12.10.2023

Dlaczego student na wykładzie ma mieć gorzej ode mnie?

Dwie maskotki ręcznie robione, stanowiące gadżety wykładowe, do opowieści dla młodszych i starszych, wtedy gdy zajęcia odbywają się w terenie. Ale może wykorzystywać je także na wykładzie z rzutnikiem multimedialnym?

Dlaczego student ma mieć gorzej ode mnie? Spóźniłem się na wykład/spotkanie/webinarium. Chciałem, zaplanowałem ale niespodziewana sytuacja osobista uniemożliwiła mi udział w wartościowym webinarium. Zwolnienia lekarskiego nie mam. Czy zatem nieobecność będzie nieusprawiedliwiona? Będzie jakaś kara lub odrabianie? Nie, nic z tych rzeczy. To było spotkanie nieobowiązkowe, nikt listy obecności nie sprawdzał. Sam chciałem uczestniczyć, bo wydawało mi się przydatne w moim samodzielnym procesie uczenia się. Na szczęście webinarium było nagrane a nagranie szybko udostępnione online. I mogłem odtworzyć, wysłuchać, zanotować. Bardzo komfortowo, bo zatrzymywałem nagranie, by zrobić sobie kawę oraz by odpisać na maile czy toczące się dyskusje w mediach społecznościowych (wszak żyjemy hybrydowo, zanurzeni częściowo w świecie realnym i częściowo w wirtualnym). Było to więc słuchanie przerywane. Ale dzięki temu nic mi nie uciekło z ważnych treści. Co więcej, kilka razy zatrzymywałem wideo by spokojnie zanotować i zapisać ważne dla mnie myśli i refleksje. Na wykładzie, w czasie rzeczywistym, nie ma takich możliwości i często notuję w pośpiechu i z obawą (stresem), że nie zdążę, bo prowadzący za szybko zmieni slajdy. Lub jest tak dużo ważnych treści, że nie zdążę wszystkich zapisać. W tym swoich własnych refleksji i komentarzy. Pojawia się więc poczucie straty. Jedyne czego nie mogłem to zabrać głosu w dyskusji. Bo mnie w tym czasie w pokoju webinariowym nie było. Spotkanie było w trybie synchronicznym a ja uczestniczyłem asynchronicznie. Jakaś strata z powodu absencji, ale nie wszystko było stracone.

Cenię sobie nagrane wykłady, na których byłem i na których nie byłem. To doskonała forma notatki, powtórzenia i komfort słuchania bez strachu, że czegoś nie zdążę zanotować. Skoro jest to przydatne dla mnie to zapewne byłoby przydatne i dla studentów. Dlaczego im tego żałować? Bo wymaga zmiany przyzwyczajeń i większego wysiłku? Najpierw by się nauczyć nowego a potem by angażować się w dodatkowe czynności.

A dlaczego miałbym żałować takiego komfortu swoim studentom? Czasem są nieobecni, bo wykład jest o 8-mej rano lub w piątek po południu. Czasem są chorzy, czasem inne powody powodują, że są nieobecni. Nie dlatego, że są leniwi czy nieobowiązkowi. I co, przepadło? Czy współczesna technika nie pozwala na nagrywanie, transmisję czy inną formę notatek? Na pewno można przesyłać slajdy z prezentacji wykładowej. Do tej pory wysyłałem w pliku pdf po wykładzie. W tym roku spróbuję inaczej - wysłać przed. Na moich prezentacjach jest mało słów, dominują zdjęcia, grafiki, schematy (słowa wypowiadam a nie czytam ze slajdów). Może więc jakieś najważniejsze treści wpisywać w notatkach pod slajdami a studentom wysyłać pdf z widokiem notatek (slajd i moje notatki)? A może nagrywać, tak jak to robiłem w czasie wykładów online na Teamsach? Czasem hybrydowo, dla studentów zaocznych, dla tych na sali i z transmisją dla tych poza salą (dalekie dojazdy a czasem wypadaja uroczystości domowe, których nie sposób opuścić). A może warto włączyć studentów do nagrywania? Sam nie dam rady a nie mam pomocnika technicznego. Niech i studenci mają komfort w słuchaniu wykładów. I coś od siebie też niech dołożą.

Obserwuję jak ja obecnie się uczę (w świecie przesyconym informacjami i łatwym dostępem do wiedzy). Tak rzeczywiście a nie teoretycznie i zgodnie z podręcznikiem. Jest to element kształcenia ustawicznego przez całe życie. Mało jest więc długich i formalnych szkoleń z certyfikatem. Prawie wyłącznie są to mikroszkolenia, pojedyncze wykłady na konferencjach, webinaria, książki samodzielnie czytane, artykuły, które znajduję w mediach społecznościowych. Algorytm Facebooka, wyćwiczony na moich polubieniach, kliknięciach oraz wynikający z wyboru obserwowanych stron lub profili oraz "znajomych", codziennie podsuwa mi interesujące mnie materiały. Niczym sprofilowana i zindywidualizowana multimedialna gazeta codzienna. I ty także jesteś redaktorem swojej prywatnej gazety. Że wszystkim tego konsekwencjami.

Obserwuję sytuacje, w których się uczę i jak zorganizowałem sobie rzeczywiste środowisko edukacyjne. Uczę się przez dyskusje i konwersacje np. w mediach społecznościowych. Oczywiście są i te konferencyjne w spotkaniach bezpośrednich. Uczę się konektywnie w zbudowanej sieci kontaktów i relacji. I pies między wrony kracze, więc kluczowe jest zbudowanie swojego środowiska edukacyjnego z relacjami. 

Uczę się w końcu przez działania i ćwiczenia, przez natychmiastowe wykorzystanie w praktyce lub nauczaniu innych. W nauczaniu w szerokim sensie, w tym także w opowiadaniu na niniejszym blogu. Jak by nie było jest to powtarzanie i przetwarzanie treści. pobudzanie połączeń synaptycznych. A już samo linearne pisanie wymusza logiczność myślenia. Piśmienność jest inna niż mówioność. I warto z tego korzystać. A jeszcze czymś innym nowa piśmienność i nowa mówioność.

I jeśli ja się tak uczę, to czyż współczesny student nie żyje w takim samym świecie? Może uczy się tak samo? Czy mu żałować komfortu edukacyjnego? I czyż nie jest słusznym takie zmienienie form i sposobów przekazywania wiedzy na uniwersytecie (budowania środowiska edukacyjnego) by proces uczenia się przebiegał jak najbardziej efektywnie?  Czy też z uporem tkwić w starych wzorcach z innej epoki i innej sytuacji tylko dlatego, że "ja tak miałem, też sochą orałem pole i sierpem kosiłem żyto". Skoro wymyślono kosę, to dlaczego żąć sierpem, mimo że to mniej wydajne? Bo tradycja?

Jako ekolog przesiąknąłem paradygmatem ekologicznym i wyraźnie dostrzegam relacje i oddziaływania w złożonym środowisku. Oraz to, że budowa i funkcjonowanie organizmów zależą także od tego, w jakim organizm znajduje się środowisku. 

7.10.2023

Od nauczyciela do projekczyciela - trendy i wyzwania edukacyjne

 
Mam przyjemność uczestniczyć  w konferencji pt. "Trendy i wyzwania edukacyjne dla uczelni wyższych", zorganizowaną przez Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu. Ideą tej konferencji jest nowe spojrzenie na edukację, w szczególności tę na uczelniach wyższych. Jak sami organizatorzy zaznaczają ”Współczesna rzeczywistość to rzeczywistość nieustannej zmiany. Jak za nią nadążyć? Czy można się do niej przygotować? Te pytania nie są abstrakcyjnym wstępem do teoretycznych rozważań, ale kluczowym punktem wyjścia do budowania nowoczesnej edukacji. Edukacji, która nie tylko daje narzędzia, uczy ich zastosowania, ale też zapobiega wykluczeniu społecznemu ze względu na kompetencje cyfrowe i dostęp do nowoczesnych technologii, bez których nie da się funkcjonować we współczesnym świecie. 

Rynek pracy nie jest dzisiaj oparty wyłącznie na kierunkowej wiedzy. To jest już za mało. Tej wiedzy bowiem powinny towarzyszyć umiejętności łączenia wielu kompetencji, pracy w zespole, elastyczność, ale też świadomość, że uczenie się jest procesem ciągłym, który determinuje nie tylko osobisty sukces. 

Jakie będą szkoły i uniwersytety w przyszłości? To pytanie wielu badaczy i obserwatorów edukacji na całym świecie prowokuje nie tylko do rozważań z obszaru futurologii. Idą bowiem za tym pytaniem także analizy, które starają się zwrócić uwagę na różne trendy wpływające na edukację w średniej i dłuższej perspektywie. Nie trzeba zresztą sięgać po analizy, wystarczy przywołać swoisty wstrząs w systemie edukacji zarówno szkolnej, jak i akademickiej, jakim było przejście na kształcenie w trybie on-line ze wszystkimi jego konsekwencjami. Świadomość nie tylko istnienia nowych zjawisk, ale przede wszystkim możliwości, jakie ze sobą niosą, nie tylko pozwala szerzej spojrzeć na edukację, ale też określić potrzeby uczestników procesu dydaktycznego – tak studentów, jak i nauczycieli akademickich. To krok do opracowania metodycznego wsparcia rozwoju dydaktycznej ścieżki kariery akademickiej, ale też wykorzystania innowacyjnych narzędzi kształcenia.” [wytłuszczenia moje]

Na tej konferencji chcę się podzielić swoimi doświadczeniami i przemyśleniami, zapoznać się z wiedzą i opiniami innych ekspertów i przy okazji poćwiczyć. Poćwiczyć wykorzystanie nowych technologii na wykładzie by był bardziej interaktywny i jednocześnie tworzyć notatki w trybie asynchronicznym. Każda okazja jest dobra by poćwiczyć. W tym także poćwiczyć projektowanie przestrzeni edukacyjnej. Tradycyjny wykład kończy się wraz z wybrzmieniem ostatnich słów wykładowcy. Jeśli ktoś przysnął lub coś go rozproszyło, to te fragmenty są utracone. Po wykładzie może uczestnik (student) skorzystać z własnych notatek. Lub prosić o wgląd do notatek innych studentów.  Co można więcej zrobić? Udostępnić przed, w trakcie lub po slajdy z prezentacji, stanowiące notatki. Student nie musi się martwić, że jeśli czegoś nie zdążył zapisać, to już nie ma do tego dostępu. Teraz wykłady czasem są nagrywane (nawet w formie transmisji online). To nie tylko rozszerzenie grona odbiorców. Przeglądając nagranie można zatrzymać, zanotować i uruchomić dalszą część nagrania. Nic słuchaczowi nie ucieknie, wszystko zdąży na spokojnie zanotować, łącznie z obszerniejszymi, swoimi przemyśleniami. A jak coś jest trudniejsze, to może kilka razy odtworzyć dany fragment. Wykłady na wspomnianej konferencji będą nagrywane. Być może zostaną w całości lub we fragmentach udostępnione. Nagrywanie czy transmisja wymaga pracy zespołowej i pomocy technicznej. Zatem nie zawsze może być wykorzystane na każdym wykładzie. Można więc zachęcić studentów to wykorzystania wspólnej przestrzeni na gromadzenie notatek i dyskusje wokół treści wykładowych (powtarzanie oraz aktywna dyskusja czyli zwiększanie efektywności zapamiętywania). Z wykorzystaniem takich programów jak Mentimeter można dzielić się wytworzonymi w czasie wykładu materiałami (w tym efektami wspólnej dyskusji) i w ten sposób zachęcać do powtórzeń, dyskusji i innych form aktywnego powtarzania i przetwarzania treści. A czy blog można wykorzystać do zamieszczania streszczeń, omówień treści wykładowych oraz zachęcać do powykładowej dyskusji? Warto wypróbować. Co niniejszym czynię.


Na konferencji przedstawiam referat pt. "Od nauczyciela do projekczyciela", stanowiący zarówno przemyślenia jak i własne doświadczenia z praktyki edukacyjnej.

Po blisko 40 latach pracy akademickiej staję na rozdrożu. Skończyłem kierunek nauczycielski w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Olsztynie. To były solidne studia z wtedy pełną i aktualną wiedzą. Byłem dobrze przygotowany do pracy nauczyciela biologii. Potem systematycznie aktualizowałem swoją wiedzę na różnego rodzaju kursach, przez lekturę specjalistycznych książek i cały czas praktykowałem. A mimo to obecnie czuję spore braki. Tak, jakbym musiał się nauczyć roli edukatora od nowa. Stąd symbol drogowskazu na rozstajnych drogach. 

Co dalej z edukacją na uczelniach wyższych, w tym na moim uniwersytecie? I nie jest to tylko mój dylemat. Mój uniwersytet obchodzi właśnie 25 lecie swojego istnienia. Tyle samo co Google. W jakimś małym stopniu tworzyłem swój uniwersytet, nadziejami, dyskusjami, entuzjazmem i zaangażowaniem. Wystąpienie konferencyjne zawiera opowieść o mojej, blisko 40-letniej, akademickiej drodze od nauczyciela do projekczyciela (w formie studium przypadku) z odniesieniami do teorii edukacyjnych (mi.in. konstruktywizm, konektywizm). Nauczyciel rozumiany jest najczęściej jako zawód transmisji wiedzy (wiedza podająca), projekczyciel to neologizm łączący słowa nauczyciel i projektant. Termin projekczyciel zwraca uwagę na znaczenie środowiska uczenia się i konieczność projektowania przestrzeni i sytuacji edukacyjnych.

Nauczyciel wiąże się z nauczaniem, transmisją wiedzy. Współczesna szkoła, tak zwana pruska, powstawała w XVIII i XIX wieku, razem ze zmianami społecznymi i gospodarczymi. W tym okresie kształtował się także Humboldtowski uniwersytet. Wcześniej szkoła działała jako instytucja kościelna. Podobnie ze średniowiecznym uniwersytetem. W czasie drugiej rewolucji technologicznej i wraz z  narodzinami epoki przemysłowej, dokonały się spore zmiany, powstawały państwa narodowe i przemysłowe, znikało rolnicze społeczeństwo feudalne a rodziło się społeczeństwo przemysłowe. Pruska szkoła była dobrą odpowiedzią na tamte zmiany i wyzwania. Wprowadzono powszechną edukację szkolną, programy nauczania, system klasowo-lekcyjny i nauczyciela jako urzędnika państwowego. Uniwersytety zmieniły się, by dostosować się do wyzwań tamtego społeczeństwa.

Teraz jesteśmy na kolejnym rozdrożu. Wraz z narodzinami trzeciej rewolucji technologicznej i epoki komputerów, gospodarki opartej na wiedzy, epoki internetu i nowych technologii, dokonują się ogromne zmiany w edukacji, w tym także na poziomie wyższym. Zmieniamy szkołę i uniwersytety nie dlatego, że kiedyś zostały źle wymyślone, ale dlatego, że zmieniły się potrzeby i wyzwania. Zmieniło się środowisko społeczno-cywilizacyjne. I zmienia się to na naszych oczach.

Nagromadziło się zbyt dużo wiedzy i jest ona zbyt obszerna by dawna transmisja wiedzy miała sens (za dużo do zmieszczenia w pojedynczej głowie a na skutek ciągłych zmian trudno jest ustalić jeden wspólny kanon wiedzy podstawowej dla wszystkich). Jedyne co pewne to zmiana. Sam tego nieustannie doświadczam w ciągu całej aktywności akademickiej. Z trudem uczyłem się wielu rzeczy, które szybko stawały się niepotrzebne lub nieadekwatne (np. tworzenie bibliografii na papierowych fiszkach bibliotecznych, przygotowywanie prezentacji i wykładów na foliach). A jednocześnie ciągle uczyłem się nowych standardów przekazywania wiedzy i komunikacji. Jednoczesne zapominania i uczenie się (tego co zbędne i bezużyteczne w nowych warunkach).

Zmieniają się także teorie opisujące edukację i proces uczenia się. Odchodzimy od prostego behawioryzmu, właściwego dla transmisji wiedzy (transferyzm). Dostrzegamy, że wiedza jest systemem, konstruktem. A ten nie powstaje jako prosta suma informacji lecz bardziej jak rozwój organizmu (konstruktywizm). Zatem ważniejsze jest tworzenie warunków do rozwoju i uczenia się aniżeli prosta transmisja wiedzy (bo nie jest to możliwe w złożonym systemie społecznym z wieloma różnymi czynnikami i oddziaływaniami). Dostrzegamy relacje między ludźmi jak i komunikację. Wiedza jest rozporoszona (konektywizm) i tworzy się w relacjach między różnymi elementami osobowymi (ludzkimi) i nieosobowymi (książki, repozytoria komputerowe i internetowe). Coraz ważniejsze jest więc projektowanie przestrzeni i sytuacji do uczenia się. Stąd neologizm projekczyciel. Tak jak i nauczeń czyli uczeń + nauczyciel, a więc naprzemienne role nauczyciela i uczącego się ucznia. Analogicznie do prosumpcji w gospodarce (producent + konsument).

Moim zdaniem dobrze proces uczenia się opisuje cykl uczenia się przez doświadczanie Kolba: doświadczanie, refleksja, myślenie i działanie. Ciągłe wspinanie się jak po spiralnych schodach, doświadczanie, refleksja nad tym, czego się doświadczyło, próba abstrakcyjnego myślenia i tworzenia modeli by sprawdzić to w działaniu. I kolejny cykl z rosnącym doświadczeniem.

W ciągu długiej mojej pracy zmieniło się wszystko, wcześniej wyuczone umiejętności w dużej części okazały się już przestarzałe i nieadekwatne (nie tylko metody badawcze i stosowane przyrządy ale także np. folie do rzutnika pisma, biblioteczne fiszki z literaturą przedmiotu, technika pisania na maszynie). Nieustannie musiałem uczyć się nowych technik komunikacji i przekazywania wiedzy (od tablicy z kreda i rzutnika pisma do wykładu online). Sama idea wykładu podającego stała się również niewydolna i nieadekwatna we współczesnej rzeczywistości społecznej. Potrzebna jest zmiana zarówno indywidualna (indywidualny styl pracy) jak i instytucjonalna. A teraz pojawiają się algorytmy generatywnej sztucznej inteligencji. Zmienia się wszystko. Jak się w tym odnaleźć osobiście i jak instytucjonalnie? Czyli jaki ma być uniwersytet nie tylko jutra ale i dzisiaj?

Na edukację możemy spojrzeć z perspektywy ewolucji Homo sapiens jak i ewolucję komunikacji. Mowa umożliwiła postanie symboli i myślenia symbolicznego. Pismo było pierwszą formą pamięci zewnętrznej (i komunikacji zdalnej) a linearność pisma wykreowała myślenie logiczne i analityczne. Na tej podstawie powstał uniwersytet: miejsce zgromadzenia ludzi – wspólnoty uczących i nauczanych oraz biblioteki, jako zasobów z wiedzą. Wielowiekowa tradycja uniwersytecka – dyskusja i analizy tekstów oraz laboratoriów z eksperymentami, w sporej części nie pasuje do współczesnej, trzeciej rewolucji technologicznej. Internet i nowe media tworzą nowy rodzaj komunikacji, nazywanej roboczo nową oralnością i nową piśmiennością (są to zagrożenia jak i szanse). Dostęp do wiedzy i ludzi staje się coraz bardziej rozproszony (zdecentralizowany). Uniwersytet to już nie tylko miejsce i kadra oraz biblioteka. A przy gwałtownym przyroście wiedzy i zmieniających się warunkach społecznych nieustannie zmienia się kanon wiedzy aktualnej zawodowo.

Z nauczyciela i wykładowcy akademickiego stałem się nauczniem – nauczycielem i uczniem w jednym (neologizm nawiązujący do prosumpcji). W wielu aspektach studenci wiedzą więcej, potrafią więcej a zatem transmisja wiedzy staje się wielokierunkowa. W roli nauczyciela akademickiego ważniejsze stało się projektowanie przestrzeni i sytuacji, w której zarówno wykładowca jak i student uczą się i budują (konstruują) swój indywidualny konstrukt wiedzy jak i tworzą wspólny, konektywnie funkcjonujący system wiedzy. Nauka przez doświadczanie jest szczególnie łatwa na kierunkach przyrodniczych.

W trakcie wykładu przedstawiam własne próby projektowania przestrzeni do uczenia się, m.in., dziennik refleksji, hybrydowe zajęcia (stacjonarne z komunikacją online: Facebook, Messenger, MS Teams, publikowanie na blogu, wirtualna tablica i zasoby w chmurze), projekty studenckie, wykorzystanie AI, interaktywny skrypt i powtórzenia na Genial.ly, qr kody i gra terenowa jako zaliczenie, ocenianie kształtujące, mikrocertyfikaty. Jak zmieścić się w obecnym systemie sylabusów, ocen, wymogów akredytacyjnych z tymi pomysłami i innowacjami? Pamiętając, że dzisiejsza innowacja jest jutrzejszym archaizmem. Czy po wejściu na rynek takich narzędzi jak Chat PGT, Google Bard itp. uczymy na uniwersytetach promptowania (pisania poleceń dla czatów AI)? W ramach nowych przedmiotów czy raczej jako dodatkowe elementy na tradycyjnych przedmiotach? Ja ciągle nie mieszczę się w wyznaczonych schematach tabelek i starych szablonów. To jak wędrówka w ciasnych butach...

Tradycyjny wykład podający traci sens ale nie tracą sensu i wartości spotkania w kontakcie. Wykład może mieć formę dyskusji, odwróconej lekcji (podział na wykłady i ćwiczenia traci w pewnym sensie wartość) a kontakt wykładowcy ze studentami może mieć charakter synchroniczny i asynchroniczny. Czy utrzymać 1,5 godzinny wykład? Potrzeba więcej treści krótszych, 10-20 minutowych, do obejrzenia na telefonie w czasie jazdy pociągiem czy autobusem. Ale potrzebne są także te dłuższe formy wykładowe i książki by uczyć skupienia, wytrwałości i pracy głębokiej. Bo te umiejętności też są i będą potrzebne.

Jakie są wyzwania współczesności i przyszłości? Mikrouczenie się, mikrocertyfikaty, nacisk na kształcenie praktyczne i uczenie się ustawiczne. Walidacja wiedzy i certyfikowanie kompetencji oraz umiejętności jawią się jako nowa rola uczelni wyższej. Obserwujemy spadek zainteresowania studiami, zwłaszcza drugiego stopnia i rozwój e-learningu. AI rozwija algorytmizację edukacji oraz jej indywidualizację. Przykładem poszukiwań nowej formuły dla zajęć akademickich jest Akademickie Zacisze (a od 4 października Wirtualny Uniwersytet Pedagogiczny), prowadzone przez profesora Romana Lepperta z Bydgoszczy.

Wyzwaniem jest także plan zajęć by był dogodny także dla studentów pracujących - "co możemy dla Was zrobić, byście mogli pracować i studiować"? Dogodny plan zajęć i więcej materiałów hybrydowych? A jak zorganizować spotkania w kontakcie? Nietypowe godziny, nietypowe miejsca, nietypowa forma? Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego zaczęła pracę całodobowo. Czy jest to odosobniony ewenement czy zwiastun trendu?

Skoro trzeba szybko nowej wizji edukacji i innego sposobu projektowania oraz prowadzenia kształcenia na uczelniach wyższych, to jak przygotować własną kadrę? Czekać aż wymrą i przyjdą nowi (zbyt długo i niepewne, bo bez zmian dziedziczona będzie stara kultura pracy i dawna wizja edukacji podającej), nakazać dokształcać się (niech sami się dokształcają na różnego rodzaju kursach), zorganizować wsparcie i wewnętrzne sposoby podnoszenia i uaktualniania umiejętności oraz kompetencji? Przykładem akademickiej placówki doskonalenia dydaktycznego jest Centrum Nowoczesnej Edukacji Politechniki Gdańskiej (rozwój własnej kadry ale i trzecia misja uniwersytetu, oddziaływanie na otoczenie, budowanie wizerunku m.in. wśród kandydatów na studia). Jakie kompetencje będą potrzebne w czasach nieustannej zmiany? Kreatywność, współpraca, nastawienie na rozwój. Potrzebne są uczelniane i pozauczelniane grupy wsparcia zawodowego. Nauczyciele mają np. grupę Superbelfrów. Środowisko akademickie jeszcze takich grup nie ma.

Wobec bardzo znaczących i głębokich zmian cywilizacyjnych i społecznych, które mają bezpośrednie przełożenie dla szkół i uniwersytetów, potrzebne są kompleksowe zmiany w edukacji. I nad tym warto się zastanowić. Być może pomocą będą ministerialne projekty typu doskonałość dydaktyczna. Choć na pewno najważniejsza jest oddolna zmiana i dyskusja wewnątrzuczelniana. A może także w całym środowisku akademickim, bez zamykania się we własnych lokalnych podwórkach?

Czeka nas już rozpoczęta transformacja uniwersytetów, tak jak kiedyś powstanie Humboldtowskich uniwersytetów na początku epoki przemysłowej. Może potrzebna nam nowa Komisja Edukacji Narodowej (KEN) ale już o charakterze globalnym i międzynarodowym? Tymczasem każdy z nas zmagać się będzie z poszukiwaniem i dostosowywaniem do współczesności.

Sami musimy się uczyć zupełnie nowych rzeczy. Nowe programy nauczania? Będą kilka lat opracowywane, bo tak długo mielą akademickie młyny. To zbyt długo. Programy rozrywane są bojem o godziny i by wygodnie ułożyć plan dla osób najważniejszych. Kluczem jest więc kultura pracy na naszych polskich uczelniach. Tak jak lokalne warunki środowiskowe w sukcesji ekologicznej.  

Jak zmienić? Teoretycznie łatwo ale trudno instytucjonalnie. Zmiana jest jak sukcesja w ekosystemie, nawet po drastycznym wykoszeniu i zaoraniu pozostaje glebowy bank nasion, które przez długi czas jeszcze kiełkują i "przywracają" dawne gatunki. Podoba mi się także stwierdzenie zmiana chodzi w niewygodnych butach.

Zapraszam do dyskusji i zadawania pytań także w komentarzach pod niniejszym wpisem na blogu. 

1.10.2023

Dyskusja jako ważny element metody naukowej

Miejsce na sympozjum... dogodne do dyskusji, długich i spokojnych.
 

Myślenie krytyczne i weryfikacja różnorodnych informacji są jednymi z kluczowych kompetencji XXI wieku. Stąd duża potrzeba uczenia się metody naukowej. Wyrosła ona z poznania potocznego a przez wieki została udoskonalona. Na czym polega? Na zwiększaniu obiektywności i uniwersalności. Musi być otwarta i przejrzysta. Tym się różni alchemia od nauki. Mało kto pamięta, że Newton też zajmował się alchemią. Poszukiwano recepty na otrzymywanie złota, a więc bogactwa. Dlatego alchemicy szyfrowali swoje notatki, nie wymieniali między sobą informacji. W nauce było inaczej, dlatego nauka się rozwijała. Przejrzystość i jasność przekazu umożliwia powtarzanie eksperymentów i obserwacji. Nie wystarczy coś zaobserwować i odkryć. Inni muszą też to zobaczyć i potwierdzić, muszą powtórzyć eksperymenty. Nauka jest więc weryfikowalna. I podaje źródła, czyli skąd takie a nie inne informacje, wnioski, czy to z obserwacji, eksperymentów czy zaczerpnięte od innych autorów. Dzięki temu wszystko można powtórzyć, sprawdzić po wielokroć. W końcu metoda naukowa to logika wywodu i argumentacji.

W części eksperymentalnej mówimy o obserwacji (zdanie się na zmysły i przyrządy wyostrzające nasze zmysły), doświadczeniu (potwierdzanie hipotezy, główne w celach dydaktycznych, demonstracyjnych), eksperymencie (badawcza weryfikacja hipotezy). W języku codziennym stawiamy zazwyczaj znak równości między doświadczeniem a eksperymentem. Są między nimi jednak istotne różnice w celu wykonania. 

W metodzie naukowej bardzo ważna jest otwarta (i zrozumiała dla wszystkich) dyskusja. Sympozjum w swym rodowodzie wywodzi się ze starożytnej Grecji. Oznacza wspólne picie: syn - wspólny, posis - picie. Jednym słowem przyjazne dyskusje przy stole. I teraz na konferencjach mamy wodę, herbatę czy kawę oraz ciasteczka na przekąskę. A na spotkaniach wieczornych, mniej formalnych pojawia się także i wino lub inne wyskokowe napoje. Wszystko po to, by stworzyć przestrzeń i dogodną sytuację do dyskusji. Sztukę dyskutowania ludzkość doskonaliła przez wieki. W nauce dyskusję prowadzi się nie po to, by pokonać przeciwnika (jak np. w procesach sądowych) lecz by dojść do prawdy. By poznać lepiej badany przedmiot i spojrzeć na problem czy zagadnienie z różnych punktów widzenia. Oczywiście, ludzie są tylko ludźmi, nawet naukowcy. Nasza natura ujawnia się we wszystkich przejawach życia społecznego. Niemniej metoda naukowa rozwija i doskonali takie formy dyskusji by zmierzać do poznania a nie do pokonania i rywalizacji. Nieustanna optymalizacja i tworzenie zgodnych z duchem metody naukowej rutyn i rytuałów.

Jak przemycić tę wiedzę do szkoły i do podręczników? Jak upowszechnić metodę naukową?  Teraz się nad tym biedzę by przemycić jak najwięcej w podręczniku do biologii w szkole podstawowej. W klasie piątej pojawia się taki właśnie temat. Początek poznawania życia biologicznego zaczyna się od poznania metody naukowej. Staram się więc umieścić coś w podręczniku, w zeszycie ćwiczeń i w poradniku metodycznym dla nauczycieli. Tak, żeby było przejrzyste a jednocześnie w jak największym stopniu oddawało istotę sprawy a nie tylko powierzchowne wrażenie. I by było wygodne dla nauczyciela. Próbuję to osiągnąć we współpracy z WSiP (Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne) wraz z zespołem współautorek - czynnych nauczycielek ze szkół podstawowych i ponadpodstawowych. W zespole autorskim ja uzupełniam to spektrum jako przedstawiciel uczelni wyższej. Pełny profil edukacyjny i toczone dyskusje między nami, by efekt końcowy był jak najbardziej skuteczny w uczeniu jednej z kilku ważnych kompetencji teraźniejszości i przyszłości. 

Wiedza ma postać struktury, systemu powiązanych relacjami pojęć, symboli, definicji, znaczeń, przykładów. Konstrukt indywidulany (w głowie dowolnego ucznia, dowolnej osoby) powstaje ewolucyjnie, przez dodawanie elementów i przebudowę w długim procesie uczenia się. Nie jak budowla z kloców Lego, raczej jak rozwój owada, z przeobrażeniami (są owady z hipermetamorfozą a więc podwójną zmianą planu budowy). Bo w budowli z kloców po prostu dodajemy kolejno poszczególne elementy zgodnie z wcześniej przyjętym planem. Wiedza jednak nie jest prostą sumą informacji. Rozumienie tych informacji tworzy strukturę i szlaki synaptyczne w naszych mózgach. Edukacja zatem nie jest wlewaniem warząchwią wiedzy do pustych głów uczniowskich lecz bardziej hodowlą rośliny czy zwierzęcia: nieustane dokarmianie, zapewnianie dobrych warunków do rozwoju i obserwowanie jak rozwija i przebudowuje się organizm. Nie tylko podlewać i dokarmiać (transfer wiedzy) lecz przede wszystkim tworzyć warunki do wzrostu i rozwoju (w tym uczenie umiejętności i kompetencji przez przestrzeń i sytuacje dogodne do edukacji ).

Obserwacje to bierne poznawanie, czasem bez pierwotnego celu a czasem z ukierunkowaną uwagą na wybranych elementach. Doświadczenie to sprawdzanie zjawiska, procesu w kontrolowanych warunkach, bardziej dla potwierdzenia i efektu dydaktycznego (pokaz, demonstracja). Eksperyment to sprawdzanie hipotezy, często z wykorzystaniem próby kontrolnej. Mamy już jakąś wiedzę, dedukujemy hipotezę i projektujemy warunki do doświadczenia by sprawdzić (sfalsyfikować). Każdy efekt jest dobry, nawet jak się nie udaje. Czasem nawet te negatywne efekty są ważniejsze bo możemy za ich pomocą odrzucać hipotezy. I szukać kolejnych. Nauka to nieustanne popełnianie błędów ("nieudane" eksperymenty) i uczenie się przez wyciąganie wniosków. Nie byłoby to możliwe gdyby nie jasność formułowania myśli i weryfikowanie w dyskusjach ustnych, pisemnych i eksperymentalnych. Zmierzam do tego by wskazać na duże znaczenie dyskusji w metodzie naukowej. Zazwyczaj badania naukowe kojarzymy z przyrządami badawczymi. Ale najważniejszym przyrządem jest ludzki mózg i precyzyjna komunikacja.

Dyskusja, o której zazwyczaj zapominamy,  jest ważnym elementem metody naukowej. Nie tylko rozmyślanie i indywidualne analizy (logiczne myślenie, linearne pismo ułatwia logiczność myślenia), lecz w interakcjach z innymi. Przyrządy badawcze są po to, by zobiektywizować obserwacje. A czasem by zobaczyć więcej (mikroskop, teleskop itp.). Przez dyskusję wiedza naukowa ma charakter rozproszony i konektywny. Tworzy się i przechowuje w relacjach między ludźmi. Konektom to system powiązanych ze sobą i pozostających w relacjach ludzi, ze zgromadzoną w mózgach wiedzą indywidualną. Od czasu wynalezienia pisma w tym konektomie pojawiła się pamięć zewnętrzna (pozamózgowa) i nieludzkie elementy w tak rozumianym konektomie (listy, książki, napisy). Z czasem przybyło drukowanych książek, zmagazynowanych w bibliotekach. Potem pojawiły się zasoby internetowe. Nieludzkie elementy konektomu systematycznie się powiększają. W dyskusjach konfrontujemy się nie tylko z innymi ludźmi lecz i z książkami, gazetami, zasobami internetowymi. Nie wszyscy ludzie, z którymi rozmawiamy, mówią prawdę, czasem się mylą, czasami świadomie oszukują. Z tym borykaliśmy się przez setki tysięcy lat. Teraz mamy nadmiar nieosobowych, nieludzkich elementów z wiedzą (w tym algorytmy w mediach społecznościowych). Nadmiar informacji i to takich, które znakomicie oszukują nasze zmysły. Nie wystarczy zobaczyć by uwierzyć, że to prawdziwe. Oczy i uszy mogą nas mylić jak w iluzjach optycznych czy sztuczkach prestigitatorów. Zarówno zdjęcia jak i  filmy z głosem mogą być zmanipulowane i wykreowane. Metodę naukową możemy wykorzystać do weryfikowania prawdziwości docierających do nas informacji. Dlatego jest to ważna kompetencja XXI wieku. I dlatego tak ważne jest kształcenie tej kompetencji w edukacji szkolnej (także edukacji ustawicznej).

Edukacja to nie tylko przekazywanie informacji. Znacznie ważniejsze jest uczenie rozumienia tych informacji, danych i sprawdzanie wiarygodności. Czyli umiejętność wykorzystywania tych informacji. Truizmem jest - ale muszę to wprost napisać, bo zdarza się wypaczanie idei uczenia umiejętności i kompetencji - przypominanie, że umiejętności i kompetencji uczymy się przetwarzając konkretne informacje. Nie można więc uczyć umiejętności bez treści. Tyle tylko, że celem nie jest przyswojenie konkretnych informacji (nie ma kanonu obwiązującego wszystkich) lecz nauczenie się rozumienia tych informacji, danych. Aby zrozumieć czym jest owoc i jak powstaje, bez znaczenia jest to czy wyjaśnimy na przykładzie jabłka, gruszki czy pomidora. Do programu więc nie ma sensu wpisywanie, że ma być lekcja o pomidorze a w sprawdzaniu wiedzy tworzyć pytania, dotyczące pomidora. Lepiej zostawić wolny wybór nauczycielowi jaki owoc (a więc konkretne dane) wybierze by nauczyć umiejętności myślenia, weryfikacji danych i doboru źródeł oraz rozumienia czym jest owoc dla rośliny, jak powstał ewolucyjnie i co z tego wynika. 

Nauka jest rozumiana jako proces poznawania oraz jako jako produkt, czyli efekt tego procesu. Wiedza naukowa może być uformowana jako symbole w głowie, notatki, dyskusje, zapisane książki, publikacje, filmy, bazy danych, zasoby internetowe. W edukacji szkolnej nie powinniśmy zbytnio koncentrować się tylko na produkcje lecz także na procesie. Czyli na umiejętnościach i kompetencjach. One przecież nie są zawieszone w próżni. Powstają na bazie typowej wiedzy faktograficznej. W centrum postawione są jednak umiejętności a nie informacje i fakty. Tych ostatnich jest wiele. A odróżnienie faktów od faktoidów i fake newsów i zwykłej manipulacji jest podstawową umiejętnością współczesności. Odszukanie nieznanego faktu, np. kiedy urodził się Mikołaj Kopernik, zajmie kilkanaście sekund. Góra kilka minut. Natomiast nabycie umiejętności wyszukania tej (i każdej innej) informacji w wiarygodnym źródle wymaga znacznie więcej czasu (to co najmniej wysiłek na kilka tygodni, a jeśli zaczynamy od zera to znacznie dłużej). Bez porównania mądrzej jest dać wędkę i nauczyć wędkowania niż codziennie dawać rybę.

Uproszczony schemat czym jest nauka

Drugi uproszczony schemat tego, czym jest nauka jako proces i produkt.



A na koniec opowieść o nauce na przykładzie obrazu Nasze Niebo Kopernika

30.09.2023

A gdyby tak... ewaluacja zajęć na telefonie

 

Świat już nie dzieli się na ten realny i ten wirtualny. Świat jest już hybrydowy. My ludzie, żyjemy w świecie hybrydowym, w którym wirtualność przenika się z realnością. Na stałem co chwila zmieniamy uwagę z bycia w kontakcie bezpośrednim i bycia w komunikacji online oraz przeżywania świata wirtualnego. Jesteśmy zanurzeni w hybrydowym świecie. A przynajmniej nasze myśli i doznania. 

Powyższa grafika tylko częściowo związana jest z tematem wpisu na blogu. Przykład z restauracji, na stoliku nalepiony jest qr kod z linkiem do menu. Siedzisz przy stoliku, czekasz na kelnerkę lub kelnera, żeby podał ci menu. Ale możesz wyjąć telefon i sam szybciej sprawdzić. Lub też w trakcie konsumpcji myślisz o czymś więcej i ponownie sięgasz do menu. Oczywiście, możesz skorzystać z Google Mapy i tam szukać menu i zdjęć z potrawami. Za qr kodem kryje się oferta przygotowana przez restaurację czy cukiernię. Na Google Mapie będzie społeczna, kumulatywna opinia konsumentów. Nad pierwszym możesz - jako właściciel restauracji - w pełni panować i uaktualniać, łącznie z filmikami i zdjęciami. Ale wymaga to wysiłku. To drugie zrobią za ciebie konsumenci. Łatwo przyjdzie ale efekt nie jest wiadomy. To tylko tło do właściwego tekstu i rozważań.

Skoro takie qr kody (odczytywane przez telefony mobilne) są już w restauracjach (przynajmniej niektórych) to dlaczego nie miałoby być ich na uczelni? I nie, nie chodzi o zamawianie kawy czy ciastek. Mam na myśli ewaluację zajęć. Taki qr kod linkujący to prostej strony, zintegrowanej z USOSem na przykład. By pracownik szybko dostał informacje zwrotną.

A gdyby tak oceniać (ewaluacja) wykłady (i referaty na konferencjach) na telefonie komórkowym w trakcie ich trwania. Tak jak oceniamy hotele na Booking.com czy na lokale i muzea na Google Mapach. Łatwość dostępu i wygoda. QR kody do apki na sali wykładowej, przylepione na pulpitach (zamiast gryzmołów nudzących się studentów). Lub wyświetlany na pierwszym slajdzie tytułowym wykładu. 

Od dawna nagłaśniany jest problemy ze zbieraniem ankiet ewaluacyjnych na koniec semestru. Uczelnie stosują je od kilku lat, są zintegrowane z USOSem. Pytania są tam lepsze lub gorsze. Bo skoro trzeba robić - to robimy ale czasem bez głębszej analizy i optymalizacji. Taka ewaluacja ma sens jeśli spływa dużo ankiet. A jeśli jest ich zaledwie 5 % to niewiele wiadomo. Jest tylko przerost formy nad treścią.  Na dodatek wypełniają także studenci, którzy na wykłady nie przychodzili wcale lub rzadko. Piszą więc cokolwiek lub tylko na podstawie przypadkowej obecności na wykładzie. Jak zachęcić studentów do wypełniania takich ankiet na koniec semestru? Niektórzy się obawiają, że skoro to przez system jest generowane to nie ma pełnej anonimowości. Ale to raczej mit. Jak zachęcić do wyrażania swoich opinii? Nagrodami losowanymi na koniec? Poczuciem sprawstwa czyli, że ich praca w wyrażanie opinii rzeczywiście jest analizowana i coś z tego wynika? Zazwyczaj aktywni są ci, którzy byli bardzo zadowoleni lub bardzo niezadowoleni. Emocje ułatwiają aktywność. A co ze zdecydowaną większością? Jaki jest realny obraz danych zajęć? Z takimi dylematami borykają się uczelnie od dłuższego czasu.

Zatem może qr kody i szybka ocena - informacja zwrotna w czasie wykładu? Z wykorzystaniem  pamięci krótkotrwałej oraz wrażenia po danym wykładzie. Nie wyklucza to oceny całościowej, po całym kursie, z refleksjami i pewnym dystansem. Opisywana propozycja zwiększałaby interaktywność i poczucie wpływu. Kod mógłby być generowany na wykładzie. A może jeden stały do całego kursu?

To oczywiście korzyści. A jakie są zagrożenia? Częste wykorzystywanie może zbytnio nużyć i męczyć. Przecież nie chcemy zbyt często udzielać różnych opinii. To punkt widzenia studenta a jak to jest od strony wykładowcy? Czy nie byłoby  zbytnim stresowaniem to poczucie wiecznego oceniania? Czy nie powodowałoby zbytniego przywiązywania uwagi to aktualnego oceniania? Przesadne nastawienie na bieżące oceniania zamiast na długofalowy efekt?  Na pewno wykładowca miałby szybszą informację zwrotną. Miałby czas i możliwości poprawienia lub uzupełnienia formy lub treści prowadzonych zajęć. Co z informacji, którą dostaje kilka miesięcy po zakończonych zajęciach? Może zmienić dopiero w kolejnych semestrach. 

W takiej aplikacji można umieścić możliwość zadawania pytań kierowanych do wykładowcy. Kończysz wykład lub ćwiczenia i od razu masz wgląd w reakcje studentów, wraz z ewentualnymi pytaniami, zadanymi anonimowo. Szybka informacja zwrotna. Przecież telefon komórkowy praktycznie każdy student ma przy sobie. 

Sama aplikacja to nie wszystko. Pytania ankietowe muszą być sensowne w sensie interpretacyjnym. Bo jaki sens ma pytanie "czy wykładowca był przygotowany"? Tego student (słuchacz) nie jest w stanie wiedzieć. O to pyta przełożony, bo chce wiedzieć. Ale musi zapytać inaczej by z odpowiedzi wywnioskować czy wykładowca był przygotowany do zajęć czy nie. Przygotowania nie widać (to wie tylko sam wykładowca - a czy chciałby ujawnić?). Ktoś może się długo przygotowywać a efekt będzie mizerny lub nieadekwatny. Ktoś inny, z długim stażem, nie przygotuje a wypadnie dobrze (bo wcześniej przygotowywał i trenował, nabywał wprawę). Pytań nie może być zbyt wiele i muszą być dobrze przemyślane by dawały wiarygodną i sensowną odpowiedź. Odpowiedź ważna dla samego wykładowcy (to jego informacja zwrotna) jak i być może dla pracodawcy (może interesować program jak i kompetencje pracownika - by na tej podstawie modyfikować program studiów i dobór kadry do realizacji zajęć).

W podobny sposób mogliby oceniać referaty uczestnicy na konferencjach. Z jednej strony szybka informacja zwrotna (z ewentualnymi pytaniami - bo nie zawsze jest na to czas w ciągu trwania konferencji) a z drugiej informacja dla organizatorów konferencji. Wiedza na przyszłość kogo warto prosić o głos z referatem, a kto jest "złodziejem czasu" i marudą. W wersji konferencyjnej można pytać o trzymanie się czasu (konferencyjni złodzieje czasu potrafią rozłożyć nie jedną konferencję) o sposób referowania (logiczny wywód czy marudzenie), radzenie sobie z techniką (mikrofon, komputer, prezentacja). Dla prelegenta byłaby to także cicha, szybka i dyskretna informacja zwrotna.

Podobnie można byłoby oceniać prowadzących sesję: czy radzą sobie ze złodziejami czasu (bo jeśli jeden zabierze czas to kolejni referenci są w dużo gorszej sytuacji), czy aranżuje dyskusję itp. Taka aplikacja może w powiązaniu z Research Gate? Organizatorzy konferencji wiedzieliby kogo prosić o przewodniczenie sesji by całość konferencji przebiegała sprawnie i z dużą korzyścią dla uczestników.

I w końcu opcja z oceną konferencji. Dla organizatorów to szybka informacja zwrotna. Przecież nie o wszystkich niedociągnięciach uczestnicy powiedzą wprost. A byłby to proces samodoskonalenia na swoim i cudzym przykładzie. Tak jak są rankingi czasopism naukowych tak może byłyby punkty za konferencje. Uczestnik wiedziałby gdzie warto jechać i czy cena warta jest zapłacenia. 

Czy te powyższe pomysły nie są zbyt śmiałym marzeniem? Czy to trudne organizacyjnie i technologicznie? A może bariery są czysto społeczne i psychiczne? Tracilibyśmy komfort wykładania i uczestnictwa w konferencjach? Poczucie ciągłego oceniania i przesyt technologii może wywoływać poczucie zagrożenia brak komfortu. Wszystko zależy od pytań i co z tym zrobimy. Zupełnie tak samo jest z ocenami w szkole - oceny mogą być dobrą informacją zwrotną ale mogą być też źródłem niepotrzebnego stresu i blokującego stresu. Na dodatek nie wszyscy studenci czy słuchacze na konferencji z takich możliwości skorzystają. A czy częściowa informacja zwrotna warta będzie włożonego wysiłku?

Być na wykładzie z telefonem w ręku (lub na konferencji) nabiera zupełnie nowego znaczenia. 

*  *  *
Jedną z efektywniejszych metod uczenia się, jest szybkie sprawdzania nabytej wiedzy w praktyce, Mam problemy z pisaniem (jestem dyslektykiem). Robię sporo błędów literowych, automatyczna korekta nie jest wystarczająca bo czasem zmieniany jest sens słów i zdania. Muszę kilkakrotnie pokazać. Niektóre błędy literowe, składniowe, logiczne dostrzegam dopiero ko kolejnym czytaniu z długa przerwą. Nieustannie poprawiam teksty zamieszczone na blogu. W międzyczasie niektóre są przedrukowywane w innych miejscach a redaktorzy zazwyczaj nie sprawdzają uważnie tekstu i publikują z drobnymi błędami. Ja u siebie na blogi za jakiś czas poprawię, ale przedruk pozostaje z błędem. A może generatywna sztuczną inteligencję wykorzystać do poprawiania? Niżej jedna z prób z Chatem GPT, który miał za zadanie wystąpić w roli redaktora i nanieść poprawki. Z efektu nie byłem zadowolony, bo w niektórych miejscach pojawiły się błędy składniowe oraz zmiana sensu wypowiedzi. Niemniej poprawki naniesione na wygenerowanym, poprawiony tekście zajęły tyle samo czasu co poprawianie mojego oryginalnego tekstu.  Tek pisany w korekcyjno-redaktorskiej pracy ChatGPT niżej, pod zdjęciem.

Współczesny świat nie dzieli już się na rzeczywistość i wirtualność. Teraz jesteśmy częścią hybrydowego świata, w którym rzeczywistość splata się z wirtualnością. Nasza uwaga nieustannie oscyluje między bezpośrednim kontaktem a komunikacją online oraz doświadczaniem wirtualnego świata. Zanurzeni jesteśmy w hybrydowej realności. A przynajmniej nasze myśli i wrażenia.

Przykład z restauracji tylko częściowo odnosi się do głównego tematu tego wpisu na blogu. Na stoliku znajduje się naklejony kod QR z linkiem do menu. Gdy czekamy na obsługę, możemy sięgnąć po telefon i szybko sprawdzić ofertę. Albo, w trakcie posiłku, chwila zastanowienia może nas skłonić do ponownego sięgnięcia po menu. Oczywiście, możemy też skorzystać z Google Maps, aby przeszukać menu i obejrzeć zdjęcia dań. Za kodem QR kryje się oferta przygotowana przez restaurację lub cukiernię, a na Google Maps znajdziemy opinie społeczności. Nad pierwszym źródłem mamy pełną kontrolę jako właściciele restauracji, możemy aktualizować, dodawać filmy i zdjęcia. Drugie jest bardziej oddane w ręce konsumentów, co jest wygodne, ale efekty nie zawsze są przewidywalne. To tylko tło dla głównego tematu tekstu i rozważań.

Skoro kody QR, odczytywane przez telefony komórkowe, są już obecne w niektórych restauracjach, dlaczego nie można by ich wprowadzić na uczelniach? Nie, nie chodzi o zamawianie kawy czy ciastek. Mam na myśli ocenę zajęć. Prosty kod QR, który prowadzi do strony zintegrowanej z systemem USOS, na przykład. To pozwoli pracownikom szybko otrzymywać informacje zwrotne.

A co by się stało, gdybyśmy oceniali wykłady (i referaty na konferencjach) na bieżąco, korzystając z telefonów komórkowych podczas ich trwania? Podobnie jak oceniamy hotele na Booking.com lub lokale i muzea na Google Maps. To jest wygodne i łatwo dostępne. Kod QR do aplikacji na sali wykładowej, umieszczony na pulpitach, zamiast długopisowych gryzmołów na blatach czy pulpitach. Lub wyświetlany na pierwszym slajdzie wykładu.

Problemy z ankietami ewaluacyjnymi na koniec semestru są znane od dawna. Uczelnie stosują je od kilku lat, są zintegrowane z systemem USOS. Pytania w tych ankietach bywają lepsze lub gorsze. Często są wykorzystywane ale bez dogłębnej analizy i optymalizacji. Ewaluacja ma sens, gdy zbieramy dużą ilość ankiet. Jeśli tylko 5% studentów bierze udział, informacje stają się niewystarczające. Ponadto, ankiety często wypełniają studenci, którzy rzadko uczestniczą w zajęciach. Jak zachęcić ich do udziału? Nagrodami na zakończenie semestru? Poczuciem, że ich opinie są naprawdę brane pod uwagę? Aktywni są zwykle ci, którzy są bardzo zadowoleni lub bardzo niezadowoleni. Emocje sprzyjają aktywności. Ale co z resztą? Jaki jest rzeczywisty obraz zajęć?

Czy kod QR i szybka ocena w czasie rzeczywistym mogą rozwiązać te problemy? Wykorzystując pamięć krótkotrwałą i wrażenia po wykładzie. Oczywiście, nie wyklucza to oceny ogólnej po zakończeniu kursu, z większym dystansem. Opisana propozycja zwiększałaby interakcję i poczucie wpływu. Kod QR mógłby być generowany podczas wykładu. Albo być jednym stałym kodem dla całego kursu.

To oczywiście przynosi korzyści. Ale jakie są ryzyka? Częste korzystanie z takich narzędzi może znużyć. Nie chcemy przecież cały czas wyrażać opinii. Jak to będzie postrzegane z perspektywy wykładowcy? Czy nie będzie to stresujące, wrażenie ciągłego oceniania? Czy nie spowoduje to nadmiernego skoncentrowania się na ocenach w czasie wykładów? Szybka informacja zwrotna dla wykładowcy jest oczywiście zaletą. Daje czas na poprawki i ulepszenia.

A może można by dodatkowo umożliwić studentom zadawanie pytań wykładowcy za pośrednictwem aplikacji? Po zakończeniu wykładu lub ćwiczeń mielibyśmy dostęp do reakcji studentów i ewentualnych anonimowych pytań. Szybka informacja zwrotna. Przecież praktycznie każdy student ma przy sobie telefon komórkowy.

Sama aplikacja to jedno, ale pytania ewaluacyjne muszą być dobrze przemyślane, aby dostarczać sensownych odpowiedzi. Pytanie "Czy wykładowca był przygotowany?" może być trudne do oceny przez studenta. To pytanie, które bardziej interesuje przełożonych. Muszą je zadać w inny sposób, aby uzyskać odpowiedź na to, czy wykładowca był właściwie przygotowany. Przygotowanie jest niewidoczne dla studentów, a więc ich ocena może być subiektywna. Dlatego pytania muszą być przemyślane tak, aby dostarczały wiarygodnych i sensownych odpowiedzi. To ważne zarówno dla wykładowcy, jak i potencjalnych pracodawców.

Podobnie można by oceniać referaty na konferencjach. Szybka informacja zwrotna dla uczestników, ale także dla organizatorów, którzy wiedzieliby, kogo warto zaprosić do głoszenia referatu, a kto nie przynosi wartości dodanej. Wersja konferencyjna może zawierać pytania o czas trwania prezentacji, sposób prowadzenia oraz radzenie sobie z technicznymi aspektami. Dla prelegentów byłaby to cenna i dyskretna informacja zwrotna.

Podsumowując, czy pomysły te nie są zbyt odważne? Organizacyjnie i technologicznie są wykonalne, ale istnieją także bariery społeczne i psychologiczne. Czy zechcielibyśmy wprowadzić taki system? Czy nie wpłynęłoby to negatywnie na komfort prowadzenia zajęć i uczestniczenia w konferencjach? Czy uczucie ciągłego oceniania i przesyt technologią nie spowoduje poczucia dyskomfortu? To zależy od pytania i sposobu jego wykorzystania. Jak w przypadku ocen w szkole, mogą być one cenną informacją zwrotną, ale także źródłem stresu. Warto zastanowić się, czy wkład w implementację takiego systemu będzie adekwatny do uzyskiwanych korzyści.

 *  *  *

W modelach językowych takich jak Chat GPT można mówić uogólnieniami, wnioskami, rekomendacjami. Ale można także pokazywać konkretne przypadki. Tu zabrakło jeszcze oryginalnego (niepoprawionego) tekstu i promptu. Wtedy łatwiej byłoby ocenić co z czego wynika z które błędy językowe mogły być źle zinternetowane przez algorytm. Ja ćwiczę i zastanawiam się do czego i jak wykorzystywać narzędzie, które jest już dostępne. I wiedzieć co jest ograniczeniem narzędzia (algorytmu) a co brakiem wprawy w korzystaniu z tego narzędzia (poprawność instrukcji w prompcie). 

To ja wracam do okazjonalnej nauki AI. Czytelników proszę o opinie i wasze doświadczenia z algorytmami językowymi. Do czego i jak wykorzystywać a do czego nie próbować bo i tak nie będzie dobrych rezultatów.


PS. Oba zdjęcia mojego autorstwa. Mam zapas do ilustrowania wpisów na blogu ale czasem eksperymentalnie używam grafiki generowanej przez AI

29.09.2023

Jesienne zadania w akcji edukacyjnej Jestem Przyjacielem Ziemi

Podsumowanie akcji wiosennej w olsztyńskim parku, rok 2023

 
Od dłuższego czasu, we współpracy z panem Zbigniewem Majchrzakiem i przy wsparciu Wydziału Biologii i Biotechnologii UWM w Olsztynie, zachęcamy najmłodszych z przedszkoli i uczniów klas 1-3 ze szkół podstawowych do aktywnego poznawania przyrody w najbliższym otoczeniu. Tematem przewodnim jest ochrona bioróżnorodności na łąkach kwietnych oraz mała retencja. To było tematem miesięcy wiosennych i letnich. Coś nowego trzeba zaproponować na okres jesienny. Niżej kilka propozycji dla nauczycielek i nauczycieli do wykorzystania w przedszkolach i szkołach w ramach akcji Jestem Przyjacielem Ziemi. Podsumowanie zaplanowane jest na listopad br.

Jesienne zadania

1. Zebrać kolekcję liści różnych gatunków drzew i krzewów, wysuszyć w zeszycie lub między gazetą (przyciśnięte, by były rozprostowane). Z tego można zrobić wystawkę na gazetce ściennej lub w formie zeszytowego zielnika z liśćmi drzew. Każdy gatunek należy podpisać. Sprawdza sie także laminowanie liści, wtedy wytrzymują intensywne oglądanie przez dzieci. 

2. Można przygotować bajki o liściach i ich roli w przyrodzie, o konkretnych gatunkach, z wykorzystaniem generatywnej sztucznej inteligencji, np. Chat GPT (przykładowy prompt „Ułóż bajkę dla dzieci w wieku 4-7 lat o roli opadłych jesienią liść, z morałem, że wszystko jest potrzebne a liście służą za schronienie dla jeży i są pokarmem dla małych zwierząt takich jak owady i dżdżownice.” W instrukcji dla AI można poddać gatunki drzew, które są wokół przedszkola lub w kolekcji liści, zebranych przez dzieci. To oczywiście przykład, bo można zmieniać morał, można wpisać konkretne gatunki, które mają w bajce być wykorzystane itp. W razie potrzeby mogę zorganizować webinarium z warsztatami dla nauczycielek i nauczycieli jak wykorzystać ChatGPT lub Google Bard do szybkiego tworzenia bajek edukacyjnych. Być może warto byłoby zebrać mała "antologię" tam powstałych bajek by ułatwić pracę innym pedagogom. A jednocześnie byłoby to trwalsze podsumowanie efektów działań edukacyjnych, by służyły za inspirację do kolejnych aktywnosci wokól przedszkoli i szkół. 

3. Prace plastyczne: dzieci po wysłuchaniu bajki rysują (lub malują) do niej ilustracje. Można potem przygotować z tych ilustracji bajkę kamishibai (jeśli potrzebne warsztaty dla nauczycieli z tworzenia bajek kamishibai to mogę zrobić w kontakcie lub online). Innym rozwiązaniem może być przygotowanie kolażu z zasuszonych liści (naklejane na kartkę papieru) – kolaż można uzupełnić fragmentami z kolorowych gazet lub rysunkami.

4. Prace terenowe. Sterta liści lub kompostownik. Zebrać (zgrabić) opadłe liście i ułożyć je na kupce w jednym miejscu, tak by były schronieniem dla jeży oraz były pokarmem dla małych bezkręgowców. Można zrobić kompostownik (ogrodzony deseczkami i uzupełniany resztkami organicznymi ze stołówki lub posiłków w przedszkolu). Proszę  o zdjęcia takich stert z liśćmi i kompostowników. Jeśli kompostownik jest większy (wyższy) to można w nim umieścić szybkę (ze szkła lub pleksi), przez które dzieci będę w następnych miesiącach obserwować jak przebiega proces rozkładu liści przez małe zwierzęta.

5. Uzupełnieniem może być pogadanka o organizmach glebowych, żywiących się opadłymi liśćmi (martwa materią organiczną). W razie potrzeby mogę przygotować webinarium online z taką pogadanką. Ewentualnie nagrać filmik do dowolnego w czasie wykorzystywania. Być może ważniejsze byłoby webinarium dla nauczycielek, gdyż sami z pewnością lepiej opowiedzą swoim podopiecznym. Spotkania w kontakcie są bardziej przydatne niż te online. 

6. Można przygotować karmik dla dżdżownic: zwykła rura (może być kanalizacyjna), szerokości minimum 10 cm, otwarta z dwóch końców. Wpijamy ją w ziemię tak by spory fragment wystawał nad ziemią. Do rury wkładamy liście i resztki organiczne ze stołówki. Przykrywamy np. doniczką aby osłonić prze ptakami. Można co jakiś czas zdejmować doniczkę i zaglądać czy już dżdżownice zjadły znajdujący się tam pokarm. Karmik dla dżdżownic będzie służył także wiosną i latem. Można go wykorzystać w sytuacji, gdy na terenie przedszkola nie można założyć kompostownika.


Przykładowe dodatkowe treści dla nauczycielek i nauczycieli:

https://muratordom.pl/ogrod/pielegnacja-roslin/wermikompostownik-do-czego-sluzy-jak-zrobic-wermikompost-aa-yjDA-gRFS-nEPE.html

https://www.istockphoto.com/de/vektor/infografik-der-vermicomposting-komponenten-von-vermicomposter-vermicomposter-gm1301021929-393174816

https://zaborskipark.pl/aktualnosci-10/liscie-to-nie-smieci/

https://youtu.be/e73cPp6XFXo?si=aOpFqVZOcKGhRIvj


23.09.2023

Nowy obcy język nowożytny - promptowanie czyli rozmowa z AI

Obraz wygenerowany przez AI/SI,
aplikacja leonardo.ai
Coraz bardziej uzmysławiam sobie, że uczymy się nowego języka obcego. To język komunikacji z maszynami, w szczególności ze sztuczną inteligencją. Język bardzo dla nas obcy, niezależnie jakiego ludzkiego języka używamy. I nie bardzo zdajemy sobie sprawę, że to język obcy. Nie mówię tylko o matematyce, której uczymy się od wieków ani o języku binarnym, zerojedynkowych kodów komputerowych. Kodem komputerowym posługują się specjaliści, przeciętny człowiek nie ma z nim zazwyczaj styczności. My kontaktujemy się z już przetworzonym językiem i pozornie dla nas zrozumiałym. Sytuacja podobna jest do języka czeskiego (dla Polaków) - słowa wydają się zrozumiałe i wydaje się nam, że rozumiemy. Lecz niektóre mają inne znaczenie i dochodzi do nieporozumień. A na pewno czujemy się rozbawieni. Na tyle podobne są nasze języki, że wydają się nam zrozumiałe. Ale są na tyle różne, że dochodzi do nieporozumień. 
Codziennie używany bankomatów, biletomatów i temu podobnych urządzeń. Niby instrukcje są napisane czytelnie i jednoznacznie, z ograniczoną liczbą pól wyboru, a jednak czasem mam trudności z kupnem biletu. Ostatnio na dworcu w Krakowie. Biletomat jako urządzenie był mi znany, już wiele razy kupowałem w nich bilety w różnych miejscach. A jednak się nie udawało. Chyba zbyt szybko wyjmowałem karę bankomatową z urządzenia. Nie dałem czasu na pobranie danych. Zazwyczaj dzieje się to szybko (jak karta przy zbliżeniu do czytnika w sklepie czy restauracji) ale tym razem urządzenie pracowało jakoś wolniej a ja spieszyłem się na odjeżdżający pociąg. Zabrakło cierpliwego komunikowania się z automatem. Czułem się pewnie, bo już potrafiłem (tak mi się wydawało), a jednak odniosłem niepowodzenie. Pojawiło się zdziwienie, konsternacja i stres. Najwyraźniej różne urządzenia różnie pracują. To tak jak z językiem obcym, gdy trafimy na jakiś slang, żargon lub gwarę. Niby znamy język obcy a jednak zbyt słabo by się dogadać w konkretnej, pozaszkolnej sytuacji.

Języków obcych uczymy się już w szkole. Wydają się nam potrzebne do codziennej komunikacji. Przykładem jest chociażby język angielski. Nie tyle nawet obcy co międzynarodowy, ogólnoludzki. Równie niezbędnym okazuje się język komunikacji z urządzeniami, w tym z różnym komunikatorami sztucznej inteligencji. Technologia jest już tak zaawansowana, że komunikujemy się językiem naturalnym, prawie jak z ludźmi. Nie musimy uczyć się języka kodów komputerowych i specjalistycznego programowania (choć to ostatnie potrzebne jest coraz bardziej). Złudzenie pełnej komunikacji i pełnego zrozumienia. Wydaje się, że wystarczy po prosu mówić lub pisać. A bez komunikacji z urządzeniami nie da się żyć - na większości przystanków o dworców nie ma już kas z ludzką obsługą. Jak nie umiesz kupić biletu w swoim telefonie lub bankomacie (te się czasem psują lub zawieszają), to jesteś komunikacyjnie wykluczony. 

Dużo się ostatnio rozmawia o generatywnej sztucznej inteligencji, w tym o Chat GPT czy Bard. Jedni są zachwyceni, inni wyśmiewają głupawe rezultaty. A wszystko zależy od sposobu komunikacji. Mam na myśli pisanie promptów czyli instrukcji dla algorytmu. Jaki promopt taka i odpowiedź. Na głupie i miałkie pytania otrzymujemy banalne odpowiedzi. Podobnie jest z generowaniem obrazów. Przykład grafiki jest wyżej. W aplikacji leonardo.ai napisałem kilka słów, charakteryzujący to, co bym chciał uzyskać, coś w stylu "Zwykły nauczyciel wykorzystujący qr kody by zaktywizować uczniów". Otrzymałem 4 propozycje, wybrałem jedną. Jeszcze nie umiem komunikować się efektywnie z tym algorytmem. A możliwości są duże.  Potrzeba mi wielu prób i wiele czasu by się nauczyć tego obcego dla mnie języka. A wtedy będę szybko generował grafiki dobrze pasujące do przygotowywanego tekstu. 

W kontaktach z różnymi algorytmami AI/SI przede wszystkim musimy nauczyć się poprawnie zadawać pytania by otrzymać sensowną odpowiedź a nie byle jaką. Niezależnie czy chodzi o tekst, grafikę czy kod programu komputerowego. Nauczyć się formułować precyzyjne polecenia i bogate w potrzebną dla nas treść. Jednym słowem musimy uczyć się promtowania, by wykorzystać AI jako osobistego asystenta do wielu różnorodnych zadań oraz by rozumieć sens odpowiedzi - jaką mają wartość i dlaczego taką. Rozumieć, jak powstaje językowa kompozycja i że nie jest to encyklopedyczna, obiektywna prawda. Tak jak w języku obcym - umieć zadać pytanie i umieć zrozumieć odpowiedź. 

Nie sposób nauczyć się wszystkich języków obcych, tych starożytnych i tych nowożytnych. Dlatego korzystamy z usług tłumaczy. W sprawach niezwykle ważnych korzystamy nawet z tłumacza przysięgłego. Teraz takim tłumaczem jest prompter, by szef dogadał się z AI za pośrednictwem promptera, tłumacza na język maszynowy. Jakiś podstawowy poziom umiejętności jest nam jednak potrzebny. Inaczej będziemy niczym analfabeci - ciągle zdani na łaskę innych, nawet w najprostszych sprawach. 

A stajemy przed ogromnym wyzwaniem - wszyscy się uczymy a nie tylko uczniowie w szkole. Zupełnie jak alfabetyzacja w społeczeństwie analfabetów - rodzice (analfabeci) nie pomogą swoim dzieciom w pracy domowej, bo sami pisać i czytać nie potrafią. A teraz nawet nauczyciele w szkole są cyfrowymi analfabetami i uczą się razem z innymi. Technologia zawsze nas zaskakuje. I nigdy społeczeństwa nie były do nowych rozważań przygotowane. Uczyliśmy się w trakcie wdrażania tych technologii. Nie mieliśmy szansy dużo wcześniej przygotować się na te sytuacje w szkole... Ani nauczyciele na studiach. Może teraz to uzupełnimy? Najpierw jednak nauczyciele akademiccy muszą się nauczyć. I odważyć eksperymentować ze studentami. Pozorne zaklęte koło...

A może lepiej się samemu nauczyć niż zatrudniać promptera, tak jak warto się nauczyć języka obcego gdy ma się częsty kontakt z tym językiem a chce się rozumieć, o czym mówią, co komentują i jak zapytać się o drogę? Bo kupując bilet można dojechać nie tam gdzie chcemy. Pewna edukatorka jechała do szkoły z wykładem. Kupiła bilet do Żychlina. Ale to był nie ten Żychlin, w którym miała umówione spotkanie (kilkaset kilometrów dalej). Potrzebna świadomość, że nie jednemu psu Burek na imię i niezbędna jest uważność w wybieraniu opcji w różnych przeglądarkach/aplikacjach. Ja często muszę uważać by wybrać właściwy Olsztyn. Ten drugi jest daleko pod Częstochową. Przypomina mi się anegdota, gdy pewien obcokrajowiec w Płocku kupował bilet autobusowy do "Łoklołek", długo trwała konwersacja z panią kasjerką wraz z pomocą innych stojących w kolejce osób, z pokazywaniem na mapie, aż się okazało, że to Włocławek. Obcokrajowiec odczytywał napis w przewodniku turystycznym tak jak umiał...

Nie mieliśmy szansy nauczyć się promptowania w szkole, wtedy ten świat nie istniał. Nie jest to więc efekt naszego lenistwa, nieuctwa  czy braku pilności. Technologia zmieniła świat, gdy dawno już opuściliśmy mury szkolne. Musimy się uczyć teraz, jedni jako uczniowie, inni jako dorośli, jeszcze inni jako nauczyciele. Ci ostatni są pod największą presją, bo muszą się uczyć tak, by uczyć innych. A tempo zmian jest ogromne.

Każdy jest w stanie się nauczyć. Potrzebny tylko wysiłek. Być może najlepiej robić to systematycznie, jeśli nie codziennie, to co tydzień. Próbować i kolejny raz próbować a potem dyskutować o rezultatach z innymi. Zadaniem współczesnej szkoły jest nauczyć się uczyć i to uczyć ustawicznie, przez całe życie. Wpajanie konkretnych faktów, informacji nie jest już tak ważne. Trzeba wybrać tylko te istotne. A nie te, które sami znamy i niczym wzorzec z Sevres chcemy odnosić do kompetencji uczniów. Część naszej, nauczycielskiej wiedzy faktograficznej jest już bezużyteczna. Ma charakter historycznej ciekawostki. I ważne by umieć rozpoznać te fragmenty wiedzy w zmieniającym się nieostatnie świecie i pojawiających się nowych technologiach. Z pewnością kompetencje i umiejętności są ważne. Ale które? Bezsprzecznie najważniejszą jest umiejętność uczenia się. Które jeszcze? W szkole i na studiach, bo chyba powinno być to narastające wdrażanie do samodzielności. 

Tak jak większość dorosłych uczę się nie w szkole tylko sam. Inna motywacja - nie ma sprawdzania obecności, nie ma lekcji z wykładem, nie ma zadawania i sprawdzania prac domowych. Wiele z rutyn szkolnych, nad którymi tak dużo spędzamy czasu, jest zupełnie nieprzydatna. Szkoła nie nauczyła mnie samodzielnego uczenia się przez całe życie. Kiedy i jak powinniśmy w systemie edukacji uczyć samodzielnego uczenia się? Z tym pytaniem rozpoczynam nowy rok akademicki - ile i jak uczyć studentów samodzielności? Czy może skupić się tylko na transferze wiedzy podręcznikowej? A może uniwersytet to coś więcej niż transmisja wiedzy podręcznikowej? A jeśli więcej to czym jest to "więcej" i na czym polega? Na pewno spróbuję ze studentami uczyć się z wykorzystaniem nowej technologii i przynajmniej między wierszami uczyć się promptowania. Jak nauczeń - nauczyciel i uczeń w jednym

20.09.2023

O uratowanej łące ze świetlikami

Ocalony fragment zieleni niskiej by chronić świetliki
 

Czy indywidualne działania mają sens? Przecież całego świata się nie zmieni. Ale może choć maleńki fragment wokół nas? Ważne by nie przechodzić obojętnie i nieustannie próbować. Globalne problemy możemy zobaczyć lokalnie. Także w szkole. I o tym będzie dzisiaj tekst. O małej wielkiej sprawie ze świetlikami. Szkoła powinna być obecnie miejscem uczenia się, że żyjemy już teraz, w szkole. Że życie z działaniem jest już teraz a nie, że szkoła jest tylko uczeniem się do przyszłego życia,  kiedyś w bliżej nieokreślonej przyszłości dorosłego życia. A jeśli świat w tym czasie się znacznie zmieni to czy wyuczone w szkole umiejętności będą jeszcze przydatne? I wtedy uczenie do przyszłości będzie zmarnowanym czasem - wyuczonych umiejętności nigdy się nie wykorzysta. Nauka przez działania tu i teraz moim zdaniem mam sens.

Łąka kwietna to proces a nie tylko produkt (chwilowy stan). Wymaga więc ciągłego monitorowania i kontroli. Ciągłej interwencji i ciągłego sprawdzania. Każda jest inna i na dodatek zmienna w czasie. Bo trzeba uwzględnić sukcesję ekologiczną jako dynamiczny proces. Nie ma więc stanu końcowego i niezmiennego. Nie ma także jednakowych zasad (kosić lub nie kosić) dla wszystkich miejsc. Nie wszystkie, nie tak samo, nie w tym samym momencie. Dzięki takiej zróżnicowanej strategii możemy utrzymać heterogenność krajobrazu, łatkowatość z różnorodnymi wyspami siedliskowymi w różnym etapie sukcesji. W rezultacie na nawet niewielkiej powierzchni możemy utrzymać dużą różnorodność biologiczną i wyspy siedliskowe w różnym stadium sukcesji. Do każdego fragmentu należałoby podchodzić indywidualnie, jedne kosić częściej, inne rzadziej. Aby to osiągną trzeba zrozumieć jak przebiega sukcesja ekologiczna, jakie czynniki środowiskowe teraz najintensywniej oddziałują. Wszystko po to by z wyspo donorowych rozprzestrzeniały się diaspory roślin i osobniki migracyjne populacji zwierzęcych. Zrozumieć jak działa konkurencja międzygatunkowa w konkretnym miejscu i z konkretnym zestawem gatunków. Jaki wpływ ma gleba (jedne są żyźniejsze, inne uboższe), jaki wpływ ma pH, wilgotność i itd. Wiele czynników. Niestety przyroda jest układem bardzo złożonym. 

Łąka "kwietna" czyli mały ekosystem roślinności zielnej, to nie tylko kwiaty z nektarem i pyłkiem dla zapylaczy (np. motyle), ale i rośliny żywicielskie dla gąsienic, dla stadiów larwalnych, by zdążyły się rozwinąć się i dokończyć cyk życiowy aż do przepoczwarczenia. A gdy roślinność jest wykaszana to nie tylko kosy zabijają poszczególne organizmy lecz i niszczą ich bazę pokarmową. A wtedy cykl życiowy jest przerwany i nie mają szansy przetrwać. Giną z głodu. Tak więc łąka to nie tylko kwiaty ale cały, bogaty ekosystem z bazą pokarmową i różnymi relacjami w sieciach troficznych oraz konkurencją międzygatunkową. 

Po tym dłuższym wstępie pora na konkret ze świetlikami. Jakiś czas temu dostałem taki list:

Kontaktuję się z Panem z prośbą o ocenę pomysłu związanego z ochroną lokalnego siedliska świetlika. W alei spacerowej w parku, w pobliżu którego mieszkam, obserwuję od ok. 3 lat pojawianie się świetlików. Pojawiają się formy dorosłe pod końca czerwca. Świecą owady latające - nie potrafię określić gatunku świetlika (proszę o wskazówki). Chciałam ze swoimi uczniami (uczę biologii w lokalnej szkole) wystąpić do lokalnych władz o wstrzymanie się z wykaszaniem terenu ze względu na ochronę siedliska świetlików. Czy uważa Pan inicjatywę za słuszna z punktu widzenia entomologa? Czy wstrzymanie prac związanych z wykaszaniem terenu występowania świetlików pomoże zwiększyć ich populację? Co jeszcze możemy zrobić?

Urszula Boratyńska


Co mogłem, to doradziłem i zachęciłem do działań,. W rezultacie uczniowie z nauczycielką przygotowali pismo, by chronić świetliki: 

Zwracamy się z prośbą o wstrzymanie prac związanych z wykaszaniem skarpy na terenie Alei Spacerowej w Paczkowie. Prośbę swą motywujemy chęcią ochrony siedliska świetlików, które znajduje się na odcinku od zejścia z targowiska do mostu przy ul. Klonowej.

W Polsce możemy spotkać trzy gatunki świetlików: świetlika świętojańskiego, iskrzyka czy świeciucha, nie udało nam się jeszcze oznaczyć gatunków występujących w Paczkowie. Chcemy nad tym pracować w kolejnym roku szkolnym. Dla prawidłowego rozwoju każdego z trzech gatunków występujących na ternie Polski istotne jest zabezpieczenie ich siedliska. Świetliki na chwilę obecną nie są objęte ochroną gatunkową, natomiast liczebność ich populacji spada z roku na rok w związku z czynnikami antropogenicznymi. Liczne badania naukowe wskazują jako największe zagrożenie właśnie niszczenie siedlisk oraz zanieczyszczenie świetlne ( za: Madison Dapcevich, Fireflies Join List of Global Insects Threatened by Human, Alanlysis Finds, 04.04.2020, Uniwersytet Tufts). Wnioskujemy o niestosowanie w ww. obszarze oprysków z pestycydów, zaprzestanie wykaszania roślinności w okresie rozrodu świetlików (tj. od maja do końca lipca), w pozostałym okresie obejmującym okres rozwoju larwalnego owadów ograniczenie częstości wykaszania roślinności.


A po jakimś czasie dostałem taką oto dobrą wiadomość:
Ogłaszamy sukces! Wniosek pozytywnie zaopiniowany, a siedlisko świetlików omijanie przez kosy spalinowe do dziś. (…) Dzisiejsze pracę wykoszeniowe ominęły wyznaczony obszar, choć w przyszłym roku będziemy walczyć o więcej.

Czyli udało się ocalić siedlisko dla małej subpopulacji świetlików. Teraz można będzie obserwować to miejsce częściej. Być może uda się rozpoznać konkretny gatunek świetlików. Bardzo konkretna nauka przez działanie. I obiekt badawczy, z którym uczniowie są już emocjonalnie związani. Może wrócą by poznać co tam rośnie i co tam żyje oprócz świetlików?

Świetliki, tak jak i większość innych owadów, przeciętny młody człowieka zna tylko z telewizji i kreskówek. Tak jak w Pszczółce Mai. Coraz mniej mamy kontaktu z żywą przyrodą, z żywymi owadami. Na widowiskowy pokaz świetlików pod koniec czerwca trzeba czekać cały rok. Uczy to  cierpliwości i długofalowego planowania. Uczniom i nauczycielce z Paczkowa serdecznie gratuluję i jednocześnie dziękuję. Za ocalenie małego skrawka bioróżnorodności. Wielki świat składa się z małych fragmentów. A w szkole można już żyć życiem prawdziwym i działać od zaraz. Nie trzeba czekać aż się skończy wszystkie szkoły. Razem ze studiami i doktoratem zajmuje to wiele lat. A po co czekać? 

Pismo, wystosowane do burmistrza.