Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania tulipany, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania tulipany, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

13.04.2018

Leśne tulipany - szukałem długo tego, co miałem tuż pod nogami...

(Silginy, 12 kwietnia 2018 r., dzikie, leśne tulipany na starym siedlisku)

Patrzymy nie tylko oczami ale i mózgiem. Czyli przez pryzmat tego, co już wiemy i jakie mamy wyobrażenie o świecie. Niech przykładem będą żółte, leśne tulipany.

Przy okazji wizyty Kętrzynie, gdzie opowiadałem o leśnych tulipanach, pojechałem do Silgin, wioski w której w dzieciństwie spędzałem liczne wakacje. I tam czekała mnie wielka niespodzianka. Gdy wspomniałem o tajemnicy leśnych tulipanów, mieszkaniec Silgin, Mieczysław Branicki powiedział "To takie małe, żółte tulipany? Pełno tu ich." Pobiegłem zobaczyć i zrobić zdjęcia. Po raz pierwszy w życiu na własne oczy zobaczyłem dzikie tulipany, o których tak często wspominałem w ostatnich latach. Jeszcze nie zakwitły. Rosły na dawnym siedlisku. Było tu gospodarstwo, ale od pożaru, wywołanego uderzeniem pioruna, spłonęło. Pożar był gdzieś na przełomie lat 40. i 50. XX wieku. Potem ruiny rozebrano. A ja pamiętam ze swego dzieciństwa fundamenty, resztki drzew owocowych i porastające ten teren krzaki i młode drzewa. Czasem tam chodziłem podglądając ptaki czy szukając innych, wakacyjnych przygód. Chodziłem po tych dzikich tulipanach na pewno. Fakt, że było to w okresie wakacyjnym (lipiec, sierpień), więc już po przekwitnięciu. Ale nawet gdybym widział kwitnące, to zapewne nie zwróciłbym na nie uwagi. Nikt z miejscowych, ani ja sam, nie zwracałby na nie uwagi, bo nie wiedzieliśmy że są tak niezwykłe.

Silginy leżą ok. 7 km w linii prostej od Drogoszów, miejsca gdzie zaczęła się historia tajemniczego soku z kwiatów leśnych tulipanów. Wcześniejsze stanowiska ze Smokowa i Siemek oddalone są o ok. 34-36 km w linii prostej od pałacu w Drogoszach. A zatem znalazłem leśne tulipany blisko miejsca, gdzie kucharz robił z nich sok. W drodze powrotnej przejechałem obok pałacu w Drogoszach. Nie starczyło czasu by poszukać leśnych tulipanów we wsi i wokół pałacu, ani porozmawiać z miejscowymi. Byłoby fascynujące znaleźć je w Drogoszach. Niebawem powinny zakwitnąć...

Denhofowie władali Drogoszami od  wieku XVII do roku 1816, kiedy to umarł ostatni męski przedstawiciel linii rodowej. Kucharz zatem zapiski uczynił najpewniej w wieku XVII lub najpóźniej na początku wieku XIX. Teraz przydałby się historyk, który jeszcze raz zagłębiłby się a aktach gospodarcze i ustalił w którym roku powstały te zapiski, uczynione na marginesie.

Najwyraźniej tulipany trafiły do Prus Wschodnich w wieku XVII na fali holenderskiej tulipomanii. Czy zdziczały zapomniane w ogrodach czy też sprowadzono wtedy tańszą formę botaniczną (dziką)? Pomogłyby rozstrzygnąć to badania genetyczne. Może uda mi się znaleźć chętnych botaników i biologów molekularnych. A może do junkierskich majątków na Prusach Wschodnich trafiły w tym samym czasie co do Holandii, w XVI wieku prosto z Turcji?

Kiedy wspomniałem o trujących właściwościach tulipanów, Mieczysław Branicki wspomniał o znajomym gołębiarzu i rosnących u niego dzikich tulipanach. Że gdy wypuścił dorosłe ptaki z gołębnika i te żerowały w ogrodzie, to wszystkie młode pozdychały, najwidoczniej od tych tulipanów. Nazwiska i miejsca zamieszkania tegoż hodowcy gołębi nie zapamiętałem. Ale z tej informacji wynika, że gdzieś w pobliżu Silgin są jeszcze rosnące dzikie tulipany i że najwyraźniej są trujące i dla gołębi.

Jak dzikie tulipany trafiły do Silgin? We wsi znajdują się ruiny pałacu. Najpewniej więc w majątkach junkierskich, przy pałacach rosły w ogrodach dzikie tulipany. Teraz trzeba byłoby poszukać w starym, przypałacowym parku w Silginach, czy i tam nie rosną leśne tulipany. Na siedlisko mazurskie mogły trafić z posesji pałacowej, najpóźniej do połowy XX wieku. A może i jeszcze dawniej. Na pewno na stanowisku, które widziałem, rosną od ponad pół wieku. Na dawnych Prusach Wschodnich są gatunkiem zdziczałym, można uznać je za kenofity, a w szczególności epekofity. Najwyraźniej botanicy o obecności tego gatunku w północno-wschodniej Polsce nie wiedzą.

Tajemnicą pozostaje także wspomniany przeze mnie sok z dzikich tulipanów. Wykonany z kwiatów nie był trujący. Zapewne mógł to być deser. Ciekawe jak pachniał i jak smakował. Być może uda się odtworzyć ten przepis i odzyskać ten fragment zapomnianego dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego. Dziedzictwa, związanego z Drogoszami, Kętrzynem, majątkami junkierskimi byłych Prus Wschodnich i historią naszego regionu.

A oto chronologiczny zapis moich poszukiwań tajemnicy soku z leśnych tulipanów:


Mam nadzieję, że ciąg dalszy nastąpi... (czytaj więcej, o tym jak zakwitły w Silginach)

Wiosenne tulipany na starym siedlisku. Obok wschodzący podagrycznik.

20.04.2020

Epidemia a leśne tulipany

(Znalazłam stanowisko dzikiego tulipana w Gdańsku na stoku Biskupiej Górki. Połowa kwietnia 2020 r.
Fot. Wiesława Nowakowska)
Co ma wspólnego epidemia z leśnymi tulipanami? Niewiele. Tylko tyle, że prawdopodobnie dawniej sok z leśnych tulipanów był wykorzystywany jako lekarstwo. Nie wiem nawet na jakie dolegliwości. Teraz też poszukujemy leków na różne choroby, nie tylko na COVID-19. Otaczająca nas różnorodność biologiczna to ogromna "apteka". Warto o nią zadbać by nie wyginęło zbyt dużo gatunków. One mogą się nam przydać. Dzisiaj jeszcze nie wiemy do czego. Ale za jakiś czas już może będziemy wiedzieli. Tak dużo zostało jeszcze do zbadania...

Kilka dni temu otrzymałem od pani Wiesławy Nowakowskiej zdjęcia dzikich, leśnych tulipanów, rosnących na stoku Biskupiej Górki w Gdańsku. Sądząc po liczbie rosnących tam leśnych tulipanów mają się tam dobrze. Ciekawe od kiedy tam się znajdują.

Właśnie jest okres kwitnięcia tych roślin. Dobry czas na poszukiwania. Może ktoś jeszcze wyśledzi u siebie te leśne, tajemnicze tulipany? I sprawdzi ich pochodzenie? Czy jest to dawne stanowisko czy też współczesne nasadzenia? Ja z sentymentu do tych tajemniczych, leśnych tulipanów jesienią dwa lata temu zasadziłem kilka cebulek pod moim blokiem, na tworzonej kwietnej łące. Właśnie po raz drugi zakwitają. Dały się im we znaki marcowe i kwietniowe, nocne przymrozki. Na dodatek gleba jeszcze słaba, z niewielką ilością próchnicy. Ale staram się by jak najwięcej martwej materii organicznej zostało na miejscu. I nie jest łatwo... Ostatnio spora część mojej łąki całkowicie wyschła. Najwyraźniej były wylewane tu jakieś płyny, może po myciu klatki schodowej? Może pływy zawierające środki odkażające? Rosnąca trawa uschła i zniszczone miejsce wyraźnie się odcina od reszty. Tulipany są nieco dalej. Na szczęście.

(Fot. Wiesława Nowakowska)
Kiedy w marcu 2015 roku pierwszy raz pisałem o leśnych tulipanach (O żółtych tulipanach, soku z trujących roślin i zapiskach kucharza), to wydawało mi się, że będzie to pierwszy i ostatni raz. Wspominałem wtedy o zapiskach kucharza, poczynionych na marginesie książki, odnalezionych w aktach administracyjnych junkierskiej rodziny Finckensteinów (Drogosze pod Kętrzynem). Moją uwagę zwrócił przepis na sok z leśnych tulipanów.

Tulipan dziki zwany także tulipanem leśnym (Tulipa sylvestris) jest gatunkiem wieloletnim, występuje w całej Europie i północnej Afryce oraz w Turcji. Populacje dziko rosnące zagrożone są wyginięciem. Według Roślin Polski (Szafer, Kulczyński i Pawłowski, wyd. piąte z 1986 r.) w Polsce prawdopodobnie występują populacje tylko zdziczałe (czyli jako roślina, która „uciekła” z ogrodów). Stwierdzany był na Śląsku i północno-zachodnim podnóżu Tatr. Nie jestem botanikiem i nie wiem, czy leśne tulipany w Polsce występowały w stanie naturalnym. Na pewno były hodowane w ogrodach. Później być może „zdziczały” czyli są gatunkiem zawleczonym przez człowieka. Pozostaje jednak pytanie czy za sprawą człowieka skolonizował nowe tereny czy jedynie powrócił na pierwotne miejsca. Żeby to rozstrzygnąć potrzebne byłyby dedykowane badania łącznie z analizami genetycznymi. Najpierw trzeba by jednak zinwentaryzować miejsca współczesnego występowania. Zaskoczeniem dla mnie były informacje, które wskazują że leśne tulipany występują i to na północ od Śląska i podnóża Tatr. Otrzymałem informacje o utrzymywaniu się tego gatunku i to na północ od naturalnego zasięgu występowania.

Najpierw pojawiła się informacja o występowaniu na Ziemi Lubuskiej – wieś Bożnów, koło Żagania, 50 km pod Zieloną Górą. Potem otrzymałem kilka informacji z Warmii i Mazur, częściowo w pobliżu miejsca pierwszej wzmianki w Drogoszach: Siemki koło Reszla, Smokowo koło Kętrzyna. Ale także w Kajnach nad Łyną i w miejscowości Karwiny, gmina Wilczęta („Pojawiają się w parku koło ruin kościoła i są piękne”) i Wójtowo koło Olsztyna („U mnie są od około 10 lat, Jak sobie kojarzę to Babcia przywiozła cebulki od koleżanki tylko której, albo z Olsztyna ul. Rataja albo z Żabiego Rogu. Nie wiedziałam, że to taki skarb. Są śliczne w słońcu potem się zamykają”). Potem sam znalazłem stanowisko leśnych tulipanów w Silginach (blisko Drogoszy), w miejscu gdzie na pewno od dawna występują, co najmniej kilkadziesiąt lat.

Tulipan dziki rośnie w lasach, na łąkach, w ogrodach, zaroślach i winnicach. Lokalnie zadomowiony, nieinwazyjny (nie ma we współczesnym wykazie roślin synantropijnych Polski), prawdopodobnie kenofit czyli gatunek roślin obcego pochodzenia, nienależący do flory rodzimej, który zadomowił się w ostatnich czasach. Za graniczną datę przyjmuje się odkrycie Ameryki, które zapoczątkowało migrację gatunków na niespotykaną dawniej skalę. W przypadku leśnego tulipana nie przybył on zza oceanu tylko z innych części Europy lub z Azji. Być może badania genetyczne pozwoliłyby ustalić skąd są nasze leśne tulipany.

Tulipan dziki (leśny), pochodzi z Europy południowo-zachodniej. Nie wiadomo kiedy pojawił się na terenie Polski. Może na fali osiemnastowiecznej mody na tulipany wśród arystokracji? Najpewniej był hodowany w ogrodach, z których wnikał do siedlisk częściowo przekształconych przez człowieka.

Sok z leśnych tulipanów, w przepisie kucharza z Drogoszów, sugeruje, że prawdopodobnie była ta roślina wykorzystywana jako lecznicza lub jadalna. Dwa w jednym – i ładna i przydatna gospodarczo.

Przepis na sok z leśnych tulipanów jest następujący: „zerwij leśne tulipany skoro tylko się pojawią [zatem w kwietniu lub maju] zalej je wrzątkiem, odstaw na 36 godzin, po czym wyciśnij z nich sok. Weź trzy kwaterki miodu, gotuj tak długo, aż się wyklaruje, odszumuj. Wlej do tak przygotowanego miodu cztery lub pięć kwaterek soku, dobrze zagotuj, ostudź.” Według przepisu to bardziej „sok z miodu”. Może to taki wiosenny napój? A może coś na kształt ziołomiodu? I dlaczego ten dodatek tulipanów? Czy dla celów smakowych, czy dla leczniczych? A może to miała być trucizna?

W książce prof. Mowszowicza pt. „Przewodnik do oznaczania krajowych roślin trujących i szkodliwych” znalazłem informację o tulipanie ogrodowym (Tullipa gesneriana), zawierającym alkaloid tulipinę. Działanie toksyczne: tulipany działają trująco na konie, bydło, muły (znane są przypadki zatrucia, gdy zwierzęta zjadały tulipany uprawiane w celach dekoracyjnych – krowy w ogrodzie zrobią szkodę nie tylko uprawom ale i sobie). Z informacji moich korespondentów internetowych wynika, że na pewno leśne tulipany były zjadane przez kozy i nic im się złego nie działo. Prawdopodobnie także przez krowy. Czyli, że nie jest trujący tak jak jego krewniak tulipan ogrodowy? Może zawartość tulipiny jest niewielka? Wiele informacji wskazuje, że same kwiaty nie są trujące. Tulipina znajduje się w liściach i cebulce. Aż się prosi „wziąć na laboratoryjny warsztat” leśne tulipany i sprawdzić, co mają w środku (jakie substancje).

Zaciekawia to utracone dziedzictwo i przyrodniczego i kulturowego (kulinarnego). Z dotychczasowej korespondencji wynika, że dzikie tulipany są u nas raczej „poniemieckie” (nie licząc tych, sadzonych współcześnie w ogrodach). Nie wiem z jakiego okresu pochodzą zapiski kucharza z Drogosz. Na pewno przed 1945 rokiem. A może jeszcze wcześniej, prawdopodobnie wiek XVIII. Zatem były na naszym terenie w czasach Prus Wschodnich. Kolejne wzmianki pochodzą z różnych miejscowości. Raczej były sobie przekazywane w celach ogrodniczych. Ale na pewno były stanowiska „zdziczałe”, z których także przenoszono tulipany do ogródków. Drugim intrygującym problemem jest to, gdzie one współcześnie u nas występują. Czy tylko w ogrodach przydomowych czy także w miejscach „dzikich”, wokół siedzib ludzkich, dawnych lub współczesnych.

Właśnie jest okres kwitnięcia tych roślin. Dobry czas na poszukiwania. Może ktoś jeszcze wyśledzi u siebie te leśne, tajemnicze tulipany? Jeszcze o tych tulipanach, z korespondencji, którą kilka lat temu otrzymałem: „pierwszy raz widziałam u sąsiadki w ogródku jakieś 30 lat temu, było ich kilka-kilkanaście, ładne były ale i na czarnoziemie (ta sąsiadka nie żyje od wielu lat, więc się nie dowiem skąd miała, od dawna ich nie ma na tamtym miejscu) więc się nie dziwię, że dobrze rosły, potem mama mi powiedziała, że na naszej łące też takie są. Były i są ciągle, nieco zmieniają „położenie” i zwiększa się obszar, na jakim są widoczne ale ogólnie w tym samym miejscu. Od kilku lat w coraz większej ilości są w innym miejscu – koło kaplicy, przypuszczam, że posadzone przypadkiem wraz z innymi cebulkowymi przez kolejną sąsiadkę (ale o niej za chwilę). Kaplica jest we wsi od 25 lat a wcześniej tam tulipanów na 100 % nie było, codziennie chodziłam tamtędy – obok- do szkoły, więc bym zauważyła. Są jeszcze w trzech ogródkach: u mnie -ale to wykopałam na łące i wsadziłam, u pani (…). w ogródku – też celowo je przesadziła do swojego ogrodu i u pani (…). w sadzie. Moja teoria jest taka, że wszystkie tulipany są z ogródka/sadu pani M.R. Tam jest ich najwięcej i Ona mówiła kiedyś, że są od kiedy pamięta. W tym sadku są jakieś bodajże poniemieckie groby (…) Faktem jest, że nigdzie poza wsią się nie spotkałam z tymi tulipanami, (…) Z tego co zauważyłam, zdecydowanie lepiej rosną na glebach lżejszych i wilgotnych, nasza łąka to glina (…) i tam są raczej małe/nędzne a bliżej rzeczki dorastają do 0,5 m wysokości- sama byłam zdziwiona – bo na górce łąki – z 20-30 cm wysokości łącznie z kwiatem a kilka metrów dalej takie wysokie. Podobnie wysokie rosną koło kaplicy. W ogródku mają średnio 40 cm wysokości. Jak zaczną kwitnąć to porobię zdjęcia łodyg przy np. centymetrze krawieckim aby było widać różnicę.”
I moje, zakwitające leśne tulipany na podblokowej łące kwietnej (już przekwitły krokusy): 

(20 kwietnia 2020, fot. S. Czachorowski)

(20 kwietnia 2020, fot. S. Czachorowski)

(20 kwietnia 2020, fot. S. Czachorowski)

12.04.2023

Dzikie tulipany w Elblągu

Stanowisko leśnych tulipanów w Elblągu

Niedługo zakwitną dzikie, leśne tulipany. Nie jestem botanikiem lecz mimochodem stałem się kolekcjonerem stanowisk tej rośliny. Trudno odróżnić niedawne nasadzenia od tych dawnych i utrzymujących się naturalnie. Dlatego warto zbierać wszystkie stanowiska. Może kiedyś jakiś botanik zajmie się tym kompleksowo, uzupełniając o badania genetyczne? Interesujący jest także przepis na sok z leśnych tulipanów. Jakie miał właściwości? Czy tylko smakowo-zapachowe czy może też jakieś lecznicze? Same rośliny zawierają trującą tulipinę. Ale w kwiatach jej nie ma. Może uda się wykorzystać stary przepis do wykreowania unikalnego, regionalnego deseru? Potrzebna byłaby współpraca z cukiernikami i kucharzami. A jeśli potrzebujesz pomysłu na ukierunkowane przyrodniczo poszukiwania turystyczne, to może skusi cię tajemnica leśnych tulipanów?

Do wcześniej udokumentowanych stanowisk dołączy i to z Elbląga: 

"Dowiedziałam się od koleżanki, że zbierał Pan informacje o stanowiskach dzikich tulipanów. Mamy takie na naszej działce w Elblągu na skraju wysoczyzny. Stanowisko ma około 9m długości i 4,5 m szerokości. Znajduje się na skarpie pod starymi klonami. Działka jest naszą własnością od 25 lat , wcześniej na tym terenie były hodowane owce. Przez lata teren sąsiedni, kiedyś pól uprawnych, zamienił się w osiedle domów jednorodzinnych. Tulipany tu są od dziesięcioleci i mają się nadal bardzo dobrze. Właśnie przygotowują się do kwitnienia :) W załączeniu zdjęcia, które dziś zrobiliśmy i dwa z zeszłego roku.Oznaczyliśmy na mapie, w pobliżu 54°13'03.4"N 19°23'34.2"E http://maps.google.com/maps?q=Miejsce+zaparkowania@54.217597,19.392833
Pozdrawiamy serdecznie. Ewa i Jacek Pietrzak"



8.05.2022

Leśne tulipany z Obwodu Kaliningradzkiego

Leśne tulipany, fot. Maria Kohanovskaya
 
Kiedy kilka lat temu zaintrygowała mnie sprawa dzikich, leśnych tulipanów na dawnych ziemiach niemieckich. Nie przypuszczałem, że uda się odnaleźć tak dużo śladów. Wszystkie systematycznie zamieszczałem na blogu. Udało się odnaleźć stanowiska w pobliży Drogosz, skąd pochodziła notatka kuchara na przepis na sok z leśnych tulipanów. Były także informacje z Ziemi Lubuskiej. Z całą pewnością są to ślady gatunku zawleczonego, który się zadomowił. I te dzikie stanowiska utrzymują się przez wiele lat. Niektóre mogą pochodzić z nowych nasadzeń ogrodowych ale wiele jest niewątpliwie dawnego pochodzenia. Leśny tulipan jako antropofit. 

Z dużą radością znalazłem informację o stanowisku leśnego tulipana w Obwodzie Kaliningradzkim a więc w dawnych Prusach Wschodnich. Pani Maria Kohanovskaya zamieściła 7 maja zdjęcia z dwóch stanowisk koło miasta Nieman, dawniej Ragneta  (ros. Неман, hist. niem. Ragnit i lit. Ragainė) – miasto w obwodzie kaliningradzkim, siedziba administracyjna rejonu niemańskiego. Miejscowość położona jest na lewym brzegu rzeki Niemen, przy granicy z Litwą, ok. 8 km na wschód od Sowiecka. To północna granica obwodu Kaliningradzkiego nad rzeka Niemen. Zdjęcia zrobione zostały w dniu 6 maja 2022 roku.

Zdjęcia, zamieszczone w niniejszym wpisie, zostały zrobione w parku obok cmentarza przedwojennego. Oraz nieco dalej. Przy okazji poznałem wartościowy, międzynarodowy serwis dla przyrodników amatorów, swoistej nauki obywatelskiej: iNaturalist. Każdy może dołączyć i fotografować rośliny, zwierzęta, grzyby i wpisywać ich lokalizację. W serwisie są różne pomocne materiały do rozpoznawania gatunków z różnych obszarów świata. Uczestnicy mogą także identyfikować gatunki, sfotografowane przez innych. I co najważniejsze, można tworzyć "zespoły badawcze", skupione na wybranych obszarach. W ten sposób można włączyć się do inwentaryzacji różnorodności biologicznej. 

Zaznaczone stanowiska z leśnym tulipanem: https://www.inaturalist.org/observations/115729613, https://www.inaturalist.org/observations/115729150

Dane, opublikowane na moim blogu i zebrane z Facebooka oraz maili, wykorzystane zostały już przynajmniej do jednej publikacji naukowej. Piszę o tym dlatego, że każdy może dołączyć do obserwacji i zbierania danych. Pojedyncze informacje wydają się mało ważne i nawet obarczone błędem. Ale dzięki zamieszczanym zdjęciom można je weryfikować. Natomiast niewątpliwą wartością jest liczba danych i to z bardzo różnych miejsc. Naukowcy nie byliby w stanie dotrzeć wszędzie. Każdy może się włączyć w inwentaryzowanie różnorodności biologicznej. Na tej podstawie można będzie w przyszłości wyciągać różnorodne wnioski, np. dotyczące zmian zasięgów występowania, wymierania gatunków itp. Każdy może włączyć się do prac badawczych na miarę swoich sił. Wystarczy tylko byc uważnym i mieć ze sobą smartfon. Oczywiście, nie wszystkie gatunki da się rozpoznać po zdjęciu. Niektóre cechy diagnostyczne są trudne do zaobserwowania. Niemniej dla części naszej biosfery możemy mieć bardzo obszerne i aktualne dane. Narzędzia internetowe znacząco ułatwiają nam taką działalność.

Nawet z pozoru banalna wycieczka czy spacer może być dodatkowo ubogacony małym zadaniem badawczym: zrobić zdjęcia, zaznaczyć miejsce stwierdzenia i uzupełnianiem ogólnoświatowej wiedzy o stanie naszej biosfery. Przy okazji uczymy się rozpoznawania lokalnych gatunków. A dzięki temu widzimy więcej wokół nas. I rozumiemy więcej. Aktywne poznawanie przyrody przez całe życie. 

Więcej tekstów o tulipanach z tego bloga: https://profesorskiegadanie.blogspot.com/search?q=tulipany

Oraz pierwsze moje wpisy:

    Leśne tulipany, fot. Maria Kohanovskaya

6.06.2020

Kolejne informacje o stanowiskach leśnego tulipana Tulipa sylvestris

(Dzikie, leśne tulipany Tulipa sylvestris, fot. Anna Gniewczyńska)
Współczesne czasopisma naukowe narodziły się z... listów, pisanych przez przyrodników, badaczy, naukowców. Najpierw krążyły w obiegu prywatnych, jako uzupełnienie rzadko drukowanych książek i okazjonalnych rozmów. Książki były drogie, więc niezbyt często były drukowana a czas przygotowania był długi, w tym zbierania materiałów. Czasem książka powstawała przez całe życie badacza. Rozmowy bezpośrednie nie były częste bo różni przyrodnicy i badacze rozproszeni byli (i są!) po całym świecie a więc okazji do bezpośredniego spotkania też nie było za wiele. Pozostawały listy, zwłaszcza gdy upowszechniły się narodowe instytucje pocztowe. Z czasem takie listy zaczęto drukować w gazetach a po jakimś czasie narodziły się wyspecjalizowane czasopisma naukowe - by łatwiej było znaleźć informacje o obserwacjach i sprawozdania z badań. Wszak były i są one informacjami w zasadzie niszowymi. Ciągle przybywa czasopism naukowych bo zwiększa się liczba naukowców. Wszystkich publikacji rocznie ukazuje się obecnie ok. 1,5-2 miliony, rozproszone po tysiącach różnych czasopismach, pisanych w najróżniejszych językach. Samodzielnie nie sposób sprawdzić wszystkiego. W wyszukiwaniu artykułów oraz informacji w coraz większym stopniu zdajemy się na metody komputerowe, bazy danych i sztuczną inteligencję. W taki sposób sztuczna inteligencja (lub tylko obwody elektryczne i krzemowe) włączona została to tworzenia, gromadzenia i obiegu informacji naukowych.

Są jednak liczne drobne informacje, które nie nadają się jeszcze na publikację. A jednocześnie szkoda by zostały niezauważone, nieodnotowane. Krążą w różnych forach dyskusyjnych, portalach społecznościowych, e-mailach. Są nową i jeszcze nieskodyfikowaną formą obiegu informacji. Coś pośredniego między informacją ustną a publikacją (bo jednak jakiś weryfikowalny ślad zostaje).

Już kilkakrotnie zamieszczane ma moim blogu drobne informacje przyrodnicze posłużyły do przygotowania szerszych analiz faunistycznych czy botanicznych. Ktoś więc je znajduje. Nie giną bezpowrotnie. Dlatego zamieszczam niżej list z informacją o nowym stanowisku leśnego tulipana. Po kilku artykułach na moim blogu odezwało się w ciągu kilku lat wiele osób. Obserwacje, zdjęcia i informacje przydały mi się do przygotowania referatów i materiałów dydaktycznych. Nie jestem botanikiem, publikacji naukowej na temat tego gatunku nie napiszę. Ale niech zbierane informacje przydadzą się innym, czy to przyrodnikom amatorom czy to akademickim botanikom. Być może przy okazji uczestniczę w narodzinach nowego standardu lub formy obiegu informacji naukowych.

Niżej list, który otrzymałem 12 maja 2020 roku ale obserwacje dotyczą roku 2017.

Dzień dobry! 
Przywiódł mnie na Pańskiego bloga Michał Smoczyk, i doniesienia o tulipanach z Bystrzycy Kłodzkiej. Znam takie miejsce gdzie rosną tulipany. Ale najpierw wyjaśnię, jak do tego doszło. Skończyłam biologię na UAM Poznań, pracę mgr pisząc pod kierunkiem prof. Zb. Celka, dot. flory dawnych poniemieckich cmentarzy z rejonu Pomorza Zachodniego. Skąd pochodzę. Zapał do chodzenia po cmentarzach pozostał. :) I tym sposobem, w wyniku różnych zbiegów okoliczności, zaczęłam inwentaryzować florę cmentarza w Międzyrzeczu, woj. lubuskie (gdzie mieszkam). W 2017 r. natknęłam się na tulipana dzikiego. Niestety moje badania przechodziły różne koleje losu, ostatecznie ich nie domknęłam, ale potwierdzam, tulipan jest. 

Szacuję, że jest to populacja do 100 sztuk. ("na oko" bo są też rozproszone po całym obiekcie, około 1 ha, występują zarówno pojedynczo na grobach lub w ich bezpośrednim otoczeniu, jak i w większych skupieniach - jak to na zdjęciu). W tej chwili już przekwitły, więc dokładniejsze liczenie odkładam na "za rok". Cmentarz został założony w XVIII w. (dane wg karty cmentarza). Położony jest w obrębie miasta, był miejscem pochówku ludności wyznania katolickiego - tuż obok, za murem istniał znacznie większy cmentarz ewangelicki - w latach 60 zrównany z ziemią i zamieniony w park. Natomiast na katolickim do lat 60 XX w. odbywały się pochówki. Obecnie cmentarz ten jest zamknięty (czyli bez pochówków) a miasto ma nowy cmentarz komunalny usytuowany na obrzeżach. Więc tulipan raczej nie jest współczesnym nasadzeniem w tym miejscu a reliktem dawnej uprawy. Dodam jeszcze, że zdecydowanie preferuje miejsca nasłonecznione w obrębie cmentarza, a te pod koronami drzew - ominął. 

Załączam kilka zdjęć, z 2017 r. Mam nadzieję, że dane te okażą się przydatne w dalszych badaniach nad pochodzeniem i rozprzestrzenieniem Tulipa sylvestris. Pięknego dnia! 
Anna Gniewczyńska  
Pracownia Przyrodnicza KONAR 
Twierdzielewo"

(Dzikie, leśne tulipany, fot. Anna Gniewczyńska)

(Dzikie, leśne tulipany, fot. Anna Gniewczyńska)

(Dzikie, leśne tulipany, fot. Anna Gniewczyńska)

(Dzikie, leśne tulipany, fot. Anna Gniewczyńska)

Więcej informacji o leśnych tulipanach znajdziesz tu: https://profesorskiegadanie.blogspot.com/2018/05/a-w-silginach-kwitna-lesne-tulipany.html

21.04.2020

Leśne tulipany z Bystrzycy Kłodzkiej (i na Żuławach)

(Bystrzyca Kłodzka, 20 kwietnia 2020, fot. Iwona Sakowicz)
Po opublikowaniu pierwszej informacji o leśnych tulipanach w 2015 roku, przyszło do mnie sporo różnych doniesień o obecności tego gatunku w różnych miejscach Polskie. Wczoraj otrzymałem od pani Iwony Sakowicz zdjęcia i filmiki z małym poletkiem leśnych tulipanów z Bystrzycy Kłodzkiej (południowo-zachodnia Polska, Ziemia Kłodzka). Mały przykład nauki obywatelskiej. Publikuję i to małe doniesienie bo może się przyda botanikom. Przeciętnemu miłośnikowi przyrody łatwiej wyguglać informacje z bloga niż ze specjalistycznych publikacji. Pomysł na aktywność w czasie spacerów: obserwować przyrodę i dokumentować obecność różnych gatunków. Ważne jest to zwłaszcza w czasie zmian klimatycznych i związanych z tym zmian zasięgów występowania wielu gatunków.. Nawet tych "zwykłych".

"Natknęłam.się na Pana teksty o dzikich tulipanach. Wczoraj znalazłam.ich stanowisko w okolicy Bystrzycy Kłodzkiej, gdzie mieszkam. (....) To jest nad Nysą Kłodzką. W tej chwili taki zdziczały teren na obrzeżu miasta. Nie Wiem, co tam było za Niemców. (...) Rosną też lilie złotogłów ale te akurat obserwuję od dawna (...). Przekazałem te informacje botanikom z Wrocławia ale jeszcze nie mam od nich odpowiedzi ."

Na zdjęciach widać leśne tulipany pośród zawilców i innych roślin. "Całość zajmuje ok. 20 m2 (...) Jestem w kilku grupach roślinnych (jestem moderatorem grupy Działka i Ogród Naszą Pasją) ale amatorem, zawód- pedagog szkolny (...) To stanowisko znalazł w ubiegłym roku sąsiad mojej koleżanki w czasie spaceru z psem. Ale nie widziałam wtedy tych kwiatów i myślałam, że to może złoć. A określił to jako podobne do tulipana. Wczoraj koleżanka zadzwoniła, że zaczynają kwitnąć i poszłyśmy tam. Tu w okolicy chyba nikt inny o tym.nie wie. A może po prostu ktoś widział ale nie zainteresował się co to jest . Iwona Sakowicz". 

Jeśli spotkasz gdzieś leśne tulipany, to zrób zdjęcie (by mieć pewność i by można było zweryfikować doniesienie) i umieść gdzieś w widocznych zasobach internetowych. Albo przyślij do mnie. Ja upowszechnię. Dopytaj się także o szczegóły, które pozwolą ustalić czy stanowisko jest stare czy też jest to efekt niedawnego wprowadzenia tej rośliny ze sklepowych cebulek.

fot. Iwona Sakowicz

fot. Iwona Sakowicz

fot. Iwona Sakowicz
PS. (24.04.2020) - stanowiska na Żuławach we wsi Tuja.

(To stanowisko znalazłam w Tuji na Wielkich Żuławach Malborskich. Fot. Wiesława Nowakowska)

7.12.2021

O tym, jak tulipan leśny (botaniczny) trafił do publikacji

(Dzikie, leśne tulipany Tulipa sylvestris, fot. Anna Socha)

Pojedyncze informacje są ciekawostkami. Jednak gdy zostaną zebrane w całość, np. w formie publikacji czy książki, pozwalają na wyciąganie różnych wniosków i uogólnień. Zbieranie danych to jedna z form pracy badawczej. Żmudna i mało spektakularna lecz niezbędna. Tylko część zebranych danych wykorzystywana jest do publikacji naukowych. Pozostałem leżą i czekają na kolejny pomysł czy hipotezę roboczą. Czasem wykorzystywane są przez zupełnie innych naukowców. Ważne by te dane ocalały i nie zniknęły w szufladzie a potem w koszu z makulaturą. Właśnie z tego powodu powstały publikacje naukowe. Obecnie popularniejsze są różnorodne bazy danych online, umożliwiające prace w różnych miejscach. Takie współdzielenie danych a jednocześnie ochrona przez zapomnieniem.

Dzikie tulipany, wysiane pod moim blokiem
(potem zjedzone przez dziki)
Jestem zoologiem. Ale oprócz "własnych" danych luźne informacje przyrodnicze zamieszczam na blogu. Taka nietypowa, nowa forma upowszechniania informacji. Czasem się przydają innym badaczom. Z pewnym małym zaskoczeniem ale i zadowoleniem dostrzegam wykorzystywanie danych, umieszczanych na blogu, w publikacjach naukowych. Już uporządkowanych i znacznie trwalszych. To bardzo cieszy. Wcześniej wykorzystane zostały informacje o modliszce teraz o leśnym tulipanie. Przy okazji może powstanie jeszcze jeden element turystyki historycznej. Może ktoś uporządkuje wiedzę i występowanie tego gatunku w naszym rejonie (Warmia i Mazury)? Także sprawdzając pod względem genetycznym pochodzenie naszych populacji (czy są stare czy całkiem nowe).

Ukazała się właśnie publikacja, dotycząca dzikich, leśnych tulipanów. Autorka już wcześniej przesyłała zdjęcia i dane, dotyczące togo gatunku z Ziemi Lubuskiej.  I tak ziarnko do ziarnka aż zbierze się miarka.

Liczę, że przepis na sok z leśnych tulipanów z Drogoszów pod Kętrzynem w końcu doczeka się wykorzystania turystycznego. Ale wcześniej trzeba jeszcze posprawdzać znane i nieznane stanowiska tego gatunku, na starych cmentarzach jak i starych parkach podworskich. 

Wcześniej o leśnych tulipanach pisałem tu:
A o to i otrzymana wiadomość:

"Dzień dobry, w nawiązaniu do rozmowy przesyłam komunikat dotyczący stanowiska tulipana dzikiego w Międzyrzeczu. Komunikat ukazał się w Serii Monograficznej wydawanej przez Towarzystwo Historyczne Ziemi Międzyrzeckiej pn. "Ziemia Międzyrzecka w przeszłości". Publikacja jest dostępna w księgarni internetowej: https://wydawnictwoavalon.pl/produkt/ziemia-miedzyrzecka-w-przeszlosci-tom-xix/ Pozdrawiam, Anna Socha"
Strona tytułowa

Fragment z publikacji

6.04.2018

Konieczność nieustannego uczenia się...

(Europejska Noc Naukowców 2017, Biblioteka Uniwersytecka)
„Nie ma pracy twórczej bez nieustannego uczenia się. Przyświecają temu dwa cele: konieczność ćwiczenia mózgu i konieczność poznawania nowych obszarów wiedzy, potrzebnych do rozwiązania problemu, nad którym właśnie pracuję.” 

Michał Heller „Jak być uczonym” Wyd. Znak, Kraków 2009 r.

Nieustanne uczenie się jest powinnością ludzi uniwersytetu. Cały czas płonąć. By zapalać innych. Inaczej się nie da. Zatem w przyszłym tygodniu jadę do Kętrzyna by przedstawić wstępną, prowizoryczną wersję gry terenowej "tajemnica leśnych tulipanów". Marzyłoby mi się zorganizowanie gry terenowej, połączonej z ładnymi qr kodami (widziałem takie we Francji), może z landartem i wymyśleniem nowego produktu regionalnego. Coś kulinarnego z leśnymi tulipanami. Wiedza zastosowana w praktyce i wykorzystanie tego, czego się nauczyłem na wyjazdach studyjnych i już eksperymentując z grami terenowymi i qr kodami.

Jadę do Kętrzyna opowiadać młodzieży szkolnej o GMO w żywności, publiczności o leśnych, dzikich tulipanach i... szukać współpracy by zrealizować kolejny swój pomysł. Bo co to za pomysł, jeśliby został tylko na papierze.

Jadę ćwiczyć mózg i poznawać nowe obszary

Czytaj więcej o dzikich tulipanach:



14.04.2018

Nieustająca podróż... bez ruszania się z miejsca


Jestem imigrantem bez ruszania się z miejsca. Jak to możliwe? Nowy cyfrowy świat zmienił moje społeczne otoczenie i codzienne życie. Sytuacja ta dobrze koresponduje z mechanizmami ewolucji biologicznej. Jeszcze do niedawna uważaliśmy, że organizmy są przystosowane do środowiska, w którym żyją. Teraz sentencja ta została zmodyfikowana: organizmy nieustannie się przystosowują do ciągle zmieniającego się środowiska. Zatem w pewnym stopniu są... nieprzystosowane, bo środowisko ciągle się zmienia. Podobnie jest w przypadku ewolucji kulturowej. Sam człowiek gwałtownie zmienia środowisko nie tylko w sensie przyrodniczym ale i społeczno-kulturowym.

Nigdzie się nie ruszyłem a jestem imigrantem. Cyfrowym imigrantem. Jestem obcy tu gdzie się urodziłem. W jakimiś stopniu wyalienowanym....To środowisko (otoczenie) się zmieniło. Dlatego świat cyfrowy jest dla mnie obcy, ciągle się go uczę. Skala i tempo zmian jest olbrzymie, stąd być może u wielu osób poczucie wyalienowania, zagubienia, obcości. Zupełnie tak samo jak po emigracji do nowej, obcej kultury.

Nieustająca podróż i odkrywanie. Poznawanie nowego. Na ten nowy świat można być otwartym, zaciekawiony i chętnym do poznawania lub... zamkniętym, przestraszonym, wrogo nastawionym. Widać to chociażby w naszym stosunku do nowych technologii, "facebooków" i portali społecznościowych. W nowym trudno się odnaleźć. Jedni z fascynacją "wsiąkają" (niekoniecznie mądrze korzystając z tych nowych przestrzeni i form komunikacji), inni nastawiają się w nieufnością i wrogością. Próbują zakazywać, zabraniać, izolować się. Tak jak od imigrantów.

Zgodnie z hipotezą Czerwonej Królowej trzeba ciągle biec.... by być w tym samym miejscu. Ewolucyjnie przystosowywać się do ciągle zmieniającego się środowiska, w sensie przyrodniczym i kulturowym. A przecież to my sami zmieniamy i modyfikujemy to środowisko. Inne gatunki podobnie wpływają na swoje otoczenie. Człowiek nie jest wyjątkiem. Różnica jest jedynie w skali tych zmian.

A co, jeśli fenotyp nie jest dobrze przystosowany (zaadoptowany) do środowiska, w którym się znalazł (na skutek migracji, dyspersji lub zmian samego środowiska)? Albo się dostosuje i przetrwa w obliczu konkurencji z innymi gatunkami, albo... wyginie. Ewentualnie zmieni miejsce i środowisko czyli "wyemigruje". Dyspersja jest więc nieustanną koniecznością życia (organizmów żywych). Nawet jeśli są to gatunki osiadłe.

Ekologia to organizm w środowisku. I ich wzajemne relacje. Jeśli uwzględnimy czas, to włączymy procesy ewolucyjne. Poza genetyką coraz więcej uwagi badaczy kierowana jest na poznanie mechanizmów epigenetycznych. I jest jeszcze przypadek, losowość.

Leśne tulipany w Silginach znalazły się w pewnym sensie przypadkowo. Daleko poza swoim obszarem naturalnego zasięgu występowania. W środowisku antropogenicznym utrzymują się już wiele lat. Organizm w środowisku i losowość. Trzy zmienne, opisywane prawami i... losowością. Można więc mówić o chaosie deterministycznym. Wydaje się paradoksalne: jak chaos może być zdeterminowany?

Teoria ewolucji czeka na nową syntezę. Nagromadziło się sporo faktów, które nie mieszczą się w dotychczasowej teorii. Nie znaczy to, że ewolucja darwinowska jest nieprawdziwa. Wymaga jedynie rozszerzenia i nowego ujęcia, tak by znalazły się "niepasujące" fakty. One nie tyle sprzeczne są z ewolucją darwinowską co wymykają się jej opisowi.

I jeszcze dygresja o charakterze społecznym. Nie odgrodzimy się wysokim płotem ani drutem kolczastym od imigrantów. Sami nimi się stajemy i to bez ruszania się z miejsca. Bez otwartości na świat, prób jego zrozumienia, bez umiejętności współpracy z "obcymi", nie poradzimy sobie z własnym życiem. Moi studenci są dla mnie z innego świata. To cyfrowi tubylcy. Potrzeba otwartości by ich zrozumieć. I chęci uczenia się nowego, cyfrowego świata. I potrzeba umiejętności współpracy. Tak jak w nowym ekosystemie, pojawiają się gatunki, które wcześniej się ze sobą nie kontaktowały. I muszą wzajemnie się dostosować do własnej obecności. Dzikie tulipany pojawiły się w ogrodach, były i są gatunkami obcymi, introdukowanymi. I trwa wzajemne dostosowywanie się w ramach lokalnych biocenoz. Niezwykle ciekawy proces.

Nie wszystko co obce jest złe i groźne.

Na zdjęciu stare drzwiczki do kurnika w dawnym siedlisku mazurskim, zamieszkanym przez migrantów z Wileńszczyzny. Wejście (i wyjście) dla kur. Widać na nich upływ czasu. Są niejako z innego świata. Świata, który zanika, bo pojawiają się inne technologie. Ale trwają i cieszą swoją wyjątkową urodą. Żywa skamieniałość a jednocześnie inspiracja.

13.05.2018

Nie trzeba kosić tak często


Malutki fragment trawnika między chodnikiem a asfaltem ulicy (Olsztyn, ul. Stara Warszawska). Zasadzono kwiaty. Było widać, że ogrodowe, dlatego nie wykoszono. A między ogrodowymi roślinami pojawiły się dzikie "chwasty". Też piękne, też kwitnące. Tyle tylko, że samosiejki. Bo glebowy bank nasion i wiatr, przywiewający propagule z sąsiedztwa, umożliwiły rozwój tej malutkiej wysepki bioróżnorodności. Jedne przekwitały, drugie zaczynały, Zawsze pięknie i kolorowo. wytchnienie dla oka. Miejska łąka w miniaturowym wydaniu przy niewielkim wysiłku. Maki, chabry, wilczomlecz, bluszczyk kurdybanek i wiele innych. I to na małym skrawku niezabetonowanej, miejskiej powierzchni.


To samo miejsce kolejnego roku. Ocalał tylko krzew. Reszta wykoszona. Akurat zaczynają się upały. Będzie sucho. Szybko nic tu nie urośnie. Będzie tylko trawa (albo goła, wypalona słońcem ziemia). Zabrakło "osłaniających" roślin ogrodowych. Albo nie zostały zauważone. Leży kupka skoszonego siana? Nie jest to jednak siano, bo nie posłuży do karmienia zwierząt. Nie pójdzie także ta biomasa na kompost ani do biogazowni, by tworzyć z niej energię odnawialną. Zostanie wywieziona na śmietnik (zwiększy koszty), albo zostanie wyrzucona "za płotem". To częsty zwyczaj, widoczny przy prywatnych posesjach. Skoszą trawnik, a "zielsko" wyrzucają do Łyny, za płot, na ziemię "niczyją". Czyli przestrzeń publiczną, zaniedbaną, zawłaszczaną. 

Dlaczego wykoszono? Bo tak się robi? Żeby nikt nie powiedział, że się nie dba? Kwiaty lepszego i gorszego sortu. Zjawisko istnieje tylko w naszej głowie. I wystarczy zmienić sposób myślenia, by zmieniło się miejskie otoczenie i tak nam potrzebna "zieleń". Ważne i wartościowe tylko to, co zasadzone. To co samo wyrosło, jest już dowodem braku dbałości? Być może dlatego wiosną przycinane są drzewa, czasem tragicznie i bez sensu... Ale widać, że ktoś coś robił.... W jakimś sensie działalność pozorna i na dodatek szkodliwa. 

Kilka dni temu, jadąc "czerwoniakiem", na ulicy Dworcowej w pasie zieleni między jezdniami zauważyłem efekty koszenia. Chyba w latach poprzednich zasadzono dużo tulipanów. Przerwały i "odbiły" z cebulek. I pięknie kwitły między roślinami trawnikowymi. Otóż kosiarska ominęła cały pas z tulipanami (a między tulipanami ocalały i dzikie gatunki). Dlaczego obok wykoszono mniszki, też pięknie kwitnące? Tulipany oszczędzono bo zostały zasadzane (choć w tym roku zakwitły jako "samosiejki"). Bo dzikie rośliny są... chwastami? Bo trzeba coś zrobić, żeby było widać, że się dba. Głupio bo głupio ale muszą być widoczne efekty działania. Inaczej ktoś zacznie wydzwaniać z pretensjami "dlaczego nic nie robicie". A tulipany, wiadomo, musiały być zasadzone przez człowieka, czyli rosną w wyniku "zabadania". A gdyby tak inne rośliny kwiatowe uznać za efekt dbałości? Wtedy by ocalały.


Tuż obok miejsca pokazanego wyżej, też ul. Stara Warszawska, zdjęcia majowe z tego roku. Już zaczęły się upały. Na niewykoszonej skarpie kwitnące starce (chyba jastrzębiec kosmaczek), i kilka innych gatunków. Pięknie i kwieciście. Rośliny te dobrze radzą sobie z wiosenną suszą. Uboga, piaszczysta gleba nie na wiele pozwala. Ale wygląda przepięknie.

A niżej sąsiedni fragment. Już wykoszony. Co widać? Ekologiczna, sucha pustynia. Odkryta gleba. Jeśli przyjdzie intensywna burza z ulewą, dużo z gleby i pasku zostanie wypłukane i spłynie na chodnik, na jezdnię. Próchnica spłynie do kanalizacji i dalej do rzeki Łyny.

I jeszcze raz proszę zerknąć na te ukwiecone zdjęcia bez wiosennego koszenia do samej ziemi. Są tam liczne trawy, kwitnące i utrudniające życie alergikom? Gdzie będzie więcej traw - na tych często wykaszanych czy raczej tych rzadko wykaszanych? Bo podobno kosi się, by nie zakwitały trawy i nie sprawiały trudności alergikom.

Przy częstym koszeniu na "trawnikach" pozostaną tylko trawy - bo mają nisko stożki wzrostu. Zatem duża różnorodność biologiczna służy nie tylko przyrodzie ale i człowiekowi. Musimy tylko trochę się zastanowić i przemyśleć działania w mieście.

Kosić trzeba umieć!

Do poczytania uzupełniającego: O karłatku leśnym. Proszę zwrócić uwagę na cykl życiowy tego motyla. Jeśli chcemy oglądać kolorowe motyle na miejskich trawnikach czy łąkach, musimy stworzyć warunki, odpowiednie do życia tych gatunków. Dwa w jednym: i ochrona różnorodności biologicznej i piękne widoki dla ludzkiego oka. Niewiele trzeba by miasto czyniło ludzi szczęśliwymi.

5.04.2019

Bioróżnorodność i biotechnologia czyli o maści czarownic do latania i leśnych tulipanach

Ten wpis to kolejna próba i miejsce  dyskusji, przygotowane dla uczniów z Pasłęka. Dodatkowo i na wszelki wypadek, gdyby zabrakło okazji w czasie wykładu oraz gdyby zostały wyczerpane inne możliwości internetowe (zaprezentowane w czasie spotkania). Zatem jest to kontynuacja i przedłużenie dyskusji, możliwości zadawania pytań. Jeszcze jeden eksperyment. Sam jestem ciekawy rezultatu.

Jadę do szkoły w Pasłęku z wykładem o różnorodności biologicznej i o biotechnologii. W wystąpieniu dla licealistów  pojawią się między innymi dwa przykłady: maść czarownic do latania oraz zapomniane, dzikie leśne tulipany (jako produkty regionalne, bazujące na etnografii, bioróżnorodności i z nawiązaniem do biotechnologii). Wykład jest jednym z wielu w ramach ciągłej oferty Wydziału Biologii i Biotechnologii pn. "Wypożycz sobie naukowca". Realizujemy to w ramach społecznej misji uniwersytetu. Jeden z wielu małych kroków w budowaniu kapitału ludzkiego i naukowego. Wszak jesteśmy Uniwersytetem Warmińsko-Mazurskim - nazwa to także symboliczna powinność dla naszego regionu.

A czy spotkanie bezpośrednie nie wystarczy? Po co jeszcze trudzić się jakimś tak kontaktem internetowym, gdzieś na blogu, nie zapominając o interaktywnym zabieraniu głosu w czasie wykładu za pomocą aplikacji i telefonu komórkowego? Czy nie za dużo tej elektroniki i kontaktów internetowych? Wszak przyczyniają się do cyfrowej demencji... Tak, cyfrowe, nowoczesne technologie mają wpływ na nasze myślenie, na pamięć, umiejętności interakcji, rozwój językowy. Podobno niszczą także więzi społeczne. Bo życie społeczne przenosi się w coraz większym stopniu do sieci... Na pewno zmieniają nasze społeczne życie. Warto te technologie i nowe przestrzenie komunikacji rozpoznać i efektywnie wykorzystywać.

Oprócz biotechnologii, która daje nam niespotykane wcześniej możliwości wpływania na świat wokół nas i na nas samych, to także automatyzacja, robotyzacja i sztuczna inteligencja są elementami trzeciej rewolucji technologicznej. Żyjemy w czasach ogromnej zmiany. Komunikacja odbywa się już między ... urządzeniami (a nie tylko między ludźmi, czasem za pośrednictwem urządzeń). A my wprowadzamy nie-ludzkich aktorów do życia społecznego. Internet i urządzenia przyczyniają się do przygodności interakcji międzyludzkich. Wielka, ewolucyjna zmiana. Wyzwanie indywidualne dla każdego z nas, jak się w tym odnaleźć. Ale i wyzwanie dla systemu edukacji (szkołę i uniwersytet musimy wymyślić i zbudować od nowa, by pasowały do wyzwań współczesności). Nowe pokolenie dostaje narzędzia (sztuczna inteligencja, biotechnologia) o niebywałych możliwościach. Czy będzie jednak potrafiło z nich skorzystać sensownie? A jak ich mają tego nauczyć cyfrowi imigranci, którzy sami jeszcze tego nie potrafią? Trzeba więc nieustannie uczyć się , próbować, eksperymentować, obserwować. Nauczaństwo (tak jak prosumpcja, dwa procesy w jednym: nauczanie i uczenie się) oraz nauczeń (nauczyciel i uczeń w jednym).

Sytuacja niewątpliwie nowa. Uniwersytet jest miejscem, gdzie powinniśmy eksperymentować, poszukiwać i próbować zrozumieć otaczającą nas rzeczywistość. Coraz istotniejsze stają się kompetencje miękkie: komunikacja (nie tylko analogowa, lecz i także za pośrednictwem elektroniki), praca zespołowa, umiejętność prezentacji i dyskusji jak i zdolność do uczenia się przez całe życie. 

Dlatego eksperymentuję, poznaję, uczę się. I niniejszym zachęcam uczniów, obecnych na spotkaniu w Pasłęku, by swoje głosy w dyskusji, pytania, komentarze, wpisywali także i tu, na blogu. 

Czy pojawią się jakieś komentarze? I jak interpretować tę sytuację braku lub obecności komentarzy, głosów w dyskusji? Niebawem podzielę się refleksjami, odnoszącymi się do tego zagadnienia. Ciągle jeszcze zbieram doświadczenia i próbuję nowych form. 

28.03.2021

Wiosna, budzi się życie

Fot. Anna Biedunkiewicz.
 Zdalne, pandemiczne nauczanie i kontakty zawodowe zbyt mocno przykuły do komputerów. Tak rzadko jest okazja spacerować na łodzie przyrody  cieszyć się oznakami wiosny. Pierwszymi kwitnącymi roślinami, pojawiającymi się owadami.

Na mojej podblokowej łączce kwietnej zakwitły przebiśniegi i krokusy. Przetrwały także dzikie, leśne tulipany. Nieliczne, ale przetarły. Jednak trochę ocalało po dziczym buchtowaniu. Usilnie od kilku lat staram się utworzyć maleńka enklawę bioróżnorodności. Przy powszechnej tradycji jesiennego i wiosennego grabienia "liści". Żeby było ładnie? Zabierana jest biomasa i węgiel organiczny, które powinny pozostać w glebie. 

Jesienią znowu dosadzę krokusów, przebiśniegów i tulipanów. I dosieję nowych, dzikorosnących gatunków roślin. 

To, co przeszkadza, to śmieci. Pety wyrzucane przez okno, śmieci rzucane przez przechodniów. 

14.03.2023

Dlaczego śnieg w marcu w Olsztynie kogoś dziwi?

Cytrynek latolistek jest zwiastunem wiosny. Jeden z pierwszych motyli, które się pokazują wiosną przy nieco cieplejszej pogodzie. (czytaj więcej o cytrynku latolistku).
 

W pierwszej połowie marca spadł śnieg w Olsztynie i przez kilka dni leżał. Przykrył pod moim blokiem kwitnące przebiśniegi i kiełkujące tulipany. Dzisiaj (14 marca) po śniegu nie ma już prawie  śladu. Śnieg w marcu jednych dziwił, mnie ucieszył. Dlaczego dziwił? Bo jak to, wiosna a tu śnieg? Co z tym globalnym ociepleniem, kiedy śnieg za oknem? Takie zdziwienie to mylenie pogody z klimatem, w tym samym czasie w Krakowie było 15 stopniu na plusie. A w naszej strefie klimatycznej śnieg w marcu, nawet kwietniu to żadna niespodzianka. Zwłaszcza na Warmii i Mazurach, jednej z zimniejszych dzielnic kraju. Z dzieciństwa pamiętam padający śnieg nawet 1 maja. Ale wobec zmian klimatu przyzwyczajamy się do cieplejszych pór roku i krótszego okresu zalegania pokrywy śniegowej. Dziwienie się śniegiem w marcu jest jakimś elementem psychicznego wypierania zmian klimatu, nadziei, że może jednak klimat globalny się nie ociepla i nie przyjdą negatywne skutki z tym związane. Innym motywem zdziwienia się śnieżną pogodą jest tęsknota za ciepłem i wiosennym słoneczkiem. Już przygrzewało, już zakwitły przebiśniegi i leszczyny a tu krótkotrwały powrót zimnej pogody. I rozczarowanie. Tęsknimy za wiosną.

A dlaczego ja się cieszyłem? Bo więcej wody będzie wiosną w glebie i mniejsza susza. Jednym z negatywnych skutków globalnego ocieplenia klimatu jest krótszy okres zalegania pokrywy śniegowej. Zazwyczaj do wiosny wszystko stopnieje i odpłynie do morza. A przy zazwyczaj bezopadowym kwietniu susza w lesie i na polach coraz bardziej daje się nam we znaki. Marcowy śnieg to powolne tajanie i więcej wody wsiąknie w grunt. Wolniej będzie odpływała do morza. Brakuje naszej przyrodzie zimowo-śniegowej małej retencji. Śnieg w połowie marca i to w miarę obfity, to więcej wody. I to mnie właśnie cieszy. Niemniej potrzebne pilne są działania małej retencji w miastach i poza miastami. To kwestora także gospodarki i naszego przetrwania. Nie ma co liczyć na dogodne sytuacje pogodowe.

W marcu jak w garncu. W dniu 10.03.2023 o 13:46 pan redaktor pisał do mnie "Dlatego pozwalam sobie przesłać dwa pytania z prośbą o krótką, kilkuzdaniową odpowiedź"

Odpisałem 11 marca, wtedy śnieg jeszcze leżał za oknem a krajobraz wydawał się zimowy. Wstawiam udzieloną odpowiedź w oryginale. Oczywiście można byłoby odpowiedzieć znacznie rozleglej, ale trzymałem się wytycznych. Pogoda się szybko zmienia a materiał zaskakująco szybko dezaktualizuje.


Redaktor: Panie Profesorze, 20 marca wieczorem Słońce przejdzie na półkulę północną nieboskłonu i zacznie się kalendarzowa wiosna. Jednak rozglądając się dookoła widać jeszcze zimę w pełnej krasie. Czy rośliny i zwierzęta wiedzą już, że wiosna za pasem i jakoś się do niej przygotowują?

S.CZ. Owszem, klimat i pory roku uzależnione są od zjawisk astronomicznych, tj. nachylenia Ziemi i docierającego promieniowania słonecznego, ale przyroda nie śledzi kalendarza. Zimy za oknem nie ma, jest przedwiośnie. Ze śniegiem na początku marca, co w naszej strefie klimatycznej nie jest niczym dziwnym. Po czym przyroda poznaje, że zbliża się wiosna? Po długości dnia i temperaturze. Rytmy biologiczne przez miliony lat zsynchronizowały się z różnego rodzaju sygnałami pogodowymi. O tej porze zakwitają przebiśniegi i leszczyny. Za oknem słychać powracające z cieplejszych stron ptaki. Dla nich niebawem rozpocznie się sezon lęgowy i chcą zarezerwować dla siebie jak najlepsze miejsca, wcześniej niż konkurenci. Inne gatunki przespały zimę (hibernacja).

Redaktor: Wydawało mi się, że widziałem już u nas żurawie oraz gęsi - ptaki wędrowne, które odlatują na zimę na południe. Czy to znaczy, że zmylił je instynkt, skoro pojawiły się w okresie takiej aury, jak teraz? Czy też to może zima spłatała wszystkim figla bo nie powinna się już teraz manifestować w taki sposób?

S.Cz. Wraz z ociepleniem klimatu i łagodniejszymi zimami, niektóre gatunku lub część populacji rezygnuje z zimowych wędrówek. Zimują u nas. Albo skracają swój pobyt. Zima nie płata żadnego figla. A śnieg, który się pojawił na początku marca (ale tylko u nas, bo na południu Polski w tym czasie jest plus 15 stopni) to zasoby wody, które są niezwykle potrzebne wiosną. Od kilku lat mamy w kwietniu susze i burze pyłowe, z dużymi stratami dla rolnictwa. Dlatego, że w czasie ciepłych zim skraca się liczba dni ze śniegiem i brakuje retencji wód. Śnieg w marcu mnie cieszy, bo oznacza, że będzie mniej zagrożenia, zawiązanego z suszą.

Jak na razie wywiad się nie ukazał. Może się ukaże z okazji kalendarzowej wiosny? Ale wtedy zapewne śniegu nie będzie. Widok będzie zupełnie innym. I stare przysłowie dobrze do tej sytuacji pasuje: w marcu jak w garncu (bo się pogoda kotłuje i zmienia, niczym gotująca się zupa w garnku stojącym na ogniu. 

11 marca w Olsztynie.