Przeczytałem z przyjemnością. Rzetelna i pełna wiedza.
Bardzo fajna książka do czytania w wolnych chwilach. Duża porcja wiedzy o roślinach i zwierzętach z dodatkiem etnografii i wyrafinowanego dowcipu. Polecam.
Nie jest to spójna i całościowa opowieść. To zbiór krótkich i samodzielnych opisów, opowieści o roślinach i zwierzętach, ułożonych alfabetycznie. A więc typowo dla słowników czy encyklopedii. Można czytać wyrywkowo, z doskoku, sporadycznie. Ja akurat przeczytałem jednym ciągiem, od deski do deski. Rozdziały-opowieści są krótkie. W sam raz do czytania w przerwach zabieganego życia. Nie stracimy wątku fabuły bo każdy rozdzialik jest samodzielną opowieścią, bogato ilustrowaną.
Simona Kossak pisze o gatunkach spotykanych w Puszczy Białowieskiej, ale są one w zasadzie pospolite. Większość ma szerokie zasięgi występowania i można je obserwować, spotkać wszędzie, nawet w miastach. A zatem jest to zachęta to obserwowania przyrody wokół nas. I dostrzegania niezwykłości w pozornie zwykłych i pospolitych gatunkach. Jest to także zachęta do szukania informacji i ciekawych opowieści w starych zielnikach i książkach, dotyczących ziołolecznictwa.
Nawet gatunki, które wydawały mi się znane, bo sam o nich pisałem (a więc zbierałem i poszukiwałem informacji), okazały się kryć jeszcze sporo tajemnic i zakasujących spostrzeżeń oraz wyszperanych informacji. Na przykład jak ta o kwiecie paproci.
Kiedyś przeglądałem w księgarni i nie wydała mi się zbyt interesującą. Ale gdy poleciła mi doktorantka i wręczyła do ręki, to zacząłem czytać. I okazało się, że powierzchowna moja księgarniana ocena było błędna. Czytanie pozwoliło dłużej zatrzymać się nad treścią i rozsmakować się w opisach etnograficznych i zielarskich oraz w subtelnym dowcipie. Wniosek z tego taki, że jest wiele rzeczy na tym świecie (w tym książki), które wymagają czasu i spokojnego, niepośpiesznego i niepowierzchownego zapoznania się. Tak jak z podziwianiem przyrody z okien samochodu (czy pociągu), gdy obrazy śmigają przed oczami. I w zasadzie niczego nie widać dobrze. Zupełnie inaczej ta sama przyroda wygląda, gdy idziemy lub nawet przystaniemy i obserwujemy jedną rzecz. Niby nuda, niby nic się nie dzieje. Ale po jakimś czasie dostrzegamy wiele niezwykłości. Piękno i wartość wymaga czasu. I uważności.
Coś dla przyrodnika jak i humanisty. Simona Kossak - O ziołach i zwierzętach, Marginesy Warszawa 2017, 411 stron.
Nowa odsłona bloga Profesorskie Gadanie. Pisanie i czytanie pomaga w myśleniu. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie opowiadam. Dr hab. Stanisław Czachorowski, prof UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii, Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie
8.09.2019
7.09.2019
Szukanie wspólnego języka czyli odpowiedzi na pytania uczniów 137 L.O. w Warszawie, cz. 4.
W czasie wykładu dla uczniów ze 137 L.O. z Oddziałami Dwujęzycznymi im. Roberta Schumana w Warszawie, obiecałem odpowiedzieć na wszystkie pytania, które uczniowie prześlą za pomocą programu Mentimeter. Słowo się rzekło, kobyłka u płota. Ponieważ pytań było wiele to odpowiadam w odcinkach (na wszystkie odpowiem lub się ustosunkuję, cierpliwości). Wspomniałem także o eksperymencie z udziałem uczniów, polegającym na sprawdzeniu nowych sposobów komunikacji. Dlatego pojawiają się dygresje, dotyczące tegoż eksperymentu (refleksje nie tylko dla mnie ważne na przyszłość).
Pojawiło się m.in. kilka pytań i komentarzy, dotyczących gier komputerowych i chyba jakichś klipów wideo. Dlaczego pojawiły się takie pytania? Przypuszczam że z dwóch powodów. Po pierwsze jest to jakiś sposób nawiązywania kontaktu, po drugie efekt wymienienia na początku wykładu sztucznej inteligencji i przenikania do kultury.
Czy gram w Fortnite? Nie, nie wiem nawet co to za gra. Swego czasu grywałem w różne gry komputerowe ale najwyraźniej nie jestem na czasie i nie znam tych gier. Niżej kilka pytań i komentarzy, które odnoszą się chyba do gier lub jakichś wideoklipów, albo dotyczących gier, albo filmów albo tylko muzyki. Niezrozumiały dla mnie świat... A przecież warto szukać porozumienia.
Niby zdania, które coś przekazują. Ale jak szukałem w sieci to chyba odnoszą się do gier, postaci z gier, filmów lub wideoklipów. Dlaczego pisane są po angielsku? A w jednym przypadku zapisane zupełnie tajemniczym językiem? Może to jakiś inny, współczesny język albo język sztuczny, funkcjonujący w literaturze fantazy (wliczając w to gry). Krótkie słowa szyfry, być może jakieś kulturowe idiomy, pozwalające na odróżnienie "swojego od obcego". Ten świat jest dla mnie zupełnie obcy. A przez to bardzo ciekawy, warty odkrywania. Tych krótkich komunikatów nie jestem w stanie poprawnie odebrać, zinterpretować. Potrzebna byłaby rozmowa. Tak, kontakty internetowe, zwłaszcza te krótkie i zdawkowe, nie są wystarczające. Najlepszym kontaktem jest bezpośrednie spotkanie i rozmowa, wraz z sygnałami języka ciała. Niemniej wybrane wyżej komentarze są sygnałem, że uczniowie chcieli kontaktu i w różny sposób sygnalizowali swoją aktywność i otwartość. Pierwszy krok.
Chciałbym zwrócić uwagę na ostatni przykład "Ktoś gra tu w soulworkera albo osu?". Wyraźnie nie jest adresowany do mnie tylko do uczniów na sali. Próba rozszerzenia dyskusji i wykorzystania okazji do nawiązania relacji z innymi rówieśnikami. Na wykładzie obecni byli w większości uczniowie pierwszych klas, rozpoczynających naukę, jeszcze się nie znali. Zatem to bardzo zrozumiałe, że próbują się poznać, nawet i w taki sposób.
Powyższe pytanie jest z jednej strony nawiązywaniem kontaktu ale wynikać może także z treści wykładu. Mówiłem o przyczynach i skutkach globalnego ocieplenia. Zatem takie pytanie jest jak najbardziej uzasadnione. Nie, nie jestem wegetarianinem ale od jakiegoś czasu staram się bardzo ograniczać spożycie mięsa. Jedną z przyczyn jest własnie dbałość o środowisko. Produkcja mięsa wiąże się z dużym wykorzystaniem wody oraz powierzchni rolnych. Ograniczenie spożycia mięsa, zwłaszcza wołowiny, to sposób na zmniejszenie wylesiania lasów tropikalnych, w tym w Ameryce Południowej. Młodzie najwyraźniej o tym wie. Stąd to pytanie. Drugim powodem mojego ograniczania pokarmów mięsnych jest troska o zdrowie. Nie jestem wegetarianinem ale ograniczam ilość dań mięsnych z powodów osobistych i środowiskowych.
Taki komentarz (kocham cię) mógłby wydać się zaskakujący. Być może jest to sposób młodzieńczego zaczepiania, rodzaj towarzyskiego, dowcipnego nawiązywania kontaktu (pamiętam swoje, licealne wygłupy jak próbowaliśmy zawstydzić podobnymi wyznaniami młoda nauczycielkę). Ale bardziej prawdopodobne, że ten komunikat nie był do mnie. Już wyżej wspominałem o pytaniu na temat gry, skierowanym do uczniów, za pośrednictwem tej, internetowo-smartfonowej przestrzeni. Bardzo możliwie, że właśnie jakiś uczeń wyznawał lub tylko kokietował inną uczennicę. Dlaczego wskazuję na płeć męską? Bo chłopcy różnymi takimi wygłupami i szaleństwami chcą zaimponować i zwrócić na siebie uwagę. A tu było bezpiecznie, anonimowo. Za moich czasów przesyłaliśmy sobie tajemnicze liściki na papierowych karteczkach. Albo wypisywaliśmy długopisem na ławce czy gdzieś na ścianie (również anonimowo).
I na koniec kilka innych pytań, komentarzy o charakterze pozdrowienia, zaczepki czy ogólnie odwzajemnionej chęci nawiązania-podtrzymania kontaktu. Zwykła kropka, jako znak zaakceptowanej interakcji, o którą prosiłem. Czy odpowiedź, że nie chcą o nic zapytać. Kilka kolejnych przykładów, że nawet na dużej sali, z dużą liczbą osób i brakiem czasu na kameralne i bezpośrednie kontakty, możliwy jest przekaz informacji i interakcje.
Zostało jeszcze kilka wartościowych i ciekawych pytań, odpowiem na nie w kolejnych wpisach. Nie wiem tylko czy uczniowie, którzy je zadali, zaglądają tutaj i je przeczytają. W każdym razie ja wywiązuje się z danego słowa.
Czytaj także:
Pojawiło się m.in. kilka pytań i komentarzy, dotyczących gier komputerowych i chyba jakichś klipów wideo. Dlaczego pojawiły się takie pytania? Przypuszczam że z dwóch powodów. Po pierwsze jest to jakiś sposób nawiązywania kontaktu, po drugie efekt wymienienia na początku wykładu sztucznej inteligencji i przenikania do kultury.
Czy gram w Fortnite? Nie, nie wiem nawet co to za gra. Swego czasu grywałem w różne gry komputerowe ale najwyraźniej nie jestem na czasie i nie znam tych gier. Niżej kilka pytań i komentarzy, które odnoszą się chyba do gier lub jakichś wideoklipów, albo dotyczących gier, albo filmów albo tylko muzyki. Niezrozumiały dla mnie świat... A przecież warto szukać porozumienia.
Niby zdania, które coś przekazują. Ale jak szukałem w sieci to chyba odnoszą się do gier, postaci z gier, filmów lub wideoklipów. Dlaczego pisane są po angielsku? A w jednym przypadku zapisane zupełnie tajemniczym językiem? Może to jakiś inny, współczesny język albo język sztuczny, funkcjonujący w literaturze fantazy (wliczając w to gry). Krótkie słowa szyfry, być może jakieś kulturowe idiomy, pozwalające na odróżnienie "swojego od obcego". Ten świat jest dla mnie zupełnie obcy. A przez to bardzo ciekawy, warty odkrywania. Tych krótkich komunikatów nie jestem w stanie poprawnie odebrać, zinterpretować. Potrzebna byłaby rozmowa. Tak, kontakty internetowe, zwłaszcza te krótkie i zdawkowe, nie są wystarczające. Najlepszym kontaktem jest bezpośrednie spotkanie i rozmowa, wraz z sygnałami języka ciała. Niemniej wybrane wyżej komentarze są sygnałem, że uczniowie chcieli kontaktu i w różny sposób sygnalizowali swoją aktywność i otwartość. Pierwszy krok.
Chciałbym zwrócić uwagę na ostatni przykład "Ktoś gra tu w soulworkera albo osu?". Wyraźnie nie jest adresowany do mnie tylko do uczniów na sali. Próba rozszerzenia dyskusji i wykorzystania okazji do nawiązania relacji z innymi rówieśnikami. Na wykładzie obecni byli w większości uczniowie pierwszych klas, rozpoczynających naukę, jeszcze się nie znali. Zatem to bardzo zrozumiałe, że próbują się poznać, nawet i w taki sposób.
Powyższe pytanie jest z jednej strony nawiązywaniem kontaktu ale wynikać może także z treści wykładu. Mówiłem o przyczynach i skutkach globalnego ocieplenia. Zatem takie pytanie jest jak najbardziej uzasadnione. Nie, nie jestem wegetarianinem ale od jakiegoś czasu staram się bardzo ograniczać spożycie mięsa. Jedną z przyczyn jest własnie dbałość o środowisko. Produkcja mięsa wiąże się z dużym wykorzystaniem wody oraz powierzchni rolnych. Ograniczenie spożycia mięsa, zwłaszcza wołowiny, to sposób na zmniejszenie wylesiania lasów tropikalnych, w tym w Ameryce Południowej. Młodzie najwyraźniej o tym wie. Stąd to pytanie. Drugim powodem mojego ograniczania pokarmów mięsnych jest troska o zdrowie. Nie jestem wegetarianinem ale ograniczam ilość dań mięsnych z powodów osobistych i środowiskowych.
Taki komentarz (kocham cię) mógłby wydać się zaskakujący. Być może jest to sposób młodzieńczego zaczepiania, rodzaj towarzyskiego, dowcipnego nawiązywania kontaktu (pamiętam swoje, licealne wygłupy jak próbowaliśmy zawstydzić podobnymi wyznaniami młoda nauczycielkę). Ale bardziej prawdopodobne, że ten komunikat nie był do mnie. Już wyżej wspominałem o pytaniu na temat gry, skierowanym do uczniów, za pośrednictwem tej, internetowo-smartfonowej przestrzeni. Bardzo możliwie, że właśnie jakiś uczeń wyznawał lub tylko kokietował inną uczennicę. Dlaczego wskazuję na płeć męską? Bo chłopcy różnymi takimi wygłupami i szaleństwami chcą zaimponować i zwrócić na siebie uwagę. A tu było bezpiecznie, anonimowo. Za moich czasów przesyłaliśmy sobie tajemnicze liściki na papierowych karteczkach. Albo wypisywaliśmy długopisem na ławce czy gdzieś na ścianie (również anonimowo).
I na koniec kilka innych pytań, komentarzy o charakterze pozdrowienia, zaczepki czy ogólnie odwzajemnionej chęci nawiązania-podtrzymania kontaktu. Zwykła kropka, jako znak zaakceptowanej interakcji, o którą prosiłem. Czy odpowiedź, że nie chcą o nic zapytać. Kilka kolejnych przykładów, że nawet na dużej sali, z dużą liczbą osób i brakiem czasu na kameralne i bezpośrednie kontakty, możliwy jest przekaz informacji i interakcje.
Zostało jeszcze kilka wartościowych i ciekawych pytań, odpowiem na nie w kolejnych wpisach. Nie wiem tylko czy uczniowie, którzy je zadali, zaglądają tutaj i je przeczytają. W każdym razie ja wywiązuje się z danego słowa.
Czytaj także:
- Katastrofa klimatyczna: czy wiemy co się stanie czyli po co nam wiedza ekologiczna
- Klimatyczna chmura słów czyli w odpowiedzi uczniom ze 137 L.O. w Warszawie, cz. 1.
- Cejrowski i pożary w Puszczy Amazońskiej czyli w odpowiedzi uczniom ze 137 L.O. w Warszawie, cz. 2.
- Co my możemy zrobić aby zapobiec katastrofie czyli odpowiedzi na pytania uczniów 137 L.O. w Warszawie, cz. 3.
6.09.2019
Co my możemy zrobić aby zapobiec katastrofie czyli odpowiedzi na pytania uczniów 137 L.O. w Warszawie, cz. 3.
W czasie wykładu dla uczniów w warszawskim liceum, słuchacze mieli możliwość zadawania pytać z wykorzystaniem programu Mentimeter i swoich telefonów komórkowych (czytaj część pierwszą i drugą). Pośród wielu różnych pytań cztery dotyczyły naszych indywidualnych działań. Pytania te świadczą o dojrzałości licealistów, ich odpowiedzialności i chęci działania. Najwyraźniej przynajmniej część nie chce tylko narzekać czy też uciekać dziecinny denializm (zaprzeczanie faktom i udawanie, że problemu nie ma).
Możliwe są dwa rodzaje działań: 1. wpływanie na rządzących w kraju i za granicą, 2. zmiana własnego stylu życia na co dzień. Działanie te nie wykluczają się.
1. Jako obywatele mamy prawo oczekiwać, że w naszym imieniu politycy każdego szczebla lokalnego, regionalnego, krajowego i międzynarodowego będą podejmowali działania, zmierzające do zmian legislacyjnych, ułatwiających zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych oraz zmniejszających negatywne skutki globalnego ocieplenia. Muszą znać nasze zdanie z dwóch powodów. Może nie wiedzą, nie zdają sobie sprawy ze skali zagrożenia. Po drugie muszą znać wolę swoich wyborców. Wiedzieć, że jest to dla nas ważna sprawa i że jest nas dużo (jeśli nie z rozsądku to przynajmniej niech działają ze strachu przed utratą mandatu). Dlatego każde publiczne wyrażanie swojego zdania jest przydatne i ma sen. Nacisk na polityków powinien być duży i powszechny. Są naszymi reprezentantami. Niebawem wybory parlamentarne w Polsce. Już chociażby w taki sposób można decydować kto ma nas reprezentować. Oraz jakimi ważnymi sprawami ma się zająć. Wszelkie akcje młodzieżowe typu "Strajk dla Ziemie" mają sens i odnoszą skutek (najbliższa okazja już pod koniec września). Pisanie petycji, artykułowanie swojego zdania, udział w dyskusjach jest przydatny. Nas głos musi być słyszalny. Zatem działanie w sferze społecznej i politycznej. Przecież nasi europosłowie mogą mądrze lobbować także na polu międzynarodowym. A od rządu i prezydenta możemy wymagać podejmowania adekwatnych działań na polu międzynarodowym.
2. Druga, równoległą możliwością jest własny styl życia. Zmienianie świata na lepsze najlepiej zaczynać od siebie samego. Że aktywność jednej osoby to kropla w oceanie? Ale efekty - choć niewielkie - są widoczne od zaraz. Nie trzeba czekać aż wszyscy się zmienią i zaczną coś robić. Można zacząć od siebie i przekonywać własnym przykładem. Kilkunastoletnia Greta Thunberg zrobiła tak niewiele, a przecież jak dużo osiągnęła.
Co na co dzień robić? Jak żyć? Zastanowić się jak moja konsumpcja i styl życia wpływa na emisję dwutlenku węgla i wykorzystanie zasobów Ziemi. Chodzić do szkoły pieszo, na rowerze lub środkami komunikacji publicznej zamiast być przywożonym samochodem. Kupować produkty lokalne zamiast te, przywożone z daleka. Pić wodę z kranu a nie z butelek plastikowych (poza opakowaniem muszą być przywiezione z daleka). Ograniczyć spożycie mięsa itd. Duża część produkcji rolnej z terenów puszczy tropikalnej przeznaczana jest na eksport, między innymi do Europy, do nas jako konsumentów. Trzeba więc myśleć i analizować jaki ślad ekologiczny się zostawia. Można sięgnąć także do analiz LCA (analiza skutków dla środowiska od momentu wydobycia surowców, wytworzenia produktu, jego użytkowania aż do utylizacji, czyli w przenośni od kołyski aż do śmierci danego produktu).
Można także włączyć się do sekwestracji (biosekwestracji) węgla czyli wychwytywania i magazynowania (przynajmniej czasowe) dwutlenku węgla z powietrza. Biosekwestracja to proces wychwytywania i magazynowania CO2, przy udziale procesów biologicznych. Zatem można chronić przed wycinką i sadzić drzewa wszędzie tam, gdzie to jest możliwe. Nawet w najbliższym otoczeniu. Ponadto można zakładać łąki kwietne i zwiększać zawartość próchnicy w glebie. Nawet na miejskich trawnikach. Lub też zakładać zielone grządki na dachu domu (to oczywiście trudniejsze technicznie i samodzielnie kłopotliwsze do zrealizowania). I w końcu ograniczać spalanie biomasy, np drewnianych mebli. Im dłużej węgiel związany jest w celulozie, tym lepiej.
Nie wszystko trzeba od razu zmienić. Ale każdego dnia zrobić choć mały krok. Ja również zmieniam swój styl życia. Czasem wymaga on zmiany nawyków. Ważna jest motywacja, by nie rezygnować nawet przy nieustającej krytyce malkontentów.
Czy uda się w ten sposób uratować ludzkość przed katastrofą, wynikająca ze zmian klimatu? Nie wiem bo nie znam przyszłości. Ale ja osobiście chcę zrobić wszystko, co potrafię i co jestem w stanie. Będę miał czyste i spokojne sumienie, że zrobiłem to, co było właściwe i przyzwoite. Że zrobiłem wszystko aby Ziemię zostawić przyszłemu pokoleniu w dobrym stanie i by nie przekreślać ich przyszłości. Tak, negatywne skutki globalnego przegrzania już się uwidaczniają. Katastrofa na skalę światową może przyjść w ciągu najbliższych 20-30 lat. Nawet moje pokolenie tego doświadczy, nie mówiąc o Was, młodych.
Nie trzeba oglądać się na innych, czekać. Można od zaraz. Czasem trzepot skrzydeł motyla wywołuje burzę w tropikach. Trudniej przekonać do zmian i właściwych działań ludzi z Brazylii, jeśli sami nic lub niewiele zrobimy...
Czytaj także:
- Katastrofa klimatyczna: czy wiemy co się stanie czyli po co nam wiedza ekologiczna
- Klimatyczna chmura słów czyli w odpowiedzi uczniom ze 137 L.O. w Warszawie, cz. 1.
- Cejrowski i pożary w Puszczy Amazońskiej czyli w odpowiedzi uczniom ze 137 L.O. w Warszawie, cz. 2.
c.d.n.
5.09.2019
Cejrowski i pożary w Puszczy Amazońskiej czyli w odpowiedzi uczniom ze 137 L.O. w Warszawie, cz. 2.
![]() |
| (Zrzut ekranu z programu Mentimeter, pierwsza część pytań uczniów, uczestniczących w wykładzie.) |
O ile w chmurze słów aktywnie włączyło się 155 osób, to w zadaniu z zadawaniem pytań aktywnych było 75 osób. Musiałbym sprawdzić w ustawieniach programu, bo teraz nie wiem czy swoje pytania i opinie nadesłało 75 uczniów (każdy tylko jedno), czy program zliczył głosy (ale chyba to pierwsze). Tak jak i poprzednio niektóre pytania czy komentarze były swoistym testowaniem czy to działa. Wszystkie są ciekawym materiałem do analizy. Są więc dla mnie wartościową informacją zwrotną.
Dlaczego o połowę mniejsza aktywność niż przy chmurze słów? Może trudniej jest zadać pytanie niż zapisać kojarzące się z tematem słowo? Żeby zadać sensowne pytanie to trzeba mieć już jakąś wiedzę i umieć formułować myśli. A może po prostu słuchali wykładu i nie mieli czasu na skupienie się przy zadawaniu pytań? Niemniej liczba nadesłanych pytań jest spora. Nawet informacje, że ktoś się nudzi w danym momencie (pytanie typu "kiedy koniec"). W jakimś sensie są to informacje zwrotne, swoisty język ciała, który na dużej sali nie jest widoczny w tradycyjnych kanałach komunikacji. Alternatywą byłoby zebranie pytań i komentarzy na karteczkach. Ale to znacznie większe logistyczne zamieszanie, bo trzeba rozdać kartki a potem zebrać (wykład na inauguracji roku szkolnego a więc uczniowie nie mieli ze sobą najpewniej długopisów. Ale telefony mieli, przynajmniej w większości). Chcę przez to powiedzieć (napisać), że komunikacja i interakcje z wykorzystaniem telefonów i mobilnego internetu są przydatne i pogłębiają kontakt ze słuchaczami. Owszem, lepiej taka funkcja z pytaniami sprawdza się, gdy są na bieżąco wyświetlane na ekranie i gdy od razu na nie udziela się odpowiedzi. Na wykładzie inauguracyjnym, który powinien być krótki, nie miałem możliwości wybrania takiej opcji. Ale zebranie pytań nie zabrało czasu i jest dla mnie wartościową informacją zwrotną. Oraz umożliwia dyskusje w internecie, w tym przypadku na blogu.
Na kilka nadesłanych pytań będę chciał odpowiedzieć (a inne skomentować).
Pytanie jest bardzo trudne, jeśli je potraktować dosłownie. Ale wydaje mi się, że rozumiem o co pytającemu chodziło. W bezpośredniej rozmowie możliwa jest szybka wymiana zdań i doprecyzowanie. Dyskusja za pośrednictwem internetu jest trudniejsza. Byłoby mi bardzo trudno odpowiedzieć dlaczego pan Cejrowski tak uważa, bo wymagałoby "zajrzenia do mózgu" i prób zrozumienia źródeł takich a nie innych poglądów. Dla socjologów, kulturoznawców czy neurobiologów jest to chyba zadanie możliwe do wykonania. Łatwiej mi będzie odpowiedzieć na pytanie dlaczego Wojciech Cejrowski wygłasza takie opinie. Niby zdanie takie samo ale drobna zmiana znaczy wiele, bo powoduje, że jest łatwiejsze do falsyfikacji (weryfikacji). Cały czas, w nawiązaniu do treści wykładu, będę czynił dygresje, odnoszące się do metodologii nauki.
Moim zdaniem możliwe są trzy odpowiedzi/przyczyny (zapewne można wykreować więcej hipotez):
- Broni tezy, że globalne ocieplenie jest fałszem a płonąca puszcza kłóci się z tezą o braku globalnego ocieplenia.
- Pan Cejrowski ma błędne wyobrażenie o współczesnej puszczy amazońskiej i lasach w Ameryce Południowej.
- Pan Cejrowski jest showmanem a nie ekspertem. Wygłasza zdania kontrowersyjne bo ważne jest to dla efektu scenicznego i przyciągnięcia uwagi, ważne to jest dla jego sposobu zarabiania na życie.
1. Broni tezy, że globalne ocieplenie jest fałszem a płonąca puszcza kłóci się z tezą o braku globalnego ocieplenia.
Pan Wojciech Cejrowski rzeczywiście publicznie wypowiedział się, że lasy amazońskie ze swojej natury są niepalne i nie jest możliwe, żeby same z siebie płonęły. Podkreślał, że trzeba je byłoby podpalić i to dużą ilością ropy itd. Jednym słowem jasno stwierdza, że wątpi w pożary lasów Południowej Ameryki "W sprawie pożarów w Amazonii nie wiem, co powiedzieć. Musiałbym pojechać na miejsce, zobaczyć i dopiero wtedy ocenić i uwierzyć". Ten sprzeciw wobec faktów wynikałby z obrony poglądu, że nie ma żadnego globalnego ocieplenia, że to wymysł jakiś mitycznych lewaków lub spisek ekologów i cały ten problem globalnego ocieplenia jest kłamstwem. Takich poglądów nie brakuje (tak jak i zwolenników teorii płaskiej Ziemi). W psychologii mówi się o strategii żołnierza - bronić ojczyzny (w tym przypadku poglądu, opinii itd.) do ostatniej kropli krwi i nie oglądając się na fakty przeczące tym poglądom. Niezwerbalizowany, domyślny wniosek z takiej wypowiedzi jest taki, że nie ma żadnych pożarów lasów w Amazonii, że jest to kłamstwo i jakaś manipulacja, a zdjęcia/informacje są fałszywe. Trzeba odrzucić fakty lub domniemane fakty by utrzymać spójność własnej teorii, poglądu (w tym przypadku denializmu czyli zaprzeczania antropogenicznym przyczynom globalnego ocieplenia).
Taką tezę Cejrowskiego bardzo łatwo można zweryfikować (choć wymaga to odrobiny wysiłku i poświęcenia czasu). Zdjęcia można zmanipulować (na co dzień stykamy się z różnymi fake newsami). To prawda. Ale jeśli pożary występują na taką skalę (większą niż w roku poprzednim) to muszą być ślady (trudno o zbrodnię/fałszerstwo doskonałe). Najlepiej więc poszukać informacji i zdjęć w różnych źródłach. Tak duże pożary widoczne są z samolotu i z kosmosu. Zatem poszukać dodatkowych źródeł ze zdjęciami i sprawdzić, czy lasy się rzeczywiście palą... mimo że są "niepalne". Można poszukać także opinii ekspertów, którzy wskazują między inny na to, że pożary wynikają z celowych podpaleń na wykarczowanych miejscach. Ponadto można szukać dowodów pośrednich. Jeśli w ostatnich latach zmniejsza się powierzchnia lasów w Amazonii, to musi być tego jakaś przyczyna. Gdyby się udało wykazać, że powierzchnia tych lasów się nie zmniejsza, to można byłoby wątpić także i w pożary (jako skutek wypalania i zamianę na pola uprawne).
Proste manipulacje zdjęć można samemu zauważyć. Na przykład doklejenie osoby gdzieś w plenerze. Na przykład brakuje cienia, mimo że inne przedmioty i osoby taki cień mają. Możemy się domyślać późniejszego wstawienia tej osoby. Albo można uznać, że to jest wampir a przecież wiadomo, że wampiry cienia nie rzucają. Ten żartobliwy przykład wskazuje jak czasem mnożymy byty ponad potrzebę by wyjaśnić jakieś zjawisko (obronić swoją tezę - w tym przypadku prawdziwość/autentyczność zdjęcia). Metodologia nauki już dawno, jeszcze chyba w średniowieczu albo już w renesansie, stworzyła tak zwaną brzytwę Ockhama - nie mnożyć bytów ponad potrzebę...
I jeszcze jedna anegdota a propos. Kiedyś fizycy zmierzyli powierzchnię skrzydeł trzmiela, jego wagę, wielkość itd. i wyszło im ze wzorów, że trzmiel nie może latać, bo nie uniesie się w powietrze przy takich parametrach. Trzmiele o tym nie wiedziały i fruwały w najlepsze. Co zrobili fizycy, gdy ich model-teoria sprzeczny był z faktami? Zmodyfikowali swój model, wprowadzili dodatkowe elementy. I nie chodziło o jakieś nieweryfikowalne siły mistyczne. W naukach przyrodniczych eksperyment i weryfikacja przez doświadczenie jest niezwykle ważne.
2. Pan Cejrowski ma błędne wyobrażenie o współczesnej Puszczy Amazońskiej i lasach w Ameryce Południowej. Jest showmanem a nie ekspertem od klimatu czy lasów i przyrody. Jest podróżnikiem gawędziarzem, mocno zaangażowanym w lansowanie specyficznego poglądu na świat, wielokrotnie plótł już bzdury. Ale jego publiczności to się podoba. Twierdzi, że lasy są niepalne... ale jego opinia nie jest opinią eksperta w tej dziedzinie. Ekolodzy wskazują na fakt, że współczesna Amazonia jest inna od tej z XVIII i XIX wieku, jest mocno wylesiona, poprzecinana drogami, wiele jest pól uprawnych. Rozmija się to z naszymi, książkowymi, dawnymi wyobrażeniami czy wręcz mitami. Tę hipotezę także można zweryfikować. Trzeba tylko bliżej zapoznać się z wypowiedziami pana Cejrowskiego o Amazonii (przejrzeć książki, programy, wpisy internetowe) i porównać z wiarygodnymi materiałami naukowymi współczesnych przyrodników i badaczy Amazonii. Żmudna i czasochłonna praca, ale możliwa do wykonania. Można wykazać czy są jakieś rozbieżności w opisie i modelu Amazonii i w ten sposób sfalsyfikować hipotezę.
3. Pan Cejrowski jest showmanem a nie ekspertem. Wygłasza zdania kontrowersyjne bo ważne jest to dla efektu scenicznego i przyciągnięcia uwagi, ważne to jest dla jego sposobu zarabiania na życie. Tak jak kabareciarz wygłasza różne śmieszne zdania, odgrywa scenki na estradzie by zabawić publiczność. Czy cyrkowy klaun, odgrywający głupka-nieudacznika. Nie jest takim, tylko odgrywa by rozbawić publiczność. Zatem możliwe, że pan Cejrowski wcale nie uważa, że lasy amazońskie są niepalne - mówi tak, bo takich wypowiedzi oczekuje jego publiczność. Bo z tego żyje i na głoszeniu takich poglądów zarabia na życie. Tę hipotezę trudno jest zweryfikować. Trzeba byłoby dotrzeć do jego prywatnych, pozascenicznych wypowiedzi i porównać z tymi wygłaszanymi publicznie. Zadanie dla służb specjalnych lub profesjonalnych detektywów.
Nie wiem czy udało mi się zaspokoić ciekawość ucznia/uczennicy, który zadał to pytanie. Jeśli wywiąże się dyskusja, to możliwe będzie uzupełnienie.
W kolejnej części odpowiem na pytanie:
Z całą pewnością ciekawsza jest dyskusja na żywo,w bezpośrednim spotkaniu. Niemniej jednak technologie cyfrowe i internetowe umożliwiają poszerzenie możliwości komunikacji. Warto więc z nimi się zapoznawać, eksperymentować, analizować by wypracować efektywne sposoby komunikacji we współczesnym świecie nadmiaru bodźców, nadmiaru kontaktów i przenikania sztucznej inteligencji do kultury. Ciągły proces wspólnego uczenia się w szkole i na uniwersytecie. Zapraszam do aktywnego udziału.
4.09.2019
Tajemnicza wyspa na wyschniętym jeziorze - Olsztyńskie Dni Nauki i Sztuki 2019
Na zbliżające się 17 Olsztyńskie Dni Nauki i Sztuki przygotowałem m.in. wycieczkę pt. "Tajemnicza wyspa na wyschniętym jeziorze" (Dział: Odkryj przyrodę).
Chcesz wiedzieć jak zmieniała się cywilizacja i przyroda w ostatnich tysiącleciach na przykładzie doliny rzeki Łyny oraz jaki wpływ miał i ma klimat na środowisko, przyrodę i człowieka? Zapraszam na nietypową wycieczkę z przygodami.
Wycieczka, z elementami gry terenowej i tajemniczą niespodzianką, przez wyschnięte jezioro Płociduga Duża vis-a-vis Kortowa, z opowieścią przyrodniczą, etnograficzną i historyczną, z nawiązaniem do kultury słowa, kultury pisma i współcześnie powstającej kultury bezpośredniego transferu przeżyć (komunikacja cyfrowa). Jakie rośliny, grzyby i zwierzęta można spotkać w mieście w dolinie rzeki Łyny? Co żyje w Łynie? Jakie legendy z nimi się wiążą? Na wycieczkę zabierz smartfon z dostępem do internetu. Będzie okazja zobaczyć, posmakować, posłuchać i samemu doświadczyć.
W trakcie wycieczki szukać będziemy tajemniczych znaków i ukrytych opowieści o przyrodzie Warmii i Mazur. Opowieść słowem mówionym, tekstem zapisanym i rzeczywistością wirtualną - czyli będzie to przyrodnicza podróż przez trzy różne cywilizacje i ich postrzeganie przyrody wokół człowieka. Obowiązuje strój terenowy, dostosowany do pogody. Mozliwe, że będziemy tropić po śladach gołym okiem niewidocznych.
Chodzą słuchy, że na terenie dawnego jeziora straszy duch dawnych mieszkańców z okresu brązu. Jak wygląda i czy porywa spacerowiczów tego jeszcze nie wiadomo. W każdym razie przygotuj się na niespodziankę i przygodę.
Terniny, 27 września 2019 r., w godzinach:
Po dokonaniu rezerwacji proszę o kontakt (stanislaw.czachorowski@uwm.edu.pl) w celu uzgodnienia miejsca zbiórki i kilku spraw organizacyjnych.
Chcesz wiedzieć jak zmieniała się cywilizacja i przyroda w ostatnich tysiącleciach na przykładzie doliny rzeki Łyny oraz jaki wpływ miał i ma klimat na środowisko, przyrodę i człowieka? Zapraszam na nietypową wycieczkę z przygodami.
Wycieczka, z elementami gry terenowej i tajemniczą niespodzianką, przez wyschnięte jezioro Płociduga Duża vis-a-vis Kortowa, z opowieścią przyrodniczą, etnograficzną i historyczną, z nawiązaniem do kultury słowa, kultury pisma i współcześnie powstającej kultury bezpośredniego transferu przeżyć (komunikacja cyfrowa). Jakie rośliny, grzyby i zwierzęta można spotkać w mieście w dolinie rzeki Łyny? Co żyje w Łynie? Jakie legendy z nimi się wiążą? Na wycieczkę zabierz smartfon z dostępem do internetu. Będzie okazja zobaczyć, posmakować, posłuchać i samemu doświadczyć.
W trakcie wycieczki szukać będziemy tajemniczych znaków i ukrytych opowieści o przyrodzie Warmii i Mazur. Opowieść słowem mówionym, tekstem zapisanym i rzeczywistością wirtualną - czyli będzie to przyrodnicza podróż przez trzy różne cywilizacje i ich postrzeganie przyrody wokół człowieka. Obowiązuje strój terenowy, dostosowany do pogody. Mozliwe, że będziemy tropić po śladach gołym okiem niewidocznych.
Chodzą słuchy, że na terenie dawnego jeziora straszy duch dawnych mieszkańców z okresu brązu. Jak wygląda i czy porywa spacerowiczów tego jeszcze nie wiadomo. W każdym razie przygotuj się na niespodziankę i przygodę.
Terniny, 27 września 2019 r., w godzinach:
- 09:00 - 11:00
- 12:00 - 14:00
Po dokonaniu rezerwacji proszę o kontakt (stanislaw.czachorowski@uwm.edu.pl) w celu uzgodnienia miejsca zbiórki i kilku spraw organizacyjnych.
3.09.2019
Klimatyczna chmura słów czyli w odpowiedzi uczniom ze 137 L.O. w Warszawie, cz. 1.
![]() |
| (Chmura słów - interakcja z uczniami w czasie wykładu w dniu 2 września 2019 r.) |
Język ciała w komunikacji jest najstarszym sposobem ale jeszcze w jakimś stopniu wykorzystywanym. Potem było słowo mówione i kultura oralna. Dalej ten kanał wykorzystujemy choć w mniejszym stopniu niż kiedyś. Potem pojawiło się w ludzkim społeczeństwie słowo pisane. To zaledwie kilkanaście wieków funkcjonowania w kulturze. Dzięki wynalezieniu druku oraz upowszechnieniu się umiejętności pisania i czytania, pismo (i związany z nim styl myślenia) funkcjonuje w naszej kulturze w znacznie szerszej skali (zaledwie kilka wieków). Potem było radio, telewizja, telefon. Dawne lekcje i wykłady wygłaszane ustnie, z wykorzystaniem kredy i tablicy (pismo), w ostatnich dziesięcioleciach w części zastąpione (wzbogacone) zostało prezentacjami multimedialnymi. A teraz, wraz z upowszechnieniem się mobilnego internetu, rodzi się nowa rzeczywistość postpiśmienna (polecam książkę Jacka Dukaja Po piśmie). I w tej nowej rzeczywistości kulturowej tworzą się zupełnie nowe kanały komunikacji, mocno wpływające także na nasz sposób myślenia i uczenia się. Uniwersytet to miejsce, gdzie odkrywa się nowe światy, nowe obiekty, gdzie się eksperymentuje. Uczniowie także mogą w tym uczestniczyć a nie tylko czekać na gotowe rozwiązania (więcej uniwersytetu w szkole). Uczniowie mogą czerpać nie tylko z wiedzy jako produktu (gotowego produktu) ale także z wiedzy jako procesu (a to powoduje nieco inne funkcjonowanie nauczania w szkole). Współudział w eksperymencie to uczestnictwo w tym procesie. Dodam, że zachęcam uczniów do aktywnego uczestnictwa. A teraz w miarę dokładnie relacjonuję by przybliżyć kulisy metodologii naukowej i zawiłości w interpretowaniu wyników.
Na wykład inauguracyjny przygotowałem tradycyjną już prezentację multimedialną, by za pomocą obrazów, schematów, zdań oraz krótkiego filmiku, opowiedzieć o zmianach klimatu i metodzie naukowej. Zaskoczyła mnie duża sala sportowa, na której odbyła się uroczystość inauguracji nowego roku szkolnego oraz wykład. Nowe miejsce, wcześniej mi nieznane. Szybki ogląd sytuacji i wniosek, że nie całkiem się sprawdzi moja koncepcja, bo część uczniów będzie zbyt daleko od ekranu. I być może nie będą mogli dostrzec tego, co będzie wyświetlane na ekranie (oraz nie będą mogli wykorzystać qr kod, wyświetlany na ekranie). A zatem pozostaje tylko słowo? W każdym razie pozostała konieczność szybkiej modyfikacji, wcześniej przygotowanego wykładu (w zasadzie sprawdziłaby się lepiej archaiczna kultura słowa, bez pomocy wizualnych - stare nie zawsze oznacza gorsze).
Na sali było jakieś 200-300 osób, nie tylko uczniowie pierwszych klas ale i starszych. Daleki kontakt wzrokowy. Język ciała praktycznie nie do odczytania z tej odległości. Nie da się więc wyczuć czy słuchają i jak reagują. Kompletny brak informacji zwrotnej (szybkiej). Były brawa na koniec, ale może były tylko rytualne i grzecznościowe? Czy nowe technologie mogą w takiej sytuacji coś pomóc? Zwłaszcza w kontakcie ze społeczeństwem cyfrowych tubylców.
![]() |
| (Statystyka wejść na blog w dniu wykładu) |
Na postawioną hipotezę roboczą i pytanie czy wpisy na blogu, jako uzupełnienie do wykładu, jest formą efektywną i czy da się przedłużyć lub rozpocząć dyskusję w komentarzach na blogu z uczniami, nie ma przekonującej odpowiedzi. Na razie nic na to nie wskazuje by było to skuteczne. Być może zbyt duża jest "bariera wejścia" (zbyt trudno włączyć się do dyskusji). Jedna obserwacja nie wystarczy do formułowania wniosku. Potrzeba znacznie większej liczby powtórzeń. Z uczniami był to drugi raz. Do tego kilka prób ze studentami z podobnych skutkiem (przeczytaj też: Dlaczego studenci są tak mało aktywni cyfrowo i internetowo?). Albo nie chcą, albo nie potrafią wchodzić w takie publiczne dyskusje. To oczywiście bardzo robocza hipoteza.
Kolejnym elementem eksperymentu było wykorzystanie programu Mentimeter (pozwala na interaktywność z publicznością za pomocą telefonów komórkowych a wyniki od razu pokazywane są na ekranie). Pierwszą była chmura słów i skojarzeń (ilustracja na górze). Zdając sobie sprawę, że napisy na ekranie mogą być niewidoczne dla części słuchaczy, podyktowałem adres i kod ustnie. W tej części wypowiedziało się aż 155 osób. Nie wiem czy wszyscy na sali uczniowie mieli ze sobą telefony z dostępem do internetu (według moich szacunków na sali było 200-300 uczniów). Nie wiem więc jaki procent skorzystał z tej formy (dysponujących możliwościami technicznymi i własnymi umiejętnościami cyfrowymi). Bardzo szacunkowo licząc to jakieś 50-80% obecnych na sali. To raczej dużo (biorąc pod uwagę także wcześniejsze moje analogiczne doświadczenia). Zatem można sformułować kolejny wniosek cząstkowy: program Mentimeter stwarzał możliwość szybkiej interakcji a ja mam informację zwrotną znacznie efektywniejszą niż język ciała i kontakt wzrokowy (w tych konkretnie warunkach).
Pytanie o skojarzenia pojawiło się na samym początku wykładu, zatem jest to wiedza z jaką uczniowie przyszli na wykład a nie wynikająca z wysłuchanych treści w czasie mojej prezentacji. Zatem jest to wiedza uczniów z jaką przyszli. Najczęściej pojawiającymi się słowami były: śmierć, katastrofa, topnienie lodowców. Z tym najbardziej kojarzyło się uczniom ocieplenie klimatu. Oczywiście tylko tym, którzy wzięli aktywny udział. Czy analogiczne skojarzenia mieli ci, którzy nie chcieli, nie potrafili lub nie mogli się wypowiedzieć?
Co jeszcze można wywnioskować? Czy uczniowie mieli już kontakt z takimi formami komunikacji i interakcji w szkole? Zapewne duża część miała styczność z Kahootem. Ale jest to rodzaj quizu. A tu musieli napisać coś od siebie. Nieco inny rodzaj aktywności (więc chyba dla nich sytuacja całkiem nowa). Trochę trudniej, zwłaszcza jeśli w szkole dominuje przekaz odtwórczy (z naciskiem na "jeśli" bo takiej pewności nie mam). Być może nie wszyscy, którzy mieli możliwości techniczne i nawet weszli na wskazana stronę, zdecydowali się na aktywny udział. Tego nie wiemy ale warto takie wątpliwości uwzględnić przy wyciąganiu wniosków. Niby zadanie bardzo proste, napisać trzy słowa, kojarzące się z zadanym pytaniem. Ale było to "nagłe i niespodziewane wywołanie do tablicy", praktycznie 2-3 minuty na wykonanie zadania. Żeby napisać sensowne i wiążące się z tematem słowa, trzeba mieć po pierwsze wiedzę (czyli zrozumieć pytanie i dobrze je umieścić w kontekście kulturowym), po drugie mieć umiejętności sprawnej komunikacji z wykorzystaniem smartfona (w tym konwersacji). Trudne, zwłaszcza przy pierwszym spotkaniu z taką formą interakcji. Gdyby dać uczniom więcej czasu to odpowiedzi mogłyby być inne (mniej lub bardziej). To hipoteza, którą można sprawdzić, zweryfikować, sfalsyfikować. Kolejna mała dygresja: jedno małe badanie i jak wiele różnych, wielowątkowych hipotez! Taka jest własnie nauka, zupełnie różna od szkolnego zgadywania "poprawnej odpowiedzi".
Na podstawie wypisanych skojarzeń można wnioskować, że uczniowie mają dość dobre rozeznanie w problemie globalnego ocieplenia i jego skutków dla człowieka i biosfery. Przebija także poczucie zagrożenia. Są raczej dobrze poinformowani o zagrożeniach, związanych z antropogenicznym, globalnym ociepleniem. Pozostaje pytanie, jak i gdzie zdobyli tę wiedzę? Ze szkoły, z radia, prasy, telewizji, internetu? Żeby to sprawdzić, to trzeba zaplanować kolejne badania lub sięgnąć do literatury i sprawdzić, czy już ktoś te kwestie badał, analizował itd.
W dużej grupie - co normalne - pojawiło się dużo różnych słów i pojęć, w tym pojedyncze zupełnie nie związane z tematem (nawet jedno słowo niecenzuralne - bardzo banalne "dupa"). O czym świadczą tak zwane "uczniowskie wygłupy"? Dobrze, że się odważyli zaistnieć, sprawdzić jak to działa. Co się stanie, gdy napisze np. coś głupiego? Czy to przejdzie? (zobacz reakcje uczniów z Pasłęka: W odpowiedzi na pytania uczniów z Pasłęka). Dobrze, że spróbowali, że byli odważni zaeksperymentować, zaryzykować. Lepsza taka reakcja niż żadna, niż wycofanie się i bierność. Myślę, że po oswojeniu się z formą takiej interakcji (w dużej części anonimowej), kolejne próby aktywności byłyby bardziej sensowne i związane z tematem. Po części analiza chmury słów może pokazywać jak licealiści uczestniczą w internecie w innych interakcjach, także anonimowych (więcej informacji pojawiło się w pytaniach, ale o tym w kolejnym wpisie na blogu). Biorąc pod uwagę dużą liczbę uczestników (155 uczniów) oraz możliwość wpisania trzech słów/fraz, tylko kilka słów "niepoważnych" jest na prawdę znikomym odsetkiem, poniżej 1 % (np. "lech mistrz polski", "z patrycja i wakacjami", "no i pan paweł").
Pora na kolejny wniosek z tej części eksperymentu. W ciągu 2-3 minut można szybko i łatwo zebrać opinie od dużej liczby osób. Znacznie trudniejsza jest interpretacja tych danych. Tu dygresja dotycząca metodologii nauki (i poruszonego na wykładzie problemu metody naukowej): pozyskanie danych to jedno, a ich interpretacja to drugie. W czasie analizy danych rodzą się różne hipotezy, do weryfikacji których trzeba sięgnąć po inne dane lub wykonać kolejne eksperymenty. Statystyka pomaga w uporządkowaniu danych, w dostrzeżeniu jakichś tendencji, wzorów. Pamiętać należy jedynie o tym, że korelacje statystyczne to nie to samo co zależności przyczynowo-skutkowe. Można łatwo zebrać dane... ale nie ma łatwej analizy. Trzeba wysiłku i ostrożności by nie wyciągać zbyt pochopnie nieuzasadnionych wniosków. Niemniej analizowanie i formułowanie hipotez jest przyjemne. Daje satysfakcję. Tak jak rozwiązywanie zagadek.
Jak interpretować słowa, które się pojawiły w chmurze skojarzeń? Czy napisali to, co sami czują, czy to co usłyszeli w mediach, w rozmach, a więc przedstawiają to, co w ich otoczeniu bywa artykułowane?
W dalszej części wykładu poprosiłem o zadawanie pytań (wykorzystując program Mentimeter). Na te pytanie odpowiem w kolejnych wpisach.
c.d.n.
Czytaj też: Cejrowski i pożary w Puszczy Amazońskiej czyli w odpowiedzi uczniom ze 137 L.O. w Warszawie, cz. 2.
2.09.2019
Katastrofa klimatyczna: czy wiemy co się stanie czyli po co nam wiedza ekologiczna
![]() |
| (Odnowienie melioracji na dawnym jeziorze Płuciduga Mała, zniszczenie zrenaturalizowanego w części mokradła dla wygody dewelopera - przykład) |
Czy wiemy co się stanie w czasie katastrofy klimatycznej i po co nam wiedza ekologiczna? Globalne ocieplenie klimatu jest już dobrze udokumentowanym faktem. Proces trwa, znamy jego przyczyny i prognozujemy skutki. Znamy także sposoby przeciwdziałania. Skąd to wiemy? Z teorii i obserwacji. Teoria jest modelem, opisem systemu z rozpoznanymi prawami. Łatwo z nich wyprowadzać "wzory szczegółowe". Ale nie wiemy wszystkiego. Dlatego nawet globalne zmiany klimatu są okazją do obserwacji, falsyfikacji hipotez i prób formułowania bardziej precyzyjnych i lepszych modeli-teorii. To wszystko na gruncie szeroko rozumianej nauki - ekologii.
Jak będzie wyglądał świat po katastrofie klimatycznej? Dla cywilizacji ludzkiej oznaczać będzie to ogromną zmianę, wręcz katastrofę. Dla myślącego "na chłodno" naukowca stanowić będzie okazję do lepszego poznania zjawisk, takich jak sukcesja ekologiczna i ewolucja. A także dodatkowego, pełniejszego sfalsyfikowania takich modeli teoretycznych jak ekosystem oraz biosfera. A dla człowieka? To ogromne emocje, problemy i możliwości wykorzystania nauk stosowanych do radzenia sobie w bardzo kłopotliwych i kryzysowych sytuacjach.
Co i jak będzie się zmieniało w biosferze, w ekosystemach? Już teraz skutki możemy obserwować na przykład w miastach, w urbicenozach. Nowy ekosystem na Ziemi, nowe warunki i wyraźne procesy przystosowywania się gatunków do nowych warunków jak również koewolucji nowo spotykających się gatunków. Potrzeba wielu obserwatorów, gromadzenia różnych danych i późniejszych analiz. A do analiz potrzebne są nie tylko dane lecz i modele teoretyczne. Na naszych oczach dzieją się niesamowite procesy, zarówno dotyczące sukcesji jak i ewolucji poszczególnych gatunków jak i całych biocenoz. A w tym wszystkim jest człowiek i środowisko, które tworzy. Ewolucja biologiczna przenika się z ewolucją kulturową. I rodzą się niezwykłe fundamentalne pytania.
Naukowcem może być każdy, od zaraz. Wiąże się tylko z określoną metodologią poznawania świata, starannym i kontrolowanym zbieraniem obserwacji, stawianiem hipotez, dobieraniem materiału i metod falsyfikacji (sprawdzania) tych hipotez, obiektywnym opisywaniem wyników i dyskutowaniem z wynikami innych obserwatorów, porównywaniem do istniejących teorii i obserwacji. A na koniec wyciągamy wnioski. Tego można nauczyć się w szkole i uczestniczyć w procesie badawczym a nie tylko zapoznawać się z produktem tego procesu - wiedzą w podręcznikach. Nauka to proces powstawania wiedzy i produkt (wiedza gotowa w podręcznikach).
![]() |
| (Rok 2018, lato, dno jeziora w środkowej Polsce) |
Wymieranie gatunków jest procesem naturalnym. Ale w ostatnich wiekach przybrało ono niezwykle ogromnej skali. Przyczyną jest oczywiście człowiek i antropogeniczne zmiany w środowisku. Które gatunki i dlaczego wymrą? Na to pytanie ekologia z grubsza potrafi odpowiedzieć, wskazując ekologiczne grupy gatunków. Na przykład najbardziej zagrożone są gatunki wyspecjalizowane, natomiast gatunki oportunistyczne lepiej sobie radzą i są w ekspansji. To materiał dla przyszłej ewolucji. Oraz obecnej, na przykład w miastach.
Jak przebiegają procesy sukcesji ekologicznej i ewolucji? To można obserwować tu i teraz, mimo że są to procesy powolne i wielkoskalowe. Po co nam wiedza o ekosystemach? By lepiej i dokładniej rozumieć jak i jakie procesy przebiegają w układach wieloelementowych z wielką liczbą relacji. Te wszystkie obserwacje i modele niezbędne są by zarządzać ekosystemami w skali lokalnej i globalnej. Ekologia z całą pewnością należy do dyscyplin naukowych, które są obecnie bardzo ważne także dla funkcjonowania społeczeństw. Czy można badać przyrodę w mieście? Z pewnością można. I można to robić w czasie roku szkolnego, jako istotny element kształcenia licealnego. Ważna jest nie tylko uzyskana wiedza ale znacznie ważniejsze są umiejętności i kompetencje miękkie, typowe dla procesu badawczego: praca w zespole, rozwiązywanie problemów metodą naukową, analiza danych, komunikacja międzyludzka.
Cywilizacja stworzyła epidemie. Większe zagęszczenie ludzi żyjących w osadach i miastach oraz częstsze i dalekie kontakty wzdłuż szlaków handlowych znacząco ułatwiają roznoszenie się chorobotwórczych patogenów: wirusów, bakterii, pierwotniaków, wielokomórkowych pasożytów. Ułatwiają dyspersję i dotarcie do żywicieli-zasobów. Tak jak uran, który osiągnąwszy masę krytyczną zbyt blisko znajdujących się atomów, gwałtownie wybucha. Choroby były od zarania ale to cywilizacja przyniosła nam epidemie.
Rolnictwo dało nam obfitość pokarmu i życie osiadłe. Ale dało nam także także systematycznie docierające do nas choroby odzwierzęce. W różnych miejscach i w różnym czasie ludzie udomawiali kolejne gatunki zwierząt. Bliski kontakt ułatwił transfer patogenów ze zwierzęcia na człowieka. Najbardziej zjadliwe są nowe patogeny. Najpierw była choroba w społeczności lokalnej ale dzięki dużemu zagęszczeniu i migracjom ludzi wzdłuż szklaków handlowych lub w trakcie wojen, następowało szybkie rozprzestrzenianie się patogenów wśród ludzi z różnych miejsc. Do Europy epidemie docierały przez stulecia, czasem dziesiątkując wsie i miasta. Ale w końcu się przystosowaliśmy. Niektóre choroby genetyczne są tego przykładem, np. anemia sierpowata, mukowiscydoza. Wydawałoby się że dobór naturalny powinien wyeliminować je z populacji, bo ewidentnie pogarszają jakość i długość życia. Ale w obecności z patogenami dawały większe szanse na przeżycie epidemii.
Kiedy Europejczycy zawitali w Ameryce, to przywieźli tubylcom cały zestaw przez wieki gromadzonych chorób. W drugą stronę także popłynęły patogeny ale w znacznie mniejszej liczbie. Wyginęło prawdopodobnie 90% populacji rdzennych mieszkańców obu Ameryk. Opuszczone pola porósł las. Nastąpiła duża akumulacja węgla w drewnie, co najprawdopodobniej znacząco przyczyniło się do ochłodzenia klimatu i małej epoki lodowej, znanej z historii nowożytnej. Teraz obserwujemy coś przeciwnego, wielkie wylesienia także i w Amazonii. Można się więc spodziewać przyspieszenia i pogłębienia globalnego ocieplenia.
Za sprawą rolnictwa ludzkość przyczynia się do wylesiania od co najmniej 8 tys. lat, co jak niektórzy autorzy podkreślają, powodowało ocieplanie klimatu, na przekór cyklowi zlodowacenia, który miał nastąpić (jeszcze w niektórych dyskusjach odnaleźć można głosy przekonujące, że następuje ochłodzenie, bo znajdujemy się własnie w takim cyklu zlodowaceń). Tak więc dotychczasowe zmiany, wywoływane przez ludzkość, działały korzystnie i ratowały biosferę przed katastrofą (polecam książkę Petera Warta „Hipoteza Medei. Czy życie na Ziemi zmierza do samounicestwienia?”). Ale w ostatnim stuleciu proces ocieplania zmienia się w przegrzanie z bardzo negatywnymi skutkami dla cywilizacji i ludzkości.
Drapieżcy i pasożyty (w tym choroby i epidemie) działają regulująco na populacje roślin, grzybów i zwierząt. Dobrym przykładem jest wzrastająca liczebność lisów w Polsce. Z uwagi na zagrożenie wścieklizną zaczęliśmy rozrzucać szczepionkę w lasach. Lisy przestały chorować i ich liczebność znacząco wzrosła (ich populacja utrzymywana była przez wściekliznę na niższym poziomie liczebności). Większa liczebność to większa presja drapieżnicza na inne gatunki. A przy większym zagęszczeniu ujawniają się inne choroby, które łatwiej się rozprzestrzeniają.
Pasożyty i epidemie to ostatni zawór bezpieczeństwa planety by jakiś gatunek nie rozplenił się za bardzo. Jeśli zabraknie drapieżników i chorób, dochodzi do przegęszczenia i wymierania z głodu i wyczerpania zasobów. Ludzie już dawno wyrwali się spod presji drapieżników. Zostały tylko choroby i epidemie.
Pasożyty nie tylko eksploatują swojego żywiciela ale mogą zmieniać jego behawior. Zarażone nitnikowcem owady lądowe w nienaturalny sposób wędrują do zbiorników wodnych, by tam pasożyt mógł dokończyć swój cykl życiowy. Entomofagiczne grzyby „każą” mrówce tuż przed śmiercią wspinać się wysoko na źdźbło trawy. By łatwiej grzybowi było rozsiewać zarodniki. Inny przykład do ślimak bursztynka i pasożytujące na nim przywry Leucochloridium macrostomum , które wędrując do czułków ślimaka i tam wykonują pulsacyjne ruchy (zobacz film ). Jednocześnie zmieniają zachowanie tego ślimaka - wypełza wysoko na gałęzie i źdźbła bylin. Staje się bardzo widoczny i narażony na ataki ptaków. Dodatkowo pulsujące czułki wyglądają jak gąsienice owadów. Ptaki atakują bursztynki, zjadają czułki lub całego ślimaka i... pasożyt dostaje się do żywiciela ostatecznego, kończy rozwój i produkuje ogromną liczbę larw, dostających się do środowiska. Wiele przykładów tego, jak pasożyty przejmują władzę nad swoją ofiarą, stało się kanwą dla teorii egoistycznego genu Dawkinsa. Może mamy w swoim DNA jakieś pasożyty, egoistyczne geny, które każą nam podejmować szkodliwe lub wręcz zabójcze działania by realizować cele i sukces pasożyta (egoistycznych genów)? Przyglądając się nierozsądnym i szkodliwym działaniom ludzi, powodujących globalne ocieplenie Ziemi, i związaną z tym katastrofę ludzkości, można się zastanawiać czy ta swoista epidemia nie jest regulacyjnym działaniem Gai (globalnego superorganizmu Ziemi)? Czy mózgi wielu osób zostały skażone głupotą (zmieniony behawior), przyspieszającą globalną katastrofę klimatyczną?
Logicznie rzecz ujmując mamy wiedzę i narzędzia by zapobiec katastrofie. Dlaczego tego nie czynimy? Dlaczego obserwujemy sprzeczne z naszym cywilizacyjnym interesem szaleńcze i samobójcze działania? Jakby w naszej cywilizacji siedział pasożyt, zmieniający nasze zachowanie, rozsiewał populizm i klimatyczny denializm? Na naszą zgubę a w interesie tego niezidentyfikowanego, hipotetycznego pasożyta czy superorganizmu? Niektórzy ekozofowie* piszą, że człowiek jest chorobotwórczym „wirusem” planety… i być może właśnie włączyły się mechanizmy obronne. Denializm możemy traktować jako autoimmunoagresję, samozniszczenie.
W biologii znane jest zjawisko apoptozy – zaprogramowanej śmieci komórek. Umożliwia to rozwój organizmu i wykształcanie się narządów (znikają niepotrzebne komórki). Gdyby więc spojrzeć szerzej i bardziej filozoficznie, to może ludzkość jest jedynie etapem w rozwoju kosmicznej świadomości i superorganizmu, umownie nazywanego Gają? Jesteśmy etapem koniecznym, ale… mijającym.
W historii upadło już wiele cywilizacji, na gruzach których wyrosły kolejne. W biosferze także było wiele katastrof, po których rozkwitały kolejne grupy coraz doskonalszych organizmów. Na przykład gdy powstały pierwsze organizmy zdolne do fotosyntezy, to w ciągu tysięcy a może i milionów lat, uwalniając tlen do atmosfery gruntownie przeobraziły nie tylko atmosferę ale i skały ziemi. Przy okazji wymarło wiele beztlenowych organizmów. Reaktywny chemicznie tlen był katastrofą... ale jednocześnie umożliwił wytworzenie nowego procesu metabolicznego i powstanie dużych, wielokomórkowych organizmów. Warstwa ozonowa działa jak osłona przed szkodliwym dla życia promieniowaniem UV. Umożliwiło to wyjście gatunków na ląd i ewolucję ssaków i Homo sapiens.
Do tej pory uważaliśmy Homo sapiens za szczyt ewolucji lub koronę Stworzenia. Ale to być może mija… za sprawą rozwijającej się sztucznej inteligencji. Jak przekonuje Max Tegmark w książce pt. „Życie 3.0 człowiek w erze sztucznej inteligencji” świadomość i kultura mogą rozwijać się niezależnie od nośnika, np. w cyfrowych obwodach sztucznej inteligencji. Być może żyjemy w przełomowych czasach i jesteśmy ogniwem przejściowym… A wywoływana przez ludzkość katastrofa, swoista superepidemia, jest metamorfozą Gai (niczym przeobrażająca się poczwarka owadów). Jeśli się nie opamiętamy, to nasza cywilizacja zginie. Zostanie ileś tam milinów ludzi, ale jako cywilizacja zginiemy. Pozostanie sztuczna inteligencja i nowa forma świadomości, kultury. Już bez człowieka w roli głównej.
Ewolucja wszechświata, organizacji i świadomości… Ekologia to nauka o rozmieszczeniu gatunków na Ziemi, o relacjach między gatunkami i funkcjonowaniu ekosystemów. Ale to także dobra podstawa do rozważań na gruncie filozofii przyrody. Wraz z ewolucjonizmem pomaga zrozumieć świat współczesny i jego niezwykłe przemiany w skali mikro i makro.
* Ekozofia to nurt w filozofii, postawa społeczna, nie należy mylić z ekologią - nauką przyrodniczą.
Czytaj także:
- Katastrofa klimatyczna: czy wiemy co się stanie czyli po co nam wiedza ekologiczna
- Klimatyczna chmura słów czyli w odpowiedzi uczniom ze 137 L.O. w Warszawie, cz. 1.
- Cejrowski i pożary w Puszczy Amazońskiej czyli w odpowiedzi uczniom ze 137 L.O. w Warszawie, cz. 2.
- Co my możemy zrobić aby zapobiec katastrofie czyli odpowiedzi na pytania uczniów 137 L.O. w Warszawie, cz. 3.
- Szukanie wspólnego języka czyli odpowiedzi na pytania uczniów 137 L.O. w Warszawie, cz. 4.
- Dlaczego pasożyty istnieją czyli odpowiedzi na pytania uczniów 137 L.O. w Warszawie, cz. 5.
- Czy istnieje prawdziwa sztuczna inteligencja?
- Dlaczego ludzie są głupi i czy wyginiemy?
- Adam Małysz i Lwów zawsze Polski czyli pytania o ocieplenie klimatu
Subskrybuj:
Posty (Atom)





























