajka, to trzeba chodzić i pokonać określoną trasę. Zatem ta smartfonowa gra zachęca do fizycznej aktywności. Co więcej trzeba odwiedzać miejsca związane z kulturą. Bo tylko tam pojawiają się Pokemony. A czy na wsi są takie miejsca? Mogą być. Bo uczestnicy mogą oznaczać dowolne miejsca (poza szkołami), które w jakiś sposób wiążą się z kulturą, np., biblioteki, kapliczki, zabytki itd. Mobilizuje to do poznawania i opisywania własnego krajobrazu kulturowego. Dla siebie i dla innych. A w czasie wyjazdów mobilizuje do odwiedzania właśnie miejsc kultury, poszukując Pokemonów. Gra w wirtualnym świecie ale jednak powiązana z lokalnością i rzeczywistością. I fizyczną oraz historyczno-kulturalną aktywnością.

Wysiadywanie jajek przez donaszanie... Skojarzyło mi się z moją jazdą pociągiem, gdy wracam z konferencji. Głowa buzuje od inspiracji (to takie jajka) a w czasie jazdy spisuję, poddaję refleksji i konkretyzuję pomysły w formie planu działania. Można powiedzieć, że w czasie jazdy pociągiem z jaj-inspiracji wylęgają się moje Pokemony- działania (pomysły przekształcają się w plany działania, próby implementacji inspiracji na własnym podwórku codziennych działań). Już kilka razy pisałem o przydatności podróżny środkami komunikacji publicznej, wspomagających  przemyśleniach. To nie jest czas stracony, to czas darowany. Niczego nie przyspieszysz, czekasz i podróżujesz spokojnie. I wtedy jest czas na rozmyślania, jak w czasie pielgrzymki, pieszej wędrówki czy jak w pustelni. 

W czasie powrotnej podróży spisywałem swoje refleksje i na kartce planowałem co i jak wdrożę, co wykorzystam z Inspiracji 2022. Skojarzyło mi się z donaszaniem-wysiadywaniem Pokemonów. Czy uda mi się te plany wdrożyć i na jak długo starczy energii do zmian, do zmagania się z codziennością? Tak jak z Pokemonami, wynosisz, umieścisz w przestrzeni wirtualnej  a tu ktoś inny przyjdzie i zabije tego Pokemona zanim będą zyski. Można powiedzieć, że cały wysiłek na marne. Samo życie. Liczy się jednak proces. 

Spotkałem na wspomnianej konferencji ludzi aktywnych edukacyjnie. Tych, którzy potrafią (i chcą) zrobić coś w naszych konkretnych, niesprzyjających warunkach. Moim zyskiem z tego spotkania są zarówno inspiracje jak i wzrost motywacji do pracy. W przenośni mówimy o ładowaniu baterii. Samemu trudno wprowadzać skutecznie zmiany w swoim środowisku. Muszą być przynajmniej trzy osoby, by się wspierać. Inaczej szybko następuje zniechęcenie i wypalenie zawodowe. Nauczyciele są grupą mocno rozproszoną (ale nie oni jedyni). Konferencja to możliwość spotkania się w większej grupie. Stąd efekty zwiększonej motywacji do działania. Wysiadywane (wynoszone) Pokemony giną w walkach. Trzeba więc stale nosić te jajka i "produkować" kolejne Pokemony. Podobnie jest z inspiracjami i motywacją. Nie wystarczy raz. Trzeba systematycznie. Zadbać o swój system ładowania motywacji i inspiracji. Jeśli nie w kontaktach bezpośrednich w pracy (bo nie ma więcej takich ludzi w małym gronie) to na zjazdach środowiska rozproszonego. Można w ten sposób spotykać się niczym na zgromadzeniach Twojego Plemienia. Tylko wcześniej musisz taką grupę podobnych zawodowo lub tematycznie osób (plemię) znaleźć i dołączyć do niej. I wtedy 1-2 zjazdy w roku może wystarczą na ładowanie motywacji. Nawet jeśli w miejscu pracy czujesz się samotnie i bez wsparcia. Zadbaj o relacje by się wzajemnie inspirować nie tylko w czasie zjazdów i kontaktów bezpośrednich. Karm środowisko z jajami "Pokemonów".

Cały cykl obejmuje pozyskiwanie inspiracji, inkubację i wypuszczanie w świat. Czasem się uda na dłużej, czasem porażka jest od razu. Ważne by być w procesie nieustannej inspiracji i wspierania się w motywacji. 

Poniższe zdjęcie jest nie całkiem przypadkowe. To jeden z pomysłów-onspiracji. Sam doświadczyłem, sprawdziłem i chyba w zmodyfikowanej formie wypróbuję niebawem. Wracam z konferencji. Dziękuję swojemu edukacyjnemu plemieniu za inspirujące wykłady i rozmowy kuluarowe. Czuję doładowane baterie i zapał do pracy w nowym roku akademickim. Na jakiś czas wystarczy. Wysiedziane z jajek Pokemony zużywają się w walkach. Ktoś przyjdzie i zabije takiego Pokemona. Ale ważny jest proces ciągłego wysiadywania nowych Pokemonów i umieszczania ich w świecie. Tak jest i z inspiracjami. Część pomysłów zostanie "zamordowana" przez okoliczności od zaraz, inne przetrwają dłużej. Ważne by ciągle mieć jajka do wysiadywania. 

Podróż w pociągu to dobry inkubator na przemyślenia i przygotowywanie kolejnych realizacji. Tak jak wieczorny spacer w poszukiwaniu Pokemonów w obcym mieście.


24.09.2022

Będzieje - słów kilka o edukacji w Polsce (i nie tylko)


Nie historia i teraźniejszość lecz teraźniejszość i przyszłość. Jednym słowem będzieje. Czyli dzieje (historia), które dopiero będą. Rozważania o edukacji w nawiązaniu do Kongresu futurologicznego Stanisława Lema, w czasie konferencji Inspiracje 2022. Referat wygłaszam z Panem Neuronem (zdjęcie niżej), jako symbolem pamięci zewnętrznej. A niniejszy tekst ukazuje się w tym czasie na blogu. Dwa w jednym, równolegle do siebie. Ilu wysłucha wystąpienia na sali a ilu przeczyta w internecie, nie widząc mnie wcale ani się nie kontaktując bezpośrednio? Na sali będę mówił o maskonach i ocykantach, które pozwolą przebić się przez iluzję, by zobaczyć świat takim, jakim jest. Stanisław Lem miał na myśli maskony jako związki chemiczne i halucynogenne. Ale przecież świat medialny i wirtualny robi to znacznie lepiej. Towarzyszący mi Pan Neuron pozwoli ocknąć się z hipnozy i halucynacji. Tak w przenośni.

Jestem biologiem, stąd liczne analogie do procesów biologicznych. Odnoszę się do się do edukacji jak do gatunku czy organizmu biologicznego. Łatwiej go zrozumieć (jego budowę, cykl życiowy, behawior, fizjologie itp.) jeśli analizujemy organizm w jego środowisku. Wtedy pozorne zawiłości stają się bardziej zrozumiałe. Tak jak białe futro niedźwiedzia polarnego czy długa szyja żyrafy. Tak i na edukację warto spojrzeć w kontekście środowiska społecznego i zmian, które się w nim dokonują. Jednym, z elementów tych zmian jest rosnąca pamięć zewnętrzna i pojawiające się elementy nieosobowe, nieludzkie, takie jak książki, komputery, algorytmy sztucznej inteligencji. To tak, jakby w środowisku organizmu biologicznego pojawiły się nowe gatunki, np. gatunki obce i inwazyjne. 

W ewolucyjnym procesie udomowienia u zwierząt domowych obserwuje się zmniejszenie ich mózgu. Inną, widoczną cechą jest skrócenie pyska i zakręcony ogon oraz zmniejszona agresja. Człowiek dokonał samoudomowienia - mamy mniejsze mózgi niż nasi przodkowie, mamy bardziej spłaszczoną twarz i jestesmy mniej agresywni. Czy głupiejemy? Np. za sprawą telewizji czy internetu i smartfonów? Wyjaśnieniem jest życie społeczne - nie trzeba wiedzieć wszystkiego samemu, bo z innymi w społeczności dzielimy się wiedzą. A od dłuższego czasu wspomaga nas pamięć zewnętrzna. Dlatego mniejszy mózg nie jest defektem tylko skutkiem rosnącej sprawności i uorganizowania społecznego. Nie nadczłowiek, supermen lecz społeczeństwo i relacje międzyludzkie są kluczem do cywilizacyjnego sukcesu. Nie egoizm i rywalizacja a współpraca i wspólnotowość. Patriarchalny maczyzm jest kulą u nogi naszej cywilizacji w dalszym rozwoju.

Proces zachodzi od dawna lecz ostatnio nabrał intensywności. Tworzymy świat, w którym nie potrafimy dobrze żyć. To wszystko odbija się też na edukacji. Zmiany w systemie edukacji zachodzą bo zmienia się środowisko społeczne. Wzrasta znaczenie pozaludzkich obiektów. Najpierw były to książki, teraz sztuczna inteligencja. Czy wobec rosnącej konkurencji i zagrożenia  nauczyciele jak dawniejsi tkacze, mają niszczyć maszyny? Nie da się Wisły zawrócić kijem dlatego nie warto próbować i bezowocnie marnować czasu i sił.

Gdy zmienia się środowisko to przed każdym gatunkiem pojawia się perspektywa: wyginąć, migrować lub ewoluować. Tak czy siak następuje zmiana. Mimo, że konkurencję z maszynami zwykli tkacze przegrali, to przecież ciągle ktoś pracuje na dawnych krosnach. Tkactwo artystyczne przetrwało w swojej niszy. Czy nauczyciele mają migrować i szukać dla siebie refugialnej niszy? Dla niewielu starczy miejsca. A może wyginą lub całkowicie się zmienią? mam na myśli zawód.

Czy jesteśmy dostosowani do środowiska edukacyjnego i społecznego, które sami stworzyliśmy jako Homo sapiens? Drożdże, rozwijając się w dogodnym środowisku przetwarzają cukry na alkohol i w konsekwencji zmieniają swoje środowisko tak bardzo, że giną. W przyrodzie to nic nadzwyczajnego. Kryzys edukacyjny jest wynikiem kryzysu społecznego. Pytaniem zasadniczym jest to, czy zamieniamy to na dezintegrację pozytywną? Jak się w tym odnaleźć, jak odnaleźć sens? 

Już od dłuższego czasu obserwujemy kryzys czasu wolnego. Wynika on z faktu, że żyjemy coraz dłużej a mniej pracujemy. W niektórych krajach już wprowadza się czterodniowy tydzień pracy. Skoro dłużej żyjemy a emerytura przychodzi w tym samym wieku co kiedyś, to siłą rzeczy mamy więcej wolnego czasu. Dłużej się uczymy. Już nie tylko kilka lat w szkole lecz nawet 21 a potem dokształcamy na kursach. Mając więcej czasu dłużej wypoczywamy. Wydawało by się to pozytywną informacją dla edukatorów: więcej czasu i pieniędzy na rozrywkę i edukację. Edukacja musi jednak konkurować z rozrywką. Może dlatego rozwija się także eudrozrywka na różnego rodzaju piknikach naukowych? W każdym razie więcej czasu i pieniędzy do wydania, w tym na edukację (lub edurozrywkę). Ale czy te fundusze są dla nauczycieli? Rozwija się edukacja pozaszkolna a na dodatek wchodzą nowe technologie i sztuczna inteligencja. Inne środowisko i inny uczeń. Szkoła staje się coraz bardziej rozproszona. To chyba cecha typowa dla czasów trzciej rewolucji technologicznej: internet umożliwia rozproszenie produkcji, OZE (odnawialne źródła energii) też są bardziej rozproszone i zdecentralizowane w porównaniu do wielkich elektrowni węglowych czy atomowych. To i edukacja będzie bardziej rozproszona?

W rozproszonej szkole (nie tylko w jednym budynku) coraz więcej uczestniczą różnorodne korporacje, wydawnictwa, rozwijają się różne formy edukacji domowej i pozaszkolnej. Coraz większe znaczenie ma Khan Academy, Wikipedia, Google, Microsoft, Wakelet, Canva, Genial.ly itp., itd. Skutkiem jest postępujące odpaństwowienie i prywatyzacja edukacji. I wzrost znaczenia nieludzkich podmiotów. Czy roboty i AI zastąpią nauczycieli? Nie strajkują, mogą pracować 24 h na dobę, bez szemrania zrealizują każdy durnowaty podręcznik, narzucony przez władzę. Przy rosnących brakach kadrowych być może to kusząca alternatywa?  Czy AI będzie jak obcy „imigrant” w społeczeństwie zabierał pracę nauczycielom? Jako tańszy? I bardziej posłuszny? Trzeba jednak podkreślić, że nowe technologie zastępują także rodziców. To nie jest proces tylko szkolny ale i społeczny. Tablet pomaga w wychowywaniu dzieci tak jak kiedyś starsze rodzeństwo. 

Moim daniem już od dłuższego czasu następuje przejmowanie roli nauczyciela (i rodzica) przez automaty i sztuczną inteligencję. W szerszym rozumieniu nieosobowe obiekty życia społecznego. Nauczyciel zmienia się od depozytora wiedzy ku asystentowi technologii. Nauczyciel i AI – kto tu jest asystentem i pomocnikiem? 

Jeszcze jednym trendem, jaki możemy zaobserwować, jest zmiana roli nauczyciela. Co raz bardziej staje się opiekunem dla dzieci. Tego społeczeństwo oczekuje. A opieka jest pracą niskopłatną. Kiedyś to za darmo robiło starsze rodzeństwo lub służba. Albo niewolnik. A może jednak edukator w przyszłości zmieni się bardziej w doradcę i tutora uczenia się? Tak czy siak nastąpi zasadnicza zmiana w zawodzie nauczycielskim.

Wcześniej warto wspomnieć o zmianie roli rodzica, który też co raz mniej wychowuje i szuka wsparcia specjalistów oraz technologii (niania, guwernantka, nauczyciel w coraz większej roli tutora, telewizja, smartfony z grami). Na dodatek z powodu zmiany demograficznej rodzic musi jednocześnie pełnić rolę autorytetu-rodzica i kumpla-rówieśnika (przynajmniej w rodzinach z jednym dzieckiem).

O jeszcze jednym trendzie warto wspomnieć - o skutkach zmian klimatu Ziemi. W wielu miejscach pojawią się warunki katastrofalne. W rezultacie wiele milionów ludzi zacznie migrować. Przedsmak poczuliśmy w wyniku wojny w Ukrainie i migracji kilku milionów Ukraińców. Pojawili się nowi uczniowie w naszych, do tej pory jednorodnych, szkołach. To nie tylko kłopoty językowe lecz i kulturowe. A przecież Ukraińcy są nam bardzo bliscy kulturowo. A gdy pojawi się więcej uczniów z różnych kultur, z Afryki, z Azji? Uczniowie będę dużo bardziej zróżnicowani  niż do tej pory. I wtedy pojawi się pytanie kogo i do czego chcemy edukować? Jakie dobrać lektury by stworzyć wspólny kod kulturowy? Czy Pan Tadeusz wzbudzi zainteresowanie i będzie zrozumiały?

Zawód nauczyciela wraca do korzeni, nauczyciele czują, że stają się coraz bardziej służącymi, wręcz niewolnikami. Tak jak dawniej - peidagogos. W starożytnej Grecji pedagog (paidagōgós) był niewolnikiem, który odprowadzał dzieci do szkoły i z powrotem do domu. Później to słowo zaczęło oznaczać wychowawcę i nauczyciela. A teraz włączy i wyłączy urządzenie do zdalnej edukacji? Czy może jednak będzie tutorem, wspomaganym przez technologie? 

Wymieranie, migracje, ewolucja. Tworzymy narzędzia lecz potem także i narzędzia nas kształtują. Kto się zreprodukuje? Jaki styl pracy i model zawodu przetrwa? Jaki będzie lub już jest ten człowiek przyszłości?

Czy Homo sapiens jest przystosowany do szkoły, która stworzył? Niżej kilka trendów w edukacji, które wynotował dr Piotr Wasyluk (a ja z tego skorzystałem w przygotowaniu referatu):

  • Mikrouczenie (tzw. "microlearning") - przyswajanie małych porcji wiedzy jest bardziej skuteczne i nie potrzebuje wielkich instytucji edukacyjnych. Taka forma przyswajania wiedzy występowała od samego początku. Przez całe życie nasi przodkowie uczyli się małymi porcjami. Być może w nowej szkole (nowym systemie edukacji) wrócimy do sytuacji, w której nasze mózgi lepiej się czują. 
  • Nauka online - dlaczego nie uczyć się zdalnie, skoro już są możliwości? Może warto kupować komputery dzieciakom, a nie wyposażać pracownie komputerowe? Może lepiej kupować tablety i komputery oraz specjalistyczne oprogramowanie nauczycielom? Bo w tej chwili polski nauczyciel musi sam siebie wyposażyć oraz niejednokrotnie wyposażyć klasę w pomoce. Oczywiście z własnych środków, jak na służbę czy niewolnika przystało. 
  • Cyfrowi mentorzy - skoro uczenie będzie się odbywało zdalnie, nauczycieli też będzie można sobie wybierać, niech wygrywają lepsi. Przestrzeń fizyczna i odległość grają coraz mniejszą rolę. Uczeń nie jest przywiązany do ziemi jak chłop pańszczyźniany. Nauczyciel także. Byłby to jeszcze jeden efekt rozproszenia i decentralizacji, charakterystyczny dla trzeciej rewolucji technologicznej..
  • Platformy edukacyjne - to one zastąpią (już zastępują) szkołę, wybór już dzisiaj jest spory. Rodzice i uczniowie (a może raczej nauczyciele jako tutorzy) wybierać będą dobre platformy, tak jak do tej pory rodzice wybierali „renomowane” szkoły. Platformy edukacyjne są ponadnarodowe, globalne, uniwersalne. Zapisywać będziemy się do szkoły Google lub Microsoft lub jeszcze innej.
  • Nauczanie w domu - uczenie domowe staje się coraz bardziej popularne i wspierane jest przez cyfrowe szkoły, które kształcą zdalnie w mniejszych grupach. Dostęp do internetowych materiałów edukacyjnych jest tak samo skuteczny z domu jak i ze szkoły. Miejsce nie ma znaczenia i dlatego szkoła straciła monopol. Na dodatek jest coraz więcej przygotowanych pozaszkolnych przestrzeni edukacyjnych: centra nauki, różne terenowe ścieżki edukacyjne itp. Już teraz w 1/3 uczniów  uczestniczy uczestniczy w nauce pozaszkolnej. Ok. 4 mld złotych rocznie  płynie na to z kieszeni rodziców (np. korepetycje). 
  • Nacisk na łączenie kompetencji cyfrowych i umiejętności miękkich - to chyba nasza przyszłość, warto więc szukać synergii między tym, co „twarde” i tym, co „miękkie”.
  • Nauka oparta na projektach - powiązanie edukacji z praktyką będzie łatwiejsze, a uczenie w formie projektów pozwala łatwiej ocenić efektywność edukacji. Projekty szkolne to nic nowego, chodzi raczej tylko o skalę ich wykorzystywania: wisienka na torcie czy codzienność?

Gdzie jest miejsce dla nauczycieli w takim stającym się świecie przyszłości (lub teraźniejszości)? Jak będzie wyglądał system edukacji (środowisko)? Dla uczelni wyższych jest to pytanie: jak kształcić nauczycieli, pracowników do takiego systemu edukacji? Nawet jeśli nie znamy teraz odpowiedzi to warto stawiać sobie takie pytania. 

Czy nauczyciel jest wolnym zawodem i sam ma sobie przygotować narzędzia pracy (komputer, abonament programów edukacyjnych online: Canva, Genially, Click Meetng, Mentimeter i wiele innych)? Parobek czy niewolnik musi dostać wszystkie narzędzia do pracy. A od społeczeństwa zależy jaką przypisze rolę nauczycielowi: uzna za wartościowy wolny zawód, dobrze wynagradzany czy też za nisko opłacanego służącego lub niewolnika.

Moje długie życie zawodowe związane jest z edukacją. Jest niczym pogoń za zmieniającym się środowiskiem. Wymienione wyżej procesy stały się moim osobistym doświadczeniem, powolnego przechodzenia z edukacji formalnej ku trzeciej misji uniwersytetu (społecznej) i kształcenia ustawicznego oraz pozaformalnego. Wychodzenia z klasy i coraz intensywniejszego wykorzystania edukacji online. Sądzę, że nie jest to przypadek jednostkowy. O tym opowiem na konferencji a na niniejszym blogu napiszę dokładniej innym razem. W sumie to pisałem już wielokrotnie, wystarczy tylko przejrzeć wpisy archiwalne. Ale za jakiś czas napiszę jeszcze raz, w sposób bardziej uporządkowany i przemyślany. Z refleksjami bardziej ogólnymi, czerpiąc także z dyskusji w czasie konferencji Inspiracje 2022. Konferencje, zwłaszcza te w kontakcie bezpośrednim, obfitują w niezaplanowane dyskusje kuluarowe. Istna wylęgarnia inspiracji i kuźnia relacji międzyludzkich. 

Pytanie o edukację i nauczyciela zostawiam otwarte: wymieranie, migracje, ewolucja? Jakie będą te będzieje?

 

Ja i Pan Neuron (przytulanka)

17.09.2022

Europejski Tydzień Zrównoważonego Rozwoju

Reszel, miasteczko cittaslow.



Europejski Tydzień Zrównoważonego Rozwoju przypadający w tym toku w dniach 20-26 września, w Polsce obchodzony jest po raz ósmy. Ma przypominać o ważnych dla nas sprawach.  Rozwój zrównoważony nazywamy bywa także ekorozwojem. Jest myśleniem o przyszłości. Żeby była. Najkrócej rozwój zrównoważony można określić jako zrównoważenie między potrzebami społecznymi, gospodarczymi i przyrodniczymi. Albo inaczej, między naszymi potrzebami a potrzebami przyszłych pokoleń. Tak więc dzielenie się tu i teraz oraz dzielenie się z tymi, którzy się dopiero narodzą.

Rozwój zrównoważony wymaga wyobraźni, mądrości, dalekowzroczności i odpowiedzialności. Jest myśleniem wspólnotowym, w przeciwieństwie do krótkowzrocznego egoizmu typu "po nas choćby potop".  Na myślenie i działania zrównoważonego rozwoju składają się badania, przemyślenia i codzienne działania. Każdy i w każdym miejscu może coś zrobić. Zacznij od dzisiaj a nie od jutra. Krok po kroku. 

A co ja zacznę w Tygodniu Rozwoju Zrównoważonego? Zacznę zbierać fusy od kawy. Jakiś czas temu w mojej pracy w budynku uniwersyteckim pojawiły się kosze do selektywnej zbiórki odpadów. Pojemniki stoją na korytarzu, wiec tam zanoszę papier, plastik czy metal. Na odpady zmieszane mam "od zawsze" kosz w swoim pokoju. Ale niewiele tam trafia, głównie fusy od kawy. Personel sprzątający do kosza wkłada worki foliowe (zapewne ze względów higienicznych i dla wygody). Przez moje fusy marnowane są worki plastikowe. Pora więc na samoograniczenia i ukrócenie tego marnowania surowców. Zacznę zbierać fusy do specjalnego naczynia. a potem je jakoś wykorzystam. Kolejny mały krok w zmniejszaniu negatywnego oddziaływania na środowisko i ekonomię oraz na przybliżanie się do pełnej gospodarki cyrkulacyjnej. 

Cieszy to, że w każdym miejscu widać mniejszy czy większy postęp. Także i w moim uniwersytecie zwiększyły się działania w tym zakresie. Już nie tylko teoretyzowanie i rozważania ogólna ale konkretne działania. Powstał Green Team i powoli wdrażane są różnorodne działania. 

Tegoroczny Europejski Tydzień Rozwoju Zrównoważonego ustanowiony został w dniach od 20 do 26 września, niemniej projekty mogą być realizowane od 18 września do 8 października 2022 r. Więcej informacji na stronie ministerstwa.

 

14.09.2022

Nagroda im. Henryka Panasa

 

Zaproszenie mnie na tak ważną i prestiżową galę literacką i dziennikarską było dla mnie bardzo miłym zaskoczeniem. Cóż sprawiło, że jestem widoczny dla Związku Literatów Polskich oraz Stowarzyszenia Dziennikarzy RP? Czy bloger jest literatem? Czy naukowiec publikujący w specjalistycznych czasopismach może być zaliczony do pisarzy? Formalnie tak, bo naukowcy piszą. Ale zwyczajowo nie są zaliczani. Bo nie piszą dla mas?  Publikujący naukowcy to zupełnie inna klasa zjawisk. W moim przypadku raczej ważniejsza mogła być publicystyka na łamach kilku czasopism regionalnych czy ogólnopolskich. Lub być może pisarstwo blogowe. To tylko moje przypuszczenia, które mogą być podstawą do snucia refleksji. 

Kiedyś miałem legitymację Stowarzyszenia Dziennikarzy Naukowych. Czyli jakiś związek z dziennikarstwem mam. Dlatego zostałem zaproszony? Dlaczego pisze o legitymacji w czasie przeszłym? Bo stowarzyszenie Dziennikarzy Naukowych nie przetrwało próby czasu i kosztów utrzymania. Zbyt mała i niszowa to grupa osób parających się pisaniem, mówieniem i upowszechnianiem. Ja w każdym razie cały czas uprawiam dziennikarstwo naukowe lub inaczej ujmując publicystykę popularnonaukową.

Blogi to stosunkowo nowa przestrzeń opowiadania słowem pisanym. A skoro są litery to pewnie jest to literatura. Krótkie formy, liczne i czasem mieszane, bo w połączeniu z wideo czy materiałami audio. Może powstaną (lub już są?) stowarzyszenia i związki blogerów? Jako związek zawodowy współczesnych literatów lub stowarzyszenie, dbające o interesy internetowego pisarstwa? W odróżnieniu od dziennikarzy naukowych, blogerów jest bardzo dużo (tysiące lub raczej dziesiątki tysięcy w Polsce). Pośród nich są i tacy, którzy popularyzują i upowszechniają naukę. Kultura jest bardziej złożona niż nasze, ludzkie klasyfikowanie. 

Tak czy siak, znalazłem się na olsztyńskim zamku pośród wielu znamienitych gości. Poczułem się jak literat i dziennikarz. Czy dyslektyk może być pisarzem? Może ważniejsze mieć coś ważnego do opowiedzenia, napisania niż "nie robienie błędów"? Pytanie na które trudno znaleźć odpowiedź lecz warto je stawiać. I próbować odpowiadać.

Inicjatorami nagrody im. Henryka Panasa jest Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej oraz Związek Literatów Polskich w Olsztynie. I z ich to przyczyny dalszej (ustanowienie nagrody) oraz bliższej (zaproszenie),  trzeciego września 2022 roku znalazłem się na zamku Kapituły Warmińskiej w Olsztynie, gdzie odbyła się gala wręczenia nagrody im. Henryka Panasa. Nagrodę przyznano po raz drugi. Tym razem nagrodę odebrał  Aleksander Kwaśniewski, były redaktor naczelny pisma ITD oraz dziennika „Sztandar Młodych”. Były prezydent Aleksander Kwaśniewski w swej działalności dziennikarskiej zasłużył się jako współtwórca pierwszego polskiego pisma komputerowego „Bajtek”.

A kim był Henryk Panas, patron nagrody? Naszym regionalnym pisarzem i publicystą, który swoją twórczością przekroczył granice regionu i kraju. Jego powieść „Według Judasza. Apokryf” została przetłumaczona m.in. na język japoński. Czytałem ją w czasach studenckich (oczywiście w oryginale a nie w przekładzie japońskim). Henryk Panas zmarł w 1985 roku w Olsztynie. 

Grono pisarzy i uznanych dziennikarzy olsztyńskich jak i warmińsko-mazurskich jest dużo szersze. Oby nasz region kojarzył się z miejscem, gdzie się dobrze tworzy. Przyjeżdżajcie i szukajcie śladów twórczej inspiracji u innych. Lub sami twórzcie: literacko, dziennikarsko i w każdym innym wymiarze. Będzie wtedy więcej okazji do spotkań mniej lub bardziej prestiżowych. A jakbyście chcieli to mnie też zaproście.

13.09.2022

W sprawie katastrofy w Odrze i koniecznej zmiany systemu gospodarowania rzekami w Polsce

Gdzieś nad wodą...

Jestem hydrobiologiem i jako członek Polskiego Towarzystwa Hydrobiologicznego upowszechniam. Niech ten głos rozlegnie się donośnie i dotrze do wielu. W pełni się pod tą uchwała podpisuję.

*  *  *  *  *

UCHWAŁA Polskiego Towarzystwa Hydrobiologicznego podjęta na XXV Zjeździe Hydrobiologów Polskich w sprawie katastrofy w Odrze i koniecznej zmiany systemu gospodarowania rzekami w Polsce

Łódź, 9 września 2022


Katastrofa ekologiczna w Odrze stanowi efekt nałożenia się na siebie wielu niekorzystnych czynników i okoliczności. Należy jednak z całą stanowczością podkreślić, że nie była ona zjawiskiem naturalnym i nie wydarzyłaby się, gdyby nie wcześniej popełnione błędy w zakresie użytkowania i ochrony wód. Nie było to zdarzenie incydentalne, lecz ostrzeżenie, że dotychczasowe zarządzanie gospodarką wodną i szeroko pojęte zarządzanie środowiskiem wymagają pilnego unowocześnienia.

Charakterystyczne dla wód słonawych i słonych glony Prymnesium parvum, stanowiące główną przyczynę śmiertelności ryb i małży w Odrze, nie pojawiłyby się w niej masowo, gdyby nie stworzono im dogodnych warunków zrzutami silnie zasolonych ścieków kopalnianych. Katastrofa nie byłaby prawdopodobnie tak dotkliwa, gdyby nie niskie stany wody w uregulowanej rzece, za które odpowiada po części niewłaściwe gospodarowanie w zlewni i w korycie rzeki, a częściowo antropogeniczna zmiana klimatu.

Członkowie Polskiego Towarzystwa Hydrobiologicznego oraz niezrzeszeni w nim hydrobiolodzy uczestniczący w Jubileuszowym, XXV Zjeździe Hydrobiologów Polskich stanowczo nie zgadzają się z koncepcją budowy stopni wodnych, pod pretekstem poprawy stosunków wodnych w Odrze oraz twierdzeniem, że ich powstanie zapobiegnie kolejnym katastrofom ekologicznym w tej rzece. Koncepcję tę uważamy za błędną, sprzeczną z obecnym stanem wiedzy naukowej i nieuzasadnioną ekonomicznie. Progi i będące ich konsekwencją piętrzenia zmniejszą prędkość przepływu wody. W wyniku tego, przy silnym obciążeniu dorzecza Odry biogenami i wysokich temperaturach, organizmy fitoplanktonowe uzyskają znacznie lepsze warunki do wzrostu, generując częstsze toksyczne zakwity, szkodliwe zarówno dla ekosystemu, jak i otoczenia społecznego i gospodarczego rzeki. W efekcie budowy progów, oprócz toksycznych glonów P. parvum, w Odrze, Wiśle i innych uregulowanych rzekach mogą pojawić się masowo także toksyczne cyjanobakterie (sinice).

Obecna katastrofa wymaga poważnych działań zmierzających do redukcji zanieczyszczeń oraz odtwarzania naturalnej odporności ekosystemu rzecznego przez ochronę i renaturyzację całej doliny. Należy zwrócić uwagę, iż w warunkach obecnych presji na rzeki i jeziora, takich jak antropogeniczna zmiana klimatu, zrzuty ścieków czy niekontrolowana urbanizacja, prawdopodobieństwo powtórzenia się podobnych katastrof w innych rzekach i zbiornikach rośnie. Aby uniknąć kolejnych, poważnych strat środowiskowych, społecznych i ekonomicznych, których nie da się zrekompensować dostępnymi mechanizmami finansowymi, należy zdecydowanie wstrzymać realizację planów dalszej regulacji Odry, Wisły i innych rzek. Należy również zaniechać planów tworzenia połączeń pomiędzy systemami rzecznymi, aby nie stymulować rozprzestrzeniania się gatunków toksycznych, obcych i inwazyjnych. Rzeki i jeziora to złożone ekosystemy, a nie część infrastruktury technicznej. Tym samym jest oczywiste, iż ich zarządzaniem powinny zajmować się ministerstwa dedykowane sprawom środowiska, wody i klimatu. To właśnie one powinny wspólnie opracować strategię zmniejszenia negatywnego wpływu człowieka na wody powierzchniowe i ich restytucji.

Aby zminimalizować prawdopodobieństwo pojawiania się podobnych katastrof w Odrze, Wiśle i w innych polskich rzekach, należy stworzyć skuteczny, ogólnokrajowy system dedykowany temu zadaniu. Pilnego uporządkowania wymaga gospodarka ściekowa. Priorytetem powinna być rewizja pozwoleń wodnoprawnych, uruchomienie centralnej bazy danych o zrzutach, dostosowanie wielkości zrzutów do zmieniających się warunków środowiskowych, szczególnie niskiego poziomu wód i wysokiej temperatury oraz skuteczna walka z nielegalnymi zrzutami ścieków przez podmioty gospodarcze i osoby prywatne. Nie da się tego osiągnąć bez stworzenia automatycznego systemu monitorującego w czasie rzeczywistym podstawowe parametry fizyczne, chemiczne i biologiczne wody, których zmiana może ostrzegać o dopływie zanieczyszczeń i możliwym pogorszeniu się funkcjonowania ekosystemu. Za stworzeniem systemu monitorującego powinno iść wprowadzenie skutecznych procedur reakcji na wykryte zagrożenia, co pozwoli uniknąć części potencjalnych katastrof lub zminimalizować skutki pozostałych.

Celem strategicznym powinno być zapewnienie ekosystemom wód powierzchniowych jak największej odporności na zaburzenia i zdolność regeneracji z szerokim wykorzystaniem innowacyjnych, ekohydrologicznych rozwiązań bliskich naturze. Oznacza to również konieczność zaprzestani a działań regulacyjnych oraz tzw. “prac utrzymaniowych”, a także szybkie wdrożenie przygotowanego w 2020 roku na zlecenie Państwowego Gospodarstwa Wodnego - Wody Polskie, “Krajowego Programu Renaturyzacji Wód Powierzchniowych” oraz zasad przepływów środowiskowych. Alternatywą dla dalszej regulacji rzek jest zwiększenie krajobrazowej retencji wody w zlewniach, w tym retencji gruntowej, co przyczyni się do zapobiegania skutkom suszy nie tylko w ciekach, lecz również w ekosystemach lądowych, coraz bardziej narażonych na oddziaływanie zmiany klimatu.

Polskie Towarzystwo Hydrobiologiczne zrzesza kilkuset specjalistów w zakresie funkcjonowania, ochrony i renaturyzacji wód, reprezentujących zarówno nauki przyrodnicze jak i inżynieryjne i zatrudnionych w ponad 30 jednostkach naukowych. Deklarujemy gotowość pracy w zespołach eksperckich mających na celu opracowanie działań prowadzących do odnowy warunków środowiskowych Odry i innych rzek w Polsce.