Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania barszcz, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania barszcz, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

10.07.2023

Barszcz Sosnowskiego na Warmii

Barszcz Sosnowskiego pod zamkiem w Reszlu, rok 2011.

W naszym regionie często się pojawiają informacje o tej roślinie. Czasem i nielicznie pojawiał się ten barszcz w Olsztynie lecz szybko był eliminowany. Kilka lat temu spotkałem go pod zamkiem w Reszlu. Duże ilości widziałem na Żuławach w czasie badań terenowych oraz na Warmii, z okien pociągu. Jeśli nie jest wykaszany to szybko opanowuje teren. I stwarza duże kłopoty. Ostatnio pisano o barszczu z okolic wsi Gudniki powiat kętrzyński, gmina Korsze w sąsiedztwie gminy Reszel. Czyżby okolice Reszla były kraina barszczu Sosnowskiego, migranta z Kaukazu, specjalnie do nas sprowadzonego, niczym robotnika sezonowego?

Trzeba jednak dodać, że nie każda duża roślina z rodziny baldaszkowatych (obecnie selerowate) to barszcz Sosnowskiego. Mylony bywa z arcydzięglem litworem, rosnącym nad rzekami czy nawet barszczem zwyczajnym (dużo mniejszy ale jednak okazały - filmik z nim na dole tekstu).

Swego czasu, zwiedzając reszelski zamek, z niepokojem zauważyłem pod murami azjatyckich agresorów! Owi najeźdźcy widoczni na zdjęciu – to barszcz Sosnowskiego
(Heracleum sosnowskyi) czasami nazywany także barszczem kaukaskim. To olbrzymia roślina zielna z rodziny baldaszkowatych (Umbeliferae, z tej samej rodziny co cykuta czyli szalej jadowity, czy wspomniany arcydzięgiel litwor i dzięgiel leśny).

Barszcz Sosnowskiego jest w Polsce gatunkiem obcym i inwazyjnym, groźnym zarówno dla rodzimej przyrody jak i dla człowieka. Niech zdjęcie z Reszla będzie dzwonem na alarm i trwogi: obcy pod murami! I nie dlatego groźny, że obcy lecz dlatego, że wydzielane przez niego substancje mają właściwości fotouczulające i parzące. Uznany jest ten gatunek za antropofita (wprowadzony przez człowieka), tak jak wcześniej opisywane rumianki. Ale w przeciwieństwie do wspomnianych chwastów leczniczych nic dobrego z obecności barszczu kaukaskiego nie wynika. Mimo że jego bliscy kuzyni są jadalni i są cennym surowcem kulinarnym i medycznym. Pomijając te trujące takie jak szalej jadowity czy szczwół plamisty...

Barszcz Sosnowskiego pochodzi z Kaukazu, w Europie Wschodniej i Środkowej pojawił się w połowie XX wieku (w ogrodach Europy Zachodniej uprawiany był już w XIX w. jako roślina ozdobna), najpierw za sprawą samego człowieka. Potem sam się rozsiewał i zajmował nowe tereny. Barszcz Sosnowskiego traktowany był jako roślina pastewna, dlatego obsiewano nim polach także i u nas. Ale pojawiły się problemy z uprawą i szkodliwością dla zdrowia człowieka. Upraw zaniechano ale przybysz pozostał i mimo zwalczania rozprzestrzenia się w sposób niekontrolowany. Niech nie zwiedzie nas jego uroda.

Barszcz Sosnowskiego preferuje siedliska wilgotne, o kwaśnym odczynie gleby, często spotkać można tę roślinę przy strumieniach, rzekach i nad brzegami jezior. Jako gatunek inwazyjny i obcy jest bardzo ekspansywny. Często tworzy zwarte łany, eliminując wszystkie inne gatunki roślin (a przynajmniej mocno je ograniczając np. przez zacienianie). To jest właśnie groźne dla naszej rodzimej flory. Nie zwalczany może opanować setki hektarów.

Na dodatek barszcz Sosnowskiego zawiera związki chemiczne zwane furanokumarynami. Przy silnym nasłonecznieniu i działaniu światła ultrafioletowego, furanokumaryny ulegają przemianom i powstają z nich substancje o silnie parzącym działaniu. Tak więc barszcz z Kaukazu staje się szczególnie zjadliwy w czasie pięknej, słonecznej pogody. Poparzenia powoduje zarówno kontakt z rośliną jak i z jej sokiem. W miejscach kontaktu skóry z sokami rośliny, pod wpływem promieniowania słonecznego, pojawiają się bąble (tak jak przy oparzeniach), przechodzące czasem w ropiejące rany, a w najgorszych przypadkach nawet dochodzi do martwicy skóry. W upalne dni barszcz Sosnowskiego wydziela lotne olejki eteryczne, które wdychane w większych stężeniach mogą wywoływać zawroty głowy, wymioty a nawet zaburzenia świadomości.

Skoro ma takie złe cechy to dlaczego sprowadzono te roślinę do Polski (i innych krajów europejskich)? Bo w swoim siedlisku na Kaukazie nie ma takich właściwości.  Jak to czasem bywa z wieloma przemieszczanymi gatunkami, w nowym siedlisku spotyka nowe gatunki, rodzą się nowe interakcje i czasem pojawiają się niespodziewane zmiany. Barszcz Sosnowskiego "na gorsze" dla człowieka zmienił się po przeniesieniu do nas. I zapewne nie od razu. Co spowodowało te zmiany? Nie wiem. Może ktoś to już zbadał? I introdukcja nowych gatunków zawsze niesie ryzyko. Bo w przyrodzie działa wiele różnorodnych czynników abiotycznych i biotycznych.  Fenotyp dostosowuje się do lokalnych warunków oraz występują zmiany genetyczne i selekcja. Ewolucja i adaptacja do nowych warunków trwają nieustannie. Najczęściej są nieprzewidywalne, zarówno w zakresie konkurencji i symbiozy z innymi gatunkami jak i cech ekofizjologicznych. 

Może i pięknie wygląda ta okazała roślina pod murami reszelskiego zamku, ale wieje grozą, tak jak podczas oblężenia. Ziele niczym zagony tatarskich nomadów, oblega zamkowe mury. Za sprawą roślin stworzyć można klimat średniowiecznych zagrożeń najazdami obcych. Przynajmniej w opowieści. A tak poważniej, to problem mają już niektóre gminy. Wszędzie tam, gdzie jest już dużo barszczu Sosnowskiego. Lepiej działać, gdy problem jest jeszcze w małej skali. Tak czy siak, trzeba często kosić by nie dać roślinie wytworzyć nasion. Owszem, po skoszeniu odrasta z kłączy. Lecz jeśli kosić systematycznie to można tę inwazyjną roślinę pokonać. Trzeba wiedzy i wytrwałości. A wystarczy zwykła kosa. I odpowiedni ubiór, zwłaszcza w słoneczne dni.

Barszcz Sosnowskiego na Żuławach

Barszcz Sosnowskiego na Warmii, widziany z okien pociągu.


Dla przypomnienie, że nie każdy barszcz to barszcz Sosnowskiego. Barszcz zwyczajny jest jadalny.

21.08.2019

Bawarka - mleko z herbatą czy herbata z mlekiem? (cz. 4)

W "Kuchni Polskiej" WNE z 2005 roku znalazłem informację o bawarce. Jest dopisana w uwagach, pod opisem herbaty (pijanej z dodatkiem cytryny itd. czy odrobiny mleczka), z zaznaczeniem, że jest to raczej słaba herbata pół na pół zmieszana z mlekiem. A więc dodanie odrobiny mleczka czy śmietany nie czyni z herbaty bawarki! We wcześniejszych przepisach Disslowej (zobacz tu i tu), bawarka (z synonimem ważniejszym "ukropek"), to rozbawiona (rozcieńczona) gorącą wodą śmietanka. Może więc kluczem do zagadki bawarki jest picie mleka? Pod różna postacią.

Przypomniała mi się historia zupy barszczu. Znamy pod postacią barszczu czerwonego, gotowaną z buraków czerwonych, czasem jako biały barszcz gotowany na zakwasie w szczególności na Wielkanoc. I zazwyczaj nie pamiętamy, skąd się barszcz wziął. Rośnie przy drogach roślina o nazwie barszczy zwyczajny (Heracleum sphondylium L.). Dawniej kiszono tę roślinę i na tej bazie przygotowywano zupę (w przypadku barszczu białego kisi się chyba mąkę). Potem zamiast barszczu wykorzystywano zakiszone buraki ćwikłowe, a ostatnio nawet bez zakiszania. Nazwa przetrwała a sam produkt bardzo się zmienił. Może podobnie było z bawarką-ukropkiem? Może gdzieś na początku w zamierzchłej przeszłości było warzone mleko lub jego pochodne (serwatka, śmietana, maślanka)?

Osobiście mleko mi szkodzi, spożywam je jedynie w przetworach: jogurtach, kefirach, budyniach, serach i twarogach. I nic w tym dziwnego, dorosłym ludziom mleko szkodzi (niemowlęta i dzieci mają specjalne enzymy do trawienia mleka). Ludy pasterskie Eurazji, przez stulecia przystosowały się do spożywania mleka w okresie dorosłym. Jakież było nasze - Europejczyków - zdziwienie, gdy wysłaliśmy głodującej Afryce mleko! Dla nich było niemalże "trucizną". Przy trawieniu mleka wydzielają się m.in. związki opioidowe. Zatem picie mleka "w dorosłości", to nabytek ewolucyjno-biochemiczny ludów pasterskich (bioróżnorodność na poziomie genetycznym). Z całą pewnością nie od razu się pojawił ten nasz "ewolucyjnych nabytek". Być może stąd różne eksperymentowanie z przetworami, fermentowaniem mleka (jogurty, kefiry, kumys) czy różnymi dodatkami do mleka. Masajowie np. pijają mleko z... dodatkiem krwi, świeżo upuszczonej z krowich żył .

Być może dodatek herbaty do mleka ułatwia przyswajanie i trawienie mleka? Jeśli takie miałaby mieć kulturowe pochodzenie bawarka, to musiałyby być ślady eksperymentowania kulturowego z dodatkami do mleka. Zatem, dla pełniejszego zrozumienia bawarki trzeba będzie mi sięgnąć w poszukiwaniach do... kultury spożywania mleka. Rozcieńczanie śmietanki czy mleka gorąca wodą wcale nie musiałoby wynikać z biedy, ale z dawniejszego, mlecznego doświadczenia kulturowego.

Bawarka jako polski specjał ?

W książce Dawida Campbella "The tea book" z 1995 roku możemy przeczytać o bawarce jako herbacie z mlekiem. Nasza bawarka doczekała się międzynarodowego uznania, łącznie z zaleceniami dla karmiących matek. Mimo, że herbata z obcych stron pochodzi, to i polska kuchnia coś do międzynarodowej gastronomii wniosła. Pewnie za sprawą naszym emigrantów. Tak jak włoskie mascarpone w czasie drugiej wojny światowej Włosi spopularyzowali w Europie.... w obozach jenieckich! Nawet będąc przegranym (osadzonym w obozie jenieckim) można być zwycięzcą !

W końcu się chyba odważę i bawarki się napiję. Ku chwale ojczyzny i rodzimej gastronomii. Kawę czarną też pijam zazwyczaj bez mleka. Jedynie sporadycznie, tak jak ostatnio kawę żołędziową, zabielam kawę mlekiem.

c.d.n.

22.09.2024

Czy powinniśmy bać się gatunków obcych i inwazyjnych?

Motywy roślinne na porcelanie użytkowej.


Obcy wzbudza strach i niepewność. Skoro obcy, to nie wiadomo czego oczekiwać i jakie zmiany spowoduje w naszych ekosystemach. Lepszy stary wróg, bo wiadomo czego po nim można się spodziewać. A ten nowy, to jedna wielka niewiadoma. Mamy liczne przykłady dużych perturbacji w ekosystemach i gospodarce, jakie wywołały obce i inwazyjne gatunki, np. króliki w Australii czy u nas stonka ziemniaczana lub norka amerykańska. Mamy jednak równie liczne jak nie liczniejsze przykłady gatunków obcych, które przyniosły nam duże korzyści gospodarcze, w rolnictwie, leśnictwie czy medycynie. Na dodatek nie każdy gatunek obcy jest inwazyjny oraz gatunkami inwazyjnymi mogą być także te rodzime. Choć może w odniesieniu do gatunków rodzimy zamiast o inwazji lepiej mówić o szybkiej ekspansji. Niemniej znaczy to, że swój może być równie groźny.

A co to znaczy, że gatunek jest obcy? To taki, który nie występował pierwotnie (a w zasadzie wcześniej) w danym ekosystemie, na danym terenie. Przybywa z innego regionu, często w wyniku działalności człowieka. Może to być roślina, grzyb, zwierzę, protist, bakteria, archeon. Warto przypomnieć, że nie każdy gatunek obcy jest inwazyjny. I także to, że wszyscy jesteśmy gatunkami obcymi, nawet Homo sapiens w Europie, bo na Ziemi wszystko się zmienia. Najbardziej obawiamy się gatunków, które przybyły niedawno, takich jak nawłoć kanadyjska, barszcz Sosnowskiego, rdestowce, szczeżuja chińska i wiele innych. Będzie ich przybywać bo sprzyja im antropogeniczne przekształcenie środowiska.

A czy modliszka jest obca czy rodzima?  Wcześniej w Polsce występowała w Kotlinie Sandomierskiej, teraz jest obecna w całym kraju. Czy na Mazurach lub Pomorzu jest gatunkiem obcym i inwazyjnym, czy rodzimym w ekspansji? Może występowała tu we wcześniejszych interglacjałach? A może w optimum klimatycznym w czasach średniowiecza? To tylko przykład jak względne jest ludzkie wartościowania na obcych i swoich oraz na inwazyjne gatunki oraz te w ekspansji. Niektóre pojęcia nie są ostre, inwazja to tez ekspansja, wszystko zależy co zawrzemy pod konkretnymi słowami i czy jest potrzeba na rozróżnianie róznych procesów, czy tez jest to tylko skala ludzkiego wartościowania.

Migracje są czymś naturalnym w przyrodzie. Dlatego w pewnym sensie wszystkie gatunki są obce. To tylko kwesta czasu. Dawniej przybyłe gatunki roślin nazywamy archeofitami. Bo potrafimy ustalić ich czas przybycia, razem z gospodarka rolną człowieka. Po ustąpieniu lodowca niemalże wszystkie gatunki napłynęły do nas jako "obce". Możemy je uznać jako obce lub jako rodzime powracające (w ekspansji?). Dlatego, że było wiele zlodowaceń i wiele interglacjałów. I za każdym razem, po wymarciu w czasie zlodowacenia, powracały w cieplejszych okresach międzylodowcowych. Niektóre były tak ciepłe, że w Europie żyły hipopotamy. Teraz, wraz z ociepleniem klimatu, pojawiać się będą coraz to nowe gatunki z południa i krajów tropikalnych lub subtropikalnych. Jednocześnie wiele innych będzie wymierać. Ot taka wymiana w ekosystemach. Jednakże z przybycia niektórych wcale nie jesteśmy zadowoleni, tak jak np. z komara tygrysiego. Martwic może jedynie niezwykle szybki proces, skala i ogromne tempo tych zmian.

Gatunki wędrują w sposób naturalny ale dzieje się to stosunkowo wolno. Człowiek poprzez transport, podróże i handel w nieświadomy sposób ułatwia dyspersję i docieranie gatunków do nowych obszarów. Pomaga im pokonywać różne naturalne bariery. Czasem świadomie i celowo przenosimy gatunki, tak jak barszcz Sosnowskiego. Ale nawet jak robimy coś celowo, to czasami przynosi to opłakane skutki. Bo nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkich skutków ekosystemowych. Powoli poszerzamy swoja wiedze ale dużo zostało jeszcze do odkrycia. Także w zakresie gospodarowania i manipulowania (zarządzania) ekosystemami. I to przy globalnie kurczącej się bioróżnorodności.

A co to znaczy, że gatunek jest inwazyjny? To taki, który nie tylko aktywnie się rozmnaża i rozprzestrzenia w danym regionie. Zwiększa swoją liczebność i przez to wypiera inne gatunki (tak jak na przykład rak amerykański czy nawłoć kanadyjska). Jego obecność może powodować szkody dla rodzimych gatunków i siedlisk. W dalszej perspektywie inwazje mogą prowadzić do zmian w strukturze ekosystemu, konkurencji o zasoby, a nawet wyginięcia lokalnych gatunków. Dlaczego obce tak łatwo odnoszą sukces? Bo przybywają bez całego bagażu naturalnych ograniczeń w postaci drapieżników, pasożytów, chorób, patogenów. A zanim w nowych ekosystemach wykształcą się miejscowi konkurenci, zjadacze (drapieżniki i pasożyty) to minie sporo czasu. Dodajmy, że większość gatunków obcych szybko ginie, bo nie znajdują dogodnych warunków do życia. Ale tego nie zauważamy i nie zaprzątamy sobie tym głowy. widoczne są tylko te inwazyjne, bo widzimy skutek.

Inwazyjność może wynikać ze zmian, jakie człowiek wprowadza w środowisku. Wtedy nawet niektóre rodzinne gatunki nagle uzyskują szanse na sukces. I stają się inwazyjnymi lub inaczej nazywając - znajdują się w ekspansji. Przekształcanie siedlisk sprzyja tym rpocesom.

Jakie skutki w ekosystemach wywołują gatunki obce i inwazyjne? Skutki są różnorodne. Po pierwsze gatunki inwazyjne konkurują z rodzimymi o pokarm, przestrzeń i światło (w przypadku roślin) lub siedlisko. To może prowadzić do wypierania rodzimych gatunków. Znikają lokalnie a przez to, że nie występują nigdzie indziej, to znikają i globalnie, nasza bioróżnorodność Ziemi się kurczy. Po drugie gatunki inwazyjne mogą być drapieżnikami i mogą polować na rodzime gatunki, zaburzając naturalne relacje w ekosystemie. Po trzecie gatunki inwazyjne mogą wywoływać zmiany w siedliskach. Rośliny inwazyjne mogą zmieniać strukturę siedlisk, wypierając inne gatunki, m.in. przez wydzielanie związków allopatycznych. Tak jak jest z nawłocią kanadyjską czy rdestowcami oraz z barszczem Sosnowskiego. Po czwarte mogą wywoływać zmiany w cyklu obiegu składników odżywczych, przez modyfikowanie istniejących łańcuchów i sieci troficznych. Po piąte gatunki inwazyjne jako wektory mogą  wpływać na rozprzestrzenianie się chorób i patogenów. Gatunki obce mogą przenosić różne choroby i pasożyty na rodzime gatunki. Tak było z rakiem amerykańskim, który rozprzestrzenił dżumę raczą i spowodował prawie całkowite wyginięcie u nas raka szlachetnego. Tak może być z komarem tygrysim i egzotycznymi dla nas chorobami takimi jak denga,

Gatunki obce i inwazyjne mają realny wpływ na nasze środowisko i na bioróżnorodność. Do tej pory ich się obawialiśmy, bo zawsze wnosiły jakiś element niepewności i zmiany. Teraz, wraz ze zmianami klimatu, obserwować będziemy naturalne procesy zmiany zasięgów wielu gatunków. Jedne będą z naszego terenu wymierały, inne będą się pojawiały. A ponieważ obecne ocieplenie klimat zachodzi niesłychanie szybko w skali geologicznej, to najpewniej będziemy świadomie i celowo pomagali w np. przebudowie składu gatunkowego lasów, pomagając w szybszym rozprzestrzenianiu się niektórych, pożądanych gatunków.

Problem jest tylko w tym, że potrzebna jest ogromna wiedza a same ekosystemy są bardzo złożone. Skutki są więc trudne do przewidzenia. Jedyne co pewne to nieustanna zmiana i konieczność ciągłego weryfikowania naszej wiedzy. Lekko nie będzie.


Tekstowa, nieco zmieniona i poszerzona wersja radiowego felietonu w Radiu Olsztyn. Tłumaczymy świat. Wszystkie nagrania archiwalne dostępne są na stronie Radia Olsztyn: https://radioolsztyn.pl/tlumaczymy-swiat-felietony-w-radiu-olsztyn-2/01769627



31.07.2018

Sromotny okratek australijski z ogródka

(Fot. Małgorzata Karmasz, lipiec 2018, Kąty Luteckie koło Rzeszowa)
Po raz pierwszy o okratku australijskim usłyszałem mniej więcej 4 lata temu. Gdzieś na forum dyskusyjnym lub na Facebooku. Sam go jeszcze nie spotkałem w dzikiej przyrodzie (o ile w antropocenie jest jeszcze dzika przyroda). Gatunek nowy w naszych ekosystemach. Pochodzi z Australii, w Europie po raz pierwszy stwierdzony we Francji w 1914 roku. Według jednych zarodniki tego grzyba przybyły na butach lub mundurach australijskich żołnierzy, według innych wraz z glebą ogrodniczą (sadzonkami) roślin. W ubarwieniu i kształcie, przypominającym małą ośmiornicę, jest tak charakterystyczny, że nie sposób przejść obok niego obojętnie. Moja koleżanka także zaskoczona była jego obecnością. Spotkała dwa owocniku „U siostry koło domu (…) w Kątach Luteckich koło Rzeszowa” (zdjęcie u góry). Dodajmy zatem i to stanowisko do stwierdzeń z Polski.

Po raz pierwszy zaobserwowano ten gatunek na południu Polski, ale pojawiają się i inne stanowiska, bardziej na północ położone. Wygląda ładnie ale pachnie nieprzyjemnie, przynajmniej dla człowieka. Zapach przypomina padlinę. Doskonale uzupełnia wygląd (krwisty kawałem mięsa, psujący się i rozkładający). Wyglądem i zapachem zwabia muchy, które normalnie odwiedzają padlinę by składać tam jaja (padlina jako siedlisko życia larw i jednocześnie zasoby pokarmowe). Owady dorosłe siadają na okratku i przy okazji zarodniki grzyba przyczepiają się do odnóży czy tułowia. Potem mucha leci dalej i w ten sposób bierze udział w dyspersji okratka. W naszych ekosystemach występują rodzime grzyby, spokrewnione z okrakiem i stosujące podobną strategię. Dość powszechnie znany jest sromotnik bezwstydny (ugruntowany w etnografii jako czarcie jajo).

Okratek – zwany także kwiatowcem australijskim (jednym przypomina ośmiornicę , innym kolorowy kwiat) – jest gatunkiem obcym i łatwym do zaobserwowania. Tych nowych elementów w naszych ekosystemach jest dużo i tylko niektóre wzbudzają większe zainteresowanie (np. rak amerykański, norka amerykańska, barszcz Sosnowskiego), większość jest niedostrzegana (np. wodożytka nowozelandzka). Gatunki obce wzbudzają mieszane uczucia: czy cieszyć się, że powiększają lokalną bioróżnorodność czy raczej martwić, bo zagrażają rodzimym gatunkom (konkurencyjne wypieranie)? Dlaczego się pojawiają w ostatnich latach w tak dużej liczbie gatunków? I jak odróżnić naturalną dyspersję gatunków (zmiany zasięgów występowania) od przyczyn antropogenicznych?

Badania hydrobiologów na rybach i skorupiakach obcych i inwazyjnych (głównie pochodzących ze zlewni Morza Czarnego) wskazują, że pojawiające się gatunki obce ułatwiają wnikanie kolejnych gatunków obcych. Przyspieszają więc przebudowę biocenoz i ekosystemów.

Można się także zastanawiać czy wnikają w „pustkę” po zanikających (wymierających) gatunkach rodzimych czy same konkurencyjnie wypierają nasze, lokalne gatunki. Ekolodzy analizują strategie życiowe, które sprzyjają ekspansji gatunków obcych (np. zdolność do partenogenezy, szeroka walencja ekologiczna itd.). Ja próbuję wpisać w model sukcesji ekologicznej i model wysp ekologicznych (jako przestrzenne odniesienie do sukcesji i heterogenności środowiska). Ekosystemy środowisk stabilnych w tym modelu są odporniejsze na wnikanie gatunków obcych, w przeciwieństwie do ekosystemów środowisk astatycznych i ekosystemów zaburzanych (w tym drugim przypadku dużą rolę spełnia człowiek ze swoją działalnością). Drugim elementem modelu są alternatywne strategie życiowe. Część rezultatów tych rozważań (łącznie z modelami symulacyjnymi) zostały już opublikowana. Ale chyba warto wrócić do tej tematyki i zweryfikować model w oparciu o współczesne dyspersje gatunków obcych. Ot, taki naturalny eksperyment. Z ciekawości świata i zjawisk, które być może udałoby się wykorzystać praktycznie. Z tym, że ciekawość jest głównym motorem poznawczym. Wykorzystanie w praktyce to osobny temat i osobny problem.
(Model wyspy ekologicznej, opracowany na podstawie badań bezkręgowców małych zbiorników astatycznych)

(Model sukcesji, zachodzący w wyspach ekologicznych, z uwzględnieniem naturalnych siedlisk astatycznych i antropogenicznych zaburzeń)

O okratku czytaj także tu:
Ośmiornica w lesie. Czy obcy przybłęda może być u nas gatunkiem chronionym?

22.08.2018

Niecierpek himalajski nad naszymi wodami - a może go po prostu zjeść?

(Trzmiel leśny na niecierpku himalajskim, Soczewka, dolina Wisły, sierpień 2018)
W ostatnich latach, prowadząc badania terenowe głównie nad wodami, jak i w czasie turystycznych wycieczek, widzę ten gatunek coraz częściej i liczniej. Mowa o zamieszczonym wyżej niecierpku gruczołowatym, zwanym także niecierpkiem himalajskim. W jakiekolwiek miejsce Polski bym nie pojechał, tam go widzę. Kiedyś go nie było (przynajmniej w północnej i środkowej Polsce). Nie pierwszy i nie ostatni to gatunek obcy. Czy to dobrze czy źle, że się rozprzestrzeniają gatunki obce (czasem stając się inwazyjnymi)? Za chwilę do tego pytania wrócę.

Nasi dziadkowie i rodzice widzieli inną przyrodę niż my, choć mieszkali w tych samych miejscach.
Przyroda się zmienia i pojawiają się coraz to nowe gatunki, inne zanikają (są rzadsze lub całkiem lokalnie wymierają). Dlaczego? Po pierwsze za sprawą przekształceń krajobrazu (środowiska) na skutek działalności człowieka. Zmiany w krajobrazie wiejskim, zmiany w sposobie użytkowania i znaczące przekształcenia środowiska (w tym zanieczyszczenia) nawet i w lasach. Człowiek jest gatunkiem zwornikowym, w największym stopniu wpływającym na ekosystemy. Każdy gatunek biologiczny wpływa na swoje otoczenie, ale Homo sapiens czyni to w skali do tej pory nienotowanej. Od początku epoki przemysłowej tempo zmian znacznie się zwiększyło. Dlatego zmiany w faunie i florze widoczne są już wciągu jednego pokolenia. Czasem niektóre gatunki - na skutek świadomych działań ochronnych - zwiększają swoją liczebność. Tak jak przywrócone rodzimej przyrodzie bobry, łosie, żubry, żurawie itd. Znacznie więcej jednak zmniejsza swoją liczebność, czasem wymierając. W ich miejsce od dawna wnikały gatunki obce, w tym synantropijne. Bo człowiek stworzył im dogodne środowisko.

Drugą znaczącą przyczyną, która ujawniła się niedawno, jest antropogeniczne ocieplenie się klimatu. Wyraźne zmiany w naszej przyrodzie, spowodowane ociepleniem się klimatu, uwidoczniają się od początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku. W wielu grupach roślin i zwierząt widać przesuwanie się zasięgów występowania. Napływają i zadamawiają się gatunki południowe, czasem z dalekich regionów, wycofują się na północ gatunki preferujące chłodniejszy klimat. Dyspersja i kolonizacja jest co prawda procesem naturalnym. Po ostatnim zlodowaceniu przez tysiące lat gatunki "powracają" na dawne tereny, jedne szybciej inne wolniej. Także i w przeszłości były zmiany klimatu, które wywoływały zmiany zasięgu wielu gatunków, wymieranie i ekspansję. Dlaczego teraz mielibyśmy się martwić? Bo tempo zmian jest niezwykle szybkie a skala ogromna. Nie chcielibyśmy utracić bioróżnorodności ze względów gospodarczych. Przyroda zawsze sobie jakoś poradzi ale gospodarka poniesie ogromne straty. Już ponosi.

Dla naukowca zmiany klimatu, także te wywołane emisją gazów cieplarnianych (znamy przyczyny i sposoby przeciwdziałania ale brakuje woli politycznej do skutecznych działań), są znakomitym eksperymentem naukowym do obserwowania. Także napływ gatunków obcych. Bo można badać przebudowę i powstawanie nowych ekosystemów, powstawanie i "dostrajanie się" relacji między gatunkami, które po raz pierwszy mają okazję współistnieć obok siebie. Można obserwować procesy konkurencji, drapieżnictwa, pasożytnictwa, symbiozy, sukcesji, cenofilogenezy itd. Raj dla ekologia, biologa i ewolucjonisty.

Niecierpek gruczołowaty produkuje dużo nektaru. To nowa i dobra baza pokarmowa dla owadów zapylających. Na zamieszczonym wyżej zdjęciu widać trzmiela leśnego (Bombus pratorum) na kwiatach niecierpka hmalajskiego. To może dobrze dla owadów zapylających, że pojawił się nowy, obficie nektaryzujący gatunek rośliny, zasiedlającej tereny wilgotne? Ale z drugiej strony zacienia i utrudnia rozwój innych roślin, w tym naszych rodzimych. Czy gatunki obce wnikają w wolne, opustoszałe siedliska (powstałe na skutek działalności człowieka), czy też aktywnie wypierają inne gatunki? Niecierpek himalajski nie jest jedynym gatunkiem obcym. Jest ich więcej. Niepokoi tempo zmian jak i skala. Za dużo i za szybko. Dla ekosystemów i gospodarki zmiany te są zbyt rozległe by spokojnie patrzeć na zachodzące procesy. Tym bardziej, że możemy przeciwdziałać w skali lokalnej jak i globalnej.Tylko nie chcemy, zasłaniając się różnorakimi "teoriami spiskowymi".

Niecierpek himalajski, niecierpek gruczołowaty (Impatiens glandulifera) w naszym kraju uznawany jest za gatunek inwazyjny, groźny dla rodzimej przyrody. Jego świadome wprowadzanie do środowiska jest zabronione przez Ustawę o ochronie przyrody. Od 2012 roku także jego import, posiadanie, prowadzenie hodowli, rozmnażanie i sprzedaż wymagają specjalnego pozwolenia Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska. Ale te prawne i urzędowe działania okazały się nieskuteczne. Nawet mimo kosztownych programów aktywnego usuwania tego gatunku. Jeszcze raz można przypomnieć stare przysłowie, że taniej jest zapobiegać chorobom niż je leczyć (kto nie wyda na kucharza, wyda na lekarza). Politycy (zwłaszcza ci nastawieni populistycznie) nie chcą podejmować kosztownych programów ograniczenia emisji gazów cieplarnianych. W rezultacie znacznie więcej tracimy i wydajemy w wyniku rosnącego efektu cieplarnianego i zmian klimatu. A to jest dopiero początek złego scenariusza, przed którym ostrzegali i ostrzegają naukowcy.

Niecierpek himalajski występuje naturalnie w zachodniej części Himalajów (stąd jego nazwa). Introdukowany został do innych krajów Azji, do Europy i Ameryki Północnej, gdzie stał się uciążliwym gatunkiem inwazyjnym, także w Polsce. Rosnąc masowo, zwłaszcza na terenach aluwialnych, w dolinach rzek, przyczynia się do ograniczenia rodzimej różnorodności biologicznej. Wprowadzony został jako roślina ozdobna i miododajna. Była więc na początku to introdukcja świadoma. Ale gdy "uciekł" do środowiska "naturalnego" sam już się rozprzestrzenia, poza kontrolą człowieka. Podobno jest najwyższą w Europie rośliną jednoroczną. Nie sposób go więc nie zauważyć. Wyższe są oczywiście byliny (ale te nie są roślinami jednorocznymi).

Do Europy niecierpek gruczołowaty został sprowadzony po raz pierwszy w 1839 do Anglii jako roślina ozdobna. Jako roślina zdziczała po raz pierwszy został zaobserwowany w Anglii już w latach 50. XIX wieku. A więc niedługo po sprowadzeniu. Przedostanie się na kontynent również nie zajęło mu wiele czasu, bo zaobserwowano go już ok. 1900 roku. W XX wieku powoli i sukcesywnie rozprzestrzenił się, stając się w wielu krajach europejskich gatunkiem szeroko rozpowszechnionym. Na terenie współczesnej Polski rejestrowany był od 1890 roku, najpierw na obszarze Sudetów, później rozprzestrzeniał się wzdłuż dolin rzecznych na cały kraj. Kwitnie od czerwca do sierpnia, zatem łatwo go zauważyć w czasie wakacyjnych wędrówek. Zapylany jest przez bzygowate (muchówki), trzmiele i pszczoły. A że nektaru sporo to i odwiedzających owadów jest dużo.

Niecierpek himalajski, tak jak nasz rodzimy niecierpek pospolity (Impatiens noli-tangere), ma ciekawy mechanizm rozsiewania się zwany autochorią – dojrzałe owoce, w postaci podłużnych torebek, pękają przy dotknięciu lub potrąceniu, wyrzucając nasiona nawet na odległość 7 m. Nazwa łacińska i polska podkreśla, że "nie cierpi" jak się go dotyka. Niecierpek himalajski jest wyższy od naszego niecierpka pospolitego, zatem dalej wystrzeliwuje swoje nasiona. A jest ich dużo – jedna roślina produkuje ich do 4 tys., i na dodatek zachowują długo zdolność kiełkowania. Są to cechy typowego gatunku inwazyjnego. Tu mała dygresja naukowa - ekolodzy mają doskonałą możliwość zweryfikowania swoich teorii, dotyczących sukcesji ekologicznej, alternatywnych strategii życia czy cech gatunków dyspersyjnych i inwazyjnych.

W Europie niecierpek himalajski (gruczołowaty) występuje w wielu miejscach masowo, zwłaszcza nad rzekami, jeziorami, kanałami i rowami, na terenach zalewowych, na skrajach lasów łęgowych, w zbiorowiskach nadrzecznych, na wilgotnych łąkach. Można go spotkać w miejscach silnie przekształconych przez człowieka (wilgotne siedliska ruderalnych, przy drogach i przy torach, na wysypiskach). Negatywne oddziaływanie (z punktu widzenia gospodarki człowieka) niecierpka himalajskiego dotyczy w szczególności roślin wieloletnich i kwitnących latem, które w wyniku konkurencji z niecierpkiem gruczołowatym powoli ustępują. W dalszej kolejności może to powodować silniejszą erozję brzegów rzek (mniej roślin stabilizujących grunt), co w czasie silniejszych i gwałtowniejszych opadów (jeden ze skutków ocieplenia klimatu), przyczyniać się może do poważnych szkód związanych z powodziami i podmywaniem brzegów (niszczenie budynków i dróg). Wszystkie te zjawiska należałoby wszechstronnie sprawdzić w terenie i należycie zbadać. jednak ze względu na skalę i tempo zmian, nie ma na to szans (także i dlatego, że naukowcy zajęci są pisaniem publikacji punktowanych a nie obserwowaniem wieloletnich zmian). Stąd duża niepewność co do skutków napływu różnych gatunków obcych, w tym niecierpka himalajskiego. Zbadać należałoby także oddziaływania allelopatyczne. W ekosystemie jest wiele gatunków i wiele potencjalnych oddziaływań. Nie da się tego poznać w ciągu jednego roku.

Wnikające gatunki obce ułatwiają osiedlanie się kolejnym, innym gatunkom obcym i inwazyjnym. Pisałem już wcześniej o kiełżach i rybach ze zlewni Morza Czarnego. To samo odnosi się do roślin. Niecierpka himalajskiego spotkać można w zbiorowiska z takimi roślinami jak: kolczurka klapowana (Echinocystis lobata), słonecznik bulwiasty (topinambur, Helianthus tuberosus), nawłoć późna (Solidago gigantea), barszcz Sosnowskiego (Heracleum sosnowskyi), rdestowce (Reynoutria sachalinensis, Reynoutria japonica). Nasze doliny rzeczne i brzegi jezior znacząco się zmieniają. Wraz z innymi roślinami spodziewać się można innych zwierząt (dla jednych bezkręgowców obecność tych roślin jest korzystna, dla innych bardzo niekorzystna). Nadwodny krajobraz mojego dzieciństwa jest już innych niż obserwowany obecnie. Dlatego pisałem, że przyroda widziana przez naszych rodziców i dziadków była inna.

Jak wspomniałem, niecierpek himalajski wytwarza dożo nektaru, dlatego skutecznie wabi zapylacze. Konkuruje więc z innymi roślinami kwiatowymi, które mogą być rzadziej odwiedzane a w rezultacie pogarszają się ich warunki dla tworzenia nasion i ich możliwości rozmnażania i rozprzestrzeniania się. Kaskadowo może to wiązać się z pogarszaniem się warunków pokarmowych rodzimym owadów monofagicznych. Ekosystem jest jak konstrukcja z kart czy klocków domina - przewrócisz jeden element a w efekcie domina przewracają się kolejne. Z braku dostatecznej wiedzy podstawowej bardzo utrudnione jest przewidywanie skutków i przeciwdziałanie im. Z niektórych badań wynika, że w miejscach opanowanych przez niecierpka nastąpiło zubożenie zgrupowań epigeicznych chrząszczy i pluskwiaków różnoskrzydłych, choć nie zarejestrowano zubożenia entomofauny glebowej.

Skoro nie da się zwalczyć to może trzeba zaakceptować i wykorzystać? Kwiaty niecierpka są jadalne, mają słodki smak i w małej ilości można ich używać do jadalnej dekoracji potraw. Kwiaty, liście i miękkie wierzchołki pędów można gotować jak inne warzywa… ale jak piszą w książkach gastronomicznych, za bardzo smaczne nie są. Najwyższa pora na eksperymenty kulinarne, bo jeśli coś nie smakuje to tylko wina kucharza (tworzenie dziedzictwa kulinarnego trwa długo i wymaga wielu różnorodnych eksperymentów). Ważne, żeby rośliny nie były spożywane na surowo, gdyż mają właściwości przeczyszczające i moczopędne. Nasiona są także jadalne (mają przyjemny, orzechowy aromat, można je zjadać nawet na surowo). Na przykład w Nepalu zbierane są w celu tłoczenia oleju, używanego w celach kulinarnych. Co prawda niecierpek himalajski zjadany jest przez bydło, ale nie jest znana ich wartość pastewna. Tu też potrzebne są szczegółowe badania.

Powróćmy na zakończenie do ogólnego zagadnienia. Na czym polega problem z tymi gatunkami inwazyjnymi? Przecież od zawsze wszystkie gatunki rozprzestrzeniały się po Ziemi. Gdyby nie dyspersja, żaden by nie przetrwał bo środowisko nieustannie się zmienia. A po ustąpieniu lądolodu w całości nasza fauna i flora jest „obca”, bo powróciła z refugiów. Lub przybyła w postaci naturalnej dyspersji. Jak odróżnić procesy naturalne od tych generowanych przez człowieka? Czy wszystko, co związane z wpływem człowieka to złe? Na pewno nie. Ale trzeba mieć to pod jako-taką kontrolą. Ocenia się, że oddziaływanie inwazyjnych gatunków obcych jest obecnie jednym z największych – obok utraty siedlisk – zagrożeń dla różnorodności biologicznej na całym świecie (wypieranie gatunków rodzimych oraz przeobrażanie siedlisk a więc utrata bioróżnorodności sumaryczne w skali globalnej).

Botanicy wśród roślin obcego pochodzenia, zawleczonych za sprawą człowieka, wyróżniają archeofity (zawleczone do roku 1500 – taka umowna granica) oraz kenofity zawleczone po 1500 roku. Wiele archeofitów próbujemy przywrócić środowisku. A to dowód, że nie wszystko co obce i za sprawą człowiek to jest złe. W każdym razie na niecierpka himalajskiego patrzymy krzywym okiem. A skoro wroga i intruza trudno się pozbyć, to może go po prostu zjeść?

Czytaj także: