26.03.2018

Czy czynienie dobra i mądrość to dwa oblicza tego samego?


„Sokrates utrzymywał, że czynienie dobra i mądrość to dwa oblicza tego samego, ponieważ nieczynienie dobra jest głupotą. (…) A więc wiedza, zdobywanie mądrości oraz rozpoznawanie dobra i dążenie do dobra, choć nie identyczne, są ze sobą powiązane i wzajemnie uwarunkowane. Wiedza jest dobrem: zdobywają ją, stajemy się lepsi. Zdobywając wiedzę z nastawieniem ku dobru, zdobywamy ją lepiej. (…) Ludzka wolność działania może i w tej dziedzinie spowodować wielkie dewastacje. Wiedzę można nawet przeciwstawić dobru i użyć jej w złym celu. Dlatego zdobywając wiedzę, czyli ucząc się, lub tworząc wiedzę, czyli uprawiając jakąś gałąź nauki, trzeba – być może bardziej niż w wielu innych dziedzinach życia – zwracać uwagę na sprawy dobra i zła.” 

Michał Heller „Jak być uczonym” Wyd. Znak, Kraków 2009 r.

24.03.2018

Laboratorium w szufladzie – fizyka

Fizyka w szkole nie była moim ulubionym przedmiotem. Ciężko wchodziła mi do głowy a doświadczeń było mało. Był jednak moment, gdzie dział związany z elektrycznością wzbudził moje ożywienie i lepsze zrozumienie treści. Wszystko za sprawą znakomitej książki, która wpadła mi w ręce. Była trochę stara, omawiała elektryczność i działanie radia na przykładach lamp. Wtedy była już epoka tranzystorów, ale lampy widziałem jeszcze w starych radioodbiornikach i telewizorach. Dobrze przykłady i znakomite rysunki oraz możliwość eksperymentowania. Bo proste rzeczy dało się zrobić. I zrozumiałem czym jest napięcie, czym natężenia i jak rozchodzą się fale radiowe.

Na studiach mieliśmy biofizykę. W zasadzie nudne i niepojęte. Ale sporo było działań praktycznych i pomiarowych. Razu pewnego, nudne zajęcia nabrały ogromnych emocji. Wcześniej coś w jakichś książkach popularnonaukowych wyczytaliśmy z kolegą o tym, że w rozszerzającym się wszechświecie niektóre stałe fizyczne mogą zmieniać swoją wartość. Już nie pamiętam co tam mierzyliśmy, ale uzyskaliśmy inne wartości niż należało. Raz, drugi i trzeci powtórzyliśmy, konsultowaliśmy się z prowadzącym zajęcia, i ciągle nic. To znaczy błędu nie mogliśmy w obliczeniach znaleźć a wartość była inna. Emocje wzrosły bo poczuliśmy się bliskimi odkrycia czegoś nowego. W końcu znaleźliśmy prosty błąd… czar prysł ale emocje pozostały. Szkoda, że było ich tak mało.

Nic tak nie pomaga w zrozumieniu nauki i praw przyrody niż eksperymentowanie. Niestety w ostatnich latach pracownie szkolne znacznie zubożały w sprzęt dydaktyczno-badawczy. Nawet w liceach poznikały stoły laboratoryjne a w sali chemicznej mojego liceum pozostał tylko zapach w ścianach po odczynnikach chemicznych. Na nieszczęście, wraz z ostatnią nieszczęsną reformą edukacji i likwidowaniem gimnazjów, sytuacja się pogorszyła znacząco. Mimo obietnic nie pojawiły się w szkołach podstawowych obiecane pracownie i laboratoria. Po reformie wyposażenie w szkołach podstawowych do fizyki praktycznie nie istnieje. A już i wcześniej widoczny był regres w wyposażeniu szkolnych pracownicy biologicznych, chemicznych i fizycznych.

Na szczęście w ostatnich latach rozwijają się różnorodne centra nauki i eksperymentatoria oraz coraz liczniejsze są pikniki naukowe. I pojawia się coraz więcej dobrych książek popularnonaukowych z propozycjami samodzielnego eksperymentowania. Jedną z tych książek jest "Laboratorium w szufladzie – fizyka”, autorstwa Bogdana Janusa i Jacka Błoniarza-Łuczaka, wydana przez Wydawnictwo Naukowe PWN w 2016 roku.

"Laboratorium w szufladzie" to cykl książek przeznaczonych dla osób ciekawych świata, pasjonatów, hobbystów, a przede wszystkim praktyków. Czytelnicy znajdą w nich wiele inspiracji do doświadczeń i eksperymentów. Wszystkie książki z tej serii są bogato ilustrowane materiałami graficznymi i zdjęciami. Każdy poruszony temat zawiera wyczerpujący, praktyczny opis zjawiska, doświadczenia, przyrządu czy aktywności. Autorzy nie stronią od wejścia na poziom wyższy, niż tylko popularne ujęcie tematu. Pogłębione ujęcie pozwala poczuć smak eksperymentu, doświadczyć radości poznawania i odkrywania różnorodności świata oraz stojącej wobec niego – twórczej wyobraźni. Wcześniej pisałem o Biologii i Chemii, wydanych w tej serii.

(Pamiątka eksperymentowania w Centrum Nauki Kopernik,
2016)
Zgodnie z konwencją serii w Fizyce proponowane doświadczenia pogrupowane są w zależności od stopnia trudności – dla ułatwienia oznakowano je różnymi kolorami. Doświadczenia poprzedzone są teorią i objaśnieniami. Potrzebne przyrządy w zasadzie można bez problemy samodzielni zdobyć, także z domowej szuflady.

Na 227 stronach znajdują się propozycje eksperymentów dotyczących światła i optyki a także propozycje jak zrobić projektor lub mikroskop z telefonu komórkowego. Jest także dział elektryczny. W tej części moją uwagę zwrócił eksperyment z pomiarem rozchodzenia się dźwięku w gazach. Jakiś czas temu w Centrum Nauki Kopernik, w ramach warsztatów, towarzyszących konferencji (rok 2016), wykonywaliśmy podobne ćwiczenie. Było one w formie zagadki z fabułą kosmiczną. A my, dorośli ludzie, mogliśmy sobie do woli poeksperymentować. Wtedy w wyznaczonym czasie nie udało się nam odkryć rozwiązania, ale poszukiwawcza zabawa była przednia. Z emocjami. I przypominaniem sobie różnorodnych praw fizycznych a także możliwością manipulowania. Teraz, dzięki książce, mogę do tych eksperymentów powrócić.

Omawianą książkę polecam nauczycielom, rodzicom oraz młodym poszukiwaczom wiedzy. Rodzinne laboratorium w szufladzie może być znakomitą przygodą także dla dużych. Dziecko będzie alibi… gdyby ktoś się dziwił, że człowiek dorosły „bawi się w szkolne zadania”. A jeśli zabraknie narzędzi i materiałów, to można udać się do jakiegoś centrum nauki i tak poeksperymentować. A jeśli w pobliżu jeszcze nie ma takiego centrum… to warto naciskać na władze regionalne by tworzyły w gminie i powiecie. Bo do szkoły wpuszczają na lekcje tylko uczniów, a w takim centrum odnaleźliby się także dorośli. Emocje z poznawania świata przydadzą się każdemu na każdym etapie życia. Nawet na uniwersytecie trzeciego wieku.

23.03.2018

Ewolucja człowieka i... uniwersytety trzeciego wieku


Kiedy na początku roku akademickiego zgłaszałem propozycję wykładu dla uniwersytetów trzeciego wieku, nie przypuszczałem, że będę go wygłaszał kilka razy. Byłem pod wrażeniem przeczytanych książek, odnoszących się to koncepcji społecznego mózgu Dunbara. A jednocześnie sam eksperymentowałem z nowymi formami komunikacji i edukacją pozaformalną. Postanowiłem o tym opowiedzieć, wtrącając dygresje dotyczące ewolucji wszy, zegara molekularnego i przestrzeni miejskiej. Przygotowałem wykład o ewolucji człowieka, zarówno w aspekcie biologicznym jak i kulturowym. Obie się mocno przeplatają.

W listopadzie 2017 wygłosiłem ten wykład dla dwóch różnych uniwersytetów trzeciego wieku w Olsztynie, w grudniu w UTW w Olsztynku. W styczniu br. odwiedziłem Jarocką Akademię Trzeciego wieku, 14 kwietnia - Uniwersytet Trzeciego Wieku w Kętrzynie. A teraz jadę do Nidzicy. Nidzicki Uniwersytet ma już 10 lat. W maju zaplanowany jest wykład dla UTW w Ostródzie.

Miewałem wcześniej wykłady dla słuchaczy uniwersytetów trzeciego wieku, ale nigdy jeszcze w takiej intensywności. Albo temat bardzo zainteresował, albo aktywność i zapotrzebowanie uniwersytetów trzeciego wieku jest ogromne. W naszym województwie podobno jest już około 30 takich instytucji (prowadzone przez stowarzyszenia, fundacje lub działające zupełnie nieformalnie) w praktycznie każdym miasteczku a nawet gminach wiejskich.

Fascynująca jest aktywność seniorów. Chcą się spotykać, chcą się dokształcać, ciekawi świata. Niesamowite zjawisko społeczne ! Być może wynika z rosnącego wykształcenia społeczeństwa (efekt społeczeństwa wiedzy). Do tego rozwijają się uniwersytety dziecięce i kawiarnie naukowe. Zupełnie nowa społeczna aktywność. Być może jeden z efektów trzeciej rewolucji technologicznej.

22.03.2018

Blog jako wolna katedra (idea otwartego uniwersytetu)

(Wikipedia jako pierwsze doświadczenie
z tworzeniem otwartych zasobów.
Moja przygoda z Wikipedią zaczęła się w 2006 r.)
Blog pod nazwą Profesorskie Gadanie powstał w sierpniu 2005 roku jako element szerszego procesu dojrzewania w mojej głowie idei otwartego uniwersytetu a także jako próba przełamania pewnych barier oraz przyswajania nowych technologii w trakcie trzeciej rewolucji technologicznej. Upowszechnianie wiedzy w ramach formuły uniwersytetu otwartego zawiera w sobie także swoistą spłatę dla podatnika, który przecież finansuje moją pensję. Jest moim pracodawcą w szerokim sensie. Skoro mogę się rozwijać za jego pieniądze, to uważam za stosowne dzielić się informacjami, refleksjami, wrażeniami i wiedzą na wolnej licencji (swobodny, niekomercyjny dostęp). Po drugie otwarty uniwersytet to też dążenie do większej wolności i przezwyciężania różnych skostniałych struktur i zadawnionych ograniczeń. Polskie uniwersytety (w tym moje miejsce pracy) zbyt wolno wprowadzają swobodny wybór zajęć dla studentów. Przez wiele lat w pewnym sensie doskwierało mi „reglamentowanie” głosu przez przydział (lub brak) przedmiotów i swobodnego dostępny (otwartego) do studentów. Kiedy w latach 90. XX wieku zachodziły duże zmiany w szkolnictwie wyższym, wzorem dawnej tradycji i tego, co funkcjonowało cały czas „na zachodzie”, zamarzył mi się pełny wybór zajęć przez studentów. Dawałoby to możliwość szybkiego i pełnego dzielenia się aktualną wiedza, pochodzącą z badań. Wydawało mi się, że jest to dobry mechanizm szybkiego i efektywnego tworzenia treści zajęć. Była szansa na duże zmiany w trakcie łączenia uczelni i powstania Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego – bo cały program zajęć (jak i koncepcję) należało stworzyć od nowa. Była szansa na duże i gruntowne zmiany. Niestety nie udało się. Ugrzęźliśmy w sztywnych programach i siatkach godzin, w rezultacie w dużym stopniu realizuję program a nie relacjonuję najnowsze odkrycia, przemyślenia, aktualne refleksje. Blog z otwartym dostępem dla wszystkich był jakąś próbą zaradzenia tej niekomfortowej sytuacji. A potem wykrystalizowała się jeszcze idea edukacji ustawicznej i pozaformalnej. A blog ciągle dojrzewał, zmieniał się, wraz ze zmieniająca się sytuacją społeczną i dojrzewaniem moich przemyśleń.

Edukacja w trzeciej rewolucji technologicznej jest aktualnym wyzwaniem i głównym motorem obecnych poszukiwań co do treści i formy.

Blog powstał blisko 13 lat temu. Blox był pierwszą platformą na jaką trafiłem. Do tej pory umieściłem tam 1917 wpisów (http://czachorowski.blox.pl/html). Do dzisiaj rano blog pod tamtym adresem odnotował 1 020 163 wejścia. Ale wcześniej była strona www założona w 2002 roku (http://www.uwm.edu.pl/czachor/) i umieszczane tam relacje w formie kalendarium (aktualizowane do 2010 roku). Storna www pełniła rolę zarówno informacyjną jak i po części publicystyczną. Gdy spróbowałem z blogiem, to okazało się że formuła pisania „w chmurze” jest wygodniejsza. Bo treści można zamieszczać z dowolnego miejsca i urządzenia. Strony od dawna nie aktualizuję ale stworzyłem e-portfolio na silniku blogera (http://czachorowski1963.blogspot.com/), co też wynikało ze zdobytych doświadczeń na blogu.

Cele i formuła bloga ciągle się zmieniały. Zmieniał się także wygląd. Najważniejszą rolę spełniał w charakterze poligonu doświadczalnego i zeszytu do ćwiczeń. To było moje ciągłe uczenie się przez działanie. Na początku były krótkie myśli, wyszukane cytaty, proste komentarze. Z czasem treść się rozbudowywała i pojawiły się ilustracje.

Pierwszym celem i zarazem impulsem rozpoczęcia blogowania to były… konsultacje i kontakt z magistrantami (materiały pomocnicze). Po stronie www (bo tam po raz pierwszy zamieszczałem materiały do ćwiczeń i dla magistrantów) to był kolejny krok w e-dydaktyce. Sprowokował mnie sms od magistranta, który prosił, abym mu przesłać wzór do liczenia podobieństw faunistycznych. Jak w telefonie przesłać skomplikowany wzór matematyczny? A było to kilkanaście lat temu gdy smartfonów jeszcze na świecie nie było. Już sama funkcja tekstowa sms była nowością. Ale na blogu i w prostym edytorze można było przynajmniej zamieścić link do odpowiednich materiałów, zamieszczonych na stronie.

Drugim celem bloga, który dojrzewał w trakcie, była chęć pokazania życia codziennego naukowa. Bo  przecież nauka nie rozwija się w próżni, stąd pojawiać zaczęły się różne tematy społeczne. Wątek ten rozwinięty został potem w takich przedsięwzięciach jak Noc Biologów czy Olsztyńskie Dni Nauki. Pokazać realnych naukowców i laboratoria, codzienną pracę i różnorodne zmagania.

Trzeci cel pojawił się wraz z zajęciami (okazjonalnymi) na innych uczelniach w szkołach itd. Mogłem zamieszczać na nieuczelnianym blogu informacje i materiały pomocnicze dla innych studentów bez konfliktów interesów czy wątpliwości etycznych. A w miarę dojrzewania idei edukacji pozafromalnej i uniwersytetu otwartego formułą studentów bardzo się rozszerzyła. I blog stanowi dobra platformę komunikacji.

W końcu pojawił się i cel czwarty: popularyzacja wiedzy, upowszechnianie nauki, rozszerzenie kręgu „studentów”, bo w pełni dojrzała myśl uniwersytetu otwartego wraz z trzecią, społeczną misją uniwersytetu. Ułatwić dostęp do wiedzy nie tylko studentom czy słuchaczom wykładów otwartych, przebywających w murach uniwersytetu.

Celem kolejnym było stworzenie poligonu doświadczalnego. O ile wcześniej nowe inicjatywy wiązały się z tworzeniem stron www (np. dla koła naukowego czy badawczej grupy chruścikarzy), to po doświadczeniach z blogiem wybrałem tę formę. Na bazie zdobytych doświadczeń inicjowałem powstawania kolejnych blogów, wąsko tematycznych czy ograniczonych do konkretnego zadania. Taka swoista wylęgarnia pomysłów w miarę zdobywania doświadczenia i rozpoznawania zjawiska. Najpierw były to blogi na stronie Olsztyńskich Dni Nauki i Europejskiej Nocy Naukowców, jako uzupełniająca formuła pokazów i warsztatów, odbywających się w ramach tych festiwali. Starałem się nie tylko sam pisać, ale zachęcić innych naukowców. Po kilkakrotnej zmianie i aktualizacji te archiwalne blogi gdzieś przepadły, nie ma po nich śladu. W 2009 powstał blog kawiarni naukowej(https://copernicanum.blogspot.com/) – właśnie jako wspomaganie Olsztyńskich Dni Nauki. Potem założyłem blog wydziałowy http://biologiaolsztyn.blogspot.com/ i blog dla kierunku dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze http://dziedzictwo-kip.blogspot.com/. Były to próby przekroczenia różnorodnych ograniczeń technicznych i organizacyjnych. Dużo później powstało konto na Facebooku i rozwijane tam strony- fanpage. Powstało kilka innych prób z bogami tematycznymi oraz próba blogów wieloautorskich. Tutaj pojawiła się konieczność zachęcania, motywowania i uczenia innych osób. Kolejne doświadczenia.

Cel szósty to zeszyt ćwiczeń i do głośnych rozmyślań, trenowania technologii, samouczek i laboratorium w jednym. Wymieniam jako szósty ale był od samego początku. Otwarty zeszyt do ćwiczeń, „w połowie roboty” – pokazywanie by zachęcić studentów do prób i nie zrażania się niepowodzeniami, niedoskonałością. Trening czyni mistrza. Błędy nie powinny zniechęcać do kolejnych prób.

Profesorskie Gadanie na platformie blox było w dziale nauka i w zależności od tygodnia (liczby wejść) był wśród 1-3 najlepszych, najpoczytniejszych blogów o tematyce naukowej i edukacyjnej na bloxie. Czasem link do niektórych wpisów linkowany był ze strony gazeta.pl . Blog był linkowany z różnych innych miejsc i zyskał jakąś renomę/popularność. Początkowo dziennie był odsłaniany po kilka, potem kilkanaście razy. W 2018 roku kilkaset, a czasem kilka tysięcy wejść dziennie. Skoda porzucać adresu pierwszego… ale jednak różne niedogodności techniczne skłaniają mnie do przeprowadzki. I się powoli przeprowadzam.

PS. (listopad 2019) Przeprowadzka okazała się potrzebna, bo Blox przestał działać i blog zniknął. Doświadczenia jednak zostały.

21.03.2018

Logo bloga na książkach - pierwszy zwiastun


Pierwszy zwiastun logo Profesorskiego Gadania w zapowiedzi wydawniczej (znalazłem w najnowszym numerze Biologii w Szkole). W nowych książkach z serii Laboratorium w Szufladzie" pojawi się logo mojego bloga jako wskazanie rekomendacji. O książkach napiszę później, jak dostanę do ręki i zapoznam się z treścią już wydrukowaną.

Dlaczego i jak powstało logo bloga

W grudniu 2017 roku dostałem propozycję, aby w ramach współpracy mój blog objął patronatem kilka wydawanych w 2018 roku książek popularnonaukowych. Niby nic ale… pojawiła się konieczność opracowania logo dla bloga: „Tworzy Pan jednego z lepszych blogów popularnonaukowych, Pana blog jest wymieniany w zestawieniach najlepszych blogów o nauce. Koniecznie musi Pan stworzyć logo.”

Jak mus to mus choć nigdy wcześniej nie opracowywałem żadnego logo (grafikę komputerową wykorzystywałem w innych celach). Trzeba się nauczyć kolejnej rzeczy. Możliwie to jest przy zachowaniu… zdolności do uczenia się aż do późnego wieku.

W sierpniu 2005 roku (jakieś 12 lat temu) powstał pierwszy mój blog, nie przypuszczałem, że tak długo się utrzyma. Był dla mnie eksperymentem. Kilka razy się zmieniał, mimo że oprogramowanie tej witryny daleko nie nadąża za nowinkami. Od wielu lat część funkcjonalności oznaczona jest jako „w budowie”. No i teraz przyszło mi na to, że musiałem zrobić logo… A jak zmieniłem logo to i pomyślałem o zmianie adresu i "silnika".

Świat współczesny zmienia się niesamowicie szybko. Trudno nadążyć. Prawdą jest, że najważniejszą obecnie kompetencją jest umieć się uczyć. Powtarzam do nauczycielom w czasie szkoleń i gościnnych wykładów, powtarzam swoim studentom. Ale i sam na co dzień doświadczam bo mnie to też dotyczy. Dostęp do wiedzy jest niewyobrażalnie łatwy, bez porównania do przeszłości. Ale co z dostępu do zasobów informacji jeślibyśmy nie potrafili z nich skorzystać czy obsłużyć urządzenia dającego dostęp? A postęp technologiczny jest tak ogromny, że wczorajsze nowinki jutro będą archaicznymi eksponatami muzealnymi. Coraz bardziej uczymy się „rozmawiać” z maszynami. Zupełnie nowy i uniwersalny język obcy…

Pierwsza wersja logo
Sytuacja człowieka we współczesnym świecie podobna jest do ewolucji w świecie żywym. Kiedyś głosiliśmy, że gatunki przystosowane są do swojego środowiska. To nie jest zupełnie poprawne, bo środowisko nieustannie się zmienia a więc i ewolucja trwa. Teraz mówimy, że gatunki nieustannie przystosowują się do środowiska (zmieniającego się). Jak w „Alicji w krainie czarów” – trzeba biec by ciągle być w tym samym miejscu (hipoteza Czerwonej Królowej w biologii ewolucyjnej). Lub inny przykład: wejdziemy na ruchome schody (ale podążajmy w przeciwnym kierunku do ruchu tego urządzenia) – trzeba cały czas iść… by być w tym samy miejscu. Jeśli się zatrzymamy, to ruchome schody poniosą nas do tyłu. Lub inni nas wyprzedzą.

Ale wróćmy do logo. Oprogramowanie niby miałem już w komputerze, ale logo miało być w grafice wektorowej. Z pomysłem graficznym nie było problemu – wybrałem dorosłego chruścika, wielokrotnie malowałem podobny symbol już na różnych obrazach, butelkach czy myślografii, wykorzystanej do bajki kamishibai. Ołówkiem, kredką nawet pędzlem, to owszem. Ale myszką? Kupić specjalny tablet do rysowania rysikiem elektronicznym? Raz, że wydatek, dwa, że to by trwało, a logo ma być w ciągu kilku dni.

(po kilku uwagach, żeby optymistycznie otwierać się d"do góry")
Konektywizm to współpraca ludzi i wiedza powstają w sieci (powiązań, dialogu niezależnie od nośnika). Wszystkiego sam szybko się nie nauczysz. Ale od czego jest współpraca i… nauczeństwo. Raz uczę ja studentów, a raz studenci mnie. Uniwersytet w pełnym słowa tego znaczenia: wspólnota ludzi uczących się i nauczających. Dobre środowisk edukacyjne. Coś tam zrobiłem w Corelu, ale dopiero w czasie konsultacji… u mojej studentki, logo dojrzało. Doświadczona w grafice komputerowej szybko pokazała mi co i jak. I w jaki sposób zapisać, by była to grafika wektorowa.

Potem jeszcze otwarte konsultacje na Facebooku i porady innych osób. Otwarte dzielenie się wiedzą jest piękne! I możliwe z wykorzystaniem mobilnego internetu. Dowiedziałem się o psychologii i filozofii tworzenia logo, że to nie takie byle co i wiele elementów ma znaczeni. Świat zupełnie dla mnie nowy. Tak więc poćwiczyłem, pouczyłem się, podyskutowałem i logo powstało. A niedawno zobaczyłem logo w reklamie tych książek, w Biologii w Szkole. Zapewne niebawem zobaczę i w książkach. o czym nie omieszkam napisać.


(Wersja logo z adresem. Teraz już nieaktualna)

20.03.2018

Przyrodnicze i antropogeniczne przemiany źródeł Wyżyn Krakowsko-Wieluńskiej i Miechowskiej oraz ich rola w krajobrazie naturalnym i kulturowym

Swoją przygodę z nauką i chruścikami zacząłem od źródeł Łyny. Zaraz potem rozpocząłem (jeszcze jako student) badania chruścików źródeł Wyżyny Miechowskiej. Dlatego z wielkim sentymentem i zaciekawieniem sięgnąłem do monografii pt.
„Przyrodnicze i antropogeniczne przemiany źródeł Wyżyn Krakowsko-Wieluńskiej i Miechowskiej oraz ich rola w krajobrazie naturalnym i kulturowym”, pod redakcją Janusza Siwka i Marii Baścik. Monografia wydana w została Krakowie w 2013 roku przez Instytut Geografii i Gospodarki Przestrzennej UJ.

Szeroko zakrojone, długoterminowe badania ekologiczne są coraz rzadsze. Z kilku powodów. Po pierwsze moda - główny nurt badawczy przesunął się w kierunku biologii molekularnej i badań genetycznych. Po drugie cykl oceny pracownika i kategoryzacji uczelni wymaga licznych i częstych publikacji (wysoko punktowanych). Natomiast procesy przyrodnicze w skali krajobrazu, w tym sukcesja ekologiczna oraz skutki przekształceń antropogenicznych klimatu, trwają bardzo długo. Potrzebne są badania trwające co najmniej kilka dziesięcioleci. A pracownik musi publikować co roku. Do tego potrzebna jest szeroko zakrojona mniej lub bardziej sformalizowana współpraca różnych badaczy oraz granty. To pierwsze jest najważniejsze. Wytrwałość i konsekwencja przy zbieraniu danych i obserwacji  niezbędne są w badaniach środowiskowych i ekologicznych.

Omawiana książka (łącznie 317 stron) stanowi podsumowanie projektu badawczego, realizowanego w latach 2010-2013 w Zakładzie Hydrologii Instytutu Geografii i Gospodarki Przestrzennej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Projekt dotyczył przyrodniczych i antropogenicznych przemian źródeł Wyżyny Krakowsko-Wieluńskiej i Wyżyny Miechowskiej oraz roli źródeł w krajobrazie naturalnym i kulturowym. Nastawienie hydrologiczne i geograficzne wyraźne jest w zawartości pracy. Przeprowadzone badania były kontynuacją innych obserwacji, zapoczątkowanych w lata 70. ubiegłego wieku. Wtedy to zespół pod kierunkiem profesor Ireny Dynowskiej badaniami objął ponad 300 źródeł tego samego obszaru. Podsumowująca monografia ukazała się w 1983 roku i obejmowała 246 źródeł. To właśnie tamta monografia była dla nas, hydroentomologów i hydroakarologów z Olsztyna, znakomitą podstawa do badań nad makrobezkręgowcami źródeł Wyżyny Miechowskiej. Jeszcze w latach 80. XX wieku kilkukrotnie wybieraliśmy się na badania zarówno do Ojcowskiego Parku Narodowego, wybrane źródła Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej jak i Wyżyny Miechowskiej. Bez podanej lokalizacji źródłem i ich charakterystyki, nie bylibyśmy w stanie odszukać źródeł ani wybrać najbardziej interesujących. Część badań zespołu olsztyńskiego została wykorzystana w monografii z 2013 roku w rozdziale „7. Fauna bezkręgowców źródeł”.

„Przyrodnicze i antropogeniczne przemiany źródeł” to nie tylko monografia hydrologiczna, to także dobry opis środowiska, który może być wykorzystywany przez zoologów i botaników. 40 lat to w przyrodzie, w odniesieniu do małych obiektów jakimi są źródła, stosunkowo dużo. Zwłaszcza w okresie silnych, antropogenicznych przekształceń krajobrazu. Poza niewątpliwymi walorami dokumentacji hydrologicznej i krajobrazowej, omawiana książka jest dobrą „bazą danych” i punktem wyjścia dla długoterminowych badań nad przekształceniami fauny i flory źródlisk. O omawianej monografii wykorzystano także wcześniejsze badania, dokonując syntezy i określenia przekształceń. Zespół autorski rozszerzył jednak zakres badawczy, w porównaniu do wcześniejszych analiz. Przeprowadzono kompleksowe badania źródeł w zakresie hydrologii, hydrochemii, hydrobiologii wraz z uwzględnieniem aspektów krajobrazowych. Jako hydroentomolog czuję niedosyt w zakresie badań nad wodnymi bezkręgowcami. Ale wszystkiego na raz nie da się zrobić. Tak jak kiedyś monografia Dynowskiej zainspirowała do badań hydrobiologów, tak i teraz może zachęci do bardziej szczegółowych badań, dotyczących wodnych bezkręgowców źródeł Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej oraz Wyżyny Miechowskiej.

Zabrane dane pozwoliły Autorom na ocenę stopnia przeobrażeń naturalnych wypływów wód podziemnych, głównie w zakresie krenologicznym i krajobrazowym. Dobrym rozwiązaniem było przyjęcie numeracji źródeł, zgodniej z wcześniejszymi badaniami. Znacząco ułatwi do porównywanie i docieranie do oryginalnych danych. W rozdziale „2. Charakterystyka obszaru badań”, autorstwa Joanny Pociask-Karteczki , zawarto opis terenu badań na te podziałów fizjograficznych Polski, z uwzględnieniem sumy rocznych opadów, zasobności hydrologicznej, budowy geologicznej, warunków hydrogeologicznych, opisem głównych zbiorników wód podziemnych w badanym regionie, rzeźby terenu, klimatu, wód, gleb itd.

Rozdział 3. poświęcony jest wydajności źródeł (autor Janusz Siwek). Uwzględniono zmiany wydajności źródeł w latach 1973-2011. W niektórych obszarach wydajność wypływów uległa zmniejszeniu, łącznie z zanikiem źródeł (np. zlewnia Warty, Dłubni i Rudawy), w innych nie uległy zmianie (np. zlewnia Nidzicy i Pilicy). Kolejny rozdział poświęcony jest chemizmowi wód źródlanych. Zróżnicowanie przestrzenne składu chemicznego badanych źródeł nawiązywało do warunków hydrogeologicznych i hydrogeochemicznych analizowanego obszaru. Interesujące jest porównanie składu chemicznego wód źródliskowych, badanych w latach 1999-2000 i w 2011, co umożliwiło autorów wnioskowanie o wzroście lub osłabieniu antropogenicznych oddziaływań w badanym regionie. Z elementów biotycznych do najlepiej zbadanych zaliczyć można okrzemki.

Rozdział 5. autorstwa Agaty Wojtal, poświęcony jest okrzemkom jako wskaźnikowi jakości wód i stanu ekologicznego źródeł. Na uwagę zasługuje dobra dokumentacja badanych źródlisk, z lokalizacją, typem zagospodarowania terenu, typem chemizmu wód itd. W badaniach z lat 1999 oraz 2011 łącznie wykazano obecność 214 gatunków okrzemek. Ze względu na izolację w źródliskach spotyka się mniejszą liczbę gatunków w porównaniu do rzek i jezior. Lokalizację stwierdzeń ograniczono do najliczniejszych i najczęściej występujących gatunków. Gatunkom zagrożonym i rzadkim poświęcono osobny podrozdział. „Roślinność źródeł” to kolejny rozdział omawianej monografii (autorzy: Łukasz Moszkowski, Izabela Krzeptowska-Moszkowicz, Przemysław Kowalski). Inwentaryzację roślin naczyniowych i mszaków wykonano dla 8. źródeł, dla których podano szczegółowe wyniki składu gatunkowego oraz charakterystyk fitosocjologicznych. We wszystkich badanych źródłach zanotowano obecność 49 taksonów roślin zielnych, 14 mchów, 2 gatunki wątrobowców, 7 gatunków krzewów oraz 10 gatunków drzew. W zestawieniu tabelarycznym porównano ze źródliskami, badanymi w regionie łódzkim. Omówiono także zagrożenia roślinność źródlisk badanego obszaru.

Ze zrozumiałych względów największe moje zainteresowanie zyskał rozdział „7. Fauna bezkręgowców źródeł” (Elżbieta Dumnicka). Autorka oparła się na wcześniej publikowanych pracach, dlatego nieco więcej informacji dotyczy jedynie wypławków, ślimaków, wodopójek i chruścików. Omówienie fauny wykonano w ich powiązaniu ze źródłami (aczkolwiek niekonsekwentnie): krenobionty właściwe, krenobionty lokalne, owady, pozostałe grupy, stygobionty. Jakkolwiek znalazłem niektóre uogólnienia, zawarte w mojej wcześniejszej publikacji (cieszże się, że zostało to zauważone i wykorzystane), to czuje spory niedosyt: nie wszystkie publikacje zostały wykorzystane. Najwyraźniej Autorka do nich nie dotarła. Szkoda także, że nie pokusiła się o zebranie i podsumowanie rozmieszczenia makrobentosu w konkretnych źródłach. To i moja wina, gdyż w publikacjach zawarte były głownie wnioski i syntetyczne zestawianie. Trzeba będzie wrócić do notatek i w jakiejkolwiek formie innym udostępnić. Jeśli ktokolwiek zechce powtórzyć badania, będzie miał wygodną możliwość porównania składu gatunkowego i struktury dominacji. A dobra podstawa hydrologiczna i geograficzna, w raz ze zmianami, z pewnością ułatwi dogłębniejsze analizy.

Moim subiektywnym zdaniem najciekawszy jest rozdział „8. Fizjograficzne przemiany źródeł” autorstwa Marii Baścik. Oprócz opisów i analiz załączone są zdjęcia tych samych obiektów z lat 1973-1974 i 2011-2012 (kilka przykładów). Omówione zostały naturalne i antropogeniczne przeobrażenia źródeł. Na tym hydrograficznym i krajobrazowym tle chciałoby się wykonać badania i analizy fauny i flory. Niestety, danych jest niewiele a często szczegółowe wyniki ugrzęzły w szufladach badaczy (nie zmieściły się w publikacjach).

Cennym uzupełnieniem tej monografii mogłaby być otwarta, internetowa baza danych ze wszelkimi, dostępnymi danymi. Zasoby elektroniczne pomieszczą więcej informacji niż nawet największa, papierowa monografia. Ale też są trudniejsze do uruchomienia. Baza danych wymaga nie tylko serwera ale i stałej, interdyscyplinarnej współpracy.

 Kolejny rozdział autorstwa Marii Baścik, stosunkowo obszerny, poświęcony jest ochronie źródeł (stan i perspektywy). Rozdział 10. Nawiązuje do tej tematyki i omawia źródła jako element krajobrazu (perspektywa architektury krajobrazu). Monografię zamyka kilkustronicowe podsumowanie i wartościowe zestawienie literatury. Jakkolwiek nie jest kompletne (przynajmniej w odniesieniu do makrobezkręgowców) to jest niezwykle cenne zestawienie. Być może warto potraktować źródła Wyżyny Krakowsko-Wieluńskiej i Miechowskiej jako swoisty poligon do bardziej interdyscyplinarnych badań nad źródliskami Polski. Sporo już zostało zrobione a omawiana monografia znacząco ułatwi włączenie się do badań z innymi aspektami poznawczymi oraz szczegółową dokumentacją przekształceń środowiska abiotycznego i biotycznego.

Źródła są obiektami stosunkowo niewielkimi, zatem relatywnie mało tam gatunków bakterii, glonów, grzybów, roślin i zwierząt. Ale nawet tak małe obiekty wymagałyby szerokiego zespołu specjalistów by poznać pełną różnorodność biologiczną. A do tego takie obserwacje należałoby prowadzić co najmniej kilka dziesięcioleci. Wiele notatek i obserwacji, po częściowych wykorzystaniu w publikacjach (dotyczy to i moich obserwacji nad chruścikami źródeł) bezpowrotnie ginie w szufladach naukowców, rozproszonych po różnych instytucjach. Tym bardziej, że badania ekologiczne i „faunistyczne” nie są modne a „surowych” danych nie bardzo chcą drukować w pismach naukowych, zwłaszcza w tych wysoko punktowanych.

Teoretycznie, internetowe bazy danych, łatwe w uzupełnianiu i aktualizowaniu, nieograniczone miejscem w publikacjach i monografiach, mogłyby być nową formą interdyscyplinarnej współpracy i badań ekosystemowych. Nauka to przedsięwzięcie zespołowe i dobrze, by obserwacje nie ginęły w szufladach. Najwyzsza pora wykorzystać możliwości jakie daje internet i wieloautorskie bazy danych, umieszczone w "chmurze."