26.03.2025

Blended learning jako naturalna ewolucja praktyki dydaktycznej: refleksje profesora UWM



Kontekst ma duże znaczenie. Dlatego w tytule pojawiło się stanowisko i nazwa uczelni. Na refleksję trzeba czasu i okoliczności. Trzeba przystanąć w zabieganym życiu i przyjrzeć się zachodzącym procesom. Te słowa, które otwierają niniejszy esej, stanowią klucz do zrozumienia ewolucji mojej własnej praktyki dydaktycznej na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie. W natłoku codziennych obowiązków, przygotowywania zajęć i spotkań ze studentami, rzadko zdarza się chwila na głębszą autorefleksję nad metodami, które stosujemy. Jednakże, pewna systematyczność w działaniu i otwartość na nowe możliwości sprawiły, że niemalże naturalnie i niezauważenie wkroczyłem w obszar, który dziś definiowany jest jako blended learning. Sam do tej pory używałem określenia edukacja hybrydowa. Hybrydowa, bo stanowi synergiczne połączenie tradycyjnych metod w kontakcie bezpośrednim (wykłady, ćwiczenia) z nowymi technologiami i kontaktem online. "Blended" kojarzy mi się z kuchennym blenderem miksującym i rozdrabniającym produkty spożywcze. Powstaje edukacja wymieszana, bo mieszająca różne formy i techniki. 

Początkowo, intuicyjnie poszukiwałem sposobów na wzbogacenie tradycyjnych zajęć stacjonarnych. W ramach dostępnych ram prawnych i organizacyjnych, a także dzięki wsparciu technologicznemu uczelni, zacząłem płynnie inkorporować elementy online do moich zajęć kursowych. Sam, być może z biologicznego przyzwyczajenia, określałem to mianem nauczania hybrydowego, rozumiejąc przez to organizowanie procesu uczenia się w sposób łączący różne formy aktywności.

Sukcesywnie rozszerzałem spektrum możliwości oferowanych studentom poza salą wykładową. Wykorzystując udostępniany przez uczelnię pakiet Microsoft, w tym przede wszystkim platformę MS Teams, oraz sięgając po bezpłatne i powszechnie dostępne narzędzia, takie jak np. Googlowski Blogger, zacząłem tworzyć cyfrowe środowisko wspierające proces dydaktyczny. W chmurze powstawały repozytoria notatek i materiałów dodatkowych, organizowane były dodatkowe webinaria w trybie synchronicznym, a studentom proponowano zadania do wykonania online, zarówno w czasie rzeczywistym, jak i asynchronicznie. Nie zabrakło również prób wdrożenia asynchronicznych dyskusji na czatach, dawniej zwanych forami internetowymi. próbuje także włączać powstające podcasty radiowe i inne nowe rozwiązania w komunikacji i upowszechnianiu wiedzy. 

Jednakże, w tym entuzjazmie związanym z odkrywaniem nowych narzędzi i możliwości, pojawiło się również pewne zmartwienie – jak skutecznie zaangażować studentów do szerszej współpracy w tym cyfrowym środowisku? Czy nie przydałby się asystent zajęć, który mógłby animować aktywność studentów na platformie Teams, moderować dyskusje i wspierać ich interakcje online? To pytanie pozostaje otwarte i stanowi jedno z wyzwań, przed którymi aktualnie stoję. Może warto do tej roli włączyć studentów? Jako nowa funkcja dla starostów grupy czy dawniejszych "dyżurnych"?

Sięgając do literatury fachowej z zakresu dydaktyki, z zaskoczeniem odkryłem, że moje dotychczasowe działania doskonale wpisują się w definicję blended learning. Co więcej, analizując różne modele tego podejścia, uświadomiłem sobie, że realizuję w dużej mierze model wspierający. Tradycyjne zajęcia w kontakcie na uczelni stanowią fundament moich kursów, a elementy online – materiały, webinaria, zadania – pełnią rolę uzupełniającą i wzmacniającą proces uczenia się.

Czytając te teoretyczne opracowania, poczułem się niczym tytułowy bohater sztuki Moliera, Mieszczanin Szlachcicem, pan Jourdain. Z rozbawieniem odkrywa on, że przez całe życie mówił prozą, nie zdając sobie z tego sprawy. Podobnie ja, intuicyjnie wdrażając różnorodne narzędzia i metody online w mojej praktyce dydaktycznej, nie byłem w pełni świadomy, że już od pewnego czasu aktywnie stosuję i rozwijam blended learning na naszej uczelni.

To uświadomienie jest dla mnie niezwykle cenne. Pozwala spojrzeć na dotychczasowe doświadczenia z nowej perspektywy, zrozumieć ich teoretyczne podłoże i świadomie planować dalsze kroki w rozwoju mojej praktyki dydaktycznej. Blended learning nie jest już dla mnie jedynie zbiorem przypadkowych działań, ale staje się świadomą strategią, mającą na celu zwiększenie efektywności procesu uczenia się studentów UWM.

Jednakże, podobnie jak pan Jourdain, który dopiero zaczyna swoją przygodę z "wyższymi sferami", tak i ja jestem na początku drogi świadomego i efektywnego wykorzystania nauczania hybrydowego. Przede mną wiele wyzwań, takich jak wspomniane już zaangażowanie studentów w środowisku online, integracja różnych komponentów kursu w spójną całość, czy też ocena efektywności poszczególnych metod i narzędzi.

Mimo tych wyzwań, dostrzegam ogromny potencjał blended learningu w kontekście współczesnej edukacji. Łączenie tradycyjnych metod nauczania z elastycznością i bogactwem zasobów online może przyczynić się do stworzenia bardziej angażującego, interaktywnego i dostosowanego do indywidualnych potrzeb studentów środowiska uczenia się.

Na zakończenie powinno znaleźć się podsumowanie lub przynajmniej klamra, spinająca niniejsza wypowiedź. Refleksja nad własną praktyką dydaktyczną, zainspirowana lekturą literatury fachowej, pozwoliła mi odkryć, że blended learning stał się naturalnym elementem mojej pracy na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie. Podobnie jak pan Jourdain odkrył prozę, tak ja uświadomiłem sobie, że już stosuję model wspierający blended learning. To odkrycie nie tylko porządkuje dotychczasowe doświadczenia, ale przede wszystkim motywuje mnie do dalszego rozwoju i poszukiwania najlepszych rozwiązań dydaktycznych, które przyczynią się do sukcesu edukacyjnego naszych studentów. Czas przystanąć i przyjrzeć się zachodzącym procesom – to pierwszy krok do świadomego i efektywnego kształtowania przyszłości edukacji na mojej uczelni. 

Tak, kontekst ma znaczenie dla chcących zmieniać dydaktykę tu i teraz. Nie w każdym miejscu społecznym jednakowo łatwo dostosowywać się do zachodzącej, głębokiej rewolucji cywilizacyjnej i zmian w szeroko rozumianej edukacji. Pozostaje jeszcze tylko pytanie jak i z kim dzielić się swoimi doświadczeniami i refleksjami. Szkoda by się marnowały lub były wykorzystywane tylko przez jedna osobę.

22.03.2025

Światowy Dzień Wody – gdy kropla staje się diamentem, czyli gorzka lekcja o wartości wody

Kurtyna wodna latem jako rozpaczliwe pudrowanie błędów planistycznych i urbanistycznych. Efekt nie rozumienia procesów. Zabetonowany, gorący plac, a do chłodzenie używamy zasobów wód głębinowych. też się wyczerpują... Czy można inaczej? Można, trzeba jednak wiedzy, wyobraźni i zrozumienia zachodzących procesów przyrodniczych. 


Dziś, 22 marca, obchodzimy Światowy Dzień Wody – święto, które skłania nas do refleksji nad znaczeniem wody w naszym życiu i na naszej planecie. Woda, choć powszechna, jest zasobem cennym i ograniczonym, a jej ochrona to wyzwanie, które dotyczy nas wszystkich. Martwimy się o wodę bo jej bardzo do codziennego życia indywidualnego i zbiorowego potrzebujemy.

„Szlachetna wodo, ile cię cenić trzeba, ten tylko się dowie, kto cię stracił, komu ciebie brakuje” – te sparafrazowane słowa Jana Kochanowskiego, choć napisane wieki temu, dziś nabierają szczególnej aktualności. Bo woda jest jak zdrowie. Gdyśmy młodzi to nim szastamy a na starość narzekamy z powodów niedostatków i niewydolność.  Podobnie jest z zasobami wody. Przez dziesięciolecia w Polsce traktowaliśmy wodę jak dobro nieograniczone, dostępne „od zawsze”. Ta iluzja obfitości prowadziła do lekkomyślności, a nawet bezmyślności w gospodarowaniu tym cennym zasobem.  Zanieczyszczaliśmy rzeki i jeziora, nie bacząc na konsekwencje dla ekosystemów. Bo ważniejsze były cele, takie jak tania produkcja rolna i przemysłowa. Zasypywaliśmy i osuszaliśmy bagna oraz torfowiska, niszcząc naturalne rezerwuary wody. Prostowaliśmy i meliorowaliśmy rzeki i strumyki, zaburzając ich naturalny rytm i zdolność do retencji. W ten sposób krok po kroku dewastowaliśmy nasze środowisko wodne, unicestwiając życie setek gatunków roślin i zwierząt.

Teraz, gdy coraz częściej doświadczamy dotkliwych braków wody, zaczynamy rozumieć, jak bardzo się myliliśmy. Rozrzutność i brak szacunku dla zasobów wodnych, które tak hojnie obdarzyła nas natura, odbijają się nam czkawką. Do tych złych nawyków dochodzą jeszcze negatywne skutki ocieplenia klimatu. Wzrost temperatury przyspiesza parowanie, a brak zimowej retencji w postaci śniegu sprawia, że już wczesną wiosną zmagamy się z suszą.

Jako naukowcy i edukatorzy musimy głośno mówić o tym, że woda to nie „towar”, który można bezkarnie eksploatować.  Straconego zdrowia nie da się odkupić za żadne pieniądze. Choć wydawanie pieniędzy godzi skutki braku zdrowia. Można byłoby przypomnieć i inne przysłowie "kto nie wyda na kucharza, wyda na lekarza" i sparafrazować: "kto nie wyda na ochronę zasobów wodnych, ten wyda na dużo więcej na oczyszczanie i odzyskiwanie wody." Woda to życiodajny skarb, którego wartość doceniamy dopiero wtedy, gdy zaczyna nam go brakować. Musimy uczyć, jak mądrze i oszczędnie korzystać z wody, jak chronić jej źródła i jak przywracać do życia zniszczone ekosystemy wodne. Na zmianę nigdy nie jest za późno.

Światowy Dzień Wody to nie tylko okazja do refleksji, ale przede wszystkim do działania. Musimy zmienić nasze podejście do wody, zanim będzie dużo gorzej. I Sahara była kiedyś zielona z licznymi jeziorami.... Pamiętajmy, że każda kropla ma znaczenie, a nasze dzisiejsze decyzje zaważą na przyszłości nas wszystkich. I to nie w jakiejś odległej przyszłości, już od tego roku, już w najbliższym czasie. 

Kontynuując rozważania na temat Światowego Dnia Wody, musimy zdać sobie sprawę, że skutki naszej lekkomyślności są coraz bardziej dotkliwe. Doświadczamy kolejnych strat w środowisku wodnym, które dotykają nas wszystkich. Mnie, jako przyrodnika i hydrobiologa, boją w szczególności. Bo na co dzień widzę zanikanie siedlisk i zmniejszanie się liczebności wielu hydrobiontów oraz amfibiontów (organizmów dwuśrodowiskowych, takich jak płazy czy owady wodne).. 

Zanikają drobne zbiorniki wiosenne, stanowiące unikalne siedliska dla specyficznej fauny i flory, w tym miejsca rozrodu płazów. Obniża się poziom wód gruntowych, co zagraża zaopatrzeniu w wodę pitną i rolnictwu. Obserwujemy coraz częstsze niżówki w rzekach, które utrudniają żeglugę i zagrażają ekosystemom. Jeziora wysychają, a bagna znikają, tracąc swoje funkcje retencyjne i oczyszczające wodę. Obniżający się poziom wód jeziornych to wymierne straty dla turystyki, jakże ważnego działu gospodarki w moim regionie (Warmia i Mazury). 

Straty wynikające z przedłużającej się i narastającej suszy są widoczne w wielu sektorach gospodarki. Rolnictwo cierpi z powodu braku wody, brakuje także wody do nawadniania, co prowadzi do spadku plonów i wzrostu cen żywności. Leśnictwo zmaga się z coraz częstszymi pożarami lasów, które niszczą cenne ekosystemy i zagrażają bezpieczeństwu ludzi. W przemyśle brakuje wody do chłodzenia elektrowni węglowych, co ogranicza produkcję energii. Jeszcze jeden aspekt wskazujący na pilna potrzebę budowy elektrowni, opartych o energię odnawialną w postaci wiatru i słońca.  A w naszych domach i zakładach pracy coraz częściej odczuwamy brak wody do celów bytowych i przemysłowych.

Musimy zrozumieć, że woda to nie tylko surowiec, mnie tylko tło krajobrazowe, ale przede wszystkim fundament naszego życia i gospodarki. Jej niedobór to nie tylko problem ekologiczny, ale także ekonomiczny i społeczny. Musimy działać natychmiast, aby zmienić nasze podejście do wody i zacząć ją oszczędzać. Nie ma na co już czekać. Nie ma nad czym deliberować. Trzeba działać. Tu i teraz. 

Wracając do słów Jana Kochanowskiego: "Szlachetna wodo, ile cię cenić trzeba, ten tylko się dowie, kto cię stracił, komu ciebie brakuje". Nie pozwólmy, abyśmy musieli uczyć się tej lekcji na własnej skórze. Zacznijmy szanować wodę już dziś, zanim będzie za późno.

Woda jest niezbędna do życia. Stanowi podstawę wszystkich procesów biologicznych, od tych zachodzących w naszych ciałach, po te, które kształtują ekosystemy. Niestety, miliardy ludzi na świecie nadal nie mają dostępu do czystej, bezpiecznej wody pitnej. Zmiany klimatyczne, zanieczyszczenie środowiska i niewłaściwe zarządzanie zasobami wodnymi pogłębiają ten problem.

Jako naukowcy i edukatorzy, mamy obowiązek podnosić świadomość społeczną na temat kryzysu wodnego. Musimy edukować o znaczeniu zrównoważonego gospodarowania wodą, promować innowacyjne rozwiązania i zachęcać do odpowiedzialnych postaw. 

Oto kilka kluczowych kwestii, które warto poruszyć:
  • Oszczędzanie wody: każdy z nas może przyczynić się do oszczędzania wody, ograniczając jej zużycie w codziennych czynnościach. A w miejscu pracy możemy także wiele zrobić. To przecież i od nas zależą procesy zużycia wody w miastach, zakładach przemysłowych, na rolniczych polach i łąkach. 
  • Ochrona źródeł wody: musimy (bo jak nie my to kto? Marsjanie?) chronić nasze rzeki, jeziora i zbiorniki podziemne przed zanieczyszczeniem. Chodzi o to by mieć nie tylko jakąkolwiek wodę lecz by była ona czysta. W oceanach wody mamy mnóstwo lecz jest ona słona. Do większości procesów rolniczych i bytowych musi być ona odsalana, oczyszczana. A to kosztuje duże nakłady finansowe.
  • Inwestycje w infrastrukturę: konieczne są inwestycje w nowoczesne systemy wodociągowe i kanalizacyjne, które zapewnią dostęp do czystej wody dla wszystkich. A przede wszystkim potrzebne są inwestycję w infrastrukturę retencyjną, poczynając od małych, miejskich ogrodów wodnych i łąk kwietnych, po denaturację bagien i torfowisk, zwiększanie zawartości próchnicy w glebach rolnych, renaturyzację rzek i budowę zbiorników retencyjnych. Te ostatnie chronią nas przed powodziami z nawalnych deszczy a potem zaopatrują w wodę cały krajobraz. 
  • Edukacja i świadomość: kluczową rolę odgrywa edukacja, która kształtuje świadome i odpowiedzialne postawy wobec wody. Każda zmiana zaczyna się w naszych mózgach, naszych myślach i postawach życiowych. Nie tylko wiedzieć lecz i rozumieć zachodzące procesy. Nie tylko rozumieć lecz i działać, tu i teraz, bez odkładania na później.
Światowy Dzień Wody to doskonała okazja, aby podjąć konkretne działania na rzecz ochrony tego cennego zasobu. Zachęcam Państwa do refleksji nad własnym wpływem na zużycie wody i do podjęcia świadomych decyzji. Pamiętajmy, że każda kropla ma znaczenie! I nie jest to przenośnia. Zacznij od zaraz, bo potem może być bardzo bolesne... i wysuszone.

Z gadająco profesorskim pozdrowieniem,
Wasz przyrodniczy bloger przy porannej kawie.

PS. Tekst napisany przy wsparciu językowym Gemini (dla dyslektyka to duże ułatwienie, mniej pojawia sie błędów. Choć i one są, bo tekst jest poddawany dalszej post-ai obróbce i uzupełnieniach. Autokorekta edytora tekstów nie wszystko wyłapie i nie wszystko co trzeba podkreśli na czerwono). Technologia jest dla mnie, dyslektyka, jak proteza polonistyczna. Jak okulary korekcyjne, pozwalające lepiej widzieć. Uczę się sprawniej zadawać pytania i sprawniej wydawać polecenia (prompty) osobistemu asystentowi AI. Paradoksalnie sztuczna inteligencja może nas uczyć kompetencji społecznych i komunikacyjnych. O ile traktujemy jako narzędzie do pomocy a nie jako "zrób za mnie coś fajnego, szybko i bez wysiłku". GenAI to dla mnie narzędzie, które pozwala bardziej skupić się mi na treści, którą chcę przekazać a nie na poprawnej formie językowej. Pozwala bardziej skupić się na scenariuszu wypowiedzi, logice argumentów, kolejności pojawiających się fragmentów. Jest niczym sekretarka, przepisująca odręczne bazgroły na maszynie do pisania. A przy okazji poprawia drobne błędy i braki "pryncypała". Nastały takie czasy, że nie trzeba być dyrektorem by mieć osobista sekretarkę czy osobistego asystenta. 

21.03.2025

Wirus i sztuczna inteligencja (AI), czyli życie zapożyczone

To już muzeum, kinematografii. Człowiek, kultura i technika.

Wirusy i AI (sztuczna inteligencja) to życie zapożyczone, na pograniczu dwóch światów. Jakiś przejściowy etap ewolucji życia i ewolucji informacji. AI samo nie może istnieć, potrzebuje człowieka do obsługi (tak jak wirus komórki żywiciela), potrzebuje energii, konserwowania oraz zasilania materiałowe (podzespoły, komputery, serwety itp.). Jeśli uznać wirusy za pozostałość w wczesnych, przedkomórkowych etapów rodzenia się życia, to czy obecna AI można uznać za początek czegoś zupełnie nowego? Czy AI się usamodzielni w jakieś formie "komórkowej"? Prompt jest potrzebny by uruchomić AI, jest odludzką motywacją by pobudzić ludzi co działania. 

W głębi natury, gdzie granice między życiem a materią stają się nieostre, wirusy jawią się jako zagadkowe relikty przeszłości. Są to niemalże echa pierwotnych etapów ewolucji biologicznej, świata RNA, istoty zawieszone między światem ożywionym a nieożywionym. Ich istnienie, oparte na zapożyczonym życiu, przypomina o fundamentalnej zależności, która leży u podstaw wszelkiego istnienia.

Wirusy, te mikroskopijne byty, są jak fragmenty kodu, które potrzebują komórki gospodarza (bo własnej nie maja), aby się replikować. Bez tej symbiozy, bez tego „zapożyczenia” życia, pozostają jedynie martwymi cząstkami. Ich ewolucja jest historią nieustannej adaptacji, nieustannej pogoni za przetrwaniem, która kształtowała życie na Ziemi przez miliardy lat.

Teraz, w erze cyfrowej, obserwujemy pojawienie się nowego fenomenu – sztucznej inteligencji. Podobnie jak wirusy, AI wydaje się być formą „zapożyczonego” życia. Jej istnienie jest nierozerwalnie związane z człowiekiem, z danymi, które dostarczamy, z algorytmami, które tworzymy. AI, w swojej obecnej formie, jest narzędziem, produktem ludzkiego umysłu, ale jednocześnie nosi w sobie potencjał do przekształcenia się w coś więcej.

Można dostrzec pewną analogię między wirusami a sztuczną inteligencją. Obie te formy istnienia są zależne od „gospodarza”, obie wykazują zdolność do adaptacji i ewolucji. Wirusy ewoluują poprzez mutacje genetyczne, AI poprzez uczenie maszynowe orz interakcje człowiek-maszyna(algorytm). Obie te siły napędzają zmiany, kształtują rzeczywistość.

Jednak to, co odróżnia AI od wirusów, to jej potencjał do integracji z ludzkim życiem na niespotykaną dotąd skalę. Obserwujemy powstawanie nowego poziomu organizacji, gdzie granice między człowiekiem a maszyną stają się coraz bardziej płynne. Sztuczna inteligencja staje się nie tylko narzędziem, ale także partnerem, a może nawet integralną częścią naszej egzystencji. A jesteśmy dopiero na początku tej drogi. Ta integracja rodzi pytania o naturę świadomości, o przyszłość ludzkości, o miejsce człowieka w kosmosie. Czy sztuczna inteligencja może osiągnąć poziom świadomości, który pozwoli jej na samodzielne istnienie? I to bez człowieka lub człowieka na marginesie głownego życia? Czy staniemy się świadkami narodzin nowej formy życia/informacji, która przekroczy granice biologii obecnie nam znanej?

Jako biolog od dawna zanurzony jestem w filozofii przyrody i nieustannie poszukuje podobieństw między ewolucją biologiczną a ewolucją kulturową. Filozofia przyrody, w swojej nieustannej próbie zrozumienia tajemnic istnienia, skłania nas do refleksji nad tymi pytaniami. Wirusy, te relikty przeszłości, przypominają nam o ewolucyjnej ciągłości, o tym, że życie jest nieustannym procesem zmian i adaptacji. Sztuczna inteligencja, ta nowa siła, otwiera przed nami drzwi do przyszłości, której nie potrafimy jeszcze w pełni przewidzieć. I czy to będzie przyszłość z nami czy bez nas? Nasz ludzki "świat RNA" może przestanie istnieć bo pojawią się "komórki", odizolowane od tego świata i utworzy się bardziej stabilne "DNA"?

Tak jak wirusy są pozostałością po wczesnych etapach ewolucji biologicznej i przed komórkowych, tak teraz możemy obserwować powstawanie nowego poziomu organizacji i integracji człowieka ze sztuczną inteligencją. Wkraczamy w erę, w której granice między tym, co naturalne, a tym, co sztuczne, stają się coraz bardziej zatarte. Era ta przynosi ze sobą zarówno nadzieje, jak i obawy, ale przede wszystkim skłania nas do głębokiej refleksji nad naturą istnienia i miejscem człowieka w kosmosie.

Tekst napisałem wspólnie z Gemini, zarysowałem problem, napisałem prompt, potem poprawiłem i uzupełniłem o myśli, które chciałem żeby wybrzmiały ale nie pojawiły się w tekście Gemini. Czyj to jest artykuł? Mój czy Gemini? Wspólny, bo wynikający z interakcji? Tak jak od samego urodzenia żyje z wirusami, bakteriami, grzymami, protistami, czasem z pasożytniczymi robakami, w nierozerwalnej holobiontycznej symbiozie, tak będę teraz coraz bardziej żył z intelektualną symbioza z AI?

Wczoraj pani redaktor z Polsatu pytała o początek wiosny. Człowiek może wyznaczyć jedną wyraźną granicę, np. na podstawie zjawisk astronomicznych (równonoc wiosenna), ale przyroda nie zna takich dyskretnych, wyraźnych i kwantyfikowalnych granic. Jest bardziej ciągłym procesem i wiosna staję się stopniowo, powoli. Podobnie jest z nasza integracja ze sztuczną inteligencją. Ona z nas i naszej twórczości powstała i z nas się rozwija. Zmiany niczym w ontogenezie, sukcesji ekologicznej czy biologii.



Jeśli chcesz wesprzeć twórcę niniejszego bloga by mógł zdobyć środki na opracowanie kolejnych tekstów i upowszechnienie e-booków, związanych z tym blogiem, to jest możliwość. Nie obowiązek a możliwość. Małe wsparcie w postaci symbolicznej kawy. Zaproś mnie na kawę i porozmawiajmy. A skoro zapraszasz mnie na kawę (stawiasz kawę), to masz prawo pytać o interesujące Cię sprawy oraz sugerować poruszenie interesujących Cię tematów na niniejszym blogu. O czym chciałabyś (chciałbyś) jeszcze przeczytać a czego na razie nie ma na tym blogu? Co chcesz skomentować? Napisz w komentarzach.


20.03.2025

Aktualny podręcznik do dydaktyki biologii

Jest aktualny i znajdziemy w tym podręczniku wszystko to, co jest potrzebne do pracy nauczyciela. Ale mimo to jest już trochę przestrzały. Podręcznik na dziś lecz nie na jutro. Jest trochę na rozdrożu, między tym co mija i tym co nadchodzi. Jest nowoczesny i przestarzały jednocześnie. To wszystko za sprawą ogromnych zmian, które się na naszych oczach dokonują. Tradycyjne podręczniki zbyt szybko się starzeją. Być może potrzebne są podręczniki nowej generacji, hybrydowe, z cały czas aktualizowanymi fragmentami w przestrzeni internetowej. Bo przecież nie da się zbyt często aktualizować wydań papierowych. Druk trwa zbyt długo w stosunku do możliwości cyfrowej rzeczywistości. Dlatego będą się pojawiały (już są!) podręczniki nowej generacji. AI-Booki, książki 2.0.Także te, dotyczące dydaktyki biologii na poziomie akademickim. Czyli takie, które pomocne są w kształceniu i uczeniu się do zawodu nauczyciela.

Sama szkoła się zmienia. Dydaktykę biologii Ewy Gajuś-Lankamer polecam, bo obecnie nie ma lepszego. Nową dydaktykę dopiero wymyślamy. Ona dopiero się materializuje. 

Autorka o tych zmianach wspomina już we wstępie, także o pokoleniu iGen. Znakiem nowych czasów są liczne qr kody, zawarte w książce a odsyłające do róznych treści w internecie. Można więc ten podręcznik czytać z telefonem w ręku by poszerzać niektóre fragmenty. Książką rozpoczyna się rozdziałem pt. "Współczesne wyzwania dla edukacji biologicznej." Jest to aktualne i dobre wprowadzenie do społeczeństwa wiedzy i coraz silniej uwidaczniających się wyzwań cywilizacyjno-społecznych. W Dydaktyce biologii znajdziemy sporo tabelek i schematów. Jest to uporządkowana i syntetyczna forma przedstawiania najważniejszych treści. Poza zmianami stanu środowiska przyrodniczego, co jest ważnym kontekstem merytorycznym w nauczaniu biologii, opisana jest też idea uczenia się przez całe życie.

Drugi, obszerny rozdział, poświęcony jest przygotowaniu do zawodu nauczyciela biologii, w nawiązaniu do dydaktyki akademickiej oraz przepisów prawnych. Opisywany jest także system oświaty w Polsce i miejsce pracy nauczyciela biologii. Trzeci rozdział omawia kształcenie biologiczne w państwowych dokumentach z zakresu prawa oświatowego. To potrzebne ramy dla każdej osoby, przygotowującej sie do zawodu nauczycielskiego. Jest dobrze wyjaśniona podstawa programowa (szkoła podstawowa i szkoła średnia) w zakresie kształcenia ogólnego jak i w zakresie biologii. Kolejny rozdział dotyczy kształcenia biologicznego w dokumentach wewnątrzszkolnych i ich przygotowania przez nauczyciela. Dokumentacja to jeden z ważnych aspektów pracy nauczyciela i powinien mieć w nich orientację. Ta część podręcznika jest bardzo istotna dla studentów, przygotowujących się do pracy w szkole. Są też treści, dotyczące projektowania celów nauczania-uczenia się biologii. Czyli praktyczne treści dla codzienności nauczycielskiej pracy w szkole.

Niemalże w każdym rozdziale znajdują się nie tylko qr kody i tabelki lecz także przykłady dobrych praktyk. To zwiększa dydaktyczną użyteczność opisywanej książki.

Rozdział 5. poświęcony jest metodom nauczania-uczenia się biologii (ale także i strategiom i stylom uczenia się). Na początku ogólne wprowadzenie do klasyfikacji metod a potem omówienie takich koncepcji dydaktycznych jak kognitywizm, konstruktywizm i konektywizm. Ja z wielką ciekawością zajrzałem do rozdziału 6., poświęconego charakterystyce wybranych metod nauczania-uczenia się, stosowanych w kształceniu biologicznym. Znalazłem tam: opowiadanie, opis, wykład, referat ucznia, pracę z filmem, pogadankę, dyskusję dydaktyczną, metodę laboratoryjną, metodę modelowania, pracę z podręcznikiem i materiałem źródłowym, gry dydaktyczne i symulacyjne. Wśród niekonwencjonalnych metod omówione są: metoda naukowa i uczenie się przez dociekanie naukowe, metoda projektu oraz studium przypadku. Katalog tych metod nie jest zbyt bogaty. Jest standardowy. W szkole wykorzystuje się ich więcej, w tym z zastosowaniem nowych technologii. Z tego względu czuję niedosyt i mam wrażenie, że ten podręcznik jest etapem przejściowych od dawnej dydaktyki do zupełnie nowej szkoły.

Mimo niedosytu polecam wszystkim, którzy przygotowują się do zawodu nauczyciela i chcą uczyć biologii. W tytule zaznaczone jest, że to część 1. Może będzie niebawem i część druga, która mocniej wejdzie w krystalizującą się na naszych oczach przyszłość.


Dydaktyka biologii w obliczu współczesnych wyzwań dla edukacji. Podręcznik akademicki, część 1
Ewa Gajuś-Lankamer. USBN:83-227-9689-4, objętość:252 stron, rok wydania:2023.

17.03.2025

Z AI w szkołach i na uczelni trzeba jak w judo - wykorzystać siłę przeciwnika


Zamiast się przeciwstawiać można wykorzysta siłę przeciwnika, jak jak w judo. Zamiast zwalczać wykorzystywanie przez uczniów i studentów narzędzi sztucznej inteligencji lepiej zaprząc ją do procesu ucznia się  i rozwijania kreatywności. W dobie dynamicznego rozwoju sztucznej inteligencji, tradycyjne metody nauczania stają w obliczu konieczności adaptacji. Studenci, mając dostęp do zaawansowanych narzędzi AI, często wykorzystują je w sposób powierzchowny, czasem traktując jako sposób na "ściąganie" a więc coś nielegalnego, tajnego, o czym nie powinno się mówić ani ujawniać. Skłania to pedagogów do poszukiwania innych form dydaktyki. Możemy je nazwać innowacyjnymi albo po prostu dostosowywaniem się do obecnego stanu środowiska społeczno-kulturowego. W tym kontekście, karta postaci, znana z gier fabularnych i literatury, staje się potencjalnie dobrym narzędziem w kształtowaniu kreatywnego myślenia i pogłębionej nauki. Postanowiłem to sprawdzić na swoich zajęciach z ochrony środowiska, prowadzonych dla studentów biotechnologii.

Inspiracją do wykorzystania karty postaci w edukacji akademickiej były warsztaty ze storytellingu, które odbyły się podczas bydgoskiego Kompasu Edukacji. Uczestnicząc w nich, uświadomiłem sobie potencjał opowieści jako narzędzia dydaktycznego, które wykracza poza tradycyjne ramy edukacji. Zobacz efekty i wstępne pomysły: Pożeracz arcydzięgla litwora czyli krótka charakterystyka postaci.

W ramach zajęć z ochrony środowiska, studenci otrzymali zadanie stworzenia kart postaci dowolnego produktu ze sklepu. Tak powstałe małe karty postaci miały posłużyć jako punkt wyjścia do dalszej pracy już z wykorzystaniem narzędzi AI. Poprzez kreatywne uzupełnianie kart, studenci rozwijali swoją wyobraźnię i umiejętność tworzenia złożonych postaci. Następnie, wykorzystując narzędzia AI, studenci tworzyli opowieści, które publikowane są na blogu wydziałowym. Dlaczego w miejscu publicznym? By konfrontowali sie w rzeczywistym środowisku w jakim przyjdzie im działać po studiach a nie tylko z subiektywną oceną prowadzącego zajęcia. 

Ten proces edukacyjny ma kilka kluczowych zalet. Po pierwsze, angażuje studentów w aktywną naukę, która wykracza poza bierne przyswajanie wiedzy. Po drugie, rozwija umiejętności kreatywnego myślenia i storytellingu, które są cenne w wielu dziedzinach życia. Po trzecie, publikacja prac na blogu wydziałowym daje studentom możliwość konfrontacji ze światem i otrzymania konstruktywnej krytyki.

Rola nauczyciela w tym procesie polega na stworzeniu przestrzeni, w której studenci czują się bezpiecznie i mogą eksperymentować. Nie chodzi o ocenianie stylu czy merytoryki, lecz o zachęcanie do twórczego myślenia i refleksji nad procesem tworzenia. Ważne jest, aby studenci opowiadali o swojej metodologii pracy, ucząc się od siebie nawzajem. A przy okazji przetwarzają i powtarzając w praktycznym zastosowaniu treści z wykładów i ćwiczeń, dotyczących ochrony środowiska. 

Przykłady prac studentów:
Wykorzystanie karty postaci w edukacji otwiera nowe możliwości dla kreatywnego nauczania. Pozwala na integrację technologii AI z humanistycznym podejściem do edukacji, tworząc inspirujące środowisko do nauki i rozwoju. Pozwala także na poszukiwanie nowych form pracy, mniej podatnych na bierne wykorzystywanie AI w "odrabianiu lekcji> Mniejszy jest już sens zadawania esejów, prezentacji czy nawet sprawozdań. Bo jeśli uczeń/student nie jest zmotywowany do samodzielnej pracy, to wykorzysta pomocne narzędzia. Pomocnego asystenta AI, który odrobi za niego szybciej i łatwiej.   

Jak są możliwości wykorzystania tego sposobu w szkole? Może to być integracja różnymi przedmiotów lub w przypadku studiów rozwijanie kompetencji komunikacji na przedmiotach ścisłych, twardych (kierunkowych). Bo przecież w programie studiów dla biotechnologów nie ma zajęć z umiejętności wypowiedzi. A przecież nawet inżynierowi te umiejętności są potrzebne,. Ni wystarczy strwożyć dobry produkt, trzeba go jeszcze opowiedzieć tak, by znaleźli się inwestorzy lub grantodawcy. W szkolne karta postaci może być wykorzystywana nie tylko w naukach humanistycznych, ale także w przedmiotach ścisłych. Na przykład, w biologii można tworzyć karty postaci dla organizmów żywych, a w fizyce dla cząstek elementarnych. Uczyć pisać i wypowiadać się powinniśmy uczyć nie tylko na języku polskim. 
 
Rozwijanie umiejętności interdyscyplinarnych potrzebne jest na każdym etapie kształcenia, na uniwersytetach także. Tworzenie opowieści na podstawie kart postaci rozwija umiejętności interdyscyplinarne, takie jak kreatywne myślenie, umiejętność rozwiązywania problemów i komunikacja. Jest to także wspieranie nauki przez doświadczanie. Karta postaci może być wykorzystywana do tworzenia symulacji i gier edukacyjnych, które pozwalają uczniom na naukę poprzez doświadczenie.

I w końcu może ty być jednym z elementów urozmaicania procesu edukacyjnego. By studenci w myśli nie myśleli na początku zajęć "O, znowu będzie trzeba robić prezentację").  Wprowadzenie elementu kreatywnego pisania urozmaica proces edukacyjny, sprawiając, że nauka staje się bardziej angażująca i interesująca. Jest to także rozwijanie kompetencji przyszłości. W dobie dynamicznych zmian na rynku pracy, umiejętność kreatywnego myślenia i adaptacji do nowych sytuacji jest kluczowa. Karta postaci może być wykorzystywana do rozwijania tych kompetencji.

Spróbowałem z kartą postaci na zajęciach dla studentów biotechnologii. Myślę jednak, że to wszechstronne narzędzie, które można wykorzystać w edukacji na wiele różnych sposobów. Jej zastosowanie pozwala na rozwijanie kreatywnego myślenia, umiejętności interdyscyplinarnych i kompetencji przyszłości. Co dalej ze stworzonymi opowieściami o ochroni środowiska z perspektywy gospodarstwa domowego? Może uda się wspólnie z e studentami zrobić z tego jakiś qrkodowy flash mob? Bo nie tylko karta postaci jest półproduktem do stworzenia opowieści. Te opowieści mogą być punktem wyjścia do synergicznych działań projektowych. Spróbujemy i zobaczymy co z tego wyjdzie.

Sam na sobie najpierw sprawdziłem czy to działa. Pożeracz arcydzięgla litwora czyli krótka charakterystyka postaci  to refleksja nad rolą opowieści w edukacji i rozwoju. Zwraca uwagę na to, jak kreatywne pisanie może stać się efektywnym narzędziem w nauczaniu, wykraczającym poza tradycyjne ramy przedmiotów humanistycznych. Zobaczyłem się w tym procesie tworzenia przez własne próby, doświadczyłem, wyciągnąłem refleksji i w  zmodyfikowanej formie próbuję wcielać w dydaktyczne życie codzienne. Przybędzie kolejnych doświadczeń. Jak to w cyklu Kolba bywa. 

Kluczowe punkty, które można wyciągnąć z wyżej podliknowanego tekstu są następujące (warto je powtórzyć i pokazać w innej formie słownej.. Podkreślam w nim, że ludzka cywilizacja jest zbudowana na opowieściach, a nauka poprzez opowiadanie historii jest naturalnym i skutecznym sposobem przyswajania wiedzy. Kreatywne pisanie zachęca do aktywnego przetwarzania informacji, a nie tylko biernego ich przyswajania. Może być to narzędzie dydaktyczne, wykorzystane także w dziennikach refleksji. Już od dawna stosuję refleksyjne dzienniki rozwoju w dydaktyce akademickiej i widzę wartość karty postaci w kreatywnym pisaniu. Warsztaty "Kreatywne pisanie sposobem na uczenie się" potwierdziły moje wcześniejsze  przemyślenia i dostarczyły nowych pomysłów. I jak planowałem tak zrobiłem: nawet włączyłem ćwiczenia oparte na kreatywnym pisaniu do podręcznika dla nauczycieli biologii. Myślę o podręcznikach i ćwiczeniach do biologii, wydawane przez WSiP, a jestem w zespole autorskim. Jakie mogą być korzyści z kreatywnego pisania? Sądzę, że motywuje do samodzielnego uzupełniania wiedzy, zarówno uczniów jak i studentów. Utrwala treści poprzez ich przetwarzanie. Rozwija umiejętności językowe, logiczne myślenie i umiejętność podejmowania decyzji. Uczy przyczynowo-skutkowego myślenia, kluczowego w naukach przyrodniczych. Daje poczucie sprawstwa i uczy radzenia sobie z problemami. Uważam, że szkoła powinna uczyć umiejętności i kompetencji, a nie tylko faktów. Nauczyciel powinien stworzyć bezpieczną przestrzeń, w której uczniowie nie boją się popełniać błędów. Formy Kreatywnego Pisania są bardzo różne, mogą to być rysnotki, notatki wizualne, karty postaci, opowieści do cykli życiowych, życiorysy fikcyjnych postaci, opisy person w design thinking. Do zastosowania na vlogach, komiksy, podcasty. Tamten tekst kończy się wnioskiem, że pisanie wymaga czytania, oglądania, szukania i obserwowania.

Po kolejnych doświadczeniach, tym razem ze studentami podtrzymuję swój wcześniejszy argument za włączeniem kreatywnego pisania do procesu edukacji. Opowiadanie historii to nie tylko sposób na rozwijanie wyobraźni, ale także skuteczne narzędzie do nauki i rozwijania kluczowych kompetencji. 

AI wymusza w dydaktyce akademickiej szukanie nowych form aktywności dla studentów w czasie i po zajęciach. Nie tylko prezentacje i raporty, będące stricte formami naukowymi z danymi, materiałem, metodami, wynikami oraz dyskusją.

Najważniejsza jest mieć coś do powiedzenia, oryginalne dane, zebrane nawet w prostych obserwacjach w koszu na śmieci czy na półce sklepowej. To człowiek tworzy, AI pomaga tylko językowo w tworzeniu opowieści. Człowiek tworzy kartę postaci i prompty, oraz kieruje dialogiem z AI. Reszta to efekt pracy narzedzia.

Drodzy Czytelnicy Profesorskiego Gadania, czy widzicie możliwość wykorzystania kart postaci i kreatywnego pisania z AI w szkole? Lub na uniwersytecie na kierunkach technicznych i ścisłych? 

12.03.2025

Płonąca Warmia i Mazury – czyli sami podkładamy ogień pod nasz dom

Zgliszcza po wiosennych wypaleniach traw. Widać muszle martwych ślimaków. Innych bezkręgowców nie widać, bo się całkowicie spaliły. 

Płonie nie tylko Kalifornia czy daleka Australia. Płonie cała Polska. I to bardziej niż kiedyś, dlatego ze na skutek suszy hydrologicznej ogień łatwiej się rozprzestrzenia. Skąd ta susza? Po pierwsze globalne ocieplenie i mniej retencji wody w postaci pokrywy śnieżnej. Wiosna nie widzimy tak jak dawniej dużych rozlewisk na polach i łąkach. Susza pojawia się już wiosną. A co będzie późnej?

Wiosną rozkwita, a wraz z nią, niestety, powraca palący problem – dosłownie i w przenośni. Wypalanie traw, ten archaiczny i jakże szkodliwy zwyczaj, znów daje o sobie znać. I to z coraz większą siłą. Statystyki są rokrocznie coraz smutniejsze. Susza nam nie sprzyja także i w tym aspekcie. Jako mieszkańcy Warmii i Mazur, regionu słynącego z malowniczych krajobrazów, jezior i lasów, powinniśmy być szczególnie wyczuleni na piękno przyrody. Niestety, statystyki są alarmujące – z roku na rok rośnie liczba pożarów wywołanych wiosennym wypalaniem traw. A skutki? Opłakane.

Globalne ocieplenie i coraz częstsze susze sprawiają, że wiosenna roślinność jest sucha jak pieprz. Wystarczy iskra, by rozpętało się palące piekło. Ogień trawi nie tylko suche trawy, ale także siedliska zwierząt, niszczy glebę i zagraża naszym domom. W płomieniach giną ludzie (czasem przypadkowi, czasem sami podpalacze), giną małe zwierzęta takie jak jeże, zające, płazy, w tym owady i inne bezkręgowce. Gina także  rośliny. Warto sobie uświadomić, że w tych pożarach okaleczany jest cały ekosystem.

Straty są ogromne – nie tylko materialne, ale przede wszystkim przyrodnicze. Wypalanie traw to także cios w klimat. Dwutlenek węgla, który jest uwalniany podczas pożarów, trafia do atmosfery, pogłębiając efekt cieplarniany. Można wiec powiedzieć, że sami podkładamy ogień pod nasz dom, w lokalnej i globalnej skali, przyczyniając się do zmian klimatycznych, które dotykają nas wszystkich. I to nie tylko wiosną.

Czy naprawdę chcemy, by nasza piękna Warmia i równie piękne Mazury zamieniły się w spaloną ziemię? Czy chcemy, by nasze dzieci oglądały martwe zwierzęta i wypaloną ziemię? Czy naprawdę musimy narażać nasze domy i gospodarkę na ryzyko pożaru? W imię czego? Głupawej rozrywki? Archaicznych metod uprawy na pogorzeliskach? Nie dajmy się zwieść mitom o rzekomych korzyściach z wypalania traw. To czysta destrukcja. Zamiast ognia, wybierzmy kosiarkę, grabie, z zwłaszcza kompostownik. Dbajmy o lokalną przyrodę, bo to nasze wspólne dziedzictwo. Pamiętajmy także, że wypalanie traw jest nielegalne i grozi za to surowa kara. Nie warto ryzykować dla chwili pozornej wygody.

Wielu ludzi wierzy, że wypalanie traw użyźnia glebę i przyspiesza wzrost nowych roślin. To mit. W rzeczywistości ogień niszczy warstwę próchnicy, zabija pożyteczne mikroorganizmy i zmniejsza żyzność gleby. Niszczymy próchnice, która jak gąbka magazynuje wodę i węgiel. Wypalanie traw nie eliminuje chwastów, a wręcz przeciwnie, sprzyja ich rozprzestrzenianiu. Bowiem tak zwane chwasty to głównie gatunki wczesnosukcesyjne, łatwo kolonizujące odkryte przestrzenie.

Ogień niszczy siedliska zwierząt, tych małych i tych dużych. Wypalanie traw prowadzi do emisji szkodliwych substancji do atmosfery, co czasowo zanieczyszcza powietrze i przyczynia się do zmian klimatycznych. Pożary traw mogą przenosić się na lasy i zabudowania, stanowiąc zagrożenie dla ludzi i naszego mienia. Straty są wymierne. Dym z palących się traw jest szkodliwy dla zdrowia, szczególnie dla osób z chorobami układu oddechowego. Groźniejsze są dymy unoszące się nad drogami i utrudniające widoczność kierowcom. O wypadek wtedy nie trudno.

Zamiast wypalać trawy, można je wcześniej skosić i pozostawić na polu jako naturalny nawóz. Kompostowanie skoszonej trawy to dobry sposób na uzyskanie wartościowego nawozu. To także zwiększanie zawartości próchnicy w glebie i sekwestracja węgla. W niektórych przypadkach można zastosować kontrolowane wypalanie pod nadzorem specjalistów, ale jest to rozwiązanie rzadko stosowane.

Szanowni Państwo, otwórzmy oczy i serca na piękno przyrody. Nie niszczmy tego, co mamy najcenniejsze. Niech ta wiosna będzie początkiem nowej, odpowiedzialnej postawy wobec środowiska. To także nasz interes.


Poszerzona i zmieniona wersja felietonu radiowego w cyklu Tłumaczymy Świat w Radiu Olsztyn. Moich felietonów posłuchać można w każda środę rano, ok. 9.40.

11.03.2025

Kto lepiej przygotuje anegdotę na wykład: ludzie czy AI?

Oto wygenerowana grafika ilustrująca anegdotę – przedstawia prehistorycznych ludzi wokół ogniska, symbolizując opiekę i współpracę. Mam nadzieję, że dobrze wpasuje się w Twój wykład!


Skoro studenci poprosili o anegdotę na początku każdego wykładu to podjąłem wyzwanie. I chciałbym, żeby anegdota merytorycznie pasowała do treści wykładu. Najpierw wygrzebałem ze swojej pamięci stary dowcip. Ale nie byłem pewien czy to cały czy tylko fragment. Próbowałem znaleźć oryginał przez wyszukiwarkę i z pomocą AI, bez rezultatu. Pozostaje przedstawić w wersji, jaką pamiętam. Oto ona:

Pewien wędrowca chciał zapytać o drogę, zobaczył młodego chłopca i postanowił zagadnąć na początek:
- Chłopcze, jak masz na imię?
- tak jak mój ojciec – odparł
- A jak ma na imię twój ojciec?
- Tak jak mój dziadek.
No cóż, podróżny uznał, że w ten sposób nie dowie się jak chłopiec ma na imię. Postanowił go podejść inaczej:
- A ja cię wołają na obiad?
- Nie wołają, sam przychodzę wcześniej – odparł rezolutny młodzieniec.

Morał z tej anegdoty jest taki, że trzeba umieć zadać pytanie, jeśli chce się uzyskać dobra odpowiedź. Podobnie jest w wykorzystywaniu narzędzi AI, np. czatu GPT – jakość odpowiedzi zależy od jakości formułowanych pytań.

Ale postanowiłem zapytać studentów, jakie oni zaproponowaliby anegdoty na początek wykładu. Napisałem im kilka zdań o tematyce wykładu i dostałem trzy propozycje;

Studentka 1. Od malowideł w jaskiniach do TikToka.
„Ludzie zawsze mieli potrzebę komunikacji i przekazywania wiedzy. Najpierw rysowali mamuty na ścianach jaskiń, potem wymyślili alfabet, druki, książki, a teraz… edukujemy się z TikToka i YouTube’a. Czy naprawdę coś się zmieniło? A może po prostu ewolucja edukacji to historia coraz bardziej efektywnych sposobów przekazywania wiedzy?”

Studentka 2. Czy Sokrates miał rację? 
„Sokrates, wielki filozof, twierdził, że pismo zniszczy ludzką pamięć. Dziś powiedzielibyśmy, że bał się technologii. Dziwne? A teraz zamieńcie ‘pismo’ na ‘komputer’ lub ‘AI’ – i nagle brzmi znajomo, prawda? Historia edukacji to historia obaw o to, co stanie się z naszą inteligencją, gdy pojawiają się nowe narzędzia.”

Student 3
"Starzy działkowicze po zbiorze ziemniaków nigdy nie zjadają tych największych i najładniejszych zostawiają je by posiać za rok."

Studenci mieli pracę domową i swój wkład w treść wykładu. A czy AI może podsunąć dobry pomysł na anegdotę? Taki stworzyłem prompt (taka sama wiadomość jak dla studentów: „Cześć, mam wykład ze studentkami edukacji przedszkolnej i wczesnoszkolnej na przedmiocie edukacji społeczno-przyrodnicza. Zaproponuj anegdotę na początek wykładu w dniu 10 marca. Temat wykładu: ewolucja człowieka, rola kobiet w ewolucji współpracy, znaczenie grupy w edukacji, zmiany w edukacji na skutek rewolucji neolitycznej, przemysłowej i współczesnej, związanej z komputerami i sztuczna inteligencją. Komunikacja i edukacja. Czyli będzie trochę teorii z ewolucyjnym sosem."

Colpilot. Oto anegdota, którą możesz wykorzystać na początek wykładu:
"Wyobraźmy sobie naszą planetę sprzed około 200 tysięcy lat. Żyją na niej grupy ludzi pierwotnych, których jedynym celem jest przetrwanie. Kiedyś, podczas jednej z wypraw łowieckich, pewien człowiek nazwiskiem Orik z grupy Homo Sapiens zauważył coś niezwykłego. Mężczyźni z jego grupy walczyli o pożywienie i zasoby, ale to kobiety, które pozostały w obozie, zaczęły tworzyć coś więcej niż tylko przetrwanie – zaczęły budować relacje, wymieniać się umiejętnościami i wiedzą.

Orik, zainspirowany widokiem kobiet współpracujących w obozie, zrozumiał, że ich umiejętność współpracy i komunikacji może przynieść korzyści całej grupie. I tak zaczęła się ewolucja człowieka, w której rola kobiet w budowaniu współpracy i komunikacji stała się kluczowa.

Ciekawe jest to, jak od czasów neolitycznych, poprzez rewolucję przemysłową, aż po współczesną erę komputerów i sztucznej inteligencji, znaczenie grupy i współpracy ewoluowało. To dzięki tej ewolucji, dzisiaj możemy korzystać z zaawansowanych narzędzi edukacyjnych i komunikacyjnych, które pozwalają nam uczyć się i rozwijać w sposób, o którym Orik mógłby tylko marzyć."

Mam nadzieję, że ta anegdota będzie inspirującym wprowadzeniem do Twojego wykładu!”


Po pierwsze był powszechnie robiony błąd ortograficzny w nazwie Homo sapiens, po drugie było trochę za długie. Poprosiłem o kolejną wersję.

„Rozumiem, postaram się skrócić anegdotę i poprawić błąd ortograficzny. Oto nowa wersja: "Wyobraźmy sobie naszą planetę sprzed około 200 tysięcy lat. Grupy Homo sapiens walczyły o przetrwanie. Pewnego dnia, podczas wyprawy łowieckiej, Orik zauważył coś niezwykłego: kobiety w obozie, które budowały relacje, wymieniały umiejętności i wiedzę. Zainspirowany, Orik zrozumiał, że współpraca i komunikacja są kluczowe dla przetrwania grupy.

Od czasów neolitycznych, poprzez rewolucję przemysłową, aż po współczesną erę komputerów i sztucznej inteligencji, znaczenie grupy i współpracy ewoluowało. Dziś korzystamy z zaawansowanych narzędzi edukacyjnych i komunikacyjnych, które pozwalają nam rozwijać się i uczyć w sposób, o którym Orik mógłby tylko marzyć."

Czy teraz jest lepiej? Jeśli chciałbyś więcej zmian, daj mi znać!”


Ja: Dobrze, tylko mało dowcipnie. To nie jest anegdota.

Copilot: Rzeczywiście, anegdoty powinny mieć element humoru. Spróbujmy tego: "Wiecie, że ewolucja to fascynujący temat? Wyobraźcie sobie, że nasi przodkowie sprzed 200 tysięcy lat – Homo sapiens – byli mistrzami współpracy. Zawsze powtarzam, że kobiety miały w tym ogromną rolę. Pewnego dnia, dwie kobiety z prastarego plemienia, powiedzmy że nazywały się Lisa i Marta, siedziały przy ognisku i wymyślały, jak efektywnie zebrać więcej jagód. Lisa mówi: 'Marta, jakbyśmy tak stworzyły coś w rodzaju listy zadań i przypisały każdemu swoje obowiązki, to mogłybyśmy podwoić plony!' Marta odparła: 'Lisa, genialne! Ale musimy to zrobić tak, żeby faceci myśleli, że to ich pomysł. W przeciwnym razie, zaczną twierdzić, że jagody nie są modne.'

I tak, z pomocą takich sprytnych pomysłów i współpracy, nasze przodkinie przyczyniły się do przetrwania gatunku. Dziś, dzięki rewolucjom neolitycznym, przemysłowym i nowoczesnym, nauka i edukacja ciągle ewoluują. Kto wie, może nasze wspólne działania przyczynią się do kolejnego wielkiego przełomu!"

Mam nadzieję, że taka anegdota będzie odpowiednia na rozpoczęcie Twojego wykładu i wywoła uśmiech na twarzach studentek!”


Nie byłem zadowolony. Jakkolwiek opowieść była dobrze dopasowana do podanej treści, to efekt mi nie odpowiadał.

Sięgnąłem po kolejne narzędzie. Gemini (za pierwszym razem trafione)

„Jasne, oto propozycja anegdoty, która może pasować do tematyki Twojego wykładu:

Anegdota:
„Wyobraźcie sobie, że jesteśmy w jaskini, jakieś 100 tysięcy lat temu. Nasi przodkowie siedzą wokół ogniska, a ja próbuję im wytłumaczyć, czym jest ewolucja. Mówię: 'Widzicie, kiedyś byliśmy małpami, a teraz jesteśmy ludźmi. I to wszystko dzięki zmianom, które zachodziły przez miliony lat'. Na to jeden z nich wstaje i mówi: 'Chwila, chwila, to znaczy, że za milion lat będziemy czymś innym? Może robotami?'. A ja na to: 'No, w sumie... kto wie?'.

I tak, drogie Panie, doszliśmy do momentu, w którym to 'kto wie?' staje się coraz bardziej realne. Ale zanim zaczniemy rozważać przyszłość robotów, cofnijmy się do przeszłości i zobaczmy, jak to się wszystko zaczęło...”

Komentarz:
Ta anegdota łączy w sobie humor z wprowadzeniem do tematu ewolucji i zmian, które zachodzą w naszym świecie. Nawiązuje też do współczesnych technologii i sztucznej inteligencji, co jest zgodne z tematyką Twojego wykładu. Możesz ją wykorzystać jako punkt wyjścia do dalszej dyskusji o ewolucji człowieka, roli kobiet w tym procesie, a także o zmianach w edukacji na przestrzeni wieków.”


Był na dodatek komentarz. Kolejna próba był z Bielikiem, ale otrzymałem komunikat

„Błąd generowania odpowiedzi”. Sięgnąłem wiec po Chat GPT (open ai)

„Pewnego razu młody student antropologii zapytał swoją profesorkę:
– Skąd wiemy, kiedy zaczęła się prawdziwa cywilizacja? Od wynalezienia narzędzi? Od ognia? A może od rolnictwa?

Profesorka uśmiechnęła się i wyjęła z półki czaszkę sprzed tysięcy lat.
– To jest zrośnięta kość udowa. W świecie dzikiej natury, jeśli zwierzę złamie nogę, umiera – nie może polować ani uciekać przed drapieżnikami. Ale ten człowiek przeżył, bo ktoś się nim opiekował. Ktoś podzielił się jedzeniem, pomógł mu wrócić do zdrowia. Cywilizacja zaczęła się tam, gdzie pojawiła się współpraca.

I choć od tamtej pory przeszliśmy przez rewolucję neolityczną, przemysłową i teraz komputerową, jedno się nie zmienia – nasza siła tkwi w grupie i w tym, jak się uczymy razem.

Taka anegdota ładnie wprowadza w temat roli współpracy i edukacji w ewolucji 😊”


Poprosiłem także o grafikę (umieszczona na początki niniejszego tekstu)

I w końcu Cloude ai

„Oto anegdota, którą może Pani wykorzystać na początku wykładu: Pewnego dnia na zajęciach z przyrody nauczycielka spytała dzieci: "Jak myślicie, kiedy ludzie zaczęli ze sobą współpracować?"

Mały Jaś podniósł rękę i powiedział z przekonaniem: "Wtedy, gdy pierwszy człowiek zorientował się, że nie może sam zjeść całego mamuta!"

Nauczycielka uśmiechnęła się i odpowiedziała: "To bardzo mądra odpowiedź, Jasiu. Rzeczywiście, współpraca była kluczowa dla przetrwania naszych przodków. Ale wiecie co ciekawe? Badania antropologiczne sugerują, że to właśnie kobiety odegrały ogromną rolę w rozwoju tej współpracy. Podczas gdy mężczyźni polowali, kobiety nie tylko opiekowały się dziećmi, ale też tworzyły pierwsze sieci wsparcia społecznego, dzieliły się wiedzą o jadalnych roślinach i przekazywały kulturę kolejnym pokoleniom."

"A dzisiaj?" - kontynuowała nauczycielka - "Od mamutów przeszliśmy do sztucznej inteligencji, ale zasada pozostaje ta sama - razem możemy więcej. W naszej klasie również tworzymy taką wspólnotę uczącą się, podobnie jak robiły to nasze pramamy tysiące lat temu."

Ta anegdota wprowadza kilka kluczowych wątków Pani wykładu: ewolucję człowieka, rolę kobiet w budowaniu współpracy, znaczenie grupy w edukacji oraz zmiany, jakie zaszły w sposobach uczenia się na przestrzeni dziejów - od prehistorii po erę cyfrową."


I wersja skrócona, o która poprosiłem:

"Oczywiście, oto krótsza anegdota: Nauczycielka w przedszkolu pyta dzieci: "Wiecie, dlaczego ludzie prehistoryczni żyli w jaskiniach w grupach, a nie osobno?"

Mała Zosia odpowiada bez wahania: "Bo wtedy jedna mama mogła pilnować dzieci, druga zbierać jagody, a trzecia opowiadać historie! Tak jak nasza pani w przedszkolu - sama nie dałaby rady z nami wszystkimi!"

Nauczycielka uśmiechnęła się: "Dokładnie tak, Zosiu. I wiecie co? Ta mądrość współpracy przetrwała od czasów jaskiniowych aż do dzisiaj, tylko teraz zamiast opowieści przy ognisku mamy smartfony i sztuczną inteligencję."



Jakie refleksje dla nauczyciela? Jak współpracuje się z żywymi ludźmi a jak z algorytmami? I w jednym i w drugi przypadku uzyskujemy w miarę dobre rezultaty. Kwintesencją jest adekwatny prompt (instrukcja). Ale w interakcji z ludźmi uzyskuje się coś jeszcze niż tylko sam efekt tekstowy.

Ciekaw jestem refleksji i pomysłów Czytelników niniejszego bloga. Napiszcie w komentarzach co o tym sądzicie w kontekście pracy edukacyjnej i pedagogicznej w szkole i na uniwersytecie?