28.07.2026

Ławka, która pamięta więcej niż my

 

Ławeczki w miastach ze sławnymi postaciami są coraz liczniejsze. Nic tylko usiąść i zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie. Takie pomniki z funkcjami użytkowymi. I dostosowane do instagramowego stylu życia z częstymi selfie, rozsiewanymi w mediach społecznościowych (a w zasadzie mediach prosumpcyjnych). Ale ta ławeczka w Warszawie jest nieco inna. Tam nie ma żadnej postaci. Tam jest tylko historia edukacji. Ja takie drewniane ławki jeszcze pamiętam ze swojej młodości. I taki kałamarz i liczydła. Nic tylko siąść i cofnąć się w czasie i jeszcze raz być w dawnej szkole. Co prawda lat mi nie ubyło ale na duszy zrobiło się bardzo błogo. Świat, którego już nie ma. I można go zobaczyć jedynie w skansenach, muzeach. I czasem w przestrzeni miejskiej, w formie niecodziennych pomników.

Jako ludzie lubimy opowieści. I to od setek tysięcy lat. Czasem są to opowieści tworzone obrazem. Czasem tańcem, czasem słowami wypowiadanymi, czasem słowami zapisanymi. A czasem ławeczką z brązu. We współczesnej kulturze obrazkowej mniej już używamy słów. Więcej obrazów i to tych "podrasowanych" technologiami. Obraz może bardzo fantazjować i zniekształcać rzeczywistość. Powoli uczymy się filtrować wartość dodaną i upiększoną by doskrobać się do rzeczywistości prawdziwej i realnej. Słowa mogą oszukiwać, obrazy także. A na pewno mogą opowiadać. 
 
Czasem wystarczy tylko usiąść na chwilę, żeby miasto zaczęło opowiadać swoje historie. Tak było i tego dnia, gdy zwykła ławka okazała się niezwykła, bo odlano ją z pamięci dawnych szkolnych czasów: kałamarz, liczydło, książki, wszystko ciężkie jak wiedza, którą kiedyś trzeba było wkuwać na pamięć. To był świat mojego dzieciństwa. Świat, którego już nie ma. Stąd ten pomnik dla utrwalenia dawnej historii. 

Usiadłem, aby na moment wrócić do szkolnej ławy i szczęśliwego dzieciństwa. Pamięć na szczęście jest wybiórcza. Więcej pamiętamy dobrego niż przykrego. Teraz patrzę na edukację z drugiej strony, tej nauczycielskiej. I dlatego ta metalowa rzeźba wydała mi się czymś więcej niż miejską dekoracją. To symbol ciągłości: od szkolnej ławki do uniwersyteckiej sali, od pierwszych liter do rozmów o ekologii, jeziorach i świecie, który trzeba rozumieć, żeby go chronić.

Miasto ma swoje pomniki, ale ma też takie drobne znaki. czasem pomniki są patetyczne, wojenne, pełne dawnej chwały. Czasem to pomniki życia codziennego. I nie mniej ważnej chwały codziennego trudu. Ciche, niepozorne, które przypominają, że nauka nie zaczyna się w laboratorium, tylko w ciekawości. A ciekawość często rodzi się właśnie na takiej ławce. A czasem na wakacjach, gdy biegamy po łące lub brodzimy w płytkiej rzeczce. Nie wszystkie pomniki dotyczą wojny i walki. Bo przecież życie składa się nie tylko z bohaterskich czynów od czasu do czasu. Życie w większej części składa się z ciekawości. Z nasłuchiwania co piszczy w trawie i szumi w lesie. 

Są w przestrzeni miejskiej takie miejsca, które nie krzyczą, nie błyszczą, nie próbują niczego udowadniać. Po prostu stoją. Ciche, metalowe, trochę zapomniane. Przy ruchliwej uliczce. A w pobliżu wielkie Centrum Nauki Kopernik nieustannie kipiące aktywnością odkrywania świata. A jednak, kiedy się zatrzymać przy tych niepozornych pomnikach z ławeczkami, to otwierają nam drzwi do historii, której nie ma w żadnym podręczniku. Kto przeżył choć rok w takiej ławce, to wyczyta więcej niż widać. Kto nie doświadczył, ten nie zrozumie. Zobaczy jedynie w kształtach jakąś dziwną sztukę abstrakcyjną z nieznanego obcego świata. 

Wróćmy jednak do Warszawy, gdy pewnego letniego dnia usiadłem na dawnej szkolnej ławce. Oczywiście nie tej prawdziwej, drewnianej, skrzypiącej, pachnącej kredą i atramentem, ale jej rzeźbiarskim wspomnieniu. Kałamarz odlany z metalu, liczydło, książki, wszystko ciężkie, jakby chciało powiedzieć: „Tak wyglądała nauka, zanim stała się cyfrowa”. I nieruchome. Zeszytu nie można otworzyć, w kałamarzu nie ma atramentu a na liczydłach nie da się przesuwać koralików by wykonywać działania arytmetyczne.

Tamtego dnia, gdy przyjechałem do Centrum Nauki Kopernik na wartościową konferencję o edukacji, przechodząc obok tej ławki-pomnika, poczułem, że siedzę na granicy dwóch światów. Za plecami miałem przeszłość, w której edukacja była bardziej o posłuszeństwie niż o ciekawości. Przed sobą miałem współczesność z interaktywnym muzeum nauki i konferencjami edukacyjnymi. Przed sobą miałem rzeczywistość, w której studenci przychodzą na zajęcia z telefonami, które mają większą moc obliczeniową niż komputery z czasów moich studiów. A ja sam jestem gdzieś pomiędzy, próbując łączyć jedno z drugim. Ciągle próbuję i ciągle niewystarczająco.

Ławka przypomina, że edukacja kiedyś była liniowa. Najpierw litery, potem zdania, potem reguły. Jak koraliki w liczydle. Najpierw posłuchaj, potem powtórz, na końcu zdaj. Wiedza była czymś, co się „przekazywało”. Nauczyciel był źródłem, uczeń naczyniem. Dziś jest inaczej. Sam przynajmniej chciałbym żeby tak było. By studenci przychodzili z własnymi pytaniami, własnymi doświadczeniami, własnymi ścieżkami. Czasem wiedzą więcej o narzędziach, czasem szybciej znajdują informacje, czasem zaskakują mnie interpretacją, której sam bym nie wymyślił. I bardzo dobrze, bo edukacja przestała być linią, a stała się siecią. 

Wakacje to czas rozmyślań edukacyjnych. To skojarzenia i inspiracje, drzemiące gdzieś w głębi, niespodziewanie wydobywane różnymi impulsami z otoczenia. Wakacje to czas suszenia sieci. Bez tego "suszenia" nie byłoby późniejszego połowu. Niezbędny czas regeneracji. A może niezbędny jest i czas refleksji oraz inspiracji?

Ławka przypomina też, że kiedyś uczono się „na pamięć”, a dziś uczymy się „z pamięcią” (zewnętrzną pamięcią cyfrową). Z pamięcią o tym, że świat jest złożony. Z pamięcią o tym, że wiedza nie jest celem, ale narzędziem. Z pamięcią o tym, że edukacja nie kończy się na egzaminie, tylko zaczyna się w momencie, kiedy człowiek zaczyna zadawać własne pytania. Nie byłoby pytań bez ciekawości. 

Siedząc na tej pomnikowej ławeczce pomyślałem, że edukacja zmienia się tak samo jak miasta. Stare elementy zostają, jak ta ławka, ale ich znaczenie ewoluuje. Szkoła i uniwersytet dawniej były miejscem dyscypliny. Dziś są symbolem refleksji i pamiątką historii. Dawniej szkoła była początkiem drogi. Dziś jest przypomnieniem, że droga trwa całe życie. I może właśnie dlatego tak lubię takie miejskie znaki. Bo pozwalają na chwilę zatrzymać się między „kiedyś” a „teraz”. A w tym zatrzymaniu rodzi się coś, co w edukacji jest najważniejsze czyli uważność.

A co Copilot (jako narzędzie AI) może powiedzieć o zdjęciu, bez moich osobistych doświadczeń? Na zdjęciach pozujemy, chcemy ładnie wyglądać, więc taka analiza jest nieco przez pozującego nieco ukierunkowana i zmanipulowana. Ale niech tam, zobaczmy co AI wyczyta.

"Na zdjęciu widać mężczyznę siedzącego przy rzeźbie przedstawiającej szkolną ławkę z dawnych czasów — z kałamarzem, liczydłem i książkami odlanymi z metalu. Na jego koszulce widnieje napis „Wydział Biologii i Biotechnologii UWM w Olsztynie”, co sugeruje, że jest związany z Uniwersytetem Warmińsko‑Mazurskim, prawdopodobnie jako wykładowca lub absolwent tego wydziału.

Co można o nim powiedzieć na podstawie zdjęcia:

  • Sprawia wrażenie osoby spokojnej, refleksyjnej i zainteresowanej nauką.
  • Ubrany jest praktycznie i wygodnie — kurtka turystyczna, okulary, neutralne kolory — co może wskazywać na kogoś, kto często przebywa w terenie lub ceni prostotę.
  • Siedzi przy rzeźbie edukacyjnej, co może symbolicznie podkreślać jego związek z nauczaniem, historią edukacji lub popularyzacją wiedzy.
  • Wyraz twarzy jest życzliwy, z lekkim uśmiechem — wygląda na osobę otwartą i przyjazną, być może nauczyciela lub popularyzatora nauki.

Całość tworzy wrażenie człowieka, który łączy naukę z kulturą i sztuką — kogoś, kto potrafi dostrzec wartość w symbolach i lubi miejsca, które opowiadają historię."

Mam wrażenie, że oprócz analizy zdjęcia AI wykorzystało jeszcze inne informacje. Może coś z moich wcześniejszych zapytań? Bo to chyba niemożliwe, aby z jednego zdjęcia wyczytać tyle informacji !.A jak jednak można? To pracodawca szybko wyczytać może dużo o potencjalnym pracowniku. Więcej niż ten zawrze w swoim CV i liście motywacyjnym.  Znowu żyjemy w małej wiosce, gdzie wszyscy o wszystkich dużo wiedzą i pamiętają do trzeciego pokolenia wstecz. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz