13.06.2018

Kto chce a kto nie chce łąk kwietnych w mieście (Olsztynie) i dlaczego?


W ubiegłym roku poproszony zostałem o opinię w sprawie przystąpienia Olsztyna do projektu „miasto przyjaznego pszczołom”. Pomysł był dobry, znakomicie pasuje do koncepcji "Miasto Ogród" , dlatego gorąco rekomendowałem przystąpienie Olsztyna do tej inicjatywy, wskazując kilka prostych i możliwych rozwiązań. Nadmienię od razu że urzędy w ratuszu, różne działy, komórki, zespoły działają… niezależnie. Inicjatywy jednych często są chłodno torpedowane przez innych. Nie jest więc tak, że to tylko inicjatywy obywatelskie (mieszkańców) są chłodno i często niechętnie przyjmowane.

Wróćmy jednak do ubiegłorocznych pomysłów na miasto przyjazne pszczołom (Olsztyn chyba uzyskał taki status, bo znalazłem odpowiednie wpisy na ratuszowych stronach - na dole tekstu są linki). Sugerowałem, że można do projektu przystąpić i działania zacząć od zaraz, bezkosztowo lub przy niewielkich kosztach (bo przecież miasto w budżecie wcześniej nie zaplanowało na dany rok). A proponowane przeze mnie pomysły mogą stanowić punkt wyjścia do starania się o fundusze z różnych źródeł, zarówno na projekty edukacyjne, fundusze na ochronę środowiska (bioróżnorodność) jak i różne formy rewitalizacji przestrzeni miejskiej. Wspominałem także o parkach kieszonkowych. Część z moich propozycji spotkało się z zainteresowaniem, przynajmniej werbalnym. Liczyłem więc, że zostaną wdrożone. A swoją, zadeklarowaną współpracę potraktowałem poważnie i długoterminowo.

Po pierwsze rekomendowałem tworzenie miejskich łąk (zamiast bezkwiatowych, wygolonych trawników). Baza z kwiatowym nektarem jako pokarmem dla pszczół (przede wszystkim dziko żyjących, samotnych itd.) to pozostawianie dużych fragmentów (w wielu miejscach wykaszane są bezsensownie i niepotrzebnie) łąki miejskiej, z kwitnącymi dzikimi roślinami. To baza pokarmowa dla owadów, w tym pszczołowatych. Kosić zatem rzadziej, czyli 1- 2 razy do roku góra. Sugerowałem, że będą potrzebne spotkanie z DZiT, będą mieli mniej pracy, nisze koszty, a fundusze i energię można przeznaczyć na świadome pielęgnowanie zieleni (w tym właśnie łąki miejskiej). W skali roku w Olsztynie to kwota około miliona zł. Uznałem, że łąki miejskie to sprawa kluczowa w przystąpieniu do projektu "miasto przyjazne pszczołom". Od razu zaznaczałem, że konieczne będzie wsparcie edukacyjne, to znaczy uświadamianie, informowanie i przekonywanie także mieszkańców. Widok ładniejszy, zdrowsze powietrze i ochrona bioróżnorodności.

Pora na małą dygresję. Dla mnie łąka miejska to przede wszystkim ochrona różnorodności biologicznej, nie tylko owadów (w tym zapylających pszczołowatych) ale i samych roślin. Dlatego ważne jest preferowanie rodzimych gatunków, typowych dla naszego krajobrazu. W tym roku staraliśmy się ze studentami (o tym szczegółowo za chwilę) o zainicjowanie takiej łąki w Parku Centralny. W Parku z dużą starannością wykaszane są duże fragmenty roślinności zielnej, ale konsekwentnie pozostawiany jest nad rzeką Łyną rdestowiec – roślina obca i innowacyjna. Dlaczego? Pewnie wygląda na „hodowlaną, ogrodniczą” więc kosiarze zostawiają (brakuje kompetentnego nadzoru). Przykład ignorancji przyrodniczej. Wrócę do tego jeszcze kilkakrotnie (nie wycinajcie „chwastów”, wytnijcie gatunki inwazyjne, np. tenże rdestowiec).

Co jeszcze rekomendowałem rok temu, w ramach działań dla miasta przyjaznego pszczołom? Uznając, że kluczową będzie edukacja (bo wiedza zarówno szerokich kręgów społeczeństwa jak i samych urzędników w zakresie ekologii i przyrody jest bardzo powierzchowna i nieaktualna) i przekonywanie co do łąki miejskiej i ochrony zapylaczy, zaproponowałem kilka działań. Po pierwsze gra miejska, terenowa i edukacyjna w czasie Green Festiwalu. Ta propozycja została odrzucona. Po drugie konkurs dla szkół i osiedli, którego tematem i celem byłoby zakładanie hoteli dla owadów i miejskiej łąki. Połączone oczywiście z akcją edukacyjną. Wskazywałem, że można zainteresować media do współpracy - dla nich temat nowy i atrakcyjny, mogliby by pisać o owadach i roślinach w mieście. W sumie będzie to podnoszenie jakości życia mieszkańców. Nie słyszałem o takich działaniach. Sam więc na moim blogu opisuję życie miejskich pszczół samotnych, roślin itd. Coś na pewno dociera. Ale to bardzo mała i indywidualna skala działań.

W ubiegłym roku sugerowałem, że można przygotowywać cykliczne (coroczne) konferencje naukowe i popularnonaukowe, poświęcone tej tematyce. Niech spotkają się naukowcy ze społecznikami i samorządowcami. Razem można więcej i synergiczniej. A sama konferencja jest już formą promocji Olsztyna, jako miasta ogrodu i miejsca dobrego do życia (mieszkańców jak i owadów zapylających). Na pewno warto łączyć to z recyklingiem, transportem przyjaznym dla środowiska (np. tramwaje) itp. Problem recyklingu i odpadów ciągle jest bardzo aktualny. Nie wiem, czy miasto podjęło temat corocznych konferencji we współpracy z UWM. Ja byłem chętny i wyraziłem wolę współpracy. Nic nie wiem, ale może aktywność jakaś jest, we współpracy z innymi osobami, wydziałami UWM.

Przekonywałem, że można tematykę miejskiej łąki i owadów w mieście umieścić w programie Olsztyńskich Dni Nauki i Europejskiej Nocy Naukowców (koniec września 2017). Może to być wykład, wystawa, może jakiś konkurs. Wystawę z dachówkami i malowaną łąką udało się zrealizować, ze strony miasta dostaliśmy trochę nagród w grze z molami książkowymi. Powtórzyliśmy grę w styczniu 2018 w czasie Nocy Biologów. Czyli coś się udało (we współpracy).

Moim marzeniem, wyartykułowanym przed rokiem, był zielony wolontariat... tak przyszłościowo, z większym włączeniem mieszkańców w dbałość o naszą, wspólną zieleń w przestrzeni publicznej. Temat nie został podjęty.

Konsultacje z miastem potraktowałem poważnie. W sumie od tego jest UWM by był uniwersytetem mocno osadzonym na Warmii i Mazurach (wliczając skrawki Powiśla, Ziemi Michałowskiej i Suwalszczyzny, które znajdują się w naszym województwie). Tematykę łąki miejskiej włączyłem do wykładów z „ekologii miasta”, który prowadzę dla studentów dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego. Ku mojemu miłemu zaskoczeniu studenci zareagowali bardzo pozytywnie na wiedzę o łące miejskiej i ochronie bioróżnorodności na terenach zurbaniozwanych. Postanowili od razu taką łąkę miejską zrobić. Zasugerowałem fragment w Parku Centralnym od strony ul. Niepodległości, na tyłach „Komina”. Tam zawsze była „łąka”, niepotrzebnie i często koszona. Studenci skierowali pismo do ratusza z prośbą o zgodę i wsparcie (na samodzielne przygotowanie i uzyskanie grantu było za mało czasu i sił). Odpowiedź była chłodna i „zamęczająca” (zniechęcająca). Bardzo mnie to dziwi, bo dostrzegam dużą zbieżność inicjatywy oddolnej z działaniami i planami samego ratusza. Ale jak wspomniałem, ratusz nie jest monolitem i składa się z wielu niespójnie działających jednostek organizacyjnych i osób...

Po pierwszym piśmie z miasta, pojawiła się prośba o konkrety – powiało nieco optymizmem: „(….) w odpowiedzi na Pani zapytanie z dnia 27.03.2018 r. nadesłane drogą emailową, w sprawie udostępnienia skrawka zieleni miejskiej w celu zagospodarowania go na dziką łąkę w mieście, uprzejmie informuję, że przedmiotowy wniosek będzie mógł zostać rozpatrzony dopiero po przedstawieniu przez Państwa szczegółowych informacji odnośnie proponowanej inicjatywy. Proszę o określenie powierzchni obszaru który chcielibyście Państwo zagospodarować na ww. cel, podanie osoby która będzie odpowiedzialna za organizację projektu oraz przedstawienie koncepcji wykonania i utrzymania łąki.”

A jak dosłaliśmy niezbędne dane, to uwagi były m.in. takie. Z pisma z urzędu dowiedzieliśmy się, że "inicjatywa sadzenie łąki kwietnej w naszym mieście nie jest nowa. Wiele lat temu podejmowane były takie próby, jednak nie spotkały się one z przychylnym nastawieniem ze strony mieszkańców." Wychodzi na to, że to sami mieszkańcy niby nie chcą. To stwierdzenie przewija się w kilku wypowiedziach, także publikowanych w mediach.

(Fragment pisma z ratusza)
Pozytywnie opiniują naszą inicjatywę, ale nie w Parku Centralnym, bo „zdjęcie istniejącej, nie tak dawno założonej w Parku Centralnym darni, byłoby marnotrawstwem.” Tyle tylko, że we wskazanej lokalizacji (od ul. Niepodległości) nie była zakładana żadna darń. Zakładano w innych miejscach Parku. Czyli albo osoba pisząca się nie orientuje… albo to tylko pretekst do zgrabnej odmowy. Możliwe, że są tam planowane jakieś inwestycje…

Studenci proponowali rozwiązanie szybkie i radykalne (ale bez stosowania herbicydów, jak można w różnych "poradnikach" spotkać), czyli z zaoraniem tej murawy by posadzić nowe rośliny i efekt kwietnej łąki byłby natychmiastowy (już w tym roku). Można oczywiście wybrać inną wersję, stopniowego dosiewania i rzadszego koszenia – dochodzenie do łąki kwietnej trwałoby trochę dłużej (kilka lat) ale nie wiązałoby się ze zrywaniem podobno niedawnej położonej darni. Zatem albo brak wiedzy albo zwykłe „spławianie”.

Odpowiedni dział w ratuszu sugeruje jednocześnie inne lokalizacje, np. w Parku im. Kusocińskiego. Z innych wypowiedzi rzecznika wynika, że to w tamtym parku podobno miasto zakładało łąkę kwietną i mieszkańcy protestowali. Z pisma wynika, że Gmina Olsztyn wspiera inicjatywę łąki kwietnej ale nie podejmie się współpracy. Na dodatek wymagać będzie wielu różnych danych, łącznie z tym, skąd pochodzić będą nasiona, jakie gatunki itd. Zatem kolejne pisma trzeba składać, i czekać na pozwolenia. Moim zdaniem jest to zwykłe „spławianie”. Niby tak, jesteśmy za, ale zamęczymy was formalnościami i w niczym nie pomożemy. Dziwi mnie to tym bardziej, że pomysł studentów wpisuje się w strategię rozwoju Olsztyna i już podejmowanych projektów, np. miasto przyjazne pszczołom. Co do kosztów, to spore pieniądze kierowane na coroczne, częste koszenie, w części można przeznaczyć na tworzenie i utrzymanie łąk kwietnych. Zleceniobiorcy (od koszenia) nie byliby stratni, tylko musieliby wykonywać inne czynności.

Dlaczego Park Centralny? Bo wspólnie ze studentami planowaliśmy okresowy wypas owiec lub kóz, jako „kosiarek” (zagadnienie na dłuższą opowieść, dlaczego okresowy wypas w mieście). Nie jest to już żaden innowacyjny wymysł, bo w miastach amerykańskich i europejskich już tak się dzieje. Przy okazji dodatkowa atrakcja dla mieszkańców. Trudne logistycznie? Tak, ale możliwe. Potrzebna byłaby jednak otwarta i życzliwa współpraca urzędu… z mieszkańcami. I okazja do powolnego budowania zielonego wolontariatu.

Z łąkami miejskimi jest trudno, potrzebna edukacja, współpraca i chęć do działania. Póki co próbuję nie tylko mówić i pisać ale i działać pod własnym blokiem, na skrawku kilkunastu metrów kwadratowych. Spotykam się z dużą życzliwością i wsparciem okolicznych mieszkańców, w tym sąsiadów. A teren jest trudny, bo zacieniony, między drzewami. Wybrałem wersję ewolucyjną, stopniową.

Do poczytania, wybrane z mediów
„W stolicy Warmii i Mazur w lipcu w Parku Centralnym zorganizowane zostało śniadanie na trawie. Przy jego okazji prezentowana była specjalna bajka o ochronie pszczół.” To akurat działania moje wspólne ze studentami dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego.
„— Czy w Olsztynie są miejsca, w których mogłyby powstać łąki? — Tak — parki. To miejsce, gdzie jest sporo przestrzeni i gdzie można idealnie wkomponować łąkę kwietną. Zresztą kilka lat temu próbowaliśmy wcielić w życie taki pomysł, łąki kwietne powstawały choćby w parku Kusocińskiego. Mieszkańcy są jednak przyzwyczajeni do koszonych trawników, a łąkę kosimy raz do roku, żeby ładnie wyglądała. Olsztynianie dzwonili do ZDZiT-u i skarżyli się, dlaczego teren nie jest koszony. Takie propozy — A czy były już zgłaszane w ramach piątej edycji Olsztyńskiego Budżetu Obywatelskiego? — Nie, jeszcze taki pomysł nie wpłynął. OBO rzeczywiście może być doskonałym narzędziem do tego, żeby wprowadzić do Olsztyna łąki kwietne. Zachęcamy olsztynian, żeby składali wnioski do OBO."
"Kwietne łąki absolutnie poprawiłyby atrakcyjność turystyczną Olsztyna, miasta-ogrodu — nie ma wątpliwości Marta Kruk, przewodnik turystyczny. — A czy łąki kwietne zwiększyłyby atrakcyjność turystyczną Olsztyna? — Myślę, że tak. Osobiście, jako przewodnik, chętnie pokazałabym przyjezdnym olsztyńskie łąki kwietne, wychwalając ich zalety. Przecież nie chodzi tylko o to, żeby było kolorowo i inaczej, ale też o pojawienie się roślin miodnych, które dają pożywienie owadom zapylającym. Jest to więc ogromny plus w chwili, gdy obserwuje się masowe ginięcie tych insektów, co z kolei w perspektywie stawia pod znakiem zapytania istnienie ludzkości!"

Jakie kwiaty znajdziesz na łąkach? Mieszanka nasion kwiatów polnych jest następująca:
  • Złocień zwyczajny (Leucanthemum vulgare
  • Wyka ptasia (Vicia cracca
  • Wyka brudnożółta (Vicia grandiflora
  • Chaber driakiewnik (Centaurea scabiosa
  • Komonica zwyczajna (Lotus corniculatus
  • Świerzbnica polna (Knautia arnvensis
  • Żmijowiec zwyczajny (Echium vulgare
  • Cykoria podróżnik (Cichorium intybus
  • Krwawnik pospolity (Achillea millefolium
  • Chaber łąkowy (Centaurea jacea
  • Dziewanna wielkokwiatowa (Verbascum thapsiforme
  • Rumian barwierski (Anthemis tinctoria
  • Ślaz dziki (Malva sylvestris
  • Mydlnica lekarska (Saponaria officinalis
  • Marchew dzika (Daucus carota
  • Rzepik pospolity (Agrimonia eupatorium
  • Bukwica pospolita (Betonica officinalis
  • Dziewanna pospolita (Verbascum nigrum
  • Szałwia okółkowa (Salvia verticillata
  • Wiesiołek, przynajmniej dwa gat. – (Oenothera sp.) 
  • Czarcikęs łąkowy (Succisa pratensis
  • Brodawnik zwyczajny (Leontodon hispidus
  • Złocień polny (Chrysanthemum segetum
  • Mak polny (Papaver rhoeas
  • Maruna bezwonna (Tripleurospermum maritimum
  • Rumian polny (Anthemis arvensis
  • Chaber bławatek (Centaurea cyanus
  • Kąkol (Agrostemma githago)
*   *   *   *   *
PS. (7 lipca 2018 r.) Początek lipca 2017 roku. Na miejsce w Parku Centralnym, tam gdzie mniej więcej planowana była łąka kwietna, wjechały maszyny i ryją. Wycięto mały zagajnik. Wcześniejsza odmowa pod pretekstem zachowania darni wygląda teraz karykaturalnie. Czy nie mądrzej byłoby od razu napisać, że w związku z planowana inwestycją nie ma sensu zakładać łąki kwietnej, bo zostanie zniszczona przez maszyny? 
Lipiec 2018.

Wiosna 2018, zaznaczony zagajnik z drzewkami został całkowicie wycięty.

2 komentarze:

  1. Beton urzędniczy to przekleństwo na skalę światową.

    Niektórych gatunków wymienionych na liście jeszcze mi się w naturze obok siebie zaobserwować nie udało.

    Pozyskanie nasion nie powinno być drogie zwłaszcza przy wykorzystaniu wolontariuszy.

    Dwukrotne koszenie w dobrze dobranym okresie na pewno ograniczy inwazję nawłoci czy rdestowca, powstrzyma także sukcesję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Od kilku lat marzę o kwietnej łące w centrum Olsztyna, między basenem OSiR a hotelem Relax. Miejsce wydaje się idealne. Chętnie pomogę jako wolontariusz. Poza tym kolejne śniadanie na trawie już 24 czerwca. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń